Czynnik miłości - Anna Łacina

Kup ebooka

12.60 zł
10.46 zł (10,71 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział IV

Czwartek, 2 października

1.

- Słyszałaś? - szepnęła Magdzik do Patrycji. - Podobno dziś w nocy pękła rura. Pół szkoły zalane! Może nie będzie matmy, bo to w tej części, gdzie jest sala Rejewskiego?

- I fizy - dorzucił z nadzieją siedzący przed nimi Przemek, odwracając się nieznacznie. - Ciekawe, czy doszło do Szelestowej. Jutro miała być powtórka z geo.

- A co to zmieni?

- No jak to co? Jeśli mapy zamokły, nie da rady pytać.

- Szkoda, że nie zalało dzienników w pokoju nauczycielskim - westchnęła Magda.

- Coś ty! - ofuknęła ją Patrycja. - Jak raz w jednej szkole zginął dziennik, to ze wszystkich przedmiotów pisali sprawdziany od początku roku! Wyobrażasz sobie?

- Patrycja! Do ciebie mówię! - Ostry głos Zielińskiej przerwał tak ciekawie zaczętą rozmowę. - Możesz odpowiedzieć na moje pytanie?

- Przepraszam, pani profesor, ale czy to prawda, że zalało szkołę?

- O ile mi wiadomo, nie to jest tematem dzisiejszej lekcji. - Zielińska uniosła brwi. - Uważasz, że twoje pytanie ma jakikolwiek związek z chemią?

- Oczywiście, pani profesor! Na przykład, jakie zmiany chemiczne zajdą w ścianach, podłogach i pomocach naukowych i czy są to zmiany odwracalne?

- Istotnie, woda jest bardzo dobrym rozpuszczalnikiem - nauczycielka połknęła haczyk, niestety, tylko na chwilę - wołałabym jednak, żebyś skupiła się raczej na elektrolitach.

- A czy lekcje będą normalnie? Dużo zalało? - pośpieszyli Patrycji z pomocą inni uczniowie.

- Nie mam pojęcia. - Chemiczka wzruszyła ramionami. - Wracamy do tematu.

2.

Dzwonek na przerwę uświadomił Patrycji, że trzeba powtórzyć matematykę. Nawet jeśli to prawda z tą pękniętą rurą, Rejewski i tak nie odpuści. Ostatnia kartkówka poszła jej fatalnie, co automatycznie przeniosło ją do grupy podwyższonego ryzyka. Przysiadła więc teraz na schodach i rozłożyła zeszyt.

- Proszę tu nie siadać - usłyszała głos Celerowej. - Jest przerwa, idźcie na boisko. To ostatnie dni ładnej pogody, a dotlenienie mózgu korzystnie wpływa na postępy w nauce.

Niechętnie wstała, przeklinając w duchu nauczycielkę.

- Czy ten babsztyl naprawdę nie może się ode mnie odczepić? - warknęła do idącej obok Zosi.

Ukradkiem zmierzyła nauczycielkę złym wzrokiem.

"Zaczyna siwieć. I chuda jak szczapa. Stara panna - pomyślała. - Pewnie menopauzę przechodzi, dlatego taka czepialska".

- Wiesz, jaka jest różnica między Celerową a nietoperzem? - Trąciła koleżankę w bok.

Nie czekając na zachętę, sparafrazowała dowcip, który właśnie jej się przypomniał:

- Nie ma żadnej! Niedowidzi, niedosłyszy, a wszystkiego się czepia!

- Nietoperze słyszą bardzo dobrze - zaoponowała Zosia. - A Celerowa wcale się ciebie specjalnie nie czepia. Przecież wszystkich wygoniła ze schodów. Nie wolno, to nie wolno - Wzruszyła ramionami. - A jak ma dyżur, to musi pilnować.

- A co ty jej tak bronisz?! - oburzyła się Patrycja. - Głupia stara panna! - Widząc zdziwiony wzrok Zosi, dodała szybko: - O Celerową mi chodzi. Starym pannom zawsze odbija!

- Coś ty! Ona ma męża i dzieci!

- Skąd wiesz?

- Chodziłam z Irgą do podstawówki i gimnazjum. Celer to nie jest takie częste nazwisko, a wspominała, że jej mama uczy biologii. To na pewno ona.

- Irka?

- Irga. Cotoneaster. Taki krzew. Mam w ogródku, jakbyś kiedyś wpadła, to ci pokażę. One wszystkie miały takie oryginalne imiona. Irga była środkowa. Przed nią dwie siostry i po niej dwie. Najstarsza Jaśmina, potem Róża. Chodziły do tej samej szkoły co my, tylko wyżej, więc czasem gadałyśmy na przerwach. Albo w świetlicy. Fajne dziewczyny. Młodszych prawie nie znam, ale też ciekawie się nazywają: Kalina i Azalia.

- Ale porąbana baba!

- No coś ty! Nie chciałabyś się nazywać Jaśmina?

- Jeszcze nie zwariowałam - burknęła Patrycja i ruszyła w kąt boiska, gdzie stała Magdzik z Kubą i Bartkiem. Towarzyszyło im dwóch chłopaków z równoległej klasy. Patrycja znała ich z widzenia.

- Daniel mówi - zawołała już z daleka Magda - że Rejewski z Szelestową, Fizią i księdzem latali jak perszingi i wynosili wszystko z sal. I że nie było lekcji, tylko oni też wynosili, co się dało: mapy, tablice, różne urządzenia. Wszyscy zalani! Cały pion, aż do parteru.

- Wszyscy zalani w trupa - zaśmiał się Kuba.

- Doszło aż do francuzów - emocjonowała się Magdzik. - Prawie pół szkoły!

- Nie piernicz! - zmitygował ją. - Jak jedna czwarta, to będzie git.

- Pomarzyć nie można? Ale tak czy inaczej, matmy chyba dzisiaj nie będzie, nie?

- Będzie matma fizyczna - włączył się Bartek.

- Że co? - nie zrozumiały dziewczyny.

- No, że na matmie będzie praca fizyczna. Siła razy ramię - wyjaśnił Bartek, gasząc papierosa. - Chodźmy, już dawno dzwoniło.

Jednak czekała ich niespodzianka. W drzwiach szkoły zderzyli się z tłumem wychodzących.

- Idziemy na boisko. Mamy się ustawić jak na rozpoczęciu roku - poinformowała ich Ola.

- Wychodzimy, wychodzimy - górował nad rozgadanym tłumem ostry sopran pani Kowalkowskiej, zwanej Fizią z racji wykładanego przedmiotu i innych cech. - Wszyscy, proszę! Wychodzimy!

Wąskie drzwi wypluły kolejnych kilkudziesięciu uczniów i paru nauczycieli.

- No co tak stoicie? - Patrycja poczuła na plecach dłoń Nawrockiej. - Ustawcie się, zaraz do was przyjdę.

Wychowawczyni popchnęła ją lekko i ruszyła w kierunku głównej bramy, by zagarnąć maruderów.

Dobrych kilka minut stali bezczynnie, grzejąc się w promieniach październikowego słońca i obserwując biegające w tę i z powrotem szacowne grono pedagogiczne. Wreszcie nadszedł dyrektor. Przez chwilę wyrażał głośno swoje niezadowolenie, że jego pojawienie się nie uciszyło gwaru uczniowskich rozmów, w końcu jednak zakomunikował wiadomość, na którą wielu miało nadzieję.

- Z powodu awarii dzisiejsze lekcje zostają zawieszone.

Stłumione okrzyki aplauzu zmroził krótkim:

- Dzisiejszy dzień odrobimy w jedną z sobót.

A potem przez kilkanaście minut rozwodził się nad niedojrzałością i krótkowzrocznością młodzieży, dla której liczy się tylko fakt, że przepada jakaś lekcja, a nie dostrzega strat materialnych, jakie poniosła szkoła, ani strat intelektualnych, jakie wszyscy uczniowie poniosą na skutek zniszczenia pomocy naukowych, odwołania zajęć i konieczności przebywania w niedostosowanych do tego pomieszczeniach aż do usunięcia skutków awarii i uzyskania pozytywnej opinii inspektora nadzoru budowlanego.

Wszystkim miny zrzedły, gdy okazało się, że wuef będzie na dworze aż do odwołania, natomiast sala gimnastyczna, podobnie jak aula, pokój nauczycielski i biblioteka zostaną przeznaczone na sale lekcyjne. Do tego w każdej z nich mają się w tym samym czasie zmieścić po dwie albo i trzy klasy! A gdyby się okazało, że sal i tak będzie za mało, wszyscy przejdą na system zmianowy!

- Wygląda na to, że niewiele zyskaliśmy na tej awarii - podsumowała Magdzik ze smutkiem.