Czerwony książę - Timothy Snyder

-
Proszę czekać

PROLOG (2010)

Bardzo dawno temu piękna młoda księżniczka Maria Krystyna mieszkała sobie w zamku, gdzie czytała od końca do początku. Potem przyszli naziści, a po nich stalinowcy. Ta książka jest historią jej rodziny, zaczyna się zatem od końca.

Godzinę przed północą 19 sierpnia 1948 roku pewien ukraiński pułkownik leżał martwy w radzieckim więzieniu w K?owie. Był szpiegiem w Wiedniu, pracującym przeciwko Hitlerowi podczas drugiej wojny światowej, a później przeciwko Stalinowi na początku zimnej wojny. Skutecznie wymykał się gestapo, ale nie zdołał się wymknąć radzieckiemu kontrwywiadowi. Pewnego dnia ukraiński pułkownik powiedział kolegom, że wychodzi na obiad, i nigdy go już w Wiedniu nie widziano. Został porwany przez żołnierzy Armii Czerwonej, przewieziony samolotem do Związku Radzieckiego i poddany przesłuchaniu, którego nie wytrzymał. Zmarł w więziennym szpitalu i został pochowany w bezimiennym grobie.

Ukraiński pułkownik miał starszego brata. On też był pułkownikiem i też działał na szkodę nazistów. Za swoją odwagę spędził wojnę w niemieckich więzieniach i obozach. W wyniku tortur, którym poddawali go oprawcy z gestapo, połowę ciała miał sparaliżowaną i stracił jedno oko. Powróciwszy do domu po drugiej wojnie światowej, starał się odzyskać rodzinny majątek. Posiadłość znajdowała się w Polsce, a starszy brat był Polakiem. W 1939 roku majątek został przejęty przez nazistów, a w 1945 roku skonfiskowany przez komunistów. Wiedząc o niemieckim pochodzeniu pułkownika, nazistowscy śledczy usiłowali go zmusić, aby przyznał, że jest Niemcem. Tym samym argumentem posłużyli się po wojnie komuniści. Jest Niemcem, stwierdzili, a zatem nie ma prawa do ziemi w nowej Polsce. Komuniści zatrzymali to, co zagarnęli naziści.

Tymczasem dzieci polskiego pułkownika miały problemy z przystosowaniem się do nowego komunistycznego porządku. W podaniu o przyjęcie do akademii medycznej jego córka musiała wpisać pochodzenie społeczne. Do wyboru były tylko trzy opcje: robotnicze, chłopskie i inteligenckie - standardowe kategorie marksistowskiej biurokracji. Po długich wahaniach zdezorientowana młoda dama napisała "Habsburg". To była prawda. Kandydatką do akademii medycznej była młoda księżniczka Maria Krystyna Habsburg. Jej ojciec, polski pułkownik, i stryj, ukraiński pułkownik, byli habsburskimi książętami, potomkami cesarzy, członkami jednego z najświetniejszych rodów Europy.

Jej ojciec Albrecht i jej stryj Wilhelm, urodzeni pod koniec dziewiętnastego stulecia, dorastali w świecie imperiów. W tym czasie ich rodzina nadal rządziła monarchią habsburską, najdumniejszym i najstarszym cesarstwem Europy. Rozciągająca się od gór Ukrainy na północy do ciepłych wód Adriatyku na południu monarchia habsburska obejmowała kilkanaście ludów europejskich i mogła się poszczycić sześćsetletnim nieprzerwanym panowaniem. Ukraiński pułkownik i polski pułkownik, Wilhelm i Albrecht, zostali wychowani tak, by chronić i powiększać rodzinne imperium w epoce nacjonalizmu. Jeden stał się polskim, a drugi ukraińskim księciem, lecz obaj byli lojalni wobec monarchii i uznawali zwierzchnictwo habsburskiego cesarza.

Ten królewski nacjonalizm był pomysłem ich ojca, Stefana. To on odrzucił tradycyjny kosmopolityzm rodziny cesarskiej, aby stać się Polakiem, w nadziei, że zostanie regentem lub księciem Polski. Albrecht, jego starszy syn, był lojalnym dziedzicem; Wilhelm, młodszy - buntownikiem, chłopcem, który wybrał inny naród. Obaj synowie przyjmowali jednak zasadniczą przesłankę ojca. Nacjonalizm jest nieuchronny, uważał Stefan, ale zniszczenie imperiów - nie. Utworzenie państwa dla każdego narodu nie wyzwoli mniejszości narodowych, uczyni natomiast z Europy absurdalne zbiorowisko słabych państw, uzależnionych od silniejszych sąsiadów. Europejczycy, jak wierzył Stefan, lepiej by na tym wyszli, gdyby pogodzili swoje aspiracje narodowe z lojalnością wobec imperium - w szczególności monarchii habsburskiej. W niedoskonałej Europie monarchia habsburska byłaby lepszym teatrem dla narodowego dramatu niż jakiekolwiek inne rozwiązanie. Niech polityka narodowa, uważał Stefan, kształtuje się w wygodnych ramach tolerancyjnego imperium, z wolną prasą i parlamentem.

Pierwsza wojna światowa była tragedią dla tej gałęzi rodziny habsburskiej, jak również dla całej dynastii. Podczas wojny wrogowie Habsburgów, Rosjanie, Brytyjczycy, Francuzi i Amerykanie, obrócili uczucia narodowe przeciwko rodzinie cesarskiej. Pod koniec wojny monarchia habsburska została rozczłonkowana i wypatroszona, a w Europie zatriumfował nacjonalizm. Klęska 1918 roku okazała się większą tragedią dla Wilhelma, młodszego syna, Ukraińca. Przed pierwszą wojną światową ziemie ukraińskie były podzielone pomiędzy dwa imperia, habsburskie i rosyjskie. Tak powstała kwestia narodowa, która absorbowała Wilhelma. Czy Ukraina może zostać zjednoczona i włączona do monarchii habsburskiej? Czy on mógłby rządzić Ukrainą dla Habsburgów, tak jak jego ojciec chciał rządzić Polską? Przez jakiś czas wydawało się, że mógłby.

Wilhelm został ukraińskim Habsburgiem, uczył się języka, dowodził wojskami ukraińskimi podczas pierwszej wojny światowej, związał się blisko ze swoim wybranym narodem. Jego szansa na okrycie się chwałą pojawiła się w momencie, gdy w 1917 roku rewolucja bolszewicka zniszczyła Imperium Rosyjskie, umożliwiając podbój Ukrainy. Wysłany w 1918 roku przez habsburskiego cesarza w ukraińskie stepy, Wilhelm starał się krzewić wśród chłopów świadomość narodową i pomagał biednym utrzymać ziemię odebraną bogatym. Stał się w kraju legendą - Habsburgiem, który mówił po ukraińsku, arcyksięciem, który kochał prosty lud, Czerwonym Księciem.

Wilhelm von Habsburg, Czerwony Książę, nosił mundur austriackiego oficera, insygnia habsburskiego arcyksięcia, zwykły garnitur paryskiego wygnańca, łańcuch Orderu Złotego Runa i, od czasu do czasu, sukienkę. Potrafił się posługiwać szablą, pistoletem, sterem i k?em golfowym; obcował z kobietami z konieczności i z mężczyznami dla przyjemności. Znał włoski, język swojej arcyksiążęcej matki, niemiecki, język swojego arcyksiążęcego ojca, angielski, język swoich brytyjskich królewskich przyjaciół, polski, język kraju, którym chciał rządzić jego ojciec, i ukraiński, język kraju, którym chciał rządzić on sam. Nie był niewinny, ale niewinni nie zakładają państw. Każda rewolucja narodowa, podobnie jak każdy akt miłosny, zawdzięcza coś wszystkim poprzednim. Każdy ojciec założyciel musi się za młodu wyszumieć. Zarówno w sprawach politycznej lojalności, jak i seksualnej obyczajności Wilhelm okazywał całkowity brak wstydu. Nie przyszło mu do głowy, że ktoś inny może określać jego lojalność lub trzymać w karbach jego żądze. Ale pod tą beztroską kryje się jakaś przesłanka etyczna. Zaprzecza ona, choćby tylko przez zapach perfum w paryskim pokoju hotelowym czy kleks z atramentu fałszerza na austriackim paszporcie, jakoby potęga państwa definiowała jednostkę.

Na najbardziej podstawowym poziomie, jeśli chodzi o stosunek do tożsamości, Wilhelm nie różnił się tak bardzo od swojego brata Albrechta, który był człowiekiem rodzinnym, lojalnym wobec Polski, dobrym synem swojego ojca. W epoce totalitaryzmu obaj bracia, nie wiedząc nawzajem o swoich działaniach, zachowywali się mniej więcej w taki sam sposób. Obaj wiedzieli, że narodowość podlega zmianom, ale nie chcieli dokonać zmiany pod przymusem. Albrecht, opierając się naciskom nazistowskich śledczych, zaprzeczył, że jest Niemcem. Chociaż jego rodzina przez stulecia rządziła krajami niemieckimi, odrzucał nazistowską ideę rasową, że pochodzenie określa narodowość. Wybrał Polskę. Wilhelm podjął ogromne ryzyko, szpiegując na szkodę Związku Radzieckiego w nadziei, że mocarstwa zachodnie zdołają ochronić Ukrainę. Podczas wielomiesięcznych przesłuchań przez radziecką bezpiekę mówił po ukraińsku. Obaj bracia bardzo ucierpieli z rąk reżimów totalitarnych, podobnie jak Europa, którą reprezentowali. Zarówno naziści, jak i komuniści traktowali naród jako wypadkową niezmiennych faktów z przeszłości, a nie wyraz czyjejś woli w teraźniejszości. Ponieważ rządzili znaczną częścią Europy przemocą, idea rasy pozostała z nami - jako dziedzictwo historii, która się nie zdarzyła.

Habsburgowie mieli żywsze poczucie historii. Dynastie mogą trwać wiecznie, a rzadko zdarza się, że któraś nie wierzy, iż na to zasługuje. Stalin rządził przez ćwierć stulecia, Hitler zaledwie przez jedną ósmą. Habsburgowie rządzili setki lat. Stefan i jego synowie, Albrecht i Wilhelm, dzieci dziewiętnastego stulecia, nie mieli żadnego powodu, by przypuszczać, że wiek dwudziesty będzie dla ich rodziny ostatni. Czym był w końcu nacjonalizm dla rodziny cesarzy rzymskich, którzy przetrwali zniszczenie Świętego Cesarstwa Rzymskiego, rodziny katolickich władców, którzy przetrwali reformację, rodziny dynastycznych konserwatystów, którzy przetrwali Wielką Rewolucję Francuską i wojny napoleońskie? W latach poprzedzających pierwszą wojnę światową Habsburgowie przystosowali się do nowoczesnych idei, choć raczej tak jak żeglarz halsuje przy niespodziewanym wietrze. Podróż trwała nadal, trochę zmienionym kursem. Kiedy Stefan i jego synowie przyjęli ideę narodową, nie uczynili tego z poczucia historycznej nieuchronności, z przekonania, że narody muszą powstać i zwyciężyć, że imperia muszą zadrżeć w posadach i upaść. Uważali, że wolność dla Polski i Ukrainy można pogodzić z habsburską ekspansją w Europie. Ich poczucie czasu było poczuciem wiecznych możliwości, życia złożonego z chwil wypełnionych promieniami rodzącej się chwały, jak kropla rosy oczekująca na poranne słońce, by zaprezentować całą gamę kolorów.

Czy to ma znaczenie, że kropla rosy kończy pod czarną podeszwą podkutego buta? Habsburgowie przegrali swoje wojny, nie wyzwolili narodów za swojego życia; zostali, podobnie jak ich wybrane narody, pokonani przez nazistów i stalinowców. Ale totalitaryści, którzy ich osądzili i skazali, też przeminęli. Potworności rządów nazistowskich i komunistycznych nie pozwalają traktować europejskiej historii jako marszu ku większemu dobru. Mniej więcej z tego samego powodu trudno postrzegać upadek Habsburgów w 1918 roku jako początek ery wyzwolenia. Jak zatem mówić o współczesnej historii europejskiej? Może ci Habsburgowie, ze swoim znużonym poczuciem wieczności i pełnym nadziei oczekiwaniem na kolor chwili, mają coś do zaoferowania. Bądź co bądź, każda chwila przeszłości jest pełna tego, co się nie zdarzyło i co prawdopodobnie nigdy by się nie zdarzyło, jak ukraińska monarchia czy restauracja Habsburgów. Zawiera również to, co wydawało się niemożliwe, ale okazało się możliwe, jak zjednoczone państwo ukraińskie lub wolna Polska w jednoczącej się Europie. A jeśli dotyczy to tamtych chwil z przeszłości, dotyczy również chwili obecnej.

Dzisiaj, po długim wygnaniu, Maria Krystyna mieszka znowu w zamku swojej młodości, w Polsce*. Sprawa polska jej ojca zwyciężyła. Nawet egzotyczne marzenie stryja o niepodległej Ukrainie się spełniło. Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. Ukraińscy demokraci, domagający się wolnych wyborów we własnym kraju, powiewają europejską flagą. Idea jej dziadka, że patriotyzm można pogodzić z szerszą europejską lojalnością, wydaje się osobliwie prorocza.

W roku 2008 Maria Krystyna mieszka w zamku swojego dziadka i opowiada historie od końca do początku. Historia jej stryja, Czerwonego Księcia, jest jedną z tych, których nie zna lub nie opowiada. Kończy się ona śmiercią w K?owie w 1948 roku. Zaczyna się wcześniej, przed jej urodzeniem, od buntu stryja Wilhelma, który sprzeciwił się polskim planom jej dziadka i wybrał Ukrainę zamiast Polski. Albo jeszcze wcześniej, od długiego panowania cesarza Franciszka Józefa von Habsburga nad wielonarodowym imperium, które pozwalało Polakom i Ukraińcom wyobrażać sobie, że w przyszłości będą wyzwolonymi narodami. Franciszek Józef był u władzy, kiedy w 1860 roku urodził się Stefan i kiedy w 1895 roku urodził się Wilhelm. Panował, kiedy Stefan postanowił spolszczyć swoją rodzinę i kiedy Wilhelm wybrał Ukrainę. Ta historia może się zatem rozpocząć sto lat temu, w 1908 roku, kiedy Stefan osadził swoją rodzinę w polskim zamku, Wilhelm zaczął marzyć o własnym narodowym królestwie, a Franciszek Józef obchodził sześćdziesięciolecie swoich cesarskich rządów.

* Maria Krystyna Habsburg zmarła w Żywcu w 2012 r. - przyp. red.

ZŁOTY

Cesarski sen

Żadna europejska dynastia nie panowała tak długo jak Habsburgowie, a żaden Habsburg nie panował tak długo jak cesarz Franciszek Józef. Drugiego dnia grudnia 1908 roku śmietanka towarzyska imperium zebrała się w gmachu Opery Dworskiej w Wiedniu, aby świętować sześćdziesięciolecie jego rządów. Dostojnicy i książęta, oficerowie i urzędnicy, biskupi i politycy przyszli uczcić długowieczność człowieka, który panował nad nimi z łaski Boga. Miejsce spotkania, przybytek muzyki, było również świątynią ponadczasowości. Jak inne okazałe gmachy wzniesione w Wiedniu za Franciszka Józefa, Opera Dworska była utrzymana w stylu historycznym, nawiązującym do renesansu, ale stała przy jednej z najnowocześniejszych ulic Europy. Stanowiła klejnot Ringu, kolistej alei wytyczonej za panowania Franciszka Józefa, aby określić granicę wewnętrznego miasta. Wówczas, tak samo jak dzisiaj, człowiek skromnego stanu czy wielmoża mógł wsiąść do tramwaju i jeździć wokół Ringu bez końca, z biletem do wieczności w ręku.

Obchody cesarskiego jubileuszu rozpoczęły się poprzedniego wieczoru. Wiedeńczycy, wokół Ringu i w całym mieście, zapalili w oknach świece, rzucające przyćmiony złoty blask w ciemnościach nocy. Ten zwyczaj narodził się w Wiedniu sześćdziesiąt lat wcześniej, kiedy Franciszek Józef wstąpił na habsburski tron w zamęcie rewolucji i wojny, i upowszechnił się w całym imperium za jego długich rządów. Nie tylko w Wiedniu, ale także w Pradze, Krakowie, Lwowie, Trieście, Salzburgu, Innsbrucku, Lublanie, Mariborze, Brnie, Czerniowcach, Budapeszcie, Sarajewie i niezliczonych innych miastach, miasteczkach i wioskach w całej środkowej i wschodniej Europie lojalni poddani Habsburgów składali hołd i demonstrowali swoje oddanie. Po sześćdziesięciu latach Franciszek Józef był jedynym władcą, jakiego przeważająca większość milionów poddanych - Niemców, Polaków, Ukraińców, Żydów, Czechów, Chorwatów, Słoweńców, Słowaków, Węgrów, Rumunów - kiedykolwiek znała. A mimo to w Wiedniu złoty blask nie nastrajał tęsknotą za dawnymi czasami. W centrum miasta tysiące migoczących świec przyćmiewały miliony elektrycznych żarówek. Wszystkie okazałe gmachy Ringu były oświetlone tysiącami żarówek. Place i skrzyżowania przystrojono ogromnymi elektrycznymi gwiazdami. Sam pałac cesarza, Hofburg, był zalany światłem. Milion ludzi przyszło obejrzeć ten spektakl.

Rankiem 2 grudnia w Hofburgu, cesarskim pałacu przy Ringu, cesarz Franciszek Józef przyjął hołd arcyksiążąt i arcyksiężniczek: książąt i księżniczek krwi, podobnie jak on dziedziców habsburskich cesarzy przeszłości. Chociaż większość z nich miała pałace w Wiedniu, przyjechali z całego imperium, z różnych miejsc, w których szukali schronienia przed dworskim życiem lub z którymi wiązali swoje ambicje. Arcyksiążę Stefan na przykład miał dwa pałace na południu, nad Adriatykiem, i dwa zamki na północy, w galicyjskiej dolinie. Stefan i jego żona, Maria Teresa, przyprowadzili tego ranka do Hofburga sześcioro swoich dzieci, aby złożyły uszanowanie cesarzowi. Ich najmłodszy syn, Willy, miał trzynaście lat, dostatecznie dużo, aby zgodnie z dworskim ceremoniałem brać udział w takich uroczystościach. Willy, wychowany nad błękitnym morzem, znalazł się pośród paradnej manifestacji potęgi i długowieczności swojej rodziny. Była to jedna z rzadkich okazji, żeby zobaczyć swojego ojca, Stefana, w pełnym stroju ceremonialnym. Stefan miał na szyi łańcuch Orderu Złotego Runa, insygnium najbardziej podniosłej spośród elit społecznych. Willy zdawał się zachowywać pewien dystans do tego przepychu. Kiedy skorzystał z okazji, żeby zwiedzić cesarski skarbiec, gdzie przechowywano trony i klejnoty koronne, zapamiętał mistrza ceremonii jako pozłacanego koguta.

Wieczorem, w Operze Dworskiej, cesarz i arcyksiążęta znowu się spotkali, tym razem przed widownią. O szóstej zjawili się pozostali goście i zajęli swoje miejsca. Tuż przed siódmą arcyksiążęta i arcyksiężniczki, w tym Stefan, Maria Teresa i ich dzieci, czekali na sygnał. W odpowiednim momencie arcyksiążęta i arcyksiężniczki wkroczyli do foyer i udali się do swoich lóż. Stefan, Willy oraz reszta rodziny zajęli miejsca w loży po lewej stronie, ale nie usiedli. Dopiero wtedy pojawił się sam cesarz Franciszek Józef, człowiek siedemdziesięcioośmioletni i od sześćdziesięciu lat pozostający u władzy, przygarbiony, lecz silny, z imponującymi bokobrodami i nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Przyjął owacje widowni. Stał przez chwilę. Franciszek Józef był z tego znany: stał na wszystkich oficjalnych uroczystościach, dzięki czemu trwały one zbawiennie krótko. Był też znany z wytrzymałości: przeżył śmierć swojego brata, żony i jedynego syna. Przeżywał ludzi, przeżywał pokolenia, wydawało się, że jest w stanie przeżyć sam czas. Punktualnie o siódmej usiadł, w ślad za nim wszyscy pozostali, i rozpoczęło się kolejne przedstawienie.

Kiedy kurtyna poszła w górę, uwaga widowni przeniosła się z obecnego cesarza na cesarza przeszłości. Cesarski sen, jednoaktowa sztuka napisana dla uczczenia jubileuszu, obrała za bohatera pierwszego habsburskiego cesarza, Rudolfa. Widownia rozpoznała Rudolfa jako tego, który w trzynastym wieku uczynił z rodziny habsburskiej panującą dynastię, rządzącą od tamtego czasu nieprzerwanie. Rudolf był pierwszym Habsburgiem wybranym przez innych książąt na cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego w 1273 roku. Chociaż ten tytuł miał ograniczone znaczenie w średniowiecznej Europie złożonej z setek mniejszych i większych państw i państewek, człowiek, który go nosił, rościł sobie prawa do dziedzictwa po nieistniejącym cesarstwie rzymskim, jak również do zwierzchnictwa nad całym światem chrześc?ańskim. To również Rudolf w 1278 roku wydarł w drodze wojny ziemie austriackie z rąk groźnego króla czeskiego, Przemysła Ottokara. Stały się one sercem dziedzicznej domeny, którą Rudolf przekazał swoim synom, a oni z kolei wszystkim późniejszym Habsburgom, aż do samego Franciszka Józefa.

Na scenie cesarz Rudolf zaczyna głośno wyrażać niepokój o los tych austriackich ziem. Podboje ma już za sobą, jego obawy dotyczą przyszłości. Co się stanie z obszarami, które przekaże swoim synom? Czy będą oni godnymi następcami? A co z Habsburgami, którzy przyjdą później? Rudolfa, w rzeczywistości wysokiego, szczupłego i dosyć okrutnego, grał niski, pulchny i ujmujący aktor. Brutalny człowiek czynu staje się na scenie sympatycznym jegomościem, który musi uciąć sobie drzemkę. Zasypia na tronie. Za nim pojawia się duch Przyszłości i opowiada mu o chwale Domu Habsburskiego w nadchodzących stuleciach. Rozlega się łagodna muzyka, a Rudolf pyta Przyszłość o wskazówki. Przyszłość objawia mu pięć sennych obrazów, które mają go upewnić, że to, co zdobył, będzie pielęgnowane i umacniane[1].

Pierwszy senny obraz przedstawia pakt małżeński pomiędzy dwoma wielkimi domami panującymi. W 1515 roku Habsburgowie zawarli układ z Jagiellonami, władcami Polski i najpotężniejszą dynastią Europy Wschodniej. Aranżując podwójne małżeństwo, podjęli ryzyko, że ich ziemie koronne mogą przypaść Jagiellonom. Ludwik Jagiellończyk był królem Czech i Węgier, kiedy w 1526 roku poprowadził swoje wojska przeciwko Turkom w bitwie pod Mohaczem. Został pokonany i utonął w rzece podczas ucieczki. W rezultacie paktu małżeńskiego żona Ludwika była księżniczką habsburską; po jego śmierci jej brat zgłosił pretensje do korony czeskiej i węgierskiej. Czechy i Węgry stały się habsburskimi krajami koronnymi, do których rościli sobie prawa wszyscy następni habsburscy władcy, aż do samego Franciszka Józefa. Król węgierski Maciej Korwin napisał w piętnastym wieku: "Niechaj inni toczą wojny! Ty się żeń, szczęśliwa Austrio! To, co Mars daje innym, tobie ofiaruje Wenus!". Miał na myśli pozyskanie Hiszpanii, kiedy Habsburg poślubił dziewczynę, która była szósta w kolejce do sukcesji, a później przyglądał się, jak pozostałych pięciu pretendentów kolejno umiera. Na podobnej zasadzie przypadło Habsburgom również królestwo Węgier.

Ale władanie Węgrami nie było takie proste, jak wyjaśnia Przyszłość Rudolfowi. Wybuchła wojna pomiędzy Habsburgami a Turkami. W 1683 roku Turcy pomaszerowali na Wiedeń ze stoma tysiącami żołnierzy. Na ziemiach Habsburgów rozbrzmiewały kościelne dzwony, a następnie milkły, b?ąc na alarm, zanim kolejne miasta wpadły w ręce Turków. Wiedeń został oblężony, a Habsburgowie zagrożeni. Uzyskali pomoc ze strony północnego sąsiada, katolickiego królestwa Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Polski król pośpieszył pod Wiedeń ze swoją groźną husarią i rozłożył się na wzgórzu ponad miastem. Jego rycerstwo uderzyło na turecki obóz, jak wspominał muzułmański kronikarz, niczym potok czarnej smoły, który pochłaniał wszystko na swojej drodze. Wiedeń był wolny. W drugim sennym obrazie Przyszłość ukazuje Rudolfowi spotkanie habsburskiego cesarza i polskiego króla. Turcy zostali rozgromieni, a Habsburgowie stali się niekwestionowanymi władcami Węgier i Europy Środkowej.

Wygrawszy wojnę, Habsburgowie musieli się uporać z problemami wewnętrznymi. Jak wyjaśnia Przyszłość Rudolfowi, stanęli w obliczu kryzysu sukcesyjnego. Habsburgowie rządzili większością Europy i świata jako dwie linie, z których jedna wydawała władców Hiszpanii i jej rozległych posiadłości kolonialnych, a druga cesarzy rzymskich i władców Europy Środkowej. W 1700 roku linia hiszpańska wygasła, a gałąź środkowoeuropejska ubiegała się, bezskutecznie, o panowanie nad Hiszpanią i jej imperium kolonialnym. Ta gałąź również nie miała męskiego potomka, który mógłby objąć tron. Rozwiązaniem problemu stała się sankcja pragmatyczna, przedstawiona przez Przyszłość w trzecim sennym obrazie. W obrazie tym cesarz obwieścił, w obecności ośmioletniej arcyksiężniczki Marii Teresy, że właśnie ona będzie jego następczynią. Maria Teresa wstąpiła na tron habsburski w 1740 roku, by stać się jednym z najsłynniejszych habsburskich władców. Przyszłość zapewnia Rudolfa, że Maria Teresa rządziła twardą ręką.

Cesarzowa Maria Teresa przyjęła rodzinną zasadę imperializmu małżeńskiego i doprowadziła ją do logicznej skrajności, co Przyszłość ukazuje Rudolfowi w czwartym sennym obrazie. Przedstawia on Marię Teresę i jej rodzinę w 1763 roku, oklaskujących młodego Mozarta przy fortepianie. W obrazie pojawiła się Maria Teresa w otoczeniu szesnaściorga dzieci. Nawiązanie do Mozarta było zręcznym przypomnieniem, iż Habsburgowie byli cywilizowanymi władcami i patronami sztuki, ale zasadnicze przesłanie sprowadzało się do tego, że Maria Teresa umacniała władzę dynastii w Europie dzięki swojemu sprytowi i licznemu potomstwu. Przygotowywała najstarszego syna, aby rządził razem z nią, i wydawała swoje córki za europejskich monarchów. Najstarszym synem był Józef, oświecony monarcha absolutny, który, podobnie jak jego matka, pragnął przekształcić rozproszone ziemie monarchii habsburskiej w sprawnie administrowane państwo. Najmłodszą córką była Maria Antonia, lepiej znana pod francuskim imieniem Marii Antoniny jako czarny charakter rewolucji francuskiej.

Kiedy Maria Teresa wysłała swoją córkę, aby poślubiła francuskiego następcę tronu, był to typowy przykład habsburskiej dyplomacji małżeńskiej. Francja była tradycyjnym przeciwnikiem Habsburgów. Chociaż zarówno Francja, jak i monarchia habsburska były krajami katolickimi, Francuzi wspierali islamskich Turków, kiedy maszerowali na Wiedeń. Pewien francuski dyplomata próbował nawet zapobiec polskiej interwencji, rozdając łapówki. Podczas wojen relig?nych w szesnastym i siedemnastym wieku Francja wspierała protestanckich książąt przeciwko Habsburgom. Francuska dynastia, Burbonowie, była głównym rywalem Habsburgów w walce o władzę na kontynencie europejskim. Francuzi w trakcie swojej długiej konfrontacji z Habsburgami wymyślili nowoczesną dyplomację, z jej aksjomatem wyższości interesów państwa ponad wszystkim innym. Przeciwko tej bezwzględności Habsburgowie wysłali dziewczynę, aby ją obnażyła. Kiedy czternastoletnia Maria Antonia w 1773 roku zrzuciła szaty na Renie, symbolicznie przekształciła się we francuską księżniczkę Marię Antoninę, potwierdzając prawomocność starego porządku przez swój udział w pakcie małżeńskim pomiędzy dwoma wielkimi domami.

Szesnaście lat po tym, jak Maria Teresa próbowała poskromić wrogość Burbonów, ofiarowując im własną córkę, francuska dynastia została obalona w wyniku rewolucji. Maria Antonina, pozbawiona tytułu królowej Francji, stała się zwykłą obywatelką oskarżoną o zdradę i wiele innych zbrodni. Ostrze gilotyny spadało na karki ludzi, których znała i kochała. W 1792 roku, w więzieniu, kazano jej pocałować w usta odciętą głowę księżniczki, która, jak głosiła plotka, była jej kochanką. W 1793 roku oskarżono ją o działanie na szkodę rewolucji i seksualne molestowanie syna. Została zgilotynowana na placu Rewolucji[2].

Kiedy pod koniec lat dziewięćdziesiątych rewolucja francuska ugrzęzła w terrorze, a następnie przerodziła się w dyktaturę, Napoleon Bonaparte na czele swojej armii próbował wywrócić stary porządek w całej Europie. Wprowadził nową politykę, rządy monarchów, którzy mieli reprezentować interesy ludu, a nie panować z Bożej łaski. Napoleon, który w 1804 roku sam koronował się na cesarza Francuzów, osadzał swoich krewnych na tronach nowych królestw, utworzonych z ziem zabranych Habsburgom i innym przeciwnikom. W 1810 roku Habsburgowie znowu próbowali uciec się do małżeństwa, ofiarowując Napoleonowi córkę swojego cesarza jako narzeczoną. Pertraktacje prowadził przebiegły habsburski dyplomata Klemens von Metternich. Do ślubu rzeczywiście doszło, a małżeństwo okazało się szczęśliwe. Po zneutralizowaniu Habsburgów, w 1812 roku Napoleon pomaszerował na Moskwę. Nieszczęsna inwazja na Rosję zakończyła się katastrofą, która zmieniła bieg wydarzeń. W 1813 roku Habsburgowie przystąpili do zwycięskiej koalicji i Napoleon wreszcie został pokonany.

Rewolucja francuska i wojny napoleońskie stanowiły preludium do piątego sennego obrazu, który Przyszłość odsłania Rudolfowi: kongresu wiedeńskiego w latach 1814-1815. W sali na pierwszym piętrze, z trzema oknami zapewniającymi widok na cesarską stolicę, czterema kratkami w suficie dla szpiegów Metternicha i pięcioma parami drzwi dla negocjujących stron, ustanowiono pokój w Europie. Podstawowymi zasadami były: nienaruszalność historycznych praw dynastii do rządzenia i równowaga sił, tak aby żadne państwo nie mogło zburzyć ustalonego porządku na kontynencie. Ten ostatni senny obraz, który Przyszłość ukazuje Rudolfowi, jest pełen nadziei. Habsburgowie wyszli z wojen napoleońskich jako zwycięskie mocarstwo, które jest zainteresowane stabilizacją w Europie i którego stabilność leży w interesie innych europejskich mocarstw. Potwierdzili to wszyscy ich sojusznicy w ostatniej koalicji, Brytyjczycy, Rosjanie i Prusacy. Francja, po przywróceniu monarchii, odzyskała swoją poprzednią pozycję europejskiego mocarstwa.

To dobrze dla świata, konkluduje Przyszłość. Domena Rudolfa, zbudowana jego sprytem i przemocą, jest utrzymywana i powiększana dzięki korzystnym małżeństwom, władzy kobiet i zręcznej dyplomacji. Kiedy sztuka zbliża się do końca, Rudolf potwierdza tę łagodną wersję historii swojej dynastii, mówiąc, że sam jest zmęczony wojną i cieszy się z zawarcia pokoju.

Autorka sztuki, hrabina korzystająca z pomocy komisji rządowej, pominęła kwestię utraconej chwały, podkreślając temat pokoju. Habsburgowie dobrze wyszli na kongresie wiedeńskim, potwierdzając swoje roszczenia do dawnych ziem polskich na północy i Adriatyku na południu, ale ich królestwo, nawet tak powiększone, nadal nie było niczym więcej jak środkowoeuropejskim mocarstwem.

Jak publiczność doskonale wiedziała, cesarze od Rudolfa do Franciszka Józefa wysuwali kolejne roszczenia i rządzili coraz większymi obszarami. Kilku rościło sobie prawa do całego świata, a nawet więcej. Karol von Habsburg, nad którego imperium w Starym i Nowym Świecie nigdy nie zachodziło słońce, przyjął jako swoją dewizę "Plus ultra", czyli "Wciąż dalej". Jego syn Filip wybił medal z napisem "Orbis non sufficit", czyli "Świat to za mało". Niezwykle wymowny był również sposób, w jaki Fryderyk von Habsburg odczytał samogłoski AEIOU: po łacinie piętnastego wieku -"Austriae est imperare orbi universo"; i w języku niemieckim następnych stuleci - "Alle Erdreich ist Österreich untertan", czyli: "Cała ziemia jest Austrii podległa".

Bliższe sercu Franciszka Józefa prawdopodobnie było inne tłumaczenie AEIOU: "Austria erit in orbe ultima" - "Austria przetrwa aż do końca świata". Tę dewizę upodobał sobie szczególnie ojciec Franciszka Józefa, a powtarzał ją również jego syn, nazwany Rudolfem na cześć pierwszego habsburskiego cesarza. Dwadzieścia lat wcześniej, w 1888 roku arcyksiążę Rudolf z pasją krytykował ojca za to, że wyrzekł się chwały imperialnej przeszłości na rzecz przeciętności drugorzędnego europejskiego mocarstwa. Jak dowodził Rudolf, trudno pogodzić tradycyjne wizje nieskończonych ambicji z historią, która kończy się dyplomatycznym kompromisem. Ta frustracja była jednym z powodów, dla których współczesny Rudolf, syn i dziedzic Franciszka Józefa, zastrzelił się w 1889 roku[3].

Zapewne Franciszek Józef potrafił zaakceptować wyrzeczenie się chwały. Zapewne, paradoksalnie, był to klucz do jego wielkości. Ale Franciszek Józef musiał dostrzec w sztuce coś jeszcze. Była to sztuka napisana na jego cześć. Mimo to żaden z pięciu sennych obrazów nie dotyczył sześćdziesięciu lat jego panowania. Akcja Cesarskiego snu kończy się w 1815 roku, piętnaście lat przed jego urodzeniem. On sam został pominięty, wraz ze wszystkimi wydarzeniami i osiągnięciami swojego długiego życia.

Franciszek Józef urodził się wraz z epoką nacjonalizmu, w 1830 roku, kiedy w Paryżu wybuchła rewolucja przeciwko przywróconej monarchii, a polscy powstańcy omal nie wyrwali się spod panowania Imperium Rosyjskiego. Habsburgowie, powiększywszy swoje posiadłości na kongresie wiedeńskim, stanęli w obliczu włoskiej, niemieckiej, polskiej i południowosłowiańskiej (czyli jugosłowiańskiej) kwestii narodowej.

Owe kwestie narodowościowe były po części podarunkami od Napoleona. On sam obwołał się królem Włoch. Zlikwidował Święte Cesarstwo Rzymskie i dziesiątki drobnych państewek niemieckich, przygotowując tym samym drogę do zjednoczenia Niemiec. Utworzył królestwo Ilirii, jak nazwano ziemie południowych Słowian, ludów, które stały się później znane jako Serbowie, Chorwaci i Słoweńcy. Częściowo odrodził Polskę, usuniętą z mapy w wyniku rozbiorów pod koniec osiemnastego wieku, jako Księstwo Warszawskie. Po zniszczeniu tych napoleońskich tworów Habsburgowie i ich sojusznicy traktowali nacjonalizm jako ideę rewolucyjną, którą należy zdusić w całej Europie. Metternich, obecnie kanclerz, rozkazał policji wtrącać spiskowców do więzień, a cenzorom usuwać podejrzane ustępy z gazet i książek. Monarchia habsburska za młodych lat Franciszka Józefa była państwem policyjnym[4].

Podczas gdy Franciszek Józef w latach trzydziestych i czterdziestych przygotowywał się do rządzenia konserwatywnym imperium, patrioci kreślili prowizoryczną mapę przyszłej Europy, gdzie lokalne kolory wylewały się poza czarne granice imperiów. W lutym 1848 roku wybuchła w Paryżu kolejna rewolucja. W obrębie posiadłości habsburskich narody o dumnej przeszłości i licznej szlachcie - Niemcy, Polacy, Włosi i Węgrzy - skorzystały ze sposobności, aby rzucić wyzwanie Habsburgom demonstracjami i powstaniami. Oblekli tradycyjne szlacheckie żądania większej autonomii lokalnej w nową retorykę swobody narodowej dla ludu. Kanclerz Metternich musiał uciekać z Wiednia na wozie z praniem.

Franciszek Józef wstąpił na tron w wieku osiemnastu lat. Przeciwko buntowniczym narodom szlacheckim zwrócił się o pomoc do Rumunów, Chorwatów, Ukraińców i Czechów. Niektóre narody buntowały się przeciwko swojemu cesarzowi, inne pozostały mu wierne, ale wszystkie w takiej lub innej formie przypominały o swoim istnieniu. Nawet więc gdy zbuntowane narody poniosły klęskę na polu bitwy, zasada nacjonalizmu upowszechniła się i uzyskała potwierdzenie. Co więcej, Habsburgowie rozpoczęli cichą rewolucję społeczną. Aby zdobyć poparcie narodów chłopskich, wyzwolili chłopów z tradycyjnych powinności wobec właścicieli ziemskich. Dzieci i wnuki chłopów mogły się stawać zamożnymi gospodarzami, a nawet mieszczanami. Ludy bez historycznych tradycji szlacheckich zaczęły się postrzegać jako narody zasługujące na swoje prawa.

W 1848 roku idee patriotyczne znalazły szeroki oddźwięk, ale ujawniły się zarazem ich wewnętrzne sprzeczności. Narody zdolne do walki przeciwko swojemu cesarzowi w imię wyzwolenia narodowego chciały uciskać inne: Węgrzy Słowaków, Polacy Ukraińców, Włosi Chorwatów i tak dalej. W tej sytuacji Franciszek Józef mógł manewrować wzajemnymi animozjami, aby wytyczyć kurs z powrotem ku najwyższej władzy. Naród, który zdołał wystawić najświetniejszą armię, Węgrzy, został w końcu pokonany przez oficerów i żołnierzy wiernych monarchii (chociaż Franciszek Józef, ku swemu upokorzeniu, musiał też wezwać na pomoc wojska sąsiedniego Imperium Rosyjskiego). Kwestie narodowe mogły być podnoszone przez pisarzy i narzucane przez powstańców, lecz nie mogły zostać rozwiązane bez monarchów i generałów.

Rewolucje 1848 roku, zapamiętane jako Wiosna Ludów, były lekcją dla królów i cesarzy. Po 1848 roku monarchowie zrozumieli zagrożenia i korzyści płynące z nacjonalizmu i rozpoczęli nowy rodzaj wzajemnej rywalizacji. Narody nie zdołały wybrać swoich władców, zatem obecnie władcy mieli wybierać narody. Największą gratką były Niemcy, ponad trzydzieści państewek, które po zjednoczeniu stałyby się najbogatszym i najpotężniejszym krajem Europy. W latach pięćdziesiątych Franciszek Józef próbował bez powodzenia połączyć wszystkie państwa niemieckie pod swoim berłem, nakłaniając do uległości pomniejszych władców.

Niemcy zostały zjednoczone bez Habsburgów. To Prusy, prężne młode królestwo niemieckie, znalazły sposób na pogodzenie rządów dynastycznych z niemieckim nacjonalizmem. Prusy były największą niemiecką monarchią, ze stolicą w Berlinie, rządzoną przez dynastię Hohenzollernów. Hohenzollernowie, niegdyś zależni od Habsburgów, stali się ich rywalami. Kiedy Habsburgowie potrzebowali głosów elektorów, aby utrzymać Święte Cesarstwo Rzymskie, Hohenzollernowie czerpali z tego korzyści. Kiedy Habsburgowie potrzebowali poparcia podczas wojny o sukcesję hiszpańską, zgodzili się przyznać Hohenzollernom tytuł królewski. Największy władca z rodu Hohenzollernów, Fryderyk Wilhelm, ustanowił dwa filary potęgi państwa, finanse i armię. W 1683 roku, kiedy Habsburgowie przetapiali przedmioty sakralne na złoto, którego potrzebowali do obrony oblężonej przez Turków stolicy, Prusy wprowadzały system podatkowy. W 1740 roku Prusy nie uznały sankcji pragmatycznej, zakwestionowały prawo Marii Teresy do sprawowania rządów i wszczęły wojnę z monarchią habsburską, zagarniając w rezultacie jej najbogatszą prowincję - Śląsk. Hohenzollernowie byli teraz nie tylko domem królewskim, ale wielką potęgą, która pokonała Habsburgów na polu bitwy[5].

W 1866 roku król Prus, Wilhelm I, zaatakował monarchię habsburską Franciszka Józefa. Pod Sadową słabsze liczebnie siły pruskie odniosły decydujące zwycięstwo dzięki lepszemu uzbrojeniu i organizacji. Wojska mogłyby maszerować na Wiedeń, ale pruski kanclerz Otto von Bismarck nie pragnął zniszczenia Habsburgów. Chciał zachować ich monarchię jako zaporę przed Rosją i Imperium Osmańskim, podczas gdy sam jednoczył pozostałe ziemie niemieckie w narodową monarchię. Kiedy w 1870 roku Bismarck sprowokował i wygrał wojnę z Francją, osiągnął swój cel. Wojna przeciągnęła wiele mniejszych państw niemieckich na jego stronę, a zwycięstwo uczyniło z Prus największą potęgę militarną w Europie. Zjednoczenie Niemiec zostało proklamowane w Sali Lustrzanej w Wersalu w styczniu 1871 roku. Pewien wielki pruski generał powiedział niegdyś, że bezpieczeństwo tronu jest poezją. Największy z niemieckich poetów, Friedrich Schiller, uważał, że Niemcy staną się narodem, kiedy będą miały teatr narodowy. Jak się okazało, teatrem narodowym była wojna. Pióro wygrywa z mieczem.

Klęska 1866 roku i wykluczenie Habsburgów z Niemiec wywarły wielki wpływ na następne pokolenie rodziny habsburskiej. Arcyksiążę Stefan, urodzony w 1860 roku, był dzieckiem bismarckowskiej epoki zjednoczenia narodowego. Podczas wojny 1866 roku armia pruska przemaszerowała szybko przez jego rodzinną prowincję, Morawy, gdzie podpisano pokój. Kiedy w latach siedemdziesiątych Stefan kształcił się na Morawach, prowincja sąsiadowała z potężnymi Niemcami. Jak się wydawało, zjednoczenie Niemiec zepchnęło Habsburgów do wiecznej defensywy. Mogli albo przeciwstawić się Niemcom jako słaby przeciwnik, albo przyłączyć się do Niemców jako słaby sojusznik. Pokolenie Franciszka Józefa wiedziało, że władza nad światem jest poza jego zasięgiem, ale do 1866 roku wciąż mogło marzyć o Europie i Niemczech. Stefan należał do pierwszego pokolenia arcyksiążąt, które dorastało w monarchii niebędącej już wielkim mocarstwem europejskim ani chociażby kandydatem do rządzenia Niemcami.

Nawet małżeństwo, tradycyjne narzędzie habsburskiej ekspansji, przywoływało odtąd jedynie wspomnienia klęski. W 1886 roku, kiedy Stefan poślubił habsburską arcyksiężniczkę, która była również księżną Toskanii, związał swój los z losem sieroty po innym zjednoczeniu narodowym, włoskim. Podczas gdy dzieciństwo Stefana kształtowały nowe Niemcy Bismarcka, dzieciństwo jego narzeczonej Marii Teresy zostało zdeterminowane przez narodowy imperializm Francji we Włoszech. Francuski cesarz Napoleon III rozniecał włoski patriotyzm, sprzymierzając się z Królestwem Piemontu i Sardynii w jego próbie wyrwania północnych Włoch spod władzy Habsburgów. W 1859 roku Francja i Piemont pokonały Austrię w bitwie pod Solferino. Zapoczątkowało to ciąg zdarzeń, który Włosi nazywają Risorgimento: zjednoczenie Włoch z mnóstwa małych państewek na półwyspie. Włosi szli za niemieckim przykładem, tworząc własne państwo. W 1866 roku, kiedy Prusy pokonały wojska habsburskie na rodzinnych Morawach Stefana, Habsburgowie stracili również Wenecję. Oddali ją Francji w zamian za neutralność, aby przyglądać się później, jak Francuzi przekazują ją Włochom.

Włochy stały się zjednoczoną monarchią narodową. Upojeni zwycięstwem włoscy patrioci pragnęli doprowadzić do wycofania wszystkich obcych sił ze swojego kraju, w tym również samych Francuzów. W 1870 roku, kiedy Prusy uderzyły na Francję, wojska francuskie musiały wycofać się z Rzymu, aby bronić własnej ojczyzny. Armia pruska i tak dotarła do Paryża. Berlin stał się stolicą zjednoczonych Niemiec, a w tym samym czasie Rzym stał się stolicą zjednoczonych Włoch. Francja i Habsburgowie, tradycyjni rywale w walce o dominację w Europie, zostali upokorzeni, a nowe Niemcy uzyskały zdecydowaną przewagę na kontynencie. Obaj dziadkowie arcyksiężniczki Marii Teresy rządzili państewkami włoskimi; utworzenie zjednoczonego Królestwa Włoch pozostawiło dwie linie sukcesyjne, które prowadziły donikąd. Jej małżeństwo ze Stefanem było więc wycofaniem się z Włoch, gdzie Habsburgowie utracili wszelkie wpływy.

Senne obrazy musiały się zakończyć w roku 1815, zanim zaczęły się koszmary nacjonalizmu. Franciszek Józef urodził się w państwie policyjnym, dążącym do utrzymania swojego stanu posiadania, a na tron wstąpił podczas rewolucji. Jego panowanie było okresem nie pokoju, lecz klęski, nie stabilizacji, lecz straty, nie uniwersalnej potęgi, lecz rozkładowego partykularyzmu. Wyglądało na to, że wszyscy monarchowie z wyjątkiem Franciszka Józefa okiełznali nacjonalizm i znaleźli sobie wspaniałe miejsce w nowoczesnej Europie, tworząc monarchie narodowe. Żadne z tych wydarzeń nie wydawało się odpowiednim tematem do sennego obrazu.

W sztuce sześćdziesiąt lat panowania Franciszka Józefa musiało zostać ukazane w inny sposób. Pod koniec Cesarskiego snu Rudolf oznajmia, że jest zadowolony z sennych obrazów, i pyta o dalszy ciąg historii. Przedstawia inny rodzaj chwały, który nie wymaga ekspansji terytorialnej, a zatem może opromieniać Franciszka Józefa jako największego z Habsburgów. Stając przed cesarzem i zwracając się do niego z wyciągniętymi ramionami, Rudolf cytuje Nowy Testament i wymienia miłość jako największą z cnót i osiągnięć. Przyszłość zgadza się z nim, utrzymując, że Rudolf i Franciszek Józef, podobnie jak pozostali Habsburgowie, byli kochani przez wszystkie narody[6].

Następnie pojawia się sama Miłość, odgrywana przez kobietę, która zajmuje centralne miejsce na scenie. Ma ona ostatnie słowo na temat cesarza i jego poddanych. Lecąc ponad górami i dolinami, ponad rzekami i morzami, Miłość widziała pokornych poddanych Franciszka Józefa w ich życiu codziennym. Wszyscy oni, jak zapewnia krzepiąco, kochają swojego cesarza. Ostatnie słowa sztuki, wyraz wdzięczności dla cesarza, należą do Miłości, przemawiającej w imieniu narodów monarchii. W tym momencie dla widowni było już zupełnie jasne, że cesarzem, o którym mowa, jest nie Rudolf, lecz Franciszek Józef. Kiedy kurtyna opadła, oczy obecnych skierowały się na Franciszka Józefa, a oklaski były przeznaczone dla niego. Miłość połączyła przeszłość i teraźniejszość w tym niewinnym na pozór temacie i doprowadziła historię Habsburgów do końca nutą, która pasowała do jubileuszu[7].

Nie była to nuta całkowicie fałszywa. Habsburgowie rzeczywiście kochali swoje ludy, przynajmniej o tyle, o ile oznaczały one kraje koronne, władzę i bogactwo. Przez stulecia Habsburgowie posługiwali się różnymi językami i przyjmowali zwyczaje, które pozwalały im najlepiej rządzić. Ich miłość była kosmopolityczna, powszechna, samolubna, bezrefleksyjna i dlatego w jakimś sensie doskonała. Nie mogli powiedzieć, że mają wspólne pochodzenie etniczne. Jak zauważył młody Willy, "etnicznie moja rodzina była bardzo zróżnicowana". Jeśli w ogóle Habsburgowie mieli coś takiego jak odziedziczona narodowość, była to ich rodzina. Współczesny nacjonalizm operuje rodzinnymi metaforami, stwierdzeniami, że ludzie są braćmi i siostrami posiadającymi wspólną ojczyznę. Do czego były potrzebne Habsburgom takie metafory, skoro ich rodzina naprawdę rządziła, stulecie po stuleciu, z pokolenia na pokolenie, i skoro ich cesarz naprawdę był postrzegany jako ojciec lub dziadek przez miliony swoich poddanych? Ich ojczyzna była tam, gdzie ich ojcowie doszli, w całej Europie, lub dopłynęli, na całym świecie. Nacjonalizm ich poddanych można było tolerować, znosić, a w przyszłości zapewne wykorzystać[8].

Temat miłości pozwolił na przejście od jednej epoki historii Habsburgów do następnej. Przez stulecia miłość Habsburgów oznaczała małżeństwa dynastyczne. W dziewiętnastym wieku nie była to już miłość między habsburskimi księżniczkami na wydaniu a zagranicznymi władcami, lecz między licznymi habsburskimi ludami a ich władcą Franciszkiem Józefem. Miłość nie mogła już rozszerzać imperium, ale zapewne mogła je zachować. Historia rządów Franciszka Józefa po 1848 roku była historią rodzącego się nacjonalizmu jego ludów, a zasadnicze pytanie sprowadzało się do tego, czy nacjonalizm da się pogodzić z lojalnością wobec jego osoby i tronu. Właśnie dlatego, że monarchia habsburska, z dziesiątkami ludów, nie mogła się stać państwem narodowym, Franciszek Józef i jego ministrowie szukali sposobów, aby uporać się z różnicami narodowymi w epoce wielkich narodowych zjednoczeń. Ostatnie pięćdziesiąt lat było okresem narodowego kompromisu.

Osłabieni po klęskach na polach bitew w wojnach z Włochami i Prusami, Franciszek Józef i jego ministrowie godzili się na ustępstwa wobec różnych narodów. W 1860 roku, po włoskim wstrząsie 1859 roku, cesarz Franciszek Józef ogłosił Dyplom październikowy, coś w rodzaju konstytucji. Dyplom przyznawał pewne uprawnienia zgromadzeniom prowincjonalnym w habsburskich krajach koronnych, pacyfikując w ten sposób szlacheckie klasy rządzące starszych narodów, i oznaczał, że władza cesarza, choć zasadniczo absolutna, da się pogodzić w praktyce z rządami lokalnymi. Po katastrofie pruskiej 1866 roku Franciszek Józef zawarł ugodę z największym i najtrudniejszym do okiełznania spośród narodów szlacheckich - Węgrami. Powstanie węgierskie 1848 roku było najpoważniejszym jak dotąd wystąpieniem narodowym. Na mocy kompromisu z 1867 roku węgierska szlachta zyskała udział w rządach nad połową imperium[9].

Po 1867 roku monarchia habsburska była znana jako Austro-Węgry, a historia jej narodów stała się zróżnicowana. Węgry prowadziły politykę centralizacji, obliczoną na utrzymanie władzy i bogactwa w rękach węgierskiej szlachty. W drugiej połowie imperium, która nie miała nazwy, ale która jest zwykle nazywana Austrią, przeważyły inne zasady. Był to dziwny twór, obejmujący Węgry od północnego wschodu i południowego zachodu niczym zmysłowa kobieta siedząca na skale. W jego skład wchodziły kraje koronne tak różne, jak Galicja na północnym wschodzie, odebrana Polsce i zamieszkiwana przez Polaków, Ukraińców i Żydów, oraz Istria i Dalmacja na południowym zachodzie, dawne posiadłości Wenecji, z ludnością chorwacką, słoweńską i włoską. Pomiędzy nimi leżały stare habsburskie kraje koronne, prowincje zdominowane przez Niemców i Czechów. Żydzi zamieszkiwali wszędzie, szczególnie licznie w Galicji i Wiedniu, ale trzeba przyznać, przedstawicieli innych narodów też można było spotkać niemal wszędzie. Asymilacja i dwujęzyczność były szeroko rozpowszechnione. Odrębne miejsce zajmowała wielka rzesza cesarskich urzędników i oficerów, którzy uważali, że stoją ponad i poza narodowościami, jako lojalni słudzy dynastii.

Polityka narodowa Franciszka Józefa, choć nie nadawała się do przedstawienia w sennych obrazach, nie była pozbawiona swoistego rozmachu. Cesarz kierował wielkim i bezprecedensowym eksperymentem: czy wielonarodowe imperium może przetrwać w Europie narodów, a jeśli tak, to na jakich zasadach? Pierwszą zasadą był kompromis z historycznymi narodami z liczną szlachtą, która domagała się tradycyjnych praw do samorządu. Niedługo po tym, jak Habsburgowie przyznali suwerenność w obrębie Węgier węgierskiej szlachcie, przekazali administracyjny zarząd nad Galicją szlachcie polskiej. Drugą zasadą było wspieranie społeczności chłopskich jako przeciwwagi dla narodów szlacheckich. W 1848 roku Franciszek Józef zniósł resztki poddaństwa. W 1867 roku ogłosił konstytucyjne prawo, na mocy którego wszystkie narody stały się formalnie równe. Poczynając od 1879 roku, ministrowie Franciszka Józefa stopniowo rozszerzali prawo głosowania na wszystkich dorosłych mężczyzn, a do wyborów 1907 roku prawo wyborcze stało się już powszechne. Niższa izba parlamentu zaczęła reprezentować raczej ludność monarchii niż jej szlachtę.

Trzecią zasadą były ciągłe negocjacje z Czechami. Czesi zamieszkiwali Czechy i Morawy, środek monarchii, a ich kraje należały do najbogatszych i najwyżej opodatkowanych. Znaczenie Czechów polegało nie tylko na tym, kim są i gdzie mieszkają, lecz również na tym, co sobą reprezentują. Czesi byli narodem słowiańskim, symbolizowali zatem przyszłość monarchii. Z chwilą gdy Habsburgowie zostali odcięci od Niemiec i Włoch, ich przeznaczeniem było rządzić imperium z ludnością w przeważającej większości słowiańską. Ponad połowę ludności monarchii stanowili Słowianie (Czesi, Słowacy, Polacy, Ukraińcy, Słoweńcy, Chorwaci i Serbowie); tylko około jednej czwartej - Niemcy, a jedną czwartą Węgrzy. Habsburgowie musieli sobie zapewnić lojalność słowiańskich poddanych, co oznaczało zaspokojenie ambitnego czeskiego ruchu narodowego. Gdyby poszczególne narody słowiańskie nie były zadowolone, mogłyby się zjednoczyć przeciwko Habsburgom, przedstawiając dynastię jako niemiecką i opartą na ucisku. Słowianie mogliby również sprzymierzyć się z państwami słowiańskimi poza granicami monarchii habsburskiej, takimi jak Imperium Rosyjskie czy Serbia. W 1905 roku na Morawach, rodzinnej prowincji Stefana, Niemcy i Czesi stali się oddzielnymi grupami politycznymi, którym zapewniono odrębne wybory dla dorosłych i odrębne szkoły dla dzieci[10].

