Czemu na podłodze śpisz - Darko Cvijetić

Kup ebooka

30.00 zł
24.00 zł (23,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY

(Darko, zdję­cie)

Cza­sem tylko stoję z ołów­kiem w ręce nad na­pi­sa­nym tek­stem. Wi­dzę go, ale nie mam ochoty wy­dru­ko­wać na pa­pie­rze. Nad ni­co­ścią świata czer­nią się pa­znok­cie Bo­żych rąk, po sied­miu dniach stwo­rze­nia. W kie­szeni z orze­chami ła­godna je­sień za­czyna znowu swoją grę. I figi za­lśniły, jakby młoda ko­bieta, która sprze­daje owoce na targu, splu­nęła w dło­nie i figi wy­po­le­ro­wała. Pa­trzy na mnie, a ja nie umiem jej so­bie wy­obra­zić.

"Ja go wy­sła­łam na tę wojnę", tak my­śli moja matka każ­dego dnia o moim bra­cie. Ja­śnie­jąca figa na la­dzie tar­go­wej.

Na tyl­nej stro­nie fo­to­gra­fii blak­nie już stara data w głę­bo­kiej ci­szy ko­mody. Na fo­to­gra­fii jest brat w mun­du­rze Ju­go­sło­wiań­skiej Ar­mii Lu­do­wej, JNA, z białą uprzężą żan­dar­me­rii woj­sko­wej. Stoi, obej­mu­jąc się z in­nym żan­dar­mem woj­sko­wym, sześć mie­sięcy star­szym, który na sa­ra­jew­skim dworcu ko­le­jo­wym zo­ba­czył w nim re­kruta i za­pro­wa­dził do ko­szar.

Nad datą na dru­giej stro­nie fo­to­gra­fii w po­ło­wie prze­kre­ślony tekst, na­pi­sany ręcz­nie przez żan­darma z bra­ter­skich ob­jęć: "Go­ran P. - przy­ja­cie­lowi z woj­ska, zwa­nemu Boto, wnu­kom, ku pa­mięci".

Ta data to 8 marca 1992, dzień przy­sięgi kom­pana, którą skła­dał oj­czyź­nie, kiedy w ko­sza­rach od­wie­dzili go oj­ciec i matka.

W Dzień Ko­biet zo­stał żan­dar­mem JNA.

A za­le­d­wie kilka dni póź­niej sta­nie się jeń­cem w tych sa­mych ko­sza­rach Vik­tor Bu­banj[1]. Przyj­dzie Ar­mia Bo­śni i Her­ce­go­winy - wtedy jesz­cze nie­zor­ga­ni­zo­wana, ale uzbro­jona sa­ra­jew­ska "banda" - i ode­tnie ko­szary od świata.

Za­mkną do­pływ wody, prądu, żyw­no­ści... Oto­czą ko­szary i mło­dzi żoł­nie­rze, na ogół dzie­więt­na­sto­letni smar­ka­cze, z kil­koma ofi­ce­rami, po­zo­staną cał­ko­wi­cie od­izo­lo­wani.

Nie wie­dzieli ani kto jest wro­giem, ani dla­czego, nie po­tra­fili już po­wie­dzieć ani kto ich ata­kuje, ani do kogo oni strze­lają, ani po co. Wtedy woj­skowi żan­darmi, Go­ran P. i mój brat Bota, przy­się­gną so­bie, że je­den ura­tuje dru­giego, gdyby któ­ryś zo­stał ranny - na­wet za cenę wła­snej śmierci.

Druga przy­sięga brata w ciągu mie­siąca.

Gdzie nocą wej­dzie czło­wiek, tam pęka świa­tło. Jakby miał być po­żar. Jakby ktoś miał spło­nąć.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki