3. Darrow
3
Darrow
Bóg Burzy
Z racji swoich traumatycznych narodzin Merkury jest planetą z temperamentem, skłonną do zmiennych nastrojów i kontrastów
klimatycznych. Uznając, że łatwiej jest zmienić planetę niż ludzką
naturę, Złoci twórcy światów wykorzystali sterowniki masy na Merkurym,
żeby zmienić prędkość jego obrotów i dostosować ją do ziemskiej. Tak
autorytarne terraformowanie jest czasem konieczne, ale pozostawia
widoczne blizny.
Na bliźnie, gdzie Morze Sykoraks spotyka się z lodem polarnym, para
sączy się z szerokiej szczeliny, którą kowale Harnassusa wycięli w fasadzie lodowca. Światła lądowiska witają nas w głębi lodowca, gdzie
wokół wykopu tętni życiem prowizoryczny przemysłowy świat. Kiedy
lądujemy, rozległe koszary, warsztaty inżynierów i stołówki przypominają
dziecięce klocki w porównaniu z masą metalu wykopaną z lodu. Starodawna
machina wygląda jak obrócona do góry nogami skorupa żółwia przeszyta
trójzębem.
Imperator Cadus Harnassus, terrański bohater ze Starego Tokio, wita mnie
na obsypanym piaskiem lądowisku. To chodząca geoda -?przygarbiony,
powolny w ruchach, o brunatnej skórze i kartoflowatym nosie pijaka na
twarzy, która tym bardziej przypomina rozeźlonego szczeniaka, im
bardziej Harnassus przekracza pięćdziesiątkę, a wszystko to skrywa
skomplikowaną inteligencję inżyniera od astroPancerzy, który stał się
bohaterem swojej kasty.
Przez osiem lat zachował swój ukochany terrański drugi Legion Kowali
nietknięty. W tej wojnie Złoci mogą mieć monopol na superżołnierzy i zrozumienie wojskowej doktryny, ale my mamy monopol na kreatywność.
Chociaż niechętnie to przyznaję, wiele z tego zawdzięczamy Harnassusowi.
Miewałem genialnych dowódców, głupich dowódców i krwawych dowódców, ale
znalezienie dowódcy zrównoważonego jest równie trudne jak znalezienie
uczciwego człowieka w gildii Srebrnych. Gdyby tylko ten opanowany
dowódca nie pragnął zasiąść pewnego dnia na miejscu mojej żony.
Formalnie rzecz biorąc, on jest arcyimperatorem tej armii, a ja
człowiekiem wyjętym spod prawa.
To właśnie jego senat wyznaczył na mojego zastępcę, kiedy podjąłem
działania na własną rękę. Wiedzieli, że Orion jest zdecydowanie zbyt
lojalna wobec mnie. I to właśnie Harnassus albo dla korzyści
politycznych, albo z racji pedantycznego posłuszeństwa wobec prawa
przegłosował Orion i odesłał prawie połowę floty z powrotem na Lunę,
przygotowując Atalantii pole do ataku. Minęły czasy, kiedy mógł usiąść
przy dowolnym stole i pogawędzić z piechotą. Żołnierze, podobnie jak
Orion, obarczają go winą za obecną sytuację.
Ostatecznie jednak to nie Harnassus postanowił zaatakować Merkurego, ale
ja.
-?Spójrzcie na to: Żywy Mit i jego szczeniak. -?Pomarańczowe oczy
Harnassusa spoglądają na Rhonnę i na mnie, jakby bawił go jakiś prywatny
żarcik. -?Przyszliście dołączyć do mnie w moim wygnaniu na północy?
-?Masz opóźnienia w realizacji planu, imperatorze -?mówię, salutując.
Odpowiada bez przekonania i spluwa przeżutym tytoniem, który zamarza na
jego splątanej brodzie.
-?Wobec tego plan jest zły. -?Drapie się po głowie i wyciąga włos.
Niewiele mu już ich zostało. -?Moi chłopcy harują jak woły z powodu tego
szaleństwa, które obmyśliłeś razem z tym Niebieskim pustakiem.
Kiwam głową na inżynierów, którzy wysiadają z parujących promów.
-?Dlatego przywiozłem więcej ludzi. Cała Siedemnastka należy do ciebie.
Ich silnik burzowy na Pustkowiu jest już gotowy. Orion ma swoje cztery w Sykoraks na głębokości dwóch kilometrów gotowe już od tygodnia.
Marszczy czoło.
-?Masz ich jeszcze pięć? Trzeba było mi powiedzieć.
-?Mam ich jeszcze sześć. Bezpieczeństwo operacyjne to sprawa nadrzędnej
wagi.
-?Ładnie ująłeś fakt, że mi nie ufasz.
-?Zaufałem ci w kwestii tego jednego, prawda?
-?Na tyle, że zjawiłeś się tu osobiście. Zatem siedem w sumie. -?Zaczyna
kalkulować. -?Jak gorący jest kociołek tej wiedźmy? Czterdzieści,
czterdzieści jeden?
-?Czterdzieści trzy stopnie Celsjusza -?mówi Orion, kiedy wysiada za mną
z promu.
Otacza ją szóstka jej burzowych pilotów. Ukrywam irytację. Miała
poczekać. Harnassus przygląda się jej. Na osobności wyraził wątpliwości
co do jej psychicznej gotowości do podjęcia obowiązków. Oficjalnie
salutuje oficerowi równemu rangą.
-?Zaokrąglałem.
-?Cóż, twój rodzaj może pozwolić sobie na zaokrąglanie. W przeciwieństwie do tych, którzy umierają.
-?Dziwię się, widząc cię w terenie, imperator Aquarii. -?Harnassus
obraca zgarbione ramiona w moją stronę. -?Co ona tu robi?
-?Powiem ci podczas odprawy.
-?Jasne, bezpieczeństwo operacyjne. Wiesz, Aquarii, ich meteorolodzy
wychwycą nagły skok. Może i są to wredni mali watażkowie po praniu
mózgu, ale nie są tak głupi jak wy. Lecieliście tym samym promem? Szlag!
A gdyby Rycerz Strachu dopadł was oboje?
-?Wtedy spełniłoby się twoje marzenie -?odpowiada Orion. -?Wreszcie
dowodziłbyś armią. Moje silniki leżą wzdłuż pasma wulkanicznego. Twoi...
watażkowie uznają, że to kominy hydrotermalne. Nigdy nie przyjdzie im na
myśl, że temperatura może się podnieść do pięćdziesięciu Celsjuszy.
-?To po co, u diabła, potrzebny jest wam jeszcze ten?
-?Dla pełnej kontroli -?mówi Orion.
-?Pełnej kontroli? -?Podejrzenia Harnassusa, że zatajano przed nim
informacje, zostają potwierdzone. Piorunuje wzrokiem silnik. -?Nie
czytaliście opowieści? Pandora nie lubi, kiedy ktoś grzebie w jej
puszce.
Orion patrzy na niego z takim szacunkiem, jaki Sevro okazałby
szczególnie małemu balaskowi.
-?Pandora to fikcja stworzona przez mężczyzn, żeby obwinić kobiety za
błędy tego świata. Nie jestem fikcją. Zatem możemy obejrzeć towar? Czy
mamy stać tutaj, łapać się nawzajem za słówka i odmrażać sobie tyłki, a ja będę udawała, że sto tysięcy moich marynarzy nie zginęło z powodu
twoich politycznych nocnych fantazji?
Dwa nieporuszone głazy piorunują się wzrokiem.
-?Skończyliście? -?pytam. -?Tak, skończyliście. Chcę, żeby maszyna
uniosła się w powietrze. W tej chwili.
* * *
Lód ma kolor zmarzniętych ust. Mężczyźni i kobiety ze sławnego drugiego
legionu mrowią się na metalowym kadłubie wykopanego kolosa. Uwięziony od
wieków pod lodem kadłub, którego krzywizna górnej powierzchni ma prawie
kilometr średnicy, jest wypaczony i pokryty szczelinami. Harnassus kręci
się po obwodzie wykopaliska i wrzeszczy w technożargonie. Jest
podenerwowany, odkąd Orion i jej Niebiescy weszli do maszyny ponad dwie
godziny temu.
Mistrz Stwórca Glirastes stoi zawinięty w futro z polarnego
niedźwiedzia. Szczupły, łysy i okrutny przypomina sępa; najsłynniejszy
rzemieślnik Wspólnoty marszczy nos i wciąga kreskę diabelskiego pyłu z dozownika. Jest Pomarańczowy jak Harnassus, ale należy do całkiem innej
klasy -?takiej, która zadawała się ze Złotymi autarchami, rzeźbiąc dla
nich biblioteki i tworząc dla ich przyjemności tajemnicze urządzenia od
Merkurego po Lunę. Nie należy do Powstania, chociaż jego współpraca była
kluczowa dla mojego Deszczu na tej planecie.
-?Zdziałałeś cuda -?mówię do niego.
-?On mówi, że to cud. -?Mistrz Stwórca prycha drwiąco, wciągając resztkę
narkotyku prawym nozdrzem garbatego nosa. -?Kiedy zająłeś tę planetę,
powiedziałeś, że w ciągu roku zapłaczę z radości na widok owoców, jakie
przyniesie jeden rok wolności. Spójrz na tę twarz, młody wojowniku, i powiedz, czy wypełnia ją radość?
-?Rok się jeszcze nie skończył.
-?Te maszyny dysponują pierwotną mocą, która nie zważa na ludzkie
potrzeby -?odpowiada, odwracając się do mnie, i piorunuje mnie złym
wzrokiem. -?Zważywszy na to, ile włożyłem w to pracy, ufam, że
dotrzymasz słowa.
Zanim moje legiony zajęły planetę, obiecałem Glirastesowi, że będziemy
unikać bombardowania zaludnionych ośrodków. Z powodu tej obietnicy setki
tysięcy moich ludzi zginęło w Deszczu, ale miliony cywilów nie wpadły w krzyżowy ogień. Fakt, że dotrzymałem obietnicy mimo ogromnej ceny, to
jedyny powód, dla którego ufa mi na tyle, żeby pomóc mi uruchomić tę
tajemniczą maszynerię -?to oraz strach przed tym, co Atalantia zrobi z kolaborantami, zwłaszcza tak sławnymi jak Glirastes Mistrz Stwórca z Merkurego.
Obietnica, jaką mu wtedy złożyłem, została rozciągnięta teraz także na
Bogów Burzy.
-?Dotrzymam -?mówię. -?Nie wykroczymy poza podstawowy horyzont.
-?Nie wezmę udziału w ludobójstwie. Wiesz, co się stanie, jeśli...
-?Możesz mi wierzyć lub nie, ale Merkury jest równie cenny dla mojej
sprawy, jak jego mieszkańcy dla twego niezłomnego serca.
Dostrzega mój sarkazm i krzywi się.
-?Bogowie jedni wiedzą, czemu Octavia zachowała te piekielne bestie w łańcuchach. -?Odwraca się do silnika i patrzy na niego z uwielbieniem,
zazdrością i strachem zarazem. -?Nawet ród Votum nie wiedział, co leży
pod powierzchnią ich planety. Nawet ja nie wiedziałem.
Oby to oznaczało, że Atalantia też nie wie.
-?A dlaczego Złoci cokolwiek robią? -?odpowiadam pytaniem. -?Dla
utrzymania kontroli.
Bogowie Burzy to pozostałości maszyn kształtujących pogodę z czasów
terraformowania planety. Współpracowały ściśle z silnikami Lovelocka,
żeby uczynić Merkurego zdatnym do zamieszkania. Moja żona potrzebowała
czterech lat i pracy dwustu Zielonych, żeby włamać się do
Półksiężycowego Skarbca Octavii w Cytadeli. Skarby w postaci sekretów,
jakie tam znaleźliśmy, były warte całej floty gwiezdnych okrętów.
Stawiam życie dziesięciu milionów ludzi na to, że Octavia była zbyt
wielką paranoiczką, by zdradzić rodzinne tajemnice komukolwiek poza
swoimi krewnymi.
Glirastes patrzy na Boga Burzy, jakby czekał, aż kolosalna masa
wyszepcze mu swoje sekrety, a potem krzyżuje ręce i wycofuje się w głębiny swojego mentalnego labiryntu. Stwórca to kapryśny geniusz, ale
zależy mu na mieszkańcach swojej planety. Dolinie niech będą za to
dzięki.
Na dźwięk syreny Kowale zaczynają ewakuować się z jamy graWindami. W górze ostatnie ze świdroSzponów szybują w powietrzu, niesione przez
ciężkie transportowce -?polecą na południe i zostaną umieszczone w naszym składzie w Heliopolis. Orion i jej Niebiescy ostatni opuszczają
machinę. Inżynierowie patrzą na nich zazdrośnie, kiedy suną do mnie na
grawiSaniach. Glirastes sączy kawę, którą przyniósł mu jego niewolnik.
-?Hardware został zainstalowany i jest w pełni sprawny -?oznajmia Orion.
-?Tyle, jeśli idzie o biadolenie Harnassusa. Rzeczywiście urobili sobie
ręce po łokcie. Jego Kowale odwalili kawał rzetelnej roboty jak na
mechaników.
-?Są tak naszprycowani, że ledwie widzą na oczy -?dodaje Glirastes.
Ma rację. Gdybym był młodszy, uznałbym, że słuszny gniew albo poczucie
celu wystarczyły, żeby nie ustali w wysiłkach. Jednak nie ja jeden nie
dosypiam. Moja armia to banda marionetek wiszących na sznurkach z nazopranu, dolominy i zoladonu.
-?Będzie działać? -?pytam Glirastesa.
-?Przeprowadziłem pięć milionów symulacji i tylko dwa miliony zakończyły
się eksplozją silnika i śmiercią wszystkich na pokładzie -?odpowiada. -
Więc teoretycznie tak.
-?To mnie pocieszyłeś -?mruczę.
Harnassus podchodzi mozolnie, żeby słyszeć naszą rozmowę.
-?Będzie pan czynił honory, imperatorze? -?pytam.
-?To twój potwór. Ty go obudź. -?Rzuca mi moduł sterujący.
Poirytowany uruchamiam protokół lotu. Harnassus nawet nie patrzy, jak
pod wiekową machiną włączają się silniki grawitacyjne. Przez jedną
straszliwą chwilę nic się nie dzieje. Patrzę w dół. Unieś się, łajdaku,
no unieś się.
-?Mówiłam, że nie trzeba było włączać do tego Harnassusa -?szepcze
Orion. -?Myślał, że to jedyny silnik. Sabotował prace.
-?Jest dupkiem, ale nie zdrajcą -?odpowiadam.
A potem Bóg Burzy wydaje straszliwy jęk, kiedy siła silników
grawitacyjnych wyprodukowanych przez Sun Industries ponagla go do
przebudzenia. Wszyscy stojący obok mnie przyboczni i dowódcy poza
Harnassusem cofają się krok.
Z metalicznym zgrzytem maszyna zaczyna się wznosić coraz wyżej, aż wisi
sto metrów nad powierzchnią, przesłaniając sklepienie wykopanej ludzką
ręką jaskini. Silniki grawitacyjne stworzą ospałe pole niskiego
ciążenia, bloki lodu zawisają w powietrzu. Wkrótce silnik będzie gotowy,
żeby dołączyć do swoich braci w morzu.
Uśmiecham się z zadowoleniem.
4. Lysander
4
Lysander
Ajax, syn Ai
Po wylądowaniu na Annihilo Diomedes i ja prowadzimy delegację z Obrzeża
przez szpaler Popielnych Gwardzistów. Zamiast ceremonialnych zbroi
stosownych przy powitaniu dygnitarzy wroga elitarne siły Atalantii noszą
polowe zbroje. Może powodem jest to, że oficjalnie nie uznają
niezależności Obrzeża. Czarny metal podobny do chitynowych pancerzy
żuków jest powgniatany i porysowany po walkach na czterech światach.
Jednak perłowe czaszki domu Grimmus na napierśnikach zostały
wypolerowane na wysoki połysk.
Ta obelga miała zostać zauważona -?i rzeczywiście tak się dzieje.
To nie jest powitanie syna marnotrawnego ani dawnego sojusznika.
To demonstracja siły przed zdrajcami krwi.
Mijamy szeregi wrogich Szarych, a ja się zastanawiam, ilu z nich
Atalantia zagrabiła z legionów mojej rodziny i Straży Pretoriańskiej.
Przyglądam się, ale nie widzę pretorianów. Nie widzę wśród oficerów ani
Rhone'a ti Flavinius, ani Extera ti Kaan, ani Fausty ti Hu.
Na końcu szpaleru gwardzistów dziesięciu katastrofalnie olbrzymich
Obsydianowych Splamionych uderza drzewcami toporów w pokład, zagradzając
nam drogę do czekającej drużyny Złotych z Rdzenia. Kiedy odsuwają się na
bok, po raz pierwszy od dekady dwa rodzaje Aureusów stają twarzą w twarz
i mierzą się wzrokiem.
Złoci z Rdzenia -?próżni i pobliźnieni w walce -?ociekają bogactwem w bezcennych złoconych zbrojach o monstrualnych kształtach stworzonych
przez najlepszych rzemieślników wszystkich światów. Większość z nich ma
krótkie, ścięte na wojenną modłę włosy i pobliźnione brwi. Ich
grubokościste sylwetki są zamknięte w twierdzach ciężkich mięśni
rozwijanych pod ścisłą prenatalną obserwacją za pomocą ezoterycznych
protokołów chemicznych i dzięki nieustępliwej rywalizacji z równymi
sobie.
Nie powiem, że to najdoskonalsze wytwory ludzkości. Bardziej
przypominają wyścigowe konie czystej krwi zaciekle walczące o pozycję.
W porównaniu z nimi Złoci z Obrzeża są szczupli i niedbali. Ich ciała,
tak jak ich kultura, zostały zahartowane przez niedostatek i wewnętrzną
dyscyplinę. Długie włosy wolą wiązać przed walką tak jak mieszkańcy
Peloponezu. Noszą proste skórzane buty i ponure stroje, które sami
szyją. Żaden z nich nie ma na sobie niczego, czego nie można by kupić na
bazarze podKolorów za pięćdziesiąt kredytów, z wyjątkiem krótkich mieczy
kitari i długich brzytew, które nazywają hasta.
Przeciąga się pogardliwe milczenie.
Kiedy w końcu jeden ze Złotych z Rdzenia odzywa się, jest to Marsjanka,
którą od dawna uważałem za martwą. Skrzydlate ramiona jej zbroi z motywem łabędzia są wygięte, ale płonące serce na jej napierśniku jarzy
się jasno w ponurym hangarze. Jej twarz, w mojej pamięci gładka jak
alabaster, teraz jest stwardniała jak pięta górnika. Jednak nawet wojna
nie zdołała przygasić iskry w oczach Kalindory au San. Rycerza Miłości.
Pamiętam, że była skromną, łagodną istotą, która nie kochała chwały
wojennej, ale wdzięk poezji i architektury. Kiedy byłem chłopcem,
podziwiałem w równym stopniu jeszcze tylko jedną kobietę z jej
pokolenia: Virginię au Augustus. Żonę Żniwiarza i uzurpatorkę na
urzędzie mojej babki.
Jako mężczyzna zdecydowanie inaczej odbieram teraz Kalindorę.
Nawet Diomedes zerka na nią po raz drugi. Jej usta, chociaż przecięte
przez dwie blizny, są pełne i wydają się zdolne tylko do szeptu. Nos ma
drobny i ostry, ale najbardziej charakterystyczne dla niej są oczy.
Wszelkie odcienie złota, jakie istnieją, wirują spiralą ku jamie jej
źrenic i bledną, zbliżając się do ciemności, więc wydaje się, że
człowiek patrzy w zaćmienie słońca.
-?To on? -?pyta Kalindora wyższego, młodszego rycerza w zbroi koloru
burzowych chmur.
Mężczyzna ma czarną skórę i oczy w kolorze jaskrawego bursztynu. Z jego
potężnych ramion zwiesza się skóra perłowego lamparta. Podchodzi, żeby
mi się przyjrzeć. Przez chwilę mam wrażenie, że obaj zerkamy przez
brudną szybę, mrużąc oczy i pochylając się, aby przekonać się, czy widmo
po drugiej stronie to dawno utracony przyjaciel, czy tylko zwykła
sztuczka.
Ledwie rozpoznaję mężczyznę, który kiedyś nazywał mnie "bratem".
Tylko jego długie rzęsy się nie zmieniły.
W ciągu jedenastu lat, jakie upłynęły, odkąd ostatni raz go widziałem,
pulchne rysy, które często po cichu wyśmiewano na Palatynie, stopiły się
i odsłoniły twarz Adonisa tak opryskliwą, tak namiętną i tak męską, że
nawet Cassius w chwili upojenia alkoholowego mógłby wytknąć mu jakąś
maleńką skazę w nadziei, że w ten sposób rozcieńczy własną bezdenną
zazdrość.
Octavia zawsze była rozczarowana swoim małym genetycznym eksperymentem.
Teraz zmieniłaby zdanie. Ajax, owoc pozbawionej miłości, genetycznie
dobranej unii Ai i Atlasa au Raa to ideał męskości.
Falera zdobiąca zbroję Ajaxa mówi mi, że spełnił swoje dziecięce
marzenie. Nosi nie tylko bliznę Niezrównanego Naznaczonego, ale też
insygnia Rycerza Burzy i pełnego legata piechoty.
Z twarzą pozbawioną blizny i w skromnym cywilnym ubraniu przed obliczem
dwojga Rycerzy Olimpijskich jeszcze bardziej niż dotąd odczuwam swoją
dziesięcioletnią nieobecność.
-?Ty jesteś człowiekiem, który twierdzi, że jest Lysandrem au Lune -?kpi
Ajax.
-?Ajax. -?Omyłkowo uznając jego ton za przekomarzanie się, wyciągam
ręce, żeby go objąć. Splamiony blokuje mi przejście. To naprawdę mnie
rani. -?Nie poznajesz mnie?
Ajax mruży oczy w szparki.
-?Poddajcie go próbie z Manteío.
To po grecku, znaczy "wyrocznia". Bawiłem się już z wyroczniami. Serce
mi się zaciska. A potem Różowa niewolnica podpływa do mnie płynnym
krokiem -?chociaż nie po to, żeby pokazać mi jedno z bladych stworzeń,
za pomocą których moja babka badała prawdę. Trzyma czarną metalową kulę
opasaną pierścieniem węży. Pośrodku kuli znajduje się obrócona do góry
nogami igła.
-?Proszę o kroplę krwi, z łaski swojej, dominus.
Chociaż przedmiot może wyglądać łagodniej niż wyrocznie mojej babki, nie
mam złudzeń. Igła będzie pokryta zakodowaną genetycznie trucizną. Gdybym
okazał się impostorem, moja śmierć byłaby tak potwornie bolesna, jak
tylko potrafiliby to obmyślić najbardziej okrutni z wenusjańskich
alchemików, spośród których najlepszych Atalantia zatrudnia u siebie na
stałe. Nawet jeśli dowiodę swojej tożsamości, mogę skończyć tak samo.
Fakt, że Atalantia w ogóle ma moje DNA, wskazuje na rozległość jej
działań wywiadowczych. Z powodu dwóch bardzo wyrafinowanych przypadków
otrucia Suwerenów i jednego strasznego incydentu z klonowaniem moja
rodzina strzeże swojego DNA jak własnego życia.
Z jakiego innego powodu przekonalibyśmy resztę Aureusów do przyjęcia
rytuału wystrzeliwania zmarłych w słońce? Bo to ładnie wygląda? Chodzi o to, żeby nic po sobie nie zostawiać.
Nakłuwam igłą kciuk.
Złoci z Rdzenia patrzą, jak pojedyncza kropla krwi spływa po igle i jest
absorbowana przez metal. Jakąkolwiek truciznę zawierała igła, nie
zostaje aktywowana. Jeśli Atalantia nie miała wcześniej mojego DNA, to
teraz je ma. Kula faluje w niesłychanie pomysłowy sposób, węże wycinają
sobie ścieżki na jej powierzchni, aż w końcu patrzy na mnie moja twarz
sprzed okresu dojrzewania. Niewolnica oddaje urządzenie Ajaxowi.
On przygląda się tej twarzy.
-?Profil genetyczny został potwierdzony -?mówi łysy Zielony asystent.
Źrenice jarzą mu się od aktywnego łącza. -?Trwa przetwarzanie helisy
zabezpieczającej. -?Zapada długa pauza. Kalindora odwraca się, ale Ajax
nie odrywa oczu od mojej twarzy. -?Profil genetyczny uwierzytelniony.
Prawdopodobieństwo fałszerstwa jeden do trzynastu miliardów.
-?Zgadzam się -?wtrąca Kalindora i łagodnieje.
Złoci z Rdzenia sztywnieją na tę wieść, ich nastawione na rywalizację
umysły kalkulują, jak mój powrót wpływa na ich własne machinacje.
Nadal nieprzekonany Ajax rzuca Manteío niewolnicy.
-?Co mój dziadek powiedział do mojej matki w noc, kiedy kazał jej
stracić Flaviusa au Grecco?
Nie uśmiecham się na to wspomnienie.
-?Teraz, kiedy świnia została odfiletowana i zjedzona, co będzie na
deser?
Otwiera szeroko oczy.
-?Bracie!
Przebiega między Obsydianowymi i aż mi kości grzechoczą, kiedy porywa
mnie w objęcia i odrywa od pokładu. Oto Ajax, jakiego pamiętam.
Życzliwy, hojny brat, który nigdy nie potrafił powściągnąć ani czułości,
ani gniewu.
-?Wybacz, musieliśmy mieć pewność. Wróg jest przebiegły w swoich
knowaniach. -?Odstawia mnie na ziemię, ujmuje moją twarz w dłonie o długich palcach i całuje mnie zdecydowanie w usta. -?Mały Lysander! Ha,
ha! Mówiono, że nie żyjesz. Ale proszę... -?Otrzepuje pył z moich ramion.
-?Namacalny jak kormoran i wciąż dziarski elegancik mimo tak długiej
niewoli. -?Markuje cios w moją twarz. -?Nie aż tak dziarski.
Niewoli.
Cassius by się uśmiał.
Nie palę się do wyprowadzania Ajaxa z błędu, jeszcze nie teraz.
-?Mówili, że wyglądasz wypisz wymaluj jak matka -?odpowiadam. -?Nie
mówili, że jesteś wyższy.
To niedopowiedzenie. Jest o wiele większy.
Wniebowzięty z radości łapie mnie za ramiona i pochyla czoło, żeby
docisnąć je do mojego. Bierze głęboki wdech. Węch zawsze był jego
ulubionym zmysłem.
-?Kiedy odebraliśmy rodowy kod, myśleliśmy, że to jedna ze sztuczek
Króla Niewolników. A potem zobaczyliśmy twój znacznik. Złożoność kodu
była jak symfonia zagrana na strunach mojego serca. -?Przymyka oczy. -
Znowu razem.
-?Znowu razem, bracie.
Wciąż wydaje mi się to niemożliwe i powściągam się, bo wiem, że wieści,
którymi muszę się podzielić, podziałają na moją niekorzyść. Jeżeli Ajax
obejmie mnie, gdy już je wyjawię, połączenie będzie prawdziwe.
-?Opłakiwałem twojego dziadka. Zasługiwał na coś zdecydowanie lepszego.
Odsuwa się z ponurą miną.
-?No tak, ale odcisnął piętno na świecie, prawda? Teraz nasza kolej. -
Odrywa się od naszej prywatnej chwili i przenosi wzrok na Raa. Patrzy
tak przez długą chwilę. W jego głosie rozbrzmiewa nagle okrucieństwo. -
Chyba że znalazłeś sobie nową rodzinę...
Kalindora odchrząkuje. Przepraszam, witam się z nią bardziej oficjalnie
niżbym chciał i przedstawiam jej Diomedesa oraz delegację z Obrzeża. W odpowiedzi na oficjalny ukłon Diomedesa Kalindora tylko cmoka.
-?Kiedy otrzymaliśmy wiadomość od Lysandra, myśleliśmy, że to jakiś
absurd. Ale oto jesteście, bezczelni jak koty z zaułka i równie brudni.
-?W imieniu Dominium Obrzeża... -?zaczyna Diomedes, ale Kalindora wchodzi
mu w słowo:
-?Twój wuj przesyła przeprosiny. Atlas powitałby cię tu osobiście, ale
wojna... to absorbująca sprawa. -?Mruży śliczne oczy. -?O czym na pewno
nie masz pojęcia.
Ajax wchodzi zaborczo między Diomedesa i mnie, żeby zmierzyć wzrokiem
rycerza Obrzeża.
-?Zatem ty jesteś najstarszym pomiotem Romulusa i tej wenusjańskiej
dziwki. Jakim musisz być śmiałkiem, żeby uwolnić Lysandra z niewoli
Zdrajcy. -?Zatem tak nazywają Cassiusa. Nie najlepiej. -?Pewnie mam u ciebie dług, kuzynie.
To dziwne usłyszeć na głos, że są kuzynami. W żyłach obu płynie czysta
krew Zdobywców z rodu Raa, ale jak to bywa w wielu słabnących
najpotężniejszych liniach genetycznych, mają niewiele ze sobą wspólnego
-?jeśli pominąć pochodzenie i liczne warstwy animozji, skutek konfliktów
wewnętrznych między ich przodkami.
Diomedes patrzy na mnie, potem na Ajaxa.
-?Nie mam żadnych dłużników.
-?Rozumiem, że zdrajca nie żyje? -?pyta Ajax. Diomedes kiwa głową. -?Sam
zadałeś ostatni cios? Kwilił wtedy? -?Diomedes nie odpowiada. -
Rozumiem, że twoje ubóstwo estetyczne dotyka także słownictwa. W Rdzeniu
uprzejmość każe odpowiadać na zadane pytanie.
Seraphina zaciska zęby, patrząc, jak brat znosi obelgi.
-?Nie raduje mnie śmierć człowieka honoru -?odpowiada Diomedes z godnością księcia. -?Niestety zanim zginął... zabił twojego przyrodniego
brata, Bellerephona.
Ajax zaskakuje Diomedesa, bo parska śmiechem. Chociaż Diomedes nie krył
braku sympatii dla swojego kuzyna Bellerephona, to rozbawienie z powodu
śmierci człowieka, którego znał przez całe życie, napełnia go
zrozumieniem przesyconym rozczarowaniem. Znajduje się teraz w innym
świecie, świecie wywróconym do góry nogami. Człowiek nigdy nie może
przygotować się na coś takiego.
-?Bellerephon? -?Ajax się śmieje. -?Nigdy nie znałem tego pomiotu. Nasi
szpiedzy mówią, że byłeś niewiele lepszy od niego w walce. Powiedz mi,
kto jest najbardziej godny naśladowania spośród rycerzy Obrzeża? Ty?
-?Nie mnie to oceniać, ale jeśli mierzysz wartość człowieka jego
umiejętnością walki, to przypuszczam, że będzie to ktoś, kto najmniej
ciebie przypomina.
Seraphina mruga zaskoczona, jakby bratu właśnie wyrosły rogi. Powolny
uśmiech wypływa jej na usta.
Obrzeże nie da się rozstawiać po kątach.
Kalindora unosi brew, patrząc na mnie.
Ajax zaś... Cóż, był wykpiwany w dzieciństwie i jako dorosły też tego nie
lubi. Okrąża Diomedesa i odgrywa rozgniewanego, kiedy dostrzega
błyskawice i chmury na jego pelerynie.
-?Wygląda na to, że nosisz mój herb, łaskawy panie.
-?To nie jest twój herb, tak jak nie był herbem człowieka, kto nosił go
przed tobą. Reprezentuje ideę. W naszym wypadku pokorę.
-?Pokorę? Niby z jakiej racji?
-?Człowiek jest niczym wobec burzy.
Ajax staje nos w nos z niższym od niego Diomedesem.
-?Ja jestem burzą. Zdejmij to.
O, na Hades, myślą wszyscy co do jednego, którzy to obserwują, może
nawet sam Ajax. Atalantia z pewnością nie chce, żeby zabił Raa albo dał
mu się zabić w jakimś hangarze.
Nigdy nie odmawiaj wrogowi szansy na wycofanie się. Zwycięstwo może mieć
zbyt wysoką cenę.
-?Dlaczego? -?pyta spokojnie Diomedes. -?Jestem Rycerzem Burzy Dominium
Obrzeża. Nie twierdzę, że jestem Rycerzem Burzy Rdzenia.
-?A jednak nosisz te symbole w Rdzeniu, łaskawy panie. Jak mogę znieść
taką obelgę wymierzoną we mnie i w mój urząd, który tak wysoko cenię?
Musiałbym w hańbie podkulić ogon.
To sprytne posunięcie ze strony Ajaxa i świadczy o tym, jaki jest
bystry. Daje Diomedesowi drogę wyjścia, określa wysokość myta. Diomedes
to dostrzega i chętnie płaci. Zdejmuje i składa pelerynę.
Ajax paskudzi to zwycięstwo i traci szacunek wszystkich poza sadystami,
gdy wyrywa pelerynę z rąk Diomedesa i sika na nią. A potem zamyka zbroję
na biodrach i patrzy na mnie.
Bronisz go? -?pyta wzrokiem.
W przypadku Ajaxa albo jesteś z nim, albo przeciwko niemu. Dzisiaj nie
mogę pozwolić sobie na to, żeby znaleźć się w tym drugim położeniu.
Widzę już, jaką strategią się posługuje. Nazywa się ją "Wymagane
Nieposzanowanie", to protokół maski tanecznej. Jeden z ulubionych
wybiegów Atalantii.
-?Skończyłeś już, Ajax? -?pyta z westchnieniem Kalindora.
Ajax wyciera ręce o samodziałową tunikę Diomedesa.
-?Owszem.
Seraphina ma dość. Robi krok do przodu z ręka na kitari i powstrzymuje
ją tylko ciche cmoknięcie brata. Cokolwiek to znaczy, ona traktuje to
bardzo poważnie.
Dziesięciu Obsydianowych Splamionych wydaje z siebie gardłowy pomruk i opuszcza topory. Jednak Ajax i Złoci z Rdzenia tylko patrzą, jak szereg
cierpliwych krokodyli. Teraz już wiedzą, że Obrzeże nie jest pozbawione
gorącej krwi. Czy za godzinę, czy za pięć lat, z pewnością to
wykorzystają, razem albo z osobna.
Ostrzegałem Diomedesa.
-?Na cipę Junony, nerwowy ten twój kochaś, Raa -?mruczy Ajax,
rozgrywając to jak farsę, a nie rekonesans temperamentalny.
-?Moja siostra tylko rozciąga mięśnie po długiej podróży -?odpowiada
Diomedes.
-?Siostra? Siostra?! -?dopytuje się Ajax. -?Gdzie ma cycki? Obcinacie je
teraz tak jak skrzydlate lesbijki Sefi?
-?Nie, ale na Obrzeżu kastrujemy nadskakujących Obsydianowych -
odpowiada Seraphina. -?Podejdź bliżej, gahja. Pokażę ci, jak to się
robi.
Ajax odpowiada na zaproszenie rozbawionym ukłonem.
-?Może później, kuzynko, ale na razie myślę, że Kalindora ma mnie wyżej
uszu. Wybaczcie, rzecz jasna. To takie ekscytujące znowu powitać w naszym gronie Raa. Ostatni tak krótko pożyli. -?Tupiąc groteskowo,
pokazuje, jak sławny but Julii zmiażdżył głowę starszej siostry
Diomedesa i Seraphiny. A potem obejmuje mnie ramieniem i daje znać Raa,
żeby szli za nami. -?Witaj w Legionach Popiołów.
5. Darrow
5
Darrow
Peleryna Podróżnika
-?Operacja Peleryna Podróżnika została zainicjowana -?mówię do grupki
oficerów zebranych w jadalni na budowie.
Glirastes został usunięty i wysłany do Heliopolis, gdzie zostanie pod
strażą, dopóki operacja nie zostanie zakończona. Zostali inżynierowie
legaci, Niebiescy piloci i zadziorni powietrzni komandosi, sami weterani
z ostatnich dwóch kampanii. Innymi słowy niezawodni ludzie. Harnassus
siedzi w głuchym milczeniu.
-?Mozoliliście się, nic nie wiedząc -?kontynuuję. -?Z powodów
bezpieczeństwa znaliście tylko osobne szczegóły operacji. Pozwólcie, że
przedstawię wam pełen obraz. Co już wiecie: Atalantia jest skrupulatna.
Po naszym małym tańcu na cmentarzysku usunęła wraki i miny. Blokada
wokół Merkurego jest kompletna. Atalantia ma przewagę taktyczną i liczebną, mniej więcej dwa do jednego na powierzchni. Ze swojej pozycji
może zniszczyć dowolny okręt, który spróbuje wyjść na orbitę. W ciągu
dwudziestu minut może zrzucić Deszcz, żeby udzielić wsparcia swoim
ludziom na dole. W porównaniu z tym nasze możliwości są nędzne. W efekcie może swobodnie oskrzydlić dowolną naszą jednostkę. Tarcze to
nasza jedyna przewaga. Dopóki są, Atalantia nie ma wsparcia
artyleryjskiego i nie zaryzykuje lądowania. Jeśli tarcze padną,
przegramy. Koniec kropka. A kiedy już nas zniszczy, skupi się na
Republice. Niektórzy z was wierzą, że powinniśmy czekać cierpliwie na
posiłki z Luny.
Staram się nie patrzeć na Harnassusa. To nie jest odpowiednia chwila,
żeby udzielać mu reprymendy.
-?Pozwólcie, że rozproszę wasze złudzenia. Jeżeli posiłki przybędą, o ile przybędą, Atalantia dowie się o tym i rozpocznie inwazję na swoich
warunkach przed ich pojawieniem się. Do tego czasu Rycerz Strachu już
podejmie kroki mające na celu osłabienie naszej pozycji w sposób,
któremu nie zdołamy się oprzeć. Będą mieli inicjatywę, będą mieli niebo.
Ponownie: przegramy. Nie możemy się wycofać, nie możemy się poddać, nie
możemy zaatakować, nie możemy czekać. Naszą jedyną szansą jest
narzucenie warunków walki. Zaprosimy ich do niej. -?Wszyscy pochylają
się do przodu. -?Czołgi i piechota stworzone z myślą o Marsie, Lunie i Ziemi umrą tu, na Merkurym.
Jestem dumny z tego, że oficerowie nawet się nie wzdrygają.
Wszelkie iluzje ratunku, które przyniósł mój powrót, teraz się
rozwiewają.
Nie mogę skinąć ręką i zabrać ich z powrotem na Marsa.
To nie jest opowieść o wybawieniu, ale o ofierze. To są nasze Termopile.
-?Oto czego nie wiecie: kilka nocy temu pierwszy etap operacji Peleryna
Podróżnika rozpoczął się, kiedy na wschód do Hesperyd Rycerz Strachu
zestrzelił kosa. Na pokładzie znajdowało się ciało podłożone przez
wywiad Wyjców z infoNośnikiem zawierającym dane wywiadowcze na temat
słabych punktów w łańcuchu naszych tarcz. Wygląda na to, że Rycerz
Strachu połknął haczyk. Kiedy my tu rozmawiamy, on jest zaganiany przez
Wyjce w stronę Eleusis, którego zniszczenie doprowadzi do łańcuchowego
przeciążenia generatorów tarcz. Powstanie mała szczelina na południe od
Pana na Równinach Kaduceusza, której Atalantia nie będzie umiała się
oprzeć. To idealny teren pod lądowanie. Dostatecznie płaski dla jej
czołgów. Dostatecznie suchy dla jej tytanów. Dostatecznie rozległy, żeby
zrzucić tam dziesięć legionów na raz. I idealnie położony, żeby
rozdzielić nasze północne siły, z pomocą powietrznej piechoty przełamać
obronę Dzieci na półwyspie Petasos i skierować czołgi na zachód, na
wybrzeże, żeby uderzyć w Tyche. To będzie nasze pole śmierci: pełne min
atomowych, otoczone przez dwie ukryte armie wsparte przez sześć z naszych dziesięciu dewastatorów i bazę w Czerwonej Rubieży. Kiedy armia
Atalantii tam wyląduje, zostanie zmieciona z powierzchni ziemi atakiem z trzech stron. Wycofa się wzdłuż jedynej możliwej trasy: na południe
przez Pustkowie Ladona. Mówi się, że ta pustynia pożera armie. Mam
nadzieję nakarmić je kolejną.
Uśmiechają się i czekają na wyjawienie powodu, dla którego zostali
zebrani czterysta kilometrów dalej na północ, gdzie od miejsca walki
oddziela ich całe morze.
-?Więc po co zbierać się tutaj? -?Daję sobie chwilę, żeby popatrzeć im
po kolei w oczy. -?Nie jesteście częścią operacji Peleryna Podróżnika.
Zebrani w tym pokoju ludzie stworzą Niebieską Rubież Siedem znajdującą
się pod bezpośrednim dowodzeniem Orion z Niebieskiej Rubieży Jeden na
wybrzeżu Tyche. Jeśli wszystko inne zawiedzie, wy jesteście moim
zabezpieczeniem. Jesteście operacją Tartar.
* * *
Kiedy oficerowie rozejdą się, żeby otrzymać rozkazy bezpośrednio od
Orion, daję znać Harnassusowi, żeby przeszedł się ze mną nad wykop. Mamy
sprawę do zakończenia. I chcę mieć świadków. Silnik ustawiono z powrotem
na swoim miejscu po próbnym uruchomieniu. Inżynierowie nawołują się,
dokonując ostatnich poprawek.
-?Zatem wymyśliłeś, jak sprawić, że będzie można się z nimi
synchronizować -?mówi Harnassus. -?I znalazłeś sposób, żeby poradzić
sobie z zalewem danych. To będą terabajty na sekundę.
-?Wiem.
-?Moi Kowale widzieli, jak tamci instalowali obcą technikę w pokoju
kontrolnym. Jeśli nie moi ludzie, to kto ją zaprojektował?
-?Musieliśmy posłużyć się wszystkimi dostępnymi środkami, mając tak
niewiele czasu.
-?Jakimi środkami?
-?Mistrzem Stwórcą Glirastesem.
Patrzy zaskoczony.
-?Glirastes. Nie uważasz, że już wystarczająco dużo zrobił?
-?Jest jedyną osobą na Merkurym, która studiuje starożytną technikę dla
przyjemności. Gdybyś ty to potrafił, poprosiłbym ciebie.
-?To pupilek Złotych.
-?Wiem, że nie zgadzasz się z obranym przez nas kierunkiem...
-?To nadużycie semantyczne. -?Harnassus nie podnosi głosu nawet o decybel. -?Kiedy powiedziałeś, że wpuścimy ich pod tarcze, myślałem, że
się przesłyszałem. Kiedy powiedziałeś mi, co wykopujemy, myślałem, że
zwariowałem. A teraz mówisz mi, że jest nie jeden silnik, ale siedem i kieruje nimi technika stworzona przez pupila Złotych. Nie oszalałem. -
Wbija palec w moją pierś i spokojnie oznajmia: -?To ty oszalałeś.
Patrzę w dół na jego wątły palec.
-?Panuj nad sobą, imperatorze. To my nadajemy ton, Tartar jest tylko...
-?Zabezpieczeniem. Jasne. Słyszałem.
-?Nie wierzysz, że dorównamy im na lądzie.
-?Nie.
-?Mam ci przypomnieć, że to nadal jest armia, która uwolniła oba nasze
domy?
-?Tyle że bez Sefi, Sevro i Siódemki. -?Skrzyżowane klucze na jego
mundurze lśnią, kiedy zakłada grube ręce na piersi. -?Wróg ma świeże
zaopatrzenie z Wenus, ich legiony są na bieżąco uzupełniane, ich maszyny
mają pełny serwis. To nie są zielone Piksy, to prawdziwe Legiony
Popiołów. A to oznacza Legio XX Fulminata, Legio XIII Dracones, Legio X
Pardus. Nawet w naszych najlepszych czasach każdy z nich poddałby nas
wielkiej próbie. A ona przywiozła tu wszystkie i nie jest to dla nas
najlepszy czas. Zaledwie tydzień temu moi ludzie topili złom, żeby
napełnić magazynki Dwudziestki Trójki. Złom. Nie zubożony uran. Złom!
Darrow, wiesz, że nie jestem Kasandrą, ale w chwili, kiedy but
pierwszego Niezrównanego dotknie powierzchni Merkurego, stracimy tę
planetę. To nie są Termopile. To Kanny. Zginiemy na Ladonie.
Ignoruję to nawiązanie do obsesji starożytnością, jaka łączy mnie ze
Złotymi.
-?Harnassusie, straciliśmy planetę w chwili, w której odesłałeś do domu
połowę naszej floty.
Szacuje mnie chłodno.
-?Więc to tak. Chcesz mnie za to wychłostać? Czekasz na przeprosiny?
Pierdol się. Oto twoje przeprosiny. Wypełniłem przysięgę. Miecz ludu
nigdy nie powinien uciszać jego głosu. A głosem tego ludu jest senat,
nie ty.
-?A co teraz mówi ci senat? -?Przykładam rękę do ucha. -?Głos milczy.
Dlatego przemówi miecz.
-?Wiesz, dlaczego wolę Sevro od ciebie? On może się wścieka i płonie,
ale ty stajesz się zimny. Nie da się wtedy z tobą rozmawiać. Jesteś
nieludzki. Jesteś bogiem imperatorem.
Jego Kowale zauważyli, że ton naszej rozmowy nie jest przyjazny. Thraxa
martwiła się, że wybieram na swoją scenę w tej rozgrywce takie miejsce:
w otoczeniu ludzi Harnassusa. Niestety nie złapiesz wilka za ozór, nie
wkładając ręki między zęby.
Podchodzi bliżej.
-?Nie przybyłeś tu, żeby nas ratować. Wróciłeś, żeby ich zabić. -
Powstrzymuje gniewne drżenie. -?Rzucasz kośćmi na oślep. Posiłki mogą
już tu lecieć. Spróbuj przynajmniej zaatakować ich blokadę. Wysłać poza
nią sygnał. Skontaktować się z senatem. Dowiedzieć się, co zamierza.
Masz obowiązek utrzymać tych ludzi przy życiu tak długo, jak się da.
Jeśli posłużysz się silnikami, będziemy równie źli jak wróg.
-?Rozejrzyj się, Harnassusie. Czy dzisiejszy dzień wygląda jak dzień,
kiedy będę skłonny ulec czyimkolwiek moralnym protestom? Idę naprzód.
Jesteś ze mną, imperatorze?
-?A jeśli nie?
-?Moja lewa ręka nie może kierować się własnym rozumem.
Na mój rozkaz z Nekromanty wysiada dziesiątka ubranych na czarno Wyjców.
Mimetyczne właściwości ich zbroi impulsowych sprawiają, że falują i przybierają odcień bladego lodu. Felix przechyla ogoloną głowę.
Harnassusowi rzednie mina.
-?Posłużysz się Wyjcami... przeciwko mnie?
-?Wybór należy do ciebie.
Najbardziej przerażający Złoci, Obsydianowi i Szarzy z legionów patrzą
na niego z góry. Każdy z nich zabiłby go dla mnie albo zapiąłby kajdanki
na jego rękach i wrzucił do aresztu. Harnassus zerka na swoich Kowali,
zastanawiając się, czy zrobiliby to samo. Dochodzi do właściwego wniosku
i zniża głos:
-?Jeśli będziesz zmuszony wybierać między ratowaniem naszej armii i zabiciem ich, to musisz mi dać słowo, że wybierzesz nas.
-?Jesteśmy korpusem ekspedycyjnym. Naszą misją jest znalezienie i zniszczenie wroga. -?Uśmiecham się szeroko. -?Co mam ci powiedzieć...
Znaleźliśmy go. Twoja odpowiedź, imperatorze.
Wpatruje się w ziemię, drżą mu ręce. Stracił armię, gdy tylko wróciłem.
Rozumiem go dostatecznie dobrze, by wiedzieć, że kiedyś łudził się, że
będzie mógł interweniować, gdybym się zapędził. Teraz wie, że to nigdy
nie wchodziło w grę.
-?Niech cię diabli -?mówi i podnosi wzrok. -?Niech cię diabli. -?Chociaż
gniew w jego wzroku nie gaśnie, salutuje z precyzją, jakiej niewielu
spodziewałoby się po tym zgarbionym ciele. Salutuje odrobinę za długo
jak na mój gust. -?Ave Żniwiarz.
-?Dowódco... -?Odzywa się za moimi plecami Rhonna. -?Melduje się Szczeniak
Jeden.
W pomieszczeniu łączności na Nekromancie metrowy hologram Alexandra
faluje i zanika, osłabiany przez urządzenia zakłócające floty Atalantii.
Harnassus i Orion tłoczą się obok mnie.
-?Straciłem... Strachu... na... Ladona.
-?Czy to znaczy, że Strach ruszył na Eleusis? -?pytam. -?Połknął haczyk?
-?Haczyk... nie... z ...Ang... -?Harnassus krzyżuje ręce na piersi i nadstawia
ucha, żeby zrozumieć Alexandra. -?...pomocy... z... Nie... czności.
-?Powtórz. Szczeniak Jeden, powtórz.
-?Nie połknął haczyka. Żadnych ruchów w okolicy Eleusis... Odebrałem
wezwanie pomocy z Angelii. Żadnej łączności z... Angelią... od szóstej...
-?Angelia... -?mruczę.
Angelia to malutkie miasteczko na wschodnim Ladonie, z którego
korzystamy teraz, żeby ewakuować cywili z miast otaczających nasze pole
śmierci. Znajduje się pod północnym łańcuchem tarcz, ale nie ma węzła
generatorów jak Eleusis. Atlas miał zaatakować Eleusis. Zostawiłem je
odsłonięte dla niego, praktycznie prosiło się o atak.
Może za bardzo.
Mięśnie żuchwy Harnassusa pracują w nadgodzinach.
-?Ten łajdak wie. Rozgryzł twój plan.
-?Błędne założenie -?odpowiada Orion. -?Angelia nie ma generatora tak
jak Eleusis. Znajduje się w cieniu Kydona.
-?Więc czego tam szuka? -?pyta Harnassus. -?Co w tym miejscu jest?
Darrow?
Nie mogę czekać na dalsze informacje. Trzeba podjąć decyzję. Jeśli
jednak zbyt szybko rozegram swoje karty, wszystko się rozpadnie. Do
diabła. Co poszło nie tak?
-?Harnassusie, twoje zadanie tutaj dobiegło końca. Chcę cię z powrotem w Heliopolis.
-?Z dala od walki, razem z cywilami i ariergardą?
-?Walki będą się toczyć w Tyche. Kiedy stracimy powietrze, będziemy
potrzebować ciebie, żebyś dostarczał nam posiłki grawiPętlą. I musimy
chronić naszą hierarchię dowodzenia. Jeśli ja zginę na pustyni, a Orion
przepadnie wraz z silnikami, armia musi mieć dowódcę.
Oto jedna rzecz na temat Harnassusa: bez względu na dzielące nas
różnice, kiedy przychodzi wróg, zawsze mnie wesprze. Salutuje
natychmiast. Kiedy się odwraca, piorunuje wzrokiem Orion. Patrzę na nią,
gdy Harnassus wychodzi. Jeden po drugim moi ochroniarze przechodzą do
hangaru poniżej. Wiedzą, co nas czeka. Znowu to samo. Na tę myśl ogarnia
mnie znużenie.
-?Potrzebuję cię w Niebieskiej Rubieży Jeden -?mówię do Orion. -?Weź
dowolny z promów i zabierz resztę pilotów do ich silników. -?Łapię ją za
rękę, gdy rusza do przejścia. -?Nie wznosimy Bogów Burzy ponad
podstawowy horyzont. Przysięgnij mi.
-?Na moje życie.
Przysuwam czoło do jej czoła.
-?Od Awangardy po Dolinę, siostro.
Uśmiecha się na wspomnienie starego statku, na którym się poznaliśmy.
-?Od Awangardy po Dolinę, bracie.
Odchodzi i zabiera ze sobą kawałeczek mnie. Człowiek już nie wie, kiedy
znowu zobaczy przyjaciela. Czy w ogóle go jeszcze zobaczy. Ze wszystkich
ludzi, których znam, Orion nigdy nie mówiła, co będzie robić po wojnie.
Czuję, że teraz muszę to wiedzieć, ale ona już wzywa swoich burzowych
pilotów i kieruje ich do promów.
-?Uważasz, że doszła do siebie? -?odzywa się stojąca na rampie Rhonna. -
Jeśli wpadnie w Czerwień Krwi...
-?Mam zabezpieczenie.
-?Oczywiście.
Odwracam się do niej. Już mam jej powiedzieć, żeby leciała z Harnassusem, kiedy widzę, że rozumie, co mam na myśli, co dokładnie mam
na myśli, mówiąc o zabezpieczeniu w przypadku Orion. Niech to szlag.
Czyta we mnie jak w otwartej książce.
-?Gdzie to jest? -?pyta. -?Na wypadek gdyby...
Na wypadek gdybym zginął, to właśnie chce powiedzieć.
Kiedy poprosiłem Glirastesa, żeby stworzył program umożliwiający
synchronizację z Bogami Burzy, kazałem mu skonstruować zawór
bezpieczeństwa, żeby kierujący nimi Niebiescy nie zdecydowali o losach
planety beze mnie. Wyjmuję główny wyłącznik z płaszcza i macham nim
przed nosem Rhonny.
-?A w zbroi? -?pyta.
-?Drugi pojemnik na udzie. Prawym.
I tak po prostu zapewniła sobie miejsce u mojego boku. Wybacz, bracie.
Wysyłam wiadomość do Wyjców: "Alexandrze, powiedz Thraksie, żeby
przeprowadziła rekonesans w Angelii. Nie walczcie z Rycerzem Strachu.
Już lecę".
6. Lysander
6
Lysander
Mięsożercy
-?Lysander au Lune. Jak na ducha wyglądasz bardzo żywo. -?Atalantia
podnosi mnie z kolan i obejmuje. Znajdujemy się w jej komnacie
medytacyjnej. -?Spójrz, Hypatio, nasz stary przyjaciel -?grucha.
Oswojona czarna vasta, która zwija się na gardle Atalantii jak
naszyjnik, przygląda mi się z gadzią obojętnością.
-?Śmiało, kochana, pocałuj naszego drogiego Lysandra.
Zapomniałem już, jakie to przerażające uczucie, poczuć na ustach zimne
łuski najbardziej jadowitego stworzenia Wenus. Kiedy odsuwam się od
pocałunku, widzę, jak mimetyczne łuski węża bledną, żeby dopasować się
do mojej skóry, a potem ciemnieją, kiedy z powrotem owija się wokół szyi
Atalantii.
-?Pamięta cię! -?grucha Atalantia.
Jej komnata medytacyjna jest przyjemniejsza od jej biżuterii. W przeciwieństwie do mojej babki Atalantia lubi odrobinę chaosu. Tutaj
urządziła ogród z najbardziej osobliwymi okazami, jakie widziałem. Pod
gwiezdną kopułą drzewa helisowe o fioletowych liściach skręcają się na
sznury DNA. Ptaki śpiewają. Jest nawet małpa, może dwie, które kołyszą
się wśród drzew. Gdyby za iluminatorem nie obracał się Merkury, nie
wiedziałbym, że przebywam na okręcie wojennym.
Szczegół, który najbardziej mi się podoba, to mięsożerne orchidee, które
przysiadły nad bulgocącą fontanną z kupidynem. Sięgają ku mnie językami,
kiedy patrzę na Atalantię.
Tak jak Ajax, ona również zmieniła się podczas mojej nieobecności. Teraz
najmłodsza z sióstr Grimmus jest już dobrze po czterdziestce. Jest
szczupła i sprawia wrażenie wygłodniałej. Nie wygląda na więcej niż
dwadzieścia pięć lat, jeśli pominąć oczy, jednak tam, gdzie kiedyś
spoczywała kapryśna pożeraczka serc z Palatynu, teraz stoi żołnierz.
Zniknęły suknie, klejnoty i włosy zaplecione w warkocze sięgające do
krzyża. Zniknęły diamentowe paznokcie, kieliszki zaprawionego szampana i korytarze wypełnione muskularnymi Różowymi kochankami. Suknie zostały
zastąpione przez dramatyczny czarny mundur z rzędem złotych szpikulców i czaszkami na obu ramionach, a kochankowie -?przez okręt pełen
nieustraszonych zabójców z mojego pokolenia, weteranów o lodowatym
spojrzeniu z jej pokolenia i żywych legend ocalałych z jeszcze
wcześniejszej generacji.
Nosi włosy krótko przycięte na bokach, a na czubku głowy zaplecione w krótkie warkoczyki. Można by ją prawie wziąć za jednego z tych
pozbawionych poczucia humoru Marsjan, z których tak lubiła kpić.
Jej ponowny widok to jak dotykanie kawałka domu. Bardziej nawet niż
widok Ajaxa czy Kalindory. Była blisko z moimi rodzicami. O ile zawsze
bałem się Atlasa, najlepszego przyjaciela ojca, o tyle nigdy nie bałem
się najlepszej przyjaciółki matki. Pod wieloma względami Atalantia była
w równym stopniu moją obrończynią co Aja.
Dołączają do nas Ajax, Kalindora i -?poprzez łączność holograficzną -
zagrożony gatunek: prymusi pozostałych domów z okresu Podboju. Carthii,
bogaci i rozwiąźli stoczniowcy z Wenus; Falthe z ich obsesją na punkcie
czystości -?nomadzi, odkąd ich majątki na Ziemi przepadły; oraz Votum,
poetyccy, ale ostatecznie pragmatyczni magnaci górnictwa i metalurgii i budowniczowie Merkurego -?świeżo z niego wyeksmitowani, rzecz jasna.
Nieobecne są nowobogackie rody, które wybiły się podczas wojny i nadal
są uważane przez tych ludzi za nieistotne. I oczywiście -?co najbardziej
rzuca się w oczy -?pradawny ród Saud, dostawcy piechoty na Wenus.
Rodzina Dido to główni rywale Carthii, najsilniejszego sojusznika
Atalantii. Ich nieobecność jest nadzwyczaj wymowna.
Zatem to wciąż jest jaskinia mięsożerców. Będą trudnymi słuchaczami.
Przynajmniej nie muszę opowiadać Julii au Bellona o tym, jaki los
spotkał Cassiusa z rąk Obrzeża. Nie ma jej tutaj.
-?Zasmuciła mnie wieść o śmierci twojego ojca -?mówię do Atalantii
zgodnie z dworskim protokołem. -?Długo trwał jego znój. Wielkie były
jego czyny. Niech spoczywa w Pustce, wolny od brzemienia.
Pod ciężkimi powiekami jej oczy rozbłyskują jak główki zapałek. Badają
moją twarz i twarze słuchaczy, szukając więcej paliwa dla płomieni. Jej
wzrok pada na mój strój i rozbłyskuje ogniem.
-?Drogie dziecko, muszę powiedzieć, że twój styl stał się dość ponury...
-?Twój ojciec...
-?Niczego cię nie nauczyłam? Słodki Lysandrze! Bezczynność to nie powód,
żeby przestać dbać o kopyta swojego ogiera, tak jak wojna nie jest
powodem, żeby przystać na złego krawca. Będziemy musieli natychmiast
naprawić ten błąd. To kwestia szacunku dla samego siebie. Mam na
pokładzie trzech najlepszych krawców z Wenus. Jeden tydzień z nimi, a będziesz wyglądał jak król.
To niebezpieczne słowo w tym towarzystwie.
Lepiej nic nie mówić.
Wzdycha i patrzy na gwiazdy. Zerkam na gigantyczny fresk, który dominuje
na przeciwległej ścianie. Octavia zamówiła go dla naszej rodziny i naszych najbliższych sojuszników -?gens Grimmus. Patrzą na nas Ajax,
Atlas i Aja, ale twarzy zmarłych nie widać.
Atalantia je zamalowała.
Łącznie z moją.
-?Ojciec zawsze myślał, że to Lorn go zabije w taki czy inny sposób -
mówi, zauważywszy moje zainteresowanie malowidłem. Patrzy na ojca,
któremu niedawno domalowano całun. -?Nie miałby nic przeciwko temu.
Nawet gdyby to był Nero. Ale kundel, mieszaniec, niewolnik? -?Syczy
cicho. -?W jakich niestosownych czasach żyjemy, drogi chłopcze. Nikt nie
dostaje śmierci, na jaką zasłużył. To nad wyraz prostackie.
-?Co to za farsa, Atalantio? -?mruczy hologram Scorpio au Votum. Zawsze
był pedantycznym, matematycznym stworzeniem. Ponadto dopiero co skończył
sto lat i ma szesnastą kochankę. -?Nie mamy czasu na te... zabawy. Trzeba
omówić kwestie logistyczne.
Atalantia przewraca oczami, patrząc na mnie, jakby chciała powiedzieć:
"Patrz, co muszę znosić", ale nadal dzieli nas przepaść. Obawia się
moich intencji, co jest naturalne.
-?Farsa? -?warczy Ajax, stając w mojej obronie. -?A co jest zabawnego w fakcie, że Lysander wrócił do żywych, Scorpio?
-?O tak późnej porze zaginiony chłopiec trafia do nas z obrzeży
cywilizacji na okręcie nieprzyjaciela? -?prycha Scorpio. -?Wybacz moje
niedowierzanie, ale to pachnie wrogimi machinacjami.
-?Jak ja kocham to mauzoleum spisków w twojej głowie, Scorpio. To takie
rozkoszne. Zastanawiam się jednak, czy to mnie zamierzasz oskarżyć o wrogie machinacje? -?pyta Atalantia.
-?Sugerowałem coś bardziej wilczego pochodzenia. -?Nieprawda. -?Ale
skoro pytasz, przypomnę ci, że Merkury należy do mojej rodziny, a nie do
gens Grimmus, nie do gens Lune, nie do tej konfederacji Dwustu, którą
razem wykuliśmy, włączając nawet najbardziej rozwodnioną krew. To my
zbudowaliśmy Merkurego. To my ujarzmiliśmy jego orbitę.
-?Silenius i jego spadkobiercy zapłacili za to... -?dodaje Kalindora.
Zdaniem prymusa Votum, z racji młodości i żałosnego pochodzenia (z rodu
mającego zaledwie trzysta lat) Kalindora nie jest ważna. Mówi dalej:
-?Powiedz, proszę, Atalantio, czy naprawdę wierzysz, że poparcie
dziedzica sprawi, iż zapomnimy o naszych prawach do tej planety? Nie.
Nie. Bez względu na swoje osiągnięcia nie ty jedna masz armię. Jesteś
pierwsza pośród równych, ale to nie czyni cię Suwerenką. I nigdy nie
uczyni.
Atalantia uśmiecha się do niego.
-?Gdybym wzięła to omyłkowo za groźbę, mogłabym uprzeć się, żebyś
zaprosił Atlasa na herbatę o północy. Wiem, że możesz zaprosić swoje
cudne dzieci: Cicero, Porcię, Ovidiusa, Horatia. Czemu nie zaprosić
wszystkich?
Imię Atlasa sprawia, że w pokoju powiewa chłodem. Jednak chodzi o coś
więcej niż jedynie strach przed człowiekiem. W epoce, w której prymusi
byli świadkami wyginięcia linii genetycznych równie starych jak ich
własne, groźba wobec rodziny to coś więcej niż groźba wobec jej serca.
Może oznaczać koniec starożytnych nazwisk.
-?Oczywiście, że nie jestem Suwerenką -?zgadza się Atalantia; ma głowę
na karku. -?Po co mi płaszczący się pochlebcy? Albo brzemię zawiadywania
całymi planetami? Moja domena to wojna, łaskawy panie. Tylko wojna. I w tej kwestii dowiodłam, że jestem lepsza od ciebie i cieszę się waszym
zaufaniem w kwestii jej prowadzenia. -?Nikt nie zgłasza sprzeciwu, nawet
Falthe, a widział on równie wiele bitew co sam Żniwiarz. -?Ta sprawa
dotyczy właśnie wojny. I ja mówię, że to jest Lysander. A także że widzę
go pierwszy raz od dziesięciu długich lat. Jednak jestem dostatecznie
hojna, żeby podzielić się nim z wami. Dlaczego? Bo cenię wasze zdanie.
Gdybyś jednak pragnął tylko obrzucać mnie oskarżeniami... to cóż... byłabym
rozczarowana.
Cisza. Ajax stoi za Atalantią jak niewzruszona pięść. Atlas zaś jest jak
druga pięść, niewidzialna. Jednak mimo wszystkich tych gróźb Złoci
wiedzą, że Atalantia mogłaby ich zabić, tylko płacąc za to najwyższą
cenę. I że ucieczka z podkulonymi ogonami nie leży w naturze władców
planet. Odpowiedź Scorpio jest jednak zdecydowanie roztropniejsza.
-?Lysander au Lune był w Smoczej Gardzieli, kiedy ta padła. Ponieważ
przebywa teraz tutaj, można się zastanawiać, jak przetrwał. Skąd mamy
wiedzieć, że nie jest agentem Powstania? Może sam o tym nie wiedzieć.
Wiem, że nie muszę wam przypominać, jak bezwzględny jest nasz wróg. I że
nie możecie mieć już monopolu na pewne... techniki.
-?Jestem gotowy uznać, że to rzeczywiście Lysander -?mruczy Asmodeus au
Carthii. -?Scorpio to tylko paranoidalny pająk.
Jako najsilniejszy sojusznik Atalantii Asmodeus będzie ją popierał moim
kosztem. Wygląda tak samo jak wtedy, kiedy widziałem go po raz ostatni:
pijanego w ogrodach Palatynu z naćpanymi Różowymi uwieszonymi obu jego
ramion. Chociaż liczy sobie dobrze ponad setkę, upiorne stworzenie ma
opaloną, nienaturalną twarz czterdziestolatka i niewątpliwie pokryte
korektorem niebieskie żyły od środków odmładzających. Carthii, chociaż
zawsze byli drodzy Atalantii, to najgorszy ród Rdzenia. Pozwalam mu pluć
trucizną, ale pamiętam, żeby uważać na groźniejsze jej odmiany.
-?Wszyscy wiemy, że Bellona ledwie uciekł Gorgo i jego zabójcom na Ceres
niecałe trzy lata temu -?mówi Asmodeus. -?Bestia zameldowała, że
dziarski kochaś deptał po piętach Bellonie. -?Słynny rozpustnik patrzy
na mnie tym samym głodnym wzrokiem, co kiedy byłem chłopcem. -?Teraz
znamy tożsamość tego chłoptasia.
Kalindora śmieje się i otwartą dłonią uderza się w opancerzone udo.
-?Ty stary zboczeńcu. Jesteś pewien, że to nie był twój sen?
Zaskoczony Ajax parska śmiechem, a Asmodeus jest poirytowany, ale jej
nie przerywa.
-?Ani Lysander, ani Zdrajca nie upadliby tak nisko. -?Kalindora mruga do
mnie porozumiewawczo. -?Chociaż może powinniśmy go zapytać. Pewnie może
mieć jakieś informacje na ten temat, co?
Kiedy byłem chłopcem, służyła w mojej ochronie, zanim awansowała na
Rycerza Olimpijskiego. Widzę, że nie straciła wyczucia.
-?Szanowni prymusi -?mówię głośno i wyraźnie. -?Proszę mi wybaczyć
opieszałość w dołączeniu do wojny, ale obawiam się, że muszę wyjaśnić
powód mojej nieobecności. Nie byłem więźniem Republiki ani kochankiem
Cassiusa. Po śmierci Ai i Octavii Darrow oddał mnie Cassiusowi jako
wychowanka, po tym jak Cassius zabił moją babkę. To z nim spędziłem
ostatnie dziesięć lat w Pasie.
Nie całkiem taką odpowiedź miała na myśli Kalindora. Zamiast rozbroić
Złotych, moja odpowiedź sprawia, że śmieją się zdumieni. Atalantia
wytrzeszcza nieco oczy, a Ajax odwraca się do mnie powoli.
-?Wychowanka?
-?Tak.
Nie mówi nic więcej, bo wie, że lepiej nie prać naszych brudów
publicznie. Zatem nauczył się dyskrecji. Może powinienem sam tego
spróbować, zamiast pozwalać sobie na szczerość, ale w końcu i tak
wszystko by się wydało. Diomedes może i jest honorowy, ale jeśli
obowiązek wymagałby podzielenia się tą informacją, żeby zyskać przewagę
w negocjacjach, zrobiłby to bez wahania. Seraphina mogłaby im powiedzieć
dla zabawy. Naczelny zdrajca moich ludzi wychowywał mnie równie długo
jak martwa Suwerenka. Mogą pluć na mnie, ale nie mogą dłużej traktować
mnie z góry. Krew Bellonów była równie stara jak ich własna, a Cassius
był bardzo niebezpiecznym człowiekiem. Co pomógł wychować?
-?To naprawdę odrażające -?mówi Atalantia i gwiżdże przez zęby. -?Ale
zgodnie z twoją wiadomością mamy wierzyć, że Cassius nie żyje.
-?Tak.
Ona i Ajax patrzą po sobie z napięciem.
-?Dobrze. Zajmiemy się ciałem, żeby jego matka mogła uhonorować go
słonecznym pogrzebem, jeśli tak zdecyduje.
-?Nie mam ciała.
Atalantia unosi brwi, a poirytowana Hypatia wokół jej szyi zaczyna wić
się w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara.
-?Dlaczego?
-?Zostało skradzione i zbezczeszczone przez krewniaków Bellerephona au
Raa, którego Cassius zabił.
-?Zbezczeszczone w jaki sposób?
-?Nie...
Asmodeus rechotaniem przerywa nam rozmowę. Klejnoty w pierścieniach
skrzą się, gdy przesuwa palcami po gładkim podbródku.
-?Przepadł na dekadę, był wychowywany przez Bellonę i nie zamierzał
wracać. Jednak teraz, kiedy dostrzegasz próżnię w miejscu władzy,
przybiegasz jak ochoczy prosiaczek, żeby przejąć tron. Mamy już
przywódcę, nikczemny chłopcze. Nazywa się Atalantia.
-?Nie wróciłem, żeby cokolwiek przejmować -?odpowiadam. -?Nie mam
blizny, nie mam dziedzictwa, nie mam prawa. Przybyłem tylko po to, żeby
uleczyć podział, jaki stworzyło Powstanie. -?Patrzę na Atalantię. -
Pozwolisz?
Kiwa głową.
-?To będzie zabawne.
Drzwi otwierają się i do środka zostają wpuszczeni Diomedes z Seraphiną.
Atmosfera wrogości wypełnia pokój. Cofam się, robiąc miejsce dla
Diomedesa. Pochmurna Seraphina staje obok niego.
-?Wielkie nieba... -?mruczy Atalantia. -?Ponury jak chmura gradowa. Blady
jak trup. To Raa czy duch samego Akari?
-?Jest o wiele mniej rozmowny -?wtrąca Ajax.
-?Salve, Aureusowie. -?Diomedes z szacunkiem pochyla głowę. -?Jestem
Diomedes au Raa, syn Romulusa i Dido, Rycerz Burzy Dominium Obrzeża,
taksarcha Falangi Błyskawicy.
-?Uuu, a co to takiego? -?dziwi się Ajax.
To zaskakuje Diomedesa.
-?Wyspecjalizowany legion mobilny.
-?A nie wszystkie legiony są mobilne? Czy też macie nowy sprzęt
latający?
Diomedes mruga zaskoczony tym zwrotem, a potem odchrząkuje.
-?To moja siostra Seraphina, lochagos... Jedenastej Jazdy Pyłu.
Czeka, aż Ajax znowu mu przerwie.
-?Mów dalej -?zachęca go Atalantia. -?Świetnie ci idzie, młody
człowieku.
-?Naszym obowiązkiem jest przekazać wam wieści od Rady Księżycowej oraz
konsulów Dido au Raa i Heliosa au Lux. Przekazali nam Pieczęć Dominium.
-?Diomedes unosi pięść i pokazuje wielką żelazną rękawicę pancerną
wysadzaną wirującymi kamieniami. -?Zostałem upoważniony do prowadzenia
pertraktacji mających na celu zawarcie trwałego i odpowiadającego
wszystkim rozejmu między Dominium Obrzeża a Ostatkami Wspólnoty, aby
przeciwstawić się chorobie demokracji.
Wszyscy milkną zaszokowani.
-?Niech mnie szlag... -?mruczy Scorpio. -?Więc to prawda.
Asmodeus rechoce z niedowierzaniem.
-?Dido au Saud konsulem? Niemożliwe. Ci barbarzyńcy gardzą cywilizowanym
towarzystwem! Doprawdy, czy Romulus oszalał?
W głębi ducha się martwi. Dido zdradziła swoją rodzinę, wychodząc za mąż
za Raa. Jeśli Obrzeże miałoby sprzymierzyć się z rodem Saud... O rety. To
mogłoby zagrozić jego przewadze na Wenus. Kalindora świetnie się bawi,
widząc jego rozdrażnienie.
-?Przestań, proszę -?mówi do Asmodeusa Atalantia. Odwraca się z powrotem
do Diomedesa. -?Z pewnością odziedziczyłeś po ojcu... prezencję. Powiedz
jednak, dlaczego Romulus Śmiały nie jest już Suwerenem? Zmęczyło go
perorowanie? Atlas w to nie uwierzy.
-?Nasz ojciec nie żyje -?odpowiada Seraphina.
Nie wspomniałem o tym w wiadomości.
Nikt się nie odzywa, dopóki Atalantia nie podnosi ręki jak uczennica.
-?Nie żyje?
Diomedes kiwa głową.
-?Pod przysięgą zdradził, że wiedział, iż za zniszczenie stoczni
Ganimedesa odpowiadają Darrow z Lykos i Victra au Julii, a nie Roque au
Fabii.
-?Darrow to zrobił? -?Atalantia śmieje się i klaszcze w dłonie. Hypatia
wysuwa błyskawicznie język, wyczuwając zachwyt swojej pani. -?Ojciec
miał rację. Wiedziałam, że to nie był Fabii. Darrow. Darrow. Darrow. A to mały, szelmowski karaluch! Prawie jestem z niego dumna. Ale wygląda
na to, że za bardzo się zapędził. Cóż, każdy wie, jak to jest. Tymczasem
jednak Romulus nie żyje. Nie żyje? Nie sądziłam, że on może umrzeć.
Powiedz, jak odszedł? Wojna domowa? Zabójstwo? Czy wreszcie wasza matka
go pożarła?
-?Po tym, jak wyznał swój postępek i zamordował Białych arbitrów, tylko
w jeden sposób mógł odzyskać honor -?wyjaśnia Diomedes. -?Przeszedł
Ścieżkę Akari do Smoczego Grobu i uległ żywiołom.
Gapią się na niego, jakby gadał od rzeczy.
-?Doszedł? -?pyta Ajax.
Diomedes przełyka ślinę.
-?Nie.
I wtedy wszyscy jak jeden mąż wybuchają śmiechem.
Napełnia mnie nienawiścią ich brak szacunku dla człowieka, którego
podziwiałem prawie w równym stopniu co Cassiusa. Seraphina wygląda,
jakby była gotowa dobyć brzytwy, gdyby tylko ją miała.
Jedynie Diomedes stoi nieporuszony. Wiele nauczył się z krótkiej rozmowy
z Ajaxem i teraz uczy się, czego spodziewać się po pozostałych.
Mój szacunek dla tego człowieka jedynie rośnie. Wygląda na to, że
Kalindora podziela moje zdanie.
-?Oto twój potwór w cieniu, gotowy zaatakować Wenus, Asmodeusie! -
śmieje się Atalantia. -?Tyle zamartwiania się z powodu samobójstwa
płynącego z urojeń. Powiadam: po co mamy kiedykolwiek ruszać z wojną do
Obrzeża? Skoro wystarczy sprawić, aby okłamali się nawzajem, a potem
honor każe im zająć się resztą!
-?Romulus był Żelaznym Złotym -?odzywam się. -?Pod każdym względem był
człowiekiem honoru.
-?Chociaż wszystko wskazuje, że zabrakło mu do tego paru kroków -
poprawia mnie Ajax.
-?Zasługuje na wasz szacunek -?warczę. -?A przynajmniej grzeczność i niewyśmiewanie go w obecności jego potomków.
Wojowniczy Falthe wreszcie przerywa milczenie:
-?Nie będzie mnie pouczał w kwestiach honoru chłopak bez blizny, bez
względu na jego nazwisko. Byłem pod Ilionem, młody człowieku. Romulus
zabił moją siostrę. Przeciął jej brzuch tak, że dosięgnął kręgosłupa.
Dopóki nie walczyłeś z tymi... nieszczęsnymi przeżuwaczami w korytarzu,
nic nie wiesz.
-?Chcesz, żebyśmy szanowali Romulusa, Lysandrze? -?pyta Atalantia. -
Mamy szanować człowieka, dla którego honor był ważniejszy od
powszechnego dobra? Mamy szanować głupca, którego rebelia pozwoliła
wybić się Żniwiarzowi? Szanować zdrajcę, który walczył ramię w ramię z hordami niewolników w Ilionie? Który porzucił obowiązki w tak
straszliwym stopniu, że nawet jego własny brat nie mógł stać u jego
boku? -?Grozi mi smukłym palcem. -?Myślę, że wciąż jesteś zagubiony,
Lysandrze. Czy też oszalałeś tak jak oni? Co o tym myślisz,
siostrzeńcze?
Ajax w zadumie przesuwa językiem po zębach.
-?Nie robi wrażenia szalonego.
-?Czyli nie jesteś obłąkany -?mówi Atalantia. Staje ze mną nos w nos,
mówi ciepłym i ufnym tonem. -?Zatem co? Jesteś zdezorientowany?
Torturowali cię? -?Zerka na Diomedesa i Seraphinę. -?Brutal? Czy ta
zakurzona myszka? Rozbierzemy ich na części, jeśli chcesz. Nabijemy na
jeden z pali Atlasa.
-?Potrzebujesz sojusznika, żeby przechylić szale.
Marszczy brwi.
-?Nie. Potrzebowałam tylko pozycji imperatora. Przez lata ojciec trzymał
mnie na smyczy, kiedy przeprowadzał konwencjonalny odwrót. Przepraszam:
chciałam powiedzieć, kiedy prowadził wojnę. W przypadku hybrydowego
przeciwnika potrzebujesz hybrydowego wojownika. To ja zmieniłam bieg tej
wojny, Lysandrze. To moi agenci sączyli jad w cytadeli wroga. Atlas
przeniósł ją do ich kołyski. Wkrótce motłoch zacznie się wzajemne
wyrzynać. Nie potrzebujemy tu zdrajców. Jesteśmy krok od zwycięstwa.
Przyglądam się ich twarzom i widzę tylko arogancką izolację. Każdy
zabarykadował się za własną władzą i uprzedzeniami. To uzasadnione.
Niektórzy pamiętają krewnych, których stracili w dwóch rebeliach
Obrzeża. Wielu wierzy w cywilizacyjną wyższość Rdzenia. Wszyscy zaś
pamiętają koszt w podatkach, jaki miały dla nich bunty Obrzeża.
Nie są w stanie przyznać, że Obrzeże może być pomocne. Najpierw muszą
zostać upokorzeni. Byłoby o wiele łatwiej, gdybym mógł przypisać bitwy
do swojego imienia. Gdybym miał legiony na swoje wezwanie. Bliznę na
twarzy. Jednak narzędzia, jakimi dysponuję, nie są pozbawione siły.
-?Może macie rację. Może nie potrzebujecie Obrzeża, ale...
Atalantia odwraca się do mnie i posyła mi ostrzegawcze spojrzenie.
-?...jeśli macie wszystko, czego wam trzeba, to czemu wciąż tak wiele
okrętów jest uszkodzonych po bitwie Kalibana? Orion nie uległa łatwo.
