ROZDZIAŁ I
Maria skrzywiła się z niesmakiem.
- Tak niemiło wyrażasz się o swojej przyjaciółce.
- Jaka tam przyjaciółka? - żachnęła się Joanna odgarniając z czoła gęste kasztanowate włosy. - Ordynarna, wstrętna świnia!
- A przecież kiedyś się przyjaźniłyście. Byłyście nierozłączną parą.
- To było dawno. Teraz jej nienawidzę. Nienawidzę z całego serca i gdybym tylko mogła...
Maria podniosła się z głębokiego fotela, w którym tkwiła od dłuższego czasu, przeciągnęła się i ziewnęła dyskretnie. Ta rozmowa zaczynała ją nużyć.
- Napijesz się czegoś? - spytała.
- Nie mam ochoty na alkohol.
- Wcale ci nie proponuję alkoholu. Miałam na myśli sok pomidorowy, sok pomarańczowy albo po prostu szklankę zimnej wody.
- Daj mi zwykłej wody.
- A może zaparzę herbaty?
- Nie, nie, wolę wodę. Ale nie fatyguj się. Sama sobie wezmę.
- Zaczekaj - Maria zatrzymała ją ruchem ręki. - Mam chyba jeszcze "Mazowszankę" w lodówce.
Wyszła sprężystym, energicznym krokiem i po chwili wróciła, niosąc na okrągłej tacce dużą butelkę i dwie zwężone u dołu szklanki.
- W pewnych sytuacjach nie ma to jak zimna woda - powiedziała z uśmiechem. Joanna spojrzała na nią z wyrzutem.
- Ty sobie ze mnie żartujesz, a ja naprawdę...
Maria postawiła tackę na stoliku, podeszła do przyjaciółki i objęła ją.
- Ależ, kochanie, wcale z ciebie nie żartuję. Usiłuję tylko trochę rozbić ten twój posępny nastrój.
Joanna potrząsnęła głową.
- To nie takie proste. Nie takie proste, jak ci się zdaje.
- Ja wiem, że to nie takie proste. Doskonale cię rozumiem. Mogę cię jednak zapewnić, że nie ty pierwsza i nie ty ostatnia przeżywasz taką historię.
- I to właśnie Magda, właśnie Magda zrobiła mi takie świństwo! - wybuchnęła Joanna.
- Moja droga - Maria lubiła czasem wpadać w mentorski ton. - Musisz wreszcie zrozumieć, że gdy w grę wchodzi mężczyzna, kończą się wszystkie, największe nawet przyjaźnie między kobietami. Tak było, jest i będzie. Walka o samca to odwieczne prawo przyrody.
- A ty? - spojrzała Joanna.
- Co ja?
- Ty także byłabyś zdolna do tego, żeby odebrać przyjaciółce narzeczonego, męża, kochanka? Prawda, że nie? No powiedz, że nie.
Maria uśmiechnęła się.
- Bo ja wiem. W tych sprawach nigdy nie można nic powiedzieć na pewno.
- Ale przecież mogłaś, przecież mogłaś uwodzić Piotra - próbowała argumentować Joanna. - A jednak tego nie zrobiłaś, chociaż wiem, że ci się podobał.
Maria znów ją objęła.
- Posłuchaj, kochanie - powiedziała serdecznie. - Nie chciałabym, żebyś miała o mnie lepsze wyobrażenie aniżeli ja w rzeczywistości jestem. Piotr podobał mi się i to nawet bardzo, ale nie dlatego nie próbowałam go uwodzić, że jestem twoją przyjaciółką.
Joanna spojrzała zaskoczona.
- A dlaczego?
- Dlatego, że nie jestem w jego typie. Nie podobałam mu się. Nie miałam i nie mam żadnych szans.
- A gdyby było inaczej?
Maria leciutko poruszyła ramionami.
- Nie wiem. Ale nie mogę ci zaręczyć, czy nie starałabym się zdobyć Piotra dla siebie.
- Usiłujesz pozbawić mnie wszelkich złudzeń?
- Nie. Chciałabym tylko, żebyś trzeźwo patrzyła na życie. Już chyba najwyższy czas, żebyś pewne rzeczy zrozumiała. Nie możesz ciągle obracać się w jakimś wyidealizowanym, nierealnym świecie.
- W żaden sposób nie mogę pogodzić się z tym, żeby prawdziwa przyjaciółka... Magda przecież wiedziała doskonale o tym, że mamy się pobrać.
- Moja kochana - Maria znowu weszła w rolę doświadczonej preceptorki. - Po pierwsze - już ci mówiłam, że nie istnieje przyjaźń między kobietami, gdzie w grę wchodzi mężczyzna, a po drugie - nie pozwala się kochanemu mężczyźnie wyjeżdżać tak daleko i na tak długo. Takie wyjazdy są zawsze bardzo ryzykowne i często źle się kończą.
- Nie mogłam mu zabronić - powiedziała z przekonaniem Joanna. - Ten wyjazd to była dla Piotra ogromna szansa. Dali mu bardzo dobre warunki. Miał przywieźć dużo dolarów.
- Ja bym tam nie ryzykowała narzeczonego dla PEWEX-u - skrzywiła się Maria.
- Mieliśmy się za te pieniądze urządzić, kupić mieszkanie, samochód.
- A teraz nie masz ani mieszkania, ani samochodu, ani narzeczonego.
- Nie męcz mnie! - wykrzyknęła histerycznie Joanna. - Czego ty właściwie chcesz ode mnie?
- Chcę, żebyś rozsądnie spojrzała na sytuację i przestała dramatyzować. Co się stało, to się już nie odstanie i trzeba się z tym pogodzić. Zapomnij o tym, co było i staraj się zorganizować sobie nowe życie.
- Mam pozwolić na to, żeby Magda i Piotr...?
- A cóż ci innego pozostaje? Machnij na to wszystko ręką i znajdź sobie innego amanta. Jesteś młoda, ładna, pełna temperamentu. To przecież dla ciebie nie takie trudne.
- Nigdy! - wybuchnęła z niespodziewaną gwałtownością Joanna. - Nigdy nie pozwolę, żeby oni...
- A czy można wiedzieć, co masz zamiar przedsięwziąć? - spytała spokojnie Maria. - Chyba nie myślisz o popełnieniu morderstwa? To byłoby zbyt melodramatyczne. Zdradzona dziennikarka strzałami z pistoletu zabija niewiernego kochanka oraz jego przyjaciółkę. Nie, nie, to nie na dzisiejsze czasy.
- Znowu sobie ze mnie podkpiwasz.
Maria powtórnie napełniła szklanki "Mazowszanką".
- Masz, napij się. To ci dobrze zrobi. I siadaj. Przestań wreszcie biegać po pokoju. W głowie mi się kręci.
Joanna usiadła posłusznie i przeciągnęła dłonią po rozpalonym czole. Przez chwilę milczała.
- Tak... tak... - powiedziała spokojniejszym już głosem. - Nie mogę, nie mogę znieść tej myśli. Ale po co ja ci zawracam głowę moimi sprawami? Muszę sama... muszę sama przemyśleć... zadecydować.
- O czym chcesz zadecydować? Sprawa jest chyba zupełnie jasna.
Joanna zwróciła ku przyjaciółce zamglone, niewidzące oczy.
- Nie wiem... Nie wiem. Zostaw mnie.
- Nie rozumiem cię - powiedziała Maria. - Przecież rozmawiałaś z Piotrem.
- Rozmawiałam.
- I powiedział ci, że wszystko między wami skończone.
- Tak, ale ja nie mogę w to uwierzyć.
- Co ci z tego przyjdzie, że nie będziesz w to wierzyć? Taka twoja postawa przecież nie zmieni rzeczywistego stanu rzeczy.
Joanna znowu zaczęła chodzić po pokoju.
- Nie do wszystkiego można podejść z zimnym rozsądkiem. Wiem, ty każdą sprawę dokładnie i spokojnie wyważasz, logicznie analizujesz wszystkie za i przeciw. Jesteś trzeźwa, rozsądna, beznamiętna. Ja tak nie potrafię.
- Co zamierzasz? - spytała Maria i zapaliła papierosa.
- Muszę się jeszcze raz zobaczyć z Piotrem. Może to tylko jakaś przelotna sprawa. Może się opamięta. Może do mnie wróci.
- Chcesz żebrać o miłość?
- Jeśli chodzi o Piotra, to jestem gotowa nawet na to.
Na twarzy Marii odmalowała się głęboka troska.
- Nie rób tego. To nic nie da. Zaręczam ci. Mężczyzn nie zdobywa się prośbą.
- A może mu się tylko wydaje, że kocha Magdę - próbowała argumentować Joanna. - Tam przecież wszystko było inne, dalekie, obce. Inny klimat, inni ludzie, inny kraj. W takich zupełnie zmienionych warunkach człowiek się czasem gubi. Może i on się zgubił. Może uległ jakiemuś przelotnemu nastrojowi. Wszystko zapomnę, wszystko mu przebaczę, żeby tylko do mnie wrócił. Ja go kocham. Czy ty nie możesz tego zrozumieć?
Maria uśmiechnęła się z łagodną wyrozumiałością.
- Ależ rozumiem cię doskonale, kochanie. Radzę ci jednak, żebyś nie robiła sobie nadziei. Nie sądzę, żeby twoja ponowna rozmowa z Piotrem coś dała. To jest człowiek, który wie, czego chce.
- Muszę z nim pomówić. Muszę jeszcze z nim pomówić.
- Rób jak uważasz, ale mnie się zdaje, że tylko zupełnie niepotrzebnie będziesz szarpać sobie nerwy, które już w tej chwili są w opłakanym stanie.
Joanna wyciągnęła rękę po szklankę i napiła się wody.
- Zmieńmy temat - powiedziała zdecydowanie. - Już i tak o wiele za długo nudzę cię moimi sprawami.
- Doskonale wiesz, że wszystko, co ciebie dotyczy, bardzo mnie interesuje - zapewniła ją Maria.
- Tak, wiem. Wdzięczna ci jestem za to, ale wszystko ma swoje granice. Dosyć. - Powiedziane to zostało takim chłodnym, stanowczym tonem, że Maria uważniej spojrzała na przyjaciółkę. Zobaczyła twarz spokojną, opanowaną. Ani śladu niedawnego wzburzenia, tylko w ustach wyraz twardej, zimnej zaciętości. Ta nagła zmiana zaniepokoiła ją.
- Może dobrze by było, żebyś na jakiś czas wyjechała z Warszawy. Powinnaś zmienić otoczenie, odprężyć się. Weź urlop.
- Teraz nie mogę wziąć urlopu. Potrzebna jestem w redakcji. Dopiero we wrześniu...
- To wobec tego poszukaj sobie jakichś rozrywek. Pochodź do kina, do teatru, staraj się przebywać w wesołym towarzystwie. Musisz się rozerwać, zapomnieć. Nie można tak bezustannie rozmyślać o przykrych sprawach. Bądź dzielna. Skończ z tym wszystkim.
Joanna uśmiechnęła się drwiąco.
- Jesteś stworzona do dawania dobrych rad. Powinnaś prowadzić rubrykę zatytułowaną "Dobre rady cioci Marysi"...
Maria odpowiedziała uśmiechem.
- Kto wie. Może kiedyś, kiedy się zniechęcę do roli lekarza? W życiu nigdy nic nie wiadomo.
- Tak. W życiu nigdy nic nie wiadomo - powtórzyła Joanna. - Ciągle jakieś niespodzianki. Powiedz mi, kochana, a jak twoje sprawy z Konradem?
- Bez większych zmian. Wszystko w porządku, przynajmniej na razie. Co będzie dalej, nie wiadomo. Myślę, że będziesz we wtorek.
Joanna zamyśliła się.
- Ach, prawda, to już we wtorek. Sama nie wiem...
- Przyjdź koniecznie. Konrad bardzo serdecznie cię zaprasza. Będzie dużo ciekawych ludzi. Rozerwiesz się.
- Nie mam nastroju. Chyba rozumiesz.
- Przyjdź, a o nastroju porozmawiamy na miejscu.
- Nie wiem. Zobaczę. Zobaczę, jak się będę czuła we wtorek.
- Będzie Wiesiek Sobański - usiłowała ją zachęcić Maria.
- Ten adwokat?
- Tak. Chyba się orientujesz, że on się tobą od dawna interesuje?
Joanna wzruszyła ramionami.
- Nie podoba mi się. Mydłek.
- Nie mów tak. To bardzo fajny chłopak. Świetnie się zapowiada. Powierzają mu już poważne sprawy karne. Ma przed sobą przyszłość. Przyjdź, Joasiu, bardzo cię proszę. A niezależnie od wtorku, wpadnij jeszcze do mnie, zadzwoń. Nie trać ze mną kontaktu.
- Dziękuję ci - Joanna wstała. - Na mnie już czas. Wybacz, że cię zanudzałam swoimi sprawami, ale tak mi się jakoś zebrało. Cześć. Zadzwonię do ciebie.
Po wyjściu przyjaciółki Maria odetchnęła z widoczną ulgą. Dosyć już miała tej "dusznej udręki", a poza tym lada chwila mógł przyjść Konrad. Nie chciała go narażać na spotkanie z przygnębioną Joanną. Zaraz wytworzyłby się nastrój, którego sobie wcale nie życzyła.
Pospiesznie otworzyła okna, wyrzuciła niedopałki papierosów i postawiła wodę na herbatę. "A może będzie wolał kawę?" - pomyślała i otworzyła kredens. W tej chwili zadźwięczał dzwonek.
Był efektownym mężczyzną. Wysoki, świetnie zbudowany, szeroki w ramionach. Sylwetka sportowca. Twarz niebanalna, mocno zarysowana, pokryta mocną opalenizną, miała w sobie coś z drapieżnego ptaka. Głęboko osadzone szarozielone oczy, lekko zgięty suchy nos, wypukłe czoło. Wąskie zaciśnięte wargi odsłaniały w uśmiechu białe ostre zęby.
Przywitał się z powściągliwą serdecznością i dosyć oszczędnie odpowiadał na pocałunki Marii. Nie należał do mężczyzn, którzy z dużą wylewnością manifestują swoje uczucia.
Maria dobrze znała jego chłodne usposobienia i nie speszyła się.
- Cieszę się, że przyszedłeś.
- Ja również się cieszę, że cię widzę. - Głos miał niski, o przyjemnym brzmieniu. - Jak się czujesz?
- Doskonale. Mam wprawdzie dużo roboty, ale jakoś sobie radzę.
- Czy zawsze będziesz tyle czasu spędzała w tym szpitalu?
- Lubię swoją pracę.
- To nie jest zajęcie odpowiednie dla kobiety.
- Masz jakieś przedpotopowe poglądy.
- Być może.
Maria nie chciała kontynuować tej rozmowy. Miała ochotę na zupełnie inny nastrój.
- Napijesz się czegoś?
- Jeśli masz whisky?
- Whisky nie mam, ale mogę poczęstować cię niezłym koniakiem. Właśnie wczoraj dostałam w prezencie od pacjenta. Nie chciałam przyjąć, ale tak prosił... Nie mogłam zrobić mu przykrości.
- No to napijmy się tego szpitalnego trunku.
Podeszła do baru, wyjęła pękatą butelkę i kieliszki. Nalał. Umoczył wargi w koniaku.
- Nawet niezły - pochwalił. - Możesz powiedzieć twojemu pacjentowi, żeby w przyszłości trzymał się tego gatunku. A wiesz... idąc tutaj do ciebie, minąłem chyba tę twoją przyjaciółkę, tę dziennikarkę. Jak jej tam...?
- Joanna. Była tu u mnie przed twoim przyjściem. Przeżywa biedaczka ciężkie chwile. Narzeczony ją rzucił.
- O, to przykre. To zdaje się ładna dziewczyna.
- Bardzo atrakcyjna. Ale... niestety. Nigdy nie należy mężczyzny puszczać od siebie tak daleko.
- Ja także wyjeżdżam bardzo daleko i na długo - uśmiechnął się. - A jednak...
Polała jeszcze trochę koniaku.
- Za każdym razem jestem przygotowana na najgorsze.
- Nie ufasz mi?
Pokręciła głową.
- Bo ja wiem. Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Uważam, że lepiej nie ufać mężczyznom. Zresztą znajduję się w tym uprzywilejowanym położeniu, że nie wymagam od ciebie wierności.
- Wyobraź sobie, że jestem ci wierny. Nie lubię kolorowych kobiet.
- Zawsze, w każdym najdalszym zakątku świata, można znaleźć jakąś białą.
- "Jakaś" mnie nie interesuje. A dokąd to wyjeżdżał narzeczony tej twojej przyjaciółki?
- Niedawno wrócił z Afryki. Siedział tam zdaje się blisko dwa lata.
- To kawał czasu. I czym się tam zajmował?
- Pilotował samoloty i helikoptery sanitarne. Zakochał się w lekarce, a ona w nim. Wcale jej się zresztą nie dziwię. Bardzo przystojny mężczyzna. Może się podobać.
- Któż to taki?
- Nazywa się Piotr Szczerbiński. Może się z nim spotkałeś? Może go znasz?
- Nie. Nigdy nie spotkałem człowieka o tym nazwisku. Zresztą ja w ogóle unikam kontaktów ze służbą zdrowia. Sądzą, że dlatego tak dobrze się czuję. I w kim się tak zakochał ten niestały w uczuciach pilot?
- Wyobraź sobie, że w mojej koleżance ze studiów. Magda Wysznacka. Bardzo fajna dziewczyna. I odważna. Żeby pojechać na parę lat do Afryki, do tych dzikusów, to trzeba mieć odwagę. Nie sądzisz?
Wzruszył ramionami.
- Trudno powiedzieć. Afryka to olbrzymi kontynent. Jakiekolwiek uogólnienia są zupełnie niemożliwe. Wszystko zależy od tego, w którym miejscu człowiek sie znajduje. Tyle tam przecież ludów, plemion, tyle różnych zwyczajów, temperamentów, przesądów, zabobonów. Możesz spotkać ludzi niechętnie, a nawet wrogo usposobionych do białych, a znowu w innym miejscu doznasz życzliwego, serdecznego, przyjacielskiego przyjęcia.
- Ja bym chyba nie miała odwagi pojechać tam i pracować. Podziwiam Magdę. Dzielna dziewczyna.
- I powiadasz, że zakochała się w tym pilocie?
- Tak. Dla niej rzucił Joannę. Mieli się niedługo pobrać.
- Afrykański klimat działa na kobiety.
- A na mężczyzn?
- Mężczyźni są chyba bardziej odporni. Najlepszy dowód, że ja się w nikim nie zakochałem na Czarnym Lądzie.
- Któż to wie?
- Sądzę, że dowiedziałabyś się o tym najwcześniej ze wszystkich moich znajomych.
- Mam nadzieję.
Dopił koniak i wyjął z kieszeni papierosy.
- Czy ta twoja koleżanka po fachu wróciła już z Afryki?
- Jeszcze nie. Ale z jej ostatniego listu wynika, że powinna wrócić w najbliższym czasie. Pisała, że przyjeżdża na urlop, który chce spędzić w kraju. Spodziewam jej się najpóźniej w przyszłym tygodniu.
- Chętnie bym ją poznał.
- A ja wcale nie jestem pewna, czy tak chętnie bym was ze sobą zaznajomiła. Magda to bardzo ładna, atrakcyjna dziewczyna.
- Boisz się?