Czy Bóg tutaj - Małgorzata Gwiazda-Elmerych

Kup ebooka

31.50 zł
25.20 zł (23,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

"Napoczątku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem ipustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Bożyunosił się nad wodami.

WtedyBóg rzekł: "Niechaj się stanie światłość!". I stała sięświatłość. Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją odciemności.Inazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą.

...aBóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre".

Rdz1, 1-3.31

KsięgaRodzaju

Światstworzony przez Boga

- A,bo ja wiem, może zagląda, a może nie zagląda. Po czym poznaję, żejest? Po dobroci ze strony gminy, ludzi, ze strony wszystkiego.

- No,a kiedy Boga nie ma? - Kobieta w pomarańczowej kurtce i wciemniejszej, ale też pomarańczowej trwałej ondulacji na głowie, pytasamą siebie i sama sobie odpowiada: - Kiedy się źle dzieje.

- Czymjest dobro? - znów pada pytanie zadane samej sobie i odpowiedź:- No dla mnie to jest... No wiem, można by tak to określić, żejak przychodzi wiosna. No, bo wtedy wszystko budzi się do życia, ajak jest zło, to tak jak teraz. - Wzrokiem wodzi dookoła, gdziepełno śniegu i błota. - Wszędzie jest ciężko. A dobro to japoznaję po tym, że wszystko się budzi do życia, tak samo i we wsi siębudzi do życia. A tak, jak teraz... - Kobieta znów rozglądasię, a kikutem ręki ukrytym pod kurtką próbuje pokazać to całe"teraz". - Wszystko ponure - zawiesza głos ipatrzy przed siebie. A po chwili jej myśli znów wybrzmiewają: -Ja cały czas czuję obecność Boga, cały czas... Jestem wierząca i całyczas czuję Jego obecność. A to my sobie sami kierujemy własnym losem.Zależy dużo od nas samych, jak sobie pościelesz, tak to... No tak,można to powiedzieć po wiejsku. Ważna jest radość. Najważniejszejest, żeby się nie załamywać. No mówię, że najważniejsza jest siłaczłowieka i serce człowieka. To jest najważniejsze -powiedziała to, nie patrząc już na mnie, i tak, jak szybko mówiła,tak szybko podreptała do swojego domu.

- Możei zagląda. - Mężczyzna pociąga nosem. Odwraca głowę, chcąc wten sposób ukryć łzawiące oko.

Trudnoocenić, czy łzawi z powodu zimna, czy jakiejś choroby, czy może łzyto niechciany efekt wspomnień. Ma ponad siedemdziesiąt lat, takoceniam po zmarszczkach na twarzy i spracowanych rękach o zgrubiałejskórze. Przed zimnem chroni go wojskowy strój: czapka moro i kurtkamoro. Na nogach niepasujące do wojskowego stylu gumofilce.

- Takza dobrze to nie jest. No bo wszystko drożeje, a ludzie corazbiedniejsi. - Znów odwraca głowę. Mówi coraz ciszej: -Czy jakoś odczuwam obecność Boga? Zdarza się. No czasami tak. Terazto już człowiek starszy, to już myśli o drugim świecie. Może lepiejbędzie tam niż tu. Teraz jest tu. No dobrze nie jest, ale czy Bógjest? Wiadomo, ale nikt tego konkretnie nie stwierdził. Zobaczył? Napewno nie, ale doświadczyć...

Czuję,że ma coś dla niego ważnego do powiedzenia, czekam, nie wyrywam się zniepotrzebnym pytaniem.

- Gdyjechaliśmy tutaj w 47 roku na Zachód, pod pociągiem byłem, nie wiemjuż nawet dlaczego - zaczyna swoją historię mężczyzna. -Nie pamiętam. Byłem pod nim, a pociąg ruszył. I takie coś miprzyszło, żeby nie wychodzić, bo już wychodzić miałem stamtąd, miałemzamiar, że pomiędzy kołami przerzucę się, czy wyskoczę, a coś mipowiedziało, żebym poczekał. I poczekałem, i pociąg się na chwilęzatrzymał... Takie miałem czasami... - nie kończy, jakby sięzawstydził.

- Bógczuwał nad panem - raczej stwierdzam niż pytam.

- Może?- odpowiada i lekko uśmiecha się, jakby chciał sobie i Bogupowiedzieć: my już swoje wiemy.

Możemieć około pięćdziesięciu, może więcej lat, ale sama twarz wydaje misię znacznie starsza. To przez zacięte usta, tak zaciśnięte, jakbymówiła: oj, pani, co tu się dzieje. Co się dzieje, skaranie boskie.Ja już to wszystko wiem. Ja już z niejednego pieca chleb jadłam.

- Zadużo tu się dzieje, na tej wsi. Tak, za dużo. - Kiwanie zpolitowaniem głową, splecione ręce na piersiach, to wszystkopokazują, że ona mi tu zaraz wszystko powie. Jej mina, mieszankapogardy i ubolewania, nie budzi żadnych wątpliwości. -Demoralizacja młodzieży. Picie alkoholu przez tę młodzież, no aostatnio, to było w sylwestra, podpalenie. Samochód we wsi spalony. -Wpatruje się we mnie, czy jestem tak samo oburzona jak ona. -Czy to było przez petardę, czy przez podpalenie, czy przez mściwośćjeden drugiemu, nie wiem. Źle się dzieje, no po prostu sąsiad zsąsiadem źle żyje.

Zapadacisza. To czas dany mi na przemyślenie i ochłonięcie z tego zła,które tu we wsi "się dzieje".

- Tujeden od drugiego ucieka i umywa ręce, jak się coś dzieje. Jedni sięśmieją z tego, że u kogoś się źle dzieje. Niektórzy współczują, aleraczej się śmieją. - Znów pauza. Głęboki oddech i pada to, comam wrażenie, chciała powiedzieć na początku: - Na swoimprzykładzie to mam. Z rodziną tu mieszkam i z rodziną tu żyć nie mogęw zgodzie. A co dopiero ludzie sobie obce?

- Dlaczegorodzina się kłóci? - pytam, choć pytanie wcale nie musiałopaść. Kobieta chce powiedzieć. Tak po prostu, z nadzieją, że możejeszcze ktoś w świecie będzie jej współczuł.

- Omajątek, o pieniądze. Właśnie mam taki przykład. Modlę się. Niechodzę do kościoła, bo to daleko, ze wsi cztery kilometry, a idzieci, wiadomo, ale się modlę i po prostu dużo rozmawiamy. Tak sobieradzę. Dużo ze sobą rozmawiamy, to pomaga. Ze strony mojej rodziny.Psychiczną taką pomoc mam i finansową. Przyjaciół mam i to dużo jest.Dużo. Walczą o podział majątku - wyjaśnia, a ja domyślam się,że chodzi o rodzinę ze strony męża. - Ktoś komuś zobowiązał sięcoś spłacić. Ktoś przyobiecał zwolnić dom, oddać, rozliczyć się. Tonie jest łatwe, gdy każdy czeka. Każdy liczy, ile może na tym zyskaći ile zyska. Trwa to latami.

- Niebyło takiej pokusy, by to wszystko zostawić, wyjechać? - pytam,bo w opisanej sytuacji wydaje mi się, że ucieczka od problemu to takinaturalny odruch. Ale nie. Nie tu na wsi.

- Toznaczy mąż mieszka tutaj już pięćdziesiąt lat, tak że... To jest taksamo, jakby wziął drzewo stare, wyrwał z korzeniami i przesadził wdrugie miejsce. To się nie da. To już jest. Korzenie puszczone i nieda się. Tak samo i ja... - nie kończy.

- Wiepani, raz jest lepiej, raz jest gorzej. Trochę tak i trochę tak.

Kobietawygląda na niewiele ponad trzydzieści lat. Mieszka przy cmentarzu,ale to nie ma dla niej znaczenia. Przyzwyczajenie i już. Bliskośćzmarłych nie jest przedmiotem jej rozważań i chyba nigdy nie była.Ot, "ta, co mieszka przy cmentarzu". I już. Tym bardziejże cmentarz jest mały, zadbany, oddzielony od świata żywych kutąbramą. Kobieta oczy ma rozbiegane. Trudno zatrzymać je na jednympunkcie w przestrzeni. Jednak jak już spojrzy prosto w oczy rozmówcy,to tak jakby po wielokroć przewiercała je na wylot. Jej twarz możewzbudzać nieufność. Ktoś mógłby powiedzieć o niej:"lisiczka".Odnoszę wrażenie, że cokolwiek powie, to będzie tylko część prawdy.Oczywiście rzeczywistość może być zupełnie inna i może nieobowiązywać zasada:"wszystkoukryć".

- Czasamijest złe, czasami dobre. Są dobre rzeczy i są złe. Na przykład, jakktoś umrze, to jest niby zła rzecz, a jak się urodzi, to jest dobrarzecz.

Takawłasna praktyczna filozofia, próba połączenia wszystkiego zewszystkim, tak by być i dobrym, i złym. I szczęśliwym, inieszczęśliwym. Filozofia "ułożenia ze światem". Może tojest sposób?

Kolczyki,włosy rozjaśnione, ale już z odrostami. Kożuszek narzucony na bluzkęz krótkim rękawem. Jest młoda, ale zamiast błysku w pięknych, dużychi niebieskich oczach, jawi się w nich smutek.

- Dojazdysą złe do miasta. Nie ma pracy. Wiadomo, chodzą, kradną. Trzeba siępilnować - wymienia niemal jednym tchem.

- Skądwiadomo, że kradną? - pytam o to, co dla niej jest oczywiste,jak to, że słońce wschodzi i zachodzi.

- Wiepani. Nie ma pracy. Samochód podpalili tutaj ostatnio. -Niespodziewanie zmienia wątek i mówi o tym, czym wieś żyła wostatnich dniach. - Koleżance podpalili. Gówniarzeria. No tylezłego jest. Kłócą się, biją się, ale to po prostu brak Boga. Apowinniśmy sobie pomagać nawzajem, wszyscy. A tu jeden drugiegopójdzie obgada, nie pomoże drugiej osobie.

Jestemprzekonana, że mówi teraz o sobie, o tym, czego sama doświadcza. Otym, że potrzebuje lub potrzebowała pomocy, a"wioskowi"się od niej odwracali. Później, gdy emocje przestały być takprecyzyjnie kontrolowane, napomknęła o ojcu alkoholiku, który wciążupija się z jej siostrą. Wspomniała też o rodzinie i... o relacjachrodzinnych, których tak naprawdę nie ma. Chyba, że rodzinnymistosunkami można nazwać pogardę i nienawiść.

- Przyjdą,pieniądze pożyczają, później trzeba chodzić i upominać się. Nie chcąoddać.

- Jakwygląda pani dzień? - pytam, zmieniając temat, żeby przezchwilę nie myślała o ojcu i siostrze.

- Mójdzień? Zwyczajnie. Siedzę w domu i pilnuję dzieci. Nie wychodzę zdomu prawie wcale. Tyle, co na dwór, do pieca nakłaść. Latem to sięwychodzi na wioskę, ciepło jest, ale teraz, to się siedzi w domu,cały czas w domu.

- Niechce pani tego zmienić?

Jejpiękne, błękitne oczy zdają się rosnąć na subtelnej, młodej, wciążpięknej, acz zmęczonej twarzy.

- Wiepani... - zawiesza głos, patrzy przed siebie, w kierunku rzekiz małą śluzą. Woda dudni, jakby chciała wygrać, co do hałasu, wzawodach z Niagarą. - Przyzwyczajenie. Mieszkanie wykupione, tosię siedzi tutaj. Jakoś się żyje pomału. Tak po prostu "jakoś".

Niemiał zbyt wielkiej ochoty na rozmowę, ciekawość jednak przeważyła. Wskupieniu, z lekko przechyloną głową, spoglądając w dół -jestem zdecydowanie niższa od niego - słucha, o co mi chodzi.Pusty słoik to zawija w kraciastą ścierkę, to go z niej odwija.

- Jawiem, jak to powiedzieć? Nikt go jeszcze nie widział, ale chyba jest.W Boga wierzę, do kościoła chodzę. Od czasu do czasu, ale chodzę.Każdy robi, jak może. I czy to On pozwala odczuć, co dobre, co złe?Nie wiem. Tak po prostu się żyje. Ja jestem na rencie. Renty sześćsetpięćdziesiąt złotych musi starczyć. Mam konkubinę i tak żyjemy jakoś.Kiedyś mieszkałem koło Gryfic, było to w ro-ku siedemdziesiątym. Jasię tu przeniosłem, bo praca była lepsza. W Spółdzielni Produkcyjnej.Dlatego tu przyjechałem - odpowiada jak uczeń zapytany podczaslekcji.

Mężczyznatylko na chwilę przerywa, by skupić myśli i przejść do kolejnegowątku.

- Ajak dziś wygląda dzień? Teraz w domu sobie rozpaliłem i do sąsiadówna plotki idę. O czym będziemy plotkować? Wie pani, o czym się da. -Słoik teraz ukrywa się w ścierce. Już nie przekłada go, nie czyści,nie ściska. To słoik na bimber.

Terazjuż wszystko się układa. Ta trójka -"lisiczka","pogodzona z życiem" i on - to rodzina. Dwoje znich upija się wspólnie. Regularnie. Taka więź ojca i córki. Takbędzie i za chwilę, gdy się ze mną pożegna.

Autobusminął przydrożny krzyż i stanął tak, jakby się zepsuł. Zresztą napoboczu drogi tablicy z napisem"PKS"nie widać. Nie widać też, czy ktoś wsiada, czy może wysiada. Słychaćtylko syk hydraulicznych dźwigni i samochód powoli rusza. Trzykobiety, jak trzy wrony na polu, rozglądają się: lewa, prawa, lewa...Jak dzieci przy przejściu dla pieszych, z tą różnicą, że tu nie mapasów, a pojazd był jedynym, jaki pojawił się we wsi od kilku godzin.

- Jestcoś dobrego i coś złego, każdy patrzy na swój sposób. -Dziewczyna wygląda bardzo dojrzale jak na swoje szesnaście lat.

- Wtej wsi to przeważa zło. - Ta też jest młoda. Szalik, gruby,wełniany, zasłania jej twarz niemal po oczy. - Bezrobocie jest,pijaństwo. Dzieci nie mają się gdzie podziać, nie ma miejsca nazabawę, bawią się na ulicy - recytuje jak dobrze przygotowanąlekcję. W Boga wierzy. Jest.

- AleBóg tu nie ma nic do rzeczy - mówi ta pierwsza. Pewna siebie,zdecydowana. - Każdy musi sobie jakoś radzić. Można siępomodlić do Boga, ale trzeba też samemu pomyśleć o swoim życiu. Bógprzecież nie ześle nam worka pieniędzy i nie da pięknego domu. Trzebasobie jakoś radzić.

- Nojakoś sobie radzę - włącza się do rozmowy najstarsza z całejtrójki. - Z dnia na dzień jakoś sobie radzę. Nigdy się niezałamałam. Nigdy, że nie mam pieniący, że nie mam na chleb. Nigdy.Starałam się, żeby było wszystko, wszystko na dobrej drodze. I takjest.

- Niebyło chwil kryzysu? - Jestem przekonana, że były.

- Niemogło być - odpowiada i towarzyszy temu delikatny śmiech. -Ma się rodzinę i trzeba sobie radzić. On mnie podtrzymuje na duchu.Jak coś nie tak, to, Panie Boże, pomóż, i On podtrzymuje, na codzień. Ja w Boga wierzę. Bardzo wierzę.

- Nieda się tego określić. - Blondynka w szaliku jest niecozniecierpliwiona. "Przecież to wszystko oczywiste", zdajesię mówić do mnie, nie wypowiadając słów.

- Poprostu wierzę, w trudnych sytuacjach - tłumaczy wszystko isystematyzuje ta druga.

- DziękujęBogu, za to, że żyję. To wszystko. Żyję, mam w co się ubrać, mam zaco jeść, nie klepiemy biedy jak inni.

- Wystarczy?- pytam, bo jakoś jej nie do końca wierzę.

- Wystarczy.Czego chcieć więcej? Po co pieniące? Bez pieniący też da się żyć.Trzeba mieć przyjaciół, rodzinę...

Skulone,jak trzy wrony na polu, odchodzą.

wserii piętnastkaukazały się:

HenrykBereza"Względy", "Zgłoski", "Zgrzyty"

KazimierzBrakoniecki"Dziennik berliński"

MaciejCisło"Błędnik"

JanDrzeżdżon"Łąka wiecznego istnienia"

AnnaFrajlich"Czesław Miłosz. Lekcje", "Laboratorium"

PawełGorszewski"Niecierpiące zwłoki"

TomaszHrynacz"Noc czerwi"

LechM. Jakób"Poradnik grafomana", "Poradnik złych manier","Rzeczy"

PawełJakubowski"Kopuła"

ZbigniewJasina"Drzewo oliwne"

JolantaJonaszko"Bez dziadka. Pamiętnik żałoby"

GabrielLeonard Kamiński"Pan Swen (albo wrocławska abrakadabra)"

BogusławKierc"Cię-mność"

ArturDaniel Liskowacki"Capcarap", "Kronika powrotu", "UliceSzczecina", "Ulice Szczecina (ciąg bliższy)"

KrzysztofLisowski"Czarnenotesy (o niekonieczności)", "Motyl Wisławy. I innepodróże"

KrzysztofMaciejewski"Dziewięćdziesiąt dziewięć", "Osiem"

TomaszMajzel"Opowiadaniaw liczbie pojedynczej", "Treny Echa Tropy"

PiotrMichałowski"Cisza na planie"

MirosławMrozek"Odpowiedź retoryczna"

EwaElżbieta Nowakowska"Merton Linneusz Artaud"

HalszkaOlsińska"Bliskie spotkania", "Małostki", "Złotażyła"

PawełOrzeł"Cudzesłowa"

MirosławaPiaskowska-Majzel"(Po)między"

KarolSamsel"Jonestown", "Prawdziwie noc", "Więdnice"

BartoszSawicki"Krucha wieczność"

EugeniuszSobol"Killer"

EwaSonnenberg"Wiersze dla jednego człowieka"

WojciechStamm"Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste"

GrzegorzStrumyk"Re _ le rutki"

LeszekSzaruga"Kanibale lubią ludzi"

WiesławSzymański"Skrawki"

MichałTabaczyński"Legendy ludu polskiego. Eseje ojczyźniane"

PawełTański"Glinna", "Kreska"

MariaTowiańska-Michalska"Akrazja", "Engram", "Z Ameryką w tle"

AndrzejTurczyński"Źródła. Fragmenty, uwagi i komentarze"

MiłoszWaligórski"Długopis"

HenrykWaniek"Notatnik i modlitewnik drogowy (1984-1994)"

Leszek Żuliński "Suchełany"