Wprowadzenie
Historia jest pełna tajemnic, ale niewiele z nich wzbudza tyle zainteresowania i emocji, co postać człowieka w żelaznej masce. Jego losy to ekscytująca zagadka, która od trzech stuleci nie przestaje budzić ciekawości historyków, badaczy, powieściopisarzy, poetów, dramaturgów i filmowców. Przypomina wieloelementową układankę, którą liczni próbowali - z różnym skutkiem - ułożyć, aby poznać prawdziwe oblicze owego nieznajomego mężczyzny, przez wiele lat strzeżonego z zachowaniem niebywałych środków ostrożności. Uwięziony z rozkazu Ludwika XIV w małej francuskiej fortecy w Pignerol, mieście położonym po włoskiej stronie Alp, podążał za swoim strażnikiem Bénigne'em de Saint-Marsem, który kilkukrotnie awansował, do fortu na Wyspie św. Małgorzaty u wybrzeży Cannes, a następnie do Bastylii. Tam człowiek w masce zmarł w listopadzie 1703 roku, ponad trzysta lat temu. W księdze pochówków w kościele św. Pawła, parafii, w której granicach leżała twierdza górująca nad przedmieściem św. Antoniego1, zapisano dziwne, nieznane, włosko brzmiące nazwisko "Marchioly" (niektórzy odczytują je jako "Marchialy"), a przy nim adnotację: "wiek około czterdziestu pięciu lat". Czy jednak można polegać na takich informacjach, skoro wszędzie powtarzano, że był to "człowiek, którego nazwiska nie wymawiano"?
W 1869 roku historyk Marius Topin przeprowadził skrupulatne badania i doliczył się pięćdziesięciu dwóch dzieł podejmujących temat człowieka w żelaznej masce. Wziął jednak pod uwagę jedynie poważne publikacje. Gdyby w swoim zestawieniu uwzględnił mniej znaczące książki, artykuły, powieści czy sztuki teatralne, liczba ta byłaby z pewnością sześcio- lub siedmiokrotnie większa. W 1934 roku, czyli sześćdziesiąt pięć lat później, miłośnik historii Henri Maurice chwalił się sporządzeniem pełnego wykazu publikacji, które ukazały się na ten temat we Francji i za granicą: naliczył 744 książki, opracowania i inne wydawnictwa. Dziś liczba pozycji w tym zestawieniu znacząco przekroczyłaby 1000! Sformułowano w nich ponad pięćdziesiąt hipotez, naiwnych lub śmiałych, zabawnych lub dramatycznych, prostych lub skomplikowanych. Współcześnie do tego wykazu źródeł należy dodać jeszcze liczne strony internetowe, które pojawiły się po filmie Randalla Wallace'a z 1998 roku.
Dyskusje na temat człowieka w żelaznej masce zawsze były ożywione. Od początku jego postać była przedmiotem zażartych polemik: między François-Marie Arouetem (czyli Wolterem) a Laurentem Anglivielem de La Beaumelle'em, między Th?se'em de Germain-François Poullain de Saintfoix a ojcem Henrim Griffetem. W ich ślady poszli także inni. W XIX wieku spór toczyli ze sobą Jules Loiseleur i Théodore Iung, Théodore Iung i Marius Topin, Marius Topin i Jules Loiseleur, a Anatole Loquin kruszył kopie i walczył ze wszystkimi; całe szczęście, że żaden z nich nie postanowił rozstrzygnąć sporu w drodze pojedynku! Niespełna 100 lat później, w 1970 roku, Georges Mongrédien i Pierre-Jacques Arr?se wciąż spierali się na łamach "Nouvelles littéraires"! Choć emocje pobudzały do działania, to jednocześnie wprowadzały zamęt. Być może właśnie to jest powodem sceptycyzmu tych, którzy utracili nadzieję, że uda się rozwikłać tę zagadkę. "Historia człowieka w żelaznej masce - oświadczył Jules Michelet w Histoire de France - prawdopodobnie nigdy nie zostanie wyjaśniona"2, a Henri Martin, chcąc uciąć wszelkie dyskusje, napisał: "Historia nie ma prawa wypowiadać się na temat tego, co nigdy nie opuści sfery domysłów"3.
Czy to samo można powiedzieć współcześnie? Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat odbyły się trzy poświęcone tej odwiecznej zagadce międzynarodowe konferencje naukowe, w których uczestniczyli francuscy, włoscy i brytyjscy historycy. Pierwszą zorganizowano we wrześniu 1974 roku w Pignerol (Pinerolo, Włochy), drugą we wrześniu 1987 roku w Cannes (pod patronatem Alaina Decaux z Académie française), a ostatnią ponownie w Pignerol we wrześniu 1991 roku. Zbadano i wnikliwie przestudiowano materiały zgromadzone we francuskich i zagranicznych archiwach. Sumienni i skrupulatni badacze przedstawili zbiór dokumentów uzupełniający pierwsze prace naukowe z XIX wieku autorstwa Pierre'a Roux-Fazillaca, Josepha Delorta, Mariusa Topina i Théodore'a Iunga, znacznie rozwijając stan badań. Mam na myśli nieżyjącego już Stanislasa Brugnona, z którego zapisków mogłem skorzystać dzięki życzliwości jego żony. Jego odkrycia są istotne dla sprawy. Mowa również o Bernardzie Caire, który cierpliwie i skrupulatnie - z lupą w ręku - przeanalizował protokoły Service historique de l'armée (Służba Historyczna Armii) i pod ministerialnymi skreśleniami odkrył wiele znamiennych słów i szczegółów. A także o brytyjskim pisarzu Johnie Noone, który podjął się próby analizy osobowości Saint-Marsa. Spostrzeżenia tego badacza, skądinąd niebywale pouczające, zachęcają do ponownego pochylenia się nad tą wielką niewiadomą. Choć nie sposób przyjąć ich wniosków za pewnik, można uznać, że utorowały one drogę do właściwego zrozumienia istoty zagadki i powodów, dla których więzień był zamaskowany. Długo dyskutowałem z tymi trzema znakomitymi badaczami o tym fascynującym przypadku. Prowadziłem również obszerną korespondencję z profesorem Paulem Sonninem z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara, który również pasjonuje się tym tematem. Ośmielę się dodać, że kilkukrotnie sam dołożyłem do układanki kilka znaczących elementów...
Dzięki tym licznym badaniom udało się wyjaśnić znaczną część nieścisłości. Zanim podejmiemy próbę uchylenia ostatniego rąbka tajemnicy, warto zapoznać czytelnika z najbardziej kompletnym z dotychczasowych opracowań, przedstawiającym stan zdobytej wiedzy i potwierdzone informacje. Autorzy lubujący się w anegdotach lub źle przygotowani badacze, skorzy do konfabulacji i przeinaczania faktów historycznych, łatwowierni i skłonni do wprowadzania innych w błąd, często podchodzili do tematu nieznanego więźnia w sposób nieumiejętny. Ileż to karkołomnych hipotez, ileż rzekomo odkrytych "niepojętych tajemnic człowieka w żelaznej masce", ileż fałszywych doniesień wyłaniających się z cienia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! Istnieją nawet - a i owszem! - domniemani potomkowie człowieka w żelaznej masce, tak jak istnieli fałszywi Ludwikowie XVII! Na bazarze historii można sprzedać dosłownie wszystko, od skarbu Wizygotów z Rennes-le-Château po symboliczne malowidła z klasztoru w Cimiez i wiedzę ezoteryczną, od Nostradamusa po mit "Wielkiego Monarchy", który ma powrócić w noc bez świtu!
Tym bardziej sprawie tej powinniśmy przyjrzeć się z należytą starannością. Mamy do czynienia z historią zasługującą na policyjne dochodzenie i właśnie tak trzeba do niej podejść, unikając stronniczości czy myślenia systemowego, analizując "dowody" tak obiektywnie, jak to tylko możliwe, oceniając je i przesiewając przez sito krytyki historycznej. W tym celu posłużymy się oryginalnymi dokumentami z archiwów, szczególnie korespondencją między naczelnikiem więzienia, panem de Saint-Marsem, a dwoma sekretarzami stanu, którzy kolejno odpowiadali za więzienia - François Michelem Le Tellierem de Louvois i jego synem Louisem François Marie Le Tellierem, markizem de Barbezieux. Większość tych listów zachowała się w zbiorach Service historique de l'Armée de terre (Château de Vincennes) i Archives nationales. Posłużą nam one za kompas, gdyż nie napisano ich przecież po to, aby oszukać potomnych. Nie zawsze jednak zapiski te są w pełni zrozumiałe, ponieważ ministrowie obawiali się, że posłaniec konny może zgubić po drodze torbę z cenną korespondencją. Nie brakuje więc w nich peryfraz: "więzień, którego strzeżecie od dwudziestu lat", "wasz były więzień", "wiadomy człowiek", "człowiek z wieży", "to, co uczynił", "cel, w którym go zatrudniono" itd. Nieprzejednany Louvois, niebywały służbista, ostrożny aż do przesady, był mistrzem w swoim fachu, co dodaje całej sprawie pikanterii. Analiza dokonanych przez niego zmian i skreśleń dostarcza wielu informacji na temat osobowości tego autorytarnego i podejrzliwego biurokraty. Z uwagi na mnogość tropów i różnorodność przypuszczeń będziemy dochodzić do prawdy okrężnymi drogami, ale nie będzie to strata czasu, ponieważ pozwoli nam to na lepsze zrozumienie XVIII wieku, mentalności ówczesnych ludzi, tak bardzo różnej od naszej, rozwiązań politycznych i administracyjnych, często brutalnych i doraźnych, nędzy najuboższych, którzy padali ofiarą despotyzmu, realiów życia ludzi z nizin społecznych i warunków panujących w ciemnych lochach.
To historyczne dochodzenie nie wyczerpuje jednak tematu. Legenda, która narosła wokół postaci, nabrała szczególnego znaczenia w XVIII wieku. Zasługuje ona na oddzielną analizę, nie tylko jako cykl ludowy (w szlachetnym znaczeniu tego słowa, to znaczy badania tradycji ludowych), którego genezę można zidentyfikować i przeanalizować w ramach historii mentalności, ale także jako mit polityczny, mówiący wiele o epoce i wpisujący się w ideały oświecenia. Mit ten był bardzo szkodliwy dla ancien régime'u, uderzał bowiem w samo serce ówczesnego systemu: tajemnicę władzy, sekret króla, tę nienaruszalną świętość, wokół której zbudowano całą monarchię absolutną!
Bardzo szybko pojawił się podwójny cykl legendowy. Pierwszy, zrodzony z pogłosek krążących za życia zamaskowanego więźnia i rozbudowany w XVIII wieku, widział w nim "nieszczęsnego księcia", ofiarę racji stanu, ale traktowaną z szacunkiem. Sugerowano nawet - bo czemuż by nie? - że może to być kobieta, księżniczka, smutna i niedostępna Ofelia skrywająca długie włosy pod stalowym hełmem. Drugi cykl, spopularyzowany przez Woltera, ale powstały dużo wcześniej, wziął początek od złowieszczej plotki, która długo krążyła wśród ludzi, a w ostatnich trzech dekadach XVIII wieku stała się - niewątpliwie wbrew woli jej popularyzatora - orężem w walce z monarchią absolutną. Był to budzący grozę sekret: mówiono, że zamaskowany mężczyzna to starszy brat lub bliźniak króla, nieznany nikomu, skazany na dożywocie z przyczyn państwowych! Dziecko królewskiej krwi jęczące za kratami! Szczyt potworności! Legenda ta była wyjątkowo na rękę wrogom absolutyzmu. Pozwalała im piętnować despotyzm królów, samowolę ministrów, uznaniowość niższych urzędników, nieprawość lettres de cachet4 (które wystarczały, aby zamknąć niewinnego człowieka w więzieniu bez jakiegokolwiek procesu), skandaliczne warunki panujące w więzieniach (wielu pisarzy, pamflecistów i filozofów miało okazję poznać Bastylię od środka). Legenda poszła jednak o krok dalej, gdyż pośrednio zakwestionowała prawowitość Ludwika XIV i ostatnich Burbonów. Czyż ten tajemniczy brat nie miał takiego samego prawa do tronu, jak jego podły oprawca?
Akt zgonu człowieka w masce w rejestrach kościoła św. Pawła (spalonego w 1871 r.)
Romantyczny wiek XIX podchwycił temat - doskonale wiemy, z jakim zapałem! - i zapewnił mitowi niebywałą popularność, uzupełniając go o motywy maski, owianego tajemnicą pokrewieństwa wynikającego z bliźniaczych więzi czy więziennego cierpienia. Albert de Vigny napisał: "Moja maska tortur zardzewiała od łez..."5. Na tym polu nie miał sobie równych Aleksander Dumas - wystarczy przypomnieć sobie śmiałość, siłę, soczystość języka, spryt i gotowość do walki muszkieterów, którzy eskortują więźnia na Wyspę św. Małgorzaty. Nie, Filip nie będzie królem Francji, a Aramis papieżem! A dzielny Portos zginie w jaskiniach w Locmaria. W XX wieku - wieku żelaza par excellence - mit nie runął, ale zaczął jeszcze bardziej narastać. Do grona polemistów dołączył Marcel Pagnol, wybitny twórca Trylogii marsylskiej, który postanowił wyrównać rachunki z Królem Słońce za pośrednictwem niejakiego Jamesa de la Cloche'a. W 1902 roku do gry weszła dziesiąta muza, która nie zamierza składać broni! Powieść ustąpiła miejsca sugestywnym obrazom. Zaletą brata bliźniaka jest to, że pozwala oszczędzać na aktorach! Leonardo DiCaprio, który ma chłopięcą urodę, zagrał zarówno dobrego, jak i złego króla (tak samo jak Jean-François Poron w Le Masque de fer Henriego Decoina). Wystarczył uśmiech, ułożenie ust. Widz drży, widząc go w nieszczęsnym hełmie, ohydnym narzędziu, które ściska i rani jego twarz. Więcej, więcej! Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego! Opinia publiczna domaga się więcej. Mazarin, Anna Austriaczka, bliźnięta - to historia, którą można opowiadać bez końca, za każdym razem na nowo! Między historią a legendą stoi tajemnicza i nieuchwytna sylwetka człowieka w żelaznej masce i prawdopodobnie będzie stać wiecznie...
I
Dokumenty
Wyspy Leryńskie, położone u wybrzeży malowniczej zatoki Cannes, rozciągają się leniwie na wiecznie lśniącym, błękitnym morzu. W sezonie letnim regularnie kursujące statki zawożą tam turystów i wczasowiczów lubujących się w spędzaniu czasu w samotności. Uciekając na kilka godzin od zgiełku wybrzeża, udają się na wyspy w poszukiwaniu ciszy i odpoczynku, lekkiej morskiej bryzy, balsamicznego zapachu sosen alepskich i chłodnego cienia wielkich drzew eukaliptusowych. Pod koniec V wieku na Wyspie św. Honorata (w czasach rzymskich zwanej Lerynem) schronił się mnich Honorat, który założył jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych chrześcijańskich klasztorów.
Na największej wyspie, zwanej Wyspą św. Małgorzaty (dawnej Lero), wznosi się - dobrze widoczna z wybrzeża Cannes - przylegająca do skalnej ostrogi forteca, zbudowana przez Francuzów, umocniona przez Hiszpanów, a później przejęta przez tych pierwszych podczas pamiętnego szturmu prowadzonego w 1637 roku przez Henryka Lotaryńskiego, hrabiego d'Harcourt. Twierdza, w której zwykle stacjonowały trzy lub cztery kompanie, mogła się niegdyś pochwalić wszystkimi udogodnieniami niezbędnymi dla żołnierzy i oficerów: znajdowały się tam koszary, budynki dla artylerii i wojsk inżynieryjnych. Plan budynku pochodzący z czasów Sébastiena le Prestre'a de Vaubana wspomina o rzeźni, piekarni, gospodach, kaplicy pod wezwaniem św. Małgorzaty i szpitalu. Prawdziwe miasteczko, którego mieszkańcy musieli zadowolić się wodą deszczową1! Większość budynków zbudowanych w XVIII wieku przetrwała dzięki pracom renowacyjnym podjętym przez władze miasta Cannes.
Turysta, który zapuszcza się w te strony - i pragnie kontynuować swoje dochodzenie - przekracza próg głównego budynku Fort Royal i nagle przechodzi ze skąpanego w promieniach słońca dziedzińca do pogrążonego w złowrogim mroku więzienia. I to jakiego więzienia! Najbezpieczniejszego w Europie: sześć ciemnych, sklepionych cel rozmieszczonych wzdłuż korytarza o wilgotnych, pokrytych pleśnią ścianach, mur o grubości prawie dwóch metrów, potężne potrójne kraty niszczejące pod wpływem morskiego powietrza, dwoje ciężkich, nabitych ćwiekami drzwi z zawiasami od zewnętrznej strony, obwiedzionych żelazem, uniemożliwiających jakąkolwiek ucieczkę. Nie dociera tu ani jeden promień słońca. Jak przy tak grubych murach usłyszeć śpiew cykad, odgłosy przyrody, jak poczuć zapach wonnej zieleni i powiew lekkiego wiatru? Jakże straszliwą męką musiało być podziwianie przez kraty wychodzącego na północ okna wręcz nieopisanego i niedostępnego piękna świata: okazałego amfiteatru gór Var, wyjątkowej urody morza pozbawionego fal, świetlistego lotu mew wirujących w powietrzu, a czasem także łodzi z ciężkimi sieciami wyładowanymi sardynkami i sardelami, złowionymi przez rybaków, którzy nie ośmielali się zbliżać do strasznego fortu...
Za panowania Ludwika XIV w jednej z tych cel z widokiem na zatokę - pierwszej od strony wartowni, jeśli wierzyć utrwalonej legendzie - mieszkał przez lata tajemniczy więzień. Był siwowłosym, smukłym mężczyzną o miękkim, przyjemnym dla ucha głosie. Jego twarz była zakryta maską, "której część podbródkowa - jak pisał Wolter w słynnym fragmencie Si?cle de Louis XIV (1751) - miała stalowe sprężyny, które pozwalały mu jeść z maską na twarzy"2. Nikt oprócz strażnika nie mógł zbliżać się do więźnia, rozmawiać z nim ani wypowiadać jego nazwiska. Nie był on jednak prześladowany. Śmiem twierdzić, że był nawet traktowany po królewsku. Aby zrekompensować mu utraconą wolność, raczono go dobrym jedzeniem. Służący na klęczkach podawali mu posiłki serwowane na srebrnych półmiskach. Największym szacunkiem darzył go naczelnik więzienia na wyspie, pan de Saint-Mars, który w obecności więźnia zdejmował nakrycie głowy i siadał tylko na wyraźną prośbę. Żona intendenta Prowansji, Pierre'a-Cardina Le Breta, odpowiadała podobno za wybór najpiękniejszych tkanin i najkunsztowniejszych koronek dla więźnia. Nigdy się nie skarżył. Jego jedynymi rozrywkami były lektura i gra na gitarze. Taki był człowiek w żelaznej masce, przynajmniej według legendy. Kim był? Dlaczego nosił maskę? Jaką twarz chciano ukryć po tylu latach trzymania w zamknięciu?
Wolter, który jako pierwszy zwrócił uwagę na tę enigmatyczną postać, opowiada, że pewnego dnia ów nieszczęsny człowiek, prawdopodobnie w przypływie rozpaczy - bo przecież, mimo dobrego traktowania, mógł mieć gorsze dni - napisał kilka słów czubkiem noża na srebrnym półmisku, który następnie wyrzucił przez kraty swojego okna. Miejscowy rybak, którego łódź była zacumowana niedaleko fortu, zauważył jakiś przedmiot spadający na skały. Podpłynął w to miejsce i, zdawszy sobie sprawę z wielkiej wartości znaleziska, w nadziei na nagrodę postanowił przekazać półmisek naczelnikowi.
Ten ostatni, zdumiony tym, co widzi, zapytał rybaka:
- Czy czytaliście to, co jest napisane na tym półmisku, i czy ktoś widział go w waszych rękach?
- Nie umiem czytać - odpowiedział rybak. - Właśnie go znalazłem, nikt go nie widział.
- Idźcie już - odparł naczelnik. - Macie szczęście, że nie potraficie czytać3.
Z kolei w 1780 roku opat Jean-Pierre Papon, bibliotekarz Coll?ge de l'Oratoire w Marsylii, przytoczył w Voyage littéraire de Provence różne anegdoty, które krążyły w regionie na temat zamaskowanego nieznajomego.
Tylko kilka służących mu osób miało prawo z nim rozmawiać. Pewnego dnia, kiedy pan de Saint-Marc (sic) rozmawiał z nim, stojąc na zewnątrz celi w pomieszczeniu przypominającym korytarz, aby widzieć z daleka, kto przychodzi, przybył syn jednego z jego przyjaciół i skierował się tam, skąd dobiegały głosy. Naczelnik, który go zobaczył, natychmiast zamknął drzwi do pokoju, pobiegł pospiesznie ku młodzieńcowi i z niepokojem zapytał go, czy coś słyszał. Gdy tylko się upewnił, że nic nie usłyszał, odesłał go tego samego dnia i napisał do swojego przyjaciela, że "wystarczyłaby chwila, by ta przygoda drogo kosztowała jego syna; a odsyła go z obawy przed popełnieniem jakiegoś innego nieroztropnego czynu". [...] Znalazłem w cytadeli oficera samodzielnej kompanii, liczącego siedemdziesiąt dziewięć lat. Powiedział mi, że jego ojciec, który służył w tej samej kompanii, opowiadał mu kilka razy, że pewnego dnia pod oknem więźnia frater4 zobaczył coś białego unoszącego się na wodzie. Poszedł po to i przyniósł to panu de Saint-Marc. Była to bardzo cienka koszula, zwinięta dość niedbale, w całości zapisana przez więźnia. Naczelnik rozłożył ją i przeczytał kilka linijek, po czym zapytał fratra z zakłopotaniem, czy ciekawość popchnęła go do przeczytania treści. Ten ostatni zapewnił, że nie. Lecz dwa dni później znaleziono go martwego we własnym łóżku. Tę informację oficer słyszał tyle razy z ust swojego ojca i ówczesnego kapelana fortu, że uważa ją za niepodważalną5.
We wrześniu 1698 roku więzień został w wielkiej tajemnicy przeniesiony do Bastylii, której nowym naczelnikiem został pan de Saint-Mars. Tam obraz osadzonego na długo wyrył się w pamięci żołnierzy i oficerów, którzy co tydzień widzieli, jak zamaskowany nieznajomy, pilnie strzeżony, przechodzi przez więzienny dziedziniec, by udać się do kaplicy.
Uznani autorzy wielokrotnie pochylali się nad istotą sprawy, a mianowicie nad rodzajem maski noszonej przez więźnia. Wolter, jak już wspomniałem, opisał ją jako maskę z ruchomą częścią podbródkową, wyposażoną w stalowe sprężyny. Stary Joseph de La Grange-Chancel, niegdyś nadworny poeta księżnej du Maine, wtrącony do więzienia na Wyspach Leryńskich w 1719 roku za napisanie złośliwych Philippiques przeciwko regentowi, opowiadał, że:
w przypadku chorób, w których potrzebował pomocy lekarza lub chirurga, miał obowiązek, pod groźbą utraty życia, przebywać w ich obecności w żelaznej masce, a kiedy był sam, mógł sobie wyrywać włosy z brody bardzo błyszczącą i wypolerowaną stalową pęsetą. Widziałem jedną z takich pęset w rękach pana na Formanoir, siostrzeńca Saint-Marsa i porucznika samodzielnej kompanii przydzielonej do pilnowania więźniów6.
Według Jeana-Louisa Carra, byłego królewskiego bibliotekarza, piszącego w czasie rewolucji, była to "czarna maska z aksamitu, ciasno przylegająca do twarzy i zamocowana z tyłu głowy za pomocą sprężyny"7. To właśnie do tej wersji maski nawiązał w 1838 roku Victor Hugo. We wstępie do II aktu dramatu Les Jumeaux, którego poeta nie dokończył, czytamy:
Kiedy podnosi się kurtyna, jakaś dziwna postać stoi przy stole: nic na pierwszy rzut oka nie sugeruje wieku ani płci postaci, ubraną w długą szatę z purpurowego aksamitu, z głową całkowicie zasłoniętą czarną aksamitną maską, zakrywającą zarówno włosy, jak i twarz, i sięgającą aż do ramion. Od tyłu maskę tę zamyka mała żelazna kłódka8.
W listopadzie 1855 roku na publicznej aukcji w Langres pewna handlarka znalazła w zakupionej partii złomu żelazną maskę. Nie zdając sobie sprawy z wagi znaleziska, sprzedała ją za skromną sumę "dystyngowanemu amatorowi", którego nazwisko do dziś pozostaje nieznane. Po zeskrobaniu warstwy rdzy pokrywającej wnętrze maski kupiec odkrył przyklejony mały pasek pergaminu, na którym mógł odczytać na wpół wyblakły łaciński napis, sugerujący, że maskę nosił brat bliźniak króla9. Według redaktora "Messager de la Haute-Marne" pewien znany antykwariusz, będąc przejazdem w Langres, zaoferował odkupienie tej cennej pamiątki za znaczną sumę, ale szczęśliwy właściciel, "prawdziwy mieszkaniec Langres i nade wszystko patriota", odrzucił tę propozycję10.
Zamaskowany więzień zmarł 19 listopada 1703 roku i został pochowany pod nazwiskiem "Marchioly" (lub "Marchialy") na cmentarzu św. Pawła. Niektórzy twierdzili, że jego ciało zostało pokryte żrącą substancją w celu jak najszybszego zniekształcenia rysów jego twarzy. Inni powtarzali, że odcięto mu głowę i zakopano ją osobno - w sekretnym miejscu. Według kolejnej pogłoski następnego dnia po pochówku grabarz, na prośbę pewnej ciekawskiej osoby, rozkopał grób i ze zdziwieniem znalazł na miejscu zwłok duży kamień. Nawet martwy człowiek w masce budził strach!
W 1902 roku, kiedy rozbierano wysoki, stary dom z czasów Henryka IV, dawną rezydencję przewodniczącego de Plancy, pod numerem 17 przy rue Beautreillis, na miejscu dawnego cmentarza św. Pawła, skorzystano z okazji, aby poszukać grobu człowieka w żelaznej masce. Dookoła rozciągał się zresztą spokojny i melancholijny ogród, pełen krzewów, drzew i bzów kwitnących wokół grobów. W ogrodzie pozostał kopiec, w którym - według niemożliwej do sprawdzenia legendy przekazywanej z pokolenia na pokolenie - pochowano słynnego więźnia. Niedaleko altanki oplecionej dzikim winem, a dokładniej w lewym rogu ogrodu - stała mała kolumna zwieńczona kapitelem. Na gipsowej płycie jakiś żartowniś wyrył czubkiem noża: "Tu leży Marchiali, człowiek w żelaznej masce", co musiało intrygować zwiedzających... "Podczas kopania w miejscu rzekomego grobu - jak relacjonuje Paul Peltier - robotnicy odkryli pierwsze stopnie podziemnych schodów, na których znajdowały się trzy małe pęknięte kolumny podobne do tej, która od niepamiętnych czasów stała w tym miejscu"11. Raport z wykopalisk, przedstawiony przez Charlesa Selliera Commission municipale du Vieux Paris (Komisji Miejskiej ds. Starego Paryża), potwierdza, że w miejscu, które uważano za początek podziemnego przejścia w kierunku Bastylii, znaleziono jedynie "stertę starych materiałów różnego rodzaju", co pozwoliło niektórym stwierdzić, że trumna więźnia została usunięta.