Czemu nie wyślecie uszkodzonych jednostek z powrotem do stoczni na
Wenus, żeby je tam wyremontowano? -?Rozglądam się niewinnie. Nikt nie
odpowiada. -?Chyba że z jakiegoś powodu nie możecie tego zrobić. Może
Minotaur zrobił coś więcej, niż tylko zabił Magnusa po tym, jak został
uwolniony przez Darrowa. Czyżby przypadkiem zajął stocznie, kiedy
znalazł się na Wenus?
-?Ty mała podstępna łasico! -?krzyczy Asmodeus. -?Jakim cudem możesz to
wiedzieć?
-?Ile okrętów zajął Minotaur? -?naciskam. -?Wszystkie, które znajdowały
się w stoczniach? Ewidentnie ta zagrywka przeciwko Wolnym Legionom to
pułapka, żeby przyciągnąć floty Republiki. Przyciągnąć ich główne siły,
a potem ominąć je chyłkiem i zniszczyć ich planety. Jednakże bez
wsparcia Wenus nie możecie polecieć na Marsa albo Lunę. Pułapka została
zastawiona, ale wasza stopa też w niej wylądowała.
-?Lysandrze, proszę. Dość tych popisów -?mówi Atalantia.
-?Po pojmaniu Minotaura wielu z jego ludzi musiało przejść do ciebie,
Atalantio. Ilu jest teraz pod jego sztandarami? A ile okrętów się
wymknęło? Apollonius był popularny. I dociekliwy umysł zadałby sobie
pytanie, dlaczego tak się rwał, żeby zabić Magnusa. Może został
zdradzony. Oddany wrogowi.
Patrzą na mnie, jakby nagle wyrosły mi kły.
Może nie znam zasad Obrzeża, ale znam Rdzeń. I miałem rację. Apollonius
został zdradzony. Najpewniej właśnie z powodu swojej popularności.
Ogarnia mnie uczucie osamotnienia. To są ludzie, o których Cassius
myślał, że naślą na niego zabójcę. Uważał ich za do tego stopnia
gorszych od Powstania, że oddał życie, aby na pewno nie wygrali tej
wojny. Jeśli nie zgodzą się choćby rozważyć pomysłu sprzymierzenia się z Obrzeżem, to umarł na darmo.
-?Moi łaskawi panowie, jesteście w połowie kroku, w połowie kampanii,
która, jak się domyślam, miała być niesłabnącym natarciem. Tymczasem
Darrow, nie ruszając nawet palcem, odciął wam nogę zakroczną. Bez
stoczni i posiłków nie jesteście w stanie ani ruszyć naprzód, ani się
cofnąć. Oferuję wam sojusznika, który jest świeży, od dziesięciu lat
wolny od Powstania. Który nie ma pretensji, chęci ani sił, żeby zająć
wasze planety. Został opluty i teraz szuka satysfakcji. Odmówcie mu,
jeśli musicie. To wasz wybór, nie mój.
Świerszcze przy fontannie kontynuują rozmowę.
Ajax pierwszy się odzywa:
-?Jeśli zniszczymy Wolne Legiony, kiedy oni zaatakują bastiony w Pasie i stocznie na Fobosie, rana zadana Republice będzie śmiertelna.
Argumentacja Lysandra nie jest pozbawiona sensu. Ani też nie odrywa nas
od obecnych poczynań.
-?Wiem, że jego argumenty mają sens -?warczy Atalantia. -?Nawet menda by
to zauważyła. Ja. Po prostu. Nienawidzę. Księżyków. -?W zadumie przesuwa
palcem po łuskach Hypatii. -?Będę boleśnie szczera, młody Diomedesie.
Nie uważam za rozsądne tańczyć z jadowitymi stworzeniami, których nie
wychowałam od małego. Nie zabiłeś jednak mojego ojca, prawda? Ani
Octavii, skoro już o tym mowa. Ani Ai czy Moiry. Zamordowanie cię
pociągnęłoby za sobą gąszcz problemów sądowych. A jest wielu, bardzo
wielu innych, których możesz pomóc mi zabić. Powiedz mi jedno. Wasze
stocznie zostały zniszczone, ale jakoś znaleźliście sposób, żeby
wybudować nowe okręty, takie jak ta interesująca korweta w moim
hangarze. Nie, nie rozbiorę jej, bo pewnie wtedy wybuchnie, co? -
Diomedes wzrusza ramionami. -?Ewidentnie macie zasoby energetyczne,
dzięki którym możecie prowadzić wojnę, chociaż termity zamieniły Marsa w nieprzenikniony bastion. Jak? Posługujecie się karawelami, żeby zbierać
hel z gazowych olbrzymów? -?Szczerzy zęby. -?Wiem, że Atlas wiedziałby,
gdybyście ośmielili się wydobywać coś w Pasie Kuipera... -?Diomedes
pozostaje nieruchomy, kiedy Atalantia zadaje coraz więcej pytań. -?Ile
okrętów wojennych ma Obrzeże? Ile legionów? To są rzeczy, które muszę
wiedzieć.
Diomedes jest rozbawiony tym, że Atalantia myśli, że kiedykolwiek jej to
zdradzi.
-?W przypadku sojuszu wszelkie zadania wyznaczone Obrzeżu niezbędne dla
przeprowadzenia uzgodnionej strategii zostaną wypełnione. To wszystko,
co powiem.
-?Och, być młodym i myśleć, że wie się, jak załatwia się sprawy -?zwraca
się Atalantia do prymusów. -?To nie są nieuczciwe pytania, Diomedesie.
Skoro nie wiem, jak silni jesteście, dlaczego miałabym wybrać was na
partnera do tańca?
-?Bo wszyscy inni są zajęci, a pieśń osiąga crescendo.
Atalantia patrzy na niego z coraz szerszym uśmiechem.
-?Poczekaj, aż Atlas cię zobaczy! -?Wzdycha. -?Proszę bardzo, łaskawi
panowie. Prawda w całej swojej paskudnej krasie. Znowu idziemy do
buduaru z brzydkimi kuzynami. -?Carthii próbuje jej przerwać, ale ona
nie daje mu dojść do głosu. -?Jestem Dyktatorką, Asmodeusie. Mam
nieograniczoną władzę w sprawach wojny. Aby bronić naszej dominacji
jutro, musimy iść na pragmatyczne ustępstwa dzisiaj.
Dopiero kiedy zapewnia, że prymusi będą mieli udział w tworzeniu
traktatu po tym, jak obecne poczynania się zakończą, ich hologramy
znikają jeden po drugim. To jeszcze nie wszystko. Negocjacje będą trwały
tygodniami. Żadna ze stron nie ustąpi na krok. A ostatecznie obie strony
odejdą, czując się oszukane. Jednakże zawrą porozumienie. A co
ważniejsze, wierzę, że Atalantia chciała, by do niego doszło, kiedy
tylko o nim usłyszała. Nie świętuje, ale w głowie już wygrała wojnę i myślami wybiega do następnej.
Najpierw Powstanie. A potem Obrzeże.
Czuję nagły ciężar, kiedy zastanawiam się, jak zdołam ją przekonać, żeby
nie zwróciła się przeciwko Raa, gdy tylko zobaczy w tym zysk.
Jeden z jej muskularnych niewolników przynosi jej kawałek chleba na
tacy. Atalantia łamie go na kilka kawałków i dzieli się z Raa. Kiedy już
zjedzą, Raa są oficjalnie jej gośćmi i znajdują się pod ochroną gens
Grimmus. Ktokolwiek będzie im źle życzył, stanie się jej wrogiem. To
formalność, która ma prawdziwą wagę tak jak za czasów naszych przodków.
Na tym etapie Atalantia nie może sobie pozwolić na jeszcze jednego
nieprzyjaciela.
-?Jutro zaczniemy rozmowy na szczycie Wodnego Kolosa w Tyche -?mówi. Raa
patrzą po sobie, a potem na planetę w dole. -?Dzisiaj jednak potrzebuję
gestu dobrej woli.
Pstryka palcami i wysoki na trzy kondygnacje hologram Merkurego wypełnia
gwiezdną kopułę. Jest upstrzony oznaczeniami znanych fortec i legionów
wroga, zniekształcony trajektoriami tysięcy transportowców i astroPancerzy.
Wiedziałem, że coś jest nie tak z tą bojową gotowością na Annihilo, ale
nie spodziewałem się czegoś takiego.
Zatem czeka nas Żelazny Deszcz.
To ryzykowny gambit pod publiczkę, który może okazać się bardzo drogi.
Albo więc Atalantię roznosi pewność siebie, albo uważa, że czas jej się
kończy. Podejrzewam, że już wiem, gdzie jest teraz Atlas.
Diomedes obrzuca spojrzeniem plan bitwy i marszczy czoło.
-?Nasze czujniki sugerują, że planeta jest osłaniana wzmocnionym
łańcuchem generatorów tarcz lądowych.
-?We wszystkich dogodnych miejscach, owszem -?przyznaje Atalantia. -?Na
razie.
-?Ale jak...
Uśmiecha się.
-?Myślicie, że Atlas wrócił do Kuipera, żeby poopalać się na pustyni?
Uwięziliśmy ponad dziewięć milionów marsjańskich niewolników. Przebiłam
się przez armadę Darrowa. Złamałam mu serce. A teraz złamię mu grzbiet.
Jeśli go zabijemy i unicestwimy legiony na Merkurym, zniszczymy sojusz
Marsa z Luną. Virginia zobaczy, jak jej mała rebelia pęka na pół.
-?Poza tym potrzebujesz fabryk czołgów w Heliopolis, a twoje stocznie
metalu z Merkurego do dalszych walk -?dodaje Diomedes.
-?To była długa wojna -?przyznaje Atalantia. -?Mówicie, że ostatecznie
chcecie walczyć po naszej stronie, Raa? -?Zaraz ukąsi przysłowiowa
żmija. -?Dowiedzcie tego. Spadnijcie z nami w Żelaznym Deszczu.
Przelejcie krew u mego boku, a będę wiedziała, że mam prawdziwych
sojuszników.
Cisza się przeciąga. Diomedes się zastanawia.
-?Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić.
-?Oczywiście -?wtrąca Ajax ze śmiechem. -?Miecz Io najlepiej się
sprawdza w pochwie.
-?Powierzono mi rolę głosu, nie miecza. To niemożliwe.
Atalantia unosi brwi, potrząsając przynętą.
-?Szkoda. Widziałam wielki potencjał w naszej unii. Jak jednak mam
zaufać sojusznikowi jutro, jeśli dzisiaj nie będzie walczył u mego boku?
Ajax, proszę, odprowadź gości na ich statek i odeślij z powrotem do ich
pylistej dziury.
Obserwuję Kalindorę, kiedy Seraphina się zastanawia. Czy Kalindora jest
taka jak reszta tych drapieżników? Rozkoszuje się polowaniem, czeka na
ostateczny cios? Jej twarz pozostaje niewzruszona, ale wzrok bada cienie
rzucane przez koksowniki Atalantii.
Seraphina występuje naprzód.
-?Ja to zrobię. -?Brat odwraca się do niej, raz jeszcze przeceniając
cierpliwość kobiet w swoim rodzie. -?Ty jesteś głosem Obrzeża,
Diomedesie. Ja mam tylko pomagać ci w misji. Jeśli umrę, to co z tego? -
Wyciąga jedną rękę nad drugą w prywatnym geście ich rodziny, który mówi
"cień i proch". -?Chcesz dostać swój przydział krwi, Grimmus? Możesz
wziąć całą moją. To wystarczy?
Atalantia się uśmiecha.
-?Wystarczy.
Kiedy Diomedes zdaje sobie sprawę, że jego siostra spadnie wraz z armią
ludzi, którzy z dumą zatknęliby głowę jego ojca nad kominkiem,
nieruchomieje. Współczuję mu, ale widziałem Seraphinę wśród Ascomanni i jeśli ktoś może przeżyć swój pierwszy Deszcz, to właśnie ona.
Diomedes rzuca mi ponure spojrzenie, kiedy razem z siostrą zostają
wyprowadzeni przez Popielną Gwardię. Atalantia kiwa głową na Kalindorę,
żeby również wyszła. Zostaję sam z nią i Ajaxem i patrzę, jak drzwi się
zamykają. Atalantia podchodzi do iluminatora i spogląda na planetę. Na
pewno się zastanawia, jakie machinacje obmyśla Darrow. Ja też się nad
tym zastanawiam.
-?Wychowanek? -?odzywa się nagle Ajax.
Spodziewałem się gniewu, ale to nie umniejsza mojego strachu przed nim.
-?Ja...
Porusza się z oszałamiającą prędkością, jaka jest niemożliwa w niskiej
grawitacji Obrzeża. Jego pięść uderza mnie w szczękę tak szybko, że
tylko instynkty wpojone w ramach Drogi Wierzby, które każą mi podać się
impetowi uderzenia, ratują mnie przed połamaniem żuchwy i karku. Mimo to
padam na ziemię.
-?Wychowanek?! -?ryczy Ajax.
Atalantia nawet nie patrzy na odbicie tego aktu agresji w iluminatorze.
Podnoszę rękę do Ajaxa. Chociaż jako dziecko był kochany, jego nastrój
potrafił się zmienić pod wpływem lada drobiazgu. Teraz jest to o wiele
bardziej widoczne.
-?Ajax...
-?Ten pieprzony Bellona zabił moją matkę -?warczy, depcząc mi pachwinę.
-?Była bardziej matką dla ciebie niż twoja własna, ty wykastrowany
kundlu.
-?To prawda -?jęczę.
-?A mimo to dreptałeś przy nodze Bellony przez dziesięć lat? Przez
dziesięć lat, kurwa?!
-?Miałem... niewielki wybór.
-?Mogłeś wrócić do nas. Do mnie. Bracie.
-?Przepraszam, Ajaksie, powinienem był, ale... -?Uderza mnie mocniej,
mdłości zalewają mi żołądek i zaczyna mnie boleć krzyż. -?Bałem się.
Jest przerażony moim wyznaniem i prawie zdejmuje ze mnie but.
-?Czego? Nas?
-?Nie ciebie, nigdy ciebie, Ajaksie. Dworu, gdzie Złoci pożerają
Złotych. -?Próbuję wstać, ale popycha mnie na ziemię, tym razem
delikatniej. -?Myślisz, że cieszył mnie widok Ai poszatkowanej na
kawałki? Myślisz, że widok Octavii rozciętej od pachwiny po mostek nic
nie znaczył? Myślisz, że nie widziałem, jak sami wyrządziliśmy sobie
Powstanie? Szakal, Fitchner, Cassius, Marsjańska Waśń, wszystko to
objawy tej samej choroby. Nie chciałem być tego częścią.
To Ajax rozumie.
Jako dzieci kpiliśmy ze wszystkich żmij knujących na dworze. Tylko
Atalantii wychodziło to z wdziękiem, w dodatku robiła to dla zabawy.
Moira była czysta w swoim obsesyjnym dążeniu do prawdy. Aja była czysta
w wypełnianiu swoich obowiązków wobec mojej babki. Lorn był czysty w honorze. Nawet Darrow był czysty w swojej wtedy jeszcze
niewytłumaczalnej żądzy wygrywania.
To byli ludzie, których podziwiałem. Nie żmije.
-?Więc czemu wracasz teraz? -?pyta Atalantia.
Wyczuwa zrozumienie łączące mnie i Ajaxa, ale go nie pojmuje. Zazdrości
nam tego? Czy jest podejrzliwa? Tak czy inaczej, wraca do iluminatora.
-?Bo wierzę, że może być inaczej. Powstanie dowiodło, że nie potrafi
rządzić. Nawet jeśli za czasów Octavii działa się niesprawiedliwość, nie
było dwustu milionów trupów.
-?Dwustu pięćdziesięciu -?mówi Atalantia. -?Ukrywaliśmy głód na Wenus.
Drętwieję na myśl o tym, że śmierć tak wielu ludzi można było ukryć.
-?Może nie było idealnie, ale nie było aż tak źle. Wierzę, że jeśli
zdławimy Powstanie, mamy szansę naprawić nie tylko to, co zniszczyło,
ale także to, co sami popsuliśmy.
-?Na bogów -?mruczy Ajax. -?Nie zmienił się ani odrobinę.
-?Mówiłam.
Ajax podnosi mnie za klapy kurtki.
-?Pewnie wciąż chce być Markiem Aureliuszem. -?Pochyla się bliżej i dodaje konfidencjonalnie: -?Prawda jest taka, że moja matka ujęła się za
Cassiusem. Pamiętasz. Kiedy Octavia kwestionowała jego lojalność, matka
błagała, żeby dać mu szansę. Pewnie widziała Lorna w jego sercu. A on
okazał jej wdzięczność, rzucając ją wilkom na pożarcie. Wiem, że to
sobie zracjonalizowałeś, bo uważasz, że emocje to wtórne oprogramowanie,
czy coś takiego. Jednak spójrz na to, czym ja jestem. Czym się stałem. -
Pokazuje znaki wskazujące liczbę zabitych. Na wgniecioną zbroję. Na
podwójnej grubości szarą brzytwę u pasa. -?Myślisz, że stałem się tym
dla przyjemności?
-?Rozumiemy wojnę, która się w tobie toczy, Lysandrze. Zawsze
rozumieliśmy -?odzywa się Atalantia. -?Jednak nie zmienia to faktu, że
nie w taki sposób powinieneś wrócić: ze względu na siebie, na nas... I nie
z nimi. Rozmieniłeś się na drobne. Mogłeś wrócić jak bóg. Pomyśl, jak
mogłabym to wykorzystać. Pomyśl, jak mogłoby na tym skorzystać twoje
górnolotne marzenie. -?Wzdycha i unosi rękę jak śpiewaczka operowa. -
Oczywiście legiony ucieszą się z twojego powrotu. Jeśli posłużyć się tym
należycie, powrót dziedzica Sileniusa nadal może inspirować światy. Już
słyszę te pieśni. Masz jednak wiele do udowodnienia. Ludzie będą się
zastanawiać, nie ja, ale inni, czy nie jesteś sługusem Obrzeża. -?Macha
rękami. -?Może to wytrenowana małpka Zdrajcy? Może nawet marionetka
Króla Niewolników? Będą się zastanawiali: czy Lysander naprawdę jest
Żelaznym Złotym?
Ajax staje w mojej obronie.
-?Może i jest potwornie pretensjonalnym dziwadłem, ale nie jest
marionetką Króla Nie...
Atalantia ucisza go samym spojrzeniem.
-?Dopóki odpowiedzi nie będą niepodważalne, obawiam się, że nie mogę
ujawnić twojego powrotu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Dramatis person?
Dramatis person?
Republika Solarna
Darrow z Lykos / Żniwiarz -?były arcyimperator Republiki Solarnej, mąż
Virginii, Czerwony
Virginia au Augustus / Mustang -?aktualna Suwerenka Republiki Solarnej,
żona Darrowa, prymus domu Augustus, siostra Szakala z Marsa, Złota
Pax -?syn Darrowa i Virginii, Złoty
Kieran z Lykos -?brat Darrowa, Wyjec, Czerwony
Rhonna -?bratanica Darrowa, córka Kierana, lansjer, Szczeniak nr Dwa,
Czerwona
Deanna -?matka Darrowa, Czerwona
Sevro au Barca / Goblin -?imperator Republiki, mąż Victry, Wyjec, Złoty
Victra au Barca -?żona Sevro, z domu au Julii, Złota
Electra au Barca -?córka Sevro i Victry, Złota
Dancer, senator O'Faran -?senator, niegdyś jeden z dowódców Synów Aresa,
mąż Deanny, trybun bloku Czerwonych, Czerwony
Kavax au Telemanus -?prymus domu Telemanus, klient domu Augustus, Złoty
Niobe au Telemanus -?żona Kavaxa, klient domu Augustus, Złota
Daxo au Telemanus -?dziedzic domu Telemanus, syn Kavaxa i Niobe,
senator, trybun bloku Złotych, Złoty
Thraxa au Telemanus -?pretor Wolnych Legionów, córka Kavaxa i Niobe,
Wyjec, Złota
Alexandar au Arcos -?najstarszy wnuk Lorna, dziedzic domu Arcos,
sprzymierzeniec domu Augustus, lansjer, Szczeniak nr Jeden, Złoty
Cadus Harnassus -?imperator Republiki, zastępca dowódcy Wolnych
Legionów, Pomarańczowy
Orion xe Aquarii -?nawarcha Republiki, imperator Białej Floty, Wyjec,
Niebieska
Colloway xe Char -?pilot z największą liczbą zestrzeleń we flocie
Republiki, Wyjec, Niebieski
Glirastes Mistrz Stwórca -?architekt i wynalazca, Pomarańczowy
Holiday ti Nakamura -?dux Lwiej Gwardii Virginii, siostra Trigga, klient
domu Augustus, centurion Legionu Pegaz, Szara
Żywe Srebro / Regulus ag Sun -?najbogatszy człowiek w Republice, szef
Sun Industries, Srebrny
Publius cu Caraval -?trybun bloku Miedzianych, senator, Miedziany
Theodora -?przywódczyni agentów zwanych Drzazgami, klient domu Augustus,
Różowa Róża
Zan -?arcyimperator Republiki po usunięciu z tej pozycji Darrowa,
dowódca floty obronnej Luny, Niebieski
Błazen -?Wyjec, klient domu Barca, Złoty
Pestka -?Wyjec, klient domu Barca, Złota
Min-Min -?Wyjec, snajper i ekspert od uzbrojenia, klient domu Barca,
Czerwona
Brzydal -?Wyjec, klient domu Augustus, Złoty
Kulki -?Wyjec, haker, Zielony
Bezjęzyk -?były więzień w Grobowcu w Otchłani, Obsydianowy
Felix au Daan -?ochroniarz Darrowa, klient domu Augustus, Złoty
Wspólnota
Atalantia au Grimmus -?dyktatorka Wspólnoty, córka Pana Popiołów Magnusa
au Grimmusa, siostra Ai i Moiry, były klient domu Lune, Złota
Lysander au Lune -?wnuk byłej Suwerenki Octavii, dziedzic rodu Lune,
były patron domu Grimmus, Złoty
Atlas au Raa / Rycerz Strachu -?brat Romulusa au Raa, legat Legionu Zero
("Gorgony"), dawniej pod kuratelą domu Lune, klient domu Grimmus, Złoty
Ajax / Rycerz Burzy -?syn Ai au Grimmus i Atlasa au Raa, dziedzic domu
Grimmus, legat Żelaznych Lampartów, Złoty
Kalindora au San / Rycerz Miłości -?Olimpijski Rycerz, ciotka Alexandra
au Arcosa, klient domu Grimmus, Złota
Julia au Bellona -?matka Cassiusa, który nie utrzymuje z nią kontaktów,
nieprzyjaciółka Darrowa, prymus ostatków domu Bellona, Złota
Scorpio au Votum -?prymus domu Votum (magnaci, właściciele kopalni
metali i budowniczy Merkurego), Złoty
Cicero au Votum -?dziedzic domu Votum, syn Scorpio, legat Legionu
Skorpion, Złoty
Asmodeus au Carthii -?prymus domu Carthii (stoczniowcy z Wenus), Złoty
Rhone ti Flavinius -?podpretor rodu Lune, były zastępca dowódcy XIII
Straży Pretoriańskiej Dragonów (którą dowodziła Aja), Szary
Seneca au Cern -?dux Ajaxa, centurion Żelaznych Lampartów, Złoty
Magnus au Grimmus / Pan Popiołów -?były arcyimperator za rządów Octavii
au Lune, Niszczyciel Rei, Złoty, zabity przez Wyjców i Apolloniusa au
Valii-Rath
Octavia au Lune -?była Suwerenka Wspólnoty, babka Lysandra, Złota,
zabita przez Darrowa
Aja au Grimmus -?córka Pana Popiołów Magnusa au Grimmusa, Złota, zabita
przez Sevro
Moira au Grimmus -?córka Pana Popiołów Magnusa au Grimmusa, Złota,
zabita przez Ragnara
Dominium Obrzeża
Dido au Raa -?współkonsul Dominium Obrzeża, żona byłego Suwerena
Dominium Obrzeża Romulusa au Raa, z domu au Saud, Złota
Diomedes au Raa / Rycerz Burzy -?syn Romulusa i Dido, taksarcha Falangi
Błyskawicy, Złoty
Seraphina au Raa -?córka Romulusa i Dido, lochagos Jedenastej Jazdy Pyłu
Helios au Lux -?współkonsul Dominium Obrzeża dzielący urząd z Dido
Romulus au Raa / Władca Pyłu -?były prymus domu Raa i Suweren Dominium
Obrzeża, Złoty, popełnił rytualne samobójstwo
Obsydianowi
Sefi Milcząca -?królowa Obsydianowych, przywódczyni Walkirii, siostra
Ragnara Volarusa, Obsydianowa
Valdir Nieścięty -?wódz wojenny, partner królowej Sefi, Obsydianowy
Ozgard -?szaman ognistych kości, Obsydianowy
Freihild -?skuggi wojowniczka ducha, Obsydianowa
Gudkind -?skuggi wojownik ducha, Obsydianowy
Xenophon -?doradca Sefi, Białe logos
Ragnar Volarus -?były przywódca Obsydianowych, Wyjec, Obsydianowy,
zabity przez Aję
Inni
Ephraim ti Horn -?wolny strzelec, były członek Synów Aresa, mąż Trigga
ti Nakamura, Szary
Volga Fjorgan -?wolny strzelec, współpracowniczka Ephraima, Obsydianowa
Apollonius au Valii-Rath / Minotaur -?dziedzic domu Valii-Rath,
wielomówny, Złoty
Książę Rąk -?członek Syndykatu, mistrz złodziei, Różowy
Lyria z Lagalos -?Gamma z Marsa, klient domu Telemanus, Czerwona
Liam -?siostrzeniec Lyrii, klient domu Telemanus, Czerwony
Harmony -?przywódczyni Czerwonej Ręki, była członkini Synów Aresa,
Czerwona
Pytha -?pilotka, towarzyszka Cassiusa i Lysandra, Niebieska
Figment -?wolny strzelec, Brązowa
Fitchner au Barca / Ares -?były przywódca Synów Aresa, Złoty, zabity
przez Cassiusa au Bellona
Suwerenka
Suwerenka
-?Obywatele Republiki Solarnej, mówi wasza Suwerenka.
Wpatruję się na wpół oślepiona w pluton egzekucyjny obiektywów kamer
podobnych do muszych oczu. Po drugiej stronie iluminatora za moją sceną
stacje bojowe i okręty wojenne unoszą się ponad górną atmosferą Luny.
Patrzy na mnie osiem miliardów oczu.
-?W ubiegły piątek wieczorem, trzeciego dnia mensis Martius, otrzymałam
raport, z którego wynika, że Wspólnota przeprowadza na orbicie Merkurego
operację wojskową na dużą skalę. Od czasu bitwy o Marsa pięć lat temu
nie zgromadzono podobnej ilości wyposażenia i równie licznych sił.
Ponosimy odpowiedzialność za ten kryzys. Zwabieni fałszywymi obietnicami
pełnomocnika wroga, pozwoliliśmy, aby nasza determinacja osłabła.
Uwierzyliśmy w szlachetność naszego nieprzyjaciela. Uwierzyliśmy, że
można zawrzeć pokój z tyranami. Prawdziwa natura tego kłamstwa, jakże
kuszącego, została ujawniona: to okrutne intrygi na poziomie władz,
obmyślone, popełnione i przeprowadzone przez nowo wyznaczoną Dyktatorkę
Ostatków Wspólnoty, Atalantię au Grimmus, córkę Pana Popiołów. Uległszy
jej czarowi, poszliśmy na ugodę z rzecznikami tyranii. Zwróciliśmy się
przeciwko naszemu największemu generałowi, mieczowi, który przeciął
okowy niewoli, i zażądaliśmy, aby zgodził się na pokój, w którym on sam
rozpoznał kłamstwo. Kiedy odmówił, krzyknęliśmy: "Zdrajca!", "Tyran!",
"Podżegacz wojenny!". W obawie przed nim przywołaliśmy z powrotem z Merkurego na Lunę część Białej Floty: Straż Centralną. Zostawiliśmy
imperator Aquarii połowę sił, narażając ją na atak. Uczyniliśmy ją na
wpół bezbronną. Teraz z jej floty, floty, która oswobodziła nasze domy,
pozostały szczątki. Dwieście waszych okrętów wojennych zostało
zniszczonych. Tysiące waszych marynarzy zginęły. Miliony waszych braci i sióstr zostały porzucone na wrogiej planecie. Straty sięgają setek
miliardów, wasze straty. I jest to wina sprzeczek w waszym senacie, a nie sił wroga. Słyszałam, jak mówiono w ostatnich miesiącach, w korytarzach Nowego Forum, na ulicach Hyperiona, w wiadomościach
nadawanych w całej Republice, że powinniśmy porzucić tych synów i córki
wolności, te Wolne Legiony. Słyszałam, jak nazywa się je publicznie, bez
wstydu, "Utraconymi Legionami". Zostali skreśleni przez was mimo odwagi,
jaką okazali, mimo wytrzymałości, jaką w sobie znaleźli, mimo
potworności, jakie wycierpieli dla was. Zostali skreśleni, ponieważ
boimy się, że rozstając się z naszymi okrętami, ściągniemy inwazję na
własne światy. Ponieważ boimy się ponownie ujrzeć żelazo Wspólnoty na
naszych niebach. Ponieważ boimy się zaryzykować wygodę i wolność, które
mężczyźni i kobiety z Wolnych Legionów zdobyli dla nas za cenę własnej
krwi... Powiem wam, czego ja się boję. Boję się, że czas rozwodnił nasze
marzenie! Boję się, że pośród wygód uwierzyliśmy, że o swobody nie
trzeba walczyć!
Pochylam się do przodu.
-?Obawiam się, że wątłość naszej determinacji, kłótnie i obmowy, w których jakże dekadencko się nurzaliśmy, ograbią nas z jedności woli,
która pozwoliła światu ruszyć naprzód ku lepszemu miejscu, gdzie
poszanowanie dla sprawiedliwości i wolności znalazło punkt zaczepienia
po raz pierwszy od tysiąca lat. Obawiam się, że z powodu z braku
jedności powrócimy do ohydnej epoki, z której uciekliśmy, i że ten nowy
czas mroku będzie bardziej okrutny, bardziej złowieszczy i bardziej
przewlekły z powodu nikczemności, jaką rozbudziliśmy w naszych wrogach.
Wzywam was, Ludu Republiki, pozostańcie zjednoczeni. Nawołujcie swoich
senatorów, aby odrzucili strach. Aby odrzucili otępienie, w którym dba
się tylko o własne korzyści. Aby nie drżeli zdjęci pierwotnym strachem
na myśl o inwazji. Nie pozwólcie, aby wasi senatorowie gromadzili dla
siebie wasze bogactwa, chowali się za waszymi okrętami wojennymi, lecz
obudźcie w ich duszach bardziej gniewne anioły i poślijcie potęgę
Republiki, żeby strąciła machinę tyranii i ucisku z nieba Merkurego i uratowała nasze Wolne Legiony.
W tej chwili trzysta osiemdziesiąt cztery tysiące kilometrów od mojego
serca, z orbity leżącej tysiąc kilometrów nad krnąbrnym kontynentem
Pacyfiki Południowej, pociski w zapewniającej niewidzialność dla radarów
polimerowej powłoce Sun Industries pędzą w pustkę z prędkością trzystu
dwudziestu tysięcy kilometrów na godzinę. Lecą w kierunku Merkurego. Nie
niosą jednak śmierci, ale zapasy, leki na chorobę popromienną,
uzbrojenie, a także -?o ile mój mąż nadal żyje -?słowa nadziei.
"Nie opuściliśmy cię. Przybędę po ciebie.
A do tego czasu wytrwaj, ukochany. Wytrwaj".
Prolog. Darrow
Prolog
Darrow
Czerwień Krwi
Dwa miesiące wcześniej
W cieniu Merkurego unosi się cmentarzysko okrętów wojennych Republiki.
Ze zwycięskiej Białej Floty, która wyzwoliła Lunę, Ziemię i Marsa,
pozostały tylko poskręcane odłamki i poczerniałe skorupy. Zniszczone
przez potęgę Armady Popielnej wraki okrętów wirują na orbicie wokół
planety, którą wyzwoliły raptem kilka miesięcy temu. Już nie wypełniają
ich marsjańscy marynarze i legioniści wierni marzeniu Eo, zimne
korytarze są otwarte na próżnię i zamieszkane tylko przez umarłych.
To ostatni śmiech Pana Popiołów i debiut jego dziedziczki.
Kiedy ja razem z Apolloniusem i Sevro paliłem starego wojownika w jego
łożu na Wenus, jego córka Atalantia wyszła z cienia ojca i przejęła
urząd Dyktatora. Dyskretnie przeprowadziła większość ich armady z Wenus
i wykorzystała zniekształcające wskazania instrumentów promieniowanie
słoneczne, żeby zaatakować z zasadzki Białą Flotę na orbicie Merkurego.
Orion, dowódca mojej floty i najlepszy taktyk Republiki, nie spodziewała
się tego. To była masakra, a ja spóźniłem się trzy tygodnie, żeby jej
zapobiec. Szaleńcze wezwania pomocy moich przyjaciół dręczyły mnie,
kiedy pokonywałem pustkę, oddalając się coraz bardziej od syna i żony i zmierzając prosto w paszczę szaleństwa.
Biała Flota może i przepadła, ale Wolne Legiony, które przewiozła na
Merkurego, wciąż żyją. Wkrótce dołączę do nich na powierzchni planety,
najpierw jednak mam inne zadanie do wykonania.
Byłoby łatwiej, gdybym miał tu Sevro. Jak zawsze, gdy chodzi o przemoc.
Mój oddech rozbrzmiewa chrapliwie w skafandrze próżniowym, kiedy sunę
przez cmentarzysko. Moje magnetyczne buty lądują bezgłośnie na złamanym
kręgosłupie republikańskiego drednota. Zerkam przez wielkie pęknięcie w kadłubie, żeby sprawdzić, jak idzie praca mojemu lansjerowi. Różne
szczątki szybują w ciemności -?kawałki metalu, materace, dzbanki na
kawę, zamarznięte kule płynów maszynowych, odcięte kończyny. Nigdzie nie
widać Alexandra.
Sztywne ciało marynarza w stroju mechanika szybuje stopami do przodu.
Nogi ma stopione w jeden, wygięty, zakrzepły kikut żarem promieni
cząstek, usta rozwarte w niemym krzyku, jakby pytał: "Gdzie byłeś, kiedy
nadszedł wróg? Gdzie był Żniwiarz, któremu przysięgłem wierność?".
Dał się zwieść wrogom, sprzymierzeńcom, samemu sobie.
Podczas gdy senat Republiki oszukiwał sam siebie, wierząc, że można
zawrzeć pokój z faszystowskimi watażkami, ja udawałem, że zabicie Pana
Popiołów zakończy wojnę jeszcze za naszego życia. Udawałem, że mam klucz
do przyszłości, w której mogę odłożyć sierpak i wrócić do dziecka i żony, żeby być ojcem i mężem. Desperacja pozwoliła mi uwierzyć w to
kłamstwo. Naiwność senatu kazała mu uwierzyć w kłamstwo Atalantii. Teraz
jednak znam prawdę.
Wojna to jest nasze życie. Sevro myślał, że może przed nią uciec. Ja
myślałem, że mogę ją zakończyć. Jednak nasz wróg jest jak Hydra. Odetnij
mu jedną głowę, a wyrosną dwie nowe. Nie będą szukać pokoju. Nie
poddadzą się. Trzeba im wyciąć serce, bo będą walczyć o każdą piędź
ziemi, nawet o najdrobniejszy pyłek.
Dopiero wtedy nastanie pokój.
W rozpadlinie pod moimi stopami migoczą światła. Kilka minut później
Złoty w skafandrze kosmicznym unosi się do góry, żeby usiąść obok mnie
na kadłubie. Z obawy przed czujnikami wroga przystawia osłonę hełmu do
mojej, żeby fale dźwiękowe miały się przez co nieść.
-?Reaktor gotowy do nekromancji.
-?Dobra robota, Alexandrze.
Odpowiada mi stoickim skinieniem głowy.
Ten młody żołnierz nie jest już nieopierzonym, niepewnym siebie
młodzikiem, który zaczął u mnie służbę jako lansjer cztery lata temu. Po
wojnie większość ludzi się kurczy. Jedni z powodu ran na ciele. Inni na
skutek śmierci towarzyszy. Niektórzy z powodu utraty autonomii. Jednak
większość ze wstydu, bo odkrywają własną niemoc. W konfrontacji ze
zgrozą ich marzenia o wielkim przeznaczeniu załamują się. Tylko
nieliczni przeklęci rozkoszują się mrocznym dreszczykiem, gdy odkrywają,
że są urodzonymi zabójcami.
Alexandar to zabójca. Dowiódł, że jest godnym spadkobiercą spuścizny po
swoim dziadku, Lornie au Arcos. A ja zaczynam się zastanawiać, czy
odziedziczy też moje brzemię. W pojedynkę powstrzymał napór wroga na
szczycie wieży Pana Popiołów, kiedy Thraxa, Sevro i ja zostaliśmy
powaleni na kolana. To obudziło w nim głód. Teraz pragnie zemścić się na
Atalantii za wymordowanie naszej floty.
Tęsknię za tak jasnym pojmowaniem celu.
Jak to mawiał Lorn? "Gniew starych jest zimniejszy, bo to oni decydują,
jak posłużyć się młodymi".
Ilu jeszcze muszę wykorzystać? Ile jest warte życie Alexandra? Ile jest
warte moje własne? Jakby tam kryła się odpowiedź, zerkam w prawo. Za
kadłubem dryfującego drednota wschodnia krawędź Merkurego pulsuje jak
stopiona kosa.
Planeta jest niewiele większa od Luny, ale z tak bliska wydaje się
gigantyczna. Cienie wykrywacza min Wspólnoty przesuwają się po jej
tarczy. Szuka atomowych min zostawionych przez Orion na orbicie dla
osłony szaleńczego odwrotu naszych sił, kiedy wpadły w zasadzkę
Atalantii. Zostało ich już niewiele. Kiedy wszystkie zostaną usunięte,
tylko troposferyczne tarcze osłaniające cenny kontynent Helios będą
powstrzymywać gniew Popielnej Armady. Czarne okręty czają się po drugiej
stronie cmentarzyska, bezpiecznie poza zasięgiem naziemnych dział
Republiki. Czekają, żeby wystrzelić Żelazny Deszcz przeciwko mojej
porzuconej na Merkurym armii.
Kiedy tarcze padną, padnie Merkury.
Dziesięć milionów moich braci i sióstr czeka anihilacja.
Po to właśnie zjawiła się Atalantia. Żeby zmiażdżyć Białą Flotę. Żeby
zabić Wolne Legiony. Żeby odebrać z powrotem Merkurego i jego metalami i fabrykami nakarmić machinę wojenną Złotych na Wenus i przygotować się do
decydującego, nieodpartego uderzenia w serce Republiki.
Maleńki laser migocze na kadłubie między stopami Alexandra. Znowu
przysuwam hełm do jego osłony.
-?Przesuwają go -?mówię. Jego spojrzenie staje się surowsze. -?Czas
ruszać.
Razem odpychamy się od kadłuba i szybujemy z powrotem w głąb
cmentarzyska. Pokonujemy morze zamrożonych trupów i strzaskanych
myśliwców, po czym lądujemy dwa kilometry od drednota na rozbitym
kadłubie martwego dewastatora. Przeskakujemy po jego powierzchni, aż
docieramy do ciemnego hangaru. Wewnątrz czeka prototypowy czarny prom -
Nekromanta, osobisty wahadłowiec Pana Popiołów zdolny do lotów w głębokim kosmosie, który ukradłem z jego fortecy i na którym
przyleciałem z Wenus na Merkurego. Dzisiaj dopilnuję, żeby zasłużył na
swoje imię.
-?Mrówkojad do Czarnego Tango, słyszysz mnie? -?Głos Rycerza Strachu
niesie się echem w głośnikach hangaru. Jest lodowaty i zdradza
inteligencję.
Głos pasuje do człowieka. Atlasowi au Raa, najskuteczniejszemu polowemu
dowódcy Atalantii, daleko do jego honorowego brata, Romulusa. Wysłany na
powierzchnię ze swoimi partyzantami z Legionu Zero, sieje chaos na
naszych tyłach i odpowiada za opóźnienie, z jakim połączę się z moimi
siłami -?które nawet nie wiedzą, że tu jestem. Podobnie zresztą jak
wróg.
Armada Popielna utrzymywała blokadę wokół planety, kiedy przyleciałem na
Merkurego trzy tygodnie temu. Na szczęście technika maskująca Nekromanty
nie ma sobie równych w całej armadzie Wspólnoty, a szczątki okrętów
skutecznie osłoniły nasz przylot.
Ukrywając się na cmentarzysku, wykorzystałem oprogramowanie deszyfrujące
na Nekromancie, żeby podsłuchiwać Rycerza Strachu. Składa raporty ze
swoich okrucieństw, melduje o nabijaniu na pale i okaleczeniach z obojętnością lekarza podającego lek pacjentowi. Dzisiaj omawia inny
temat.
-?Tu Czarne Tango. Mrówkojad, melduj. -?Cieniutki głos Miedzianego
odpowiada w imieniu Atalantii. Jakiś złowieszczy administrator od
tajnych operacji na Annihilo.
-?Niewolnik Dwa jest zapakowany i gotowy do przesłania -?przeciąga
zgłoski Atlas. -?Krwawa Meduza gotowa. Parkiet wygląda na zatłoczony,
potwierdźcie lądowanie eskorty i obecność przyzwoitki.
-?Lądowanie potwierdzone. Eskorta: Miłość, Śmierć i Burza zostaną
dostarczone na kredę za dwadzieścia. Przewidywany czas potwierdzenia:
czterdzieści. Nadzór przyzwoitki zapewniony. Prosimy o potwierdzenie
kontaktu z eskortą. Dostawa rusza na twój sygnał.
-?Zrozumiano. Potwierdzę kontakt. Mrówkojad bez odbioru.
Przekaz audio się kończy.
Niewolnik Dwa, tak nazywają moją przyjaciółkę, Orion. Od dnia, kiedy z Sevro uprowadziliśmy jej statek podczas ucieczki z Luny, była moją
powierniczką, lojalną sojuszniczką, jedynym atutem w starciu z niewiarygodnym wyrafinowaniem Złotych pretorów floty. A teraz jest ich
jeńcem.
Niewolnik Dwa. Skurwysyny.
Zanim przylecieliśmy, Orion została porwana przez Rycerza Strachu ze
swojej kwatery w stolicy Merkurego -?Tyche. Jej osobistą ochronę
wyrżnęli w pień. Na łóżku zostawili jej palce, żeby zakpić z Wolnych
Legionów.
Rycerz Strachu nie mógł wywieźć jej na orbitę, ale zdołał wymknąć się
tropicielom, których moi dowódcy wysłali jego śladem. Słuchałem raportów
łajdaka, kiedy odzierał niektórych z nich żywcem ze skóry i torturował
Orion w swoich ukrytych górskich bazach. Dzisiaj spróbuje przenieść ją
na orbitę, gdzie będzie musiała stawić czoło nieprzeniknionym
psychotechnikom Atalantii. To będzie neuroekstrakcja -?nauka, w której
Atalantii dorównuje tylko moja żona. Orion mogła opierać się torturom,
ale kiedy Atalantia zacznie zdzierać warstwy jej umysłu, architektura
obrony planetarnej Republiki zostanie odsłonięta.
Nie mogę pozwolić, żeby do tego doszło.
-?Faszystowskie dupki -?mruczy moja bratanica, Rhonna, i wyciąga
synaptyczne rękawiczki w kierunku Alexandra.
-?To Czerwone kmiotki wydały Orion, nie Złoci -?odpowiada Alexandar,
zajęty wycinaniem brzytwą bojowego irokeza na ogromnej głowie Thraxy au
Telemanus.
Mam taką samą fryzurę. Thraxa podziwia się w odbiciu wyszczerbionego
młota bojowego: Dziewuszki.
-?Cała ta planeta jest gówniana -?odpowiada Rhonna. -?Zastanów się, czy
nie kupić tu sobie willi, Księżniczko.
W odpowiedzi Alexandar posyła jej całusa.
-?Atalantia ma przynajmniej odrobinę polotu -?rzuca przeciągle Colloway.
Najlepszy pilot myśliwców w Republice, który unika wszelkiego
niepotrzebnego wysiłku, wyciąga się na skrzynce ze zbroją impulsową i pali szluga. Smukłe kończyny rozrzucił we wszystkich kierunkach,
bladoniebieskie oczy spoglądają marzycielsko na wijącą się smużkę dymu.
-?Pamiętacie Młot Grozy albo Świetlistą Zagładę? Wielkie nieba, Pan
Popiołów miał nosa. O ile nazywał to coś nosem. Prędzej "Pożeraczem
Tchnienia" albo "Spożywcą Gazów Życia"...
Dziewuszka Thraxy wali w pokład i zostawia w nim dwa wielkie
zagłębienia.
Wszyscy milkną.
Moja najlepsza zabójczyni pali się do walki. Twarz ma pomalowaną na
pomarańczowo. Pochyla szeroką jak udo szyję niczym słonecznokrwisty
ogier w blokach startowych Hipodromu. O ile ja żałuję swojego
zamiłowania do przemocy, przepełniony Czerwonym poczuciem winy, o tyle
Złoci starej krwi pławią się w jej wrzawie. To nie chwałę kochał
Cassius, nie za szlachetną walką goni Alexandar i nie katartycznej
zemsty potrzebuje Sevro, ale pierwotnej esencji samej walki. Thraxa
nigdy nie czuje się bardziej żywa niż po trzydziestu dniach walki, ze
skórą pokrytą otarciami od siodła, i potem, gdy poluje na ludzi, którzy
nigdy nie byli zwierzyną.
-?Lubię zabijać ludzi, których nie lubię -?powiedziała kiedyś, gdy Pax
zapytał, czemu za mną podąża. -?A twój tata przyciąga ich jak muchy.
Przyglądam się reszcie moich skromnych sił. Wszyscy poza Collowayem
noszą irokezy, które rozsławił Sevro. Alexandar, Colloway i Thraxa są
gotowi. A Rhonna i Bezjęzyk? Stary Obsydianowy siedzi ze skrzyżowanymi
nogami na podłodze.
Po awansie ze strażnika więziennego do pozycji niepewnego atutu dowiódł
swojej wartości na wyspie Pana Popiołów. Jest prawdziwym patriotą, jeśli
idzie o Republikę, ale obawiam się, że nie jest gotowy na to, co nas
czeka. Obawiam się, że nawet my nie jesteśmy na to gotowi. Bez partnera
Sefi, Valdira, i jego Obsydianowych, bez Sevro, Victry, Pestki, Błazna i Holiday nasza drużyna wydaje się mniejsza, niż powinna. Brakuje mi mojej
najlepszej broni i najlepszych przyjaciół.
-?Wróg wyruszył -?mówię. -?Rycerz Strachu spróbuje dostarczyć Orion na
Annihilo w ciągu godziny. Uratujemy ją, jeśli zdołamy. W przeciwnym
wypadku musimy ją zlikwidować. Nie zdobędą tych informacji. -?Patrzę
każdemu w oczy, mierząc siłę ich woli. -?Znacie plan. Każde z was ma
pozwolenie na zabicie. Pamiętajcie, po co tu jesteśmy. Naszą misją nie
jest ratowanie siebie, ale chronienie Republiki za wszelką cenę.
Kiwają głowami, lecz ja zastanawiam się, czy rozumieją, do jakiego
stopnia oczekuję, że będą przestrzegać tej zasady. Znajdą się wśród nich
tacy, których sumienie zwiedzie i skłoni do uznania wyższości innych
zasad.
Potrzebuję rdzenia, na którym mogę polegać.
-?Nasze informacje sugerują, że napotkamy co najmniej trzech Rycerzy
Olimpijskich i agentów Gorgon. -?Gorgony to legion Rycerza Strachu do
zadań specjalnych. W ich szeregach są Pohańbieni Złoci z Instytutów oraz
Szarzy i Obsydianowi o skłonnościach aspołecznych, których uznano za
zbyt destrukcyjnych dla ducha walki, aby służyli w normalnych legionach.
-?Niech żadne z was nie wchodzi do walki z Rycerzem Olimpijskim, o ile
nie będzie ze mną.
-?Strach przybędzie tam osobiście? -?pyta Thraxa.
-?On ma na imię Atlas -?odpowiadam. -?To możliwe, ale wątpię, żeby
Atalantia ujawniła swojego najlepszego agenta w terenie przed Deszczem.
Wysyła jednak Ajaxa.
Alexandar i Thraxa sztywnieją.
-?Otrzymaliśmy potwierdzenie od Brzydala? -?pyta Rhonna.
-?Brzydal nadal milczy.
Rhonna spuszcza wzrok. Obawia się, że Brzydal nie żyje. To
prawdopodobne, skoro nasza jedyna wtyczka na Annihilo nie zdołała
ostrzec nas przed zasadzką Atalantii.
-?Jeszcze jakieś pytania? -?Żadnych. Miła odmiana. -?Świetnie. Na
miejsca. Uratujmy naszą dziewczynę.
Rhonna podnosi worek próżniowy, przybija żółwika z Collowayem i Bezjęzykiem, a potem zsuwa się po drabinie do komory z astroPancerzami.
Ogarniają mnie wyrzuty sumienia. Powiedziałem bratu, że zadbam o jej
bezpieczeństwo. Gdybym nie miał tak mało ludzi, wymyśliłbym powód, żeby
zatrzymać ją na Nekromancie. Jednak dla Orion warto zaryzykować życie
mojej bratanicy, zwłaszcza że dzisiaj może odegrać ważniejszą rolę nawet
ode mnie.
Łapię Alexandra za rękę, gdy pozostali wychodzą, i wskazuję należący do
Thraxy pistolet natryskowy. Proszę go, żeby czynił honory.
-?Wiem, że dobrze znałeś Kalindorę -?mówię, gdy podnosi przyrząd.
Kiwa głową, gdy wspominam Rycerza Miłości, młodszą siostrę jego matki.
Przełącza opcje na pistolecie.
-?Spędzała z nami w Elizjum każde lato, wiecznie błagała dziadka, żeby
ją trenował. Jednak przyjaźniła się z Atalantią i Anastasią i dziadek
nie chciał dać Octavii kolejnej broni do ręki. -?Alexandar podnosi
wzrok. -?Kiedy przeniósł ród na Europę, ona wolała Suwerenkę od własnej
rodziny. Nie łączy nas krew. -?Celuje z pistoletu w moją twarz. -?To co
będzie? Czerń Goblina, błękit Walkirii, fiolet Minotaura, nefrytowa
zieleń Julii...
-?Czerwień Krwi.
* * *
Znowu w wyrzutni.
Czekam na zabijanie.
Nie cierpię tej chwili.
Umysł w ruchu jest zawsze syty. W spoczynku mój umysł zaczyna pożerać
sam siebie.
Ile razy tu byłem? Zamknięty w metalowym łonie, w którym nie czekam na
narodziny, ale na to, by pożerać żywych? Zamknięta przestrzeń napełnia
mnie zgrozą. Zgrozą, która nie wiąże się z tym, co czeka mnie poza nią -
na to człowiek nigdy nie zdoła się przygotować -?ale z myślą, że to może
być mój wieczny grób.
Zostałem przeklęty -?mam żyć dla zabijania. Czy już zawsze tak będzie?
Czy takiego życia pragnę? Wstawać przed świtem? Reagować uśmiechem na
żarty o kuśkach i pierdach opowiadane przez zabójców, którzy są coraz
młodsi, podczas gdy ja jestem coraz starszy? Spać pod czołgami, w zgliszczach miast, pośród trupów?
Już nie wierzę w Dolinę. Jestem chodzącym trupem.
Biada tym, którzy przetną mój cień.
Brakuje mi obietnic życia. Zapachu deszczu. Pomruku fal na brzegu.
Hałasów pełnego domu. To było życie, które wynająłem, ale nigdy nie
miałem go na własność.
Moja żona i syn są prawdziwi. To nie są duchy w mojej głowie. Gdzieś tam
istnieją w tej chwili, oddychają. Gdzie jesteś, Pax? Czy jest jasno tam,
dokąd idziesz? Czy się boisz? Czy matka cię znalazła? A wuj?
Zastanawiasz się, czy twój ojciec się zjawi? Czy nienawidzisz mnie za
to, że odszedłem? Czy kiedykolwiek zrozumiesz?
Mam skradzione kawałki jego matki i jego samego, które trzymam dla
okupu, obiecując, że pewnego dnia wrócę. Wiem, że to kłamstwo. Merkury
będzie moim końcem.
Sięgam po kluczyk od Paxa, zapominając, że zostawiłem go w swoim bagażu
trzy tygodnie temu. Wędruję myślami do jego matki. W przeciwieństwie do
Sevro Virginia nie zarzuciła mi, że jestem złym ojcem. Wie, jakie siły
rozrywają mi serce. Jak mogę być ojcem dla Paxa, jeśli porzucę miliony
ludzi, którzy zdecydowali się podążyć za mną na Lunę? Odpowiedzialność
wobec wielu przeważa nad odpowiedzialnością za jednego, nawet jeśli to
łamie mi serce. Czuję się samotny, bo wiem, że Sevro nie złożyłby takiej
ofiary. Jestem osamotniony w swoich przekonaniach czy oszalałem?
Korespondowałem z żoną w czasie przelotu z Wenus na Merkurego, zanim
musiałem zaprzestać wszelkiej komunikacji, gdy zbliżyłem się do celu.
Teraz to byłoby zbyt niebezpieczne. Odtwarzam końcowe słowa z jej
ostatniej wiadomości. Jej głos dudni mi w hełmie: "Zaufaj swojej żonie,
że znajdzie naszego syna. Zaufaj swojej Suwerence, że sprowadzi armadę.
Zaufaj mi na tyle, żeby zostać przy życiu".
Ufam mojej żonie. Nie ufam mojej Suwerence.
Znajdzie Paxa z Victrą i Sevro, ale żadna flota nie przybędzie z odsieczą dla mojej porzuconej armii. Większość zapomniała, że sierpak
moich ludzi nie został stworzony do zabijania żmij jaskiniowych. Służył
do odcinania kończyn uwięzionych górników. Mój dawny nauczyciel, Dancer,
nie zapomniał. Teraz jest głównym senatorem przewodzącym ruchowi Vox
Populi i amputuje nas, żeby ratować Republikę.
Atalantia spodziewa się tego. Jeśli zniszczy tu Wolne Legiony, jeśli
zasobami z Merkurego nakarmi swoją machinę wojenną, kto dorówna w kosmosie jej i Atlasowi, a dowódcom Legionów Popiołów na lądzie, kiedy
wyruszą przeciwko mojej matce, bratu, siostrze, synowi i żonie, moim
przyjaciołom i mojemu domowi?
Wiem, że nie przeżyję Merkurego. Wolne Legiony nie przeżyją Merkurego.
Możemy jednak zmusić Atalantię, żeby zapłaciła tak słoną cenę za nasze
życie, że złamiemy kręgosłup wojsku Złotych i zapewnimy szansę
przetrwania naszym rodzinom, Republice i jej kruchemu marzeniu.
Odkładam twarz mojej żony, tak jak odłożyłem kluczyk do grawicykla,
który dał mi syn, kiedy leciałem na Merkurego, i wpatruję się w czerwone
światło.
Komunikator wroga ożywa z trzaskiem:
-?Mrówkojad do Czarnego Tango. Potwierdzam kontakt z eskortą. Wchodzimy
za trzy, dwa...
* * *
Furia rozpala się na planecie od jednej iskry. Samotna fregata wznosi
się z hangaru ukrytego pośród pustynnych gór. Za nią wylatuje eskorta w postaci sześciu myśliwców Gorgon; pędzą nisko nad pustynią w kierunku
Morza Sykoraks, gdzie nie sięgają lądowe tarcze. Na orbicie nad planetą
pięć drednotów, którym przewodzi Annihilo Atalantii, nurkuje ku
zachodniej półkuli.
W odpowiedzi nad morzem malują się smugi kondensacyjne jednostek Wolnego
Legionu. Drednoty -?siła uderzeniowa Atalantii -?bombardują nieosłonięty
skrawek planety. Działa naziemne odpowiadają, podczas gdy eskadry
Republiki zbliżają się do uciekającej korwety. Z Annihilo spadają
myśliwce Wspólnoty. Nad zachodnią półkulą zapowiada się iście szaleńcza
zabawa.
Nie weźmiemy w niej udziału. Podobnie jak Rycerze Olimpijscy.
Podczas gdy w tle rozgrywa się bitwa, ja analizuję obserwacje Pustkowia
Ladona przeprowadzane przez Collowaya.
-?Mam tu sygnał na wschodnim krańcu. To nasz ptaszek. Korweta klasy
Hermes.
-?Poczekaj, aż dotrze do cmentarzyska. -?Oczywiście korweta w ogóle nie
interesuje się przepychanką nad zachodnią półkulą. Przecina orbitę nad
wschodnią i pędzi ku cmentarzysku wraków. -?Bierz ich, Char.
-?A teraz jon zrobi bum.
Tysiąc ton wysokiej klasy silników i uzbrojenia ożywa w skorupie
martwego niszczyciela. Tłumiki bezwładnościowe pulsują, kiedy Nekromanta
wyskakuje z kryjówki.
-?Podbródek do piersi -?przypominam swoim Wyjcom. Colloway kluczy przez
cmentarzysko w kierunku zwierzyny. Nie dostrzegli nas jeszcze wśród
szczątków. -?Ja jestem grotem włóczni. Lećcie w moim tempie. Zabijajcie
wszystkich przeciwników. Impet jest kluczowy. Kiedy się zatrzymamy,
umrzemy.
Trzęsie nami, kiedy nasz okręt uderza w jakieś szczątki. Widzę otwartą
linię komunikacyjną między Alexem i Rhonną. Włączam się.
-?Miejmy nadzieję, że to będzie warte wilczego płaszcza -?mówi
Alexandar.
-?E tam, przez niego zginiemy jako szczeniaki -?odpowiada Rhonna. -
Uważaj na siebie, Księżniczko.
-?I ty, Rdzawa.
Wyłączam się.
-?Widzę cel -?cedzi Colloway. -?Kuśki i kuciapki, pilnujcie się, bo
zaraz wyskakujecie.
Okręt dudni: to odpaliły działa. Dostrzegli nas. Teraz czeka nas wyścig
przez cmentarzysko ku czekającej już armadzie wroga. Wirujemy jak bąk.
Pociski artylerii odbijają się od kadłuba: to Krwawa Meduza odpowiada
ogniem. Sekundy przeciągają się w nieskończoność. Każda z nich poddaje
cierpliwość próbie. Czekałem trzy tygodnie. Trzy tygodnie tortur. Trzy
tygodnie, żeby teraz zabić.
Czuję, jak narasta za mną ładunek magnetyczny.
Światełko robi się zielone.
Żółte.
Czerwone.
Grawitacja mówi dzień dobry.
Wylatuję z wyrzutni.
Pęd i światło słoneczne, i wirujący metal. Nasza zwierzyna kręci beczki
wśród odłamków dewastatora, ostrzeliwuje się z Nekromantą. Colloway
siedzi im na ogonie jak przeklęty cień.
Sygnatury Wyjców gubią się wśród wraków. Przejmuję sterowanie silnikami
manewrowymi pancerza i namierzam się na korwetę, ufając, że moja drużyna
podąży za mną. Jeszcze pięćset metrów. Szczątki okrętów przelatują obok
mnie w pędzie. Globulki zamrożonej krwi i wody zamieniają się w rozmazane plamy. Monitory pracy serca Wyjców dudnią jak młoty, kiedy
próbują za mną nadążyć.
-?Dopasujcie się do mnie -?mówię. -?Dopasujcie się.
Meduza rozpaczliwie próbuje uciec Nekromancie i prawie zderza się z blokiem silnika niszczyciela. Wyciska całą moc z silników manewrowych na
sterburcie i odskakuje pod kątem prostym. Piekielnie dobry pilot. Ale
ludzie w środku rozpłaszczą się na ścianach, jeśli nie siedzieli
przypięci.
Wykorzystuję okazję.
-?Wyłom -?mówię.
Przyśpieszam w grawiButach i skaczę do przodu. Kadłub Meduzy rośnie w oczach. Celuję w linię środkową, kierując Collowaya do punktu, gdzie
zrobimy wyłom.
Ogarnia mnie szał, kiedy przygotowuję się na zderzenie.
Atalantia myślała, że może ukraść mojego imperatora.
Że jej Rycerz Strachu może zatrzymać sobie moją przyjaciółkę, żeby
torturować ją dla zabawy.
Że po prostu ucieknę z powrotem na Lunę i pozwolę moim ludziom umrzeć.
Że może ukraść mi syna i nie poniesie żadnych konsekwencji.
Oto jestem, zdeprawowana suko. Oto, psiajucha, jestem.
Oto twoje kurewskie konsekwencje.
-?Pięć sekund do wyłomu.
Kadłub korwety otwiera się: to Colloway oddaje nieprawdopodobny strzał -
i trafia. Z wystrzelonej głowicy wylatuje molekularna sieć
bezpieczeństwa.
Dwie sekundy.
Jedna.
Wchodzę.
Wlatuję przez wytopioną w kadłubie dziurę. Czarna, rozmazana plama
molekularnej sieci bezpieczeństwa rozciąga się jak lśniący, namnażający
się grzyb.
Wpadam w sieć. Zagryzam ochraniacz w zębach. Moje organy wewnętrzne
pulsują. Sieć absorbuje mój pęd, ale szybko staje się utrudnieniem, tak
jak ostrzegał Alexandar. Zamyka wyłom i więzi mnie w swoich objęciach.
Nie mogę dosięgnąć rozpuszczalnika na udzie zbroi impulsowej.
Kiedy sieć rozciąga się szerzej, widzę tylko czerń. Czołgają się przez
nią zamaskowani wrogowie w zszarganych strojach pustynnych. Chwilę
wcześniej Gorgony wylatywały przez wyłom w przestrzeń kosmiczną. Teraz
są uwięzione tak samo jak ja. Nie mogę dosięgnąć brzytwy na nadgarstku.
Niecałe pół metra dalej spalony słońcem Obsydianowy w lustrzanych
goglach pustynnych celuje z pistoletu w moją głowę. Odpycham lufę i spowolniony przez sieć wbijam lewą rękę w jego brzuch, aż ciało
ustępuje. Wrzeszczy, gdy sięgam pod żebra i ściskam mu wątrobę.
-?Meldujcie się -?warczę.
-?Wyjec Trzy -?mówi Thraxa. -?Widzę wroga. Wylewam rozpuszczalnik.
-?Szczeniak Dwa, wylądowałam -?melduje Rhonna. -?Na twój sygnał zaczynam
wiercić.
-?Szczeniak Jeden? Bezjęzyk?
W odpowiedzi słyszę tylko zakłócenia.
Sieć bezpieczeństwa pieni się. Thraxa wypuściła rozpuszczalnik. Pasy
zamieniają się w czarną zupę, która syczy na pokładzie. Unoszą się
płachty pary. Moja zbroja, nareszcie oswobodzona, uderza z brzękiem o podłogę. Rękę wciąż trzymam we wnętrznościach wrzeszczącego niewolnego
rycerza. Wyciągam brzytwę i wbijam mu ją w twarz.
Pozostali poruszają się w kłębach pary. Obsydianowym wstrząsają
śmiertelne konwulsje. Szóstka przeciwników, wszyscy kierują się na mnie.
Z trudem się podnoszę. A potem jeden po drugim sześć kształtów rozpada
się na dwanaście. Smukła postać sunie przez nich jak tancerz z Lykos.
-?Szczeniak Jeden, melduję się.
Alexandar, który dopiero co przepołowił pół tuzina najlepszych ludzi
Rycerza Strachu, pada przede mną na kolano. Ociera krew z rodowego
ostrza i pomaga mi wstać.
Dziura, którą zrobił w statku Colloway, sięga trzy pokłady w głąb. Iskry
sypią się z uszkodzonych instrumentów. Molekularne opancerzenie na
kadłubie pobrzękuje, łata wyłom za nami, zamykając nas w środku.
Bezjęzyk włącza system komunikacji i wynurza się dwa pokłady niżej.
Podlatuje i montuje działko z myśliwca wielkości człowieka, które
zabrali z Rhonną z cmentarzyska. Podłącza je do własnej roboty
egzoszkieletu nałożonego na zbroję. Thraxa odpycha się od
pokiereszowanej ściany. Jej hełm w kształcie lisa jest wgnieciony. Ostry
kawał metalu przebił jej dolną część brzucha i wychodzi przez plecy.
Thraxa wygina końce odłamka w dół i ogląda się w stronę dźwięków
zwiastujących nadejście wroga z niższych pokładów i głównego korytarza.
Rzucam granat na dolne pokłady. Rozbłyskuje białe światło, a potem
nadchodzi wstrząs. Wyglądam do głównego korytarza.
Zamaskowani mężczyźni w pancerzach taktycznych suną jak jedno zgarbione
stworzenie. Pochylam głowę, akurat kiedy kule orzą ścianę, która zaczyna
się topić.
-?Bezjęzyk, daj im przedsmak.
Bezjęzyk mierzy z działka do przodu, korzystając z hydraulicznego
wspomagania ręki, a Thraxa łapie go z tyłu. To działko zostało stworzone
z myślą o statkach, nie ludziach. Ciska toroidami energii w głąb
korytarza. Odrzut wbija Obsydianowego w Thraxę. Wyświetlane wokół mnie
klatki rzeczywistości gubią rytm. Za plecami Bezjęzyka Thraxa wyciąga
młot bojowy z magnetycznej kabury. Alexandar salutuje mi ostrzem i odwraca się do głównego korytarza.
Rozwija się przed nami kalejdoskop rzezi.
-?Szczeniak Dwa, wierć -?mówię do Rhonny.
-?Przyjęłam.
-?Obrót -?rozkazuję. Wszyscy z wyjątkiem Bezjęzyka kierują buty na
sufit. -?Sto metrów do Przesyłki. Napieramy.
Pędzimy w ślad za zawieruchą, jaką urządza Bezjęzyk. Wszystko jest do
góry nogami. Samo powietrze drży od żaru. Buchające parą części ciał
walają się po całej podłodze. Na wpół stopione drzwi wiszą
przekrzywione. Główny korytarz biegnie wzdłuż grzbietu statku. To
najkrótsza droga do cel więziennych. To jednak oznacza, że za parę
sekund wróg nas oskrzydli. Musimy się przebić, bo inaczej wszystko
będzie zależeć od Rhonny.
Na końcu korytarza pojawia się rozmazana plama. Drony rzucają się w naszą stronę, plując pociskami. Nasza trójka odpowiada pięściami
impulsowymi. Odłamki lecą na wszystkie strony. A potem przychodzą
Gorgony, żeby się pobawić.
Dziesiątki elitarnych żołnierzy partyzantki strzelają zza rogów, ale my
suniemy pod sufitem jak zawieszona do góry nogami kula do rozbiórek
zrobiona z energii, brzytew i młotów.
Strzelam prosto w pierś jednej Gorgony i zabijam też stojącego za nią
mężczyznę w zbroi. Trzeci wygina się w niemożliwy sposób i oddaje trzy
strzały w moją głowę, ale ja już go minąłem i strzelam z pięści
impulsowej w Obsydianowego.
Samonaprowadzający granat trafia mnie w prawe udo. Ścinam go brzytwą,
Alexandar odkopuje go dalej. Wybucha dziesięć metrów przed nami i nas
odpycha.
-?Napieramy!
Byłem zabójcą w wieku szesnastu lat, dowódcą zostałem przed dwudziestką.
Jednak moja młodsza wersja była inna. To był delikatny chłopiec,
nienawykły do wojny. Jeśli on był piekłonurkiem, to ja jestem
świdroSzponem.
Przewiercam się przez rdzeń z weteranów Legionu Zero jak przez ciasto.
Mimo to wciąż wylewają się z każdego korytarza. Całe istnienie sprowadza
się do dymu i ognia. Moja zbroja popiskuje. Wrzeszczą wewnętrzne alarmy.
Włączam i wyłączam tarcze impulsowe, żeby je schłodzić i nie ugotować
się za nimi. Gorgony nie umierają łatwo i jest ich naprawdę dużo.
Przyszpilili nas. Otoczyli z trzech stron. Nie możemy posuwać się
naprzód. Bezjęzyk strzela w głąb głównego korytarza, uprzątając go. Coś
trafia go z prawej. W jego zbroi zieje dymiąca dziura. Potyka się, a ja
strzelam do napastnika i przesuwam tarczę tak, aby nałożyła się z tarczą
Bezjęzyka, i daję mu czas na otrząśnięcie się.
-?Zmiana.
Alexandar płynnie wychodzi na szpicę i strzela w korytarz. Thraxa obraca
się, żeby wejść na jego pozycję. Bezjęzyk dochodzi do siebie i zajmuje
jej miejsce. Alexandar migocze w korytarzu jak opętany płomień,
wymachuje brzytwą, urządzając prawdziwą rzeź, manipuluje grawitacją jak
żaden inny człowiek, którego widziałem, może z wyjątkiem Sevro. Próbuje
się przedrzeć przez elitarny oddział ogniowy, który stoi nam na drodze.
-?Kadłub przebity -?melduje Rhonna. -?Wchodzę.
Oddział Gorgon przeprowadza bezbłędny atak na zbroję Alexandra w stylu
Flaviniusa. Trzech trafia go elektrycznymi pociskami, zanim zbliży się
do nich, wyłączając jego tarczę impulsową. Dwóch strzela pociskami
kinetycznymi, które go ogłuszają. Alexandar chwieje się jak pijany.
Centurion wroga zadaje ostateczny cios. Lufa jego broni rozbłyskuje.
Trzy pociski przeciwpancerne z wyciem celują prosto w głowę Alexandra.
Thraxa rzuca się do przodu i pociski skwierczą, rykoszetując od jej
nietkniętej tarczy impulsowej. Jeden przechodzi i wyrywa dziurę w jej
lewym ramieniu. Thraxę rzuca w bok.
-?Zmiana!
Przechodzę na jej miejsce. W grawiButach mknę naprzeciw tego przeklętego
oddziału ogniowego, żeby zabić całą tę bandę. Kiedy ich ciała ściekają z mojej zbroi, a za moimi plecami walczą przyjaciele, zerkam w wypełniony
dymem korytarz i widzę płonące w półmroku czerwone serce. Dołącza do
niego biała czaszka.
Dwie postaci zagradzają nam drogę do więzienia. Brzytwy Rycerzy
Olimpijskich lśnią jak zęby. Serce i czaszka, symbole ich urzędów, jarzą
się na ich napierśnikach. Rycerz Miłości i Rycerz Śmierci.
Gdzie Rycerz Burzy?
Gdzie jedyny syn Ai?
Modlę się do milczącego boga, żeby nie pilnował Orion.
Zerkam w lewo. Gorgony. W prawo. Gorgony. A potem oglądam się za nas i widzę trzysta pięćdziesiąt funtów drapieżnika pierwszej klasy, który
przykuca w korytarzu. Spuścił na twarz czarno-szary hełm lamparta i jest
gotowy do łowów.
Ajax.
-?Szczeniak Dwa, mamy Olimpijczyków. Droga wolna. Do mnie! -?warczę.
Odskakujemy od Ajaxa w stronę Miłości i Śmierci. Obie strony mają
grawiButy i mogą dowolnie odwracać grawitację. Zderzamy się. Metal
dźwięczy. Śmierć i ja uderzamy o ścianę, sufit, podłogę, miażdżąc
Gorgony, które mają tylko pustynne mundury. Jednocześnie strzelamy z pięści impulsowych i stapiamy je sobie wzajemnie. Odepchnięci siłą
odrzutu wpadamy na Rycerza Miłości i Alexandra, którzy toczą o wiele
bardziej elegancki pojedynek na ostrza. Alexandar wpycha Miłość na
Thraxę, która właśnie kończy potężny zamach młotem. Wtedy Śmierć
taranuje Thraxę z boku, żeby osłonić towarzyszkę.
Za nimi Bezjęzyk strzela z działka w Ajaxa. Jeszcze nigdy nie widziałem,
żeby ktoś tak szybko dopadł przeciwnika jak syn Ai. Odbija się
rykoszetem od sufitu w stronę Bezjęzyka, a potem ścina w dół i sunie po
podłodze na plecach, krzesząc iskry. Odrzut spycha lufę działka ku
górze. Bezjęzyk potrzebuje chwili, żeby pochylić je z powrotem.
I na to właśnie liczył Ajax.
Prześlizguje się za plecy Bezjęzyka. Jego nadgarstek wykonuje drobny
ruch. Ajax zatrzymuje się i obraca, przyjmując pozycję Podcinacza
Korzeni z Drogi Wierzby. Jedna z ostatnich i najbardziej skomplikowanych
form, jakich matka nauczyła go, zanim z moim przyjacielem ją zabiliśmy.
Bezjęzyk pada w czterech kawałkach, martwy zanim uderzy o podłogę.
-?Thraxa! Zaczekaj na mnie! -?krzyczę, kiedy rzuca się na Ajaxa.
Jest szybka, niemożliwie silna, twarda jak skała, ale Ajax wywodzi się z diabelskiej genetycznej unii dwóch nadzwyczajnych rodów: Raa i Grimmus.
Przewyższa ją w walce pod każdym względem z wyjątkiem doświadczenia, a i w tej kwestii szybko ją dogania.
Przepływa obok jej młota i zalicza dwa trafienia w jej zbroję. Thraxa
zatacza się do tyłu, zaszokowana jego szybkością. Pędzę jej na pomoc,
ale Alexandar, przyszpilony przez Śmierć i Miłość, blokuje mnie. Ajax
powalił Thraxę na podłogę. Zbija jej młot na bok.
Przywołuję Krwawą Czerwień.
Ciosy brzytwą niosą się drżeniem przez moją rękę, kiedy poświęcam całą
uwagę Rycerzowi Śmierci. Wytrzymuje całe siedem sekund. Otwarcie jest
małe i nieeleganckie. Odpiera potężny cios znad głowy, próbuje go zbić
na bok, zamiast przyjąć jego siłę. Zapomina o zakrzywieniu ostrza. Moja
klinga nie daje się odtrącić i całym ciężarem ciała wpycham jego własne
ostrze w jego zbroję. Zanim zdąży je odsunąć, wykręcam piruet i ścinam
mu głowę.
Odwracam się. Ajax był piętnaście metrów dalej w korytarzu, kiedy
ostatni raz go widziałem. Teraz prawie ścina mi głowę, kiedy przelatuje
nade mną. W ostatniej milisekundzie paruję jego uderzenie, ale na widok
naszej wymiany ciosów jego matce zabłysłyby oczy.
Bardzo dobry zabójca potrafi połączyć ciąg trzech ruchów w jeden:
trwający sekundę zestaw zaprogramowanych, starannie wyćwiczonych ataków.
Każdy ma swoje popisowe zagrywki. Jako jeden z najlepszej pięćdziesiątki
w Rdzeniu Cassius potrafił połączyć pięć takich ruchów. Widziałem raz
Lorna, jak zdołał połączyć osiem. Ajax też robi osiem. Nie chcę
powiedzieć, że jest tak dobry jak Lorn, ale jest szybki. Walcząc z nim,
człowiek czuje się, jakby wpadł do lodowatej wody.
Czysty szok.
W tej chwili właściwie nie widzę jego ruchów. Nawet oczy Złotego nie są
w stanie śledzić tak szybkiego ostrza. Zanim zeskoczy, żeby zablokować
mi przejście do bloku więziennego, zostaję draśnięty trzy razy. Tak samo
jak on. Macha ostrzem jak laską, kiedy Rycerz Miłości wykorzystuje
okazję i staje razem z nim w pozycji Hydry. Alexandar kuśtyka i staje
przy mnie. Za naszymi plecami jęczy Thraxa, idąc ku nam chwiejnie.
Patrzymy po sobie w wąskim korytarzu. Wszyscy krwawią. Rhonna, pośpiesz
się. Nie chcę już teraz płacić myta.
-?Miałem nadzieję, że to tak się ułoży -?mówi przez hełm Ajax. Głos ma
prawie tak samo basowy jak dziadek. -?Najpierw ty, a potem zejdę w dół
łańcucha pokarmowego. Twoja żona. Twój cień. Twój Bellona.
Chociaż ogromnie chcę odciąć Atalantii prawą i lewą rękę w postaci jej
dwóch najlepszych Rycerzy, chociaż bardzo chcę załatwić Ajaxa, zanim
stanie się czymś, z czym nie zdołam sobie poradzić, moja śmierć tutaj
nie zakończy wojny.
Wywołuję Rhonnę.
-?Szczeniak Dwa: status -?pytam, nie odrywając oczu od Ajaxa.
-?Przesyłka zapakowana. Prezent zdeponowany. Podłączam przewód. Char:
kiedy tylko będziesz mógł, z łaski swojej.
-?Lecę w te pędy. Robi się tu wesoło. Nadlatują dwa niszczyciele i cztery dewastatory.
-?Wyskakuję. Trzy, dwa, jeden.
Odwracam się od Ajaxa i obejmuję Alexandra i Thraxę. Miałem nadzieję, że
moja obecność przyciągnie Rycerzy Olimpijskich. Każdy chce być tym,
który mnie zabije. Myślałem, że mimo to zdołam się przebić. Jednak w wypadku rycerzy, jakimi dysponuje w dzisiejszych czasach Rdzeń, zawsze
trzeba mieć wykupione ubezpieczenie.
Kiedy przyciągałem ich wzrok, Rhonna w astroPancerzu wylądowała na
kadłubie za blokiem więziennym i przebiła się przezeń, żeby za ich
plecami wykraść Orion.
Buuuuuuuuum.
Za plecami Ajaxa i Rycerza Miłości wyparowuje cała rufowa część okrętu:
to wybucha bomba Rhonny. Paszcza rozwiera się na przestrzeń kosmiczną i ciśnienie statku porywa ich w próżnię. Lecimy razem z nimi w głąb
cmentarzyska. Wszystko wiruje, a my możemy tylko trzymać się wzajemnie.
Widzę rozbłyski nadlatujących wrogich okrętów. Myśliwce suną przez
ciemność, a Nekromanta pędzi ku nam. Kiedy już myślę, że w nas uderzy,
unosi dziób, obraca się i zasysa nas do tylnego hangaru. Drzwi zamykają
się błyskawicznie, a my rykoszetujemy po wnętrzu jak szklane kulki. Mech
Rhonny przywiera do podłogi dzięki blokadom magnetycznym, a jego ramiona
obejmują torbę jak małe dziecko.
Łapię się szczebla drabinki, żeby podciągnąć się do iluminatora, w tym
samym momencie, w którym włączają się reaktory, przy których
majstrowałem z Alexandrem. Nagle tuzin martwych okrętów jarzy się jasnym
światłem. Ich kadłuby zaczynają zapadać się do środka, a potem dochodzi
do przeciążenia reaktorów w powodzi oślepiającego światła.
Dwa nadlatujące niszczyciele i dewastatory falują, kiedy fale energii
zalewają cmentarzysko. Trupy moich martwych gwiezdnych okrętów ożywają,
szarpane szaleńczymi kontorsjami. Wyję wraz z Alexandrem i Thraxą, kiedy
kadłuby wraków eksplodują i osłaniają nasz odwrót, obsypując długimi na
setki metrów odłamkami wrogie jednostki, które Atalantia wysłała na
cmentarzysko.
Z drugiego końca pola wraków jej flota patrzy, jak ich długie potężne
niszczyciele płoną, a my pędzimy z rykiem ku Merkuremu. Colloway
zawiadamia wszystkie jednostki Republiki, że nadlatuje Żniwiarz.
Potrzebujemy osłony.
Ociekając potem, zeskakuję na podłogę. Alexandar pomaga wyciągnąć Rhonnę
z mecha. Thraxa krzywi się, kiedy wyjmuje z objęć mecha wór próżniowy.
Odkładamy go delikatnie na podłogę. Zamykam oczy, zanim rozpieczętuję
torbę. Bezjęzyk zginął za to. Chociaż znałem go słabiej, niż na to
zasługiwał, uratował dzisiaj więcej ludzi, niż kiedykolwiek by się
dowiedział.
Otwieram torbę.
W środku leży zasuszona kobieta w stroju więziennym. Ma kulę tlenową
zamkniętą wokół głowy. Zdejmuję ją. Kobieta ma ziemistą skórę. Straciła
połowę twarzy. Jakby coś ją wyżarło. Oczy jednak ma tak niebieskie, jak
to zapamiętałem. Napełniają się łzami, kiedy Orion wyciąga rękę, żeby
dotknąć mojej twarzy kikutami palców.
-?Ave Żniwiarz -?cedzi szyderczo przez zniszczone usta.
1. Darrow
1
Darrow
Aż po Dolinę
Stoję pośród ślepców. Mętne oczy w zniszczonych przez słońce twarzach
spoglądają w niebo, na kamienny obelisk, na nędzne proteinowe kostki w pokrytych pęcherzami rękach, na przywódcę, który sprowadził ich do tego
przeklętego miejsca i nie widzą niczego poza ciemnością. Ich siatkówki
zostały usmażone przez amunicję naszych wrogów.
Wyciągają ręce, żeby dotknąć mojej czerwonej peleryny, jakby to mogło
ich uzdrowić. To Czerwoni, Brązowi, Miedziani i paru Obsydianowych,
którzy zdecydowali się nie posłuchać wezwania swojej królowej do powrotu
na Ziemię. Legioniści, którzy przeżyli zasadzkę Rycerza Strachu na
zachodnim Ladonie tylko po to, żeby stać się dwoma tysiącami trzysta i jedną ofiarą, które musimy nadal karmić, dostarczać im pomocy medycznej
i chronić. Dlaczego Atlas au Raa miałby zabijać, skoro okaleczanie
przynosi dodatkowe korzyści? Moi ludzie patrzą na żywe ofiary z rozpaczą. Inni odwracają głowy, jakby patrzenie na nie mogło ściągnąć na
nich taki sam los. Kropla za kroplą Rycerz Strachu pogłębia czerń w naszych duszach.
Pochylam się nad Szarym z dwoma przyżeganymi kikutami zamiast nóg.
-?Wyglądasz, jakbyś wylądował między Telemanusem a kwartą whisky,
legionisto.
-?Obawiam się, że tak było, dowódco. Wróciłbym do walki, gdybyśmy mieli
sprzęt.
Gdyby był Złoty albo Obsydianowy, wróciłby do walki przed końcem
miesiąca, ale nie możemy marnować prawie całkiem wyczerpanych zapasów
protez na zwykłych żołnierzy piechoty. To kiepska inwestycja. Kiedyś
myślałem, że największym grzechem wojny jest przemoc. Nieprawda. Jej
największym grzechem jest to, że wymaga od dobrych ludzi, aby stali się
pragmatyczni.
-?Nadal to widzę, dowódco. Jak widmowy powidok. -?Szary trze oczy,
przypominając sobie żagiew Rycerza Strachu. -?Jasna jak dzień. Nie mogę
zasnąć nawet na chwilę.
-?Tak samo jak ja, ale kiedy następnym razem otworzysz oczy, zobaczysz
Marsa. Jesteś z Hippolity, zgadza się?
-?Urodziłem się i wychowałem w nefrytowym mieście.
-?Wkrótce razem tam zjemy ostrygi i zapalimy po cygarze. Obiecuję.
Poklepuję go po ramieniu, pomrukując coś błahego, i ruszam dalej.
Zatrzymuję się przed starym Czerwonym, który ma narzuconą na ramiona
cienką kołdrę mimo skwaru. Jest łysy, jeśli pominąć przerzedzony
wianuszek siwych włosów, zwija szluga z dużą wprawą. Zerka to w tę, to
we w tę, kiedy orientuje się, że stoję przy nim. Nabiera gwałtownie
powietrza w płuca.
-?To ty?
Wyciąga rękę. Chwytam ją. Szlug zaczyna mu drżeć ze zdenerwowania. Kładę
rękę na jego dłoni i daję znać jakiejś kobiecie, żeby rzuciła mi swoją
zapalniczkę. Koniuszek szluga dymi się, kiedy go zapalam Czerwonemu.
Odrzucam zapalniczkę z powrotem.
-?Wygląda na to, że miałeś niezły dzień -?mówię.
Zaciąga się głęboko. Ręce przestają mu drżeć.
-?Jestem Czerwony, dowódco. Byłem ślepy przez większość życia. Świetnie
sobie poradzę. Jeśli są inne gęby do wykarmienia, nie martwcie się o mnie, ja nie umrę.
Jego akcent...
-?Z której kopalni jesteś, legionisto?
Szczerzy zęby w uśmiechu.
-?Tak się składa, że z twojej.
-?Z Lykos? -?Przyglądam mu się. Kurze łapki w kącikach oczu upstrzone
ugryzieniami krwawych gzów. -?Jak się nazywasz?
-?Nie poznajesz mnie, dowódco?
Znowu zaciąga się szlugiem. Koniuszek jarzy się, płonąc szybko i jasno.
Trzyma go w taki sam sposób jak w dniu śmierci Eo, między serdecznym i małym palcem. Czuję ruch powietrza napływającego z głębin kopalni.
Zapach rdzy i gorzały. Słyszę echo śmiechu Eo. Minęło tyle czasu.
-?Dago -?szepczę. -?Dago Gamma.
Czy to naprawdę może być piekłonurek, którego uwielbiałem i nienawidziłem jako dziecko? Człowiek, który nauczył mnie sensu porażki?
Który wygrał trzydzieści dwa Wawrzyny? A teraz jest tutaj, na Merkurym,
w mojej armii. Piętnaście lat później -?choć patrząc na niego, można by
pomyśleć, że minęło czterdzieści. Jego wiek sprawia, że sam czuję
brzemię lat.
-?We własnej parszywej osobie, dowódco.
Drży z powodu ran, ale udaje mu się uśmiechnąć półgębkiem. Zostało mu
niewiele zębów.
-?Co... Jak długo...
-?Od Marsa, dowódco. Pięć lat.
-?I nigdy nie pomyślałeś, żeby mnie odszukać.
-?Tylko gówno warty człowiek podpina się do piekłonurka, który ma na oku
Wawrzyn. -?Jego śmiech zamienia się w kaszel. -?Ale teraz go zdobyłeś,
dowódco. Niech to szlag, naprawdę go zdobyłeś.
-?Dowódco. -?Za moimi plecami staje Felix, nieskazitelny Złoty będący
moim ochroniarzem.
Wywodzi się z pomniejszego rodu, który złożył przysięgę wierności domowi
Augustus. Jest posępnym cynikiem. Ma niewiele ponad czterdziestkę i nie
pała wielką miłością do podKolorów. Pozostał jednak wierny mojej żonie i jest Marsjaninem. W dzisiejszych czasach trudno o bardziej godnych
zaufania ludzi. Dwa tuziny kolejnych Złotych ochroniarzy, czystych i silnych jak bogowie, stoją przy skraju morza ślepców. Zenit i męty
ludzkości. Mam wyrzuty sumienia, że na ochroniarzy wybieram zenit, a nie
własnych ludzi. Znowu: pragmatyka.
-?Pański prom jest gotowy do lotu. Pański... towarzysz podróży zaczyna się
niepokoić.
Chcę zostać, zadać Dago tysiąc pytań, ale nie mogę. I bez tego ledwie
mam czas, żeby odwiedzić tych ludzi. Były takie czasy, kiedy idąc wśród
rannych, można było znaleźć Sevro, który pił z nimi i kiepsko grał w karachi. Na każdym kroku odczuwam jego nieobecność, nie tylko na polu
walki. Tak wiele dziur muszę wypełnić.
-?Żniwiarz...
Dago przywołuje mnie gestem. Przykucam z powrotem. Otwiera kieszeń na
udzie. W środku ma dwa metalowe pojemniki: jeden napełniony ziemią z Marsa, drugi pusty, na jego prochy. Większość marsjańskich żołnierzy boi
się śmierci na obcej planecie. Ile skurczonych trupów widziałem po
bombardowaniach, ściskających w ręku ojczystą ziemię? Ile puszek z popiołami wysłałem na Marsa, żeby zostały rozsypane w morzu? Dago daje
mi swoją ziemię. Nawet pachnie Marsem, ma tę żelazistą nutkę.
-?Nie mogę tego przyjąć -?mówię.
-?Gdzie jest twoja puszka, co?
-?Została na Lunie. To były nieplanowane wakacje.
Bierze garść ziemi i podsuwa ją mnie.
-?Jest z Lykos. -?Kaszle krwią w kołdrę. -?Jest tak samo twoja jak moja.
Przywieź ją z powrotem, a wypijemy razem kieliszek i coś przekąsimy,
dobra? -?Sięga po moją rękę i rozpłaszcza ją, żeby mógł mi oddać połowę
garstki. -?Mars jest z tobą aż po Dolinę.
Inni słyszą jego słowa i zaczynają bić się w piersi, wybijając rytm
Gasnącego Trenu, tyle że na odwrót. Nie wybijają szybkiemu rytmu, który
spowalnia, aż urywa się w śmierci, ale powolny, który przyśpiesza
szaleńczo. Już mam coś powiedzieć Dago, kiedy zapala następnego szluga i dmucha mi dymem w twarz jak za starych czasów.
-?Nie ma czasu na słowa, dowódco. Musisz zająć się zabijaniem.
Zaciskam pięść na garści ziemi.
-?Aż po Dolinę.
* * *
Schowawszy ziemię z Lykos bezpiecznie do sakiewki, opuszczam pustynię.
Rwę się do walki.
Mój prom leci ponad pustynną kredą. Za nami na zniekształconym
horyzoncie drży Heliopolis. Potężny mur z tarcz, wysoki na kilometr i długi na piętnaście, blokuje przejście między dwoma zbiegającymi się
pasmami górskimi. Dom Votum wzniósł go, żeby chronić Heliopolis przed
pustynnymi burzami, które nadciągały, kiedy wiosenne cyklony nawiedzały
Morze Sykoraks na dalekiej północy, i pędziły na południe ponad
Pustkowiem Ladona wprost na miasto. Wzdłuż szczytu muru drżą iskry:
inżynierowie przyspawują tam działa ze zniszczonych okrętów.
Opłakuję takie marnotrawienie sprzętu. Działa są tam tylko po to, żeby
zaspokoić żądania mieszkańców Heliopolis i Mistrza Stwórcy Glirastesa, a nie żeby zapobiec inwazji. Heliopolis to drugie pod względem zamożności
miasto na Merkurym, bogate w architekturę i słynące z wyścigów rydwanów;
otwiera dojście do kopalni na wybrzeżu, ale strategicznie nie ma
znaczenia dla moich celów. To na północy złamię wroga.
Heliopolis jest cierniem w moim bucie. Wylęgarnia lojalistycznych
rebelii, intryg, mordów w zaułkach. Za swoim murem wyniosłe miasto z wapienia pełznie ku Zatoce Syren i dalej ku Morzu Kalibana. Uchodźcy i żołnierze tłoczą się na zakurzonych ulicach i napełniają miasto ostrym
smrodem lata. Jednak w tym pustynnym mieście unosi się jeszcze jeden
zapach. Nie mewiego guano, targów rybnych ani spalin z machin wojennych,
ale czegoś innego, czegoś podstępnego, co czai się z tyłu głowy.
Strachu.
Strachu, który pojawia się w oczach moich legionistów, kiedy patrzą na
orbitę, gdzie Atalantia szlifuje swoje plany inwazji, w głąb cienia gór,
gdzie Rycerz Strachu i jego partyzantka ostrzą pale do nabijania, albo
na ulice wypełnione Merkurianami, z których każdy może być szpiegiem
albo skrytobójcą.
Jeśli śmierć floty była amputacją, to oblężenie jest śmiercią przez
wykrwawienie. Kawałek po kawałku bezpośrednie narażenie na potworności,
jakich dopuszczają się partyzanci Rycerza Strachu, i czekanie na Deszcz
dławią ducha. Moi wierni Marsjanie patrolują pustynie i góry, wznoszą
machiny wojenne i umocnienia, czekając, aż zostaną zastrzeleni przez
snajpera albo usłyszą owadzi wrzask -?to budzące przerażenie wycie
sygnalizujące, że właśnie aktywowała się pajęcza mina. Taki los jest i tak lepszy od pojmania przez Gorgony, doświadczonych palowników Rycerza
Strachu z Legionu Zero.
Strach ograbia moich ludzi z godności, szlachetności celu, wiary w sprawę. Kto może wierzyć w rzeczy nieuchwytne, mając garotę zaciśniętą
wokół szyi? Czekają na śmierć, powoli duszeni przez Atalantię i Atlasa.
Niektórzy czepiają się nadziei, że Republika przyśle flotę. Istnieje na
to niewielka szansa, ale jeśli przysiądę w kucki i będę czekać, aż moja
żona uruchomi przekładnie demokracji, nie zostanie z nas nic, kiedy wróg
uderzy. Będziemy umierać jak muchy i strach będzie się szerzył, kiedy
cień floty Atalantii padnie na schody Nowego Forum, a tytaniczne buty
jej ludzi zdepczą brzegi mojego domu.
Zatem to ogromnie upraszcza sytuację.
Muszę zniszczyć strach, zanim on zniszczy nas.
* * *
Nasza droga prowadzi ponad Pustkowiem Ladona, słonecznym pasem, który
dławi środek głównego kontynentu Merkurego, Heliosa. Po części
pogrzebane w jego piaskach leżą tam pozostałości trzech armii, które
Pustkowie połknęło w swoim czasie. Wkrótce nakarmię je czwartą.
Gdzieś pośród ostrza centralnych gór Pustkowia moje Wyjce zaganiają
Rycerza Strachu w stronę potykacza, który uruchomi moją pułapkę -?ku
górniczemu miasteczku Eleusis. Sevro powinien nimi dowodzić. Do walki z Atlasem wysłałem czterech dowódców na dwóch planetach. I czterech
zwrócono mi nabitych na pale. Tylko Sevro i ja jesteśmy w stanie
dorównać brutalności Rycerza Strachu. Ja jednak dźwigam za duży ciężar
jak na jedną osobę. Dlatego wysłałem swojego najlepszego dowódcę małej
grupy, jaki mi został -?Thraxę -?żeby ich poprowadziła, i swój najlepszy
miecz, Alexandra, na wypadek gdyby doszło do konfrontacji.
Na południu, za Heliopolis, na tropikalnych archipelagach i głęboko w dżunglach otaczających Morze Kalibana, komandosi instalują systemy
rakietowe, miny, przeciwpiechotne działa mikrofalowe. Na północnym
wschodzie wokół półwyspu Petasos ciągną się wzniesienia i umiarkowany
klimat tiary, na którą składają się ludne miasta zwane Dziećmi.
Stolica planety i sztab mojej armii pozostają w Tyche. Zamieniliśmy
hołubioną nadmorską siedzibę domu Votum w fortecę. Nawet kiedy
przelatujemy nad rolniczymi latyfundiami na wschód od stolicy, możemy
dostrzec błysk jej iglic i kojący widok strzegącej miasta góry: Gwiazdy
Zarannej.
Dzięki manewrowi Orion, która zdecydowała się na spadek swobodny, okręt
flagowy mojej floty przetrwał zasadzkę Atalantii -?którą żołnierze
nazywają bitwą Kalibana, ponieważ wszystkie statki spadły przez
atmosferę do morza -?i teraz strzeże Tyche. Przez cały czas jest
naprawiany w nadziei, że pewnego dnia wróci między gwiazdy.
Tyche jest kluczowe nie tylko jako cytadela, do której można się wycofać
w kryzysowej sytuacji, lecz także z powodu grawiPętli, która biegnie na
południe pod Hesperydami i łączy Tyche z Heliopolis. Ponieważ nie
zagraża jej bombardowanie, będzie jedyną arterią dla wsparcia, jeśli
walki dotrą do stolicy, a także naszą drogą ucieczki do Heliopolis,
jeżeli miasto padnie. Poza nią jedyna droga prowadzi przez Pustkowie
Ladona, a ja wolałbym zjeść kolację z Rycerzem Strachu, niż odważyć się
przekroczyć piaski, które pożerają wojska.
Zajmuję się raportami w sali narad na Nekromancie. Prom leci na północ.
Na ekranie dowodzenia rozbłyskują sygnalizatory zanurzonych
dewastatorów, kiedy docieramy do północnych krańców Morza Sykoraks. Po
drugiej stronie ekranu Srebrny doradca ględzi o niedobrze leków
przeciwradiacyjnych na południu. Większość medykamentów jest gromadzona
w Tyche z myślą o nieuniknionym opadzie radioaktywnym.
-?Wkrótce będziemy mieli ich w nadmiarze -?mówię.
-?Odkrył pan nowe zapasy?
-?Nie.
Mruga, kiedy dociera do niego sens moich słów.
Duszę się. Moja dusza chce, żeby ją uwolnić od tego niekończącego się
strumienia informacji na temat logistyki zaopatrzenia i opóźnień w budowie. Potrzebuję świeżego powietrza.
Znajduje Rhonnę przed wejściem do hangaru. Orion musi być w środku.
Bratanica mi salutuje. Po tym, jak odegrała kluczową rolę w uratowaniu
Orion, wzrosła jej popularność w armii, zwłaszcza wśród Niebieskich i Pomarańczowych marynarzy i oficerów. Na razie woda sodowa nie uderzyła
jej do głowy. To zasługa jej ojca, Kierana.
-?Jak się miewa? -?pytam.
-?Milczy, dowódco -?odpowiada. -?Je samotnie, o ile w ogóle. Spędza
więcej czasu pod prysznicem niż w mesie. Jakby nie mogła się oczyścić.
Unika mężczyzn, na ile tylko może. Z powodu koszmarów sennych bierze
leki, żeby zasnąć. Nigdy nie śpi u siebie, codziennie w nowym miejscu.
Ochrona ledwie jest w stanie ją upilnować.
-?Atlas zabrał ją z jej kwatery -?mówię. -?Też nie byłbym w stanie
zasnąć w łóżku. Mówiłaś komuś, jakie dostałaś rozkazy?
-?Nie, dowódco. Wiem, że powiedziałeś imperatorowi Harnassusowi, że
przeszła pomyślnie ocenę psychologiczną. Że odosobnienie to tylko gra.
-?Dobrze, bardzo dobrze. Zauważyła cię?
-?A ty zauważyłeś mnie wczoraj, kiedy słuchałeś hologramu ciotki V,
zamiast spać, jak zaordynowali medycy, dowódco?
Marszczę brwi.
-?Okno?
-?Krzewy.
Pocieram oczy.
-?Szlag... Starzeję się.
-?Albo ja staję się cichsza.
To pewnie była tylko kwestia czasu, zanim pozostali zaczną mnie
doganiać. Myślę nad tym, jak młodo wygląda Rhonna i jak stary ja muszę
się jej wydawać.
-?Wiesz, że jestem starszy niż mój ojciec, kiedy zmarł? A wciąż myślę o nim jak o staruszku. -?Śmieję się. -?Pewnie bliżej byłoby mu do twojego
wieku.
Zerka w korytarz i zagryza usta.
-?Czy mogę mówić, jakbyśmy byli krewnymi, dowódco?
-?Nie lubisz, kiedy mówię o swojej śmiertelności? -?Czeka na moją
odpowiedz. -?Mów.
-?Nie rozumiałam cię, dopóki tu nie wróciliśmy. Byłeś dla nas martwy,
dopóki nie skończyłam prawie dziewięciu lat. W Tinos wszyscy ciągle
nawijali na twój temat. Ale ja nie kumałam. Nie rozumiałam tego. -
Wskazuje sierpak, który śpi jak blady wąż na mojej ręce. -?Byłeś po
prostu moim stryjem. A potem przylecieliśmy z Orion. I wreszcie to
zobaczyłam. Każda parszywa dusza tylko czekała, żeby oddać Merkuremu
swój węgiel. A potem zobaczyli, jak wyskakujesz z tego statku. -?Dostaje
gęsiej skórki na rękach na samo wspomnienie. -?Nie jesteś stary. Musisz
tylko dać pozostałym przejąć część twojego brzemienia. Nawet Żniwiarz
musi spać, dowódco. Zwłaszcza jeśli ma zabrać nas z powrotem do domu.
Wciąż wierzy, że potrafię czynić cuda. Jednak moje wyczerpanie nie
wynika z ostatnich dni. Dopada mnie całe życie spędzone na wojnie.
Rhonna nie wie, jaki ciężar dźwigam. Jak bardzo liczyłem na Sevro, że
pomoże mi go nieść. Jak bardzo osłabione są w gruncie rzeczy nasze
legiony. Jak wyrafinowany taktycznie jest nawet najzwyklejszy Szary
centurion piechoty wroga w porównaniu z naszymi, nie wspominając już o ich Złotych. Zwyczajnie nie dysponujemy porównywalną siłą umysłową. Ani
ogniową.
-?Dziękuję za twoją troskę, lansjerze, ale odradzam na przyszłość
szpiegowanie mnie.
Ruszam ku drzwiom.
-?Dowódco.
Odwracam się, coraz bardziej poirytowany. Rhonna znowu staje na
baczność.
-?Kiedy spadnie Deszcz, proszę o pozwolenie na dołączenie do mojej
kohorty.
-?Nie. Potrzebuję cię przy sobie.
-?Bo tam jest bezpieczniej? -?Przygląda mi się z tą samą surową
badawczością co moja matka. Jeśli pominąć Victrę, kobiety z Lykos należą
do najbardziej upartych. -?Potrzebujesz ludzi, żeby wykonywali swoją
robotę. Dlatego pozwoliłeś Alexandrowi lecieć za tobą na Meduzę. Dlatego
wysłałeś go z Thraxą. Żeby robił swoje. Nie możesz nas przed tym
chronić.
-?Nie jesteś Alexandrem.
-?A mimo to wsadziłeś mnie do astroPancerza i wysłałeś na Meduzę. -
Pochyla się do przodu. -?I teraz masz wyrzuty sumienia z tego powodu. Że
w ogóle pozwoliłeś mi lecieć na Merkurego.
Trafia w dziesiątkę. Wie, co obiecałem jej ojcu.
-?Dowódco, u twojego boku jestem czterdziestokilową, wysoką na metr
dwadzieścia kulą u nogi, która porusza się cicho i głośno pyskuje. W astroPancerzu radzę sobie przyzwoicie. W Drachenjäger jestem metalowym
bogiem. -?Krew zalewa rumieńcem jej policzki. -?Wiem, że martwisz się o mojego ojca, ale sama zadecydowałam, żeby dołączyć do ciebie, kiedy
Sevro się zmył. To mój wybór, że tu jestem. To mój wybór, żeby walczyć.
-?Jej głos staje się bardziej zdecydowany. -?A jeśli przebiją się przez
nas, żelazo zawiśnie nad głową mojego ojca, nad głową Dio, moich braci i sióstr. Dlatego w dupie mam twoje wyrzuty sumienia. Daj mi robić, co do
mnie należy.
Nie miałem wyboru, musiałem wykorzystać ją w misji ratunkowej. Teraz mam
wybór.
-?Stabilizator odrzutu mojej pięści impulsowej nadal jest niepewny -
mówię. -?Sprawdź, czy zdołasz go wykalibrować, lansjerze.
Nie mogłem chronić mojego syna. Będę jednak chronił córkę mojego brata,
póki mam dość siły. Kiedy nadejdzie Deszcz, zostanie odesłana do
Heliopolis, gdzie przeczeka burzę.
* * *
Zostawiam Rhonnę, żeby gotowała się ze złości, i zastaję Orion siedzącą
samotnie w głębi ładowni. Zawsze była tęga; teraz jest chuda jak patyk i ciemniejsza od mroku na zewnątrz. Zwiesza nagie stopy przez otwarte
drzwi.
Słyszy, że wchodzę, i ogląda się przez ramię. Jej twarz jest pokryta
łatami regenerantu, który zastąpił fragmenty odcięte przez Atlasa. Do
knykci ma przymocowane nowe metalowe palce.
-?Kłopoty? -?pyta.
-?Namolni krewniacy.
Nie uśmiecha się. Odwraca się, żeby popatrzeć na polarne niebo. Okręty
wojenne Atalantii czają się tuż poza atmosferą, tylko czekają, aż
wychylimy głowy poza wielkie tarcze, żeby spuścić na nas sterowniki masy
i zamienić w kratery.
-?Zimno tu -?mówię, przekrzykując świst wiatru. Nasz statek przelatuje
nad krawędzią lodowego szelfu. -?Czemu nie pójdziesz do mesy? Colloway
mówi, że niedobrze jest synchronizować się na pusty żołądek.
-?Lubię zimno -?odpowiada z roztargnieniem. -?I swoją autonomię.
-?W porządku. -?Siadam obok niej i spuszczam nogi.
Nie okłamałem Harnassusa i swoich dowódców. Orion rzeczywiście przeszła
ocenę psychologiczną, ale mam podejrzenie, że Colloway pomógł jej
oszukać w teście. Pięć dni po uratowaniu mówiła tylko urywanymi,
poszarpanymi zadaniami i przedkładała towarzystwo swojego protegowanego
-?Collowaya -?ponad wszelkie inne. A potem poprosiła o pozwolenie na
powrót do obowiązków. Myślałem, że to jej pomoże dojść do siebie. Nie
pomogło. Może i wypełnia obowiązki zgodnie z harmonogramem, ale
pozostaje taka jak wszyscy, którzy przeżyli spotkanie z Rycerzem
Strachu: odmieniona.
Mrużąc oczy, zerkam na matematyczne równania wypisane na szronie
pokrywającym kadłub statku.
-?Przypomina mi dom. Często wyłączano nam ogrzewanie -?mruczy Orion. -
Lubili znajdować nowe powody, żeby to zrobić. Początków rachunku
różniczkowego uczyłam się, pisząc na oszronionym kadłubie. Palce miałam
tak odrętwiałe, że ledwie mogłam trzymać rylec.
-?Różniczki. Biedna dziewczynka. Mnie wystarczała algebra -?mówię,
próbując wyrwać ją z odrętwienia. Chciałbym móc powiedzieć, że robię to
tylko ze względu na nią. -?Spróbuj uczyć się jej jedną ręką, mając tylko
marker i ścianę kokpitu w świdroSzponie. -?Drugą ręką udaję, że kopię w skale. -?Bo widzisz, nie można przestać wiercić. Jak zatrzymasz się na
zbyt długo, to się zaklinujesz.
-?Rachunek różniczkowy jest potrzebny, żeby należycie operować
świdroSzponem -?odpowiada.
-?No wiesz, ojciec powiedział, że reszta to czysty instynkt. Jeśli się
nie zgadasz, to możemy urządzić sobie pojedynek na Marsie. Znajdą się
nowe bunkry, które trzeba będzie wykopać.
Ignoruje wyzwanie i patrzy na stado bladych koni morskich pokonujących
archipelag lodu. Potrząsają grzywami i przekrzywiają płetwy, gdy
odbijają się karłowatymi nogami od lodu i wskakują z powrotem do wody.
-?Ojcowie są ważni -?odzywa się ponownie. -?Mój rodzaj uważa ten pogląd
za perwersyjny. -?Podnosi rękę, żeby zacząć obgryzać paznokcie i natrafia na metal protez. Patrzy na palce, jakby zobaczyła je po raz
pierwszy. -?A mimo to nazywają mnie Matką, prawda?
-?To ta uprzejma część przezwiska.
Wzrusza ramionami.
-?Dzieci są obrzydliwe. Nigdy bym ich nie chciała. Nie mogę znieść
egoizmu.
Żaden Złoty ani Czerwony nie mógłby pojąć empatycznej łączności, jaką
nawiązują umysły podczas synchronizacji synaptycznej. Orion komunikuje
się z pilotami w bitwie na poziomie niewerbalnym. Powstaje sieć, w ramach której elektryczne prądy jej umysłu łączą się i wchodzą w interakcję z prądami innych. Gdy jeden z końców zostaje odcięty, jest to
najbardziej okrutna amputacja. Duchy zmarłych trwają w jej synapsach.
Zastanawiam się, czy myśli o marynarzach, których straciła w zasadzce;
czy czuła się jak matka, gdy patrzyła, jak Annihilo przełamuje Marzenie
Eo na pół; czy nie może znieść w dzieciach egoizmu, czy raczej obawy, że
je utraci.
-?Senat odwołał za dużo okrętów. Nawet gdybyś przewidziała pojawienie
się Atalantii, zajęłaby orbitę. To senat przegrał tę bitwę, nie ty.
Odwraca się gwałtownie w moją stronę.
-?Harnassus przegrał bitwę, kiedy nie splunął na rozkazy senatu i odesłał połowę mojej floty na Lunę. Twoja żona przegrała bitwę, kiedy
nie narzuciła swojej woli senatowi.
-?Ona nie złamie Nowego Porozumienia...
-?I ty uważasz to za zaletę? Jej bezcenna moralność za moich marynarzy?
Czy może kieruje nią strach przed tym, że stanie się własnym ojcem? -
Kręci głową. -?Harnassus i Virginia ponoszą winę. Ja nie czuję się
winna.
-?A ja tak. Często. Z powodu Synów Aresa z Obrzeża. Z powodu stoczni
Ganimedesa.
-?Więc marnujesz neurony.
Zawsze miała twardą skorupę -?ale nie aż tak. Łatwo zapomnieć o korzeniach Orion. Począwszy od niesankcjonowanych narodzin, poprzez
dzieciństwo w mrocznym mrozie Ula na Fobosie i pisaną jej rolę pilota
śmieciarek i życie z rządowej pensji do śmierci, aż po dowodzenie
najbardziej zwycięską flotą od czasów Żelaznej Armady Sileniusa. Ja
miałem dom pośród swoich ludzi. Orion nigdy nie została zaakceptowana
przez swoich, dopóki nie wspięła się po ich grzbietach na szczyt, nie
spojrzała w dół i nie zobaczyła, że teraz wszyscy udają, że sami ją tam
wydźwignęli. Ze wszystkich żołnierzy, którzy zostali w mojej armii, jej
najbardziej ufam, bo ona jedna nigdy mnie nie zawiodła. Każdy inny
kosmiczny dowódca -?nie wyłączając mnie -?straciłby Gwiazdę Zaranną,
okręty, które nam się ostały i samą armię.
-?Narzekaj na moją żonę, ile chcesz, ale to ona utrzymuje Republikę w kupie -?odpowiadam. -?A Harnassus utrzymał moją armię, kiedy mnie tu nie
było, a ciebie pojmano.
-?Harnassus. Błagam cię... Pomarańczowi to pedantyczne małpy z przeciwstawnymi kciukami, których używają tylko do dwóch rzeczy:
obracania śrubek i wspinania się po drabinkach związków zawodowych.
Zrobił to, co leży w jego naturze.
Przesuwa rękami po głowie, jakby chciała wymacać szpary w czaszce.
-?A jaka jest twoja natura?
-?Taka sama jak twoja. Każe zabić wroga. -?Patrzy w dal, jej głos
łagodnieje. -?Potrafisz myśleć w kosmosie?
-?To zależy, kogo zapytasz.
-?Ja nie mogę myśleć na lądzie. Za duży ciężar. Zbyt wiele obrzydliwych
ludzi i ich odpadków. -?Ściera rachunki z kadłuba. -?Myślisz, że Atlas
mnie złamał.
-?Gdybym tak uważał, siedziałabyś w izbie chorych. Myślę, że zostawił
wgniecenie.
To jej się podoba.
-?Jest skuteczny, to jedno jest pewne. Przedstawił mnie ohydnemu
pustynnemu gryzoniowi i powiedział, że ból będzie trwał tylko tak długo,
jak długo szczur będzie jadł. Pożarł ciało na moich łydkach, nosie i policzkach, zanim pękł mu żołądek i szczur zdechł. To było skuteczne.
Przerażające. Poniżające. -?Patrzy na mnie. -?Nie rozumiesz?
Marszczę czoło i kręcę głową.
-?Razem, ty i ja... niszczyliśmy światy. Kto potrafiłby dokonać tego co
my? Tego, czego dokonali nasi ludzie? A jednak potem zdajemy się na
łaskę szczurów. Uwalniamy je. Chronimy. Umieramy dla nich. A gdy
odwracamy się plecami, odsłaniają swoje zęby i gryzą nas, kąsek za
kąskiem. Kiedy zaś zwracamy się do nich twarzą, wiwatują, udają, że ich
pogryzanie wcale nas nie osłabiło. Szczury nie potrafią zapanować nad
własnym apetytem. Jak mogłyby rządzić samymi sobą?
-?Mówisz jak jedna z nich -?zauważam półgłosem, prawie warczę.
-?Czy lekarz się myli, kiedy mówi coś, czego nie chcesz słyszeć? Nie
mamy monopolu na prawdę tylko dlatego, że nasz cel jest ładny, młody
człowieku. Gdybym się myliła, ta planeta przyjęłaby nas z otwartymi
rękami. A ona nas podgryza. Gdybym się myliła, flota Republiki już by tu
była. -?Patrzy w niebo. -?Gdzie ona jest, Darrow? Gdzie ta twoja
demokracja?
Sięgam ręką do holoKropli w kieszeni. Mała łezka metalu skrywa twarz
mojej żony. Aż mnie skręca, żeby znowu obejrzeć wiadomość od niej,
spijać jej ostatnie słowa, napawać się jej twarzą, zmarszczkami wokół
oczu, w jakiś sposób przywołać ciepło jej skóry i oddechu. Jednak
zarazem boję się to zrobić. Sześćdziesiąt pięć milionów kilometrów
przestrzeni dzieli Lunę od Merkurego na obecnej orbicie. Jeszcze większa
przepaść oddziela mnie od niej. Nie zwątpię w nią. Wątpię jednak, czy
zrobi to, co konieczne. Orion powiedziała prawdę. Virginia za bardzo boi
się zobaczyć w lustrze ojca i brata, żeby rozwiązać senat. Wiem, że
uważa, że jej cnota jest zaraźliwa. Obawiam się jednak, że tylko
rozbudza chciwą naturę w śmiertelnikach słabszego sortu.
-?Moja żona obiecała, że przekona senatorów -?mówię bez przekonania. -
Że sprowadzi tu armadę.
-?To dlaczego obmyśliłeś operacje Peleryna Podróżnika i Tartar? Czemu
nie czekać na ratunek?
Zdejmuję dłoń z holoKropli.
-?Bo nadzieja to opiat, a nie plan.
-?Zgadzam się. Więc jak długo jeszcze będziesz żywił nadzieję mimo braku
dowodów, że ludzie Republiki są dobrzy? Że wreszcie zaczną robić, co do
nich należy?
Kiedy nie odpowiadam, wstaje i współczującym gestem kładzie mi rękę na
ramieniu. Gdy Sevro zmiękł, odkryłem pociechę w Orion. Zawsze byliśmy
podobni, zwłaszcza w rosnącej podejrzliwości wobec demokracji. Zawsze
jednak narzekaliśmy tak tylko przy butelce whisky. Nigdy tak obszernie
jak dzisiaj. Jej wątpliwości martwią mnie i nie wiem, jaką ją uspokoić,
kiedy słyszę w sobie echo tych samych niewypowiedzianych obiekcji.
-?Ile czasu potrzeba, żeby dostroić twoich Niebieskich? -?pytam.
-?Jakieś dziewięćdziesiąt minut, żeby uzyskać pełną wierność.
-?Ja zajmę się dzisiaj Harnassusem.
Orion krzywi się na dźwięk jego imienia.
-?Wiesz, jakie jest jego zdanie na temat Tartaru -?ciągnę. -?Ostatnie,
czego mi trzeba, to żeby wasza dwójka skoczyła sobie do oczu. Ty tylko
zajmuj się synchronizacją i wracaj do swoich kwater. Musisz odpocząć.
Odchodzi jak nadąsane dziecko. Wstaję.
-?Imperatorze -?wołam za nią. -?To mówił twój dowódca.
Zatrzymuje się i odwraca.
-?Według naszego senatu nie jesteś moim dowódcą. Jesteś zdrajcą.
Z wątpliwościami można zrobić tylko jedną rzecz. Zdeptać je.
-?Imperatorze, nie muszę znać twojego zdania. Nie obchodzą mnie twoje
uczucia. W nosie mam, czy wątpisz w Republikę. Nie interesuje mnie, czy
nienawidzisz jej obywateli. Ta armia jest o krok od unicestwienia.
Obchodzi mnie tylko, czy moja najlepsza broń będzie gotowa przed godziną
zero. Będzie gotowa, imperatorze?
Orion staje na baczność.
-?Gotowa i ostra jak szczurze zęby, dowódco.
2. Ysander
2
Ysander
Annihilo
Sławny stary kolos szybuje nad nakrapianą planetą. Czeka, żeby połknąć
korwetę, która przywiozła nas z Io na Merkurego.
Ma niecałe cztery kilometry długości i kształt atawistycznej włóczni.
Jego poobijany kadłub jest czarny jak muszle, które zbierałem z ojcem na
brzegach Morza Spokoju na Lunie. W przeciwieństwie jednak do lśniących
muszli nie odbija światła.
Nazywa się Annihilo.
"Anihiluję".
Mam nadzieję, że anihilacja nie jest całym planem, jaki obmyśliła
Atalantia.
-?Wielka bestia -?mówi stojący obok mnie mężczyzna, jakbyśmy rozmawiali
o pogodzie. -?To coś zabiło Reę?
Odwracam się. Żałuję, że nie jest Cassiusem, ale Cassius zginął,
próbując zapobiec tej właśnie chwili.
Obrzeże przybyło, żeby zawrzeć pokój z rozwiązłym Rdzeniem.
Zamiast mojego starego przyjaciela, mentora i opiekuna to najstarszy syn
Romulusa au Raa stoi obok mnie na mostku iońskiej korwety. Ze wszystkich
Złotych z Obrzeża tylko Diomedesa uznano za godnego roli ambasadora w tej trudnej misji. Uważam, że to był dobry wybór. Ten człowiek ma w sobie powagę. Na jego twarzy maluje się ostrożna zaduma. W ciemnozłotych
włosach, które wiąże w węzeł, ma czarne pasma. Jego pobliźniona, szczera
twarz nie jest przystojna według standardów Palatynu, ale mnie podobają
się jego przygarbione ramiona i ordynarne ręce, które zaprzeczają
cichemu, straszliwemu potencjałowi, jaki w sobie skrywa.
Widząc zaledwie krótki pokaz jego umiejętności szermierczych na Io i szacunek, z jakim odnoszą się do jego umiejętności jego towarzysze,
uznaję Diomedesa za jedynego rycerza Obrzeża dorównującemu Cassiusowi. A jednak to on jeden odmówił walki z moim przyjacielem, nawet za cenę
własnej rodziny.
I z tego powodu zawsze będę szanował Diomedesa.
-?Annihilo był okrętem flagowym armady, która spaliła Reę. Inne statki
go wsparły -?odpowiadam.
-?Jest ohydny. Jakżeby inaczej. W końcu pochodzi z Wenus.
-?Mój dziadek nigdy nie przejmował się tym, jak coś wygląda, tylko tym,
czy działa.
Reaguje na to śmiechem.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Diomedesa, uznałem go za jeszcze jednego
brutala, jak wielu innych pojedynkowiczów z Rdzenia, którzy mają więcej
testosteronu niż rozumu. Myliłem się. Ten człowiek to zagadka plasująca
się gdzieś między mnichem a karczemnym zabijaką. Jada razem ze swoimi
Szarymi i Obsydianowymi. Nigdy nie odzywa się pierwszy i nigdy ostatni
nie wybucha śmiechem. Kiedy opowiada żarty, są to zwykle proste, ledwie
zawoalowane repliki. Potrafi być uroczy, niepokojący i brutalny.
Kiedy jednak dociera do nas wieść, że Darrow, Sevro i Apollonius au
Valii-Rath spalili mojego ojca chrzestnego na łożu boleści, Diomedes nie
radował się tak jak jego siostra i wielu jego rodaków. Zamiast tego
złożył mi kondolencje.
Stanowiły przedziwną pociechę.
Kochałem ojca chrzestnego, mimo jego uczynków. Nigdy się nie dowiem, czy
to świadczy o mojej niedoskonałości, czy raczej o moralnym imperatywie
kochania tych, którzy okazali nam życzliwość w dzieciństwie.
-?Podczas bitwy o Ceres Annihilo został prawie rozdarty na pół przez
okręt flagowy Darrowa -?mówię. -?Mimo to zdołał zniszczyć dwa nowe
niszczyciele Republiki i powstrzymać jego flotę do czasu, aż Carthii
przybyli ze wsparciem. To wytrzymały okręt.
Diomedes odważnie wychyla się do przodu.
-?To byłoby ciekawe doświadczenie, wkroczyć na jego pokład.
-?Jakbyś tego dokonał?
Przesuwa wzrokiem po zamontowanych na okręcie narzędziach śmierci.
-?Szybko.
Oto ten słynny ironiczny humor Obrzeża. Polubiłem tego człowieka i jego
małomówność, ale obawiam się, że jego prostoduszna szczerość nie będzie
pasować do gierek w Rdzeniu. Jak mawiała moja babka: "Dworzanin bez
maski tanecznej jest równie odsłonięty jak pretor bez zbroi". Atalantia
byłaby jednak niemądra, gdyby nie doceniła mistrza brzytwy z Obrzeża.
Niecałe dwa miesiące temu patrzył, jak jego ojciec idzie na śmierć,
wiedziony honorem. Nie zadarłbym z nim z byle powodu.
-?Kiedy Atalantia zapyta, ile trwała nasza podróż, powiesz jej, że trzy
miesiące -?zapowiada Diomedes.
-?Nie chcesz, żeby wiedziała, jak szybkie są wasze okręty.
-?Siła zawsze obawia się szybkości. -?Mierzy mnie ciężkim, badawczym
spojrzeniem. -?Utrzymujesz, że chcesz ponownie zjednoczyć Złotych. Nie
jesteśmy głupcami. Wiemy, że Atalantia zwróci się przeciwko nam, kiedy
uzyska przewagę. Helios i rada uważają, że możesz zdołać ją odwieść od
tej... pochopnej decyzji.
-?A co myśli Dido?
Diomedes nie reaguje na to pytanie.
-?Zrobię wszystko, co w mojej mocy -?obiecuję. -?Masz moje słowo.
-?Moja matka wierzy, że twoim celem jest przejęcie tronu. Pamiętaj
jednak: nie weźmiemy udziału w ustanawianiu króla.
-?W tej kwestii także masz moje słowo.
Mówię szczerze i myślę, że Diomedes mi wierzy.
Niech diabli wezmą moje dzieciństwo. Liczy się tylko to, że nadal
rozpętujemy zawieruchę na tych ruinach światów. Złoci wciąż są jedyną
realną szansą na pokój, ale w tym celu nie mogą pozostać podzieleni.
Żeby pokonać Darrowa, musimy zaleczyć rany dzielące Obrzeże od Rdzenia.
W imię tego poświęciłem Cassiusa. W imię tego poświęcę siebie. Jednak
czy Atalantia poświęci się dla jakiejkolwiek sprawy?
Wątpię.
-?Jego słowo -?cedzi cichy głos. Siostra Diomedesa, Seraphina, dołącza
do nas, wychodząc z głównego przedziału. -?Na własne oczy widzieliśmy,
jakie jest niestałe. Salve, Jastrzębiu Vega.
Wyciąga obok mnie rękę i z czułością klepie w ramię naszego pilota. Vega
to dziecko o oczach starca. Na Obrzeżu uważa się, że najlepsi piloci to
dzieci między dziesiątym a dwudziestym rokiem życia. Vega nie ma jeszcze
dwunastu standardowych lat.
Moja własna pilotka, Pytha, żywi przesądne obawy co do Niebieskich z Obrzeża i wciąż nie przestała się bać Księżyków, po tym jak tajna
policja, Krypteja, ją torturowała. To zrozumiałe. Dlatego na czas
podróży zamknęła się w mojej kwaterze, żeby oglądać pięćdziesięcioletnie
wenusjańskie holoFilmy i zajadać medytacyjne grzybki, które podarowała
jej babka Diomedesa, Gaia.
Dźwięki fortepianu Gai wciąż rozbrzmiewają w mojej pamięci. Może
Atalantia będzie wiedziała, czy grałem tę melodię jako dziecko -?i jak
mogłem ją zapomnieć. Są we mnie czeluści, których nie potrafię zbadać.
Ukryte prawdy albo kłamstwa, albo zło, które mój mózg ukrył w cieniu,
żeby się chronić. Co się kryje w tym cieniu? Jeśli to konstrukt mojej
babki, Atalantia będzie wiedziała.
-?Nie powinniśmy mu ufać, tak jak nie ufamy tej dziwce z Rdzenia -?mówi
do brata Seraphina. Gani mnie spojrzeniem. -?Bardziej nawet. Ona
przynajmniej ma w żyłach krew żołnierza, nie polityka.
-?Bo żołnierze z założenia są bardziej szlachetni? -?pytam.
Mruga zaskoczona i odwraca się do Diomedesa.
-?Jeśli będę musiała dłużej dzielić powietrze z tym pomiotem Rdzenia, to
go wykastruję. -?Patrzy między moje nogi i unosi pobliźnioną brew. -?O ile to anatomicznie wykonalne.
Pod koniec naszej wspólnej podróży czuję nietypowe zakłopotanie, że
początkowo pociągała mnie ta nikczemna kobieta. Po dokładniejszej
inspekcji przekonałem się, że ma niewiele cnót, które szanuję, takich
jak cierpliwość, wdzięk, pokora i współczucie. Te, które posiada -
szczerość, lojalność, odwaga -?zostały zniekształcone przez jej
naturalną skłonność, jej diaboliczny głód.
Mimo to wciąż mnie pociąga. Pewnie to wina dziesięciu lat oddzielenia od
mojego własnego gatunku. Albo po prosu odkryłem w sobie ukrytą słabość
do rzeczy dzikich i przez resztę życia będę cierpiał z powodu słabości
do przedwcześnie rozwiniętych kobiet.
-?Jeśli nie możesz dzielić z nim powietrza, to wstrzymaj oddech -?mruczy
do siostry Diomedes.
-?Nie powinno nas tu być -?upiera się Seraphina. -?Nie jesteśmy
ambasadorami. Ja powinnam być z komandosami w przedniej straży, a ty
dowodzić legionami u boku Luxa. A nie podlizywać się sybarytom.
Jej brat uciska staw w żuchwie.
-?Jesteśmy tym, czego żądają od nas przywódcy.
-?A gdyby kazali ci czyścić latryny?
-?To wtedy Brązowi by mnie uwielbiali. Modliłbym się, żeby kucharze z mesy nie przyrządzali zbyt często wenusjańskich dań na kolację.
Seraphina prycha tylko.
-?To żadna hańba -?ciągnie Diomedes. -?Zostałem wybrany przez radę, żeby
reprezentować Obrzeże. Ty zostałaś wybrana przez panią konsul. To
zaszczyt. Prawdziwy zaszczyt.
-?Nawet jeśli nie wierzysz w tę wojnę? -?Jego siostra unosi brwi. -?Nie
martw się, bracie. Wątpię, żebyś wiele z niej zobaczył. Niech szlag
trafi honor Luxa. Wysyłać Raa, kiedy wystarczyłby Miedziany. Zostaniemy
zakładnikami, nawet jeśli ta latawica z Rdzenia zdecyduje się z nami
sprzymierzyć, zanim wbije nam brzytwę w plecy.
-?Spodziewałbym się raczej trucizny.
Seraphina poklepuje Diomedesa po policzku.
-?Tak czy inaczej, będziesz doskonałym zakładnikiem. Świetnym w wypełnianiu rozkazów.
Odchodzi, żeby dołączyć do żołnierzy z eskorty.
-?Rdzeń nie jest taki jak Obrzeże -?mówię, gdy już wyjdzie, ostrożnie
dobierając słowa. Diomedes pogardza tylko jedną rzeczą bardziej niż
plotkami. -?Z rozlanego wina wypływa krew.
-?Martwisz się, że Seraphina sprowokuje kogoś do pojedynku.
-?Każdego, ściśle mówiąc.
-?Jest porywcza, ale nie głupia. Ma obiekcje co do mnie.
-?A jeśli Dido wydała jej polecenia sprzeczne z twoimi rozkazami?
Nie komentuje moich słów, ale wiem, że trafiłem w dziesiątkę. O ile
Diomedes reprezentuje Radę Księżycową, o tyle jego siostra ma tylko
jedną panią: swoją matkę. A ostatnie, czego chce Dido, to pojednanie z gens Grimmus. W końcu to oni razem z Szakalem z Marsa zorganizowali
napaść podczas pierwszego Triumfu Darrowa, kiedy najstarsza córka Dido i jej teść zostali zaszlachtowani.
Dido nie zapomniała, podobnie jak Diomedes.
Wpatruje się w Annihilo.
-?Mój ojciec powiedział kiedyś, że każdy interesujący człowiek toczy
wewnętrzną wojnę i dlatego może być opisany tylko w dwóch słowach. Jakie
opisują Atalantię?
-?Aksamit i stal.
Diomedes nie reaguje.
-?Atalantia ma okrutny umysł i nadzwyczajną charyzmę -?mówię dalej. -
Nie powstrzymują jej ani wyrzuty sumienia, ani wątpliwości. Nie zna
półśrodków. Jest społecznym strategiem, herpetologiem, rzeźbiarzem,
roześmianą i władczą kobietą, która kocha dźwięk własnego głosu i jest
przekonana, że piękno to najwyższa forma istnienia, w każdym jego
przejawie.
Nie mówię o jej wadach. Niestosownym byłoby, gdyby o nie zapytał. Nie
robi tego.
Pozwala, aby milczenie się przeciągało, a potem patrzy na mnie.
-?Wiesz, czego nauczyła mnie śmierć ojca?
Czekam, aż mi powie.
-?Nie gadać za dużo.
Wystawiony na działanie surowych żywiołów Io Romulus zmarnował cenne
powietrze na ostatnie słowa i nie dotarł -?choć niewiele brakowało -?do
grobu swojego przodka, Akari.
Przełykam odpowiedź.
Pogrążony w myślach Diomedes patrzy znowu na okręt Atalantii.
-?Jesteś legalnym spadkobiercą domu Lune i masz prawo odziedziczyć to,
co zostało z jego własności -?odzywa się po tej chwili zadumy. Ma na
myśli okręty, legiony, przysięgi, które niewątpliwie przeszły na ród
Grimmus. Wszelki należny mi spadek będzie drogo kosztował Atalantię. -
Uzna cię za sprzymierzeńca czy rywala?
Nie wiem.
Wyruszyłem w tę podróż, wierząc, że przekonam mojego ojca chrzestnego.
Zawsze był racjonalnym człowiekiem. Niestety nie żyje. Atalantia jako
Dyktatorka jest zdecydowanie mniej przewidywalna.
Dziesięć lat mnie zmieniło. A ją?
Mimo że z założenia nie znosiła dzieci, zrobiła wyjątek dla swojego
siostrzeńca Ajaxa i dla mnie, syna jej najlepszej przyjaciółki i dziedzica jej mentorki. Byłem jej ulubieńcem, ponieważ w przeciwieństwie
do Ajaxa zdobyłem sympatię jedynego śródKoloru, jakiego Atalantia
kiedykolwiek szanowała -?Glirastesa z Heliopolis. Jako hybryda
architekta i fizyka Glirastes był największym Mistrzem Stwórcą od wieków
i to on wyznaczał trendy w naszej epoce. A także dlatego, że babka
wybrała mnie na jedynego spadkobiercę Oka Umysłu, którego sekrety
Atalantia zawsze pragnęła posiąść.
Mimo tej sympatii nic z mojego dzieciństwa u boku Atalantii -?ani nasze
wieczory w Hyperiońskiej Operze, ani zgodna krytyka wystaw Fioletowych,
ani nawet łącząca nas słabość do hodowli koni -?nie jest w stanie
rozwiać moich podejrzeń, że byłem dla niej zaledwie lalką do ubierania i oprowadzania.
Ze wstydem przyznaję, że jej na to pozwalałem. Moi rodzice nie żyli, a Aja często wyjeżdżała, więc potrafiłem na wiele pozwolić, byle zasłużyć
na życzliwe słowo.
A Atalantia dawała mi ich bardzo wiele, podczas gdy babka ich skąpiła.
Jednak jeden z aksjomatów Octavii wciąż mnie prześladuje: "Obawiaj się
tych, którzy szukają twojego towarzystwa kierowani własną próżnością.
Kiedy tylko ich przyćmisz w lustrze, to nie lustro stłuką".
Nie zamierzam rządzić. Jednak przekonanie o tym Atalantii to zupełnie
inna sprawa.
-?Nie mogę powiedzieć, jak zareaguje -?odpowiadam w końcu -?ale póki nie
mam blizny na twarzy, niczego nie mogę odziedziczyć. -?Zagryzam od
środka policzek. -?Boisz się?
-?Spotkania z Atalantią? To zależy. -?Diomedes zawiesza głos. -
Ponownego spotkania ze stryjem? Z pewnością.
Ja też trochę się obawiam spotkania z Rycerzem Strachu.