Cukrzyca na czerwonym dywanie Znani o swojej chorobie
- Mój stosunek do cukrzycy był lekceważący, co wynikało z buntu i braku
akceptacji choroby, i tego, co się ze mną działo. Musiałem sporo przejść
i wiele się nauczyć, żeby zacząć myśleć o sobie z troską i przede
wszystkim z wyobraźnią - mówi Michał Figurski, dziennikarz,
prezenter, który swojej choroby przez dłuższy czas starał się nie
dostrzegać, za co zapłacił wysoką cenę w postaci powikłań - retinopatii,
angiopatii, nefropatii. I nie wiadomo, jak długo by jeszcze tak żył,
wiedząc o chorobie, ale całkowicie ją ignorując, gdyby nie udar, którego
doznał w 2015 roku. Wtedy zrozumiał, że cukrzyca to groźny przeciwnik,
który może zagrażać jego życiu, jeśli w porę się go nie okiełzna.
- To, czego nauczyłem się, chorując na cukrzycę, przebywając w tym
czasie w szpitalach i rozmawiając z innymi chorymi, to to, że są rzeczy
gorsze od śmierci. Gorsze są trwałe kalectwo, niegojące się rany, ból
związany z powikłaniami, życie pełne cierpienia. To jest gehenna, z którą trzeba się zmierzyć, jeśli zaniedba się cukrzycę. Cukrzyca sama w sobie nie zabija, ale jej powikłania mogą już zabić.
Dziś wiem, że z cukrzycą można żyć całkiem dobrze, a źle żyje się i umiera wtedy, kiedy się ją lekceważy. Przeszedłem długą drogę, żeby to
zrozumieć. Mówię o tym, żeby przestrzec innych, którzy chcą na cukrzycę
nałożyć czapkę niewidkę i udawać, że jej nie ma.
W przypadku Michała konieczny był przeszczep nerki i trzustki, przez
kilkanaście dni był on utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Potem
długa rehabilitacja, wózek inwalidzki, laska, aż wreszcie mógł już
poruszać się swobodnie bez tych uciążliwych akcesoriów. Założył Fundację
"Najsłodsi", aby poprzez prowadzone przez nią akcje uświadamiać, jak
groźną chorobą może być cukrzyca - nie można ani jej lekceważyć, ani jej
się wstydzić. Jedną z kampanii była ta pod nazwą "Cukier jest do dupy",
z udziałem plakacisty Andrzeja Pągowskiego, który na potrzeby akcji
zaprojektował plakat nawiązujący do swojego dzieła sprzed lat -
"Papierosy są do dupy".
Michał bardzo się zmienił, prowadzi zdrowy tryb życia i wciąż pozostaje
- jak mówi o sobie - niepoprawnym optymistą.
- Cukrzyca stała się moją koleżanką, z którą się nigdy nie rozstaję -
wyznaje Mandaryna, Marta Wiśniewska, tancerka, choreografka,
wokalistka. O swojej chorobie od początku, kiedy tylko została
zdiagnozowana, mówi głośno, otwarcie, bo nie uważa, że to coś złego,
czego należałoby się wstydzić.
Chorobę wykryto u niej, kiedy była w ostatnim trymestrze ciąży z Fabienne. Wówczas leczono ją głównie dietą i całkiem dobrze to się
sprawdzało, bo nie było konieczności stosowania insuliny. Jednak po
trzech miesiącach od porodu sytuacja się zmieniła. Marta zaczęła się
czuć coraz gorzej, wyraźnie słabła, bez przerwy chciało jej się pić,
nieustannie biegała do toalety. Do tego dochodziło coraz większe
zmęczenie, senność. Początkowo sądziła, że to przejściowy stan - może
anemia, może wyczerpanie pracą, porodem. Kiedy jednak zaczęła dużo
gorzej widzieć, skontaktowała się z lekarzem. Tym razem insulina okazała
się konieczna.
- Ale choroba nie zamknęła mnie w czterech ścianach - mówi Marta. -
Jestem nadal aktywna, zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Swoją cukrzycę
traktuję jak koleżankę, z którą się nie rozstaję. Przynajmniej na razie,
bo bardzo liczę na to, że kiedyś zostaną opracowane lek czy technologia,
które sprawią, że cukrzyca będzie całkowicie uleczalna. Z nadzieją
szukam informacji o nowych badaniach naukowych w dziedzinie
diabetologii.
- Oczywiście żyję teraz bardziej świadomie, bo ta choroba dyscyplinuje,
wymaga poznania siebie i zadbania o siebie. Ale naprawdę nie przeszkadza
w realizowaniu swoich pasji i celów życiowych.
O tym, że ma cukrzycę typu 1, piosenkarka Paulina Ignasiak, znana
jako Paulla, również dowiedziała się podczas ciąży. Podobnie jak w przypadku Mandaryny, nie była to cukrzyca ciążowa, ale choroba, z którą
przyjdzie jej się zmagać przez całe życie. Paulla zaakceptowała diagnozę
z pełną świadomością i od razu zastosowała się do zaleceń lekarza. Dziś
mówi, że nie dała się pokonać swojej chorobie, panuje nad nią i żyje
prawie normalnie, a dzięki pompie insulinowej jej życie stało się
bardziej komfortowe.
W 2016 roku Rudi Schuberth, satyryk, piosenkarz, autor tekstów,
znany m.in. z programu Śpiewające fortepiany, trafił na OIOM i był o krok od śpiączki, bo poziom cukru w jego krwi był tak duży, że nawet nie
mieścił się na skali glukometru. Wcześniej cukrzyca dawała o sobie znać
np. w postaci wzmożonego pragnienia (pił ok. ośmiu litrów płynów
dziennie) czy trudno gojących się ran, ale nie zwracał uwagi na takie
objawy. Kiedy np. podczas spaceru w lesie zranił się w stopę, niegroźnie
wyglądające skaleczenie dokuczało mu przez długi czas. Nie zaniepokoiło
go to. Zaczął też tracić wzrok, doszło do tego, że nie rozpoznawał osób,
które dobrze znał. Już po diagnozie mówił: - Mam taką cukrzycę, że głowa
boli.
Będąc w szpitalu, na granicy życia i śmierci, zrozumiał, że z tą chorobą
da się całkiem nieźle funkcjonować, ale przestrzegając zaleceń lekarza.
- Nie poddawajmy się cukrzycy, życie jest piękne i trzeba doceniać każdą
chwilę. Ważne są kontrola nad nią i wsparcie ekspertów - lekarzy,
pielęgniarek, którzy wskażą odpowiedni kierunek przeciwcukrzycowej
terapii.
Damian Kordas, twórca jednego z najpopularniejszych na polskim
YouTubie kanałów o tematyce kulinarnej, autor książek kucharskich,
kucharz, o tym, że choruje na cukrzycę, dowiedział się przypadkiem, w dzieciństwie, podczas wakacyjnego pobytu u rodziny. Źle się czuł, był
cały czas zmęczony, wciąż odczuwał pragnienie, praktycznie zaraz po
wypiciu jakiegoś płynu. Wreszcie rodzina zaprowadziła go do lekarza. Ale
w ośrodku zdrowia w niewielkiej miejscowości choroba nie została
rozpoznana. To, co - jako wówczas sześciolatek - zapamiętał z tej
wizyty, to fakt, że pielęgniarka pozwoliła mu jeść chipsy, a zabroniła...
pestek słonecznika. Ponieważ jego stan nie poprawiał się, przyjechali
rodzice i zabrali go do szpitala we Wrocławiu, gdzie trafił w stanie
przedśpiączkowym. I już wszystko było jasne - cukrzyca typu 1.
Patrząc na jego późniejsze dokonania, śmiało można powiedzieć, że
cukrzyca absolutnie nie przeszkadza w realizacji celów.
- Był taki moment, kiedy moje marzenia zdawały się oddalać, ale trwało
to krótko. Wtedy, kiedy jeden z lekarzy, przedstawiając mi szereg
zakazów, do których należy się stosować, powiedział, że są zawody,
których nie powinienem uprawiać - to m.in. lekarz, strażak, kucharz.
Strażakiem nie miałem zamiaru zostawać, ale już kucharzem jak
najbardziej. Od dzieciństwa lubiłem gotować, mam to po babci. Gotowanie
od zawsze było moją pasją. Poza tym mam taki charakter, że jak ktoś mi
mówi, że czegoś nie uda mi się zrobić, to pokazuję, że jednak nie ma
racji.
- To urodzony zwycięzca - mówią dziś o Damianie. Trzy razy zwyciężył w telewizyjnych programach rozrywkowych. W 2015 roku został najmłodszym w Europie zwycięzcą czwartej edycji programu Master Chef. Jest też
zwycięzcą dziesiątej edycji Tańca z gwiazdami oraz zwycięzcą czwartej
edycji programu Agent - gwiazdy. I z dużym prawdopodobieństwem można
przewidzieć, że jeśli, tak jak do tej pory, będzie szedł jak burza, to
czeka go jeszcze wiele podobnych zwycięstw.
Damian otwarcie mówi o swojej chorobie, uważa to za swoją misję. Bierze
udział w spotkaniach z młodymi diabetykami, podkreśla, że z cukrzycą
można robić bardzo dużo rzeczy.
- Nasze życie, życie chorych na cukrzycę, nie musi ograniczać się do
obliczania wymienników, określania godzin, kiedy trzeba zmierzyć poziom
cukru, tylko naprawdę można robić bardzo dużo innych rzeczy. I teraz
jest dużo łatwiej, lepiej, bo są ludzie, którzy w tym pomagają,
pokazują, co i jak. Kiedy byłem młodszy, brakowało mi osoby, która
przekonałaby, pokazała, że z cukrzycą można normalnie żyć. Nie bójmy się
marzyć, każdy cel, każde marzenie jesteśmy w stanie osiągnąć tak jak
zdrowe osoby. I te marzenia się spełniają.
I jeszcze na marginesie - dieta diabetyka, co podkreśla Damian, nie musi
być monotonna. A jemu najlepiej wychodzą desery. Pyszne i zdrowe.
O tym, jak ważny jest w cukrzycy styl życia, przekonał się aktor Olaf
Lubaszenko, który dzieli się swoimi doświadczeniami, by przestrzec
innych diabetyków przed błędami, jakie sam popełniał. Co prawda cukrzyca
to tylko jedna z chorób mu towarzyszących, ale dzięki poczynionym
zmianom i te inne schorzenia udało się okiełznać.
Był czas, kiedy aktor ważył... ponad sto sześćdziesiąt kilogramów! A taka
otyłość w parze z cukrzycą to ogromne zagrożenie dla życia. Kiedy już
podjął decyzję, że aby żyć, musi coś zrobić ze swoim zdrowiem, przede
wszystkim schudnąć, zastanawiał się nawet nad operacją bariatryczną
polegającą na zmniejszeniu żołądka. Przed podjęciem takiej decyzji
powstrzymał go jednak strach. Spróbował więc inaczej. I okazało się, że
jak się chce, to można. Postawił na zmianę stylu życia. I udało się!
Kiedy zrzucił wagę do osiemdziesięciu kilogramów, nikt nie chciał
wierzyć, że osiągnął to bez operacji.
- Najciężej było mi odstawić colę. Potem przerzuciłem się na soki
jabłkowe, które piłem w ogromnych ilościach, dopóki nie dowiedziałem
się, że były sokami tylko z nazwy, bo zawierały cukry i jeszcze inne
konserwanty.
Dziś Olaf cieszy się każdym dniem, odżywia się zgodnie z zaleceniami
lekarzy, coraz częściej uczestniczy w życiu społecznym i artystycznym.
Zaprzyjaźnił się ze swoją cukrzycą.
Amerykańska aktorka, zdobywczyni Oscara Halle Berry o tym, że jest
chora na cukrzycę, dowiedziała się całkiem przypadkiem, w wieku
dwudziestu dwóch lat. Akurat nagrywała jeden z odcinków serialu
telewizyjnego, kiedy zasłabła. Wezwano pomoc lekarską, okazało się, że
to początek śpiączki cukrzycowej. Aktorka od razu została przewieziona
na OIOM, bo była już w stanie krytycznym. Minęło trochę czasu, zanim
zaczęła głośno mówić o swojej chorobie, ale od kiedy już się na to
zdecydowała, robi to bez oporów. Bierze udział w kampaniach społecznych
promujących wiedzę o cukrzycy, twierdzi też, że dzięki cukrzycy stała
się... lepszą matką.
- To dlatego, że dbam nie tylko o swoją dietę, ale i o sposób odżywiania
moich dzieci. Zawsze byłam ogromnym łasuchem, uwielbiałam słodycze. Po
diagnozie, ponieważ moje życie było zagrożone, przeszłam na indyka na
zimno zamiast pełnych cukru batoników. Za okno raz na zawsze zostały
wyrzucone cukierki, czekoladki, a nawet supersłodkie owoce. Na początku
nie było łatwo, jako efekt odstawienia pojawiły się bóle głowy, zmienne
nastroje. Na szczęście nie trwały długo. Dziś czuję się bardzo dobrze i dobrze się czuję ze swoją cukrzycą, która mi w niczym nie przeszkadza.
- Byłem totalnym idiotą! - zakrzyknął amerykański aktor Tom Hanks,
kiedy lekarz powiedział mu: - Tom, od kilkunastu lat masz podwyższony
cukier, pamiętałeś o tym? No więc właśnie awansowałeś - masz cukrzycę...
Tom przyznał, że owszem, o tym cukrze to wiedział, ale nic sobie z tego
nie robił. Objadał się hamburgerami XXL, słodkimi bułkami, mało się
ruszał. - Sam zapracowałem na swoją chorobę. Jest ona towarzyszką
leniwego pokolenia Amerykanów, którym długo wydawało się, że mogą jeść,
co chcą i ile chcą, i nic im nie grozi. Z początku myślałem, że
wystarczy zrezygnować z większych hamburgerów, pozostając przy tych
mniejszych, ale trzeba było jeszcze większego wysiłku.
Teraz Tom Hanks z przyjemnością bierze udział w kampaniach na rzecz
diabetyków, nakłaniając do udziału w nich inne gwiazdy chore na
cukrzycę. I, jak twierdzi, nikt do tej pory mu nie odmówił.
Cukrzyca w laurowych wieńcach
Kilkadziesiąt lat temu uważano, że chorzy na cukrzycę nie powinni się
forsować, żyć aktywnie, uprawiać sportu. A to dlatego, że wysiłek
fizyczny mógłby powodować nagły spadek cukru i stanowić ogromne ryzyko
śpiączki cukrzycowej. Dziś wiadomo, że przy właściwej kontroli glikemii
aktywność fizyczna jest wręcz wskazana i diabetycy, zarówno ci chorujący
na cukrzycę 1, jak i 2 typu, mogą nawet uprawiać sporty wyczynowe. Ba,
wielu z nich zwycięża w międzynarodowych konkursach czy sięga po
olimpijskie medale.
Ikoną dla wielu chorujących na cukrzycę (i nie tylko dla nich) jest
Steven Redgrave, wioślarz, pięciokrotny złoty medalista olimpijski,
dziewięciokrotny mistrz świata. Pytany o to, jak przy swojej chorobie
mógł dokonywać tak wspaniałych rzeczy, zawsze odpowiadał tak samo: -
Sport i aktywność fizyczna na pewno pomagają w cukrzycy, ale sport na
poziomie wyczynowym to już prawdziwe wyzwanie. Ale, jak widać, to się
udaje.
Udało się również polskiemu wioślarzowi Michałowi Jelińskiemu.
Cukrzycę zdiagnozowano u niego, gdy miał dwadzieścia trzy lata - w trakcie kwalifikacji do jego pierwszych poważnych mistrzostw świata i do
pierwszych igrzysk olimpijskich. Był pewien, że weźmie w nich udział,
nie zamierzał się poddawać, choć przewidywał, że może być trudno. I było, ale to nie przeszkodziło mu cztery razy zostać mistrzem świata w konkurencji czwórek podwójnych mężczyzn, a w 2008 roku zdobył złoty
medal w Pekinie.
Światowej sławy biegacz Ayden Byle przebył Amerykę Północną od
Oceanu Spokojnego po Atlantyk, w sumie przebiegł ponad 6,5 tysiąca
kilometrów, pokonując dystans około 45 kilometrów dziennie. W tym
czasie, pięć razy dziennie, podawał sobie insulinę w penach.
Bejsbolista Jason Johnson, mimo rozpoznanej cukrzycy, grał dla
najlepszych amerykańskich drużyn. Był pierwszym na świecie zawodnikiem
bejsbolu, który otrzymał pozwolenie na grę z pompą insulinową.
Dowiedział się o swojej cukrzycy, gdy miał jedenaście lat, i ta diagnoza
kompletnie go załamała. Tak bardzo stracił chęć do życia, że rodzina
zaczęła się obawiać o jego stan psychiczny. Jason już od wczesnego
dzieciństwa marzył o tym, żeby zostać sportowcem. Po diagnozie nie
wierzył, że może mu się to udać. W końcu ojciec powiedział mu: "Nie
pozwól cukrzycy powstrzymać cię przed robieniem tego, co chcesz. Musisz
być od niej silniejszy". Od tego czasu podczas spotkań z dziećmi chorymi
na cukrzycę, w których chętnie uczestniczy, a nawet sam organizuje,
zawsze powtarza słowa swego ojca.
Biegacz narciarski Kris Freeman, u którego cukrzyca została
zdiagnozowana, gdy miał dwadzieścia dwa lata, już rok później (w 2003
roku) zdobył czwarte miejsce w biegu na 15 kilometrów podczas mistrzostw
świata we Włoszech. Był pierwszym Amerykaninem, który zakwalifikował się
do Red Group zrzeszającej pięćdziesięciu najlepszych atletów świata.
Z kolei Jay Hewitt co prawda nie jest sportowcem, a prawnikiem, ale
kiedy w wieku dwudziestu czterech lat zdiagnozowano u niego cukrzycę,
postanowił udowodnić i sobie, i innym, że ta choroba nie jest przeszkodą
w realizacji marzeń. A jego marzeniem, jeszcze na długo przed
rozpoznaniem cukrzycy, był triathlon. Wziął więc udział w Ironman
Triathlon, gdzie należało pokonać trasę o długości 226 kilometrów
obejmującą bieg, pływanie i jazdę na rowerze. W takich zawodach Jay
uczestniczył aż trzynaście razy.
Cukrzyca nie była też przeszkodą dla Katarzyny Wtorkowskiej,
judoczki, która może się pochwalić m.in. medalami zdobywanymi na
mistrzostwach Polski czy srebrnym medalem na zawodach pucharu Europy w Boras w 2012 roku.
Ale nawet i zwyczajni chorzy udowadniają, że życie z cukrzycą może być
bardzo aktywne przy odpowiednim opanowaniu swojej choroby. Dobrze, jak
są w tym wspierani nie tylko przez najbliższych, lecz także przez
lekarzy. I tak na przykład diabetolog, prof. Tomasz Klupa ze Szpitala
Uniwersyteckiego w Krakowie, w 2014 roku zorganizował kampanię "5000
metrów nad poziomem cukru", w której uczestniczyli pacjenci gotowi na
wyzwania. Pod opieką lekarzy i z ich udziałem, po odpowiednim
przygotowaniu i wyposażeni w niezbędny sprzęt, brali udział w górskich
wycieczkach i zdobywali kolejne szczyty.- To wyraz nowoczesnego
spojrzenia na chorych z cukrzycą. Bo dziś ważne jest nie tylko
kontrolowanie poziomu cukru, ale utrzymanie możliwie wysokiej jakości
życia oraz aktywności zawodowej i fizycznej pacjenta. Nasza akcja to
ukłon w stronę diabetyków, którym chcemy powiedzieć, że cukrzyca to nie
koniec świata i że da się z nią dobrze żyć. Z drugiej strony to
przesłanie do środowisk medycznych, by nie zabraniały swoim pacjentom
aktywności fizycznej - wyjaśniał cel kampanii prof. Klupa.
Jedną z osób, które pokazały, że mimo choroby można normalnie żyć i podejmować wyzwania, jest Ilona Kwarta. W 2005 roku, w trudnych
warunkach pogodowych, zdobyła najwyższy szczyt Afryki, Kilimandżaro,
położony na wysokości 5895 m n.p.m.
Nasz kochany "Cukiereczek". Kiedy dziecko choruje na cukrzycę
- Nasz syn zachorował dziesięć lat temu, w wieku sześciu lat - mówi
ojciec Julka, Krzysztof. - Teraz mogę już o tym mówić spokojnie, ale
wtedy... Akurat byliśmy z nim na wakacjach, na szczęście w kraju. Trwało
bardzo upalne lato, Julek dużo pił, o wiele więcej niż zwykle, ale chyba
właśnie z powodu tych wysokich temperatur nie budziło to naszego
niepokoju. Kiedy jednak i w nocy potrafił wypić kilka kubków wody, to
już zaczęło wydawać nam się dziwne. No i był osowiały, zmęczony, nawet w piłkę nie chciał grać z rówieśnikami, chociaż przedtem to była jego
pasja. Mieliśmy też wrażenie, że jego skóra przybrała nieco inny odcień.
Oczywiście teraz na te sygnały patrzymy inaczej, wtedy kładliśmy to na
karb upałów i przemęczenia wakacyjnymi atrakcjami, bo tych miał sporo.
Glikemia przygodna
Choć nazwa sugeruje, że występuje ona okazjonalnie, przypadkowo, jest w tym tylko część prawdy. Glikemia przygodna oznacza, że pomiar cukru
został dokonany i oznaczony w próbce pobranej o dowolnej porze i niezależnie od spożycia ostatniego posiłku. Tak więc do takiego pomiaru
nie trzeba być na czczo i nie musi być odstępu co najmniej ośmiu godzin
od ostatniego posiłku.
Przyjmuje się, że do rozpoznania cukrzycy powinno zostać spełnione jedno
z następujących kryteriów: objawy hiperglikemii i glikemia przygodna
równa lub wyższa niż 200 mg/dl, dwukrotna glikemia na czczo równa lub
wyższa niż 126 mg/dl, wreszcie glikemia w 120. minucie doustnego testu
tolerancji równa lub wyższa niż 200 mg/dl. A to znaczy, że rozpoznanie
cukrzycy może mieć miejsce przy pomiarze glikemii przygodnej, jeśli
jednocześnie zostaną zdiagnozowane objawy hiperglikemii.
Pewnego dnia, pod koniec naszego pobytu, Julek zemdlał na boisku. To już
był stan przedśpiączkowy. Karetka, szpital, badania - i od razu
diagnoza, która zwaliła nas z nóg - cukrzyca, typ 1. Skąd, dlaczego,
dlaczego właśnie on, jak sobie teraz z tym poradzimy? Czy to będzie na
całe życie...? Te i wiele innych pytań zaczęło nam się kłębić w głowie.
Muszę jednak przyznać, że nawet w tym powiatowym szpitalu zostaliśmy
wszyscy zaopiekowani, dostaliśmy podstawowe wskazówki, co i jak dalej.
Na wiele pytań do dziś nie uzyskaliśmy odpowiedzi i pewnie nie uzyskamy.
No bo skąd się wzięła ta cukrzyca? Nikt w rodzinie, ani bliższej, ani
dalszej, nie miał tej choroby. Podobno może się pojawić po niedoleczonej
infekcji, po szczepieniach, kiedy jest jedno za drugim - i tak mogło być
w przypadku Julka. Ale z upływem czasu przestaliśmy sobie zadawać to
pytanie, bo najważniejsze miało być to, co przed, a nie co za nami.
Skoro pojawił nam się w domu "Cukiereczek", bo tak nazywane są dzieci z cukrzycą, to należało się nim jak najlepiej zająć.
To, że z cukrzycą można żyć normalnie, jak się dziś mówi, to jednak nie
do końca prawda. To znaczy - na pewno lepiej niż kilkanaście lat temu,
ale i tak z pewnymi ograniczeniami. Kiedy zaczynaliśmy leczenie, Julek
był na penach, teraz ma pompę insulinową. Ale to nie jest tak, że pompa
robi za niego wszystko. Pompa podaje insulinę, nie trzeba jej sobie
samemu wstrzykiwać, ale już dawkę należy sobie ustalić i wstukać do
pompy. A dawkę ustala się nie tylko w odniesieniu do tego, co i ile się
zje, ale trzeba brać pod uwagę i aktywność fizyczną. Jeśli Julek ma
trening, bo ćwiczy na siłowni, to przedtem musi zabezpieczyć się przed
ewentualnym spadkiem cukru, gdyż wysiłek fizyczny obniża stężenie
glukozy we krwi i może dojść do groźnej hipoglikemii. I tak już się
zdarzało, że mdlał z powodu niedocukrzenia. Cukier spada w nocy, dlatego
dwa, trzy razy w nocy wstajemy na zmianę z żoną i sprawdzamy. Kiedy
spada za bardzo, zmniejszamy podawane przez pompę dawki insuliny
bazowej. Kiedy natomiast w ciągu dnia cukier za bardzo skacze w górę, bo
np. Julek źle wyliczył dawkę w oparciu o posiłek albo uległ silnemu
stresowi, emocjom, to do insuliny bazowej dodaje bolus, czyli dodatkową
dawkę. Tak więc w gruncie rzeczy niby jest normalnie - syn spotyka się
ze znajomymi, trenuje, w zasadzie może jeść prawie wszystko, no, prawie,
bo produkty zawierające dużo cukru jednak są wykluczone. Chodzi o to,
żeby to, co je, nie powodowało zwyżki cukru poza normę, no i musi
pilnować, żeby nie doszło do nagłego spadku cukru. A trzeba wziąć pod
uwagę, że jest w okresie dojrzewania, więc hormony grają, a to ma
kolosalny wpływ na hormon wydzielany przez trzustkę, czyli insulinę.
Posiłki mu planujemy, ale on chyba lepiej daje sobie z tym radę niż my.
Obsługi pompy nauczył się bardzo szybko, nam zajęło to dużo więcej
czasu. I tak było od początku, od diagnozy. Kiedy siedzieliśmy z nim w szpitalu, na okrągło czytając mu Władcę Pierścieni, to ledwo
powstrzymywaliśmy się od płaczu. Ja w ciągu tygodnia schudłem cztery
kilogramy, natomiast syn to, że jest chory i będzie musiał na wiele
rzeczy uważać, przyjął całkiem spokojnie. Może dlatego, że był taki
mały. A potem już i te peny, i ta pompa stały się dla niego czymś
normalnym.
Ale kiedy pytam go o marzenia, to mówi: - Chciałbym, żeby wynaleziono
lek na cukrzycę, żeby zniknęła na zawsze z mojego życia...
Jedna z osób chorujących na cukrzycę powiedziała, że życie z cukrzycą
jest jak gra, której reguły zmieniają się codziennie i trzeba uczyć się
ich na bieżąco, próbując nadążyć. To trochę tak, jak gonienie króliczka.
To choroba, w której każdy dzień wygląda inaczej. Jest taki mem, bardzo
popularny wśród diabetyków. Pokazuje diagram przedstawiający reakcję
chorego na wysokie stężenie cukru we krwi. 1 procent w takiej sytuacji
od razu podaje sobie dodatkową dawkę insuliny, a 99 procent zastanawia
się, jak do tego doszło. A to "jak" może być trudne do ustalenia.
Dramatyczna statystyka
Już dziś większość krajów na walkę z cukrzycą przeznacza od 5 do 20
procent swoich wydatków na zdrowie.
W Polsce rocznie dochodzi do około piętnastu tysięcy amputacji kończyn w następstwie braku efektów leczenia stopy cukrzycowej.
Co roku z powodu chorób układu sercowo-naczyniowego umiera dwadzieścia
jeden i pół tysiąca osób, z czego siedemdziesiąt procent stanowią
cukrzycy.
Każdego roku w Polsce z powodu pocukrzycowej niewydolności nerek
dializuje się trzy i pół tysiąca pacjentów.
Każdego roku osiem tysięcy osób traci wzrok w następstwie rozwijającej
się retinopatii cukrzycowej. Niewłaściwie prowadzona cukrzyca może
skrócić życie nawet o dwanaście lat.
Apel do świata
"Rządy muszą zrobić wszystko, co w ich mocy, żeby zlikwidować
niedostatki w leczeniu tak, by osoby z cukrzycą mogły wrócić do zdrowia
i uniknąć zagrożeń dla serca, układu krwionośnego, oczu, nerek i układu
nerwowego powodowanych przez tę chorobę. Niezbędne jest edukowanie osób
zagrożonych, a także chorych, w zakresie czynników powodujących
komplikacje, takich jak np. palenie, oraz przekazywanie wiedzy na temat
kontrolowania choroby. W ten sposób zapobiegniemy długoterminowym
powikłaniom, które przyczyniają się do ludzkiego cierpienia i wzrostu
kosztów leczenia" (Ban Ki-moon, sekretarz generalny ONZ, 2010 rok,
wystąpienie z okazji Światowego Dnia Cukrzycy).
Obiecujące odkrycia
Lista nowych odkryć w diabetologii przybliżających nas do tego, że życie
z cukrzycą będzie coraz łatwiejsze, a niewykluczone, że wreszcie uda się
tę chorobę pokonać, jest coraz dłuższa. To na przykład implanty
rozmiarów karty kredytowej, w formie plastra, produkujące insulinę
(ViaCyte's PED-Direct device). Zastosowane w nich komórki macierzyste
mogą dojrzewać i produkować insulinę w sposób jak najbardziej
naśladujący fizjologię. Naukowcy dość długo borykali się z uzyskaniem
stabilności tych komórek, ale już udało się problem przezwyciężyć.
Dużo nadziei naukowcy wiążą z "dziewiczymi komórkami beta" znajdującymi
się na zewnętrznych granicach wysepek trzustkowych. W przyszłości mogą
one być wykorzystywane do pozyskiwania dojrzałych komórek beta, które
byłyby zdolne do wytwarzania insuliny bez ryzyka odrzutu.
Być może już niebawem poziom cukru, zamiast we krwi, będziemy mierzyć...
we łzach lub w pocie. W pracowniach naukowych powstały soczewki
kontaktowe sprzężone z aplikacją, która mierzy poziom cukru we łzach.
Inna metoda zakłada o wiele prostszy sposób - badanie cukru w pocie za
pomocą wskaźnika podobnego do papierka lakmusowego.
Naukowcy wzięli również pod lupę niektóre leki i szczepionki, które -
stosowane profilaktycznie - mogą przyczynić się do ograniczenia
zachorowań na cukrzycę.
Polscy naukowcy autorami nowatorskiej szczepionki
Polscy naukowcy z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego opracowali terapię
(szczepionkę) do stosowania u dzieci z cukrzycą typu 1. Terapia, nazwana
Tregs, polega na wyizolowaniu z krwi chorego limfocytów zwanych
regulatorowymi - Tregs, które mogą zatrzymywać proces niszczenia przez
układ odpornościowy komórek produkujących insulinę. Komórek tych, wraz z rozwojem choroby, staje się coraz mniej, więc pozyskiwanie ich w czasie,
kiedy jeszcze są w wystarczającej liczbie, poddanie ich namnażaniu w laboratorium, a następnie dostarczenie organizmowi wydłuża czas do
dalszej remisji cukrzycy.
Opierając się na dotychczasowych badaniach, naukowcy uważają, że
najlepiej byłoby podawać tę szczepionkę w momencie, kiedy jeszcze nie
doszło do wystąpienia klinicznych objawów cukrzycy.
CGMS, FGM...
Najpierw do pomiaru stężenia glikemii używano glukometrów, potem zaczęły
się pojawiać coraz doskonalsze techniki - systemy CGMS do ciągłego
monitorowania cukrzycy. To sensory wszczepiane w skórę, które przekazują
dane do współpracującej z nimi pompy insulinowej. Ich wadą okazało się
to, że sensory, które wszczepiano, swoją aktywność utrzymywały
maksymalnie do tygodnia i wymagały raz lub dwa razy na dobę kalibracji
(porównywanie wyniku z wynikiem glukometru).
Nieco innym systemem jest system FGM, czyli Flash Glucose Monitoring.
Składa się on z bardzo cienkiej igły umieszczanej w skórze tylnej części
ramienia. Po jednej stronie igiełki znajduje się czytnik stężenia
glukozy, a po drugiej nadajnik przekazujący dane do urządzenia
odczytującego. Aby odczytać wynik, należy zbliżyć czytnik do urządzenia.
Można to zrobić przez ubranie. System działa non stop przez dwa
tygodnie, potem trzeba wymienić elektrodę.
FreeStyle Libre nie wymaga nawet czytnika, wystarczy pobrać specjalną
aplikację do telefonu - FreeStyle LibreLink - i za jej pomocą odczytywać
wyniki. Systemy do ciągłego monitorowania glikemii to rewolucja, jak
oceniają diabetolodzy. Nie tylko pokazują one wartość glikemii w czasie
rzeczywistym, ale również trendy, czyli to, czy poziom cukru w ostatnich
godzinach spada, czy rośnie. Kiedy spada, pacjent wie, że powinien coś
zjeść, kiedy rośnie - przyjąć większą dawkę insuliny lub rozpocząć
aktywność fizyczną, np. iść na spacer. Jak żartobliwie ujmuje to
diabetolog, prof. Leszek Czupryniak, strzałka na wyświetlaczu pompy
insulinowej jest jak prognoza pogody. Stwierdził: "Jeśli nic nie
zrobisz, to cukier będzie nadal spadał. Albo nadal rósł".
Wszechstronna edukacja
"Pacjenci, którzy wiedzą mniej, żyją krócej" - powiedział kiedyś pewien
lekarz. Dlatego tak ważna jest edukacja, którą specjaliści w dziedzinie
diabetologii prowadzą w różnych grupach wiekowych. Dzieci i młodzież z cukrzycą typu 1 są szkolone, wraz ze swoimi opiekunami, już od momentu
rozpoznania choroby w szpitalu, a potem w specjalistycznej poradni
diabetologicznej. W okresie pandemii szkolenia są prowadzone online. Jak
podkreślają eksperci, skuteczna edukacja powinna być prowadzona w sposób
ciągły oraz kierowana nie tylko do już chorujących, lecz także do osób
ze zwiększonym ryzykiem cukrzycy, do tych ze stanem przedcukrzycowym,
jak również do ich opiekunów i członków rodziny.