#
Dawno temu byłam w ciąży z moją matką, ale tylko przez jakiś czas. Tak chciałabym zacząć książkę. Książka jest trochę jak spacer z oprowadzaniem, więc to nic nowego, ale ta przechadzka będzie raczej przypominać wycieczkę magicznym szkolnym autobusem Ms. Valerie Frizzle. Nie mam autobusu, ale sądzę, że trop, który wskazałam, to akurat bardzo dobra wskazówka, aby oddać klimat. Więc zaczynam. Zamiast autokaru może też być zwykła ciuchcia. Chociaż z pozoru nie ma w tym sensu - i dobrze, bo nie po to to jest ta wyprawa. Wszystko już było i było to zbyt nudne - pomyślał bóg maszynista. Dalej, bryło. Z posad świata nowymi cię popchnę na tory. Popchnę cię zawiązaną liną shibari, popchnę pod TE EL KA opóźnioną o trzy godziny. Akurat będzie tędy przejeżdżać pociąg, a ten pociąg będzie jedną z linii Kolei Mazowieckich. I wszystko jest w nim zepsute przez chuliganów. Na domiar złego jest to typowa TE EL KA: nie działa klimat, ludzie wyskakują przez okna, a małe pieski płaczą. W końcu przydaje się czerwony młoteczek. Można walić nim na oślep, w co popadnie, i tym samym sprawdzać, czy może akurat to zadziała i czy coś rozpadnie się w końcu zgodnie z planem albo wręcz przeciwnie - na przekór wszystkim rozkładom jazdy oraz harmonogramom. Ale zacznijmy od sensu: dalej, bryło, bież go i miażdżżżżżżżż. Nie jest to może eleganckie zawołanie, ale mnie całkowicie wystarczy, jeśli okaże się ono skuteczne, a jeśli nie, to i tak wnosi ruch, a jeśli coś wnosi, to niewątpliwie jest pewien plus. Jednak powiem prawdę: nie zależy nam na żadnych plusach. Wolimy szóstki z wykrzyknikiem i tylko to albo nic!!! My, czerwone młoteczki, jesteśmy nieprzyzwoicie zachłanne, a trening przyjmowania pochwał, aprobaty do dziennika mamy już za sobą. Wszystko jest na ocenę, nawet jeśli mówi się, że tak nie jest, no więc jak w końcu jest i po czym można to wnioskować? Jeśli o mnie chodzi, to osobiście oceniam ten system na cztery minus, z czego cztery jest za to, że znam go mniej więcej przez całe życie i jestem mocno przyzwyczajona, a minus za całkowity brak korzyści, głupotę, prostactwo oraz niezdrowe patociągoty matematyczne, ciągłą kalkulację, zyski i straty, a ja mam to szczęście, że jestem już całą stratą, na którą się zapisałam. Zaczynasz zbyt agresywnie - mówi moja dziewczyna, kiedy to czyta. To jak mam zacząć? Nie wiem, może bardziej miło, jakoś żeby nie obrażać ludzi i żeby się nie zniechęcili. Ale ja chcę, żeby byli zniechęceni i żeby zostali bez przymusu tylko ci zdecydowani, ci, co naprawdę chcą tu zostać, a innym przypadkowym osobom, które nie mają szansy mnie zrozumieć, tym zbyt głupim, poddającym ocenie, maniakom wkładania ludzi szuflą do szuflady, z miejsca mówię: wypierdalać. Jeśli to was bawi, to spróbujcie teraz sklasyfikować czerwone młoteczki i przyznać im swoje bardzo drogocenne punkty mocy, powodzenia.
Sens jest dla facetów, ale tylko dla mięśniaków zapiętych pod szyję, którzy w cokolwiek by byli ubrani, to zawsze są zapięci pod szyję, i to jest ich cecha charakterystyczna. Dawno temu ich mamy zapinały im bluzę od dresu na suwak. Mięśniacy mówili: mamo, uważaj, tylko nie przytnij brody. Ale niestety, przycięła ją, więc teraz mięśniacy nic innego nie robią, tylko krzepną w strachu i właśnie od tego napięcia rosną im muskuły, a od ich ucisku mięśniacy ciągle powtarzają: to nie ma żadnego sensu. Mówią to na zapas i wydaje im się, że tym razem wszystko będzie dobrze, że są bezpieczni, chociaż to nieprawda, nie wywiną się. To, czego nie chcą, dopadnie ich. To coś wejdzie do środka nawet przez dziurki od nosa. Nie ma ratunku, nawet gdy jest się zapiętym pod szyję na bardzo dużo czarnych guziczków i kiedy nosi się biały kołnierzyk albo coś w tym stylu - wejdę tam, obiecuję - mówi Ms. Valerie Fritzzle - możecie sobie drżeć, tylko nie rośnijcie już więksi, bo każdy dodatkowy centymetr to już naprawdę zbyt wiele. Jesteście i tak przerośnięci - znacznie więksi niż, lekko licząc, połowa ludzi na świecie, tych ludzi, którzy są kobietami - a znając wasze zapędy do wzrostu, to pewnie nawet nie jest wam głupio ani nie przychodzą wam one do głowy, kiedy myślicie o ludziach. Za to ja dobrze wiem, kto z rodziny zjada na obiad największy kotlet schabowy. Świetnie zdaję sobie sprawę także z tego, że zajmuję właśnie miejsce, co do którego wydaje wam się, że jest ono wasze własne i że to miejsce powinna wypełniać pożyteczność, tani i przeżuty sens oraz mnóstwo pożywnych białek. Ale ta maszynka do mielenia nie jest w moim guście - to mi nie smakuje, ale czy to oznacza, że nienawidzę mężczyzn? Nie, to zbyt duże uproszczenie, jednak z pewnością trudno jest mi zdzierżyć tradycyjnie rozumianą męskość, tę ideologię, którą wymyślono specjalnie do rozporządzania moim ciałem. Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o męskość, to najbardziej chciałabym ją pożreć. Ale nie robię tego, tylko biorę małego gryza z tej kanapki i już. Ochroniarze przy wejściu zostają pokonani. Jęczą teraz w swoich uniformach niezrozumiałe zaklęcia, których moc polega tylko na tym, że komuś się wydaje, że jest ona tam, gdzie jej nie ma. Plakietki z napisem "ochrona" oraz ostrzeżenia zawierające słowa, takie jak "stać", "brak przejścia", "wstęp tylko dla personelu" i inne tym podobne obostrzenia, porywa podmuch powietrza prosto z krtani. Nie ma kapitalizmu, nie ma mężczyzn. Jest tylko lekki wietrzyk, a jego podmuch kołysze do snu gałązki małych pomidorków. Dojrzewają one w oczekiwaniu na nowe lepsze kanapki, tym razem w wersji wege. To nie terror. To tylko natura nie chce już jeść pastrami z ludzi. Natura nami rzyga. Pakowane próżniowo plastry z ludzi stają się przeżytkiem. Użyteczność wychodzi z użycia, właśnie zamyka się ten portal, bo nikt go już nie potrzebuje. Szkoda, że jestem już tak stara. Szkoda też, że spędziłam w kolejce tyle czasu, a była to większość życia. Szkoda, bo może wcześniej mogłabym od razu przemknąć tam, gdzie chciałam być - bez straty czasu zużytego na analizę cytatów z przemówień marszałka Józefa Piłsudskiego albo jego kumpli i bez męki pisania zgodnych z kanonem wypracowań na podstawie książek prawie samych mężczyzn - w przeliczeniu czterdziestu siedmiu autorów na sześć autorek w spisie lektur do matury w roku dwa tysiące trzynastym, zgodnie z tym, co obliczyłam, a nawet nie musiałam specjalnie liczyć, bo to i tak się rzuca w oczy. To nieładnie, słaby start, ale można wysoko się odbić. W uproszczeniu szkoła działa jak trampolina: lista lektur, edukacja, rodzina jako podstawowa komórka społeczna, toaleta oznaczona kołem lub trójkątem, z tym że nigdy nie wiem, którą figurą jestem, a nie mogę wybrać, nawet dział w sklepie odzieżowym z damską chujowej jakości modą i tą solidną modą najlepszej jakości zwłaszcza w dziale męskim myśliwskim, a do tego odgórny podział na kolory, podział na fryzury i na liczbę sutków, których wolno nie ukrywać w nienegocjowalnych proporcjach zero albo męskie dwa, domowe obowiązki, honoraria i uściski dłoni lub klepnięcia po pośladkach w pracy oraz oblepienie chciwym wzrokiem - ten porządek jest wspaniały, ale tylko do wyskoków lub obalenia. Powoduje, że po zakończeniu edukacji, na którą składa się głównie przyswajanie serii zakazów ustanawianych przez mężczyzn z myślą o kobietach, jedyne osoby, których pragnę słuchać, to są Sylvia Plath oraz jeszcze Virginia Woolf i kilka innych autorytetek ich pokroju - do których feminatywu surowo zakazuję przyjebywać się z tego miejsca. Koniec poczekalni. Problemem jest tylko siła odśrodkowa. Po tej szkole, przez którą czuję się tak bardzo oszukana, nie interesuje mnie zbyt mocno, co w ogóle mają do powiedzenia inni ludzie na temat tego, co powinnam robić. Chyba że mówią mi to ludzie posługujący się dla odmiany narracją wolną od skazy patriarchatu - od jego trucizny - czyli głosy kobiet albo osób, które nie są mężczyznami. Gardzę inną perspektywą. To nie nienawiść ani nie uraza, to jest tylko moja fizjologia: mdłości wywołane szybkim tempem życia, pochylaniem głowy w trakcie jazdy oraz obsługiwaniem podróżnych klasy premium, do której nie należę. Więc głosy poza dominującą perspektywą - to antidotum. Lek na zło. Cały patriarchat. Skażenie biologiczne atmosfery. Grzybnia w oświacie pożerająca autorki na rzecz autorów. Czekam na głosy, że czytanie kobiet, słuchanie kobiet i interesowanie się tym, co wreszcie one mają mi do powiedzenia, to jest dyskryminacja mężczyzn i nie zesrajcie się.