Cztery dramaty - T. S. Eliot

Reflow text when sidebars are open.
CZĘŚĆ I
Salon, po herbacie.
Popołudnie w końcu marca
SCENA 1
AMY, IVY, VIOLET, AGATA, GERALD,
CHARLES, MARY
(Wchodzi DENMAN, żeby zaciągnąć zasłony)
A M Y
Jeszcze nie! Zadzwonię później. Wciąż jest całkiem widno.
Nie mam co robić, teraz patrzę tylko, jak się dłużą dni,
Kiedy od października do czerwca tkwię w domu,
A jaskółka przybywa za wcześnie, wiosna minie
I kukułka odleci nim znów wyjdę na dwór.
O Słońce, które kiedyś takie ciepłe było, Światło, co było takie oczywiste,
Gdy byłam młoda, silna, gdy nikt nie szukał słońca ani światła
I noc nie niosła trwogi, na dzień się czekało;
Zegarom można było ufać, jutro szło z nadzieją,
A czas w ciemności się nie zatrzymywał!
Zapal światła. Ale zasłony zostaw rozsunięte.
Dołóż do ognia. Czy wiosna nie przyjdzie? Marznę.
A G A T A
Wishwood zawsze było zimnym miejscem, Amy.
I V Y
Powtarzałam jej ciągle, że zimą powinna jechać na południe.
I gdybym była w położeniu Amy, robiłabym tak zawsze:
Za słońcem bym dążyła, nie czekając, aż wreszcie przyjdzie tutaj.
Wędrowałabym na południe zimą, gdyby mnie było stać na to,
Nie cierpnąc z zimna, tak jak na Bayswater, licząc szylingi w gazowym piecyku.
V I O L E T
Na południe! Do tych objazdowych angielskich bibliotek,
Do wdów po oficerach, angielskich kapelanów,
Do wyziębłych leżaków i za mocnej indyjskiej herbaty -
Kiepskiej, źle parzonej, raczej gotowanej, i zimnej.
C H A R L E S
To zupełnie nie w stylu Amy. Chowano nas na wsi.
Amy zbyt długo zwykła na nasz sposób
Żyć wśród psów, koni i broni myśliwskiej,
By chciała zimą wypuszczać się z Anglii.
Lecz samotnemu mężczyźnie, jak ja, lepiej w Londynie:
Człowiek czuje się przytulnie w swoim klubie,
Nawet angielską zimą.
G E R A L D
A co do mnie,
To znów chciałbym być młodym oficerem,
Żeby powrócić na Wschód. Klimat niezrównany
Tam dla człowieka, który umie z niego korzystać z rozwagą,
A poza tym i służba znacznie bardziej dbała.
A M Y
Moi służący, Geraldzie, są doskonale wyszkoleni,
I sama jeszcze umiem zadbać o to.
V I O L E T
Ja obstaję przy swoim.
Nigdy żadnych wyjazdów na południe, definitywnie nigdy,
Nawet gdybym sobie mogła na to pozwolić, tak jak Amy:
Anglia jest dostatecznie zła, po co wyjeżdżać,
Żeby spotykać tylko pospolitych ludzi -
Można się trzymać z dala od nich w domu;
Ludzi z pieniędzmi Bóg wie skąd wziętymi -
G E R A L D
Z udziałów w przemyśle lotniczym.
V I O L E T
Takimi, co to kąpią się dzień cały, a nocami tańczą
Minimalnie odziani.
C H A R L E S
Bo to picie cocktaili czyni takie szkody:
Nic na tym świecie młodym tyle zła nie czyni.
Wszystko, czego kulturalnemu człowiekowi trzeba,
To łyk wytrawnego sherry - lub dwa - przed kolacją.
Ci nowocześni młodzi nie wiedzą, co piją,
I nie obchodzi ich nawet, co jedzą;
Do cna już utracili zmysł węchu i smaku
Z powodu tych cocktaili, no i papierosów.
(Wchodzi DENMAN z sherry i whisky. CHARLES bierze sherry, a GERALD whisky.)
I tak to się kończy.
(Zapala papierosa)
I V Y
To młodsze pokolenie
Jest dekadenckie niewątpliwie.
C H A R L E S
To młodsze pokolenie
Nie jest, czym myśmy byli. Brak mu i odporności,
A i poczucia obowiązku także.
G E R A L D
Jesteś bardzo surowy wobec generacji młodych.
Ja sam nie stykam się z nimi bliżej teraz,
Ale muszę powiedzieć, że spotkałem osoby bardzo przyzwoite
I kilku strzelców pierwszej klasy - lepszych, niż ty byłeś,
Charles, jak pamiętam. Poza tym musisz wziąć poprawkę na to,
Żeśmy nie zostawili im świata łatwego do życia.
Niech młode pokolenie samo się wypowie -
To pokolenie Mary: co ty myślisz o tym?
M A R Y
Po prawdzie, kuzynie, gdy chcesz informacji
O pokoleniu młodszym, pytaj kogo innego.
Obawiam się, nie zasługuję na taki komplement:
Ja do żadnego pokolenia nie należę.
(Wychodzi)
V I O L E T
Muszę ci prawdę, Geraldzie, powiedzieć, że jesteś bardzo nietaktowny,
A i Charles, sądzę, mógłby być uprzejmiejszy.
G E R A L D
Bardzo mi przykro. Czemu tak ją to dotknęło?
Chciałem ją tylko wciągnąć do rozmowy.
C H A R L E S
Miła dziewczyna, ale w trudnym wieku.
Przypuszczam, że się zbliża do trzydziestki?
I mogłaby wyjść za mąż. O to pewno chodzi.
A M Y
Tak być powinno, gdyby sprawy szły, jak zamierzałam.
Powrót Harry'ego jest niełatwy dla niej
W tym momencie; lecz życie może się ułożyć.
Zostawmy to, im mniej się mówi, tym lepiej.
G E R A L D
Co mi przypomina, Amy,
Kiedy to nasi chłopcy powinni się zjawić?
A M Y
Nie chcę, żeby się zegar zatrzymywał w mroku.
Jeśli chcesz wiedzieć, czemu nigdy Wishwood nie opuszczam,
To dlatego, że trzymam je przy życiu,
Żeby żyła rodzina; żyję, by ją chronić.
Żadne z was nie rozumie, jak jesteście starzy
I że śmierć przyjdzie do was niby łagodne zdziwienie,
Jak jakiś dreszcz przelotny w odludnym pokoju.
Agata jedna chyba umie odkryć w śmierci sens jakiś,
Którego ja znaleźć nie potrafię.
- Jestem pewna tylko Arthura i Johna,
Arthura z Londynu, Johna z Leicestershire:
Oni dwaj będą tutaj na kolacji w porę.
Harry telefonował już do mnie z Marsylii,
Przyleci samolotem do Paryża, stamtąd do Londynu
I ma nadzieję dotrzeć tu wieczorem.
V I O L E T
Po Harrym zawsze się można było spodziewać spóźnienia.
A M Y
Tym razem to nie z jego winy.
Będziemy mieli szczęście, gdy się w ogóle zjawi.
I V Y
A kiedy będzie tort urodzinowy, Amy,
I otworzysz prezenty?
A M Y
Po kolacji -
To najlepsza pora.
I V Y
Pierwszy raz się zdarza,
Żeby nie było tortu i prezentów przy herbacie.
A M Y
Bo to bardzo szczególna okazja,
Powinniście wiedzieć. Po raz pierwszy od ośmiu lat
Zdarza się, że wszyscy mamy być razem.
A G A T A
To będzie raczej bolesne dla Harry'ego -
Po ośmiu latach i wszystkim, co się wydarzyło,
Wrócić do Wishwood.
G E R A L D
Bolesne, dlaczego?
V I O L E T
Geraldzie! Wiesz przecież, o czym myśli Agata.
A G A T A
Mówię bolesne, bo wszystko jest nieodwołalne,
Bo przeszłości nie można cofnąć,
Bo przyszłość wzniesiona być może jedynie
Na przeszłości realnej. Wędrując w tropikach
Lub na tle malowanych scen Śródziemnomorza,
Harry często musiał mieć Wishwood w pamięci -
Herbatę w dziecinnym pokoju, szkolne wakacje,
Śmiałe wyczyny na starym kucyku -
I myślał, jak się wymknąć przez ukryte drzwi.
Teraz ujrzy dom nowy. Znaleźć się w nim trudno.
