Rozdział 2
Wróciła do biura, mijając koleżanki z pomieszczenia obok.
- No to gdzie masz kubek? - usłyszała Ewę. - Woda już dawno się gotowała.
- Potłukł się - wyjaśniła Magda.
Nie miała już ochoty na kawę. Ani na sernik pani Jadzi. Na nic nie miała ochoty. Chciała już wyjść z pracy. I nigdy nie wracać.
- Pożyczę ci mój. - Jadwiga weszła do biura z talerzykiem, na którym pysznił się spory kawałek ciasta.
- Nie trzeba, pani Jadziu, mam jeszcze jeden. - Schyliła się do szafki.
Nie chciała pokazywać twarzy. Zarówno Jadwiga, jak i Ewa od razu rozpoznałyby, że płakała. Zaczekała, aż kobieta wróci do swojego biura, a wtedy wsypała dwie łyżeczki kawy mielonej i ze spuszczoną głową weszła do pokoju obok.
- Włącz sobie jeszcze raz wodę, bo teraz to ci się już nie zaparzy - powiedziała z ustami pełnymi ciasta Ewa. - Pani Jadziu, ten sernik jest obłędny!
- A wiesz? Zupełnie się nie starałam. Na szybko wrzuciłam wszystkie składniki naraz, nie miałam czasu, żeby dodawać stopniowo.
- Podobno właśnie takie ciasta najlepiej wychodzą - odezwała się Magda. Wzięła swój talerz i nabrała kawałek na łyżeczkę. - Rzeczywiście pyszny!
Stała w progu pomiędzy swoim pokojem a biurem Ewy i Jadwigi. Tuż przy przejściu znajdowała się szafka, której blat niejednokrotnie służył jako stolik. Kobiety rozmawiały chwilę o wypiekach, wymieniając się doświadczeniem. Magda podeszła do czajnika i włączyła go.
- A ty, Madziu, lubisz piec? - zagadnęła Jadwiga.
- Nie bardzo - przyznała.
Wiedziała, że koleżanki zauważyły jej zaczerwienione oczy, ale dzięki Bogu o nic nie pytały, a tylko próbowały skierować jej myśli na inne tematy.
- Czemu? To fajna sprawa. - Pani Jadwiga uśmiechnęła się delikatnie i dodała: - Mąż będzie niezadowolony.
- Pani Jadziu! - roześmiała się Magda. - Ja i mąż? Małżeństwo zupełnie do mnie nie pasuje.
- Każdemu pasuje. - Jadwiga wzruszyła ramionami. - O ile dobrze się trafi.
- Właśnie - przytaknęła Magda. - Starczy mi problemów w pracy, po cóż mi jeszcze dodatkowe w domu?
- Całe życie w pojedynkę to jeszcze trudniejsze wyzwanie. - Jadwiga się zamyśliła.
- Magda ma trochę racji - wtrąciła się Ewa. - Czasami nie chce mi się wracać z pracy do domu. Tam zawsze czeka na mnie bałagan w kuchni, nieodrobione lekcje młodego i głodny mąż.
- A ja każdego dnia - odezwała się Magda - od siódmej rano nie mogę się doczekać piętnastej, żeby stąd wyjść i wrócić do domu. Marzę, żeby zakopać się pod kołdrą i wygrzebać się z niej w jakimś innym, lepszym świecie - dodała ponuro.
- Widzisz! - Ewa pstryknęła palcami. - To dlatego, że mieszkasz sama! Masz rację, Magda, mąż to same kłopoty.
Magda roześmiała się serdecznie, a Jadwiga pokręciła z niezadowoleniem głową.
- Oj, jeszcze i na ciebie trafi, Madziu. Zobaczysz - mruknęła. - To miłość napędza nas do życia!
- I tu ma pani rację! - podchwyciła Magda. - Ja mam taką miłość. Jest nią moje łóżko.
Kobiety zachichotały, ale w tej samej chwili uśmiech zastygł na ich twarzach.
Do biura weszła Dorota z twarzą czerwoną ze złości. Przystanęła i omiotła pogardliwym spojrzeniem talerz z ciastem i kubek z aromatyczną kawą, po czym zatrzymała wzrok na twarzy Magdy.
- Chciałam sprawdzić, czy kończysz już ten nieszczęsny raport - rzuciła. - Ale widzę, że wciąż jesteś zajęta czymś innym - dodała sarkastycznie.
- Zrobiłam sobie tylko kawę, zaraz wracam do pracy. - Magda odłożyła łyżeczkę na talerzyk. Apetyt, i chwila dobrego nastroju, minęły.
- Z tego, co widzę, kawę już masz zrobioną. - Dorota uniosła lewą brew.
- Pani Dorotko - odezwała się Jadwiga. - Dziewczyna siedziała od rana zamknięta w swoim pokoju, musi zrobić sobie chwilę przerwy. To moja wina, niepotrzebnie ją zagadałam - stanęła w obronie Magdy.
- Pan Jadziu - zwróciła się do kobiety księgowa. - Ja nie wnikam w obowiązki waszego działu. Być może nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście robiły sobie przerwy na kawki i herbatki, kiedy tylko chcecie. Ale księgowość jest specyficzną dziedziną wymagającą skupienia.
Jadwiga już się nie odezwała. Ewa wykorzystała moment i gdzieś się zmyła. Magda tymczasem wzięła kawę i weszła do swojego pokoju. Dorota ruszyła za nią i zamknęła drzwi. Oparła się o nie i chwilę patrzyła w milczeniu na podwładną. Magda usiadła na swoim miejscu. Czuła na sobie wzrok Doroty, ale nie miała odwagi na nią spojrzeć. Ręce jej drżały. Wzięła rozłożone na biurku dokumenty i zaczęła je nerwowo przekładać.
Dorota wciąż milczała, jakby zastanawiała się, co powiedzieć.
- Chciałabym ci coś pokazać - odezwała się wreszcie Magda, by przerwać tę nieznośną ciszę.
- Co takiego? - Dorota zdawała się zaskoczona.
- Raport.
- A więc jest gotowy? - zapytała ostrym tonem.
- Nie. Nie jest, ale...
- Pff! Jeśli nie jest gotowy, to co chcesz mi pokazywać? - prychnęła, ale jednocześnie zrobiła krok w stronę biurka.
Magda na chwilę uniosła wzrok, ale zaraz opuściła go z powrotem.
- Mam problem i chciałabym go z tobą skonsultować - powiedziała cicho. Serce biło jej jak oszalałe. Miała nadzieję, że szefowa tego nie zauważy.
- Jaki problem? - Dorota stanęła przy biurku i oparła dłonie na biodrach. Pomimo niewysokiego wzrostu, sprawiała wrażenie potężnej i władczej.
- Możesz zerknąć? Wydaje mi się, że delegacja Karoliny nie powinna być zaksięgowana na koncie spektaklu. Z kolei materiały plastyczne, które Michał kupił w zeszłym tygodniu, powinny być zaksięgowane na spektakl. Przecież z tych kartonów i farb, które kupił, powstaje scenografia.
Magda mówiła powoli, z trudem łapiąc oddech. Bardzo chciała, by przełożona nie zauważyła jej zdenerwowania. Głos jednak zdradziecko jej drżał, nie dało się tego ukryć nawet chwilowymi przerwami na złapanie tchu. Od rana zabierała się, aby pójść do gabinetu Doroty i przekazać jej swoje wątpliwości, ale ciągle brakowało jej odwagi. Kolejne obliczenia wykazywały jednak, że to Dorota popełniła błąd przy dekretacji dokumentów.
Nastała chwila ciszy. Główna księgowa wzięła do ręki dokumenty i zerknęła na nie.
- Aha - mruknęła w końcu i nie odzywając się więcej, po prostu wyszła z biura, głośno zamykając za sobą drzwi.