Czmych, czyli na tropach figuranta - Zuzanna Fruba

Kup ebooka

30.00 zł
24.90 zł (24,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

BA­BIE LATO

Mama wła­śnie koń­czyła roz­pa­ko­wy­wać pu­dła po prze­pro­wadzce i ko­lejny raz na­tknęła się na paczkę li­stów, które pi­sała do ojca czter­dzie­ści lat wcze­śniej. Wró­ciły do War­szawy z ca­łym li­kwi­do­wa­nym no­wo­jor­skim do­byt­kiem taty. Mi­nęło ko­lej­nych dzie­sięć lat i - zna­le­zione przeze mnie po śmierci dziad­ków - tra­fiły z po­wro­tem do mamy. Schlud­nie ze­brane gumką, uło­żone chro­no­lo­gicz­nie, z nie­któ­rymi aka­pi­tami pod­kre­ślo­nymi fla­ma­strem oraz ką­śli­wymi uwa­gami mo­jej babci na mar­gi­ne­sach. A te­raz mama po­czuła, że ma już dość prze­szło­ści wy­ska­ku­ją­cej na nią znie­nacka z tek­tu­ro­wych pu­de­łek. No pew­nie, mamo, dasz mi je, kiedy przy­jadę. Woda mi sty­gnie, pa.

Hi­sto­ria mo­jego taty - czy ra­czej jego braku - nie za­przą­tała mnie od wielu lat. Po jego na­głym znik­nię­ciu z na­szego ży­cia mama pro­wa­dziła mnie za rękę przez pola mi­nowe, roz­bra­ja­jąc po dro­dze, co się dało. Dzięki jej przy­tom­no­ści umy­słu za­cho­wa­ły­śmy obie kom­plet koń­czyn. Tak przy­naj­mniej my­śla­łam, za­nim do­rwał mnie w końcu fan­to­mowy ból po ta­cie. By­łam wtedy na­sto­latką i ra­dzi­łam so­bie, jak umia­łam, słu­cha­jąc płyt, które po nim zo­stały, i cho­dząc w jego roz­cią­gnię­tym swe­trze. Z ma­so­chi­stycz­nym za­cię­ciem czy­ta­łam raz za ra­zem je­dyny list i kartkę uro­dzi­nową, które mi przy­słał. Któ­re­goś dnia jed­nak scho­wa­łam je głę­biej do szu­flady, za­ję­łam się ży­ciem i po tro­chu mi prze­szło. Nie pa­mię­ta­łam ojca, wie­dzia­łam o nim bar­dzo mało, ale my­śla­łam but­nie, że tyle mi wy­star­czy.

A te­raz mama wspo­mniała o tych li­stach i coś za­bul­go­tało ostrze­gaw­czo w od­pły­wie wanny. Po na­szej roz­mo­wie za­częli mi się śnić lu­dzie, ich domy i ogrody, o któ­rych dawno za­po­mnia­łam. Nie­do­po­wie­dziane do końca hi­sto­rie co­raz na­tar­czy­wiej do­ma­gały się uwagi. Tata, dziad­ko­wie, pra­bab­cia, Ja­nu­szek z Hie­ro­ni­mem i ci wszy­scy obcy lu­dzie z pu­dełka z fo­to­gra­fiami za­częli mru­gać, zie­wać i prze­cią­gać się. Nie­ba­wem mia­łam od­kryć, że łą­czące mnie z nimi - jak są­dzi­łam - de­li­katne nitki ba­biego lata to w rze­czy­wi­sto­ści ko­twiczne liny, mocno na­pięte i zni­ka­jące w mu­ło­wa­tej głębi.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki