Cyd - Pierre Corneille

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena 3

DON GOMEZ, DON DIEGO.

DON GOMEZ

Więc zyskujesz pierwszeństwo; zaś powolność króla

stawia cię na wyżynie równej prawie ze mną. Ty masz być pedagogiem księcia.

DON DIEGO

Odznaczenie,

jakie ród mój spotkało, - wykazuje jawno, że monarcha dług spłacił, zaciągnięty dawno, - że zasług dawnych pomny...

DON GOMEZ

Dzisiejsze pomija.

I królowie się mylić mogą, - często mylą; jako, że to jest ludzkie. I właśnie ten wybór wszem w obecności całego dworactwa dowiódł najlepiej...

DON DIEGO

Więc mówić co niema,

skoro cię to tak mocno dotknęło. - Być może, że powolność zdziałała, co zasługa może. Lecz władza pozostaje władzą; jest jedyna. Skoro król mnie powierzył wychowanie syna, trudno wnikać w powody, przyczyny, pobudki. Król chce, - więc jego wola wszystkiem; wywód krótki. Radbym ja o czem innem pomówić tej chwili: ot złączmy dwie rodziny w węzeł nierozłączny. Wszakże oba te rody to Ojczyzny duma.

Ty masz jedyną córkę, ja jednego syna; ich małżeństwo dwa domy w przyjaźni pokuma. Przestań się żalić na mnie, że mam uczyć księcia; bądź łaskawy i syna bierz na twego zięcia.

DON GOMEZ

Niechaj wyższych zaszczytów ten piękny syn szuka;

zwłaszcza, gdyś nowej sławy przysporzył do dawnej. Więc niech was wzdyma próżność tej komedyi jawnej, jeżeli was to bawi. - Ucz, - pouczaj księcia: jak ma rządzić poddanym krajem, jak panować, jak ma nagradzać dobrych, a złych jak strofować. Lecz przedewszystkiem ucz go sam wojennej sztuki i przykład, - przykład mówię, - przydaj dla nauki: Jak to bezsenne noce spędzać ma na koniu, cały we stal zakuty; - jak brać wstępnym bojem mury miast; - całą ufność mieć w ramieniu swojem. Przykładem ucz, - a pewno będzie doskonały, gdy na jego usługi kunszt twój oddasz cały.

DON DIEGO

Dzieje mojego życia pouczą przykładu.

Czytać je będzie książę, - naprzekór zazdrości. Z długiego ciągu czynów nauczy się ładu, nauczy się porządku - -

DON GOMEZ

Z czytania? - Nie sądzę.

Dzień jeden żywych trudów wart więcej niż księga. Dzień jeden mego życia więcej niż ciąg długi lat twoich; - dzień mój jeden więcej niż zasługi twoje, czy czyjekolwiek. - Jeśli byłeś niegdy pierwszy czujny, - to jestem czujny dziś i jestem pierwszy i ramię to podporą państwa jest, - państwa ostoją. Grenada i Aragon drży, - bo mnie się boją. Ochroną jestem Kastylii, - bezemnie wnetby kto inny rządził tu, inny królował. Więc jest słuszna, bym księcia uczył i wychował.

DON DIEGO

Znam cię aż nadto dobrze i sam wiem najlepiej,

żeś jest królowi wierny w służbie i oddaniu. Widziałem, jak walczyłeś przy mnie na zaraniu twej sławy, - pod rozkazem moim i pod wodzą. Rad cię widzę w tej samej mojej własnej roli. - Gdy zaś zbyteczne zwady sprawie dobrej szkodzą i trudno, by sprzeciwiać się królewskiej woli; - tym byłem swego czasu, kim jesteś w twej dumie; sam uznasz, że król obu nas rozróżnić umie.

DON GOMEZ

Co się mnie należało, dostało się tobie.

DON DIEGO

Kto rzecz wziął ponad ciebie, snać lepiej zasłużył.

DON GOMEZ

Kto jest w dziele sprawniejszy, ten godniejszy bywa.

DON DIEGO

Gdy kto odejdzie z kwitkiem, - znak to nieomylny.

DON GOMEZ

Łasiłeś się pochlebco, - danoć czegoś żądał.

DON DIEGO

Sława mych niegdy czynów była po mej stronie.

DON GOMEZ

Powiedzmy: - król starości twej robi honory.

DON DIEGO

Gdy król działa, - to męstwo nad wszystko jest miarą.

DON GOMEZ

Tą więc miarą nie tobie a mnie rzecz sądzona.

DON DIEGO

Kto czego nie otrzymał, - widocznie wart nie był.

DON GOMEZ

Nie był wart!? - Ja?! -

DON DIEGO

Z pewnością.

DON GOMEZ

Za bezczelność twoję

weź nagrodę, -

(uderza go).

DON DIEGO

Do broni! Rozpraw się z żywotem!

Wstyd w rodzie niesłychany!

(dobywa szpady).

Złóż się!

DON GOMEZ

(z dobytą szpadą)

Ty chcesz czego?

Czegóż ty chcesz dokonać tem słabem ramieniem?

(składają się).

DON DIEGO

(któremu szpada wypadła z dłoni)

O Boże, - siły uszły; - słaba dłoń, - znużona...

DON GOMEZ

Broń twą zabiorę. - Nie. - Zbyt byłbyś dumny,

próżność sycący twoją na moich trofeach. Zabierz ją. - - Teraz księcia krwi możesz pouczać. A zacznij twą naukę od powieści życia; życie opowiedz twoje - i wspomnij niebawem: jakoś wpadł ze mną w zwadę, rej chcąc wodzić jadem języka w pustych bredniach; - czemu ja kres kładę, zrumieniwszy policzkiem lica nazbyt blade.

Scena 1

SZIMENA, ELWIRA.

SZIMENA

Więc mówił?

ELWIRA

Że się cieszy,

że wybór twój pochwala, że na śluby z Rodrygiem zezwala.

SZIMENA

Więc zezwala?

ELWIRA

Mówił to, że w Don Sanszu

godnego ma rywala; ale Rodryga więcej poważa i szanuje.

SZIMENA

Tak tedy skłonność serca

mojego odgaduje.

ELWIRA

Co prawda, nie mówiłam,

że serce twe się skłania więcej ku Rodrygowi. Rzecz całą przedstawiłam, jako niepewną jeszcze: Że obydwaj młodzieńce równo godni kochania. To ucieszyło hrabię i sam w pospiesznej mowie wychwalał ród Rodryga; Diega liczne zasługi, ich przodków szereg długi. Mówił, że go zniewala: ród, zasługi, przodkowie. "W pierszym rzędzie ich kładę", rzekł, "Kraj przez nich się dźwiga." Lecz spieszył się na Radę, gdzie król i senat radzą, komu na wychowanie powierzą królewicza. Don Gomez pewny prawie, że jemu to oddadzą, - spodziewa się zaszczytu, - niespodziewa rywala. Czyli się nie przelicza? Król widząc go łaskawie wśród rycerzy u szczytu w wojewódzkiej opończy, radby pewno, by gonił za surm wojennych dźwiękiem.

Królewicz, gdy nieletni, ojciec go będzie chronił przed broni ostrym szczękiem. Zaś gdy się Rada skończy, Rodrygo ojca skłonił, aby o twoją rękę natychmiast hrabię prosił. Czas więc już bardzo krótki od przyszłości nas dzieli, by szczęście twoje głosił, - - w weselnym dźwięku fletni zakończył twoje smutki. Jeszcze się boisz o swego Rodryga?

SZIMENA

Bo wielkie szczęście los zazdrosny ściga.

Gdy człowiek naprzód dolą swą się cieszy, już tajemnicze, niezgadnione moce cios dlań gotują, co szczęście zdruzgoce.

(odchodzą).

Scena 2

INFANTKA, ELEONORA.

INFANTKA

Nareście dzieło moje

już będzie ukończone,

gdy Don Rodrygo pojmie Szimenę pięknolicą. Jak więc miłosne prawo wiąże orla z orlicą. Szczęście im się zaśmiało. Czyli Los da rękojmię?

Don Gomez już się skłania oddać mu ją za żonę. Teraz Eleonoro powinnabym się cieszyć, że mi się tak udało złączyć dwa wielkie rody, żem pięknego młodzieńca obdarzyła dziewicą, najpierwszą z mego dworu. Miłość ta nieodrazu zajęła się płomieniem takim, jak dzisiaj płonie. Jednak, mimo oporu, Rodryga wnet przykłonię, Dziś serca im goreją jednem ino pragnieniem. Lecz, czyli mam się przyznać, że równocześnie ze mną (Ach! to cię będzie śmieszyć) dziwne rzeczy się dzieją. Twoje oczy się śmieją? Ty może odgadujesz? Zgadujesz?

ELEONORA

Nic trudnego.

Pewno ci się podoba swatany rycerz młody i żal ci swatanego?

INFANTKA

Daj rękę do mej dłoni,

przytul ją tu do serca,

czy serce moje czujesz jak bije, silnie bije! To może władztwo czyje? To może tyle znaczy: że książęce serduszko kogoś uznawać raczy panem, - że pokochało? -

ELEONORA

Ah, dziwię się niemało;

przelotne jakieś drżenie.

INFANTKA

O miłości! Srogi tyranie!

Amorze, wszechwładne bóstwo. Jakżebym była wdzięczna tobie, gdybyś, wejrzawszy w me ubóstwo, dał wielką miłość i kochanie. Po stopniach tronu droga do mnie. Przybywaj, przybądź w snach wyśniony: wiary dochowam ci niezłomnie, Amorze, bóstwo niezbyte! Dozwól dojść do się, upragniony, choćby przez poświęcenie. Krzesaj w serdeczny blask pożaru, co w głębi serca skryte. Przybywaj, przybądź w łunach czaru; rwij kwiaty nierozwite.

ELEONORA

O kim księżniczko mówisz?

Za kim wyciągasz ręce?

Czyli Amora boga wołasz w serdecznej męce?

INFANTKA

Boga, samego boga

Amora ze skrzydłami!

ELEONORA

Ależ, księżniczko droga,

twój bożek lata górnie, wysoko ponad nami.

INFANTKA

On mój, mój, ten skrzydlaty,

co wzniesion ponad światy, grot złoty ciska w ludzi i dusze śpiące budzi. Nie Rodryga mam w myśli. Chcesz mi to wypominać? Nie przed lada miłostką księżniczce czoło zginać. Miłość marna, młodzieńcza nie wabi mnie, ni nęci. Córka Gomeza hrabi niech cieszy się Rodrygiem. Dla siebie chcę rycerza, co laurem hełm uwieńcza, jak owi z nieba święci: Jerzy, jak Anioł Michał, co zabija Demona! Takiemu dusza tęskna pragnie być poślubiona. -

(oddalają się).