Czas Apokalipsy... Czas Nadziei - Janusz Czuryszkiewicz

-
Proszę czekać

Przedmowa

Książka Czas Apokalipsy... Czas nadziei... jest literaturą z gatunku science fiction, chociaż faktycznie łączy w sobie wątki literatury fantastycznej, sensacyjnej i młodzieżowej. Większa część akcji toczy się w czasach współczesnych, w 2011 i 2012 r. - pierwszy rozdział zaczyna się zaś w roku 2008. Właściwie powinienem używać czasu przyszłego, gdyż przedmowę piszę bezpośrednio po ukończeniu pierwszego rozdziału. Mogę sobie na to pozwolić, gdyż wiem, o czym będzie powieść. Mam ją prawie całą w głowie. Nie wiem tylko, jaki będzie jej koniec. A możliwe są dwa zakończenia - pesymistyczne i optymistyczne. Będąc z natury optymistą, myślę, że wybiorę pozytywne, ale w tym momencie nie mogę tego zagwarantować.

Zatem kilka słów o tym, co zamierzam napisać. To więc powieść science fiction - jednak osadzona w realiach współczesnego świata. Postaram się, aby składnik science był zgodny ze współczesną wiedzą. Na przykład w PROLOGU pojawia się mało precyzyjna wielkość - "niecały rok", która w pierwszym rozdziale zostaje dokładniej określona na 0,95 roku. Nie jest to jednostka przypadkowa. Aby to sobie uzmysłowić, należy rozwiązać zadanie:

Jak długo musi rozpędzać się pojazd od zera do prędkości podświetlnej (bliskiej prędkości światła)? Jest przy tym dodatkowy warunek - przyspieszenie nie może przekroczyć wartości 10 m/s2 (wartość bliska przyspieszeniu ziemskiemu).

Wychodzimy ze wzoru na drogę:

s=(at^2)/2=ct/2, czyli at=c

Czas obliczony w ten sposób wynosi ok. 30 mln sek., co przeliczone na lata daje ok. 0.95 roku.

Tak więc nawet w takich szczegółach starałem się zachować realia fizyczne. Oczywiście, jest też miejsce na składnik fiction. Jako przykład można podać wspomniany w Prologu skok w nadprzestrzeń, chociaż w internecie istnieje mnóstwo publikacji sugerujących możliwość takich podróży. Punktem wyjścia są tutaj rozważania dotyczące niektórych rozwiązań z mechaniki kwantowej i równań A. Einsteina. W 1994 r. Miguel Alcubierre - meksykański fizyk, opierając się na rozwiązaniu równań Einsteina, opisał możliwość poruszania się z prędkością większą niż prędkość światła bez łamania zasad teorii względności. W latach 1996-2002 agencja kosmiczna NASA, dysponująca miliardami dolarów budżetu, prowadziła teoretyczne badania nad napędem Alcubierre'a.

Wracając do omówienia książki, mogę powiedzieć, że będzie pogodna, pełna optymizmu i nadziei... Akcja rozgrywa się w wielu miejscach na świecie - co najmniej na czterech kontynentach. Proces pisania przebiega (jak na razie) bardzo sprawnie. Przenoszę tekst z "miękkiego dysku" w głowie na ciekłokrystaliczny ekran małego palmtopa T830. Robię to bez żadnych poprawek - tak samo zamknięte fragmenty tekstu, jak i dialogi. Od czasu do czasu czytam tylko małe fragmenty i poprawiam literówki - drobne błędy powstałe na skutek pisania rysikiem na malutkiej klawiaturze dotykowego ekranu. Tworzę tam, gdzie tylko mogę - w oczekiwaniu na komunikację miejską lub w autobusie czy trolejbusie, na ławce czy w kolejce do kasy w sklepie, bez problemu przerywając w pół słowa lub na nowo podejmując przerwany wątek.

Jest to na razie moja pierwsza i jedyna książka. Decyzję o jej napisaniu podjąłem dwa dni po Wielkanocy 2011. Jednocześnie w świąteczny niedzielny poranek zakończyłem pięciodniową, dobrowolną, oczyszczającą organizm głodówkę.

Zawarłem w swojej historii akcenty polskie oraz bardziej lokalne - lubelskie. Rodzina będąca w centrum jednego z głównych wątków wywodzi się z ulicy Porannej w Lublinie (początkowo miał to być Wrocław). Ale na tym kończą się wszelkie podobieństwa. Dodam tylko, że właśnie na Porannej podjąłem decyzję o pisaniu i stworzyłem wiele początkowych fragmentów książki. Również ulica Zachodnia nie jest mi obca.

Bohaterowie są postaciami wymyślonymi, chociaż niektórzy z nich noszą imiona moich znajomych, jak np. Grzegorz (Greg), Konrad, Patryk, Leszek czy Edyta. "Wezmą się za bary" ze wszystkimi największymi bolączkami obecnej rzeczywistości, takimi jak narkomania, choroby, głód, wojny religijno-rasowe, systemy totalitarne, klęski żywiołowe, problemy mieszkaniowe, energetyczne oraz zanieczyszczenie środowiska, problem "arabski" oraz "stadionowy".

Książka będzie wyrazem odwiecznej tęsknoty człowieka do wolności, szczęścia, miłości, do życia bez problemów i zmartwień o przyszłość; wyrazem marzeń całych pokoleń ludzi i narodów. Da nadzieję poszczególnym jednostkom, rodzinom, grupom społecznym oraz całej cywilizacji ziemskiej.

JANUSZ CZURYSZKIEWICZ

PS

W wydaniu polskim używać będę swojego oryginalnego nazwiska, chociaż jest ono dość trudne nawet dla Polaków. Jednak w wydaniu w wersji angielskiej skróciłem "nieco" nazwisko, usuwając przy tym drugą literę. I tak powstał mój pseudonim literacki - John Cury.

Prolog

Gdzieś w centrum Galaktyki...

Pojazd nabierał szybkości. Nie był zbyt duży: niecałe 300 metrów średnicy. Ale większy być nie musiał, zważywszy, że załogę stanowiły tylko trzy osoby. Nie mieli wiele pracy z obsługą. Wszystkie funkcje, od startu po lądowanie, przejęte zostały przez Centralny Komputer. Wraz z pojazdem, ale nieco z tyłu, leciały dwa transportowce z własnymi komputerami pokładowymi, choć również podporządkowane głównej jednostce. Na transportowcu z prawej strony leciał All. Takie rozwiązanie konieczne było ze względów bezpieczeństwa. Gdyby coś stało się ze statkiem głównym - był w stanie szybko udzielić pomocy. All programował również komputery transportowców do wykonania zadań przewidzianych w kluczowym etapie misji.

W sterowni byli wszyscy trzej: Deo, As i Chris. Milczenie przerwał ten ostatni. Mówił cicho, jakby do siebie:

- Ciekawe, jak nas przyjmą? Czy nie potraktują nas jak najeźdźców?

- Wszystko jest możliwe - odrzekł Deo - jednak nie sądzę, by tak się stało. Są szybko rozwijającą się cywilizacją techniczną, ciekawą świata. Na pewno stawiają sobie wiele pytań, na które my możemy udzielić odpowiedzi.

Przez dłuższą chwilę w sterowni zapanowała cisza. As nie brał udziału w rozmowie, zajęty naciskaniem jakichś przycisków i odczytem wskazań przyrządów pokładowych. Wreszcie odezwał się do pozostałych:

- Wszystkie wskazania w normie. Centralny Komputer w pełni panuje nad wszystkim. Nie jesteśmy tu więcej do niczego potrzebni.

Odpowiedzieli mu, kiwając delikatnie głowami. Dobrze wiedzieli, że podczas lotu pełnią tylko rolę pasażerów. Dorównujący im inteligencją Komputer Centralny znacznie przewyższał ich w szybkości i precyzji działania. Mogli spokojnie udać się na spoczynek do swoich kabin, gdzie w tunelach hibernacyjnych spędzą większą część długiego lotu. Machinalnie spojrzeli jeszcze na wielki ekran głównego monitora, w którego centrum malała, oddalając się z rosnącą prędkością, ich rodzinna gwiazda. Uścisnęli sobie jeszcze dłonie i skierowali się do wyjścia ze sterowni.

Automatycznie pilotowane pojazdy będą teraz przez prawie rok rozpędzać się do prędkości podświetlnej. Po jej osiągnięciu Centralny Komputer wykona skok w nadprzestrzeń, w której pokonana zostanie większa część drogi. Następnie pojazdy wyjdą z nadprzestrzeni i przez niecały rok będą wytracać szybkość. Na tydzień przed osiągnięciem celu podróży ze stanu hibernacji zostanie obudzona załoga. Ale to nastąpi dopiero za około 7 lat.