Warszawa, lipiec 1967
Monika pakowała się przed wyjazdem na egzaminy i modliła w duchu o jedno: aby już nigdy nie musiała wracać do Gutowa. Choćby i przyszło przymierać głodem, a może nawet zostać w Warszawie w razie porażki, liczyła jednak na łut szczęścia podobny do tego, jaki jej się zdarzył na maturze. Nie zabłysła jakoś szczególnie, ale większość przedmiotów zdała na mocne czwórki, tylko matematykę na trzy, tu nigdy nie miała szczególnych aspiracji. Trzeba przyznać, że Grzesiek, co zupełnie nie było do niego podobne, dał jej wsparcie: obiecał, że po swojej sesji zaczeka na nią w Warszawie i pomoże odnaleźć się w uniwersyteckim rozgardiaszu.
Warszawa ją oszołomiła! Monika widziała już kiedyś miasto podczas wycieczki szkolnej, ale pamiętała z niego niewiele, przede wszystkim bąble na stopach spowodowane przez nowe sandały, wodę sodową z saturatora, jedyny zakup, na jaki ją było stać, Pałac Kultury i zoo. Ta Warszawa to było zupełnie inne miasto. Nowoczesne, ruchliwe, pełne śpieszących dokądś ludzi, trąbiących aut, tramwajów zgrzytających na szynach, eleganckich kobiet i obficie zaopatrzonych sklepów.
Ale zanim to wszystko dostrzegła, miała przed sobą koszmar egzaminów i przytłaczające uczucie, że oto rozstrzyga się jej los. Choć miasto przytłaczało ją swym ogromem, była gotowa zawalczyć, aby stać się jego częścią. I tak szarpiąc się pomiędzy nadzieją a zwątpieniem, jechała do akademika na Kickiego, gdzie miała nocować przez czas egzaminów.
- Nic się nie martw! Uda się! - przynajmniej Grzesiek nie tracił rezonu. - Jesteś obryta na blachę, dostaniesz się!
- A jeśli nie?
- Wojsko ci nie grozi. Przesiedzisz rok w domu, pokujesz trochę i spróbujesz jeszcze raz.
- Ty nic nie rozumiesz! - fuknęła zezłoszczona. - Ja nie mogę tam wrócić! Nienawidzę mojej matki, nie cierpię tego zapyziałego miasta, tej dusznej atmosfery, tych dziesięciu uliczek na krzyż, tych kocich łbów, kurzu i błota, tego, że wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, że plotkary siedzą w oknach i tylko filują, z kim idziesz i dokąd. Tam się nic nie dzieje, nikt ciekawy tam nie przyjeżdża, martwota taka. Zostanę tu, choćbym miała zdechnąć z głodu! Zdam te cholerne egzaminy i zostanę sędzią!
- Sędzią możesz być też w Gutowie, w takich małych miastach o wiele łatwiej zrobić karierę. Kazimierz ma wpływy. Moglibyśmy razem wrócić...
Spojrzała na niego rozczarowana.
- Ty już chcesz wracać? A niby po co? Zostaniesz szefem cukierni?
- No coś ty?! - fuknął obrażony.
- Ja chcę żyć, rozumiesz?! - niemal wykrzyknęła Monika. - Chcę się uwolnić od tego wszystkiego! Chcę słuchać bigbitu, tańczyć i szaleć. Warszawa ma w sobie niesamowitą energię! Czuję to od chwili, kiedy wysiadłam z autobusu. Tu się może zdarzyć wszystko! Rozumiesz?! Wszystko! A w Gutowie nie może się zdarzyć nic. Żyłabym tam jak pies na łańcuchu. O nie, mój drogi. Ja zostaję i nigdzie się już stąd nie ruszam! - wyrzuciła z siebie, dla efektu zaplatając ręce.
- Egzaminy trwają trzy dni, co potem? Przecież są wakacje, nie możesz tu zostać.
- Prawda... - zasępiła się.
Grzesiek objął ją ramieniem i powiedział cicho, wprost do ucha:
- A co byś powiedziała na wakacje nad morzem?
- Ale jak to? - Popatrzyła zdziwiona. - Nie, matka mnie nie puści...
- Na stopa pewnie nie, ale na obóz studencki?
- Forsy mi nie dadzą...
- Nie zapominaj, że obóz studencki jest obowiązkowy. Jeśli go nie zaliczysz, nie zostaniesz studentką.
- Serio? - Zmarszczyła brwi, ale za chwilę zrozumiała, o co mu chodzi.
- A potem, we wrześniu, jeszcze będą praktyki robotnicze. Ale to już pewnie w jakimś zakładzie w Warszawie. Tym razem naprawdę i płatne. W FSO, w Róży Luksemburg, może w Waryńskim, nie wiem, gdzie was rzucą.
- A co ja mogłabym robić w FSO?
- Cokolwiek. Przybijać pieczątki, grabić trawnik, pracować przy taśmie. Nie zapominaj, że Polskę Ludową budujemy na każdym stanowisku pracy.
Monika wynajęła miejsce w pokoju, zostawiła walizkę i przewiesiwszy sobie przez ramię lekką płócienną torbę, ruszyła z Grześkiem na uniwersytet, żeby poznać drogę i następnego dnia nie błądzić.
Egzaminy składały się z części pisemnej i ustnej. Pisemna, podobna do matury, wydawała się Monice łatwiejsza. Polski i historia w jednym, wypracowanie, to nie był problem. Skupiła się na tym, co miała do napisania, nie rozglądała na boki, nie szukała pomocy, bo wiedziała, że nikt jej nie udzieli. Gorzej było podczas ustnego. Wyobraziła sobie, że każdy z trójki egzaminujących ją profesorów zapamięta najmniejsze jej potknięcie. Była tak stremowana, że z trudem formułowała odpowiedzi. Wiedziała, że nie wypadła najlepiej, jednak miała nadzieję, że dołączy do grona przyjętych.
Nie było sensu czekać na wyniki, które miały być ogłoszone dopiero za kilka dni. Zresztą Grzesiek też chciał wracać do domu, na dodatek obojgu kończyły się pieniądze.
- Jesteś już prawie studentką. Teraz wypadałoby porozmawiać o wakacjach - zagadnął, gdy usadowili się w autobusie.
Poza podróżą do szpitala Monika jeszcze nigdy nigdzie sama na dłużej nie wyjeżdżała. Po niefortunnych wakacjach, kiedy Stefania ich opuściła, nikt nie proponował żadnych letnich wypadów. Ograniczali się do biwakowania nad jeziorem Nyć, pracy w ogródku działkowym, który Kazimierz dostał z przydziału, lodów i spacerów oraz grzybobrania w otaczających miasto lasach.
- Ale jak to sobie wyobrażasz? - Monikę oszołomiła perspektywa samodzielnego wyjazdu, a jeszcze bardziej to, że Grzesiek mówił tak, jakby to miał być ich wspólny wypad.
- Normalnie. Ty, ja i morze.
Zapatrzona w okno, milczała.
- Szczerze mówiąc, spodziewałem się bardziej entuzjastycznej reakcji... - westchnął na pokaz, a ona po prostu tchu nie mogła złapać ze szczęścia. W jednej chwili zapomniała mu ten rok milczenia, gotowa wybaczyć wszystko i jeszcze więcej. Wreszcie odwróciła się twarzą do niego i nadal nie dowierzając, zapytała:
- My dwoje? Nad morze?
Grzesiek wreszcie zrozumiał, że to nie było wahanie, chęć odmowy, tylko ukrywana radość, więc swoim zwyczajem zapytał tonem przedwojennego amanta filmowego:
- A chciałabyś jeszcze kogoś?
- Wiesz, że nie. Tylko czy matka mnie puści...
- Ale dziecko z ciebie! Na obóz studencki?! Żniwa w PGR-ze gdzieś w Koszalińskiem, ojczyzna wzywa, nie można odmówić. Nie wspominaj o mnie ani słowem, zresztą ja jadę na Dolny Śląsk...
- Jak to? - zdumiała się.
- Oj, dziecko, dziecko. Oficjalnie jadę. Żeby nie było podejrzeń. Tak mów, tego się trzymaj.
Monika nie chciała oszukiwać Stefanii, ale podskórnie czuła, że na wyjazd z chłopakiem nie dostałaby zgody. Ależby było gadania! Może matka by nawet napuściła Kazimierza, żeby jej nie dał pieniędzy. Jednak kłamstwo to poważna rzecz. Różnie między nimi bywało, częściej gorzej niż lepiej, ale zaczynać dorosłe życie od okłamywania matki, nie, to nie mieściło się Monice w głowie.
- A kiedy byśmy mieli wyjechać?
- Jak najszybciej!
Wsunęła rękę pod pachę Grześka i głęboko westchnąwszy, oparła głowę na jego ramieniu. Za kilka dni przyjdzie zawiadomienie, że dostała się na studia. Od tej pory będzie już naprawdę dorosła. Zamknęła oczy i głęboko westchnęła.
- Porozmawiam z Kazimierzem - powiedziała wreszcie na wpół senna.
- Nie porozmawiasz, tylko mu powiesz, że musisz jechać na obóz. Że to warunek dostania się na studia. Ja wykupię książeczki autostopu i pojedziemy, gdzie nas oczy poniosą. Weź plecak i niezbyt dużo ciuchów, to będziemy swobodni. Żadnych walizek!
- A gdzie będziemy spali?
- U chłopa na sianie. Albo pod gołym niebem.
- Mówisz, jakbyś już tak podróżował.
- No, w tamtym roku z chłopakami - odparł krótko, ucinając dyskusję, a ona o nic nie zapytała. - Spodoba ci się, zobaczysz.
Stefania przyjęła ją chłodno, nie przysiadła, kiedy Monika jadła zupę, nie zarzuciła jej tysiącem pytań dotyczących egzaminów, uczelni czy chociażby Warszawy, w której dawno nie była. Krzątała się po mieszkaniu, zajęta swoimi sprawami, i trudno się było domyślić, czy chce się dowiedzieć, jak było. Ale kiedy Monika wyszła ze śmieciami, zaczepiła ją sąsiadka, pytając o wynik egzaminu.
- Bo twoja matka to wszystkim sąsiadkom już powiedziała, że będzie mieć sędziego w domu.
- Naprawdę? - Monikę zaskoczyła ta nowina, Stefania przecież była tak niechętna jej studiowaniu. Widać jednak w rozmowie z sąsiadkami przybierała inny ton, pragnęła uchodzić za nowoczesną, udawała, że wspiera córkę. Wobec obcych doskonale jej się udawało symulować dumę, rosła w ich i swoich własnych oczach i nie wstydziła się, że kłamie.
Monika już dawno zrezygnowała z prób zrozumienia matki. Żyły pod jednym dachem, ale nie kochały się, zaledwie tolerowały. Na szczęście niedługo rozstaną się na zawsze. Monika nie planowała przyjeżdżać do Gutowa na niedziele. Może raz w miesiącu albo nawet rzadziej. Jak najszybciej poszuka sobie pracy i postara się nie brać od Kazimierza ani grosza. W gorszych chwilach wyobrażała sobie, jaką będzie matką. Jeśli kiedykolwiek będzie miała córkę, nigdy jej nie zawiedzie. Będzie dla niej przyjaciółką, zbyt dobrze wiedziała, jak strasznie boli chłód ze strony matki, jej obojętność, a nawet wrogość.
Trochę lepiej jej się układało z Kazimierzem, który był prawie jak ojciec, choć i ta zażyłość dawno już się rozluźniła. Kazimierz coraz częściej zaglądał do kieliszka, wracał do domu nietrzeźwy późnym wieczorem, rano wychodził do pracy, wciąż czymś zajęty, wyjeżdżał w teren, do Płocka, do Warszawy...
Nic mnie tu nie trzyma - pomyślała Monika. - I bardzo dobrze! Świat jest zbyt ciekawy, aby siedzieć w domu, to tylko strata czasu.
List polecony z informacją, że Monika dostała się na studia, odebrała Stefania. Nie zaczekała na córkę, tylko natychmiast otworzyła. Długo wpatrywała się w krótki oficjalny komunikat, wreszcie odłożyła kopertę na stół w pokoju Moniki. Nie spróbowała jej nawet zakleić. Monika, wróciwszy z miasta, znalazła list i aż usiadła z wrażenia. Przeczytała wiadomość kilkakrotnie, jakby szukała ukrytych znaczeń lub nie dowierzała swemu szczęściu. Więc jednak się udało! Otworzyła okno, chcąc dać upust radości, wykrzyczeć na cały głos swoje szczęście! Z tej strony bloku nie było ulicy, tylko wąski pas trawy i dalej pokrzywione ze starości drewniane płoty kończące prywatne posesje. Zawisła z ręką na klamce okna. Zrozumiała, że jest tylko jedna osoba, która doceni jej wysiłek, a może nawet pozazdrości sukcesu.
Ale kiedy pomyślała o Teresie, zawstydziła się, bo nawet jeśli ją czasem wspominała, nigdy nie znajdowała dość determinacji, aby pojechać do Zajezierzyc i dowiedzieć się, co u niej. Dawna przyjaciółka służyła za lustro sukcesów Moniki, zawsze pozostając trochę z tyłu, bo nawet jeśli kontynuowała naukę, to w gorszych szkołach lub wieczorowo, a dystans między nimi powoli rósł. I teraz znów go powiększyła. Czy Teresa kiedykolwiek zda na studia? Wątpliwe. Raczej pogodzi się ze swoją podrzędną rolą i już na zawsze utkwi w Gutowie. Czy więc pojawienie się w Zajezierzycach nie byłoby przez nią uznane za chełpienie się, niepotrzebne wywyższanie, z góry skazane na pogardę? Bo nawet jeśli zastanie Teresę lub odnajdzie ją gdzieś na polu, jeśli zdoła wytrzymać jej pełne wyrzutu spojrzenie, jeśli uda im się choć na chwilę odnaleźć dawne porozumienie, z każdym rokiem będą się od siebie nieuchronnie oddalać. Już się oddaliły, skoro tak trudno zdobyć się na decyzję, żeby spojrzeć jej w oczy. Monika zamknęła okno, powiodła wzrokiem po pokoju, w którym Teresa nigdy nie była, i chwyciła sweter i torebkę.
- Idę na miasto! - rzuciła, wychodząc.
Zajęta gotowaniem obiadu Stefania nie zdążyła zaprotestować.
Idąc ulicą, Monika niemal frunęła. Śmiała się do ludzi, kłaniała nawet nieznajomym. Najpierw poszła do Grześka. Był w domu sam. Ucieszył się na jej widok, ale natychmiast posmutniał, widząc, że dziewczyna długo nie zabawi. Potem pobiegła do Domu Partii. Kazimierza trochę zaniepokoiła jej wizyta, kiedy jednak wytłumaczyła, o co chodzi, pogratulował jej szczerze. Monika nigdy nie umiała prosić o pieniądze, ale jakoś wydukała w końcu prośbę i otrzymała obietnicę opłacenia "obozu studenckiego". Kiedy wyszła na ulicę, zatrzymała się i nękana wyrzutami sumienia, wróciła do gabinetu ojczyma.
- To nieprawda, skłamałam. Nie ma żadnego obozu studenckiego.
- A na co potrzebujesz pieniędzy? - zaniepokoił się.
- Chcę wyjechać z chłopakiem nad morze.
Twarz Kazimierza od razu się rozpogodziła.
- No, nareszcie! Znam go?
- Tak, to Grzesiek Hryć. Tylko nie mówcie matce. Pewnie by mnie zabiła.
Kazimierz pokiwał głową.
- Dziękuję za zaufanie.
Uszczęśliwiona pocałowała go w szorstki policzek.
- Pojadę jeszcze do Zajezierzyc. Wróćcie dziś wcześniej, kupię jakieś ciastka u Hryciów...
Kazimierz uśmiechnął się. Nie wyjawił Monice swojego udziału w jej sukcesie.
Teresa o niczym się nie dowiedziała. W domu babki drzwi były zamknięte i nikt z napotkanych sąsiadów nie potrafił powiedzieć, gdzie jej szukać. Monika pomyślała, że przyśle przyjaciółce kartkę znad morza, i najbliższym autobusem wróciła do Gutowa.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
PEŁNY SPIS TREŚCI:
W poprzednim tomie
Gutowo, niedziela 28 sierpnia 2016, 21:50
Gutowo, czerwiec 1967
Płock, niedziela 28 sierpnia 2016, 22:00
Warszawa, lipiec 1967
Gutowo, poniedziałek 29 sierpnia 2016, 00:30
Zajezierzyce, sierpień 1967
Gutowo, poniedziałek 29 sierpnia 2016, 03:56
Chałupy, sierpień 1967
Zajezierzyce, poniedziałek 29 sierpnia 2016, 10:15
Chałupy, sierpień 1967
Gutowo, poniedziałek 29 sierpnia 2016, 13:50
Chałupy, sierpień 1967
Zajezierzyce, poniedziałek 29 sierpnia 2016, 14:15
Zajezierzyce, wrzesień 1967
Płock, poniedziałek 29 sierpnia 2016, 16:30
Warszawa, listopad 1967
Gutowo, poniedziałek 29 sierpnia 2016, 16:45
Gutowo, listopad 1967
Płock, poniedziałek 29 sierpnia 2016, 18:45
Warszawa, grudzień 1967
Gutowo, poniedziałek 29 sierpnia 2016, 20:23
Gutowo, grudzień 1967
Płock, wtorek 30 sierpnia 2016, 06:00
Warszawa, marzec 1968
Gutowo, wtorek 30 sierpnia 2016, 09:45
Gutowo, kwiecień 1968
Gutowo, wtorek 30 sierpnia 2016, 10:30
Warszawa, maj 1968
Zajezierzyce, wtorek 30 sierpnia 2016, 13:05
Gutowo / Warszawa, maj 1968
Gutowo, wtorek 30 sierpnia 2016, 16:30
Gutowo, czerwiec 1968
Gutowo, wtorek 30 sierpnia 2016, 17:15
Zakopane, lipiec 1968
Zajezierzyce, wtorek 30 sierpnia 2016, 18:30
Gutowo, sierpień 1968
Zajezierzyce, wtorek 30 sierpnia 2016, 19:30
Gutowo, wrzesień 1968
Płock, wtorek 30 sierpnia 2016, 20:07
Warszawa, listopad 1968
Płock, wtorek 30 sierpnia 2016, 20:05
Wiedeń, listopad 1968
Zajezierzyce, wtorek 30 sierpnia 2016, 20:08
Wiedeń, listopad 1968
Gutowo, wtorek 30 sierpnia 2016, 20:10
Gutowo, grudzień 1968
Płock, wtorek 30 sierpnia 2016, 20:15
Rzym, luty 1969
Zajezierzyce, wtorek 30 sierpnia 2016, 20:25
Zajezierzyce, marzec 1969
Gutowo, wtorek 30 sierpnia 2016, 20:45
Stegna / Gdańsk, sierpień 1969
Gutowo, wtorek 30 sierpnia, 21:30
Nowy Jork, grudzień 1970
Gutowo, wtorek 30 sierpnia 2016, 22:20
Gdańsk, grudzień 1970
Warszawa, wtorek 30 sierpnia 2016, 22:28
Gdańsk, wrzesień 1972
Zajezierzyce, wtorek 30 sierpnia 2016, 22:35
Gdańsk, styczeń 1973
Zajezierzyce / Płock / Gutowo, wtorek 30 sierpnia 2016, 23:15
Nowy Jork, marzec 1973
Zajezierzyce, wtorek 30 sierpnia 2016, 23:58
Kto jest kim w Gutowie:
Kalendarium wydarzeń