Człowiek - Michał Konieczek

Kup ebooka

40.38 zł
33.52 zł (34,32 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Bo warto jest ...

W deszczu pogoda słońca nie trzeba szukać

Gdy zobaczy co utracił z całego dnia

Leniwy luz w którym chce się trwać

Czy warto jest pędzić tak

Jak kwiat się chyboce bezwiednie na wietrze

Niespiesznie do marzeń biec

Świat jest piękny wystarczy oczy przetrzeć

Marzenia warto mieć

Spokój śnić w radości z uśmiechem tkwić

Czego więcej od życia chcieć

Po prostu nie robić nic

Marzenia warto mieć

No a co do czasu

Warto zwolnić go nie tracić życia chwil

Zażywać świata rarytasów

Wyrzucić zegarek w chmurki się okryć

Marzenia warto mieć i warto jest żyć

Coś mnie demoluje ...?

Nie wiele pamiętam jednak stale coś mnie demoluje

Bez sensu czekam co przyniesie durny los

Co mną kieruje co mnie kreuje w głowie mętlik mam

Co mnie tak zachęca

Umysł nad sercem dominuje to pusty frazes

Chęci już nie wiele mam jednak wciąż mnie coś nakręca

Co tak naprawdę dla mnie ma sens

Co ten chory świat tak naprawdę podnieca

Trzymam w garści to co dobre jest dla siebie

Słowa nie przychylne rozrzucam od tak

Tyle pewnych dróg ile toksycznych dni w cenie

Rykoszetem wraca rozkosz słodka jak kwas

Pozdrawiam was co mnie tak wspieracie

Jesteście tak trwali jak papierowy ptak

Jestem od dawna już sam tak jak na starcie

Pozostawiony na mieliźnie życia jak rozpadający się wrak

Jednak ...

Spoglądam na niebo okraszone gwiazdami

Wyciszam myśli wytężam zmysły

Nagle słyszę aksamitny głos w oddali

Zapalam światło

Nadal jestem sam

Myśli szaleją gonitwa się rozpoczęła

Obłędny wyścig wymknął się z pod kontroli

Zamykam oczy próbuję się uspokoić

Nie mam jednak tak silnej woli

Przeglądam dawne listy napisane do Ciebie

Jednak odwagi brakło by je wysłać

W każdym z nich wylałem uczucia wszystkie

Wstyd mi gdyż ich nigdy wprost nie powiedziałem

Nie chcę na zawsze

Lecz na mrugnięcie oka tylko aż rozstać

Ciebie od nowa poznać jest pragnieniem mym

Czuję pustkę

...

Nie chcę jednak na zawsze

K ...

Noc jest zimna lodowe łzy na szybie

Bez słów zbyt wiele powiedziano

Od dawna żyję w jednym tylko motywie

Gdzie jest sens gdzie pragnienie się podziało

To się skończyło zanim zaczęło oddychać

Z marzeniem umrzeć nie pochlebne to

Tak pragnę prawdę ci powiedzieć

Mały jednak milowy to dla mnie krok

Nie chcę mówić do widzenia

Dzień dobry wyszeptać nie zdążyłem nawet

Jaki jest cel mego istnienia

Nadziei choćby skrawek

To pierwszy raz kiedy bezwiednie się kołyszę

Ostatnim jednak się zowie ...

O jeden taniec Cię poproszę wiesz

Ja tylko zakochałem się w Tobie

Lęk

Dokąd poszłaś idę tam i ja

Choćby niebo miało rozpaść się

Śladu twoich oczu co noc szukam w chmurach dnia

Ty jak motyl rozpromieniasz mój lęk

To doprowadza mnie do szaleństwa

Brak śmiałości ogarnia mnie

Po ścianach miasta snuję się jak ćma

Jak jesień bez wiosny

Tylko Ty możesz zrozumieć mój ból

Wspomnienie przeminęło jednak jego echo nadal gra

Mały książę płaczący z zewnątrz "odważny" król

To doprowadza mnie do szaleństwa

Z radością przyszłaś do mnie kiedy w słońcu tylko ja mokłem

Od tamtej pory jak jesień wiosnę kocham cię

Wianek nadziei co dnia plotłem

Wiatr przepędził chmury gdy spotkałem oczy twe

Wróć do mnie

Chcę obudzić się

Spotkać na jawie ciebie chcę a nie tylko we śnie

Sententia Sua

Chcesz zostać królem w swej losu talii

Tutaj każdy marzy by się z niej wyrwać

Już nie ma tych samych co z tobą grali

W to się po prostu nie da wygrać

Masz to we krwi twe trzewia aż skręca

Płaczesz substancją której smak tak dobrze znasz

Kolejny dzień bezpłodny nas zachęca

Za wachlarzem skali skrywasz swą prawdziwą twarz

Tutaj nie ma ograniczeń jednak zamykasz nocą drzwi

Wstali chcą coś powiedzieć wreszcie

Słowa wstydem zachodzą język w gardle tkwi

A ciebie przechodzą dreszcze

Ostatkami sił ostatni żal wyłudzą

Jak psy najskrytszy wywęszą uśmiech

Odbiorą radość później ideałami masy łudzą

W tym rozdaniu nadzieja to grzech

Niebiański oblech swym majestatem nas kusi

Każdy go udusi jednak i tak nic nie zrobią

Czyny stoją za mową od lat jest tak

Polują koty w oknach kraty z uśmiechem patrzysz co z tobą robią

Pamiętaj że własne zdanie masz

Nikt

Próbując wypełniać głębię niewiadomą,

Z miliona chwil, gubimy tę jedyną, którą mam.

Nikt nie czyta słów które napisałem... One znikną!

Paletę barw na czerń i biel wymieniam.

Tak bardzo zainfekowany szczęściem, umieram!

Jest mi to obojętne.

Z niemym tłumem zdania wymieniam,

Nieszczere uśmiechy, stały się smętne.

Widzę, ale nie mogę dotknąć.

Słyszę, nie mogę jednak znaleźć.

Czuję jednak, jest mi dane zniknąć.

Gonię by chwycić zawiść.

Ciężar świata podtrzymuję jedną kością.

Pływać próbuję, ale tonę sam.

Nie zbawię go, nie wiadoma pozostanie niewiadomą.

To ciało czy głowa? Czym jestem, co tak naprawdę mam?

Padał deszcz

Byłem na zewnątrz Tak zawsze tam byłem

Nie realnie po wzlotach i upadkach

Nie mogący się wypłakać bez wyrazu wciąż stałem

Kto mnie zrozumie przy moich wymaganiach

Wtedy nie wyraźnie jednak zobaczyłem

Tak jakby patrząc z innej strony

Twoją twarz z uśmiechem nie rozumiałem

Wolny jednak bez możliwości swobody

Nikt mnie nie widzi więc wciąż tutaj stoję

Potem przyszedł deszcz ...

Kropla się śmieje jednak się nie poddam nie utonę

I miasto na zewnątrz rozciąga się w szerz

I nagle twój zniknął

Tak niedbale stałem się nienasycony

Twój uśmiech po prostu zbladł

Na pisaku swe imiona niemo piszemy

...

Laura i Zawiedziony

Piękne marzenia?

Chowaliśmy się pomiędzy stronami.

Wymienialiśmy szeptem myśli.

Wyrażaliśmy je nieostrożnymi słowami.

Staliśmy się gnuśni.

Wszystko, czym byliśmy.

Wszystko, czego tak pragnąłeś

Odległym wspomnieniem w powietrzu się stało.

Pstryknięcie palców i cała magia znikła, w której trwałeś.

Jednak utknąłeś w tym marzeniu.

Stałeś się myślą, jak symfonia między nami balansowałeś,

Która rozproszyła nas jak liście w cieniu.

Staliśmy się melodiami tak jak chciałeś.

Pięknymi duchami byliśmy przez chwilę.

Przysięgam, że nawet we śnie nie marzyłem.

Jednak jak wcześniej, czar prysł! Znikł, zabił w nas siłę.

Zabawiłeś się mną! Ja nie grałem.

...

Uśmiechnąłeś się,

Teraz się bałem.