A M Y
W Wishwood nic się nie zmieniło, Agato.
Wszystko jest tak, jak było, kiedy je opuścił,
Poza starym kucykiem i skundlonym seterem,
Którego musiałam dobić.
Nic się nie zmieniło. Pilnowałam tego.
A G A T A
Tak. Chcę powiedzieć, że w Wishwood znajdzie innego Harry'ego.
Mężczyzna, który wraca, będzie musiał spotkać
Chłopca, który stąd wyjechał. Wokół stajni,
W wozowni i w sadzie,
Wśród kwietnych rabat, za rogiem
Nowego skrzydła będzie go widywał -
A to wcale nie będzie żaden radosny zakątek.
Gdy czas się zapętla - co się nie zdarza każdemu -
Ujawnia się, co skryte, i widma wychodzą.
G E R A L D
Nie mam pojęcia, o czym w ogóle mówisz.
Zdaje się, jakbyś nas chciała wprawić w przygnębienie.
I muszę wyznać, że to niewesołe na urodziny Amy
Ani na powrót Harry'ego do domu. Niech się poczuje u siebie, powiadam!
Niech czuje, że co się stało, teraz się nie liczy.
Musiał z pewnością przełknąć tę gorzką pigułkę, to niewątpliwe.
Niech się znów ożeni i żyje w Wishwood po dawnemu.
A M Y
Dzięki, Geraldzie. Choć Agata z reguły myśli
O wiele więcej, niż stara się zdradzić.
Winnam powiedzieć, że się zgadzam z tobą.
C H A R L E S
Nie pisałem do niego, odkąd stracił żonę.
To było prawie rok temu, czy nie tak?
Sądzicie, że powinienem wspomnieć o tym teraz?
Za późno, zdaje mi się.
A M Y
Stanowczo za późno.
Jeśli sam zechce mówić, to już inna sprawa;
Lecz nie wierzę, że zechce. Zapragnie zapomnieć.
Ja w obliczu rodziny nie muszę udawać,
Możecie zwać to tylko ulgą - tak, błogosławioną.
V I O L E T
Ja zwę to zrządzeniem losu.
I V Y
Ale to musiało być szokiem,
Zwłaszcza utracić bliską osobę w ten sposób,
Podczas sztormu zmiecioną z pokładu,
I to, że ciała nigdy nie odnaleziono.
C H A R L E S
"Z liniowca znika znana żona lorda".
G E R A L D
Dziwne tak myśleć o niej, że zaginęła na zawsze.
V I O L E T
Czy ona piła?
A M Y
Nigdy go nie pytałam o to.
I V Y
Lepiej nie wchodzić w takie sprawy.
Mogła to zrobić w jakimś napadzie złości.
G E R A L D
Nigdy jej nie poznałem.
A M Y
Miło mi to słyszeć.
Jestem bardzo rada, że nikt z was jej nie poznał nigdy.
To sprawi, że sytuacja będzie o wiele łatwiejsza -
I dlatego tak mi zależało, żebyście tu byli.
Ona nigdy nie stała się członkiem rodziny
I nigdy nie życzyła sobie, by należeć do niej.
Chciała mieć go wyłącznie dla siebie,
By zaspokajać swą próżność. Dlatego go wlokła
Za sobą po całej Europie i przez pół świata,
Po najdroższych hotelach, wśród nieodpowiednich ludzi,
Których sama wybierała sobie. Nie tolerowała
Krewnych Harry'ego ani jego dawnych przyjaciół,
Tylko chciała go ściągać na swój poziom.
Niespokojny malowany cień, wibrujący sztucznym
Życiem, teraz - gdy martwa - jest czymś mniej niż cieniem.
Wszyscy możecie znać całą tę prawdę
Dla dobra przyszłości. Tu nie miejsce na smutek
Ani żal, ani żadne wyrzuty i skruchę -
Temu bym zapobiegła, gdybym mogła. Ze względu na przyszłość:
Harry ma wziąć Wishwood w posiadanie
I, mam nadzieję, potrafimy zapewnić mu szczęście.
Nie mówcie o jego nieobecności. Proszę, zachowujcie się,
Jakby się nic nie zdarzyło przez tych osiem lat.
G E R A L D
To będzie nieco trudne.
V I O L E T
Nonsens, Geraldzie!
Jedno, co masz do zrobienia, to pilnować siebie.
A G A T A
Tak to z czułym oddaniem
Tak z wierną dbałością o szczegół,
Zakłócając przygotowanie tego
Co już przygotowane
Ludzie zaciskają pętlę zamętu
Aż po zupełny brak rozumienia
Nikłe refleksy spostrzeżeń
Posyłając wzajemnej ślepocie
Lekceważąc wszelkie ostrzeżenia
Ze świata tuż za rogiem
Mowę wiatru w suchym ostrokrzewie
Zmienne fazy księżyca
Pokusę ciemnych korytarzy
I tę drapieżną łapę u drzwi.
C H Ó R
(IVY, VIOLET, GERALD i CHARLES)
Czemu czujemy się zmieszani, zniecierpliwieni, niespokojni, nieswoi,
Jak amatorscy aktorzy, którym nie rozdano ról?
Jak amatorscy aktorzy we śnie, gdy się podnosi kurtyna, a oni widzą, że są ubrani do innej sztuki, albo myślą, że próbowali role niewłaściwe,
Oczekując szelestów na parterze, chichotu na pierwszym balkonie, śmiechów i gwizdów z jaskółki?
C H A R L E S
Mógłbym być na St. James's Street, w wygodnym fotelu przy kominku.
I V Y
Mogłabym być z wizytą u kuzynki Lily na Sidmouth, gdybym nie musiała przyjechać na to przyjęcie.
G E R A L D
Mógłbym zostać z Compton-Smithem u niego w Dorset.
V I O L E T
Powinnam pomagać Lady Bumpus na podwieczorku u proboszcza.
C H Ó R
Ale jesteśmy tu z rozkazu Amy, by grać nieprzeczytane role
w jakiejś monstrualnej farsie, śmieszni w jakiejś koszmarnej pantomimie.
A M Y
Co to? Zdawało mi się, ktoś przeszedł za oknem.
Która godzina?
C H A R L E S
Za dwadzieścia siódma prawie.
A M Y
John powinien być teraz, mieszka stąd najbliżej.
Chyba John, jeśli nie Arthur. Cicho - ktoś wchodzi:
Tak, na pewno John.
(Wchodzi HARRY)
Harry!
(HARRY staje nagle w drzwiach i patrzy na okno.)
I V Y
Witaj, Harry!
G E R A L D
Brawo!
V I O L E T
Witaj w domu, w Wishwood!
C H A R L E S
Co to? O co chodzi?
A M Y
Harry, jeśli chcesz zasłonić okna, zadzwonię po Denman.
H A R R Y
Jak możecie tak siedzieć w blasku światła, na widoku całego świata?
Gdybyście wiedzieli, jak wyglądacie, kiedy się patrzy na was przez okno!
Czy chcecie, żeby przez okna wypatrywały was oczy?
A M Y
Zapomniałeś, Harry, że jesteś tu, w Wishwood,
Nie w mieście, gdzie musisz zaciągać żaluzje.
Tutaj nie ma nikogo, kto by ciebie widział,
Prócz służby, która rada cię widzieć znów, mój drogi.
H A R R Y
Spójrz tam, spójrz - czy je widzisz?
G E R A L D
Nie widzę nikogo.
H A R R Y
Nie, nie tutaj. Spójrz tam!
One mnie widzą. Po raz pierwszy je tu zobaczyłem.
W Cieśninie Sunda na Jawajskim Morzu
Tropikalną nocą, słodko mdlącą, wiedziałem, że nadchodzą.
A we Włoszech spoza zarośli słowiczych
Ich oczy wpatrywały się we mnie, fałszując ten śpiew.
Za drzewami palm przy Grand Hotelu
One były tam zawsze. Lecz ich nie widziałem.
Dlaczego więc czekały, aż wrócę do Wishwood?
A było miejsc tysiące, gdzie mogłem je spotkać!
Ale dlaczego tu? Dlaczego tutaj?
Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, mamo!
Ciociu Ivy i Violet, stryju Geraldzie, Karolu, Agato.
A M Y
Cieszy nas bardzo, Harry, mieć cię tu z powrotem.
Teraz będziemy wszyscy na kolacji razem.
Służący niecierpliwie na ciebie czekali -
Czy chciałbyś ich powitać po kolacji,
Czy poczekasz do jutra? Musisz być zmęczony.
Zobaczysz tutaj wszystkich, wszystko takie samo.
Pan Bevan - jak pamiętasz - chce tu zajrzeć jutro
W jakichś tam sprawach prawnych, chodzi o podatki -
Ale myślę, że poczekamy, aż odpoczniesz.
Twój pokój jest gotowy. Nic się nie zmieniło.
H A R R Y
Zmieniło? Nic się nie zmieniło? Jak możesz tak mówić?
Wszyscy tu wyglądacie tak zwiędli i młodzi.
G E R A L D
Jutro musimy się przejechać.
Zobaczysz, że okolicę znasz dobrze jak kiedyś.
Nie ma tam skrawka ziemi, którego nie znałeś.
Choć będziesz musiał zdobyć jeszcze parę gończych.
C H A R L E S
A ja mogę ci polecić nowy sklep winiarski.
Twoja piwnica zasługuje na nieco uwagi.
I V Y
I musisz znaleźć kogoś na miejsce Hawkinsa.
Bo to czas naprawdę, by przeszedł na rentę.
Skalny ogródek zamienił w ruinę
I jest prawie ślepy. Raz po raz to powtarzałam
Twojej matce, lecz nic nie zrobiła,
Wolała czekać twojego powrotu.
V I O L E T
I ja też wciąż od nowa chciałam ją przekonać,
Jakie w kuchni panuje marnotrawstwo. Pani Packell
Jest już tak wiekowa, że nie wie, co robi. Trzeba mężczyzny
Naprawdę odpowiedzialnego za prowadzenie Wishwood.
A M Y
Widzisz, Harry, jak pomocni są twoje ciotki i stryjowie.
Jak zawsze ich znajduję dążących z poradą,
Której nigdy nie słucham. Teraz to już twoja sprawa.
Zawsze walczyłam tylko, by Wishwood utrzymać
I nie robić zmian żadnych przed twoim powrotem.
Teraz to twoja rola. Ja jestem za stara.
Kiedy umrę, nie mogą mi już radzić dłużej.
I V Y
Och, droga Amy!
Nikt, to przecież pewne, nie chce, żebyś umarła.
A skoro Harry wrócił, czas myśleć o życiu.
H A R R Y
Czas, czas, wciąż czas i zmiana, żadnej zmiany!
Wszyscy próbujecie mówić, jakby nic się nie zdarzyło,
O niczym innym jednak nie mówicie. Po co przemilczać sprawę -
Albo chcecie udawać, że jestem kimś innym -
Osobą, którą zmyśliliście w zmowie, więc róbcie tak dalej,
Gdy mnie nie ma. Będę mniej kłopotliwy dla was. Agato?
A G A T A
Myślę, Harry, że skoro rzecz zaszła tak daleko -
Jeśli pozorów nie chcesz, odrzućmy pozory;
Ale ty musisz od razu próbować, byśmy zrozumieli,
A my musimy próbować też zrozumieć ciebie.
H A R R Y
Ale jak wytłumaczyć, jak wam wytłumaczyć mogę?
Będziecie mniej rozumieć, gdy to wytłumaczę.
Wszystko, co - mogę mieć nadzieję - pojmiecie,
To są tylko zdarzenia - nie to, co się stało.
A ludzie, którym się nic nigdy nie stało,
Pojąć nie mogą nieważności zdarzeń.
G E R A L D
Nie możesz mówić przecież, że mnie się nic nie stało.
Zacząłem na granicy północno-wschodniej jako młodzik -
Byłem w sytuacjach trudnych przez większą część życia
I w wielu niezłych tarapatach.
C H A R L E S
I mnie też wiele nie może zaskoczyć
Ani zaszokować.
H A R R Y
Wszyscy jesteście ludźmi,
Którym nic się nie stało, od wielu ciągłych wstrząsów,
Zewnętrznych wypadków. Przeszliście życie we śnie
Nigdy niebudzeni w koszmarze. I mówię wam, życie byłoby nie do zniesienia,
Gdybyście się całkiem obudzili. Wam nie jest znany
Trujący zapach niewykrywalny w ściekach,