BABIE LATO
Mama właśnie kończyła rozpakowywać pudła po przeprowadzce i kolejny raz natknęła się na paczkę listów, które pisała do ojca czterdzieści lat wcześniej. Wróciły do Warszawy z całym likwidowanym nowojorskim dobytkiem taty. Minęło kolejnych dziesięć lat i - znalezione przeze mnie po śmierci dziadków - trafiły z powrotem do mamy. Schludnie zebrane gumką, ułożone chronologicznie, z niektórymi akapitami podkreślonymi flamastrem oraz kąśliwymi uwagami mojej babci na marginesach. A teraz mama poczuła, że ma już dość przeszłości wyskakującej na nią znienacka z tekturowych pudełek. No pewnie, mamo, dasz mi je, kiedy przyjadę. Woda mi stygnie, pa.
Historia mojego taty - czy raczej jego braku - nie zaprzątała mnie od wielu lat. Po jego nagłym zniknięciu z naszego życia mama prowadziła mnie za rękę przez pola minowe, rozbrajając po drodze, co się dało. Dzięki jej przytomności umysłu zachowałyśmy obie komplet kończyn. Tak przynajmniej myślałam, zanim dorwał mnie w końcu fantomowy ból po tacie. Byłam wtedy nastolatką i radziłam sobie, jak umiałam, słuchając płyt, które po nim zostały, i chodząc w jego rozciągniętym swetrze. Z masochistycznym zacięciem czytałam raz za razem jedyny list i kartkę urodzinową, które mi przysłał. Któregoś dnia jednak schowałam je głębiej do szuflady, zajęłam się życiem i po trochu mi przeszło. Nie pamiętałam ojca, wiedziałam o nim bardzo mało, ale myślałam butnie, że tyle mi wystarczy.
A teraz mama wspomniała o tych listach i coś zabulgotało ostrzegawczo w odpływie wanny. Po naszej rozmowie zaczęli mi się śnić ludzie, ich domy i ogrody, o których dawno zapomniałam. Niedopowiedziane do końca historie coraz natarczywiej domagały się uwagi. Tata, dziadkowie, prababcia, Januszek z Hieronimem i ci wszyscy obcy ludzie z pudełka z fotografiami zaczęli mrugać, ziewać i przeciągać się. Niebawem miałam odkryć, że łączące mnie z nimi - jak sądziłam - delikatne nitki babiego lata to w rzeczywistości kotwiczne liny, mocno napięte i znikające w mułowatej głębi.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki