Cyfrowi Ludzie. Nasza czwarta rewolucja - Chris Skinner

-
Proszę czekać

Wstęp

Zawsze sporo podróżowałem, ale od 2014 roku, kiedy ukazała się moja książka Digital Bank (Cyfrowy bank), przemieszczam się nieustannie po całym świecie. Przykładem tego, jak napięty może być mój kalendarz, jest kilkakrotnie już odbyta podróż ze Stanów Zjednoczonych do Azji przez Europę i z powrotem w niecały tydzień. To szaleństwo, dobrze o tym wiem, ale dzięki temu zyskałem wyjątkowe możliwości. Uczę się, poszerzam horyzonty i rozwijam wiedzę, zdobywam doświadczenia, które można zdobyć tylko dzięki tak intensywnemu podróżowaniu. Poznałem zespół jaskiń w okolicach Johannesburga w Republice Południowej Afryki, rzymskie zabytki w Baalbeku w Libanie na terenie Żyznego Półksiężyca i Jezioro Zachodnie w Hangzhou w Chinach, gdzie dzięki jedzeniu zrozumiałem cztery tysiące lat cywilizacji.

Tak intensywne podróże doprowadziły mnie do dość zaskakujących wniosków, którymi będę chciał podzielić się w tej książce. Zrodziły się one jako zlepek doświadczeń z podróży, licznych lektur w ich trakcie i mojej własnej wiedzy na temat usług finansowych i ludzi. Pieniądze i bankowość są w centrum naszego świata. Poza seksem i jedzeniem to o pieniądzach myślimy częściej niż o czymkolwiek innym. Pieniądze są tą jedną rzeczą, która kieruje naszym życiem. To one pozwalają nam upajać się życiem, kiedy mamy ich więcej, niż potrzebujemy, i to one wpędzają nas w niedole i nieszczęścia, kiedy mamy ich za mało.

Niestety, ludzi, którzy mają ich za mało, jest zdecydowanie za dużo. Według oficjalnych danych, jeden na ośmiu Amerykanów żyje w ubóstwie, co w 2015 roku oznaczało liczbę 43 milionów osób; w Wielkiej Brytanii w ubóstwie żyje jeden na pięciu mieszkańców. Na całym świecie w biedzie żyje niemal połowa ludzi. Oznacza to, że ponad trzy miliardy osób na Ziemima na życie mniej niż 2,5 dolara[1] dziennie. A wśród nich, jedna na trzy osoby, czyli 1,3 miliarda ludzi, żyje w skrajnym ubóstwie, czyli ma na życie mniej niż 1,25 dolara na dzień.

Kiedy byłem dzieckiem, wydawało nam się, że ludzie biedni żyją w Afryce, Indiach i Chinach. Na początku i w połowie lat 80. XX wieku media pokazywały straszliwe klęski głodu w Etiopii. Rozpoczęto wielkie akcje charytatywne, które doprowadziły do zorganizowania pierwszego na świecie globalnego wydarzenia muzycznego, jakim było Live Aid w 1985 roku. Intrygujące wydaje się dzisiaj to, że te same rynki, które wtedy uznawano za najbiedniejsze, dzisiaj stają się coraz bogatsze dzięki połączeniu pomocy charytatywnej i pojawiających się możliwości. Pomoc jest dystrybuowana przez instytucje takie jak Organizacja Narodów Zjednoczonych i Bank Światowy, działające we współpracy z organizacjami pozarządowymi zajmującymi się filantropią i działalnością charytatywną, na przykład Fundacją Billa i Melindy Gatesów czy Oxfamem.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat miałem okazję sam zaobserwować, że technologia odgrywa ogromną rolę w radzeniu sobie z tymi problemami. Oczywiście, że ubóstwo będzie istnieć zawsze, ale spora jego część jest tworzona przez system. Jeżeli nie ma się dostępu do usług finansowych, nie można się z niego wyrwać. Najbiedniejsi ludzie płacą najwięcej za obracanie pieniędzmi. Najczęściej to oni są też najbardziej bezbronni. To połączenie bezbronności i niemożności wyrwania się z biedy jest przyczyną, dla której tak wiele osób nigdy nie uwolni się z pułapki ubóstwa. Ale, jak powiedziałem wcześniej, to się teraz zmienia. Dzisiaj, dzięki smartfonom, wszyscy mogą połączyć się z globalną siecią w czasie rzeczywistym.

Technologie mobilne (mobile) rzeczywiście wyznaczają punkt zwrotny. To one są siłą stojącą za przemianą tradycyjnych konsumenckich instytucji finansowych w cyfrowe banki i stworzeniem nowych modeli finansowych na potrzeby nowych firm finansowych opartych na nowych technologiach, czyli firm FinTech, jak je nazywamy od angielskiego terminu financial technology - technologia finansowa. W mojej wcześniejszej książce ValueWeb (Sieć wartości) sporo miejsca poświęciłem podwalinom internetu wartości (Internet of Value, IoV) stworzonym przez FinTech i technologie mobilne. Odszedłem w niej nieco, jak mi się wydaje, od pisania tylko o technologii i finansach, choć wciąż są one moim głównym obszarem zainteresowania.

To prawda, że wiele pisano o czwartej rewolucji przemysłowej, zwracając szczególną uwagę na najnowsze technologie, od robotów po sztuczną inteligencję (Artificial Intelligence, AI). O tym wszystkim również przeczytacie w tej książce, bo przecież żadna praca poświęcona naszej przyszłości nie może pominąć znaczących konsekwencji rozwoju technologii. Koncentruję się tu jednak raczej na szerszym kontekście tych zmian, podkreślając, że mamy do czynienia nie z rewolucją przemysłową czy technologiczną, ale z rewolucją dotyczącą ludzkości, zmieniającą całe nasze człowieczeństwo.

Ostatnią wielką rewolucją w świecie ludzi była rewolucja przemysłowa. Wcześniej miał miejsce rozkwit cywilizacji podczas drugiej rewolucji odbywającej się pięć tysięcy lat temu. A jeszcze wcześniej mieliśmy pierwszą rewolucję polegającą na tym, że w ogóle staliśmy się ludźmi. Nikt jednak do tej pory nie pisał o rewolucjach samej ludzkości, a przynajmniej nic o tym nie wiem. To właśnie dlatego ta koncepcja tak bardzo mnie intryguje. Ogromne znaczenie rewolucji cyfrowej prowadzącej do ustanowienia czwartej epoki w dziejach ludzkości polega na tym, że po raz pierwszy w historii wszyscy jesteśmy połączeni ze sobą w czasie rzeczywistym.

Teraz 7,5 miliarda ludzi, którzy jeszcze dekadę temu nie mieli ze sobą łączności, ma możliwość natychmiastowego komunikowania się za pośrednictwem technologii mobilnej i internetu. A łącząc się ze sobą w ten sposób, w jednej chwili zmieniamy zwykły telefon w coś znacznie bardziej inteligentnego - staje się on instrumentem wymiany handlowej. Możemy zatem wszyscy, po raz pierwszy, dokonywać transakcji i prowadzić wymianę handlową pomiędzy sobą w czasie rzeczywistym, w relacji jeden do jednego. Nie ma wątpliwości, że jest to rewolucja całkowicie zmieniająca świat, w którym żyjemy; na niej chciałbym się tutaj skupić.

W książce tej korzystam z koncepcji wyłożonych w moich wcześniejszych pracach - Digital Bank i ValueWeb, ukazując je w szerszym kontekście. Przyglądam się ich konsekwencjom dla ludzkości, przemysłu, handlu oraz - co najbardziej obiecujące - naszej przyszłości. Dzięki temu, że poddajemy ucyfrowieniu naszą cywilizację, możemy przełamywać bariery i przezwyciężać wykluczenie.

Wykluczenie finansowe dotyka niemal dwu trzecich ludzi na naszej planecie. Stwarza ono liczne bariery, bo trudno jest prowadzić transakcje i wymianę handlową czy doprowadzić do jakiejś konkretnej zmiany, kiedy nie jest się w stanie wysyłać i przyjmować pieniędzy. Zatem cyfryzacja całej ludzkości pozwoli na włączenie wszystkich do wymiany handlowej. Po raz pierwszy w historii system, a dokładniej - system sieci komórkowych - obejmie wszystkich. Na tym właśnie polega niezwykłe znaczenie mobilnej sieci wartości, czego dobrym przykładem może być firma Ant Financial, wydzielona z chińskiego giganta internetowego Alibaba. Ant Financial jest obecnie jedyną firmą na świecie, która próbuje stworzyć globalny program włączania finansowego. Misją firmy jest włączanie coraz szerszej rzeszy użytkowników, a jej celem - obsługiwanie dwu miliardów osób nie później niż w 2025 roku. Dlatego wybrałem tę firmę jako temat obszernego studium przypadku zamieszczonego w dalszej części książki.

Jack Ma, Mark Zuckerberg, Bill Gates i kilku innych liderów, którzy, jak się okazuje, są właścicielami niemal całego majątku na naszej planecie[2], podzielają to przekonanie o konieczności doprowadzenia do finansowego włączenia i złagodzenia ubóstwa. Jeżeli da się wszystkim możliwość dostępu do mikropożyczek, mikrooszczędności i mikroubezpieczeń za pośrednictwem sieci komórkowych, da się im tym samym szansę na polepszenie swojego życia. Taka jest wizja, która już dziś zaczyna przyoblekać się w realne kształty.

Cyfryzacja naszej planety doprowadzi do głębokich zmian. Wszyscy ludzie na Ziemi zostaną włączeni do sieci i każdy będzie mógł rozmawiać, prowadzić wymianę handlową i dokonywać transakcji w czasie rzeczywistym z każdym. W przeciwieństwie do rewolucji przemysłowej, w wyniku której szansę na bogacenie się i prowadzenie handlu zyskała jedynie ograniczona liczba osób, trwająca teraz rewolucja cyfrowa jest dla nas wszystkich.

Witajcie w czwartej rewolucji ludzkości i szykujcie się na największą zmianę, jaką widział nasz świat od czasu, kiedy w XVII wieku opatentowano pompę parową.

Chris zabiera nas w intelektualną podróż, trzymając się wciąż tematyki związanej z technologią finansową, której poświęcił swoje wcześniejsze książki. Wnikliwie analizuje, dokąd nas, ludzi, zaprowadzi rozwój technologii. Kreśli wizję nowej otwartej bankowości i usług finansowych dostosowanych do potrzeb każdej i każdego z nas. Opisuje, w jaki sposób włączenie finansowe napędza innowacje i jak zmieni ono usługi finansowe, kiedy miliardy użytkowników staną się częścią systemu. Ogromną radość sprawiła mi ta wyjątkowa i odświeżająca wizja optymistycznej przyszłości, w której pieniądze tracą materialną postać, stając się niewidoczną cyfrową tkanką internetu łączącą nowo powstające platformy i istniejące firmy.

Konstantin Peric

Zastępca dyrektora, Usługi finansowe dla osób ubogich

Fundacja Billa i Melindy Gatesów

Najnowsza książka Chrisa to mistrzowskie osiągnięcie ukazujące szeroką panoramę zdumiewających zmian mających wpływ na naszą branżę - otwartej bankowości, platform, interfejsów programistycznych i uczenia maszynowego, żeby wymienić tylko niektóre. O tym, że jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich w branży usług finansowych, przesądza precyzyjnie wyartykułowana konstatacja, iż "dzisiaj tylko nieliczne banki się zmieniają; jeśli jednak nie zmienią się w najbliższej przyszłości, nie przetrwają". Pozostali czytelnicy odnajdą w tej świetnie napisanej książce refleksje nad tym, czym jest wartość w naszej gospodarce i w jaki sposób jej rozumienie będzie się zmieniać podczas czwartej rewolucji.

Piyush Gupta

Dyrektor generalny, Singapurski Bank Rozwoju

Skinner przedstawia frapującą wizję przyszłości usług finansowych ze znawstwem osadzoną w kontekście dziesięciu tysięcy lat historii.

Jesse McWaters

Lider projektu, Przełomowe innowacje w usługach finansowych

Światowe Forum Ekonomiczne

W Cyfrowych ludziach Chris Skinner rzuca wyzwanie utartym przekonaniom o tym, co w przyszłości będzie oznaczać bycie człowiekiem i jaką rolę będą odgrywać pieniądze i finanse. W książce będącej kontynuacją Digital Bank (Cyfrowy bank) Skinner zręcznie kreśli obraz cyfrowej przyszłości ludzkości; przyszłość ta jest pełna nadziei. Jak opisuje, kiedy za pośrednictwem technologii mobilnych 7,5 miliarda ludzi zostanie połączonych w czasie rzeczywistym, zwiększona dostępność i transparentność zyskają wreszcie potencjał, żeby ostatecznie zburzyć mury finansowej ekskluzji.

David Cotney

Były komisarz bankowy stanu Massachusetts

Członek zarządu, Cross River Bank

Cyfrowa rewolucja prowadzi do czwartej epoki w dziejach ludzkości, w której wszystkim dano dostęp i zapewniono włączenie. Po raz pierwszy w historii mamy szansę na dotarcie do wszystkich i danie im możliwości realizowania transakcji finansowych. Chris Skinner, jeden z najbardziej poważanych specjalistów w zakresie FinTechu, daje nam przewodnik przetrwania dla branży usług finansowych, wskazując szanse, które się w niej pojawiają.

Dr Soner Canko

Dyrektor generalny, Międzybankowe Centrum Obsługi Kart

Ryzykując powtórzenie tego, co z pewnością zostało już powiedziane, chciałbym z całą mocą stwierdzić, że najnowsza książka Chrisa Skinnera Cyfrowi ludzie to jak zawsze lektura obowiązkowa. Banki, bankowcy i "kultury obsesyjnie skoncentrowane na kontroli", gdziekolwiek jesteście, strzeżcie się, jeżeli jeszcze nie rozumiecie, że w najbliższych latach wasze role stracą na znaczeniu. Ta książka uświadomi wam to z przerażającą jasnością.

Dan Dickinson

Dyrektor do spraw digitalizacji, Equitable Bank

Chris ma świetne wyczucie branżowych trendów i jest w stanie wyłuskać sedno, koncentrując się na spostrzeżeniach o praktycznym zastosowaniu, rzucając równocześnie światło na zatrważający fakt, że w większości banków środki przeznaczone na technologię są wydawane na bieżące utrzymanie infrastruktury, a nie na innowacje. Jeśli branża znajdzie dość odwagi, żeby zastosować się do proponowanych przez Chrisa rozwiązań - czyli skoncentruje się na: partnerstwie, outsourcingu technologii i rozwoju współpracy - będziemy świadkami erupcji energii i innowacji z korzyścią dla klientów i całego społeczeństwa. Jak zgrabnie to ujmuje: "Jeśli banki będą robiły tysiąc rzeczy i każdą z nich przeciętnie, będą kurczowo trzymać się swojej przeszłości i nie będą na tyle zwinne, by codziennie się uaktualniać i regularnie odświeżać kluczowe systemy, zostaną wystawione do wiatru przez tych, którzy to potrafią. A ci, którzy potrafią, szybko przekonają się, że banki robią tysiąc rzeczy byle jak - i w naturalny sposób połączą swoje siły, żeby te tysiąc rzeczy robić lepiej".

Kim Fournais

Dyrektor generalny i założyciel, Saxo Bank

Chris Skinner ma niezwykłą zdolność do wydobywania istoty zagadnienia i przedstawiania jej w możliwie najprostszej formie, dzięki czemu książkę czyta się jednym tchem. W Cyfrowych ludziach Chris, prowadząc z czytelnikami dialog, opisuje, w jaki sposób technologia zaczęła w naszym globalnym społeczeństwie grać rolę siły wyrównującej szanse. Jego imponujące doświadczenie w analizowaniu globalnych rynków nadaje jego rozumieniu zarówno historii, jak i przyszłości cyfrowej transformacji walor praktycznej przydatności. Chris wybiera formę pogawędek przy kominku, mówiąc do nas w bardzo osobisty sposób, dzięki czemu, bez względu na to, jakie jest nasze doświadczenie z cyfrową transformacją, znajdziemy z nim wspólny język, dając się porwać jego autentycznej pasji przekazywania wiedzy.

Wayne Brown

Partner zarządzający, The Walker Group

Cyfrowi ludzie pozwalają nam spojrzeć w przyszłość, a wizja, którą kreślą, jest śmiała i pełna polotu. Bankowcy na całym świecie będą czerpać korzyści z praktycznych i jasno podanych analiz Chrisa pokazujących, dokąd zaprowadzi nas ewolucja usług finansowych.

Chris Nichols

Dyrektor do spraw strategicznych, CenterState Bank

Zapnijcie pasy - Chris Skinner odkryje przed wami kulisy, analizując przeszłe, obecne i przyszłe trendy prowadzące nas cyfrową drogą ku rewolucji całej ludzkości. Cyfrowi ludzie mówią o wyzwaniach związanych z włączeniem finansowym w cyfrowym świecie i walką o wykorzenienie plagi ubóstwa. Dominującym tematem wyjątkowej podróży, w którą zabiera nas Skinner, jest internet rzeczy, a postępy cyfrowości są analizowane w kontekście rewolucji całej ludzkości i zmieniającej się infrastruktury finansowej.

Stephen G. Andrews

Prezes Community Bank

Jeśli jesteście tradycyjnymi bankowcami, lektura Cyfrowych ludzi Chrisa Skinnera będzie dla was jak trening SoulCycle, po którym się nie pozbieracie. Wywróci do góry nogami wasze tradycyjne wyobrażenia o bankowości i najprawdopodobniej przerazi długą listą rzeczy, które wasze instytucje powinny jak najszybciej zrobić, wliczając w to pozbycie się przestarzałych systemów głównych. Lekturę ukończycie jednak zdrowsi, mając świadomość ogromnych możliwości dawanych przez technologię, która usługi finansowe może przekształcić w coś, co będzie korzystne dla wszystkich. Skinner objechał cały świat i jest jednym z nielicznych autorów, którzy potrafią pisać o FinTechu w sposób fachowy, zabawny i bez wciskania kitu. Dowiecie się nie tylko, skąd wzięło się słowo "nierządnica", ale również tego, w jakim kierunku zmierzają banki - przestają być instytucjami obsesyjnie skoncentrowanymi na kontroli i stają się bankami otwartymi w świecie, który będzie pozwalał ludziom dzielić się swoimi danymi finansowymi w miejscu i czasie, które im odpowiadają.

Mary Wisniewski

Zastępca redaktora, "BankThink"

Dziennikarka, "American Banker"

Chris Skinner, mądry przewodnik po świecie FinTechu, zabiera nas w podróż ze swoją nową książką Cyfrowi ludzie. Daje nam ona możliwość popatrzenia w przeszłość, rzucając równocześnie światło na przyszłość. Dla banków i instytucji finansowych ta książka jest doskonałym dwukierunkowym lustrem, dzięki któremu lepiej zrozumiemy ten nowy świat. Jeśli będą one używać lustra zgodnie ze wskazówkami Chrisa, znajdą ścieżkę wiodącą do przyszłości, w przeciwnym razie staną się wspomnieniami z przeszłości.

Ahmet Usta

Redaktor naczelny, "FinTech Istanbul"

Jeżeli chcemy być gotowi na to, co przyszłość ma dla nas w zanadrzu, musimy zrozumieć, w jaki sposób dokonała się cyfrowa transformacja. Chris Skinner daje nam szczegółowy wgląd zarówno w to, co już się stało, jak i w to, co dzieje się dzisiaj. Nadszedł czas, by branża finansowa przemyślała na nowo, jak w nowej epoce oferować usługi finansowe za pośrednictwem technologii. Cyfrowi ludzie pomogą nam w zrozumieniu, na czym polega cyfrowa transformacja, skłonią do refleksji nad biznesem, który prowadzimy, a przede wszystkim, każą nam się zastanowić nad tym, co czeka nas w najbliższej przyszłości.

Özge Çelik

Starsza wiceprezes, BKM

Rozdział 1 Rewolucje ludzkości: cyfrowi ludzie

Historia pieniędzy ocieka seksem, religią i polityką, czyli tym, o czym, jak nam mówią, lepiej nie mówić. To jednak właśnie te sprawy decydują o naszym życiu, a w samym ich sercu są pieniądze. Dzieje pieniędzy są odbiciem dziejów człowieka. W historii świata, o czym czytelnicy przekonają się po lekturze tej książki, możemy wyróżnić trzy wielkie rewolucje: najpierw utworzyliśmy wspólnoty, potem cywilizacje, a na końcu przemysł. Teraz żyjemy w czasach czwartej wielkiej rewolucji - rewolucji ludzkości, a piąta wcale nie wydaje się taka odległa. Każda rewolucja w świecie ludzi prowadzi do rewolucji w wymianie pieniężnej i wymianie wartości. Jeżeli chce się zrozumieć teraźniejszość i prognozować przyszłość, niezwykle ważna jest refleksja nad przeszłością. By to wszystko ująć we właściwym kontekście, musimy zacząć od samego początku i omówić, skąd wzięli się ludzie.

Pierwsza epoka - stworzenie wspólnych wierzeń

Siedem milionów lat temu pojawili się pierwsi przodkowie ludzi. Przeskoczmy te siedem milionów lat, a zobaczymy archeologów szukających śladów życia ludzkiego w Afryce, przekonanych, że właśnie tam znajdą kilka brakujących ogniw w naszej historii. Historii, w której cofniemy się do pierwszych przedstawicieli rodziny hominidów, czyli człowiekowatych. Co to jest hominid?

Otóż, dawno temu, jak sądzą naukowcy, płyty tektoniczne, euroazjatycka i amerykańska, zderzyły się, a następnie osiadły, formując rozległą równinę w Afryce. Ten nowo powstały ogromny obszar ciągnął się płasko przez setki kilometrów, a małpy człekokształtne, które go zamieszkiwały, zorientowały się nagle, że nie było na nim drzew, na które mogłyby się wspinać. Za to wokoło rozpościerał się płaski teren porośnięty trawami i jagodami. Skutkiem tego małpom człekokształtnym trudno było przemierzać setki kilometrów na czworakach, przyjęły więc postawę wyprostowaną, co ułatwiło im poruszanie się. To z kolei spowodowało zmianę w strukturze połączeń mózgowych, co w ciągu następnych tysięcy lat doprowadziło do powstania pierwszych istot, które dzisiaj uznajemy za ludzi.

Pierwszym ogniwem prowadzącym do zrozumienia tego łańcucha rozwojowego było odkrycie Lucy, której imię pochodzi od piosenki Beatlesów Lucy in the Sky with Diamonds. Lucy to pierwszy zrekonstruowany w całości szkielet pokazujący, jakie najwcześniejsze istoty ludzkie pojawiły się na afrykańskich równinach. Został on znaleziony na początku lat 70. XX wieku w Etiopii przez paleoantropologa Donalda Johansona i jest wczesnym przykładem australopiteka zaliczanego do rodziny człowiekowatych. Ma około 3,2 miliona lat. Szkielet Lucy cechuje się małą czaszką, podobną do czaszek większości małp człekokształtnych, a jego budowa wskazuje na dwunożny chód w postawie wyprostowanej, podobny do chodu ludzi i innych hominidów. Występowanie obydwu tych cech potwierdza hipotezę, zgodnie z którą w procesie antropogenezy dwunożność wyprzedza wzrost wielkości mózgu.

Po znalezieniu Lucy dokonano wielu innych zdumiewających odkryć, między innymi na stanowisku archeologicznym w Republice Południowej Afryki, które trafiło na listę światowego dziedzictwa ludzkości UNESCO po odnalezieniu w latach 1994-1997 przez Rona Clarke'a niemal kompletnego szkieletu australopiteka nazwanego Mała Stopa (Little Foot), którego wiek określono na ponad trzy miliony lat. Dlaczego było to tak istotne? Ponieważ odkrycia skamieniałych szczątków hominidów, które zachowały się w całości, zdarzają się bardzo rzadko. Przyczyną jest to, że kości zostają rozproszone, bo ziemia zapada się i szczątki wpadają do porowatych jaskiń. Szkielet zachowany w całości jest zatem równie trudno znaleźć co igłę w stogu siana.

Ogólnie rzecz biorąc, drzewo genealogiczne człowieka ilustrujące powstanie rodzaju Homo, do którego - jako Homo sapiens - należymy, ma wiele innych odgałęzień, między innymi: Homo erectus (człowiek wyprostowany), Homo floresiensis (człowiek z Flores), Homo habilis (człowiek zręczny), Homo heidelbergensis (człowiek heidelberski), Homo naledi (człowiek z Naledi) i Homo neanderthalensis (człowiek neandertalski). Rodzi się zatem pytanie: jeśli istniało wiele rodzajów istot ludzkich, jak to się stało, że przetrwaliśmy tylko my?

