This ebook Czuwający Gabriela Pasała is licensed for your personal enjoyment only. This ebook may not be re-sold or given away to other people. If you would like to share this book with another person, please purchase an additional copy for each person. If you're reading this book and did not purchase it, or it was not purchased for your use only, then please return to and purchase your own copy. Thank you for respecting the hard work of this author.
,,Kto ma wiedzę, ten ma władzę".
Czuwający według Księgi Jubileuszów byli synami Bożymi, nauczycielami ludzi. Przybyli z nieba. Zakochali się w kobietach i skalali niebiańskie DNA. Bóg ukarał ich za ten niegodziwy czyn. Zostali skazani na wygnanie na jedną z siedmiu przeklętych gwiazd.
Kolonizatorzy.
"Jeśli kosmici do nas przyjadą, skończymy jak Indianie po odkryciu Ameryki"
Prof. Stephen Hawking.
Oni już tu są i zawsze tu byli.
Inter Galactic Peace Organization obserwuje Ziemie od dawna. W czasach zimnej wojny NASA zaobserwowała w odległości 80 km od Ziemi niezidentyfikowany obiekt. Statek kosmiczny był dużo bardziej zaawansowany technologicznie od tego typu maszyn wyprodukowanych w USA i Związku Sowieckim. Satelita poruszała się po orbicie biegunowej i obiegała Ziemie w ciągu 134 minut i 19 sekund. Nachylenie orbity względem płaszczyzny ziemskiej wynosiło 85 stopni. Maszyna miała cięte, ostre kontury i toroidalny kształt o średnicy 2 metrów. Właściwości magnetyczne stopu zmieniały się w różnych kierunkach 23-krotnie. Silnik maszyny był antygrawitacyjny. Pojazd poruszał się z zachodu na wschód. Załogą tego obiektu byli czuwający. Bliskie spotkanie trzeciego stopnia z czuwającymi dokładnie opisał Henoch w zakazanej księdze. Szemihaza, był odkrywcą i kolonizatorem błękitnego globu. Źródła historyczne podają imiona osiemnastu przywódców jego załogi. Są to: Urakiba, Ramiel, Kokabiel, Tamiel, Ramiel, Daniel, Ezekiel, Barakiel, Asael, Armaros, Batriel, Ananiel, Zakiel, Samsiel, Sartael, Turiel, Jomiel, Araziel. Starożytni zwali ich: aniołami, świetlistymi i czuwającymi. Podróżnicy międzygalaktyczni wylądowali nocą na szczycie Hermon na pograniczu Syrii i Izraela 5000 lat p.n.e. Sponsorzy wyprawy potrzebowali ropy, diamentów i złota. Góra ma ścięty szczyt i jest doskonałym miejscem do lądowania statków kosmicznych. Mieszkańców wioski obudził huk silników i oślepiające światło. Wyszli pod podnóże góry, zobaczyć, co się dzieje. Wieśniacy uznali kosmicznych przybyszy za Bogów. Nieznajomi popisywali się przed ciżbą prymitywnymi, magicznymi sztuczkami, które znało każde dziecko w galaktyce Wielkiego Przewodnika. Kokakiel pokazał wieśniakom sztuczkę z mechanicznym drzewem. Polegała ona prostym triku: prawdziwe owoce były schowane między liśćmi, a nakręcany mechanizm sprawiał, że z gałązek wyrastały pąki, a pośród liści, powoli wyłaniały się owoce. To dawało złudzenie rosnących owoców, które potem magik rozdawał wieśniakom, by jeszcze bardziej uwiarygodnić sztuczkę, pokazując, że są one prawdziwe. Turiel zapalił zapałkę na uchu małego brzdąca. Chłopiec popiskiwał radośnie jak szczenię. Ludzie byli urzeczeni tym spektaklem pozorów. Na sygnał starca z białą brodą, cała wioska klęknęła przed gośćmi. Lud zbudował świątynie swoim panom, całkiem wygodne mieszkanko jak na prymitywne warunki czasów prehistorycznych. Szemihaza i jego osiemnastu przywódców, założyli szkołę astronomii w Göbekli Tepe w południowo-wschodniej Turcji. Barakiel uczył ludzi astrologi. Asael wykładał w szkole drogi księżyca. Semiaza nauczył zaklęć. Armaros był nauczycielem odklinania złych zaklęć. Tamiel wyuczył zaklinaczy i nacinaczy korzeni jak tworzyć wywary i leczyć. Kokabiel wykładał dla złowieszczy sztukę rzucania przeklęć, Araziel nauczał ludzi wyrabiać miecze, sztylety, tarcze i napierśniki. Pokazał im metale i sposób ich obróbki: bransolety i ozdoby, wyszukane kamienie i wszelkie kolorowe barwniki. I świat uległ zmianie dzięki czuwającym. Dalila była najpiękniejszą mieszkanką wioski. Szemihaza zakochał się w niej bez pamięci. Wszechmocny zabronił czuwającym skalania kosmicznego DNA, pod groźbą wygnania na jedną z siedmiu przeklętych gwiazd. Szemihaza złożył wtedy propozycje swoim towarzyszom:
- Obawiam się, że może nie zechcecie tego zrobić i że tylko ja sam poniosę karę za ten wielki grzech. Jego podwładni odpowiedzieli mu:
- Przysięgamy wszyscy i zwiążmy się przekleństwami, że nie zmienimy tego planu, ale doprowadzimy zamiar do skutku. Następnie czuwający razem przysięgli i z wiązali się wzajemnie przekleństwami.
Szemihaza poślubił Dalila. Kobieta kochała go zachłannie. Mąż nie mógł jej zaspokoić. Zdrowie odmawiało mu posłuszeństwa. Chciała coraz więcej i więcej. Ukochany uczył ją: czarów i zaklęć. Dalila chętnie dzieliła się swoją wiedzą z koleżankami z plemienia. Przywódcą klanu był Henoch. Jako jedyny w wiosce potrafił pisać i czytać. Obserwował on obcych przybyszy i zapisywał dzieje ich inwazji. Szemihaza wiódł beztroskie życie z Dalila. On opowiadał jej o bezkresnych galaktykach. Ona pokazywała mu proste życie na Ziemi. W upalne dni pływali pod krystalicznie czystym wodospadem. Rankiem chodzili do lasu zbierać zioła. Wieczorami spotykali się ze znajomymi i śpiewali piosenki przy ognisku. Anioł był najszczęśliwszy na świecie, gdy okazało się, że Dallia spodziewa się dziecka. Wszystkie ziemskie małżonki astronautów były brzemienne w tym samym czasie. Dalila miała ogromny apetyt, a jej brzuch rósł w zastraszającym tempie. Małżonek masował jej brzuch i opuchnięte stopy. Sprowadzał z odległych galaktyk smakołyki. Przyrządzał jej zioła, żeby ulżyć w porannych mdłościach Dalila czuła, że dziecko zjada ją od środka. Żadne zaklęcia, czy zioła nie były w stanie uśmierzyć jej bólu. Żona Araziela miała na imię Sara. Araziel jak się upił, dużo gadał. Zdradził on tajemnice przechowywane w niebie swojej małżonce. Sara przekazała tajemnice swoim przyjaciółkom, a te powtórzyły wszystko swoim mężom. Pewnego dnia brzuch Dalili eksplodował, rozrzucając na cztery strony świata strzępy wnętrzności. Krew tryskała z tętnic jak fontanna. Z jej ciała wylazło gigantyczne niemowlę.
- Jeść!, Jeść!, Jeść! wrzeszczało dwumetrowe niemowlę.
Netfilmi, pożerali wszelki znój ludzki, a ludzie nie potrafili ich utrzymać. Zapasy w wiosce się skończyły. Zaczęła się rzeź. Kiedy dzieci nieba zabiły ostatniego człowieka, zaczęły się mordować i zjadać nawzajem. Zalana krwią Ziemia błagała Niebo o pomoc. Szemihaza uciekł przerażony do groty w Ubelsejael. Usiadł na ziemi, zasłonił twarz i trwał we wstydzie. Po kilku dniach w jaskini zjawili się inni jego towarzysze. Aniołowie na znak swojego pohańbienia zakryli twarze chustami. W milczeniu czekali na wyrok wszechmocnego. Władca posłał do ich groty Henocha. Wszechmocny brzydził się na nich spojrzeć, po tym, co uczynili. Następnie Pan powiedział do Rafała: Zwiąż Araziela za ręce i nogi i wrzuć go do ciemności. Otwórz pustynię, która jest w Dudael, i wrzuć go tam. I rzuć na niego chropowate i ostre kamienie i przykryj go ciemnością. Niech tam przebywa 1500 lat. Przykryj jego oblicze, żeby nie mógł widzieć światła. Policjanci między galaktyczni związali mu ręce i nogi. Szemihaza jako przywódca i główny prowodyr buntu został skazany na 2500 lat zesłania na jedną z siedmiu przeklętych gwiazd. Pozostali członkowie załogi zostali skazani na 500 lat zesłania na jednej z siedmiu
przeklętych gwiazd. Odtąd zwać się będą Upadłymi Aniołami. Pan powiedział do swojego zaufanego anioła Gabriela: Wystąp przeciwko bękartom i rozpustnikom i przeciwko synom nierządu i zgładź synów nierządu i synów Czuwających z pośrodku ludzi. Odeślij ich, poślij ich jednego przeciwko drugiemu, niech się wybiją w bitwie, bo długość dni nie będzie im dana. Na wygnaniu Szemihaza rozmyślał o niesprawiedliwości, która go spotkała. Chęć zemsty i nienawiść odmieniły jego serce. Ta okrutna kara nie zniechęciła innych mieszkańców niebios do szukania przygód na planecie Ziemi. Wieści o planecie Ziemi bogatej w złoto i pięknych jej mieszkańcach obiegła odległe galaktyki. W rejony obecnego Iraku z planety ZAOS przybyli Anunnaki. ZAOS przypominał kształtem czerwoną piłkę do rugby. Planeta krąży po ekosferze piątego kręgu. Północna część planety jest mroźna, a południowa gorąca. Za panowania króla Jałowego naukowcy odkryli dziurę ozonową w powłoce planety. ZAOS groziła zagłada.Król wezwał uczonych na zamek, żeby zbadali problem. Naukowcy naradzali się kilka dni zamknięci w komnacie i uradzili. ZAOS potrzebuje powłoki ze złota, która odbijałaby szkodliwe promienie słoneczne. Najeźdźcy przybyli na Ziemię tunelem czasoprzestrzennym na ognistych rydwanach.
Przybysze nosili hełmy ochronne przypominające głowę ptaka. Byli wyżsi od człowieka. Mieli przeciętnie dwa metry wzrostu i masywną budowę ciała. Kolonizatorzy potrzebowali robotników do pracy w kopalniach przy wydobywaniu złota. Najeźdźcy zrobili z potomków Adama i Ewy swoich niewolników. Ludzie rozmnażali się na potęgę. Hałasy dobiegające z Ziemi denerwowały Pana Anu, który nie mógł się zresetować. Zesłał potop i zniszczył życie na planecie Ziemi. Tajemnica nieba została ukryta. Bogowie wrócili do domu. Ich dzieje opisali Sumerowie w kamiennych kronikach.
Rozdział II
Drugi dzień eksperymentu. Rekrutacja na haju.
Siedziba agencji MPP mieściła się w wiktoriańskiej kamienicy na drugim piętrze w centrum miasta. Gości biura witała z szerokim uśmiechem czarnowłosa recepcjonistka. Na powitanie każdemu z umówionych osób wręczyła mały plastikowy pojemnik. Gosia stała w kolejce, popijając kawę o smaku pikantnej dyni. Jej długie granatowe włosy wyglądały jak czesane wiatrem. Gosia uwielbiała styl boho. Na ulicach przypadkowi przechodnie często brali ją za bezdomną i obdarowywali ją jałmużną. Z jej oczu biła dziecinna ciekawość świata, która nadawała jej twarzy wyraz lekkiego zdziwienia.
- Przed wysiusianiem się nie możesz jeść i pić. Inaczej testy mogą wykazać, że bierzesz narkotyki. Nie chcemy tego prawda? Zapytała recepcjonistka z troską w głosie. Po teście czy nie jesteś pod wpływem... Przechodzisz do następnej tury egzaminu ze śpiewu. O to tekst piosenki:
"Amazing Company, rozpala jak słońce. Amazing Company rozpal mnie do pracy, spełnij to jedno z moich marzeń. Dziś chcę dla ciebie pracować cały czas. Weź mnie do pracy wieczny czas. Należy do ciebie cały świat. Należy do nas cały świat. Dziś chcemy wszyscy należeć do ciebie na wieczny czas".
- Co to jest? Zapytała Gosia, piękną recepcjonistkę.
- To jest hymn Amazing Company, naucz się tego tekstu na pamięć. Musisz być radosna w trakcie śpiewu. O to za chwile spełni się twoje największe marzenie. Po egzaminie ze śpiewu masz jeszcze egzamin z tańca. Wszyscy nasi pracownicy
muszą pikować i skanować radosnym, tanecznym krokiem podśpiewując hymn: Amazing Company. Na zakończenie czeka cię interesująca rozmowa kwalifikacyjna. Jeśli chcesz, możesz śpiewać w duecie.
Recepcjonista rozejrzała się po sali. Pochyliła się w kierunku Gosi i szepnęła do jej ucha:
- Możesz zdobyć kilka punktów dodatkowych na interview. Widzisz tam w kącie tego trzydziestolatka z tunelami w uszach, ubranego na czarno z dziurą w spodniach na kolanie? To straszny dzikus. Z nikim się nie przywitał. Wszedł tutaj jak do stodoły. Mamy z nim problem. Musisz pomóc mu się zasymilować. Nie chcemy tutaj indywidualistów. Z nimi są tylko problemy. Taki myśli, analizuje, a potem knuje. W efekcie dołki kopie pod uczciwym człowiekiem. Na pięknej twarzy recepcjonistki pojawił się brzydki grymas gniewu. Zaśpiewaj z nim hymn. No idź już, recepcjonistka popchnęła Gosię w kierunku obdartusa.
- Cześć jestem Gosia, przedstawiła się nieśmiało odludkowi.
- Tristan jestem, burknął metalicznym głosem facet w czerni, gdy się odezwał, kobieta zauważyła, że brak mu dwóch przednich dolnych zębów.
- Zaśpiewasz ze mną w duecie hymn "Amazing Company"? Zaświergotała radośnie Gosia.
- Nie mogę. Poprzednio śpiewałem w duecie z Rosjaninem Saszą. On wybił mi dwa zęby. Był tak przejęty, że machnął mi ręką w szczękę. Od tej pory seplenię i nienawidzę ludzi.
- To straszne zmartwiła się Gosia. Widzę, że jesteś satanistą. Znam fajną knajpę z odwróconym krzyżem.
- Gdzie ona jest? Zainteresował się Tristan.
- Na rogu ulicy Wolnej miłości i ulicy Dziewiczej.
- Ja nie mam pieniędzy, załkał Tristan.
- Nie przejmuj się mam 5 quid. Ja dziś stawiam. Mam ochotę na zupę z krwi czarnego kozła. Pójdziemy razem do knajpy?
- To moja ulubiona zupa, ucieszył się Tristan. Lubię jeszcze dziewicze sutki.
- No to jesteśmy umówieni Tristanie.
