Drobne kłopoty z urodzinami
Słyszeliście o państwie, które nazywa się Kolumbia? Jest położone w Ameryce Południowej, nad Morzem Karaibskim i Oceanem Spokojnym. Dziś kojarzy się głównie z przemytem narkotyków oraz przestępczością, ale kiedyś było całkowicie inaczej... To właśnie od mojego nazwiska wzięła się jego nazwa. Ba! Niewiele brakowało, a obie Ameryki nazywałyby się tak samo. Rozumiecie? Dwa ogromne kontynenty! Niestety inny wielki odkrywca, Amerigo Vespucci, miał więcej szczęścia i swoje miano zawdzięczają właśnie jemu. Prawdopodobnie to tylko kwestia marketingu, pojęcia, które w moich czasach nie było jeszcze znane.
Zapytacie pewnie, co to za dziwne czasy.
Średniowiecze. Sądzę, że o tej epoce wiecie całkiem sporo i że w znacznej części nie są to wiadomości chlubne. Nastąpiła zaraz po starożytności, a przed erą nowożytną. Kojarzycie ją pewnie z umysłową ciemnotą, z brudem, smrodem i płonącymi stosami czarownic. Ale to nie do końca prawda. Jakże do powyższego obrazu nie pasują ogromne zamki, rycerze w lśniących zbrojach oraz ich damy serca machające jedwabnymi chusteczkami. Choć to także zbytnie uogólnienie. Nie wdawajmy się jednak w szczegóły i skupmy na ostatnich latach tej epoki.
Niektórzy uważają, że średniowiecze zakończyło wynalezienie druku przez Jana Gutenberga, inni utrzymują, że jego kres nastąpił wraz ze zdobyciem Konstantynopola przez Turków, ale równie liczne grono naukowców twierdzi, że to ja maczałem w tym palce. Za chwilę dowiecie się dlaczego. Zakończyć jedną epokę i zacząć inną... To jeszcze przyjemniejsze, niż dać nazwę całemu kontynentowi lub nawet dwóm. Nie sądzicie?
Jak już wspomniałem, urodziłem się w epoce, w której nie znano nie tylko marketingu i internetu, ale w której mrokach tonęło całe moje dzieciństwo. Każde z Was zna swój dzień urodzenia, a często nawet godzinę, o której przyszliście na świat. Jeśli nie, możecie teraz o to dopytać. No śmiało! Kto urodził się w dzień, a kto w nocy? Są wśród Was ranne ptaszki lubiące wstawać o świcie czy raczej wolicie dłużej posiedzieć wieczorem?
Wróćmy jednak do mnie. Niezbyt lubię oddawać uwagę innym, ale chcę pokazać, jakie macie szczęście. Z pewnością znacie swój znak zodiaku, swoją ojczyznę i miejsce, w którym przeżyliście pierwsze lata życia. To bardzo wiele, bo naukowcy od lat toczą spory o moje pochodzenie. Przyznam, że to dość niekomfortowe nie wiedzieć, kim się jest.
Według niektórych badaczy przyszedłem na świat we włoskim mieście Genua w 1451 roku. Mówiono, że byłem synem tkacza bądź kupca o nazwisku Colombo. Co ciekawe, nie odkryto później zbyt wielu poszlak, żebym we Włoszech miał krewnych, lubił pisywać po włosku listy albo w ogóle czuł z tamtą krainą jakąś głębszą więź. Dziwne, prawda? Większość z Was ma zapewne dobre skojarzenia z miejscem, które było tłem Waszych pierwszych zabaw oraz dziecięcej beztroski.
Ja nie...
Mówiono też, że urodziłem się gdzieś w Hiszpanii, a nawet w Portugalii. To interesujące, jednak najciekawszą teorią jest ta, że moim ojcem był polski król Władysław III Warneńczyk. Słyszeliście o nim? Ten monarcha oficjalnie miał polec w bitwie pod Warną (tak, właśnie od nazwy tego miasta wziął się jego przydomek), a jego ciało zidentyfikowano po szóstym palcu u stopy. Większość z nas ma ich pięć, ale... Bez przesady można by powiedzieć, że te wszystkie plotki to bajki wyssane z palca.
W każdym razie podobno król Władysław, zawstydzony porażką z Turkami, zamiast wrócić do Polski, wybrał się w podróż na maleńką wyspę na Oceanie Atlantyckim - Maderę, i tam właśnie ponoć urodziłem się ja. Nie mam nic przeciwko arystokratycznym korzeniom, więc przyznam, że popieram tę teorię.
Mniejsza o większość. Istotne jest, żebyście zapamiętali moje imię i nazwisko: KRZYSZTOF KOLUMB. W końcu właśnie tak mówi o mnie cały świat.
Teraz będziecie potrzebowali trochę prowiantu i wiele odwagi. Zabieram Was w długą podróż. Pokonamy morza i oceany, zmierzymy się ze sztormami, buntami na pokładzie oraz przeciwnościami losu. Z odmętów wód wypełzną przerażające potwory. Ale nie damy się im, prawda?
Zawsze towarzyszyło mi marzenie, z którego nigdy nie zrezygnowałem. Mam nadzieję, że w tym względzie weźmiecie ze mnie przykład.
Marzcie i nigdy się nie poddawajcie. Wierzcie w siebie, a świat stanie przed Wami otworem. Przekonajcie się sami! To co, jesteście gotowi?
Wyruszajmy!