Cukier w normie - Sławomir Shuty

Kup ebooka

25.00 zł
17.20 zł (17,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Z tysiąca i jednej choroby

- Kiedy folgujemy zbytnio rozkoszom podniebienia, wątroba ma pełne ręce roboty, zadaniem tego narządu jest bowiem trawienie tłuszczów i odtruwanie organizmu. Warto zatem pospieszyć mu z pomocą. Gdy wątroba intensywnie pracuje, przepływa przez nią duża ilość krwi... - Jacek zamyślił się.

- I co się wtedy dzieje, tatusiu? - Justynka, patrząc na niego z takim oddaniem i ufnością, wyglądała jak aniołek.

Jacek pocałował ją w czoło i zaczął opowiadać dalej:

- Przekrwiona wątroba powiększa się, co objawia się uczuciem ucisku z prawej strony pod żebrami, któremu towarzyszy tępy ból. Nasila się zwykle po jedzeniu, szczególnie gdy jest ono obfite, tłuste, mocno przyprawione, a dania popijaliśmy alkoholem. Dzieje się tak przeważnie w okresie świąt.

- A u nas na święta też tak będzie? - spytała dziewczynka.

- Oczywiście, kochanie, oczywiście, podoba ci się?

- Bardzo, a co było dalej?

- Ból wzmaga się przy ucisku, toteż wątrobowcy często rozluźniają w pasie spódnicę czy spodnie, ale i to nie pomaga.

- To tak jak wujek Łukasz, prawda, tatusiu?

- Prawda, ty moja królewno, jesteś taka słodziutka, że tatuś z chęcią by cię zjadł. - Przez moment zobaczył w myślach wspaniałe pieczyste i do tego kilka pikantnych sosów, mniam, mniam... - Może chcesz już spać?

- Nie, nie, opowiadaj dalej, tatusiu...

- Na czym stanęliśmy? Wujek rozpina spodnie, ale i to nie pomaga. Nigdy też nie kładzie się na prawym boku, ponieważ jego wątroba nie znosi tej pozycji. Nieleczone powiększenie wątroby może przejść w stan chorobowy i doprowadzić do trwałych zmian tego narządu. Gdy dolegliwości nie są zbyt dokuczliwe, można jeszcze im zaradzić...

- Ale jak, jak? - niecierpliwiło się dziecko. - Jak, tatusiu?

- Ogranicz tłuszcze - odpowiedział. - Jedz mniejsze porcje, ogranicz alkohol, ratuj się ziółkami, używaj przypraw wspomagających trawienie: kminku, majeranku, jałowca, na czczo wypij filiżankę mleka z miodem, rób ciepłe okłady - recytował. - Dobrze, ale ty już naprawdę musisz iść spać, cukiereczku.

- Tatooo...

- Naprawdę, już najwyższa pora, jutro na dobranoc opowiem ci inną bajkę.

- A o czym będzie?

- O kłopotach z pęcherzem - odpowiedział i pocałował ją w czoło.

- Już nie mogę się doczekać - zawołała, kiedy gasił światło.

I śniła jej się potem kraina pełna przekrwionych, smutnych wątrób, a ona biegała od jednej do drugiej i szeptała im do ucha: "Wiem, jak ci pomóc". I pomagała, robiła kompresy, zmniejszała porcje, dosypywała do jedzenia przyprawy wspomagające trawienie, a potem wszyscy razem byli weseli i wątroby powiedziały, żeby została ich królową. To był taki miły sen.

Jacek zszedł po schodach, minął salon i wszedł do kuchni. Wyjął z lodówki wielki kawał wołowiny, polał suto tłuszczem i smażył, aż się mocno zarumieniła.

- Co robisz? - krzyczała żona przez szum odbiornika.

- Aaa... zrobiłem się jakiś taki z czegoś głodny.

- Smażysz?

- Ehmn... troszkę wołowiny.

- Wiesz, że może być zainfekowana wirusami wywołującymi chorobę BSE?

- No - przytaknął. - Ale to już naprawdę ostatni raz.