W trakcie egzaminu ze śpiewu Tristanowi ślina tryskała z ust. Opluł jurorkę. Ta dyskretnie przetarła buzie chusteczką. Na egzaminie z tańca, para zademonstrowała taniec robotów. Tristan był fanem Michaela Jacksona. Jurorzy byli zachwyceniu. Bili brawa. Ostatnią atrakcją dnia był wywiad. Rozmowa kwalifikacyjna miała się odbyć w kameralnym pokoiku. Rekruterką była Polka Katarzyna Jabłonowska. Pani Kasia była blondynką o zimnych błękitnych oczach sadystycznej pielęgniarki w szpitalu psychiatrycznym. Pierwszy do pokoju przesłuchań wszedł Tristan. Pani Hr-owiec podeszła do Tristana, aby się z nim przywitać. Pani Kasia zaczęła standardowo:
- Tristan opowiedz mi coś o sobie.
- Jestem Zjednoczonym Królestwie Miłości i Tolerancji osiem lat. Nie mam partnera, nie mam pracy, nie mam samochodu. Moim marzeniem jest móc przytulić się do kogokolwiek. Jestem taki samotny. Czasami idę do lasu przytulić się do drzewa. Wykrzykuję w lesie swoją samotność.
- Twoja historia mnie urzekła, powiedziała Kasia łamiącym się od wzruszenia głosem. Nosisz w sobie taki wielki smutek, łzy napłynęły jej do oczu. Sople lodu stopniały. Chodź, przytulę cię.
- Nie możesz! bronił się Tristan. Jestem gejem. Proszę, nie dotykaj mnie!
- W porządku. Przejdźmy do następnego pytania, zaczęła Jabłonowska. W którą stronę przewróci się hot dog położony na stole?
- To zależy czy jestem głodny, proszę pani. Jak jestem, hot dog odwróci się w moją stronę.
- Jesteś wyjątkowo inteligentny chłopcze, zachwyciła się Jabłonowska, z jej oczu bił blask. Czy wolałbyś walczyć z jedną kaczką wielkości konia, czy z dziesięcioma końmi wielkości kaczek?
- Nie interesuję się polityką, proszę pani. Jestem wegetarianinem.
- Rekruterce odpiął się zalotnie górny guziczek bluzki. Co byś zrobił, gdybyś znalazł pingwina w zamrażarce?
- Ja nie mam lodówki, załkał Tristan.
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość, Tristanie. Pani hr-owiec wstała od biurka. Kocim krokiem, kręcąc zalotnie biodrami, zbliżyła się do Tristana.
- Proszę mnie nie dotykać, krzyknął w panice chłopak i przyjął pozycję embrionalną.
- Nie dotknę cię Tristan. Chcę ci tylko pogratulować. Dostałeś pracę w Amazing Company. Będziesz mógł kupić lodówkę.
- Poproszę lusterko. Chciałbym sobie pogratulować.
- Doskonalę cię, rozumiem mój kochany. Ja także lubię patrzeć na siebie, kiedy wygrywam.
Tristan wyszedł uradowany z pokoju. Recepcjonistka zapięła guzik, poprawiła włosy i zawołała następnego kandydata. Gosia weszła do pokoju zestresowana. Zauważyła w pokoju sztywno siedzącą blondynkę. Pani Kasia nie raczyła się podnieść na przywitanie. Była zajęta piłowaniem paznokci.
- Skoro tu już jesteś to podnieść ten papierek z podłogi, rozkazała rekruterka. Gosia schyliła się niemrawo, żeby podnieść papierek od cukierka.
Rekruterka zaatakowała ją znienacka.
- Jak rozwiązywałbyś problemy, gdybyś pochodziła z Marsa?
- Ja jestem kobietą. Pochodzę z Wenus. Nie wiem, co się dzieje na Marsie.
- To źle, że nie wiesz, co się dzieje na Marsie, Pani Kasia pogardliwie wydęła usta. Czy wierzysz w siłę wyższą?
- Wierzę w Boga.
- Tak. Tylko jakimś cudem możesz dostać tę pracę, prychnęła jak kotka hr-owiec. Jak jesteś taka mądra, to powiedz, dlaczego studzienki ściekowe są okrągłe?
