Czarnoksiężnik ze Szmaragdowego Grodu - Frank L. Baum

Reflow text when sidebars are open.
Lyman Frank Baum
Czarnoksiężnik ze Szmaragdowego Grodu
Tłumaczyła Stefania Wortman
Tytuł orginału: "The Wizard of Oz"
Data pierwodruku: 1900
Chicago, New York, George M. Hill Company
Copyright ? Agencja Artystyczna MTJ, Warszawa 2013
Redakcja: Agencja Artystyczna MTJ
Korekta: Jolanta Spodar
Projekt okładki: Tomasz Rządkowski i Rendeer
Ilustracje: Krzysztof Krawiec
Wydanie I
Warszawa 2013
Agencja Artystyczna MTJ
ISBN 978-83-7699-195-5
Agencja Artystyczna MTJ sp. j.
ul. Porannej Bryzy 8, 03-284 Warszawa;
tel./fax (+48) 22 675 2814, 22 675 2850;
e-mail: info@mtj.pl; www.mtj.pl
Huragan
orota mieszkała w Kansas, w samym środku wielkich prerii, razem z wujem, który się nazywał Henryk i był rolnikiem, i ciotką, która miała na imię Emilia i była żoną wuja Henryka. Dom mieli nieduży, ponieważ materiały na budowę trzeba było sprowadzać pociągiem z bardzo daleka. Cztery ściany, podłoga i dach tworzyły tylko jedną izbę. A w tej izbie znajdował się zardzewiały piec kuchenny, kredens, stół, trzy, a może cztery krzesła i łóżka. Wuj Henryk i ciotka Emilia mieli wielkie łoże w jednym kącie izby, a Dorota małe łóżeczko w drugim kącie. W domku nie było strychu ani nawet piwnicy, tylko niewielki dół wykopany w ziemi, pod podłogą, który nazywano wichrową piwnicą, ponieważ rodzina ukrywała się tam podczas straszliwych huraganów niszczących wszystko wokoło. Do tej ciemnej jamy w ziemi schodziło się po drabinie przez klapę w podłodze.
Kiedy Dorota wychodziła przed dom, widziała przed sobą tylko wielkie prerie otaczające ją ze wszystkich stron. Ani drzewa, ani domy nie mąciły jednostajnej płaszczyzny, graniczącej z dalekim niebem. słońce spaliło ziemię na szarą skorupę porytą rozpadlinami. Nawet trawa nie była zielona, bo słońce wysuszyło długie źdźbła i wszędzie panowała monotonna, szara barwa. Ściany domu były niegdyś kolorowe, ale słońce skruszyło farbę, a deszcz ją spłukał, więc teraz i dom był tak samo nudno szary jak wszystko dookoła.
Gdy ciotka Emilia przyjechała tutaj, była młodą, ładną kobietą. Jej oczy były niegdyś błyszczące, ale słońce i wicher zabrały ich blask i zostawiły szarość; jej policzki i wargi były niegdyś czerwone, ale teraz pobladły, bo słońce i wicher zabrały ich czerwień. Ciotka Emilia była chuda, mizerna i nigdy się nie uśmiechała. Kiedy Dorota po stracie rodziców zamieszkała u niej, śmiech dziecka tak zdumiewał ciotkę Emilię, że z krzykiem przyciskała rękę do serca, słysząc wesoły głosik Doroty. I ciągle jeszcze ją dziwiło, że dziewczynka znajduje jakieś powody do śmiechu.
Wuj Henryk nigdy się nie śmiał. Pracował ciężko od rana do wieczora i nie wiedział, co znaczy radość. Wuj Henryk był także cały szary, począwszy od siwej długiej brody aż do butów pokrytych pyłem. Wygląd miał surowy i uroczysty, a odzywał się rzadko.
Jedynie Toto rozweselał Dorotę, ratując ją dzięki temu od zszarzenia i upodobnienia się w ten sposób do tego, co ją otaczało. Toto nie był szary. Był to czarny piesek o długiej, jedwabistej sierści i czarnych oczkach, które mrugały wesoło po obu stronach malutkiego, śmiesznego noska. Toto dokazywał przez cały dzień, a Dorota bawiła się razem z nim i kochała go bardzo.
Dzisiaj jednak nie można się było bawić. Wuj Henryk siedział na progu chaty i wpatrywał się z niepokojem w niebo, jeszcze bardziej szare niż zwykle. Dorota stała w drzwiach z Totem na ręku i też patrzyła w niebo. Ciotka Emilia zmywała naczynia.
Z daleka, z północy, nadleciał głuchy jęk wichury. Wuj Henryk i Dorota ujrzeli, jak długie źdźbła trawy pochyliły się nisko przed nadciągającą burzą. Znowu w powietrzu rozległ się ostry świst, tym razem z południa, a kiedy spojrzeli w tamtą stronę i tam również zobaczyli falowanie traw.
Nagle wuj Henryk zerwał się.
- Huragan się zbliża! - krzyknął do żony. - Trzeba się zająć bydłem. - I pobiegł w kierunku stajni i obory.
Ciotka Emilia rzuciła robotę i pospieszyła do drzwi. W okamgnieniu zorientowała się, że niebezpieczeństwo jest tuż, tuż.
- Prędko, Doroto! - krzyknęła. - Uciekaj do piwnicy!
Toto wyrwał się z ramion Doroty i ukrył się pod łóżkiem, a dziewczynka usiłowała wyciągnąć go stamtąd. Ciotka Emilia, przerażona, podniosła klapę w podłodze i zaczęła po drabinie schodzić do piwnicy. Dorota schwytała wreszcie psa i chciała zejść za ciotką. Gdy przebiegła już połowę izby, wicher zawył straszliwie, dom zadrżał w posadach i Dorota, straciwszy równowagę, upadła na podłogę.
Wtedy stała się rzecz dziwna.
Dom zakręcił się wkoło dwa, a może trzy razy i uniósł się powoli w powietrze. Dorocie zdawało się, że leci balonem.
Północne i południowe wichry spotkały się w miejscu, gdzie stał dom, i oto dom znalazł się w samym środku huraganu. Wewnątrz huraganu było właściwie spokojnie, ale potężna siła wichru, cisnąca dom ze wszystkich stron, unosiła go ciągle w górę, aż na sam szczyt trąby powietrznej. Zawisł w powietrzu, a wiatry niosły go coraz dalej i dalej, tak lekko jak piórko.
Było bardzo ciemno, wiatr wył wokół niej straszliwie, ale pomimo lęku ten sposób podróżowania podobał się Dorocie.
Gdy minęły pierwsze wstrząsy i dom przestał huśtać się gwałtownie na wszystkie strony, miała przyjemne wrażenie, że ktoś kołysze ją łagodnie jak dziecko w kołysce.
Toto wcale nie był zachwycony. Biegał po izdebce i głośno szczekał. Dorota natomiast siedziała spokojnie na podłodze, oczekując, co będzie dalej. Tymczasem Toto podszedł zbyt blisko do podniesionej klapy w podłodze i wpadł w dziurę.
W pierwszej chwili Dorota przeraziła się, że już po nim, gdy nagle zobaczyła długie ucho sterczące w otworze: to pęd wichru, wiejącego z ogromną siłą, przycisnął Tota do podłogi z drugiej strony i nie pozwolił mu spaść na ziemię.
Dorota przyczołgała się do otworu, schwyciła Tota za ucho i wciągnęła go do izby, a potem zamknęła klapę, żeby nic podobnego więcej się nie zdarzyło.
Mijała godzina za godziną i powoli Dorota przestała się lękać. Czuła się tylko strasznie samotna. Wiatr wył tak głośno, że wydawało się jej, jakby ogłuchła. Z początku zastanawiała się, czy rozbiłaby się w kawałki, gdyby dom runął na ziemię. Ale kiedy czas mijał i nic strasznego się nie działo, przestała się martwić i postanowiła spokojnie czekać, co przyniesie przyszłość. Wreszcie pełzając po chwiejącej się podłodze, doczołgała się do swego łóżeczka i położyła się. Toto ułożył się obok niej.
Pomimo kołysania się domu i wycia wichru Dorota zamknęła oczy i zasnęła głębokim snem.
Spis treści
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Huragan
Narada z Manczkinami
Dorota ratuje Stracha na Wróble
Wędrówka
Uwolnienie Blaszanego Drwala
Tchórzliwy Lew
Podróż do Wielkiego Oza
Pole maków o trującej woni
Królowa Myszy Polnych
Strażnik Wrót
Przedziwny Szmaragdowy Gród
W poszukiwaniu Złej Czarownicy
Ratunek
krzydlate Małpy
Tajemnica Straszliwego Oza
Czarodziejskie sztuki Wielkiego Szarlatana
Balon
W drogę na Południe
Napaść walczących drzew
Uroczy kraj z porcelany
Lew zostaje Królem Zwierząt
Kraina Kwadlingów
Gladiola