Początek dwudziestego wieku był epoką odrodzenia narodowego, a poeci i historycy tworzyli historie narodowe, które miały skupić masy w jednym wspólnym ruchu. Narodowe dramaty zawsze składały się z trzech aktów: złotego wieku zakończonego obcym najazdem, teraźniejszości pod jarzmem obcej tyranii i przyszłości określonej przez wyzwolenie. W miarę jak pisarze przemieniali słomę narodów chłopskich w złoto zapomnianej chwały, Habsburgowie, też zręczni alchemicy, przyglądali się temu z zawodowym zainteresowaniem. Habsburgowie życzyli sobie, aby etap ucisku każdego dramatu narodowego był uwarunkowany lokalnie: na przykład, aby Czesi ograniczali swoje skargi do miejscowych Niemców i nie postrzegali Habsburgów jako tyrańskiej niemieckiej dynastii lub aby Ukraińcy czuli się upokarzani przez polską szlachtę w Galicji, a nie przez Habsburgów, którzy dali Polakom prawo do rządzenia. Jeśli historię opowiadać w taki sposób, monarchia habsburska była europejską sceną, na której rozgrywa się dramat narodowy, a nie aktorem, który kiedyś będzie musiał zejść ze sceny.

Zawierając kompromisy z narodami szlacheckimi, Habsburgowie mieli nadzieję zaspokoić ich roszczenia, zanim zażądają one pełnej niezależności narodowej. Wspierając narody chłopskie, Habsburgowie mieli nadzieję oczarować masy w momencie, kiedy wkraczały one do polityki. Uważali, że społeczności chłopskie wniosą tradycyjny nawyk lojalności wobec cesarza do epoki polityki demokratycznej. Wysłuchiwano sporów i aranżowano kompromisy w krajach koronnych, z Wiedniem jako arbitrem. Habsburgowie pozostawali w centrum, wygrywając narody szlacheckie przeciwko narodom chłopskim, zdobywając lojalność jednych i drugich, robiąc wszystko, aby kierowały swoje żale nie pod adresem Wiednia, lecz przeciwko sobie nawzajem.

Mimo tych prób przystosowania się do nowoczesnej polityki nacjonalizmu Franciszek Józef pozostał, jak powiedział kiedyś Theodore'owi Rooseveltowi, ostatnim monarchą ze starej szkoły. Życzliwy mu biograf napisał, że był silny, ponieważ nic nie wiedział o ideach swojej epoki. Cesarz nigdy nie korzystał z telefonu ani z windy. Nawet kiedy zachorował w środku nocy, nie chciał przyjąć swojego lekarza, jeśli ten nie był odpowiednio ubrany - nie przyszedł we fraku. Pozostał władcą absolutnym, sprawującym władzę z Bożej łaski. Dekret konstytucyjny, prawa wyborcze i sam parlament miały być rozumiane jako podarunki władcy dla jego poddanych. Mogły zostać przyznane i odebrane. Monarcha zdecydował się rządzić zgodnie z konstytucją, którą zagwarantował, i zgodnie z prawami uchwalonymi przez parlament. Franciszek Józef postanowił wspierać stopniowe rozszerzanie praw wyborczych, wierząc, iż umocni to jego rzeczywistą władzę. Jego dewiza brzmiała "Viribus unitis", czyli "Wspólnymi siłami".

Sukcesy panowania Franciszka Józefa, chociaż dostatecznie prawdziwe, były zbyt mało olśniewające w porównaniu z sennymi obrazami. Dlatego w ostatnim akcie Rudolf wyciągnął ręce do Franciszka Józefa, wypełniając brakujące stulecie dramatyczną energią, a pod koniec sztuki Miłość została wezwana na scenę i skierowała uwagę widowni na monarchę. Wszyscy oczywiście wiedzieli, że skomplikowane porządki w imperium są wynikiem kompromisu między zwalczającymi się siłami. Stare narody otrzymały regionalne parlamenty, nowe narody prawo głosowania w parlamencie cesarskim. Stare narody dały Franciszkowi Józefowi ministrów, posłowie reprezentujący nowe narody uchwalali postępowe prawa. Stare narody uzyskały miejsce blisko cesarza, nowe narody szkoły dla następnego pokolenia. Każdy kompromis rozwiązywał jeden kryzys i nieuchronnie wywoływał inne, które z kolei mogły być rozwiązywane w ramach prawnej i politycznej struktury monarchii. Taka rzeczywistość, niewygodna, lecz możliwa do zaakceptowania, odpowiadała zarówno nacjonalistom, mającym swoje chwile umiarkowanych sukcesów, jak i cesarzowi, któremu zapewniła całe dziesięciolecia panowania. Trwało to długo i mogło trwać jeszcze dłużej[11].

Arcyksiążę Stefan klaskał w swojej loży, chociaż miał własne zmartwienia. Rozumiał, że miłość oznacza narodowy kompromis, i popierał jedno i drugie, ale obawiał się, iż epoka narodowego kompromisu zbliża się do końca. Wiedział, że habsburska scena, na której różne narody mogą rozwijać swoje sztandary, zgłaszać roszczenia i rozwiązywać spory, ma ciemne kulisy.

Narodowy kompromis sprawdzał się całkiem dobrze w posiadłościach samych Habsburgów, ale nie mógł powstrzymać narodowych wyzwań spoza monarchii. Nacjonalizm na jej północnych i zachodnich granicach wyparł Habsburgów z Niemiec i Włoch, na wschodzie i na południu czaiły się inne zagrożenia. Niemieckie i włoskie zjednoczenie zostało ukończone, ale dwa inne - nie: polskie i południowosłowiańskie, czyli jugosłowiańskie. Stefan, który miał majątek na Bałkanach, obawiał się najbardziej południowego sąsiada: Serbii, rządzonej przez dynastię, która nienawidziła Habsburgów i zgłaszała pretensje do ich ziem. Pomiędzy monarchią habsburską a Serbią leżały sporne prowincje Bośni i Hercegowiny, które Habsburgowie zaanektowali kilka tygodni wcześniej, w październiku 1908 roku. W grudniu gazety były pełne pogłosek o wojnie. Tego wieczoru w Operze Dworskiej zjawił się szef habsburskiego sztabu generalnego, który chciał prowadzić wojnę prewencyjną z Serbią[12].

Kiedy ucichły oklaski dla Cesarskiego snu, Franciszek Józef otrzymał złe wieści. Wiedeń skąpał go w złotym świetle, Opera w chwale minionych stuleci. Ale jego jubileusz nie był obchodzony tak spokojnie w całym imperium. W Pradze, gdzie w tym samym czasie wystawiano tę samą sztukę, Czesi buntowali się i demonstrowali. Habsburskie flagi w kolorze czarnym i złotym, wywieszone uroczyście z okazji jubileuszu, były zrywane i bezczeszczone, a czasami palone, tak jak w Serbii. Niektórzy Czesi utożsamiali się nawet ze sprawą serbską. Protestując przeciwko aneksji Bośni i Hercegowiny, wznosili okrzyki: "Niech żyje Serbia!"[13].

Franciszek Józef nie miał wiele czasu na roztrząsanie tej kwestii. W Pradze ogłoszono stan wyjątkowy. W Wiedniu, w Operze Dworskiej, kurtyna znowu poszła w górę i rozpoczęło się drugie przedstawienie. W balecie Z Ojczyzny tancerze i śpiewacy w strojach narodowych wychodzili na scenę, głosząc miłość wszystkich narodów do cesarza. Pod koniec zebrali się w gigantyczny chór, stając przed cesarzem i zapewniając go o swojej lojalności. Stefan obserwował tancerzy ze swojego miejsca w loży. Widział dziesiątki narodów monarchii, reprezentowanych przez postacie

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.