Czas wrócić do historii, do jej dokładności, dokumentów, faktów. Etienne Du Junca, namiestnik królewski w Bastylii12, najważniejsza osoba w twierdzy zaraz po naczelniku, był człowiekiem nad wyraz skrupulatnym. Wieczorem przy świetle pochodni otwierał osobisty rejestr, w którym notował nazwiska więźniów osadzonych w twierdzy od - jak sam napisał - "środy jedenastego października 1690 roku, kiedy to objąłem urząd namiestnika królewskiego". Oto co napisał 18 września 1698 roku:
W czwartek 18 września o godzinie trzeciej po południu pan de Saint-Mars, naczelnik zamku Bastylii, przybył po raz pierwszy po zakończeniu zarządzania wyspami św. Małgorzaty i św. Honorata, przywożąc ze sobą swego dawnego więźnia, którego pilnował w Pignerol, tego zaś zawsze trzymano zamaskowanego i nie wypowiadano jego nazwiska. Naczelnik polecił umieścić go w pierwszej celi w wieży Bazini?re w oczekiwaniu na noc, a o dziewiątej wieczorem zabrać go i ulokować samego jednego, co uczyniłem osobiście razem z panem de Rosargesem, jednym z sierżantów, którego naczelnik przyprowadził, w trzeciej celi, w wieży Bertaudi?re, którą wyposażyłem we wszystkie rzeczy na kilka dni przed jego przybyciem, otrzymawszy od pana de Saint-Marsa rozkaz, że więźnia będzie obsługiwał i będzie się nim opiekował pan de Rosarges, a pan naczelnik sam będzie go karmił13.
Tekst ten jest pierwszym dokumentem, który wspomina o obecności zamaskowanego więźnia w Bastylii. Nie ma wątpliwości zarówno co do jego autentyczności, jak i uczciwości jego autora. Du Junca był typem nieprzekupnego urzędnika państwowego, zasadniczego w kwestiach dyscypliny, ale niepozbawionego ludzkich odruchów czy wrażliwości. Pochodzący z Bordeaux urzędnik, były gwardzista, po przybyciu do słynnego więzienia zdobył rozgłos dzięki swojej determinacji, by doprowadzić do uwolnienia więźniów, o których istnieniu ministerstwo zapomniało. Kiedy zwrócono mu uwagę, że przez to pozbawia się znacznego źródła dochodu, odpowiedział: "Mam do stracenia tylko pieniądze, a ci nieszczęśnicy nie cieszą się dobrem, które cenią bardziej niż życie". Jeden z więźniów, protestant Constantin de Renneville, opisał go jako "dobrze wyglądającego, życzliwego, łagodnego, uczciwego człowieka". Inny, Gatien Courtilz de Sandras, popularny powieściopisarz, autor m.in. fałszywych pamiętników d'Artagnana (Mémoires de M. d'Artagnan), które zainspirowały Aleksandra Dumasa do napisania Trzech muszkieterów, chwalił go: był "uczciwym człowiekiem o dobrym charakterze", który starał się, jak tylko mógł, by "wyświadczać swoim więźniom przysługi, o ile nie naruszało to służby królewskiej"14. Z pewnością Du Junca miał też jakieś wady. Madame Guyon, słynna mistyczka, niesłusznie prześladowana za szerzenie kwietyzmu, była przez pewien czas jego więźniem i krytykiem. Du Junca, klient książąt Noailles, protegowany Madame de Maintenon, wykazywał się nadgorliwością w sprawach religijnej ortodoksji. Przekonany, że zastąpi Besmaux, starego naczelnika, który zmarł w 1697 roku, nie polubił Saint-Marsa, innego starca, który sprzątnął mu stanowisko sprzed nosa i którego śmierci niecierpliwie wypatrywał. "Jest jedną nogą w grobie"15 - szeptał do Madame Guyon! Lecz to Du Junca pożegnał się z życiem wcześniej, bo zmarł w 1706 roku...
Niemniej dziennik Du Junki jest cennym dokumentem. Nie jest to oficjalny rejestr więzienny, ale rodzaj osobistych zapisków, księgi rachunkowej zawierającej szczegółowe informacje na temat tych, którzy pojawiali się w Bastylii. Początkowo przechowywany był w starym archiwum więziennym, ale po rewolucji został włączony do zbioru rękopisów zgromadzonych w Bibliotece Arsenału, gdzie znajduje się do dziś. Fragment dotyczący mężczyzny w masce został opublikowany po raz pierwszy w Li?ge w 1769 roku przez jezuitę, bardzo poważnego i uczonego historyka, Henriego Griffeta, wykładowcę Coll?ge Louis-le-Grand, nadwornego kaznodzieję i byłego kapelana więzienia w latach 1745-1764, w jego Traité des différentes sortes de preuves qui servent a établir la vérité de l'Histoire16.
Ze wszystkiego, co zostało powiedziane lub napisane o tym człowieku w masce - zauważa ojciec Griffet - nic nie może się równać, pod względem pewności, z wartością tego dziennika. To prawdziwy dokument, człowiek na miejscu, naoczny świadek relacjonujący to, co widzi, w pisanym w całości własnoręcznie dzienniku, w którym codziennie odnotowywał to, co działo się na jego oczach17.
Przyjrzyjmy się bliżej tym więziennym zapiskom. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że ich autor, mimo zajmowania wysokiej pozycji w hierarchii zarządców twierdzy, nie znał tożsamości więźnia. Widząc przybycie tego dziwnego ducha skrytego za maską, zapewne odważył się zapytać o jego nazwisko, a naczelnik odpowiedział mu, że "nie wypowiada się go". Możliwe też, że informacja ta została przekazana Du Junce na piśmie, ponieważ przed przybyciem więźnia wydano polecenie, aby umeblować dla niego celę. Najwyraźniej nazwisko tego mężczyzny było tajemnicą państwową. Du Junca dowiedział się tylko, że wcześniej więzień był strzeżony przez Saint-Marsa w Pignerol, małej francuskiej twierdzy w północnych Włoszech, gdzie zmarł były nadintendent finansów Nicolas Fouquet, a następnie na Wyspie św. Małgorzaty. Saint-Mars zarządzał twierdzą w Pignerol od 1665 do 1681 roku, a więc sprawował pieczę nad nieznajomym od bardzo dawna. Czy zanim więzień trafił na wyspy, podążył za swoim strażnikiem do Exilles, gdzie ten objął urząd naczelnika więzienia, który sprawował w latach 1681-1687? A może został przeniesiony bezpośrednio z Pignerol na Wyspę św. Małgorzaty, gdzie spotkał się ze swoim dawnym strażnikiem? Nie wiadomo, ale jest to informacja niezwykle istotna dla rozwiązania zagadki. Reszta tekstu potwierdza w każdym razie, że człowiek, o którym mowa, nie podlegał zasadom panującym w twierdzy. Miał mu służyć i opiekować się nim tylko Jacques de Rosarges, zaufany oficer Saint-Marsa, który również przybył z Wyspy św. Małgorzaty i był nową postacią w zamku... Sformułowanie "A pan naczelnik sam będzie go karmił" znaczy, że wydatki na utrzymanie więźnia naczelnik pokrywał osobiście i nie uwzględniano ich w księgach rachunkowych więzienia. To, że były więzień był traktowany inaczej niż pozostali, wynika jasno z tekstu. Nic jednak nie wskazuje na to, że cieszył się specjalnymi względami należnymi osobie o wysokim statusie. Co do maski, nie podano żadnego opisu. Du Junca mówi tylko, że nieznany mężczyzna był "zawsze zamaskowany".
Oto pierwsze informacje, które można wyciągnąć z tego dokumentu. Bastylia była, jak powszechnie wiadomo, potężną średniowieczną fortecą, zbudowaną w 1370 roku za panowania Karola V - starą "bastydą lub kasztelem św. Antoniego" - która z biegiem czasu straciła strategiczny charakter. Osiem zwieńczonych krenelażem okrągłych wież, czarnych od sadzy, połączonych chodnikiem wartowniczym i otoczonych błotnistą fosą, nadawało jej przerażający wygląd. Trudno było mówić o niej bez drżenia głosu. Wnętrze posępnej budowli z ciemnych kamieni, poprzedzonej mostem zwodzonym, było wypełnione sekretami i szeptami. Ciekawskich zawsze trzymano z dala od okolic twierdzy. Względne bezpieczeństwo, jakie zapewniała ta budowla, sprawiło, że przekształcono ją w więzienie i magazyn amunicji; wiadomo też, że 14 lipca 1789 roku właśnie to drugie przeznaczenie szczególnie zainteresowało buntowników, którzy po przejęciu broni palnej z Les Invalides szukali prochu.
Za czasów Ludwika XIII i regencji Anny Austriaczki Bastylia nadal przypominała "zamek królewski". Co prawda czasem trafiali do niej żebracy i ludzie z gminu oskarżeni o różne przestępstwa czy wykroczenia (alchemię, czary, demonologię), ale stanowili oni mniejszość. W zamku przetrzymywano przeważnie znamienitych więźniów, zuchwałych panów, libertyńskich dworzan lub krnąbrnych finansistów, którzy swobodnie rozmawiali ze sobą i umilali sobie czas grą w kości lub karty na dużym dziedzińcu. Nie było nawet zamków w drzwiach ani krat w oknach. Pod rządami Besmaux i jego następcy, Saint-Marsa, zamek stopniowo przekształcił się w prawdziwe więzienie, w którym zamykano wszelkiego rodzaju więźniów, od prostego łobuza złapanego na ulicy przez wartownika, po bogatego szlachcica i marnotrawnego syna rodziny, nie wspominając o upartym hugenocie i patentowanym trucicielu. W wieżach zbudowano kilka pięter lochów i piwnic. Jedna z owych wież miała bardzo przewrotną nazwę, nazywała się bowiem Tour de la Liberté (Wieża Wolności)18!
Zaraz po przybyciu, aby nie zwracać niczyjej uwagi, mężczyzna w masce został umieszczony w wieży Bazini?re, która znajdowała się po lewej stronie, zaraz za mostem zwodzonym19. Pierwsza cela, położona na pierwszym piętrze, służyła zwykle jako tymczasowe schronienie na kilka godzin lub nawet dni. O godzinie dziewiątej wieczorem Du Junca i sierżant Rosarges przyszli po więźnia, poprowadzili go bardzo ciemnymi schodami i ulokowali go w celi na trzecim piętrze sąsiedniej wieży - wieży Bertaudi?re20.
Cela ta, zamykana dwojgiem drzwi wzmocnionych metalowymi listwami (do ich otwarcia potrzebne były cztery klucze), była pomieszczeniem na planie ośmiokąta, o wysokości czterech metrów i szerokości od czterech do sześciu i pół metra, z podłogą wyłożoną ceglanymi płytkami i bielonym sufitem. W ścianie mierzącej dziesięć stóp znajdowało się dość duże zakratowane okno, do którego prowadziły trzy małe schodki. Wewnątrz celi był także kominek z okapem oraz wnęka w ścianie, która służyła jako część "prywatna". Podobnie jak w innych pomieszczeniach ściany były zapewne bardzo brudne, pokryte napisami i rysunkami.
"Trzecia w Bertaudi?re", którą zajmował człowiek w masce, była tak zwanym "jasnym lochem" - w przeciwieństwie do prawdziwych lochów znajdujących się w dolnej części budowli, na wysokości fos, tam więźniowie leżeli zakuci w kajdany na błotnistej podłodze, w otoczeniu szczurów, które nocą gryzły im twarze. Cela z oknem, a nie z wąską szczeliną przypominającą otwór strzelniczy, była uważana za jedno z najmniej szkodliwych dla zdrowia miejsc w Bastylii. Nie był to jednak luksusowy hotel! Meble, które Du Junca umieścił w celi, prawdopodobnie nie różniły się od tych, które zapewniano zwykłym więźniom: mały składany stolik, słomiane krzesło, łóżko z kotarą z brokateli21, materac z włosia, jeden lub dwa koce, dwa białe prześcieradła i dwa ręczniki. Być może dodano jeden lub dwa fotele obite bukramem22? Reszta wyposażenia była równie podstawowa: widelec, łyżka, solniczka, dzban na wodę, szklanka, świecznik, gliniany nocnik i cztery duże świece, które co jakiś czas wymieniano. Cele nie były zwykle umeblowane. Dopiero w 1709 roku król utworzył specjalny fundusz na stałe wyposażenie pięciu lub sześciu pomieszczeń dla ubogich więźniów.
Życie w Bastylii było monotonne, a jego rytm wyznaczał trzask otwieranych i zamykanych zamków na każdym piętrze. Na zewnątrz, nad błotnistą fosą, biegła drewniana galeria z parapetem, którą regularnie przechodzili wartownicy, donośnie pokrzykując. W nocy co kwadrans rozlegał się przeszywający odgłos dzwonu wartowniczego, co uniemożliwiało zmrużenie oka. Z okazji ludowych zabaw, zwycięstw, dnia św. Jana, dnia św. Ludwika czy procesji z Najświętszym Sakramentem ze szczytu platformy wystrzeliwano "pudła", to znaczy oddawano strzały armatnie, które wstrząsały grubymi murami pośród piekielnego hałasu. Jedynym pocieszeniem było to, że jedzenie było urozmaicone i dobrze podane, często wyśmienite w smaku, choć na takie wyżywienie nie mogli liczyć więźniowie ulokowani w lochach lub ci najnędzniejsi - na ich utrzymanie król przeznaczał jedynie skromne środki.
Analizując wspomnienia Du Junki, warto przywołać świadectwo niejakiego Dubuissona, kasjera Samuela Bernarda, więzionego w Bastylii od 14 grudnia 1703 do 18 września 1715 roku, przytoczone przez La Grange'a-Chancela w "Année littéraire" z 1768 roku. Człowiek w masce wówczas już nie żył, ale Dubuisson został umieszczony w jednej celi z więźniami, którzy mieli okazję się z nim zetknąć:
Dowiedziałem się [...], że był w celi z kilkoma innymi więźniami, dokładnie nad tą, którą zajmował ów nieznajomy; rozmawiali ze sobą przez szyb kominowy i przekazywali sobie informacje; kiedy jednak go zapytano, dlaczego się upiera, by zachować w tajemnicy swoje nazwisko i swoje przygody, odpowiedział im, że takie wyznanie kosztowałoby go życie, podobnie jak tych, którym wyjawiłby swój sekret23.
Gdzie znajdowała się ta cela? Nie da się tego ustalić, ponieważ wbrew obiegowej opinii, która będzie trwała aż do zbadania archiwów Bastylii, człowiek w masce nie przebywał długo w trzeciej celi w wieży Bertaudi?re. Według rejestru Du Junki od 21 listopada 1699 roku zajmował ją protestant Falaiseau de la Ronda, który nie miał żadnego współwięźnia24. W marcu 1701 roku w celi przebywała - także w pojedynkę i "dobrze zamknięta" (tj. uważnie obserwowana) - "wróżbitka" Anne Random (lub Randon), podejrzana o "nierząd". 4 grudnia 1701 roku jej miejsce zajęła Marie Salberge de Rouvart, znana jako Lemaire de Maineville, pochodząca z Normandii wróżbitka. Do niej wkrótce dołączyła inna więźniarka, niejaka La Robert25. 9 lutego 1702 roku celę zajął Louis Duplessis, były pokojowiec hrabiego Vermandois, oskarżony o szpiegostwo i uwolniony 29 lipca26. Z kolei 22 listopada w celi osadzono szkockiego kupca z rue Quincampoix, Alexandre'a Stevensona, podejrzanego o "przekazywanie naszych złotych monet do Anglii". Zwolniono go z więzienia 17 lipca 1703 roku27.
Człowiek w masce nie zajmował też drugiej celi w wieży Bertaudi?re, ponieważ ulokowano w niej dwóch - "dobrze zamkniętych" - rozrabiaków, Tirmonta i Ricarville'a, a potem pisarza Constantina de Renneville'a. Mimo badań nie udało się ustalić, dokąd przeniesiono zamaskowanego mężczyznę. W tym czasie więzienie było przepełnione. W styczniu 1703 roku na czterdzieści dwie cele i lochy przypadało stu więźniów (dla porównania w 1698 roku było ich piętnastu)28. Więźniów przenoszono stosunkowo często, a Du Junca nie zawsze odnotowywał takie zmiany. Logiczne jest jednak, że pomimo tego przeludnienia Saint-Mars zawsze starał się odizolować "więźnia, którego nazwiska się nie wypowiada". Możliwe, że po pewnym czasie, z uwagi na brak izolacji akustycznej w celach, postanowił trzymać go blisko siebie, w swojej własnej kwaterze poza twierdzą. Znajdowało się tam małe pomieszczenie, które już za czasów poprzednika Saint-Marsa służyło jako cela więzienna. W 1693 roku Du Junca zanotował, że angielskiego więźnia ulokowano "poza zamkiem, w położonym nad gabinetem małym pomieszczeniu, w którym pan de Besmaux trzyma swoje książki, wychodzi on [więzień] tylko co kilka dni z konkretnego powodu i bardzo o niego dbają". Człowiek w masce przychodził do twierdzy tylko w niedziele, aby wysłuchać mszy świętej. Kaplica znajdowała się na parterze, pomiędzy wieżami Bertaudi?re i Liberté. Wnętrze było ciasne, a więźniowie oddzieleni byli od siebie jedynie kotarami i tapiseriami. Za rządów Bernaville'a wybudowano cztery osobne nisze, zamknięte od strony ołtarza podwójnymi zasłonami. Liczba więźniów uczestniczących w niedzielnym nabożeństwie była ograniczona. "Była to szczególna łaska, nadzwyczajna przysługa" - pisał Simon-Nicholas Henri Linguet w swoich Mémoires (1783)29.
Pięć lat po przybyciu do więzienia, 19 listopada 1703 roku, człowiek w masce zmarł w wyniku nagłej choroby. W drugim rejestrze, poświęconym zgonom i uwolnieniom, Du Junca zanotował pod tą datą:
W czwartek 19 listopada 1703 roku ów nieznany więzień, zawsze zakryty maską z czarnego aksamitu - ten, którego pan de Saint-Mars, naczelnik, przywiózł ze sobą z Wyspy św. Małgorzaty, gdzie strzegł go od dłuższego czasu - poczuł się gorzej po wczorajszej mszy i zmarł dzisiaj o dziesiątej wieczorem, choć nie cierpiał na żadną poważną chorobę. Na chwilę przed śmiercią ojciec Giraut, nasz kapelan, udzielił mu rozgrzeszenia, a ten nieznany więzień, który był tak długo przetrzymywany, został pochowany we wtorek 20 listopada o godzinie czwartej po południu na cmentarzu św. Pawła należącym do naszej parafii; w rejestrze zgonów podano nieznane nazwisko, a pan de Rosarges, dowódca, i pan Reilhe, chirurg, podpisali rejestr.
Na marginesie widnieje adnotacja: "Dowiedziałem się od nich (sic), że w rejestrze figuruje jako pan de Marchiel, za którego pochówek zapłacono 40 liwrów"30.
Wynika z tego, że namiestnik królewski nie zdołał poznać tożsamości zmarłego nieszczęśnika. Nazwisko podane w księdze parafialnej - pan de Marchiel - o które z ciekawości zapytał Reilhe'ego lub Rosarges'a, nie przekonało go. Podał jednak ważny szczegół: maska więźnia była wykonana z czarnego aksamitu. To był główny, jeśli nie jedyny, materiał, z jakiego była zrobiona. Nie napisał, czy posiadała ona inne elementy, takie jak pasek pod brodą, metalowy stelaż czy stalowa kłódka, czy też była to zwykła karnawałowa maska zasłaniająca górną część twarzy. Ostatnia uwaga: 40 liwrów zapłaconych za pochówek nie było sumą ani wygórowaną, ani śmiesznie niską, przy czym cena trumny i całunu stanowiła mniej więcej połowę wspomnianej kwoty, co pozwala sądzić, że pogrzebowi towarzyszyła msza. W 1713 roku ceremonia pochówku klucznika Antoine'a Larue, zwanego R?, kosztowała tylko 17 liwrów i 10 solidów31. W 1786 roku "koszty pogrzebu" Nicolasa-Antoine'a Legaya, "przetrzymywanego z rozkazu króla w zamku Bastylii", na cmentarzu św. Pawła nie przekroczyły 18 liwrów32.
Akt sporządzony przez proboszcza parafii św. Pawła księdza Gilles'a Lesourda figuruje, a raczej figurował, w księdze parafialnej, lecz zaginął 24 maja 1871 roku podczas pożaru Hôtel de Ville wznieconego przez komunardów. Na szczęście zachowało się faksymile, którego tekst brzmi następująco:
Dziewiętnastego dnia miesiąca Marchioly zmarł w Bastylii w wieku około czterdziestu pięciu lat, a jego ciało zostało pochowane na cmentarzu św. Pawła należącym do miejscowej parafii 20 dnia miesiąca w obecności pana de Rosage (sic) dowódcy Bastylii i pana Reglhe (sic) chirurga Bastylii, którzy złożyli podpisy. Podpisano: Rosarges, Reilhe33.
Akt ten potwierdza słowa Du Junki. Zapis "pan de Marchiel" to zaadaptowana do języka francuskiego - co było częste w tamtych czasach - wersja nazwiska Marchioly, pod którym więzień został pochowany. Zaskakujące dla chrześcijańskiego pochówku jest to, że nie podano imienia zmarłego. Co więcej, nic nie wskazuje na to, że wspomniane nazwisko i wiek "około czterdzieści pięć lat" rzeczywiście dotyczą tego konkretnego więźnia. Według Woltera, który powołuje się na zeznania zięcia lekarza Bastylii, Jeana-Baptiste'a Fresqui?res'a, nieznany mężczyzna oświadczył na krótko przed śmiercią, że ma sześćdziesiąt lat...
Jak wiadomo, poszukiwania grobu więźnia, jeśli taki w ogóle istniał, nie powiodły się. Dla zachowania tajemnicy jego szczątki złożono prawdopodobnie w jednym z wielu masowych grobów i dziś znajdują się pośród setek tysięcy kości w paryskich katakumbach. Nie sposób ich więc odnaleźć.
Dwie relacje Du Junki i akt z parafii św. Pawła są jedynymi autentycznymi dokumentami z tego okresu. Dowodzą one, że legenda o człowieku w żelaznej masce ma tło historyczne. Należy do nich dodać jeszcze późniejsze świadectwo ojca Griffeta przedstawione w cytowanej już pozycji:
Pamięć o zamaskowanym więźniu była wciąż żywa wśród oficerów, żołnierzy i służących pracujących w Bastylii, gdy pan de Launay, który był naczelnikiem więzienia od dłuższego czasu, przybył na miejsce, aby objąć stanowisko w sztabie garnizonu, a ci, którzy widzieli go [więźnia] w masce, gdy przechodził przez dziedziniec w drodze na mszę, mówili, że po jego śmierci wydano rozkaz spalenia wszystkiego, z czego korzystał, to znaczy pościeli, ubrań, materaców, koców itd. Ściany w celi, w której przebywał, zostały zeszlifowane i otynkowane, a wszystkie płytki zdjęto i położono w ich miejsce nowe, ponieważ obawiano się, że zdołał ukryć gdzieś jakąś notatkę lub znak, który, gdyby został odkryty, mógłby rozsławić jego nazwisko34.
Fakty te potwierdza Henri Godillon-Chevalier, dowódca Bastylii w latach 1749-1787, który skatalogował archiwa twierdzy i sporządził ogólny wykaz więźniów. Jedna z jego kart, poświęcona "słynnemu człowiekowi w masce", zawierała informacje przekazane przez Du Juncę. Kolumna określająca powód osadzenia i nazwiska sekretarzy stanu, którzy kontrasygnowali lettre de cachet, pozostaje pusta. W rubryce dotyczącej powodu zatrzymania napisano "nie wiadomo" (sic). Kolumnę "Uwagi" wypełniono w następujący sposób:
To słynny człowiek w masce, którego nikt nie znał. Był traktowany w wielce szczególny sposób przez naczelnika i widywał go jedynie pan de Rosarges, dowódca wspomnianego zamku, który sam się nim opiekował; nigdy nie chorował, ale zmarł nagle po kilku godzinach. Został pochowany na cmentarzu św. Pawła we wtorek 20 listopada 1703 roku o godzinie szesnastej, pod nazwiskiem Marchiergues. Uwaga: Został owinięty w nowe prześcieradło przekazane przez naczelnika, a wszystko, co znajdowało się w jego celi, zostało spalone, tak jak całe jego łóżko, krzesła, stoły i inne sprzęty, lub przetopione, a pozostałości wrzucono do latryny35.
Du Junca, który nie był przypisany do obsługi więźnia i z pewnością nie mógł go odwiedzać, napisał, że ów zawsze był zamaskowany. Jest to niewątpliwie jedyny błędny szczegół w jego relacji. Ojciec Griffet pośpieszył z wyjaśnieniem, nie było bowiem powodu, dla którego więzień miałby nosić maskę w obecności Rosargesa lub naczelnika, którzy doskonale go znali: "Był zmuszony zakładać ją tylko wtedy, gdy przechodził przez dziedziniec Bastylii, udając się na mszę, aby nie zostać rozpoznanym przez wartowników, lub gdy musiał wpuścić do celi jakiegoś sługę, który nie był wtajemniczony".
Potwierdza to Guillaume-Louis de Formanoir de Palteau - wyższy urzędnik biura ds. żywności, syn Guillaume'a de Formanoira, który był siostrzeńcem i zastępcą Saint-Marsa w więzieniu na Wyspie św. Małgorzaty w 1693 roku - w liście do Elie'ego-Catherine'a Frérona z 19 czerwca 1768 roku, opublikowanym w "Année littéraire":
Był znany na wyspie św. Małgorzaty i w Bastylii tylko pod nazwiskiem La Tour. [...] Często przechadzał się z maską na twarzy. Dopiero po wydaniu Le Si?cle de Louis XIV przez pana Woltera usłyszałem, że maska ta była zrobiona z żelaza i miała sprężyny; być może ktoś zapomniał mi o tym powiedzieć; lecz maskę tę zakładał tylko wtedy, gdy wychodził zaczerpnąć świeżego powietrza lub był zmuszony spotkać się z kimś obcym36.
Constantin de Renneville jest świadkiem, o którym nie należy zapominać, nawet jeśli jego słów nie można w żadnym wypadku stawiać na równi z rejestrem Du Junki czy z zapiskami ojca Griffeta i dowódcy Chevaliera. Ten protestant, fałszywie oskarżony o szpiegostwo, przebywał w Bastylii od 16 maja 1702 roku do 16 czerwca 1713 roku. Po wyjściu z więzienia napisał L'Inquisition française ou Histoire de la Bastille, trzytomowe wspomnienia z niewoli, które zostały wydrukowane w Holandii w latach 1719-1724. Książka ta jest przejmującym świadectwem życia w twierdzy i relacją ze spotkań z więźniami, gdyż jej autor wielokrotnie zmieniał cele i kontaktował się z osobami osadzonymi na niższych lub wyższych piętrach, zwłaszcza przez szyby kominowe lub liściki. Jego wspomnienia są również zjadliwym pamfletem na temat systemu więziennictwa. O ile materiały archiwalne świadczą na ogół o rzetelności przekazywanych informacji, o tyle obraz personelu więziennego, jaki przedstawia ten drobiazgowy kronikarz, jest zarówno barwny, jak i nieprawdopodobny. Obsada więzienia to galeria bufonów i potworów żywcem wyjętych z obrazów Hieronima Boscha, łotrów, nędzników w łachmanach zabiegających o względy naczelnika, skorych do łajdactw chciwców, którzy nie byli lepsi od pilnowanych przez siebie szubrawców!
Autor nie oszczędził nikogo. Oto, co napisał o Saint-Marsie: "Bardzo brzydki, pokraczny człowieczek, pochylony i trzęsący się, o strasznym usposobieniu, przeklinający i bluźniący bez przerwy, zawsze sprawiający wrażenie rozgniewanego; twardy, nieubłagany i na wskroś okrutny"37. Jego głównym zajęciem było liczenie worków écu38, które gromadził przez całe życie. Miał uprawnienia do mianowania członków nowej obsady więzienia (z wyjątkiem namiestnika królewskiego), więc zabrał z Wyspy św. Małgorzaty część swoich ludzi, którzy byli mu całkowicie oddani.
Jacques Rosarges (a nie de Rosarges, jak sam się przedstawiał), z pochodzenia Prowansalczyk, służył Saint-Marsowi przez trzydzieści jeden lat, a swoją karierę rozpoczął w Pignerol jako muszkieter samodzielnej kompanii. Został awansowany na dowódcę Bastylii, co stawiało go w hierarchii bezpośrednio poniżej Du Junki, który był namiestnikiem królewskim. Jak pisze Renneville, miał:
pulchny pysk, czoło wyglądające jak kora drzewa, na której ospa postanowiła wyryć Alkoran; czerwonawe, przerażające oczy, osadzone głęboko w przypominających kubeczki na kości do gry oczodołach, nad którymi rosły grube na cal brwi; pomarszczony i rozpłaszczony nos, z dwudziestoma lub trzydziestoma małymi naroślami we wszystkich kolorach, przypominający meduzę zmiażdżoną nad ustami, których wydatne niebieskawe wargi usiane małymi zębami wyglądały jak dwie fałdy. [...] Ten niski i krępy człowieczek ledwo mógł ustać na nogach, zataczał się bowiem za sprawą samogonu, którego sobie nie żałował39.
Taki oto prostacki strażnik miał się opiekować człowiekiem w masce.
Saint-Mars darzył ogromnym zaufaniem księdza Honorégo Girauta, również Prowansalczyka, byłego kapelana na Wyspie św. Małgorzaty, który był spowiednikiem tajemniczego więźnia. Oto jego portret:
Ma duże, zapadnięte oczy, długi haczykowaty nos przypominający dziób papugi, usta wydatne jak u Maurów, ołowianooliwkową cerę, ciągle pluje i narzeka na ucisk w klatce piersiowej. Poza tym jest wzorem księżowskiej schludności; zawsze nosi kapelusz obszyty wyjątkowo lśniącym futrem z bobra, starannie upudrowaną perukę w idealnym odcieniu blond, kunsztownie wykonany szeroki kołnierz, w którym nawet najbardziej krytyczna zakonnica nie dopatrzyłaby się żadnego mankamentu; niebywale ozdobny chwost, idealnie naciągnięte jedwabne pończochy i najładniejsze trzewiki...40
Renneville oskarżał księdza Girauta, "egipskiego Adonisa", o to, że zbyt często odwiedzał osadzone w twierdzy kobiety i utrzymywał kontakty seksualne z pewną zakonnicą. Czyż nie widziano, jak pewnego dnia wyszedł cały upudrowany z gołębnika w ogrodzie ze śliczną zamkową służącą?
Podobnie opisał Fresqui?res'a, który leczył człowieka w masce, a na stanowisko lekarza w Bastylii został wyznaczony przez Guya-Crescenta Fagona, pierwszego lekarza króla. Wypisz, wymaluj pan Purgon41 - gruby, niski mężczyzna w peruce, ubrany na czarno, wiecznie chodzący w obszytym futrem kapeluszu z szerokim rondem.
Sztuczne włosy okalały niebywale brzydką twarz. Nie było widać czoła, bo było zasłonięte peruką i kapeluszem, ale bez trudu można było dostrzec oczka przypominające ślepia pieczonego świniaka, duży, płaski nos, szerokie usta sięgające aż do uszu, trzy lub cztery długie zęby w kolorze owocu pigwy, dwa zwisające poliki jak u małpy, krótki podbródek42.
Strugając miny niczym stara małpa, mierzył więźniom puls dłonią przykrytą szerokim batystowym mankietem, a potem kazał im wystawiać języki, dotykał ich brzuchów i z uwagą badał ich mocz. O Molierze!
Bardziej rozczarowujące jest wspomnienie Renneville'a o zamaskowanym więźniu, który prawdopodobnie nie zrobił na nim szczególnego wrażenia:
Widziałem innego więźnia w 1705 roku (sic), który został aresztowany przed panem Cardelem, a którego nazwiska nigdy nie poznałem, lecz R?, klucznik, prowadząc mnie z powrotem do mojej celi z celi, w której widziałem tego biednego nieszczęśnika, powiedział mi, że był więźniem przez trzydzieści jeden lat. Pan de Saint-Mars przywiózł go ze sobą z Wyspy św. Małgorzaty, gdzie ten odsiadywał karę dożywocia za to, że jako uczeń, w wieku dwunastu czy trzynastu lat, napisał dwa wiersze krytykujące jezuitów [...]. Z tego powodu został przeniesiony na Wyspę św. Małgorzaty, skąd pan de Saint-Mars przywiózł go do Bastylii z zachowaniem nadzwyczajnych środków ostrożności, pilnując, aby nikt nie widział go po drodze. [...] Wyszedł dwa czy trzy miesiące po tym, jak ujrzałem go w celi, do której przez pomyłkę zostałem z nim wprowadzony. Kiedy strażnicy zobaczyli, że wchodzę, szybko kazali mu odwrócić się do mnie plecami, co uniemożliwiło mi zobaczenie jego twarzy. Był to mężczyzna średniego wzrostu, miał czarne kręcone włosy, z których żaden nie stracił jeszcze koloru.
Historia ta jest oczywiście czystym wymysłem: klucznik R? i chirurg Reilhe, którzy pojawiają się w tej opowieści, nie znali tożsamości więźnia, podobnie jak Du Junca43. To, co o nim opowiadali, było zlepkiem konfabulacji podszytych krytyką jezuitów. Do opisanego spotkania nie mogło dojść w 1705 roku, ponieważ więzień, o którym mowa, nie miał szans na uwolnienie i zmarł w 1703 roku. Opis jego wyglądu fizycznego jest zdumiewający i nie odpowiada temu, co podawało kilku świadków, którzy widzieli wysokiego, siwowłosego mężczyznę (relacjonując słowa świadków, Wolter mówił o "nadzwyczajnym wzroście"; "był wysoki i miał siwe włosy" - potwierdził Guillaume-Louis de Formanoir, który przepytywał chłopów z okolic zamku Palteau należącego do jego wuja, Saint-Marsa, gdzie ten ostatni zatrzymał się ze swoim więźniem przed przybyciem do Bastylii w 1698 roku). Być może Renneville pomylił maskę z "kręconymi czarnymi włosami"? Zresztą o masce nie wspomina ani słowem44! Prawdopodobnie pomieszały mu się wspomnienia, choć nie jest wykluczone, że kiedyś widział przez chwilę owego tajemniczego więźnia.
Przypisy
Wprowadzenie
1 Bastylię zbudowano pod koniec XIV w. do obrony bramy św. Antoniego, jednego z głównych wjazdów do miasta; twierdza stanowiła część miejskich umocnień oddzielających stolicę od rozrastającego się przedmieścia św. Antoniego (przyp. tłum.).
2 Jules Michelet, Histoire de France, Librairie Internationale A. Lacroix et Cie, Paris 1877, t. XIV, s. 44 (przyp. tłum.).
3 Henri Martin, Histoire de France depuis les temps les plus reculés jusqu'en 1789, t. XIV, Furne et Cie, Paris 1846, s. 565 (przyp. tłum.).
4 W XVIII-wiecznej Francji listy opatrzone królewską pieczęcią, kontrasygnowane przez jednego z ministrów, zawierające rozkaz królewski skazujący adresata listu bez sądu na karę więzienia lub wygnanie (przyp. tłum.).
5 Alfred de Vigny, La Prison, [w:] idem, Po?mes antiques et modernes, wyd. Edmond Est?ve, Librairie Hachette et Cie, Paris 1914, s. 162 (przyp. tłum.).
I
Dokumenty
1 Colonel Willette, L'Evasion du maréchal Bazaine de l'île Sainte-Marguerite par son compagnon de captivité, niepublikowane teksty w oprac. André Castelota, Perrin, Paris 1973, s. 66.
2 Voltaire, Si?cle de Louis XIV, [w:] ?uvres compl?tes de Voltaire, t. XIV, Garnier, Paris, 1878, s. 427 (przyp. tłum.).
3 Ibid., s. 428.
4 W XVII w. balwierz.
5 Jean-Pierre Papon, Voyage de Provence, wstęp i przypisy Louise Godard de Donville, La Découverte, Paris 1984, s. 216-218.
Na początku XX w. w celi więźnia pokazywano nadal stołek człowieka w żelaznej masce, w kształcie litery X, dno siedziska stanowiły pasy zawieszone na pomalowanych na czerwono drewnianych nogach, zakończonych złoconymi głowami lwów.
6 "Année littéraire", 1759, t. III, s. 188 (przyp. tłum.).
7 Jean-Louis Carra, Mémoires historiques et authentiques sur la Bastille, J.P . Roux & Compagnie, Paris 1789, t. 1, s. 315.
8 Victor Hugo, Les Jumeaux, [w:] ?uvres compl?tes de Victor Hugo Théâtre - IV, wyd. Paul Ollendorff, Albin Michel, Paris 1934, s. 523 (przyp. tłum.).
9 "Revue universelle des Arts", 1855, s. 467.
10 "Le Messager de la Haute-Marne", 2 grudnia 1855 r.
11 Paul Peltier, L'Homme au masque de fer, "La Vie illustrée, 14 marca 1902 r., s. 382. Prace wykopaliskowe na ulicy Beautreillis dały początek wielu artykułom prasowym: Henri Duvernois, L'éternelle énigme. Le tombeau du Masque de fer. Au jardin mystérieux, 17 rue Beautreillis. L'ancien cimeti?re Saint-Paul, "La Presse", 24 stycznia 1902 r.; La disparition d'un charnier historique, "La Libre Parole", 2 kwietnia 1902 r.; F. Ponsard, Le myst?re de la rue Beautreillis, "Le Figaro", 18 kwietnia 1902 r.; Frantz Funck-Brentano, L'éternelle énigme. A propos des fouilles de la rue Beautreillis, "Revue Bleue", 18 i 25 października 1902 r.; artykuły A. Calleta w "La Cité. Bulletin de la Société historique et archéologique du VIe arrondissement" 1902, nr 2, kwiecień-lipiec, nr 3, lipiec-październik itd.
12 Nie należy mylić terminu lieutenant de roi ('namiestnik królewski') oznaczającego stanowisko administracyjne w twierdzach i obiektach wojennych z bardziej ogólnym terminem lieutenant du roi ('namiestnik króla'), którym określano zastępcę gubernatora miasta lub prowincji.
13 Arsenal, Mss., vol. 5133, f° 37 v°. W celu ułatwienia lektury cytowanych dokumentów uwspółcześniono zapis.
14 Gatien Courtilz de Sandras, Mémoires de Messire J.-B. de La Fontaine, Chez Pierre Marteau, Cologne 1699, s. 436.
15 Madame Guyon, Récits de captivité, oprac. Marie-Louise Gondal, Jérôme Million, Grenoble 1992, s. 169.
16 Ojciec Griffet, urodzony w Moulins w 1698 r., zmarły w Brukseli w 1771 r., wygnany po wypędzeniu jezuitów z Francji, jest autorem dzieł teologicznych (m.in. Insuffisance de la religion naturelle, 1770) i historycznych (na szczególną uwagę zasługuje Recueil de lettres pour servir a l'histoire militaire du r?gne de Louis XIV, 1761-1764, oraz wybitna Histoire de Louis XIII, 1758).
17 Henri Griffet, Traité des différentes sortes de preuves qui servent a établir la vérité en Histoire, [s.n.], Li?ge 1769.
18 Nazwa ta wzięła się stąd, że więźniowie przetrzymywani w tej wieży mogli swobodnie spacerować po dziedzińcu. Fundamenty wieży można obecnie zobaczyć na square Henri-Galli, przy quai des Célestins. Odnalezione w 1899 r., zostały tam przewiezione podczas budowy pierwszej linii metra.
19 Wieża ta zawdzięcza swoją nazwę Macé Bertrandowi, panu na La Bazini?re, skarbnikowi Kasy Oszczędności, aresztowanemu w 1661 r. w ramach procesu Fouqueta; więzień spędził w niej cztery lata.
20 Wieża Bertaudi?re, zwana także Bretaudi?re, stojąca przy rue Saint-Antoine, została tak nazwana dla upamiętnienia murarza o nazwisku Berthaud, który zginął podczas jej budowy.
21 Rodzaj grubej, wzorzystej tkaniny dekoracyjnej (przyp. tłum.).
22 Grube, podwójnie tkane płótno (przyp. tłum.).
23 List do Frérona, "L'Année littéraire", t. XXXII, s. 189.
24 François Ravaisson, Archives de la Bastille, [s.n.], Paris, t. X, s. 229.
25 Ibid., t. X, s. 338; Frantz Funck-Brentano, Les Lettres de cachet a Paris, étude suivie d'une liste des prisonniers de la Bastille (1659-1789), Imprimerie nationale, Paris 1903, s. 123.
26 François Ravaisson, op. cit., t. X, s. 420-428, oraz Frantz Funck-Brentano, op. cit., s. 127.
27 François Ravaisson, op. cit., t. X, s. 452, 465.
28 W wieżach było trzydzieści siedem cel, po jednej na każdym piętrze: wieża Liberté miała siedem pięter, wieża Bertaudi?re - sześć, wieże Comté, Bazini?re, Puits i Coin - pięć, wieże Trésor i Chapelle - dwa. Ponadto pięć cel lub mieszkań znajdowało się albo w głównych budynkach pomiędzy wieżami, albo w budynku pośrodku twierdzy.
29 Baronowa de Staël-Delaunay, uwięziona w Bastylii w czasach regencji, pisała: "Nikt nie zaprząta sobie głowy tym, aby zapewnić więźniom możliwość wypełniania obowiązków religijnych. Było to wyróżnienie, które mi przyznano, abym mogła wysłuchać mszy w święta i niedziele. Nie dokonałam jednak żadnych odkryć, których się spodziewałam; byłam schowana za kotarą, gdzie nic nie widziałam i nikt mnie nie widział" (Mémoires de Madame de Staël-Delaunay, Albin Michel, Paris 1925, s. 160-161).
30 Arsenal, Mss., vol. 5134, f° 80 v°.
31 Ibid., vol. 12 672.
32 Ibid., vol. 12 609.
33 Akt ten został przytoczony w angielskim tłumaczeniu książki Mariusa Topina, L'Homme au masque de fer, w przekładzie Henry'ego Vizetelly'ego (Londyn, 1870), oraz w jej piątym wydaniu francuskim (Didier, Paris 1878). Chodzi o nazwisko "Marchioly", a nie "Marchialy" - jak się czasem mówi. Kościół św. Pawła (église Saint-Paul), o którym mowa w tekście, nie jest dzisiejszym kościołem Saint-Paul-Saint-Louis, zbudowanym w 1627 r. przez jezuitów i wzorowanym na kościele Il Ges? w Rzymie. Chodzi o nieistniejący kościół Saint-Paul-des-Champs, który znajdował się w miejscu numerów 30 i 32 przy rue Saint-Paul, na rogu z rue Neuve-Saint-Pierre (pozostał tylko fragment muru). Zamknięto go w 1790 r., sprzedano w 1796 r., a trzy lata później zburzono. Nieużywany od 1791 r., przylegający do kościoła cmentarz został w 1794 r. sprzedany jako własność państwowa i podzielony na mniejsze działki.
34 Henri Griffet, op. cit.
35 Arsenal, Mss., vol. 12 541. "Wszystkie te okoliczności - pisał François Charpentier, jeden z pierwszych historyków Bastylii, w 1790 r. - zostały potwierdzone przez kawalera de Saint-Sauveur, który usłyszał je od swojego ojca, ten ostatni był w owym czasie naczelnikiem więzienia w Vincennes i będąc u pana de Saint-Marsa, był świadkiem wyszukanych środków ostrożności podjętych w celu zapewnienia, aby tajemnica człowieka w masce została pogrzebana razem z nim"(François Charpentier, La Bastille dévoilée ou Recueil de pi?ces authentiques pour servir a son histoire, Desenne, Paris 1790, t. III, ks. 9, Dissertation historique et critique sur l'homme au masque de fer, s. 36).
36 Guillaume Louis Formanoir de Palteau, list z 19 czerwca 1768 r., "L'Année littéraire", t. IV, s. 351-354.
37 Constantin de Renneville, L'Inquisition française ou Histoire de la Bastille, t. I, Leyde, Amsterdam 1724, s. 76.
38 Dawna moneta francuska (przyp. red.).
39 Ibid., s. 43.
40 Ibid., s. 96.
41 Lekarz Argana ze sztuki Chory z urojenia Moliera (przyp. tłum.).
42 Constantin de Renneville, op. cit., t. II, s. 37-38.
43 Zanim Abraham Reilhe, były pokojowiec de Saint-Marsa, urodzony około 1650 r. w Nîmes, został mianowany chirurgiem Bastylii, był balwierzem (frater) w samodzielnej kompanii na Wyspach Leryńskich.
44 Constantin de Renneville był protestantem, nie chodził więc w niedziele na mszę, co wyjaśnia, dlaczego nie widział więźnia w czarnej masce przechodzącego przez dziedziniec.