Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia - Elisabeth Åsbrink


Reflow text when sidebars are open.
JOHN: Jak długo już siedzisz?
TONY: Od siedemnastego roku życia. Teraz mam dwadzieścia pięć.
Czyli osiem lat. (krótka pauza)
Przez ten cały czas byłem dziesięć, jedenaście miesięcy na wolności. (krótka pauza) Kiedy znalazłem się w więzieniu po raz pierwszy, byłem jak dziecko. O niczym nie miałem pojęcia. Można powiedzieć, że dojrzewałem w więzieniu. Dojrzałem w więzieniu. W więzieniu stałem się mężczyzną. (krótka pauza)
W ostatnie odwiedziny przyjechała do mnie siostra... Ledwo ją poznałem. Stała przede mną młoda kobieta. Ostatnio ją widziałem jak miała dwanaście lat, była jeszcze dzieckiem, kiedy poszedłem siedzieć. Teraz jest młodą kobietą. (krótka pauza) To dziwne, bo jak byłem mały, to najbardziej ze wszystkiego bałem się, że wyląduję w więzieniu, sądziłem, że to najgorsze, co może mnie spotkać. Ale nie było tak strasznie, jak myślałem. Było całkiem dobrze... no, nie dobrze, ale wcale nie tak strasznie, jak sobie wyobrażałem.
Siedem trzy
Tony Olsson miał dwanaście lat, gdy po raz pierwszy poszedł kraść z matką i jej przyjaciółmi. Pojechali na plac budowy gdzieś pod Örebro i ukradli materiały budowlane. Później włamywali się do domów albo wspólnie kradli auta. Kiedyś z matką i jeszcze paroma osobami wynieśli wszystkie meble z czyjegoś letniego domu; innym razem zgarnęli, co tylko się dało z dobytku świeżo zmarłego. Kradzieży dokonywali wieczorem lub nocą. Ojczym Tony'ego zostawał w domu i pilnował młodszego rodzeństwa.
"Miałem wspaniałe dzieciństwo. Beztroskie i bez większych obowiązków, brakowało mi tylko prawdziwego ojca" - pisał Tony Olsson w wieku dwudziestu dwóch lat. Właśnie został skazany na trzecią w życiu karę więzienia i postanowił podsumować swoje doświadczenie życiowe w pierwszej próbie autobiografii. Z zebranych tam faktów wyłania się obraz wielu rozłąk, kolejnych rozwodów, trzech ojczymów, wagarów, mobbingu, wczesnych wykroczeń i wreszcie nazizmu.
Jako dziesięciolatek Tony Olsson mieszkał z matką, ojczymem i przyrodnim rodzeństwem w pobliżu Örebro. Ojczym, kierowca ciężarówki, w tygodniu był poza domem. Wracał w piątek wieczorem, często z upominkami dla swoich dzieci. Ale nie dla Tony'ego.
Co robi z zazdrości dziesięcioletnie dziecko, widząc, że całe zainteresowanie, którego pragnie, skierowane jest na kogoś innego? Co robił dziesięcioletni Tony Olsson ze swoim siedmioletnim bratem? W swojej niedokończonej autobiografii pisał: "Bóg jeden wie, że nieraz bez powodu biłem go za mocno i za często" i "Tak, właściwie go gnębiłem, pogardzałem nim i obrzucałem błotem. Bóg jeden wie, jak tego dzisiaj żałuję".
Pierwszą próbę spisania historii swojego życia podjął Tony Olsson po wyroku skazującym go na sześć lat więzienia za planowanie zabójstwa. Dziesięć stron wspomnień rozpoczyna przywołaniem napadu, którego dokonał jako nastolatek:
Broń spoczywa w kaburze u pasa, z prawej strony, czuję jej zwartą siłę i grozę, a zarazem piękno, w poczuciu bezpieczeństwa, które mi zapewnia. Może ofiara będzie się stawiać, opierać albo - co gorsza - zaatakuje mnie. W każdym razie z bronią czuję się pewnie.
W niedokończonym tekście jest również scena, w której Tony Olsson usiłuje nakreślić rzeczywisty obraz swojego życia i życia swojej rodziny, nieregularne uczęszczanie do szkoły, gdzie "wrzeszczał, rozrabiał, bił i był ogólnie wredny". Wredny zwłaszcza w stosunku do młodszego brata.
Tony opisuje noc, kiedy obudził go płacz trzyletniej siostry. Ponieważ nikt się nią nie zajął, wstał i poszedł szukać mamy, ale dom był pusty. Usiłował uspokoić dziecko, lecz nic nie pomagało, potrzebował pomocy. Próbował obudzić młodszego brata, żeby on poszukał mamy, ale brat nie mógł się dobudzić i nie chciał wstawać. Tony stał sam z płaczącą siostrzyczką. Pomyślał, że może się sama uspokoi i położył ją do łóżeczka, ale i to nie pomogło. Mała krzyczała tak głośno, że aż się krztusiła.
Tego już było za wiele.
"Popędziłem na górę, wywlokłem młodszego brata z łóżka, po czym zacząłem go okładać bez opamiętania".
Ośmioletni brat opanował już technikę udawania, że nie czuje bólu ani ciosów i bez słowa znosił razy. Kiedy Tony przestał na chwilę go bić i powiedział, że trzeba jakoś uspokoić płaczącą siostrę, brat obiecał, że pomoże. Mama była na przyjęciu u sąsiadki. Po chwili wróciła do domu. Chłopcy nie pisnęli ani słowa o tym, co zaszło.
Dwanaście lat później Tony Olsson nazwał to zajście swoją duchową raną i pisał, że chciałby móc przeprosić brata.
Dlaczego przywołał właśnie to, a nie inne wspomnienie? Tylko on sam może na to odpowiedzieć. W każdym razie uchylając drzwi do dzieciństwa, sam znajdował odpowiedź na pytanie, jak stał się tym, kim jest.
Mama Tony'ego Olssona kochała psy, zwłaszcza puszyste syberyjskie samojedy z powiewającymi jak pióropusze ogonami. Przez całe dzieciństwo Tony'ego hodowała psy, między innymi dobermany, owczarki alzackie i collie. W wydanej w 2004 roku autobiografii zatytułowanej Chockv?gor [Fale uderzeniowe], Tony Olsson wspomina, że matka niejednokrotnie kupowała karmę dla zwierząt zamiast jedzenia dla domowników, a on sam często wychodził do szkoły głodny, w brudnym, obszarpanym ubraniu, na którym wszędzie była psia sierść. Bywały okresy, kiedy rodzina mieszkała z dziesięcioma, piętnastoma psami, które - niezamykane w kojcach - kręciły się po całym domu. Kiedy Tony miał jedenaście lat, przyszła kolej na samojedy.
Wiosną 1983 roku matka Olssona pojechała na wystawę psów do Göteborga, gdzie zobaczyła wspaniały egzemplarz samojeda, który na dodatek zdobył tytuł Best in show. Zgłosiła się do wystawczyni z prośbą o wypożyczenie psa na pokrycie suki.
Być może obie kobiety zawarły przy tej okazji jakiś finansowy układ. Nie wiadomo. Kilka tygodni później właścicielka psa przyjechała z nagrodzonym samojedem i zostawiła go na weekend w domu Olssonów w Löksäter pod Örebro. Kiedy po niego wróciła, natknęła się na podwórzu na młodszego brata Tony'ego.
Coś zaszło, coś zostało powiedziane, coś zrobiło wrażenie. Co, jak i kto, nie jest całkiem jasne. Ale kilka dni później matka Tony'ego zadzwoniła do właścicielki psa, kobiety, którą widziała dwa razy w życiu, i zawarła z nią umowę, że odda jej pod opiekę brata Tony'ego.
Tak też się stało. Po ukończeniu pierwszej klasy młodszy brat przeprowadził się do nagrodzonego samojeda i jego właścicieli, by już nigdy nie powrócić do matki, podczas gdy Tony został w domu i wkroczył do świata, w którym przestępstwo stało się częścią codzienności.
Trzeba przyznać, że Tony Olsson potrafi kraść auta. Ktoś go kiedyś nauczył specjalnej techniki kradzieży saabów. Robiąc dziurę ostrym narzędziem, na przykład dłutem, w tylnych drzwiach samochodu, można wyjąć zamek centralny; sposób ten stał się rozpoznawczym znakiem Olssona, a później elementem łączącym miejsca, które on, Jackie Arklöv i Andreas Axelsson odwiedzili na swojej inspirowanej nazistowską ideologią trasie rabunkowej.
Pierwsza w życiu kara pozbawienia wolności groziła Tony'emu Olssonowi, gdy miał siedemnaście lat. Dokonał już wielu kradzieży samochodów, które odsprzedawał po zmianie numerów nadwozia. Poza tym obrabował stację benzynową Statoil w pobliżu wieży ciśnień w Örebro, posługując się atrapą pistoletu. To, że po raz drugi został oskarżony o liczne przestępstwa, nie znaczyło wcale, że zostanie ukarany więzieniem. Nie miał jeszcze osiemnastu lat. Służby socjalne nawiązały kontakt z rodziną zastępczą, która zgodziła się go przyjąć pod swój dach, gdyby zamiast więzienia wybrał pracę społeczną. Tony odwiedził ich w domu w okresie, gdy przebywał w areszcie, zaprosili go na kawę z ciastem. Rodzice z rodziny zastępczej przysłuchiwali się potem rozprawie w sądzie w Örebro. Tony został skazany za drobne kradzieże, rabunek, kradzieże pojazdów i nielegalną jazdę samochodem. Lecz kiedy zapadł wyrok i przyszło do orzeczenia kary, Tony odmówił mieszkania w rodzinie zastępczej. Wybrał swój pierwszy pobyt w więzieniu.
W marcu 1998 roku, kiedy startowało teatralne przedsięwzięcie, władze więzienne wydały opinię, że Tony'ego Olssona okrywa zaledwie "cienki pancerz" nazizmu. Być może było to słuszne mniemanie. Lecz lista jego zasług w nazistowskim ruchu była długa.
W 1993 roku dwudziestoletni Olsson został kandydatem na członka nazistowskiej organizacji Riksfronten [Front Narodowy]9. W tym samym czasie dostał już drugi wyrok więzienia za wysadzenie w powietrze samochodu oraz grożenie bronią pewnemu Afrykańczykowi. Z ideologią nazistowską zetknął się w więzieniu, gdzie poznał członka luźno zorganizowanej grupy Vitt Ariskt Motst?nd [Biały Aryjski Opór], w skrócie VAM10, i ten wywarł na nim wielkie wrażenie. Nagle odnalazł sens i uzasadnienie swej nienawiści do władzy i tak samo nagle rozpoznał swego wroga: "To Żyd i jego pachołki - pisze w autobiografii - to znaczy policja i wymiar sprawiedliwości oraz rząd i parlament". Wedle nowego światopoglądu Tony'ego Żydzi spychali Szwecję w przepaść.
W tym samym roku nawiązał korespondencję z Christofferem Ragnem, jednym z głównych działaczy VAM. Niemal dwa lata wiedli listownie ideologiczne dysputy, w których Ragne wspierał i umacniał nazistowskie przekonania Tony'ego Olssona.
"Cieszy mnie, że chciałbyś być bojownikiem, radziłbym ci poświęcać dużo czasu na fizyczny trening. Czytaj również liczne listy i wartościowe książki na temat wiedzy wojskowej. Ułożę ci listę, z której będziesz mógł je zamawiać" - pisał Ragne w grudniu 1993 roku.
Pół roku później do celi Olssona w zakładzie Tillberga w Väster?s przyszedł list z oficjalnym zaproszeniem od Riksfronten na ceremonię inicjacyjną. "Uroczystość odbędzie się wieczorem przy obozowym ognisku". 12 sierpnia 1994 roku Tony Olsson otrzymał przepustkę i udał się do rezerwatu przyrody w Sätra g?rd pod Sztokholmem, leżącego w północnej części wyspy Adelsö. Z tej okazji zjechało się tam dwudziestu kilku nazistów z całego kraju.
Wciąż pamiętam jak "uwiódł" mnie rytuał inicjacyjny, jak pełen dumy i poczucia własnej wartości składałem przysięgę wierności przed przywódcą Riksfronten Torulfem [Magnussonem]. Nareszcie mogłem współuczestniczyć w sprawie, która od dawna leżała mi na sercu, i czułem się ważny.
Od chwili, gdy Tony został członkiem Riksfronten, coraz bardziej się udzielał i szybko awansował. Został mianowany liderem okręgu Örebro, w sekcji Närke 4:3. Jej członków zachęcano, aby zapisywali się na ochotnika na szkolenia dla dowódców. Podczas pełnienia służby wojskowej mieli starać się o skierowanie do jednostek specjalnych, a po wyjściu z wojska do ochotniczych jednostek obrony terytorialnej - wszystko to w celu zdobycia jak najlepszej wiedzy wojskowej.
Marzec 1995 roku. Tony Olsson ma dwadzieścia dwa lata i dzwoni do domu matki. Ostatnimi czasy często rozmawiali o pewnym wspólnym znajomym, który miał problemy z przeciągającym się rozwodem i sporem o opiekę nad pięciorgiem dzieci. Mężczyzna mówił, że najchętniej pozbyłby się na zawsze swojej byłej żony. Matka Tony'ego zaproponowała, że porozmawia z synem. Może mógłby to załatwić?
Mężczyzna i Tony spotkali się na kawie. Mówiono o pieniądzach. Rozważano różne metody. Czy wrzucić byłą żonę do wody, przejechać czy zastrzelić? Sześćdziesiąt tysięcy, w tym dwadzieścia tysięcy zadatku. Dobrze będzie? W połowie marca Tony dzwoni więc do matki, żeby omówić sprawę.
Matka Tony'ego Olssona (M): Tak, naturalnie, ale ja nie chcę być w nic zamieszana. Nic nie wiem, niczego nie widziałam.
Tony Olsson (TO): Ja też nie.
M: Najlepsze by było OD11.
TO: Hmm.
M: Po szwedzku się mówi ÖD. (śmiech)
TO: --- To będzie cholernie drogo. Będzie go to kosztowało. Nie znam żadnego ćpuna, który robi coś takiego za dziesięć, dwadzieścia tysięcy.
M: Nie, pomysł był raczej na dwadzieścia tabletek distalgesic12 i butelkę wina.
TO: Eee tam, wystarczy stać przed domem, w końcu kiedyś wyjdzie. Pif-paf i już po niej.
M: No, naturalnie, sama wiem, że to dużo lepsze. On już tak długo się męczy.
TO: Hmm. Jutro z nim jeszcze pogadam.
Policję zawiadomił dręczony wyrzutami sumienia znajomy człowieka, który zlecił zabójstwo. Rozmowa Tony'ego z matką została nagrana.
Kilka tygodni później policja zatrzymała Tony'ego Olssona i jego kompana w pobliżu domu niedoszłej ofiary. Mieli przy sobie nabitą strzelbę i już od godziny wyczekiwali w samochodzie, aż kobieta się zjawi. Olsson nawet do niej dzwonił, żeby sprawdzić, czy jest w domu.
Matka Tony'ego Olssona dostała dwa lata więzienia za nakłanianie do zabójstwa. Olssona skazano na karę, którą odsiadywał, kiedy rozpoczęto pracę nad przedstawieniem Siedem trzy - sześć lat za planowanie zabójstwa.
Jak zaczyna się opowieść? Pewnego razu, once upon a time..., hol volt..., holt nem volt..., volt egyszer egy...
Bez względu na część świata, obszar językowy czy kulturę, początek opowieści zawsze się odnosi do określonego punktu w czasie, jest nacięciem na linii czasowego przebiegu. Jakiś bóg stworzył ziemię i niebo, chłopiec z utraconym losem nie poszedł dziś do szkoły, pewien hobbit przygotowywał pożegnalne przyjęcie, a niejaka pani Dalloway postanowiła sama kupić kwiaty. Wydarzenie, które wywołuje określone skutki. Początek opowieści.
To, że opowieść ma początek, pierwszą zgłoskę, jest podstawową zasadą dramatu, tak oczywistą, że śmieszne byłoby poddawać ją analizie. To jakby dowodzić, że utwór muzyczny zawsze zaczyna się od pierwszego dźwięku.
Odnosi się to również do sposobu uprawiania dziennikarstwa. Opowieść o świecie napisana na sposób dziennikarski jest wycinkiem rzeczywistości opatrzonym początkiem, punktem kulminacyjnym i wybrzmiewającym zakończeniem.
Powstaje pytanie, czy dziennikarstwo nie jest jak orchidea, czy nie należy do porośli - roślin żyjących na innych roślinach. Tak jak orchidee bytują na innych roślinach, tak opowieść dziennikarza żyje na pierwotnej opowieści, a wywiad na rozmowie. O ile w rozmowie słowa zmieniają odbiorcę, to w wywiadzie zmieniają właściciela. To dziennikarz porządkuje słowa i ich znaczenie.
Ludzie oswojeni ze środkami przekazu mają tego świadomość i toczą ciężki i systematyczny bój o zachowanie władzy nad słowami, mową ciała i emocjami.
Dziennikarzy irytuje niechętne dzielenie się przez rozmówców słowami i nazywają to medialnym treningiem. Trwa walka o władzę.
Nie ulega jednak wątpliwości, że rzeczywistość trzeba porządnie okroić, aby zmieściła się w czterystu znakach w gazecie lub w minucie i pięćdziesięciu sekundach w telewizyjnych wiadomościach. Podobnie ma się sprawa z dziennikarską opowieścią o Siedem trzy.
Przeglądając wycinki z gazet i archiwa nagrań dotyczące tejże sprawy, natrafia się na kilka różnych momentów początkowych. Ale jeden z nich powraca częściej niż inne - historia listu.
Z zakładu karnego o wzmocnionym nadzorze człowiek odsiadujący karę za ciężkie przestępstwa pisze list do znanego dramatopisarza Larsa Noréna z propozycją, aby pisarz przyjechał do więzienia i ewentualnie napisał sztukę, w której zagrałby autor listu i kilku innych skazanych.
Nie jest to jednak prosta opowieść, zamknięte w czasie zdarzenie przedstawione jako prawdziwe. Historia sztuki Siedem trzy przypomina zdradliwe ruchome piaski. Beware: Reality7. Rozpoczyna się w wielu różnych miejscach, dotyka wielu czułych punktów i wieloma wcięciami znaczy linię czasowego przebiegu. Utwór muzyczny może się zacząć od pauzy. Opowieść o Siedem trzy może się zacząć od przyjaźni. Powiedzmy od przyjaźni Birgitty z Birgittą, reżyserki teatralnej, która straciła pracę, i szefowej okręgu, z wizją bardziej humanitarnego systemu penitencjarnego.
Surfowałam w internecie w poszukiwaniu zdjęcia aktorki, reżyserki i dyrektorki teatralnej Birgitty Palme. Chciałam zobaczyć, jak wygląda, zanim stworzę sobie prywatny obraz jej wnętrza. Znalazłam tylko szkic wysokiej, smukłej kobiety, delikatnie pokolorowany rysunek ołówkiem. Birgitta Palme jest niewidoczna. Miękką kreską naszkicowano postać spowitą w pięknie udrapowaną tkaninę, lecz w miejscu twarzy - tylko biały owal. Szukam w Wikipedii, przeglądam książki. Nigdzie nie znajduję wizerunku Birgitty, który odpowiedziałby mi na pytanie, kim była bliska przyjaciółka szefowej okręgu Väst (Göteborg) Birgitty Göransson:
- Znałyśmy się z Birgittą od wielu lat. Przez dwadzieścia siedem lat mieszkałyśmy obok siebie w dwurodzinnej willi, właściwie niemal do jej śmierci we wrześniu 2000 roku.
Niektórzy przedstawiają Birgittę jako osobę wyjątkowo smutną, inni jako kobietę pełną entuzjazmu. Proszę Birgittę Göransson, żeby opisała swoją imienniczkę. Milknie na chwilę.
- Nie, nie chcę przeprowadzać jej charakterystyki. Była wykształconą kobietą, intelektualistką.
Birgitta Palme widziała inscenizację sztuki Samuela Becketta Czekając na Godota w amerykańskim więzieniu San Quentin. Tamto przedstawienie i praca z więźniami odsiadującymi dożywotnie wyroki wywarły na niej głębokie wrażenie.
- Rozmawiałyśmy o tym nieraz w czasie wspólnych kolacji i mówiłyśmy, że byłoby dobrze zrobić coś takiego u nas - opowiada dzisiaj Birgitta Göransson.
Birgitta Palme przez wiele lat była aktorką i reżyserką teatralną, a w roku 1985 została dyrektorką Göteborgs Stadsteatern [Teatru Miejskiego w Göteborgu]. Po czterech latach powróciła do aktorstwa. Według Birgitty Göransson zwolniono ją z pracy, kiedy teatr znalazł się w trudnej sytuacji finansowej. Dostała co prawda odprawę z państwowego funduszu ubezpieczeniowego, ale nie przysługiwała jej emerytura, jako że nie skończyła jeszcze sześćdziesięciu lat. Musiała szukać ofert za pośrednictwem urzędu pracy.
- To było niesłychane upokorzenie - wspomina Birgitta Göransson. - W Göteborgu była aktorką, reżyserką, potem dyrektorką. Usiłowała znaleźć coś dla siebie w teatrze, ale konkurencja okazała się zbyt silna. Siedziała więc bezczynnie w domu. I wtedy postanowiłyśmy spróbować.
Próba polegała na utworzeniu kółka teatralnego dla osadzonych w Tidaholmie, jednym z zakładów podlegających szefowej okręgu, Birgitcie Göransson. Zgodnie z umową, zawartą z kierownictwem placówki, Birgitta Palme otrzymała wynagrodzenie przysługujące osobom prowadzącym zajęcia teatralne. Zaplanowane na wiosnę 1998 roku zajęcia miały obejmować czytanie i omawianie sztuk.
- Możliwość uczestniczenia w zajęciach mieli więźniowie odsiadujący długoletnie wyroki, którzy podczas pobytu w zakładzie wykazali się odpowiednim sprawowaniem i wolą zerwania z kryminalną przeszłością.
To słowa dyrektorki Opieki Penitencjarnej i szefowej okręgu.
Skazani, o których wspomina Birgitta Göransson, to dziesięciu osadzonych w szkoleniowym oddziale L w Tidaholmie, prowadzących samodzielnie gospodarstwo.
- Każdy mógł się zgłosić. Przy rekrutacji nie przeprowadzano żadnych testów - mówi Birgitta Göransson. - Warunkiem było uczęszczanie na zajęcia w czasie wolnym od nauki.
Zainteresowanie kursem było niewielkie. Zgłosiła się mniej więcej połowa więźniów z oddziału L. Birgitta Palme przyjeżdżała do Tidaholmu w każdy poniedziałek po południu. Po kilku pierwszych zajęciach pozostało czterech uczestników: Tony Olsson, Mats, Carl Thunberg i Dino.
Birgitta Palme z przejęciem czytała na głos fragmenty dramatów, uczyła więźniów analizy tekstu i przydzielała im role. Po jakimś czasie grupa zaczęła szukać dla siebie sztuki. Nie mogli znaleźć nic odpowiedniego. Po prostu nie było utworu dla czterech mężczyzn. Wtedy po raz pierwszy padło nazwisko Larsa Noréna. Może go poprosić, żeby coś dla nich napisał?
Pomysł wywołał śmiech wśród wychowawców. Norén miałby napisać d l a n i c h? Dream on8. Nawet Birgitta Palme odniosła się sceptycznie do tego pomysłu i uprzedzała swoich ambitnych uczniów, żeby zanadto nie liczyli na odpowiedź. Lecz Mats był pewny swego. Dobrze pamięta, że wtedy zapewniał pozostałych, że facet przyjedzie. Przyjedzie w te pędy. Czy może być coś bardziej pociągającego dla dramatopisarza? - mówił Mats. Jakby wiedział. Bo w tym samym czasie Lars Norén pisał w swoim sztokholmskim mieszkaniu sztukę Skuggpojkarna [Chłopcy z cienia], sztukę o więzieniu.
Niedziela, 15 marca 1998Zakład karny Tidaholm
Szanowny Panie Norén!
Powody, dla których się do Pana zwracam, są tak złożone, że naprawdę nie wiem, jak zacząć. Najprościej chyba zacząć od tego, co i tak konieczne. Zaprezentowania siebie i trzech pozostałych osób, w których imieniu piszę do Pana. Krótkie wprowadzenie może być interesujące, a równocześnie wyjaśni, skąd wzięło się nasze zainteresowanie teatrem.
Nazywam się Carl Thunberg i przez najbliższe pięć lat przebywać będę na ławce kar o maksymalnie zaostrzonych środkach bezpieczeństwa. W roku 1994 zostałem skazany na czternaście lat więzienia, między innymi za liczne napady na banki, kradzież dużej ilości broni i wiele innych, nieprzynoszących dziś chwały przestępstw. Moi trzej wspólnicy w nieszczęściu to: Dino [...], skazany na piętnaście lat w Norwegii za rozbój i porwanie, podczas którego norweska policja zastrzeliła jego najlepszego przyjaciela, Tony Olsson, skazany na sześć lat za planowanie zabójstwa, i wreszcie ostatni, ale nie mniej ważny, Mats [...], pięć lat więzienia za rozbój.
Cała nasza czwórka przebywa w jedynym w kraju oddziale edukacyjnym dla osób skazanych na długoletnie wyroki, w zakładzie karnym w Tidaholmie. Kilka miesięcy temu zjawiła się tu fantastyczna kobieta, Birgitta Palme. Pytała, czy są wśród nas zainteresowani teatrem, i oczywiście byli. Większość tutaj ma całkiem spore doświadczenie teatralne, chociaż zdobyte w okolicznościach, delikatnie mówiąc, stresujących z uwagi na możliwe konsekwencje oraz przed publicznością, która w żaden sposób nie doceniała owych występów.
Wymienione wcześniej cztery osoby zgłosiły się na zajęcia z teatru - prowadzone tak, jak naprawdę chyba powinny one wyglądać - i od tego czasu biorą w nich udział niemal w każde poniedziałkowe popołudnie. Już od początku zastanawialiśmy się z Birgittą nie tylko nad celem poświęcania czasu na próby zgłębienia istoty teatru, lecz również nad sztuką, którą moglibyśmy w przyszłości odegrać. Pierwsze nasze pytanie brzmiało, czy nie znalazłby się dla nas jakiś utwór Larsa Noréna. Birgitta powątpiewała. Jesteśmy czterema osobnikami rodzaju męskiego, a żadna z Pana sztuk nie ma takiej obsady. Birgitta podjęła się sprawdzić, czy nie znajdzie dla nas jakiegoś Pańskiego utworu, lecz jak dotąd nie znalazła niczego odpowiedniego.
Bardzo tego żałujemy, gdyż niemal w pełni się identyfikujemy z wieloma postaciami i wydarzeniami w Pana sztukach. Nasze osobiste doświadczenie najbardziej mrocznych i niebezpiecznych pokładów psychiki z pewnością ułatwiło nam zrozumienie ludzkich i rodzinnych dramatów przedstawionych w teatralnej formie.
Czy napisał Pan kiedyś sztukę, która nadawałaby się dla nas i którą moglibyśmy wykorzystać w naszym kółku teatralnym?
Miałby Pan może czas i ochotę odwiedzić nas kiedyś z Brigittą w naszym "domu"? Miałoby to dla nas duże znaczenie, nie tylko jako dla przyszłych aktorów amatorów, lecz również jako ludzi. Kto wie, być może nawet natchnęłoby to Pana jakimiś pomysłami na przyszłe projekty teatralne? Może dałoby pewien wgląd w zakamarki ludzkiej psychiki po tamtej stronie czerwonej granicy prawnych nakazów, ogólnie przyjętych norm i moralnych wątpliwości. Gdyby miał Pan ochotę, to nie tylko zapraszamy, lecz serdecznie Pana przywitamy w miejscu, gdzie zbiegają się nakazy prawne i normy moralne.
Załączam najserdeczniejsze pozdrowienia i bardzo liczę na odpowiedź
Carl Thunberg
Tego dnia, idąc po dzieci do przedszkola, miałam tylko kupić mleko. A przedtem jeszcze dwa znaczki.
Był rok 1997, kilka lat przed tym jak urzędy pocztowe przemianowano na "szwedzką obsługę kasową", zanim je w ogóle zlikwidowano. Ale wtedy poczta to była poczta. Siedziały tam marnie wynagradzane kobiety, sprzedając koperty, wypłacając emerytury, przyjmując i wydając paczki. Mój mały urząd w Svedmyrze1 miał tego dnia niewielu klientów, zegar ścienny wskazywał wczesną popołudniową godzinę, nie było kolejki. Spokój, jak to na poczcie na przedmieściach. Na placu przed budynkiem topniejący śnieg zamieniał się w breję.
Stałam przy otwartym okienku, oddzielona od kasjerki szybą. Na blacie dwie koperty, w ręku portfel. Kasjerka przerzucała blankiety.
Patrzyłam, jak opuszcza wzrok na papiery i arkusze znaczków, nie myślałam o niczym szczególnym, czekałam, żeby zapłacić. Wizyta na poczcie miała trwać kilka minut, jedną chwilkę z życia, o której zamierzałam zapomnieć, gdy tylko minie.
Nagle kasjerka poruszyła głową, podniosła oczy i utkwiła w czymś wzrok. Miała rozszerzone źrenice. I wtedy usłyszałam wrzask. Wypełnił całe pomieszczenie, wdarł się do mojej głowy. Czas przestał płynąć, była tylko teraźniejszość.
Spojrzałam w stronę drzwi: wylot lufy. Nie broń, a sam wylot lufy. Dwaj mężczyźni, ich ciała wypierały powietrze. Ciemna materia, ciała, coraz bliżej. Czy oddycham? Naciągnięte na głowy kominiarki z wyciętymi otworami na oczy, postrzępione, nierówne brzegi włóczki, widać skórę, białka wytrzeszczonych oczu, adrenalina, otwór lufy, źrenica, czarne dziury.
- To napad! Wszyscy na podłogę!
Słyszę krzyk, ale nie widzę ust.
Na podłogę?
Za plecami mam kserokopiarkę z szarego tworzywa, z czerwonym guzikiem, który mój syn ma zwyczaj wciskać. Myśl o dziecku działa na mnie kojąco, jakby ślad jego obecności nadal znajdował się w pomieszczeniu. Mężczyźni wrzeszczą: dawać pieniądze, dawać pieniądze! Wymachują nienaturalnie długimi ramionami, zakończonymi czernią luf.
Kładę się. Pozycja embriona. Plecami do nich. Z wzrokiem wbitym w podłogę. Patrzę na drobny żwir pod kserokopiarką i myślę, że to my, klienci, nanieśliśmy go do środka na podeszwach zimowych butów. Przez głowę przebiega mi myśl, że z sytuacji są cztery wyjścia, że teraźniejszość na podłodze ma czworo drzwi.
Mogą mi nic nie zrobić.
Mogą mnie pobić.
Mogą mnie zabrać ze sobą, uciekając.
Mogę umrzeć.
Wyjdę przez jedno z tych wyjść. Jedno z nich na mnie czeka. Słyszę szybkie kroki, tam i z powrotem, wzdłuż lady. Leżę całkiem nieruchomo. Myślę o swoim ciele. Nie myślę o swoim ciele. Czy jeśli się nie ruszam, to nadal jestem? Patrzę na żwir w szparze między podłogą a maszyną. Padające z ukosa światło rzuca długie cienie. Myślę, że sprzątający tam nie sięgają... Myślę, że zawsze się zastanawiałam, jak będzie wyglądała ta chwila, chwila przed samą śmiercią. Teraz wiem. Wydaje mi się, że płynie czas, ale może to galopują myśli.
*
- Halo! Jest pani tam?
Kobiecy głos. Nagle zorientowałam się, że jest zupełnie cicho. Nikt nie biega, nikt głośno nie żąda pieniędzy. Powoli odwróciłam głowę, rozprostowałam ciało, podniosłam się. Kasjerka patrzyła na mnie zza szklanego okienka. Kątem oka zobaczyłam, jak w odległości niespełna metra rozprostowuje się kolejne zwinięte w kłębek ciało; jakiś człowiek zmieniał pozycję z leżącej na stojącą. Jak grzyby spod ziemi.
Zrobiłam kilka kroków w kierunku blatu i stanęłam w tym samym miejscu co przedtem. Ta sama kasjerka usiadła na swoim krześle. Otworzyłam portfel. Kasjerka przeglądała blankiety.
- Dwa znaczki. Proszę, to będzie równo dziesięć koron.
Za mną stanęła ta druga kobieta, utworzyłyśmy kolejkę. Głębokie westchnienie.
Odwróciłam się i spytałam, czy wszystko w porządku. Tamta nie była pewna, czy wyłączyła elektryczną kuchenkę. Czy stoi na niej garnek? - spytałam. Tak, na jedynce, przecież wyszła tylko na chwilę. No, w takim razie nic się nie stanie, powiedziałam. Dziesięć koron. Proszę.
Minęło wiele miesięcy, zanim odważyłam się znów wejść na pocztę. Na widok żółtych skrzynek za każdym razem czułam kołatanie serca i silny niepokój. Mimo to poszłam się spotkać z kasjerkami w urzędzie w Svedmyrze. Okazało się, że miały jasną instrukcję, by w razie napadu rabunkowego wydać bandytom pieniądze. Po to, żeby nie narażać klientów na przemoc z ich strony.
Lecz tamtego popołudnia, w trakcie napadu, kobiety tak się przestraszyły, że zapomniały o tym, o czym powinny były pamiętać. Jedna z nich ukryła się w toalecie. Druga wybiegła tylnymi drzwiami do pobliskiej pizzerii. Piekarz wyciągnął swój najostrzejszy nóż i szykował się do walki. A trzecia, ta, która przeglądała blankiety, moja kasjerka, dała nurka pod blat, jak królik do nory. Czy się trzęsła?
My, klienci, zostaliśmy sami, z dwoma mężczyznami po tej samej stronie pocztowej lady; my na podłodze, oni z wycelowanymi w nas lufami.
Dopiero później się wyjaśniło, dlaczego kobiety na poczcie w Svedmyrze zapomniały o tym, o czym powinny były pamiętać. To nie był ich pierwszy raz.
Poprzednim razem, w 1992 roku, szklana ściana między klientem i pracownikiem jeszcze nie sięgała do sufitu. Bandyci przez nią przeskoczyli. Jedną z kobiet zmuszono do otworzenia kasy pancernej, przykładając jej broń do karku. Militärligan2. Zrabowali 708 657 koron.
Więc tego styczniowego dnia w roku 1997 kasjerki drżały ze strachu, a bezradni klienci poczty leżeli na podłodze, bo kobiety zapomniały o tym, o czym powinny były pamiętać, a zapomniały dlatego, że napad przeniósł je w inny czas, czas tamtego napadu, i nie mogły nic na to poradzić.
