ROZDZIAŁ PIERWSZY
(Darko, zdjęcie)
Czasem tylko stoję z ołówkiem w ręce nad napisanym tekstem. Widzę go, ale nie mam ochoty wydrukować na papierze. Nad nicością świata czernią się paznokcie Bożych rąk, po siedmiu dniach stworzenia. W kieszeni z orzechami łagodna jesień zaczyna znowu swoją grę. I figi zalśniły, jakby młoda kobieta, która sprzedaje owoce na targu, splunęła w dłonie i figi wypolerowała. Patrzy na mnie, a ja nie umiem jej sobie wyobrazić.
"Ja go wysłałam na tę wojnę", tak myśli moja matka każdego dnia o moim bracie. Jaśniejąca figa na ladzie targowej.
Na tylnej stronie fotografii blaknie już stara data w głębokiej ciszy komody. Na fotografii jest brat w mundurze Jugosłowiańskiej Armii Ludowej, JNA, z białą uprzężą żandarmerii wojskowej. Stoi, obejmując się z innym żandarmem wojskowym, sześć miesięcy starszym, który na sarajewskim dworcu kolejowym zobaczył w nim rekruta i zaprowadził do koszar.
Nad datą na drugiej stronie fotografii w połowie przekreślony tekst, napisany ręcznie przez żandarma z braterskich objęć: "Goran P. - przyjacielowi z wojska, zwanemu Boto, wnukom, ku pamięci".
Ta data to 8 marca 1992, dzień przysięgi kompana, którą składał ojczyźnie, kiedy w koszarach odwiedzili go ojciec i matka.
W Dzień Kobiet został żandarmem JNA.
A zaledwie kilka dni później stanie się jeńcem w tych samych koszarach Viktor Bubanj[1]. Przyjdzie Armia Bośni i Hercegowiny - wtedy jeszcze niezorganizowana, ale uzbrojona sarajewska "banda" - i odetnie koszary od świata.
Zamkną dopływ wody, prądu, żywności... Otoczą koszary i młodzi żołnierze, na ogół dziewiętnastoletni smarkacze, z kilkoma oficerami, pozostaną całkowicie odizolowani.
Nie wiedzieli ani kto jest wrogiem, ani dlaczego, nie potrafili już powiedzieć ani kto ich atakuje, ani do kogo oni strzelają, ani po co. Wtedy wojskowi żandarmi, Goran P. i mój brat Bota, przysięgną sobie, że jeden uratuje drugiego, gdyby któryś został ranny - nawet za cenę własnej śmierci.
Druga przysięga brata w ciągu miesiąca.
Gdzie nocą wejdzie człowiek, tam pęka światło. Jakby miał być pożar. Jakby ktoś miał spłonąć.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki