Kiedy przecina uliczkę w obrębie fabrycznej części dzielnicy, przyspiesza kroku mimo ciążących jej toreb z zakupami. Zakłady pracy zostały dawno zamknięte i popadły w ruinę, więc ten kwartał miasta jest rzadko uczęszczany i lepiej się tu nie zapuszczać. Co jakiś czas zerka za siebie, by się upewnić, że nikt za nią nie idzie. Minąwszy wreszcie szkołę, symboliczną granicę między starym i nowym centrum, zwalnia nieco i oddycha z ulgą. Jest wczesne popołudnie i na chodnikach miejscami robi się tłoczno. Nareszcie nie jest sama.
Już widzi załom narożnego budynku, który sąsiaduje z kamienicą, gdzie mieszka, i instynktownie wydłuża krok. Ręce jej omdlały od ciężaru toreb i niemal ulega pokusie, by choć na moment oprzeć je na ławce. Idzie dalej, w duchu wyrzucając sobie, że tym razem zdecydowanie przesadziła z zakupami. Może powinna wypuszczać się do sklepów częściej niż raz w tygodniu? A w ogóle czy mądrze robi, kupując tyle produktów spożywczych na zapas? Karma dla kota to inna sprawa, nie będzie biegać co dwa dni po świeże puszki, ale co każe jej gromadzić tyle żółtego sera, nabiału i wędlin? Jeśli na widok pustej półki w lodówce nie może znaleźć sobie miejsca w domu, czy nie jest to objaw jakiejś fobii? Nie wspominając o tym, że osoba samotna nie musi trzymać w domu jedzenia w ilości wystarczającej dla czteroosobowej rodziny. Tak, powinna pomyśleć o zmianie nawyków. Od ostatniego związku z mężczyzną minęły pełne trzy miesiące, a wcale nie odczuwa potrzeby nawiązywania nowych relacji. Może osiągnęła wiek, w którym na sprawy damsko-męskie zaczyna się patrzeć z bezpiecznego dystansu obserwatora? Zganiła się za podobne myślenie. Mając trzydzieści sześć lat, wmawia sobie, że przestało jej zależeć na facetach? Prawda jest taka, że u podłoża podobnej postawy leży gorzka ocena ostatniego nieudanego związku. Po prostu zalicza się do całkiem niemałego grona kobiet, które nie spotkały jeszcze właściwego mężczyzny.
Trzy kroki dzielą ją od wejścia do kamienicy. Zwalnia, żeby przepuścić idącą z naprzeciwka parę w średnim wieku, potem robi krok w lewo ku drzwiom wejściowym i właśnie stawia jedną z toreb, żeby uwolnić rękę i wybrać kod na domofonie, kiedy ktoś idący za nią ją potrąca. Ratując się przed upadkiem, wysuwa raptownie nogę, trąca nią torbę i zakupy wysypują się na chodnik.
- Cholera!
Przezornie nie patrząc za siebie, odstawia drugą, nienaruszoną torbę, przykuca i przystępuje do zbierania rozsypanych produktów. Ręce jej się trzęsą, kiedy tak się spieszy, bo na chodniku z jej powodu powstał zator i niektórzy przechodnie zaczynają okazywać niecierpliwość.
- Serdecznie panią przepraszam, moje gapiostwo - dobiega ją z boku zaaferowany męski głos.
Mężczyzna staje przed nią, jakby próbował ją osłonić przed naporem osób, którym zagradza drogę. Nie przestając pakować zakupów do torby, na moment podnosi głowę i obrzuca go spojrzeniem. Jest mniej więcej w jej wieku, dość elegancki w jasnoniebieskiej polówce i beżowych spodniach, pod pachą ściska lśniącą nowością brązową aktówkę z miękkiej skóry. Przystojny. I wydaje się miły w nienarzucający się sposób, który w jej ocenie charakteryzuje pewne siebie osobowości.
- Jeszcze raz przepraszam - mężczyzna powtarza z wyrazem szczerej troski na twarzy. Uwagę zwracają jego oczy - nieruchome, taksujące, przyciągające rozmówcę jak magnes przyciąga żelazo.
- Nic się nie stało - ona duka i zmusza się, by opuścić wzrok.
- Proszę pozwolić, pomogę.
- Nie trzeba, dam sobie radę.
- Ja zawiniłem, ja muszę to naprawić.
Przykuca koło niej, aktówkę kładzie obok i szybkimi, zręcznymi ruchami napełnia torbę. Pozostały jeszcze puszki z kocią karmą. Zbiera wszystkie, przy ostatniej robi przerwę, żeby zerknąć na etykietę. Z uśmiechem komentuje:
- O, z górnej półki! Pewnie rasowy?
- Nie, zwykły dachowiec. Któregoś dnia się przybłąkał, a ja nie miałam serca wyrzucić.
Mężczyzna wstaje, nie wypuszczając torby z prawej ręki, aktówkę trzyma pod lewą pachą.
- Powiem pani, że podobna postawa to prawdziwa rzadkość - mówi, kiwając głową dla podkreślenia tych słów. - Dla większości ludzi zwierzę w domu to kłopot. W cenie jest wygodne życie. Czyli oboje należymy do wyjątków.
- Pan też ma kota? - wyrywa się jej, zanim zdąży trzeźwo pomyśleć. Nie powinna nawiązywać bliższej rozmowy z nieznajomym!
- Kota i psa. I proszę sobie wyobrazić, że ani razu nie doszło między nimi do wojny. Powiedzenie "żyją jak pies z kotem" ma się nijak do rzeczywistości. - Nie wypuszczając aktówki spod pachy, przekłada zakupy do lewej ręki, prawą wyciąga zdecydowanym gestem, żeby przejąć od niej drugą torbę. - Jak pani kot reaguje na psy? Proszę mi dać, pomogę nieść.
- Nie wiem, bo nie mam psa. I nie zamierzam sobie sprawić, bo niby kto miałby go wyprowadzać - odpowiada i poniewczasie gryzie się w język. Właśnie zrobiła coś niewybaczalnego - nieprzymuszana, z własnej woli, zaczęła zdradzać szczegóły swego prywatnego życia. - Dziękuję, poradzę sobie z obiema torbami.
- Chcę tylko pomóc. Już raz prawie się pani przewróciła.
- Jestem na miejscu. - Pokazuje solidne, drewniane drzwi kamienicy. - Dam sobie radę.
Stoją przed jednym z tych starych, trzypiętrowych budynków, które nie mają windy. Mężczyzna zdaje się to wiedzieć, bo niezmieszany ciągnie:
- Chociaż wniosę po schodach, to naprawdę żaden problem.
- Nie! - Chwyta torbę i ciągnie w swoją stronę.
- W porządku! - Mężczyzna cofa rękę, wyraźnie speszony. - Nie będę się z panią szarpał przy ludziach, chciałem tylko pomóc. - Na moment spuszcza oczy. - Z drugiej strony, doskonale rozumiem. Takie czasy, że nikomu nie można ufać. Niby to wiem, a jednak gdzieś tam w środku człowiekowi robi się przykro. - Kładzie dłoń w okolice serca. - W końcu nie każdy jest przestępcą.
Z jakiegoś powodu robi jej się go żal. Próbuje się postawić na jego miejscu i nagle ogarnia ją przemożne poczucie wstydu. No bo jak to, nic o człowieku nie wie, a z góry traktuje go jak oprycha! Ktoś, kto widzi świat wyłącznie w czarnych barwach, nie zasługuje na życie w lepszym świecie.
Gdzieś po głowie nadal plączą się jej nieprzyjemne myśli, ostrzegawcze obrazy i przestrogi z telewizyjnych wiadomości domagają się pilnej uwagi, kiedy poniekąd wbrew sobie proponuje:
- Dobrze, proszę wziąć tę cięższą.
Wybiera kod na domofonie i wchodzi pierwsza, mężczyzna wsuwa się za nią. Słyszy, jak mówi:
- Zróbmy tak. Postawię zakupy pod drzwiami i nawet nie przekroczę progu, proszę się nie niepokoić.
Ma na sobie spódnicę sięgającą za kolana i czuje się nieswojo, wiedząc, że on wspina się po schodach tuż za nią. Powinna włożyć spodnie. Przyspiesza i lekko zziajana dociera na ostatnie piętro. Przekłada torbę do lewej ręki, otwiera drzwi i wchodzi do przedpokoju, po czym się odwraca, jakby próbowała zatarasować wejście. Gest jest czytelny i wydaje się, że mężczyzna właściwie go zinterpretował. Nie wchodząc do środka, przechyla się nad progiem, ostrożnie stawia torbę na lewo od drzwi i się wycofuje. Sprawia wrażenie, że sam jest skrępowany sytuacją.
- Już mnie nie ma. - Uśmiecha się nieśmiało. - Nawet się nie przedstawiłem. - Powoli wyciąga rękę.
Nagle wydarzenia nabierają tempa. Pchnięta do środka, uderza plecami o ścianę, oszołomiona słyszy, jak zamykają się drzwi. Elegancka skórzana aktówka ląduje otwarta na podłodze, a w ręku mężczyzny błyska przedmiot o metalicznym połysku. Wolnym ramieniem dociska ją do ściany, a lufę przykłada jej do głowy.
- Nie próbuj krzyczeć!
- Na tym na razie poprzestańmy - odezwał się Rajcher.
Za sprawą jednego kliknięcia myszką obraz z laptopa wyświetlany na ściennym ekranie zatrzymał się.
- Proszę jeszcze nie zapalać światła - zaznaczył Rajcher, czerwoną kropką laserowego wskaźnika obrysowując dwie animowane postacie, teraz znieruchomiałe na zatrzymanym kadrze. - Jak już panie wiedzą ze streszczenia, które rozdałem na poprzednich zajęciach, ta historia wydarzyła się naprawdę w jednym z dużych amerykańskich miast. Pamiętamy, co stało się potem. Kobieta, nazwaliśmy ją Carol, została zgwałcona we własnym mieszkaniu i cudem uniknęła śmierci.
- Amerykanka i taka nierozgarnięta? - dobiegł go z ciemnej sali chrapliwy kobiecy głos. - Nie powinna go wpuszczać.
Rajcher nie podjął rozmowy. Stanął plecami do ekranu, przesłaniając obraz z laptopa, i zapytał:
- Niech się panie teraz zastanowią, co Carol zrobiła nie tak? Proszę odtworzyć w pamięci przebieg wydarzeń i wskazać ten jeden kardynalny błąd, który prawie przypłaciła życiem.