Ale my mieliśmy szczęście. Może nasi bandyci, mimo straszliwego wrzasku i czarnych luf pistoletów, byli w gruncie rzeczy poczciwi? Może byli nowicjuszami? Albo kompletnymi idiotami? W każdym razie nie zrabowali żadnych pieniędzy. Wypuścili z budynku sklerotycznego staruszka, do którego prawdopodobnie nie dotarło, że to był napad. Wszystko zostało utrwalone na ziarnistym obrazie monitorującej kamery. Kilka minut później wyszli i oni, nie strzelając do żadnej z dwóch leżących na ziemi kobiet, nie używając fizycznej przemocy w stosunku do kasjerek, nie demolując wnętrza. Po prostu zniknęli, nie załatwiwszy swojej sprawy, a policja nigdy ich nie zidentyfikowała. Co do mnie, stałam się pośrednio jedną z ofiar Militärligan w długim łańcuchu przyczyn i skutków.
19 stycznia 1999 roku, siedem lat po napadzie Militärligan na pocztę w Svedmyrze i dwa lata po tym, jak śmiertelnie przerażona kuliłam się na podłodze, Riksteatern3 [Teatr Państwowy] zwołał konferencję prasową w Hallundzie pod Sztokholmem, na którą licznie przybyli dziennikarze. Za kilka tygodni miała się odbyć premiera unikatowego teatralnego projektu, przygotowanego przez dramatopisarza Larsa Noréna. Sztuka nosiła tytuł Sju tre [Siedem trzy]4. Norén napisał ją wspólnie z trzema więźniami z zakładu karnego w Tidaholmie, skazanymi na wieloletnie kary więzienia. Ci sami więźniowie mieli teraz występować na scenie. Największą sensację i zaniepokojenie wzbudziła wiadomość, że jednym z aktorów jest były szef głośnej Militärligan. Media dużo o tym mówiły. Między innymi ukazał się artykuł w "Eskilstuna-Kuriren":
Carl Sumonja, przywódca Militärligan, otrzymał przepustkę i będzie grał w teatrze. Człowiek, który stał na czele wzbudzającego postrach, najgroźniejszego rabunkowego gangu lat dziewięćdziesiątych, dostał rolę w nowej sztuce Larsa Noréna.
- To nie jest eksperyment. Sumonja zrobił bilans dotychczasowego życia i chce zacząć wszystko od nowa - wyjaśnia szef okręgu sztokholmskiego Kriminalv?rd [Opieki Penitencjarnej]5 Gunnar Engström.
Na początku lat dziewięćdziesiątych Militärligan obrabowała blisko dziesięć banków, dokonała włamania do magazynu broni, zamachu bombowego na dworcu głównym w Sztokholmie oraz zakrojonych na szeroką skalę aktów szantażu wobec szwedzkiego państwa. Akcje przeprowadzano z wojskową dyscypliną i posługując się wojskowym sprzętem, stąd nazwa gangu. Bandyci mieli automatyczną broń i podczas wielu napadów oddawali strzały ostrzegawcze. Niekwestionowanym przywódcą pięcioosobowego gangu był Carl Sumonja. Podobnie jak kilku jego kolegów był wyszkolonym komandosem. Podczas procesu przyznawał się do zarzucanych mu czynów, ale konsekwentnie odmawiał wydania swoich wspólników. Nie wykazywał żadnej skruchy. W grudniu 1994 roku sąd rejonowy w Handen skazał go na czternaście lat więzienia. ---
- Zdaję sobie sprawę, że to teatralne przedsięwzięcie budzi emocje wśród ofiar napadów, mimo to liczę na zrozumienie. Nikt przecież nie chce, żeby po opuszczeniu więzienia powrócił do nas ten sam człowiek, który tam trafił - mówi Gunnar Engström.
Po dwuletnim pobycie w areszcie, dwóch latach w "bunkrze", to znaczy zakładzie zamkniętym dla więźniów stwarzających poważne zagrożenie społeczne, i kolejnych dwóch latach na zwykłym oddziale karnym w Tidaholmie, Sumonja ma prawo do przepustek. Korzystał już z nich wiele razy pod nadzorem i nigdy nie przysparzał kłopotów. Sumonja, który ma teraz inne nazwisko, napisał wraz z dwoma współwięźniami list do Larsa Noréna, prosząc o zgodę na wystawienie jednej z jego sztuk. W odpowiedzi Norén zaproponował, że napisze nowy utwór, oparty na życiu i przemyśleniach samych skazanych.
Kiedy zapadło postanowienie umożliwiające trzem więźniom udział w przedsięwzięciu, oni nadal odsiadywali wyroki w Tidaholmie. --- Według Gunnara Engströma ucieczka nie wchodziła w rachubę.
- Narażam się na ryzyko w związku z tym pomysłem, ale uważam, że postępuję słusznie. ---
Nie przewiduje się specjalnego nadzoru podczas trwania przedstawień. Lars Norén zobowiązał się odbierać więźniów przed każdym występem i odwozić po jego zakończeniu.
Przywódca gangu, Carl Sumonja, zmienił nazwisko na Thunberg podczas odsiadywania wyroku. Jest jedną z głównych postaci w niniejszej opowieści. Inną ważną osobą jest człowiek, który bierze na siebie ryzyko związane z całym pomysłem: ówczesny szef sztokholmskiego okręgu Opieki Penitencjarnej Gunnar Engström. Po konferencji prasowej udzielił nawet wywiadu "Aftonbladet":
- Carl najpierw przebywał przez rok w tymczasowym areszcie z zarządzonymi przez prokuratora ograniczeniami - między innymi był odizolowany od pozostałych aresztowanych - później dwa lata w tak zwanym bunkrze, zakładzie o maksymalnie zaostrzonych środkach bezpieczeństwa, a następnie dwa lata w zakładzie klasy pierwszej o wysokim poziomie zabezpieczeń. Czy to nie dość? Jak długo trzeba czekać, aby zaspokoić społeczną żądzę zemsty?
AB: - Czy pomoc jemu i innym winnym ciężkich przestępstw w powrocie do życia w społeczeństwie leży w interesie nas wszystkich?
- Jak najbardziej, nie chcemy wypuszczać na wolność tykających bomb. Założę się o moją miesięczną pensję, że nie zawiodą naszego zaufania i nie uciekną. Carl chce pokazać inną twarz niż ta, która się pojawiała w mediach. Ta sztuka jest jego biletem wstępu do społeczeństwa.
O ile każda nowa sztuka Noréna stanowiła medialne wydarzenie, to prawdziwą sensacją stała się jego współpraca z przestępcami. Konferencja prasowa w Riksteatern ze stycznia 1999 roku zaowocowała blisko dwudziestoma artykułami. Większość dotyczyła ryzyka, z jakim wiązał się udział Carla Thunberga, który miał najdłuższy wyrok i najwięcej lat do odsiadki. Nikt się nie zajmował pozostałymi dwoma więźniami.
Lars Norén podjął współpracę z trójką ludzi skazanych na długoletnie wyroki: Carlem, Tonym i Matsem. Sztuka Siedem trzy była oparta na ich słowach, ich życiu. Dwaj z nich określali się jako narodowi socjaliści i ich stosunek do Żydów, homoseksualistów i imigrantów znajdował wyraz w scenicznych replikach. Po premierze sztuki wywiązała się gwałtowna dyskusja. Padały między innymi pytania, czy powinno się pokazywać nazistów na scenie i jak należy reagować na ich poglądy.
Dyskusje, emocje i spory wywołane przez Siedem trzy wiosną 1999 roku - zarówno wśród tych, którzy widzieli przedstawienie z aktorem Reinem Brynolfssonem i trzema skazanymi na scenie, jak i tych, którzy znali je tylko ze słyszenia - były zjawiskiem dotąd niespotykanym. Debata toczyła się miesiącami. Ukazało się ponad sto artykułów w wielu krajowych gazetach, temat pojawiał się raz po raz w dyskusjach radiowych i programach telewizyjnych.
Dopóki chodziło tylko o sztukę teatralną, dyskusja dotyczyła tego, co jest właściwe, a co niewłaściwe, sposobu, w jaki system demokratyczny radzi sobie z tym, co niedemokratyczne, oraz granic pomiędzy fikcją a prawdą; a toczyła się wyłącznie w programach kulturalnych i na łamach gazet poświęconych kulturze. Uczestnikami dyskusji byli dziennikarze zajmujący się kulturą, ludzie teatru, ten czy ów psycholog.
Sztukę Siedem trzy zagrano dwadzieścia trzy razy. Ostatnie przedstawienie odbyło się 27 maja 1999 roku.
Następnego dnia jeden z aktorów, Tony Olsson, wyszedł na regularną przepustkę z zakładu w Öster?ker i wziął udział w zbrojnym napadzie na bank Östgöta Enskilda w Kisie, w którego wyniku doszło do zabójstwa dwóch policjantów w Malexander. Po dokonaniu przestępstwa Tony Olsson nie powrócił z przepustki.
Wszystko się zmieniło. Projekt teatralny. Zbrodnia w Malexander. Nikt już nie potrafił oddzielić od siebie obu tych wydarzeń. Teraz do dyskusji włączyli się autorzy wstępniaków i reporterzy. Pracownicy Riksteatern coraz bardziej zamykali się w swojej skorupie.
18 stycznia 2000 roku sąd rejonowy w Linköpingu skazał Tony'ego Olssona na dożywocie za rozbój, usiłowanie zabójstwa i zabójstwo.
Mats, który również występował w sztuce Noréna, dostał roczny wyrok za przechowywanie skradzionych podczas napadu pieniędzy.
Carl Thunberg, przywódca wojskowego gangu, ten, który budził największe zaniepokojenie mediów, sprawował się bez zarzutu.
Co się naprawdę stało? Do czego doprowadziła debata wywołana przez sztukę? Gdzie przebiegała granica między teatralnym przedsięwzięciem a przestępstwami - ośmioma napadami z bronią i zabójstwem dwóch policjantów 28 maja 1999 roku? Czy jedno z drugim miało cokolwiek wspólnego?
Już w tamtym czasie przeprowadzałam wywiady z ludźmi, którzy umożliwili współpracę między Riksteatern a zakładem karnym: producentem przedstawienia, występującymi w sztuce więźniami, pisarzem i reżyserem Larsem Norénem, dyrektorami regionalnych biur i prezesem Centralnego Zarządu Opieki Penitencjarnej.
Jako reporter telewizyjnych wiadomości kontaktowałam się z najbliższą rodziną zamordowanych policjantów, a później z ekipą filmową, która dokumentowała proces realizacji teatralnego projektu.
Rozmawiałam również z recenzentami i uczestnikami debaty, którzy z początku dyskutowali o przedstawieniu, a potem o odpowiedzialności za popełnione przestępstwo.
Dziesięć lat później odszukałam niektórych uczestników tamtych wydarzeń. Kto z nich kłamie? Kto dobrze pamięta, co się stało? Kto nadal się boi? Kto jest wciąż niebezpieczny? O czym myśleli od wiosny 1999 roku?
Jednym słowem - gdzie jest prawda, a gdzie wyzwanie?
Czytam dwie książki o IRA, Irlandzkiej Armii Republikańskiej. O konflikcie w Północnej Irlandii, rzecz jasna. Bo mnie ten temat interesuje. Bo chcę poznać drugą stronę medalu, to, jak pojmuje walkę IRA. Czytam po angielsku. Wolę czytać po angielsku. Bardziej się koncentruję. Ważne jest każde słowo.
MATS w Siedem trzy
Dwie dubeltówki ze spiłowanymi lufami. Jedna model Winston, druga model Bock, wyprodukowane w Rosji. Granat ręczny typu "jajko".
W pewien październikowy wieczór 1995 roku pocztowy volkswagen jechał ulicą Klostergatan w Växjö. Przewoził torby z dziennym utargiem dwóch sklepów monopolowych, w sumie pięćset tysięcy czterysta koron.
Mats, uchodzący w tym czasie w oczach niektórych za skinheada, wyskoczył na ulicę wraz z kolegą wspólnikiem w chwili, gdy transport ruszał. Rozbił boczną szybę kolbą dubeltówki i kazał kierowcy wysiąść. Odłamki szkła zasypały szoferkę. Pokaleczyły kierowcę. Następnie Mats strzelił w podsufitkę i podczas gdy jego wspólnik wywlekał kierowcę z auta, on zajął się torbami z pieniędzmi. Podjechali kawałek pocztowym busem do cmentarza Skogslyckan. Zaraz potem się rozstali, każdy wziął jedną torbę i poszedł w swoją stronę.
Obaj zostali zatrzymani. Podczas rozprawy Mats przyznał się do napadu rabunkowego i nielegalnego posiadania broni i dobrowolnie oddał policji dubeltówkę. Miał już za sobą dwa wcześniejsze wyroki, jeden za kradzież samochodu, drugi za pobicie. Ostatnie przestępstwo uznano za ciężkie i świadczące o braku skrupułów. Skazano go na pięć lat więzienia, przy czym sąd w Växjö wziął pod uwagę fakt, że oskarżony nie ukończył jeszcze dwudziestu jeden lat. Pieniędzy nigdy nie odnaleziono.
Zarówno Mats, jak i Tony Olsson zostali uznani za osoby niebezpieczne, skłonne do recydywy, czyli za tak zwanych 7 : 3, osadzanych w zakładach o wysokim stopniu zabezpieczenia, z prawem do czterogodzinnej przepustki pod nadzorem raz na sześć miesięcy. Obaj zgłosili się do oddziału L w zakładzie Tidaholm, oddziału edukacyjnego, aby uniknąć "boiska", czyli dużego oddziału ogólnego, gdzie drobni złodzieje i narkomani pracowali jak w fabryce, przy maszynach i taśmie.
Marzec, kwiecień, maj. Wiosenne miesiące zmieniają nazwy, przechodzą od szarości do zieleni, niosąc ze sobą kolejne określenia: śnieg, odwilż, młode liście. Tak pięknie. Przedwiośnie.
Akcja sztuki rozgrywa się właśnie na przedwiośniu, być może roku 1998. Lecz tu nie czuje się zachodzących o tej porze roku zmian, jedynie więzienną monotonię.
Scena przedstawia pomieszczenie pięć metrów na dziesięć w zamkniętym zakładzie karnym, w głębi budynku więziennego. Wskazówki autora:
Jedna ściana częściowo przeszklona.
Okno zakratowane, niewielkie otwory wentylacyjne.
Na zewnątrz długi, wąski korytarz. Drzwi do cel, niektóre otwarte, od czasu do czasu przechodzący więźniowie w drodze do lub z jadalni i świetlicy. Na końcu korytarza widać pokój strażnika.
Można zaczynać.
Metallica na cały regulator. Wrzask. Łomot. Na scenę wchodzą trzej mężczyźni, zdejmują czarne bluzy, nagie torsy, przebierają się w dresy, na skórze niebieskie nacięcia tatuaży. Potem nagła cisza i mrok.
Marcowe popołudnie. Trzej mężczyźni na podłodze ćwiczą pompki. Na przedzie Mats, Teo i Tony nieco z tyłu, ich ciała tworzą trójkąt. Po skończonych ćwiczeniach podnoszą się i podają sobie ręce.
MATS: Było super, jak zawsze.
TEO: Dzięki.
TONY: Dzięki, kolego. Było ciężko.
MATS: Im wolniej się ćwiczy, tym jest trudniej.
Na scenę wchodzi czwarty mężczyzna. Wcześniej stał na zewnątrz odwrócony plecami do widowni i czekał. Przed wejściem wkłada do skrzynki klucze, komórkę i pieniądze, przechodzi przez wykrywacz metali. Wita się z pozostałą trójką.
Trzeba mieć wyobraźnię, aby wczuć się w sztukę teatralną, mając do dyspozycji wyłącznie tekst, i doświadczenie, aby dostrzec obrazy rodzące się między wierszami. W obszernym maszynopisie Siedem trzy pierwsza scena sztuki jest prawie niewidoczna. Składa się z kilku banalnych zdań:
Cześć. Jestem John.
Cześć, witaj, Teo.
Mats. Witaj.
Typowe krótkie formułki powitalne. Gdzie jest opowieść? Czy to obraz warstwy społecznej? Co można wyczytać z wytartych rytualnych zwrotów, które wymieniamy przy pierwszym spotkaniu? Prawie nic. Okazuje się, że akcja toczy się poza replikami bohaterów. Tak jak w rzeczywistości, gdy widząc kogoś po raz pierwszy, zwracamy uwagę nie na słowa, lecz na spojrzenie, ton głosu, dotyk obcej dłoni, na wzrost i postawę, decydujące o przewadze i podległości. Właściwą opowieścią w pierwszej scenie jest stosunek do własnego ciała i ciał innych.
Na widowni nie było nikogo, kto by nie dostrzegł różnicy w posturze, kiedy pisarz John, alter ego Noréna, jako ostatni wszedł na scenę. Niższy, drobniejszy, rozglądał się niepewnie i macając dłonią kieszenie w poszukiwaniu paczki papierosów, stanął obok trzech potężnie umięśnionych mężczyzn w czarnych koszulkach.
Siedem trzy nie ma właściwie tradycyjnej akcji, nie rozgrywa się w czasie, zakończenie nie przynosi żadnego rozwiązania. Miejscem akcji pozostaje to samo pomieszczenie. Nic się nie dzieje. Ruch odbywa się do wewnątrz. Pisarz, jak archeolog, drąży w poszukiwaniu wspomnień, koszmarów sennych, doświadczeń miłości. Trzej więźniowie mniej lub bardziej chętnie dopuszczają go do meandrów swojego prywatnego życia, a on zapuszcza się w nie jak podróżnik duchowego safari. Wzdłuż tej trasy rozstawiono jednak dobrze widoczne tablice informacyjne głoszące: Restricted area6. W tekście pisarz John wyjaśnia to następująco:
"To wy jesteście sztuką. Wy jesteście akcją... Sami decydujecie, jak daleko zechcecie się posunąć. I co będziecie chcieli ukryć".
Dwie postacie sztuki to neonaziści, albo - jak sami o sobie mówią - narodowi socjaliści. Wszyscy dyskutują o nazistowskich ideach, z wyjątkiem Teo, który nie podziela przekonań pozostałej dwójki więźniów i nie zabiera głosu. Sztuka kończy się z nadejściem lata, następuje pożegnanie pisarza z więźniami. Etap zbierania materiału jest zakończony, teraz trzeba napisać scenariusz. Siedem trzy kończy się słowami: "Do zobaczenia jesienią".
Postać Teo była wzorowana na Carlu Thunbergu i we wczesnych wersjach tekstu nosiła jego imię. Rolę Tony'ego grał Tony Olsson, trzecią rolę, rolę Matsa, grał dwudziestotrzyletni wówczas Mats. Pisarza, Larsa Noréna, grał Reine Brynolfsson. Reżyserował sam Lars Norén, a za produkcję w ramach Riksteatern odpowiadała Isa Stenberg.
Tytuł sztuki nawiązywał do nieistniejącego już trzeciego paragrafu w siódmym rozdziale ustawy o opiece penitencjarnej, paragrafu, który brzmiał:
Kto został skazany na karę najmniej czterech lat pozbawienia wolności zostanie osadzony w zakładzie karnym typu zamkniętego, o ile ze względu na rodzaj popełnionego przestępstwa lub inne okoliczności uznano, że istnieje ryzyko ucieczki lub kontynuowania przestępczej działalności podczas okresu odbywania kary. Osadzony ma przebywać w zakładzie lub w oddziale zakładu o wysokim stopniu zabezpieczeń.
Innymi słowy: skłonni do ucieczki, do popełniania przestępstw na przepustkach lub zza krat mają podlegać szczególnym restrykcjom. Nazywano ich w skrócie: siedem trzy.
Zostałem aktywnym narodowym socjalistą na początku lat dziewięćdziesiątych. Nadal mam te same poglądy, ale nie działam w żadnej organizacji. Już z góry wiem, jak będzie się w przyszłości przejawiać moje polityczne zaangażowanie.
TONY w Siedem trzy
"Już z góry wiem, jak będzie się w przyszłości przejawiać moje polityczne zaangażowanie". To zdanie pozostaje w pamięci.
Kiedy powstawał tekst sztuki Siedem trzy, droga wiodąca ku temu, co się jeszcze nie zdarzyło, już była wytyczona; istniały przeczucia co do przyszłych wydarzeń. W każdym razie Tony Olsson już wiedział. Miał pod ręką stertę neonazistowskich materiałów i w jednym, nieco urzędowym zdaniu wypowiedział słowa klucze otwierające drzwi do przyszłych pomieszczeń. Jakże łatwo to teraz dostrzec.
Być może niektórzy z tysiąca dziewięciuset widzów zamarli, słysząc to zdanie z ust Tony'ego Olssona podczas spektakli Siedem trzy, bo przeczuwali, że zapowiada zamiary czekające na realizację. Ale znakomita większość słyszała po prostu jedną z wielu kwestii, odbierając ją jako wyraz napuszenia Olssona lub dodatek konieczny do skompletowania nazistowskiego stroju.
Jest 24 sierpnia 1996 roku. Minie jeszcze rok i sześć miesięcy, zanim Olsson zgłosi się na zajęcia teatralne dla osadzonych w szkoleniowym oddziale zakładu w Tidaholmie. Za dwa lata i dziewięć miesięcy dojdzie do zbrodni w Malexander. Nic jeszcze nie zapowiada przyszłych wydarzeń.
Drogi Arklöv!
Szczere podziękowania za list, który dotarł 22 sierpnia 1996 roku. Sprawiłeś mi naprawdę wielką przyjemność, odzywając się. Mam nadzieję, że czas Ci upływa spokojnie, z pewnością szwedzki areszt jest o niebo lepszy niż muzułmańskie więzienie!
Mam pytanie, które być może uznasz za śmieszne: jak się czuje człowiek, którego postrzelono?
Ci, z którymi rozmawiałem, mówią, że najpierw się nic nie czuje, coś jak zwykłe trzepnięcie. Ból przychodzi dopiero później. Poza tym słyszałem, że często umiera się z powodu szoku, po prostu serce przestaje bić!
Jaka była Twoja pierwsza walka, jak się wtedy czułeś?
Wyobrażam sobie, że to cholerny zastrzyk adrenaliny, byłem wcześniej skazany za rozbój i to uczucie akurat znam. Odjazdowe, co za poczucie wszechmocy. I nikt mnie nie pokona! Jaka jest największa bitwa, w której brałeś udział?
Wybacz te wszystkie pytania, ale jestem cholernie ciekawy, sam nigdy nie brałem udziału w żadnej wojnie, ale strasznie bym chciał!
Na tym już kończę, byłoby fajnie, gdybyśmy mogli ze sobą korespondować.
Trzymaj się i napisz wkrótce.
Koleżeńskie pozdrowienia
Tony Olsson
Jackie Arklöv, po kilku latach spędzonych w Bośni w jednostce najemników, właśnie wrócił do Szwecji w wyniku wymiany więźniów. Rok wcześniej został uwięziony w Bośni i skazany za przestępstwa przeciw ludzkości. Nie dlatego, że podczas walki zabijał żołnierzy, ale za czyny popełnione wobec ludności cywilnej i jeńców wojennych.
Gdy tylko Tony Olsson dowiedział się o Arklövie, postanowił nawiązać z nim kontakt. Jackie bardzo mu zaimponował.
W areszcie Jackie Arklöv był zasypywany listami od wielbicieli. Wielu mężczyzn uznało go za swojego idola i za wzór do naśladowania, ale jemu wydał się wart uwagi tylko list Tony'ego Olssona. Pisało również wiele różnych kobiet z prośbą o kontakt. Z jedną z nich Arklöv zamieszkał w Östersundzie kilka miesięcy później.
Kiedy dwuletni Jackie Banny Arklöv przybył do Norrland, był jedynym ciemnoskórym dzieckiem w promieniu trzystu kilometrów. W tym czasie adoptowane dzieci były tam rzadkością. Dom w miejscowości Storuman był jego trzecim z kolei. W Libii miał biologiczną matkę, ale ojciec, prawdopodobnie Europejczyk, był nieznany. Pierwsze lata życia Arklöv spędził w szwedzkiej rodzinie mieszkającej w Libii, potem adoptowała go bezdzietna para w Storuman. Dali mu dużo miłości. I mimo że ta miłość nieraz piekła jak brzozowa rózga, zdawało się, że życie wynagrodzi małemu liczne rozłąki i bolesne przeżycia. Pewnego dnia na świat przyszedł młodszy brat Jackiego. Bezdzietna para niespodziewanie doczekała się własnego, biologicznego dziecka.
Ośmioletni wówczas Jackie zaczął robić się trudny i agresywny. Gryzło go dojmujące poczucie bezdomności, osamotnienia i wyobcowania. Później, szykanowany przez rówieśników w gimnazjum, wagarował i wandalizował otoczenie. Rozważano umieszczenie go w rodzinie zastępczej. Już w tym czasie Jackie począł się fascynować bronią. Pogrążył się w lekturach o drugiej wojnie światowej i z radością odkrył w jednej z książek informację o afrykańskiej jednostce, która walczyła po stronie nazistowskich Niemiec. Później, chcąc usprawiedliwić niekonsekwencje w swoich rasistowskich przekonaniach, mówił: "Nawet w armii Hitlera byli ciemnoocy".
W trakcie służby wojskowej w jednostce specjalnej K4 w Arvidsjaur, Arklöv po raz pierwszy w życiu miał poczucie, że został zaakceptowany. Marzył o tym, żeby zostać oficerem. Ale po tym, jak kogoś pobił, droga do oficerskiej kariery została zamknięta. Kolejnym marzeniem była Legia Cudzoziemska. Podczas wstępnych testów zetknął się z młodymi ludźmi, podobnie jak on przepełnionymi wolą walki. Wyruszali właśnie do Chorwacji jako najemnicy i Arklöv do nich dołączył.
Czuł się znakomicie w zgranej grupie. Znajdował zadowolenie w podejmowaniu ryzyka, pokonywaniu zagrożenia i docieraniu do granic swoich możliwości. Oto wczesna próba zapisu doświadczenia, jakim był jego pierwszy raz:
Celowałem w okolice brzucha. Upadł. Czułem, jak wzbiera we mnie podniecenie. Ale on jeszcze żył, mój wróg wymachiwał rękami i wydawał zduszone jęki. Wycelowałem w kręgosłup i oddałem pojedynczy strzał. Przez chwilę podrygiwał, potem znieruchomiał.
W tym samym momencie mój mózg przeszył ból, ostry jak brzytwa, nagle do mnie dotarło, że od miesięcy, może nawet od lat, nie czułem się tak dobrze. Po raz pierwszy kogoś zabiłem, chciałem to robić dalej, wszystko było jakby nierzeczywiste.
Arklöv miał dwadzieścia lat, gdy znalazł się w samym centrum wydarzeń, którym świat nadał później miano etnicznej czystki - w samym sercu Bośni. 16 lipca 1993 roku Jackie przybył do małej wioski. Wraz z kolegami ze swojej kompanii wypędził bośniackie rodziny z domów i zamknął je w jednym z budynków, grożąc, że go podpali. Zmusił ciężarną Behram Mevlidę do rozłąki z dwójką małych dzieci, trzyletnim synem i dwuletnią córką, i kazał jej powtarzać Allah akbar - Bóg jest wielki. Kobieta odmówiła i wtedy zaczął ją bić. Włożył jej do ust lufę karabinu.
Kiedy szła z powrotem do swojego domu, straszył ją, że wyrwie i zakłuje dziecko, którego się spodziewała.
Później, gdy Arklöv został oskarżony o ciężkie zbrodnie wojenne, Mevlida występowała jako świadek. "Nie potrafię wytłumaczyć tego, co robiłem. Miałem w sobie głęboką pogardę wobec ludzi i wszystkie hamulce puściły". Tak po dziesięciu latach brzmiała jego odpowiedź na pytanie: dlaczego?
Doświadczenie solidarności, atmosfera koleżeństwa, brothers-in-arms, zaprowadziło go w głąb ciemnych rejonów duszy - sam siebie nazywał: Warlord. Jednak z biegiem czasu coraz trudniej było przymykać oczy na to, co się działo wokół. Kiedy w jakimś domu znalazł ciało zastrzelonej kobiety i zobaczył, że w martwych ramionach trzyma dziecko bez głowy, obraz ten przylgnął do jego oka jak szkło kontaktowe i nie znikał nawet wtedy, gdy Jackie zamykał powieki. Towarzysze broni ginęli jeden za drugim.
Po dwóch latach wojowania Arklöv znalazł się w Mostarze, gdzie po pijanemu zabłąkał się na terytorium muzułmanów. Wzięto go do niewoli. Bośniacy postawili go przed sądem za zbrodnie wojenne. Z początku został skazany na trzynaście lat, odwołał się i dostał nowy wyrok, tym razem ośmiu lat więzienia. Ale w więzieniu w Konjic odsiedział tylko rok. Na skutek wymiany więźniów między bośniacką a bośniacko-chorwacką armią latem 1996 roku znalazł się wśród tych, którzy przeszli przez most na Neretwie we wsi Potoci pod czujnym okiem Czerwonego Krzyża. Szwedzcy przedstawiciele tej organizacji wsadzili go do transportowego samolotu Herkules, odlatującego do kraju. Od razu po wylądowaniu zatrzymał go szwedzki prokurator pod zarzutem popełnienia zbrodni przeciw ludzkości. Podróż zakończyła się w sztokholmskim areszcie Kronoberg.
Czy opowiadał komuś o tym, co widział? O jeńcach wojennych, których skatował w obozowej umywalni? O pojmanych mężczyznach, którym wkładano do spodni granaty, i o tym, jak wyglądali potem, kiedy wybuchły? Czy opowiadał o kobietach? Albo o sobie, kiedy sam był więźniem i wyprowadzono go do lasu, aby upozorować wykonanie wyroku śmierci? Nie wiadomo.
Być może z czyjejś inicjatywy, albo też zgodnie z panującymi przepisami, zaproponowano mu rozmowę z psychologiem. Odmówił. Wolał się poświęcić rozległej korespondencji.
13 sierpnia 1996
Czołem Olsson!
Dziękuję za list, cieszę się, że są ludzie, którzy mają takie same zainteresowania jak ja. Ja też należałem do nacjonalistycznej organizacji - w Lycksele - zanim wyjechałem do Bośni. Musieliśmy się z tym kryć, bo Lycksele jest małym miastem.
Pojechałem do Bośni jesienią 1992 roku i zaciągnąłem się do HVO13. Brałem udział w kupie walk i nieźle się napatrzyłem, ale ani przez chwilę nie żałowałem, że się tam znalazłem. Nie ma nic lepszego niż brać udział w prawdziwej wojnie, jak się raz zaczęło, to trudno skończyć. W listopadzie 1994 zostałem lekko ranny odłamkiem w nogę, ale niecały miesiąc później znów byłem Fit For Fight14!
W 1995 roku w maju aresztowała mnie bośniacka policja, maltretowali mnie przez cały miesiąc, a potem zostałem skazany na trzynaście lat więzienia za zbrodnie wojenne. 7 sierpnia, ku mojemu zdziwieniu, wróciłem do Szwecji w wyniku wymiany więźniów. Teraz siedzę tutaj, przyczynę znasz.
W tej chwili czuję się lekko oszołomiony, minęło trochę ponad tydzień od czasu wymiany więźniów i czuję się tak, jakbym obudził się z koszmarnego snu. Jestem dosyć zniechęcony szwedzkim systemem prawnym, który robi wszystko, żeby mnie zapuszkować. Ale staram się być optymistą, zawsze lepiej tutaj niż w więzieniu w Bośni.
Myślę o tym, żeby po odsiedzeniu kary znowu być najemnym żołnierzem. Nie chcę się chwalić, ale zdobyłem całkiem duże doświadczenie bojowe, które chciałbym w ten czy inny sposób wykorzystać.
Do usłyszenia!
PozdrowieniaJackie Arklöv
PS "Co cię nie zabije, to cię wzmocni"!
Oskarżyciel Jan Danielsson bezskutecznie poszukiwał w Bośni świadków, aby postawić Arklöva przed szwedzkim sądem. Arklöv już po miesiącu znalazł się na wolności z zakazem opuszczania kraju i obowiązkiem meldowania się przez pięć miesięcy na policji. Pozwał państwo szwedzkie. I państwo przyznało mu dwadzieścia trzy tysiące koron odszkodowania.
Kolejny przystanek, Östersund. Arklöv związał się z dziesięć lat starszą kobietą z dzieckiem i dostał pracę jako praktykant w firmie meblowej.
Ale noce... Te noce...
Twarze umierających towarzyszy broni. Ich wyraz. Inni. Ludność cywilną należało usunąć, tak było, on tylko wykonywał rozkaz, sam się nie zastanawiał, jak stanowili przeszkodę to... nie, nie ma o czym mówić. Ale teraz stali przy jego łóżku, przychodzili w nocy, pochylali nad nim zniekształcone twarze. Leżał jak sparaliżowany. Pisał:
Również tu, w Szwecji, od kiedy wróciłem, czuję nieraz przepełniające mnie zwierzęce uczucie wściekłości, pogardy i nienawiści i mam wtedy ochotę kogoś zmasakrować albo zabić kogoś, kogo nienawidzę, na przykład aktywnego socjalistę, lewicowca, Żyda lub muzułmanina.
Korespondencja Olssona i Arklöva nie zachowała się w całości. Tony Olsson zniszczył dużą jej część. Ale już od pierwszych listów zawiązała się między nimi przyjaźń. Z czasem będzie się pogłębiać.
10 grudnia 1996
Drogi Tony!
Wybacz, że tak długo się nie odzywałem, w ostatnim miesiącu miałem mnóstwo na głowie. Przeprowadziłem się mianowicie do Östersundu i mieszkam teraz z dziewczyną. Mam nawet pracę, w ramach tak zwanego wprowadzenia na rynek pracy15. Słabo płatne, ale zawsze lepsze to niż nic.
W tej chwili tak kiepsko stoję finansowo, że zaczynam przemyśliwać o jakimś skoku. Znam oryginalny sposób zdobycia pieniędzy, ale do tego przydałyby się dwie osoby. Niestety nie mogę zdradzić samej metody, w każdym razie nie w tej chwili.
Koleżeńskie pozdrowienia
Jackie Arklöv
Wojskowe umiejętności i bezwzględność Arklöva znajdą wkrótce zastosowanie. Być może także jego oryginalna metoda dokonywania napadów. Nadszedł rok 1997. W zakładzie karnym Tidaholm, Tony Olsson i jego przyjaciel Mats utworzyli Nationella Republikanska Armén [Narodową Armię Republikańską] - NRA.