Częściowo mogło to być spowodowane zmieniającymi się warunkami. Przecież dzisiaj też nie ma już ani mamutów, ani tygrysów szablozębnych, ale kilka form ich przodków wciąż żyje na Ziemi. Jak twierdzi Yuval Noah Harari, autor książki Sapiens. Od zwierząt do bogów i autorytet w dziedzinie historii człowieka, interesujące w dziejach człowiekowatych jest to, że Homo sapiens pokonał wszystkie inne gatunki hominidów dlatego, że potrafił działać wspólnie w grupach liczących setki osobników. Według tej teorii wszystkie inne odmiany człowiekowatych żyły w grupach, których liczebność nie przekraczała 150 członków, co jest również maksymalną liczebnością kolonii małp człekokształtnych. W grupach o tej granicznej wielkości było zbyt wielu samców alfa, co prowadziło do rozpadu ich struktury. Jedna część grupy podążała za jednym dominującym samcem, druga część - za innym.

Homo sapiens rozwinął się, pokonując to ograniczenie, gdyż potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Byliśmy w stanie stworzyć bogaty pejzaż informacji, a nie tylko chrząknięcia i gesty, i zaczęliśmy budować narracje. Dzięki temu zaczęły nas łączyć wspólne przekonania i wierzenia, a to pozwoliło nam działać razem w plemionach liczących setki, a nie tylko do stu kilkudziesięciu osobników. Kiedy siedziby Homo sapiens były atakowane przez inne odmiany Homo, z łatwością mogliśmy się obronić. Mogliśmy również w odwecie atakować inne hominidy i doprowadzić do ich zagłady. I tak zrobiliśmy. Neandertalczycy, których 99,5 procent DNA jest identyczne z naszym, wyginęli około 40 tysięcy lat temu. Byli ostatnim gatunkiem Homo żyjącym równolegle z nami. Po ich wymarciu zostaliśmy już tylko my - ludzie, czyli Homo sapiens.

Pojawia się pytanie, dlaczego jest to istotne jako kontekst dla pięciu epok dziejów człowieka? Przede wszystkim dlatego, że to była pierwsza epoka. To był czas oświecenia. To był wiek bogów. I wiek oddawania czci księżycowi i słońcu, ziemi i morzom, ogniowi i wiatrom. Naturalne żywioły ziemi były postrzegane przez pierwszych ludzi jako jedne z najważniejszych punktów odniesienia. Kluczowymi symbolami były również ptaki na niebiosach, wielkie koty na ziemi i węże pod ziemią.

Łączyły nas wspólne wierzenia i narracje, dzięki temu byliśmy w stanie działać razem i budować cywilizacje. Jedną z najstarszych religii świata jest hinduizm, ale przed nim były też inne - w Jerychu, Mezopotamii i Egipcie. Bóg Słońce i bóg Księżyc były powszechnie uznawanymi wierzeniami i te wspólne wyobrażenia były niesłychanie istotne, gdyż pozwalały na utrzymanie ładu. Dzięki nim byliśmy w stanie działać razem w grupach o coraz większej liczebności.

Dlatego starotestamentowe opowieści znane z Biblii i te zawarte w Koranie mają tyle wspólnych punktów. Żydów, chrześcijan i muzułmanów łączy wspólna wiara w historie o Adamie i Ewie, Mojżeszu, Noem oraz Sodomie i Gomorze, a niektóre z tych wierzeń mają swoje źródło w najstarszych wierzeniach hinduistycznych.

Wspólne wierzenia odgrywają kluczową rolę w zbliżaniu ludzi i tworzeniu relacji pomiędzy nimi. To one sprawiają, że możemy razem działać i jesteśmy w dobrych stosunkach z innymi ludźmi lub wprost przeciwnie, jak to się czasami zdarza. Będę wracał do tego zagadnienia, pokazując, że stworzenie systemu bankowego i pieniądza opiera się na powszechnie przyjmowanym przekonaniu, że są to rzeczy ważne i mające wartość. Bez tego przekonania banki, pieniądze, władza i religie nie miałyby żadnej mocy. Byłyby pozbawione znaczenia.

Druga epoka - stworzenie pieniędzy

Człowiek zatem ucywilizował się i zdobył dominującą pozycję dzięki temu, że był w stanie funkcjonować w grupach liczących setki osobników. Ostatecznie, kiedy połączyły nas wspólne wierzenia, zostaliśmy zjednoczeni pod prymatem przywódców. Na tym polega zasadnicza różnica pomiędzy ludźmi a małpami. Kiedy antropolog Desmond Morris został zapytany, czy małpy człekokształtne wierzą w Boga, dobitnie odpowiedział, że nie. Moriss, który sam był ateistą, w latach 60. XX wieku napisał znaczącą książkę zatytułowaną Naga małpa, w której stwierdza, że my, w przeciwieństwie do małp, "wierzymy w życie przyszłe, ponieważ częścią satysfakcji, jaką czerpiemy z pracy twórczej, jest uczucie, że poprzez wytwory tej pracy będziemy "żyć dalej" i po śmierci"[3].

Jest to jedno z wielu naszych wspólnych wierzeń, które pozwala nam działać razem, żyć wspólnie i nawiązywać więzi w grupach liczących setki i tysiące osób. Z tego powodu to religia stała się zasadniczą częścią naszego najgłębszego rozumienia ładu i struktury, a przywódcami stali się ci, którzy byli najbliżsi obiektom naszych wierzeń, czyli kapłani w świątyniach. Ludzie zaczęli osiedlać się we wspólnotach i tworzyć zorganizowane struktury, co miało jednak swoje konsekwencje. Do tej pory człowiek wiódł koczowniczy tryb życia, przemierzając rozległe obszary w poszukiwaniu pożywienia i przenosząc się z miejsca na miejsce w zależności od pory roku i dostępności pokarmu. Raptem, dzięki wynalezieniu pługa, zaczęliśmy prowadzić osiadły tryb życia, tworząc liczniejsze wspólnoty, i zajęliśmy się uprawą ziemi. Oznaczało to, że zbieraniem plonów i wytwarzaniem żywności zajmowało się znacznie mniej osób niż wcześniej, dzięki czemu ludzie mieli więcej czasu, by zacząć robić coś innego. Najsilniejsze jednostki były w stanie gromadzić wokół siebie innych ludzi, a następnie stać się władcami lub duchowymi przywódcami wspólnych wierzeń, czyli kapłanami.

Z czasem zaczęły pojawiać się duże miasta. Niektórzy uważają, że najstarszym zachowanym do dziś miastem świata jest Jerycho, które powstało ponad 10 tysięcy lat temu. Inni wskazują na Eridu, miasto założone 7,5 tysiąca lat temu w starożytnej Mezopotamii, niedaleko Basry na terytorium dzisiejszego Iraku. Bez względu na to, które z nich jest starsze, obydwa mają naprawdę długą historię. W miarę jak miasta formowały się i rozrastały, napływały do nich i osiedlały się tysiące ludzi, przyciąganych przez bardziej zróżnicowane i cywilizowane życie, które się w nich toczyło.

Eridu rozwijało się dzięki przenikaniu się wpływów trzech starożytnych cywilizacji: kultury Samarra z północy, kultury semickiej, której przedstawiciele byli wcześniej nomadami ze stadami owiec i kóz, oraz kultury sumeryjskiej, będącej najstarszą cywilizacją świata. To właśnie Sumerowie przynieśli ze sobą najwcześniejsze formy pieniądza.

Sumerowie wynaleźli pieniądze, gdyż uległ załamaniu ich dotychczasowy system organizacji życia. Przyczyną było to, że ludzie osiedlali się, tworzyli większe grupy i zajmowali się uprawą ziemi. Powstanie rolnictwa i struktur osadniczych zrewolucjonizowało dotychczasowy sposób funkcjonowania ludzi. Wcześniej zbierali pożywienie i polowali, teraz zaczynali osiedlać się i wspólnie uprawiać ziemię.

Uprawa ziemi przynosiła obfite plony w latach urodzaju, ale kiedy panowała susza, nie było żadnych zapasów, ponieważ rolnicy nie magazynowali nadwyżek żywności z lat tłustych, by móc korzystać z nich w latach chudych. Konieczne było zatem wprowadzenie nowego systemu. Przywódcy religijni - czyli ówczesna władza - zareagowali w jedyny możliwy sposób: wynaleźli pieniądze. Służyły one od samego początku jako mechanizm kontrolujący społeczeństwo i gospodarkę. Kraje, które mają pieniądze, mają gospodarki o liczącej się pozycji; kraje które ich nie mają, nie mają na co liczyć.

Co zatem zrobili kapłani, żeby zapewnić rentowność tego nowego wierzenia? Posłużyli się seksem. W starożytnym Sumerze było dwu bogów: Baal, bóg wojny i żywiołów, oraz Isztar, bogini płodności. Dzięki Isztar ziemia stawała się żyzna, a plony obfite; ludziom bogini dawała przyjemność i miłość.

Kluczowe dla sumeryjskiej kultury było stworzenie pieniędzy, dzięki którym mężczyźni mogli doznawać przyjemności oferowanych przez Isztar. Udawali się do świątyni i składali w ofierze kapłanom swoje obfite plony. Kapłani składowali je w magazynach z przeznaczeniem na czarną godzinę, ubezpieczając się tym samym na wypadek braku pożywienia w zimie i klęski nieurodzaju, kiedy zapanuje susza czy wybuchnie zaraza. W zamian za liczne przyniesione do świątyni dobra kapłani dawali rolnikom pieniądze, co umożliwiała wspólnie dzielona wiara w nowy nośnik wartości - monetę.

Co rolnicy mogli zrobić z otrzymanymi pieniędzmi? Oczywiście zapłacić nimi za seks. Grecki historyk Herodot opisuje, jak to się odbywało:

"Każda niewiasta musi w tym kraju raz w życiu usiąść w świątyni Afrodyty i oddać się jakiemuś cudzoziemcowi. [...] We wszystkich kierunkach dróg ciągną się między niewiastami równe jak sznur przejścia; przechodzą nimi cudzoziemcy i dokonują wyboru. [...] Wartość srebrnej monety może być byle jaka: ona nie śmie jej nigdy odrzucić; to się jej nie godzi, bo owa srebrna moneta staje się święta. [...] Po oddaniu się i spełnieniu świętego obowiązku wobec bogini, wraca do domu, i od tej chwili, choćbyś jej nie wiem, ile dawał, nie posiądziesz jej. Te więc niewiasty, które wyposażone są w piękne oblicze i wzrost, rychło wracają do domu; ale brzydkie wśród nich pozostają tu przez długi czas, nie mogąc zwyczajowi zadośćuczynić; niektóre czekają nawet trzy i cztery lata[4]".

Pieniądze były zatem święte, a każda kobieta musiała pogodzić się z tym, że co najmniej raz w życiu będzie musiała się prostytuować. Dlatego Isztar znana była również pod innymi imionami, takimi jak Har i Hora, z których powstały słowa (w języku angielskim) harlot - nierządnica i whore - prostytutka. I dlatego prostytucja jest najstarszym zawodem świata, a księgowość - drugim w kolejności. Pieniądze powstały, by wspierać religię i władzę. Było to możliwe dzięki stworzeniu i rozwijaniu struktury nowych, wspólnych wierzeń, które pozwoliły ówczesnym społeczeństwom na wytwarzanie nadwyżki plonów i dóbr i zachowanie przyjaznych stosunków nawet w latach suszy.

Trzecia epoka - rewolucja przemysłowa

Początek rewolucji przemysłowej odpowiada mniej więcej pojawieniu się maszyn wykorzystujących energię pary wodnej. Epoka pary dokonała wielu odkryć; tym, które odmieniło świat nie do poznania było wynalezienie silnika parowego. Przejście od energii konia pociągowego do energii maszyny parowej pozwoliło statkom przemierzać oceany, a pociągom - kontynenty. Doprowadziło również do powstania fabryk, które można było ogrzewać i zasilać energią. Kulminacją szeregu przełomowych momentów tego czasu były dokonane pod koniec XIX wieku odkrycia w dziedzinie elektryczności i telekomunikacji. Wraz z przejściem od pary wodnej do elektryczności miała miejsce również zamiana ciężkich maszyn na znacznie lżejsze i prostsze sieci komunikacyjne i energetyczne. Przejście z fabryk do biur ostatecznie obwieściło koniec rewolucji przemysłowej.

Używanie pieniędzy jako środków wymiany wartości równolegle z wymianą rzeczy za rzeczy jest powszechnie znane od stuleci, a dokładniej od 4700 lat. W tym czasie w charakterze pieniądza były używane paciorki, żetony, srebro, złoto i inne cenne przedmioty. Najdziwniejszą być może formę pieniądz przybiera na wyspach Yap na Pacyfiku, gdzie używaną do dziś walutą są ogromne dyski wykonane z kamienia.

Problem polega na tym, że kamień, złoto i srebro używane jako środek płatniczy są dosyć ciężkie, a także narażone na utratę bądź kradzież. Kiedy więc rewolucja przemysłowa ruszyła pełną parą naprzód, konieczna okazała się nowa forma wymiany wartości. Już wcześniej wprowadzono kilka nowości: bankierzy z rodu Medyceuszów zapoczątkowali finansowanie handlu, a Chińczycy używali papierowych pieniędzy już od VII wieku. Żadna z nich nie zyskała jednak powszechnej akceptacji aż do czasu, kiedy było to konieczne ze względu na wymagania rewolucji przemysłowej.

Władze i rządy całego świata, dążąc do zaspokojenia zapotrzebowania na nową formułę wymiany wartości, zaczęły udzielać pełnomocnictw i licencji bankom, co umożliwiło wymianę gospodarczą. Banki zaczęły powstawać po roku 1600. Były one zorganizowane jako wspierane przez rząd podmioty, które cieszyły się zaufaniem umożliwiającym przechowywanie wartości w imieniu deponentów. Dlatego w większości państw banki są najstarszymi zarejestrowanymi firmami. Najstarszą istniejącą do dzisiaj instytucją finansową w Wielkiej Brytanii jest C. Hoares & Co., powołana do życia przez Richarda Hoare'a w 1672 roku. Najstarszym brytyjskim bankiem jest Barclays Bank, wzmiankowany po raz pierwszy w 1690 roku. Większość banków w Wielkiej Brytanii powstała ponad 200 lat temu, co jest rzeczą niezwykłą, gdyż według badań Bank of Korea przeprowadzonych w 2008 roku jest tylko 5586 firm starszych niż 200 lat i większość z nich ma siedzibę w Japonii.

Banki i firmy ubezpieczeniowe przetrwały tak długo w formie dużych podmiotów, ponieważ są rządowymi instrumentami prowadzenia wymiany handlowej. Są wspierane przez rządy, które udzielają im pozwoleń, dzięki czemu mogą funkcjonować jak finansowy smar ułatwiający poruszanie się trybów gospodarki, a największą innowacją, jaka miała w nich miejsce, było wprowadzenie papierowych pieniędzy jako środka wymiany, również wspierane przez rządy.

Papierowe banknoty i papierowe czeki zostały wprowadzone jako część nowego ekosystemu, którego celem było ułatwienie funkcjonowania przemysłu. W tamtym czasie musiało to wywołać spore poruszenie. Kawałek papieru ma być środkiem płatniczym, który zastąpi złoto? Okazało się jednak, że nie było to aż tak bulwersujące. Poniższy fragment autorstwa Komitetu Szkockich Bankierów (Committee of Scottish Bankers) jest cenną wskazówką pozwalającą zrozumieć, dlaczego takie rozwiązanie ostatecznie się przyjęło:

"Pierwszym szkockim bankiem, który wprowadził banknoty, był Bank of Scotland. Kiedy został on założony mocą uchwały parlamentu Szkocji wydanej 17 lipca 1695 roku, szkocki pieniądz nie był łatwo dostępny, a jego wartość była niepewna, szczególnie w porównaniu z monetami bitymi w Anglii, Holandii, Flandrii czy Francji, które były popularne wśród większości Szkotów. Rozwój handlu był poważnie ograniczany przez brak odpowiedniej waluty, a ówcześni kupcy, poszukujący wygodniejszej metody regulowania rachunków, byli jednymi z najbardziej zagorzałych zwolenników wprowadzanego rozwiązania.

Bank of Scotland uzyskał 21 lat monopolu na prowadzenie usług bankowych na terytorium Szkocji. Natychmiast po otwarciu w 1695 roku bank doprowadził do rozszerzenia systemu monetarnego, wprowadzając do obiegu pieniądz papierowy".

Reakcją na wprowadzenie banknotów była początkowo pewna podejrzliwość. Jednak z czasem, kiedy stało się oczywiste, że Bank of Scotland będzie honorował swoje "przyrzeczenie zapłaty", a papierowe pieniądze okazały się wygodniejsze w użyciu niż monety, akceptacja dla tego rozwiązania zaczęła szybko rosnąć i obieg banknotów zwiększył się. Kiedy zyskały one popularność nie tylko wśród kupców, ale i wśród innych ludzi, Szkocja stała się jednym z pierwszych krajów, w którym papierowe banknoty były środkiem płatniczym pierwszego wyboru.

A jak potoczyła się historia książeczki czekowej? Brytyjska Cheque & Clearing Company mówi o tym tak:

"Już w XVII wieku weksle były używane zarówno do płatności krajowych, jak i w handlu międzynarodowym. Niedługo potem pojawiły się i zaczęły rozwijać czeki będące rodzajem weksla. Początkowo były nazywane papierami trasowanymi; pozwalały klientowi podejmować pieniądze z kapitału zgromadzonego na rachunku w banku i były płatne natychmiastowo. [...] Bank of England jako pierwszy wprowadził do użytku drukowane formularze, pierwsze z nich zostały wydane w 1717 roku w Grocer's Hall w Londynie. Klient musiał osobiście udać się do banku i pobrać numerowane druki od kasjera. Po wypełnieniu druk musiał zostać potwierdzony przez kasjera, po czym był przekazywany do wypłaty pracownikowi zajmującemu się inkasem czeków. Formularze były drukowane na specjalnym papierze "czekowym", co chroniło przed oszustwami. Tylko klienci z odpowiednim saldem kredytowym mogli otrzymać ten papier, a drukowane formularze były gwarancją, że wystawca czeku był godnym zaufania klientem Bank of England".

Podsumowując, pod koniec XVII wieku pojawiły się równocześnie trzy nowe rozwiązania: rządy udzielające bankom pozwolenia na wprowadzanie do obiegu banknotów i papierów trasowanych, czeki oraz zastąpienie monet i wartościowych artykułów papierowymi dokumentami. Dzięki temu system bankowy stał się siłą napędową rewolucji przemysłowej, nie tylko pozwalając na łatwiejsze prowadzenie wymiany wartości za pośrednictwem systemu opartego na papierowych dokumentach, ale umożliwiając również finansowanie handlu za pośrednictwem systemów podobnych do tych, którymi posługujemy się dzisiaj.

Czwarta epoka - epoka sieci

Szczegółowo omawiam historię pieniądza dlatego, że chciałbym, by posłużyła mi jako tło dla procesów zachodzących dzisiaj. Pieniądze powstały jako mechanizm kontrolny - oparty na wspólnych wierzeniach - służący rządom starożytnego Sumeru i pozwalający na nadzorowanie rolników uprawiających ziemię. Następnie, w czasie rewolucji przemysłowej, nadano im nową strukturę za pośrednictwem wspieranych przez rządy instytucji, czyli banków, którym pozwolono na emisję papierowych banknotów i wystawianie czeków, które stały się akceptowaną - opartą na wspólnych wierzeniach - formą płatności jak złoto czy monety. Wszyscy wierzymy bankom, dlatego że rządy mówią, iż możemy im ufać, i równocześnie rządy używają banków jako mechanizmu kontrolnego w zarządzaniu gospodarką.

Dzisiaj jesteśmy coraz bliżej kryptowalut i epoki cyfrowej sieci, w której niektóre z tych fundamentalnych zasad są kwestionowane przez internet. Cofnijmy się nieco w czasie i zobaczmy, w jaki sposób uformowała się nasza epoka cyfrowa. Niektórzy będą utrzymywać, że zaczyna się ona od Alana Turinga, maszyny Enigma i testu Turinga, a nawet jeszcze wcześniej - od polskiego Biura Szyfrów, które w latach 30. XX wieku jako pierwsze odczytało niemieckie komunikaty wojskowe za pomocą maszyny Enigma. Enigma doprowadziła następnie do powstania nowoczesnej techniki obliczeniowej, a stało się to wtedy, kiedy brytyjscy kryptografowie skonstruowali programowalny, elektroniczny, cyfrowy komputer nazwany Colossus, którego zadaniem było łamanie kodów zawartych w niemieckich wiadomościach. Równolegle technika obliczeniowa rozwijała się w Stanach Zjednoczonych.

Colossus, zaprojektowany przez inżyniera Tommy'ego Flowersa, został uruchomiony w Bletchley Park w lutym 1944 roku, dwa lata przed pojawieniem się amerykańskiego komputera ENIAC. ENIAC (Electronic Numerical Integrator and Computer, czyli elektroniczny, numeryczny integrator i maszyna obliczeniowa) był pierwszym elektronicznym komputerem do ogólnych zastosowań. Został zaprojektowany przez armię Stanów Zjednoczonych do obliczeń związanych z prognozowaniem pogody, a rozpoczął pracę w 1946 roku.

Kiedy ENIAC został uruchomiony, media nazwały go "Mózgiem olbrzymem". Był 1000 razy szybszy niż jakakolwiek inna maszyna elektromechaniczna zbudowana w tamtych czasach. Komputer ważył 30 ton, zajmował niemal 170 m2 powierzchni i mógł wykonać 385 instrukcji na sekundę. W porównaniu z iPhone'em 6, który wykonuje 3,5 miliarda operacji na sekundę, nie była to zaawansowana technologia. Mówimy jednak o komputerze sprzed 70 lat, a prawo Moore'a jeszcze nie było znane.

Najważniejsze jest jednak to, że Colossus i ENIAC dały początek całej nowoczesnej technice obliczeniowej, która przeżywała boom w latach 50. Może nam się wydawać zaskakujące, że w 1943 roku ówczesny prezes IBM (International Business Machines) Thomas J. Watson przewidywał, że chłonność światowego rynku komputerów nie przekroczy mniej więcej pięciu sztuk. Biorąc pod uwagę, jak diabelsko duże i ciężkie były te urządzenia, nietrudno zrozumieć, dlaczego myślał właśnie w ten sposób, ale, na Boga, dzisiaj świat wygląda zupełnie inaczej.

Wciąż jednak jesteśmy na wczesnym etapie rewolucji sieciowej i nie zamierzam się tu zbytnio rozwodzić nad historią komputerów. Przywołałem przykłady Colossusa i ENIAC-a dlatego, że chciałem popatrzeć na sytuację, w której dzisiaj się znajdujemy, z nieco innej perspektywy. Przemiany, które za sprawą techniki obliczeniowej dokonują się w naszym świecie, zaczęły się dopiero 70 lat temu. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że od pierwszego użycia energii pary wodnej do ostatniego patentu dla maszyny parowej upłynęło 330 lat, daleka droga przed nami i niejedna zmiana jeszcze nas czeka.

Zasadniczą różnicą pomiędzy czwartą epoką i tymi, które następowały wcześniej, jest redukcja czasu i przestrzeni. Pewnie Einstein nieźle by się z tego uśmiał, ale faktem jest, że dzisiaj czas i przestrzeń nie stanowią dla nas takiej bariery, jaką były wcześniej. Odległości z dnia na dzień stają się coraz mniejsze, co jest zasługą naszej globalnej łączności. Możemy rozmawiać, utrzymywać kontakty towarzyskie, komunikować się i prowadzić wymianę na skalę globalną w czasie rzeczywistym i prawie za darmo. Dzięki szybko malejącym kosztom nowoczesnych technologii mamy dzisiaj dostęp do niemal nieograniczonych możliwości przechowywania danych i komunikowania się. Ceny telefonów zaczynają się od 1 dolara, a najtańszym smartfonem na świecie jest wyposażony w czterocalowy ekran i działający na Androidzie Freedom 251, który w Indiach kosztuje 251 rupii, czyli około 3,75 dolara. Mówiąc inaczej, obecna rewolucja polega przede wszystkim na tym, że możemy dostarczyć komputery wydajniejsze od wszystkiego, co było wcześniej, i dać je do ręki wszystkim ludziom na naszej planecie, dzięki czemu wszyscy jesteśmy w jednej globalnej sieci. A kiedy już w niej jesteśmy, możemy korzystać z efektu sieci, który potęguje możliwości, bo przecież teraz wszyscy prowadzimy wymianę, dokonujemy transakcji, rozmawiamy i docieramy do innych ludzi w konfiguracji jeden do jednego, użytkownik do użytkownika (peer-to-peer, P2P).

Dlatego za początek czwartej epoki w dziejach ludzkości uważam powstanie globalnej sieci. Przechodziliśmy od rozproszonych, nomadycznych społeczności w pierwszej epoce do osad, upraw i miast w drugiej. W trzeciej przemierzaliśmy kraje i kontynenty dzięki energii pary wodnej. A dzisiaj żyjemy w świecie połączonym jeden do jednego globalną siecią. To gigantyczna przemiana pokazująca, że człowiek osiąga kolejne etapy, zaczynając od pojedynczych plemion, przez wspólnoty, następnie połączone wspólnoty do jednej wspólnej platformy - internetu.

Waga tego procesu polega na tym, że każda z kolejnych zmian określała na nowo to, w jaki sposób prowadzi się biznes i odbywa się wymiana handlowa, a co za tym idzie - jak funkcjonują finanse. Nasz system wspólnych wierzeń pozwolił na funkcjonowanie handlu wymiennego aż do momentu, kiedy obfitość nadwyrężyła dotychczasowe rozwiązania, co spowodowało, że stworzyliśmy pieniądze. Nasz system pieniężny był oparty na biciu monet, ale w szybko rozwijającej się epoce przemysłowej okazał się niewydolny, więc stworzyliśmy system bankowy, który miał emitować pieniądz papierowy. Teraz jesteśmy w czwartej epoce, a banki nie działają już tak, jak powinny. Banki wciąż są krajowe, a sieć ma już zasięg globalny. Banki są modelowane w odniesieniu do papierowych dokumentów, a sieć - w odniesieniu do danych cyfrowych. Banki funkcjonują, opierając się na budynkach i ludziach, a sieć opiera się na oprogramowaniu i serwerach.

Ludziom w głównym nurcie udziela się ekscytacja, gdyż zmiana jest tuż-tuż - odchodzą pieniądze i system bankowy, nadchodzi coś innego. Trzeba jednak pamiętać o tym, że - tak jak w każdej wcześniejszej epoce - to "coś innego" nie wyprze całkowicie tego, co było przedtem. Raczej będzie jego uzupełnieniem. Pieniądze nie wyparły przecież handlu wymiennego, ale pomniejszyły jego znaczenie. System bankowy nie wyparł pieniędzy, ale pomniejszył ich znaczenie. I tak samo to coś nowego, co przyniesie epoka sieci, nie wyprze całkowicie systemu bankowego, ale pomniejszy jego znaczenie.

Zastanówmy się, co dokładnie znaczy pomniejszenie znaczenia. Handel wymienny jest na poziomie wyższym niż kiedykolwiek - około 15 procent światowego handlu odbywa się na zasadzie wymiany - ale to i tak niewiele w porównaniu z przepływami gotówkowymi. Pieniądze w swojej fizycznej postaci są używane w handlu na niespotykaną wcześniej skalę - obrót gotówkowy rośnie w większości gospodarek - ale i tak nie jest wysoki w porównaniu z alternatywnymi formami przepływów pieniężnych w postaci cyfrowej oraz na rynkach i giełdach walutowych. Ujmując to inaczej, historyczne systemy wymiany wartości wciąż są potężne, ale stanowią coraz mniejszy odsetek w wymianie handlowej w porównaniu z najnowszymi instrumentami, które wdrożyliśmy w celu zapewnienia przepływu wartości.

Dlatego jestem szczególnie podekscytowany tym, co będzie możliwe w epoce sieci, kiedy będziemy łączyć się w czasie rzeczywistym jeden do jednego - stworzy ona nowe potężne strumienie wymiany handlowej dla rynków, które wcześniej były zaniedbywane lub niedostrzegane. Popatrzmy na Afrykę. Użytkownicy telefonów komórkowych w lot pochwycili korzystanie z mobilnych portfeli. Jedna czwarta mieszkańców Afryki mających smartfony korzysta z mobilnego portfela. A to oznacza, że robią to w zasadzie wszyscy obywatele krajów, w których obserwujemy większe ożywienie gospodarcze, jak Kenia, Uganda i Nigeria. Dzieje się tak dlatego, że nie mieli oni wcześniej dostępu do sieci, a więc nie dysponowali odpowiednim instrumentem wymiany wartości z wyjątkiem tych opartych na fizycznych nośnikach, które są podatne na oszustwa i przestępstwa. Afryka dokonuje ogromnego skoku i wyprzedza inne rynki niemal z dnia na dzień pod względem mobilnej integracji finansowej. To samo zjawisko występuje również w Chinach, Indiach, Indonezji, na Filipinach, w Brazylii i w wielu innych zaniedbywanych wcześniej rynkach. Pierwszą zasadniczą zmianą, jaką przynosi sieciowy efekt włączenia finansowego, jest to, że miliardy ludzi, którzy wcześniej w ogóle nie mieli dostępu do usług cyfrowych, teraz są częścią globalnej sieci.

Drugą sporą zmianą jest sama natura cyfrowych walut, kryptowalut, bitcoinów i rozproszonych rejestrów. Infrastruktura na potrzeby czwartej generacji usług finansowych dopiero jest budowana i jeszcze nie wiemy, jakie rozwiązania wejdą do powszechnego użycia. Czy wszystkie banki będą wykorzystywać technologię blockchain (łańcucha bloków) tworzoną przez R3? Czy wszystkie rozliczenia będą dokonywane za pośrednictwem oprogramowania Hyperledger? Jaką funkcję będzie pełnił bitcoin w nowym ekosystemie finansowym? Nie znamy jeszcze odpowiedzi na te pytania, ale to, co ostatecznie powstanie, to będzie coś nowego, co pomniejszy rolę, jaką do tej pory grał system bankowy. A już istniejące banki będą musiały znaleźć sposób, by poradzić sobie z tym wyzwaniem.

Czwarta epoka w historii ludzkości to cyfrowa, sieciowa struktura wartości, która funkcjonuje w czasie rzeczywistym, jest globalna, połączona i niemal darmowa. Jej działanie opiera się na tym, że wszystko jest ze sobą połączone. Obejmuje zasięgiem ponad siedem miliardów ludzi komunikujących się i prowadzących wymianę handlową w czasie rzeczywistym za pośrednictwem globalnej sieci, a także wiele miliardów posiadanych przez ludzi maszyn i urządzeń, które mają wbudowaną sztuczną inteligencję. Ta nowa struktura nie będzie mogła działać w systemie zbudowanym na potrzeby papierowych dokumentów, bazującym na budynkach i ludziach. Najprawdopodobniej będzie nową warstwą nadbudowaną na samej jej górze.

Będzie nową warstwą cyfrowej integracji, która przezwycięży niedostatki starego systemu. Nową warstwą, dzięki której miliardy transakcji i wartości pomkną z prędkością światła w małych porcjach przez mnóstwo urządzeń. Mówiąc inaczej, czwarta epoka to czas, kiedy za pomocą każdego urządzenia można natychmiast transferować wartości, nawet na kwoty, jeśli będzie taka potrzeba, zaczynające się od miliardowej części dolara.

Ta nowa warstwa budowana na potrzeby czwartej epoki cyfrowej nie przypomina zatem niczego, z czym do tej pory mieliśmy do czynienia. Uzupełni stary system, a następnie pomniejszy jego znaczenie. Wystarczy jej pięćdziesiąt lat, a po ich upływie na dzisiejszy system bankowy będziemy pewnie patrzeć tak, jak dzisiaj patrzymy na handel wymienny i gotówkę - jak na przestarzałe metody zawierania transakcji z minionych epok historii ludzi i pieniądza.

Czwarta epoka zdigitalizuje wartość. Banki, gotówka i wymiana wciąż będą istniały, ale w nowym ekosystemie będą odgrywać znacznie mniejszą rolę. Być może nadal będą przetwarzać wartości, i to większe niż kiedykolwiek wcześniej, ale w całym systemie wymiany wartości ich rola będzie mniejsza.

Nie spodziewam się, że banki przestaną istnieć, wierzę jednak, że powstanie i będzie się rozwijał nowy system, w skład którego wejdą zarówno niektóre banki, jak i zupełnie nowi operatorzy, którzy będą działać całkowicie cyfrowo. Może będzie to coś w rodzaju Google'a, Baidu, Alibaby czy Facebooka, a może raczej coś jak Prosper Marketplace, Lending Club, Zopa czy SoFi. Dzisiaj jeszcze tego nie wiemy, ale zamiast stawiać na jedną z tych firm, myślę, że będzie to raczej hybrydowe połączenie ich wszystkich, jako że wszystkie ewoluują w kierunku czwartej epoki w historii ludzkości.

To hybrydowe rozwiązanie będzie polegać na tym, że banki będą częścią nowego systemu wartości, w skład którego wejdą cyfrowe waluty, włączenie finansowe, mikropłatności i sieci wymiany peer-to-peer, ponieważ właśnie tego wymaga epoka sieci. Wymaga też ona, żeby wszystkie urządzenia, które są wyposażone w chipy, miały możliwość zawierania transakcji w czasie rzeczywistym i prawie za darmo. Jeszcze tego nie osiągnęliśmy, ale jak już mówiłem, ta rewolucja wciąż jest we wczesnej fazie. Zaczęła się przecież dopiero 70 lat temu. Poprzednia pokazała wszystko, na co ją było stać, dopiero po 330 latach. Dajmy tej aktualnej jeszcze kilkadziesiąt lat, a przekonamy się, co uda się jej osiągnąć.

Piąta epoka - przyszłość

Omówiłem do tej pory główne rodzaje form płatności używanych przez ludzi i zmieniających się wraz z kolejnymi rewolucjami. Były to:

wymiana monety pieniądze papierowe chipy

Co mogłoby być piątym rodzajem? W chwili, kiedy jesteśmy u początku internetu rzeczy (Internet of Things, IoT) i zaczynamy budować internet wartości (IoV), czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, co będzie za kolejne dziesięć lat?

Otóż jesteśmy w stanie, a nawet musimy. Przecież i tak ludzie już wyobrażają sobie przyszłość przekraczającą dzisiejsze perspektywy - ludzie tacy jak Elon Musk, dla którego osiedlenie się na Marsie i superinteligentny transport o dużych prędkościach to wizje możliwe do zrealizowania. Ludzie tacy jak inżynierowie z korporacji Shimizu, którzy potrafią wyobrazić sobie budowanie miast w oceanach. Ludzie tacy jak faceci z NASA, którzy pracują z sondami kosmicznymi zdolnymi do przesyłania nam fotografii wysokiej rozdzielczości z Plutona, a przecież zaledwie sto lat temu mogliśmy sobie jedynie wyobrażać, że on istnieje.

Sto lat temu Einstein zaproponował koncepcję kontinuum czasoprzestrzennego, którego istnienie zostało udowodnione wiek później. Czy jesteśmy w stanie stwierdzić dzisiaj, co będziemy odkrywać, czego będziemy dowodzić, co będziemy robić za kolejne sto lat? Nikt tego nie wie, a ci, którzy próbują przewidywać, zazwyczaj okropnie się mylą. Wiek temu ludzie przewidywali sporo różnych rzeczy, ale skoro nie byli w stanie wyobrazić sobie powstania komputera, równie niewyobrażalna była dla nich rewolucja sieciowa. Jeszcze wiek wcześniej wierzono, że rozwiązaniem problemu czyszczenia ulic z końskiego łajna będą konie o napędzie parowym. Nikt nie był w stanie wyobrazić sobie wówczas samochodu. Kto wie zatem, co będziemy robić za sto lat?

Jak będzie wyglądał świat za sto lat? Cóż, mamy pewne wskazówki. Od kilku dekad próbujemy wyobrazić sobie, jak będą funkcjonować roboty. Dzisiaj nie ma wątpliwości, że w ciągu najbliższych stu lat staną się wszechobecne i będą powszechnie używane. Już dzisiaj IBM demonstruje ich działanie. Wiemy, że za sto lat będziemy podróżować w kosmosie, skoro sto lat temu bracia Wright wynaleźli samolot i do dzisiaj zaszliśmy tak daleko, że linie Emirates mają w ofercie najdłuższe połączenie bez międzylądowań na trasie z Auckland do Dublina trwające 17 godzin i 15 minut. Już dzisiaj pojazdy transportowe wielokrotnego użytku docierają do gwiazd, a za sto lat, mam nadzieję, dotrzemy jeszcze dalej.

Najprawdopodobniej największą i najbardziej przewidywalną zmianą będzie to, że będziemy żyli dłużej. Część naukowców wierzy, że długość życia większości ludzi będzie wynosiła 100 lat lub więcej, a niektórzy twierdzą nawet, że osoba, która będzie żyła 150 lat, już się urodziła. Tylko pomyślmy, co dane jej będzie zobaczyć!

Będziemy mogli żyć tak długo dzięki temu, że w każdym człowieku będzie odrobina maszyny. A trochę z człowieka znajdzie się też w każdej maszynie. RoboCop już powstał, mechaniczne ciało o napędzie hydraulicznym połączone z ludzkim mózgiem stworzyło bionicznego człowieka. Przed upływem 35 lat, jak twierdzi jeden z czołowych futurologów, będziemy też mieli cyborga. Dodajmy do tego całe spektrum możliwości rozszerzania życia, od nanobotów po możliwość funkcjonowania w sieci po śmierci, a świat będzie miejscem, gdzie niemożliwe staje się rzeczywistością.

Będziemy mieli inteligentne pojazdy, inteligentne domy, inteligentne systemy i inteligentne życia. Autonomiczne samochody, biotechnologie, inteligentne sieci i inne rozwiązania znane z Raportu mniejszości czy Star Treka i fantastyki naukowej, która przestanie być fantastyką, a stanie się rzeczywistością. Prawdopodobnie będzie też możliwe stałe monitorowanie aktywności mózgu i powiadamianie lekarzy lub służb o popełnieniu aktu agresji, jeszcze zanim do niego dojdzie - jak w powieści Philipa K. Dicka.

Jak zatem będzie wyglądał system wymiany wartości, kiedy nadejdzie już ta piąta epoka w dziejach ludzkości, w której człowiek i maszyna stworzą hybrydowych superludzi? Na pewno nie będą to pieniądze, najprawdopodobniej nie będzie to też wymiana danych, tylko jakieś inne rozwiązanie. Pieniądze w piątej epoce ludzkości raczej nie będą już odgrywać większej roli. Po zdigitalizowaniu w czwartej epoce staną się tylko uniwersalnym systemem kredytowym i debetowym. Cyferkami w sieci będącymi zapisem tego, co dostajemy, i tego, co dajemy, naszego życia i zarobków, naszej pracy i przyjemności.

A kiedy roboty przejmą już sporą część naszej pracy i podbijemy przestrzeń kosmiczną - czy nadal będziemy się skupiać na zarządzaniu majątkiem i zarabianiu? A może uwolnimy się od takich przyziemnych zajęć i poświęcimy się dobroczynności i filantropii. Takie było marzenie Gene'a Roddenberry'ego i innych wizjonerów śniących o kosmosie. Może kiedyś się ono spełni. Przecież kiedy ktoś staje się multimiliarderem, majątek nie jest już dla niego aż tak ważny. Dlatego Bill Gates, Warren Buffett i Mark Zuckerberg zajęli się działalnością charytatywną - pieniądze stały się dla nich mniej istotne.

Czy zatem piąta epoka ludzkości - ludzkości, która zamieszka w kosmosie - będzie czasem, w którym zapomnimy o bankowości, pieniądzach, majątkach i skupimy się raczej na dobrostanie naszej planety i wszystkich istot, które na niej żyją? Czy wyzbędziemy się myślenia tylko o sobie, kiedy już wszyscy będziemy w sieci i każdy z nas dostanie głos, a siła tego jednego głosu będzie potężna, bo będzie mógł dotrzeć do wszystkich?

Nie wiem, czy tak będzie. Prowadzi to jednak do interesujących pytań o to, co będzie dla nas ważne, kiedy już - dzięki technologiom przedłużania życia i inżynierii genetycznej - staniemy się superludźmi, kiedy ruszymy w przestrzeń pozaziemską i dotrzemy do innych planet, kiedy osiągniemy stadium, w którym każda nasza potrzeba fizyczna i umysłowa będzie mogła zostać zaspokojona przez robota.