Wyruszamy w podróż
Z czym kojarzy się Wam Egipt? Z ciepłym morzem, w którym można podziwiać rafę koralową? Z upałem tak wielkim, że człowiek niemal się gotuje? Z piramidami, Saharą oraz Nilem? Pewnie właśnie takie są Wasze myśli. Zresztą całkiem trafne.
W moich czasach, a urodziłem się w 1874 roku, było nieco inaczej. To znaczy upał, piramidy, Sahara oraz Nil już wtedy istniały. Nie było to aż tak dawno. Jednak nad brzegiem Morza Czerwonego, które swoją drogą wcale nie jest czerwone, rzadko kiedy wypoczywano. Do Egiptu przybywali głównie poszukiwacze przygód oraz odkrywcy. Kusiły ich opowieści o mitycznych skarbach faraonów, ogromnym bogactwie ukrytym w piramidach czy w nekropoliach.
Zapytacie: co to jest nekropolia? To miasto umarłych. Wielkie cmentarzysko, na którym chowano ludzi oraz zwierzęta. Być może nie wiecie, że Egipcjanie uwielbiali koty i traktowali je niemal jak swoich bliźnich (a czasem nawet lepiej, ale to temat na inną opowieść...). Po śmierci robili z nich mumie, które znajdujemy do dzisiaj. Jedną z najważniejszych egipskich bogiń - Bastet - przedstawiano właśnie z głową kota. Patronowała miłości, radości oraz ognisku domowemu.
Ale wróćmy do sedna, czyli do skarbów oraz przygód, o których pisały gazety w czasach mojego dzieciństwa. Kolejni wielcy badacze wyruszali do Afryki po złote przedmioty oraz szlachetne kamienie. Z pewnością robiło to wrażenie, lecz nie było niczym nadzwyczajnym. No może poza znalezionym kilkadziesiąt lat wcześniej kamieniem z Rosetty, na którym wyryto ten sam tekst w trzech językach, w tym hieroglifami. To właśnie dzięki tej kamiennej płycie udało się rozszyfrować pismo starożytnych Egipcjan. Kiedy o tym czytałem, drżałem z emocji. Po prostu uwielbiałem takie opowieści.
Zawsze miałem bujną wyobraźnię. Rodzice, choć bardzo o mnie dbali, mieli na utrzymaniu jedenaścioro dzieci i nie mogli każdemu z nich poświęcić tyle czasu, ile by chcieli. Nie miałem o to pretensji. Mój tata tworzył ilustracje do gazet oraz książek i to zapewne po nim odziedziczyłem talent, który wpłynął na moje życie. Ale o tym za chwilę.
Byłem chorowitym dzieckiem. Ciągle zapadałem na różne dolegliwości, byłem drobny i delikatny. Lekarze doradzili, żebym zamieszkał u sióstr ojca, Fanny i Kate, w angielskim hrabstwie Norfolk, słynącym z łagodnego klimatu oraz zdrowego powietrza. To właśnie tam rozpoczęły się moje pierwsze wędrówki.
Dużo spacerowałem, wyobrażając sobie, że przeżywam niezwykłe przygody. Odkrywałem skarby ukryte pod ziemią, walczyłem z potworami, które ich strzegły, i docierałem do zakątków niezbadanych przez nikogo innego. Nieważne, że często była to po prostu jama lisa albo nora zająca. W mojej głowie otwierałem wrota najwspanialszych zaginionych skarbców.
Zazwyczaj więc chodziłem, patrząc pod nogi, a nie przed siebie. To bywało problematyczne. Czasem mnie wyśmiewano, a innym razem nabijałem sobie guzy o przedmioty, których nie zobaczyłem. Nie przejmowałem się tym.
Gdyby nie tamte marzenia, siniaki i drwiny, nigdy nie powstałaby ta książka. Z perspektywy lat nie mam już co do tego żadnych wątpliwości. Marzenia to podstawa. Trzeba je mieć, pielęgnować i wierzyć, że kiedyś się spełnią.
Zresztą zobaczycie sami. Niedługo doskonale zrozumiecie, co mam na myśli. Razem odkryjemy skarby, o jakich się Wam nawet nie śniło! To będzie pasjonująca przygoda, choć pojawią się klątwy, mumie oraz prawdziwe egipskie ciemności. Jednak zrobimy wszystko, aby je pokonać, obiecuję. Jesteście gotowi?