- Mam cukierki z LSD może w ten sposób uda nam się przełamać lody? Zaproponowała Gosia.
- Mogłaś od tego zacząć, selekcjonerka podniosła kąciki ust w nieśmiałym uśmiechu. Nie masz pojęcia, jak tego potrzebuję! Codziennie muszę rozmawiać z różnymi dziwnymi ludźmi. Nie możesz sobie nawet wyobrazić, co ja wtedy czuję! Kaśka jestem.
- Gosia, miło mi. Kobiety delektowały się w ciszy cukierkami. Pokój zamienił się w zieloną łąkę, pełną kwiatów. Na łące rosło drzewo.
Drzewo odezwało się do Katarzyny.
- Jesteś naprawdę spoko, ale nie rozumiem, dlaczego chcesz uchodzić za zimną sukę. Przysłuchiwałem się waszej rozmowie i mogłabyś być milsza dla Gosi.
- Gosia jestem moją najlepszą przyjaciółką, szepnęła selekcjonerka. Znam ją od 15 minut, ale czuję, że nasze dusze znają się całą wieczność. Kocham Gosie.
- Rozejrzyj się czy świat nie jest piękny? Zapytało drzewo.
- Świat jest taki piękny, przytaknęła Kasia. Jabłonowska wygięła się w łuk i cicho jęknęła z rozkoszy, jej ciało drżało. Rekruterka odwróciła się do kandydatki i powiedziała:
- Gosiu jesteś spoko. Możesz pracować w Amazing Company. Po wo-dze-nia, wysylabizowała rekruterka i zaczęła tańczyć wokół drzewa. Gosia wyszła szczęśliwa.
Rozdział III
Trzeci dzień eksperymentu Knajpa "Pod odwróconym krzyżem".
Przyjaciele spotkali się w knajpie "Pod odwróconym krzyżem". Gości lokalu powitał zapach zatęchłej piwnicy. Tristan i Gosia krzyknęli z podziwu na widok mrocznego wystroju knajpy. Wnętrze lokalu przypominało pruskie bunkry z XIX wieku. Z głośników sączyła się piosenka 666, zespołu Cradle of Fifth.
- Czuję się jak u siebie w Toruniu, westchnął Tristan.
- Ja też jestem z Torunia, zaszczebiotała radośnie Gosia. Stoły przypominały płyty nagrobkowe. Za barem stał barman z nagim torsem z głową kozła. Na ich widok uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Witajcie w mrocznych progach "Pod odwróconym krzyżem".
- Muszę się natychmiast czegoś napić! Krzyknęła Gosia, której wciąż nie opuszczały emocje po rozmowie kwalifikacyjnej.
- Mamy w menu sok, wyciskany ze świeżych myszek. Dziś jest promocja przy zakupie soku, możesz uczestniczyć w rytuale krwi menstruacyjnej!
- Na czym to polega? Zapytał podniecony Tristan.
- Do napoju ukochanego dodajemy kilka kropel krwi, wyjaśnił barman.
- I co? I co? Tristan poczerwieniał aż po uszy z podniecenia.
- Osoba, która napije się krwi menstruacyjnej, zakochuje się w tobie bez pamięci. Podaj ukochanej osobie napój w ciemnym kolorze, żeby nie zauważyła koloru krwi, doradził barman-kozioł.
- Komercja, wykrzywiła się zdegustowana Gosia.
- Czy podanie komuś krwi może uzależnić, aż do poziomu niewolnictwa? Chciał wiedzieć Tristan.
- Podzielę się z wami moim doświadczeniem, powiedział kozioł-barman. Jestem gejem. Zastosowałem ten sposób. Sam nie wiem, czy to działanie rytuału, ale mój chłopak, pomimo ze wiele razy chciał odejść, nie potrafił tego zrobić. Powiedział mi, że nie miał nigdy czegoś takiego z żadnym chłopakiem. Odchodził, a potem tęsknił i musiał wracać, stał się uzależniony od mojej miłości. Za długo nie może wytrzymać beze mnie. Pomimo że, wiele nas dzieli, nie odchodzi, a jak już to wraca. Nie wiem, czy to działanie rytuału, czy siła uczucia, barman zadumał się nad swoim losem.
- Zapewniam cię, gdyby dowiedział się, czym go poczęstowałeś. Oj na pewno by odszedł, wysyczała jadowicie Gosia.
- Nie bądź taką zimną suką! Krzyknął piskliwym głosem Tristan.
- Jestem zimną suką i co mi zrobisz?
- Czy można dostać probówkę krwi na wynos z instrukcją rytuału? zapytał Tristan.
- Najpierw musisz zamówić krew ze świeżej myszy, przypomniał mu barman-kozioł.
- Dwa razy krew ze świeżych myszek, złożyła zamówienie Gosia. Przy stoliku obok grupa masonów w czerwonych habitach odprawiała obrzędy ku czci bóstwa Lada. Stali w kole wokół nagrobka-stolika. Recytowali coś po łacinie i kiwali się w prawo w lewo z przodu i z tyłu. W środku koła kopulowała się, para. Kobieta wiła się w szale rozkoszy i jęczała. Mężczyzna galopował coraz szybciej. Nagrobek-stolik skrzypiał głośno. Tristan i Gosia przyglądali się rytuałowi w skupieniu i ciszy. Ciszę przerwała Gosia.
- Dawno z nikim nie spędziłam tak ciekawego dnia, zwierzyła się Torunianka. Mój chłopak jest muzułmaninem. Jestem z nim od 4 lat. Przez cztery lata byliśmy razem na mieście tylko 3 razy. To było tylko kino. Nic mu nie pasuje. Kocham go, ale jestem nieszczęśliwa w tym związku. Boję się go zostawić, bo się przyzwyczaiłam.
- Jesteś imprezowiczką co? Bardziej stwierdził, niż zapytał chłopak.
- Nie jestem typem imprezowiczki, wiecznie chcącej wychodzić. Telewizja też jest ok, ale nie codziennie.
- A ja mógłbym z domu w ogóle nie wychodzić. Kiedyś siedziałem miesiąc zamknięty w ciemnej szafie. Zostaw chłopaka w spokoju i nie męcz go!
- Tristan czy możemy się razem spotykać?
- Nie ma problemu, ale jestem gejem. Pamiętaj o tym. Zgadnij, jak nazywają się czciciele Lada?, Tristan zachichotał pod nosem.
- No jak? Smętna dotąd Torunianka ożywiła się trochę.
- LADACZNICA! Wielkie łabska barmana-kozła złapały ich za kołnierze i zostali brutalnie wyrzuceni z ciepłego lokalu. Na pożegnanie obydwoje dostali bolesnego kopniaka w tyłek. Tristan wylądował w kałuży a Torunianka, obok w błocie.
- Ty i twoje suchary, mruknęła Gosia.
- Patologia nie ma poczucia humoru, zapiszczał chłopak.
- Do zobaczenia Tristan, kobieta podała rękę na pożegnanie.
- Nie opuszczaj mnie. Jestem taki samotny. Nie rozmawiałem z nikim od ośmiu lat. Płaczesz czasem? Zapytał chłopak.
- Tak dziś rano płakałam, przyznała się Gosia. Samotność mnie zabija. Mam czasem takiego doła, że chce mi się wyć.
- Ja błąkam się bez celu po ulicach miasta i nagrywam live na YouTube. Uwielbiam wypłakiwać się obcym ludziom przed kamerką. Przez całe życie szukam tego jedynego, ale się nie udało. Czuję się jakbym, miał jakiś defekt. Nikt mnie nie chce. Spróbujmy się zaprzyjaźnić. Proszę, zaproponował Tristan. Z jego oczu bił bezgraniczny smutek.
- Nagrajmy kilka livów razem, zaproponowała kobieta.
- Myślę, że to może być początek pięknej przyjaźni, uśmiechnęł sięTristan.
- To chodź. Pokażę ci miasto, Gosia odwzajemniła uśmiech.