- Zawsze tak mówisz, a potem leżysz przez dwa tygodnie jak martwy, a ja ci muszę usługi...

Jacek kopnął nogą drzwi, a te zatrzasnęły się lekko. Iwona dalej gadała o wirusach i powikłaniach, jakie wywołują. Na szczęście nie musiał już jej słuchać. Włączył muzykę. Patrzył na skwierczącą porcję wołowiny i myślał o maleńkiej córce. Musi o nią dbać. Będzie o nią dbał. Będzie jej pilnował jak oka w głowie. Jak podrośnie, jak już będzie duża, nie pozwoli nikomu się do niej zbliżyć. W głowie mu się to nie mieściło. Nie mógł sobie tego wyobrazić bez odruchów wymiotnych. Tego, że jakiś obcy mężczyzna bałamuci ją miłymi słówkami i dotyka czule, by wreszcie wprowadzić swojego obrzydliwego członka w jej aksamitne ciało. Nie pozwolę! Jacek szarpnął patelnią, parząc się gorącym olejem w palce. Nigdy. Dopóki zdrowy i silny będę. Nikt nie zbruka mojego kwiatuszka!

Zjadł ze smakiem posiłek i poczuł się po tej spóźnionej kolacji tak wyczerpany i ciężki, że zdołał tylko doczołgać się przed ekran telewizora, i zaległ na kanapie jak długi. Zasypiając, obserwował migające w poświacie spadających bomb postacie bezbronnych cywili. Cywile ewakuowali się w pośpiechu, co nie przeszkadzało im głośno zachwalać zalet kuracji, która sprawia, że twoje włosy i paznokcie będą lśniły blaskiem, a dusza jasnością.

"Jaka to wojna? A raczej: jaka to kuracja?" - koniecznie chciał zapytać wpatrzoną nieprzytomnie w film Iwonę, ale wycharczał tylko coś niezrozumiale i zapadł w sen. Śniło mu się, że zarazki dostały się do cewki moczowej i wędrowały dalej, do pęcherza i nerek. Groziło to tylko jednym - zapaleniem tych narządów. Aby tak się nie stało, zaczął panicznie dbać o higienę intymną. Podmywał się dwa razy dziennie, starannie wycierał pupę, codziennie zmieniał majtki i sikał tak często, jak było to możliwe - nie jest dobrze, gdy mocz zalega w pęcherzu. Niestety na nic się to nie zdało. Bakterie mnożyły się z nieopisaną szybkością. Jacek patrzył na ich skłębione ciała i wył bezradny z wściekłości. Nieee!

Obudził się zlany zimnym potem w kłębowisku zmierzwionych koców, przed migoczącymi na ekranie pornograficznymi reklamówkami. O boże. Otarł ręką zroszone zimnym potem czoło i poluzował pasek na ostatnią dziurkę. Myśl o czekającej go wizycie u specjalisty wywołała nieznośny wzwód.

?

O Wandzie, co Niemca nie chciała

Wanda Niemca nie chciała i rzuciła się w kurorcie nad morzem w wir nocnego życia. Prawdę mówiąc, nie tyle nie chciała, co się tylko wahała, a nawet nie to.

No bo z jednej strony taki Niemiec. Ustawiony, bogaty, rzetelny, praca pewna, wysportowany, uczciwy, słowem: wszystko. Już się tam widziała: willa z basenem na peryferiach dużego miasta. To jest dobre. Wygoda - z życia kulturalnego nie trzeba rezygnować. Blisko jest, więc zawsze można podjechać i spotkać się ze znajomymi. Pewnie, że znajomi to się sami nie zrobią, z nieba nagle nie spadną, ale w miarę upływu czasu kogoś się pozna, zresztą nigdy nie była z tych nieśmiałych, co na widok ludzi szczekają. Języka się jakoś nauczy szybko, a pewnie on też ma jakichś przyjaciół w pracy, którzy będą przychodzić na party w ogrodzie.

No i jeszcze kino, sklepy, może coś innego... fryzjer, dyskoteka? Pełna kultura. Czyli masz to pod ręką, ale mieszkasz sobie z dala od hałasu i pyłu. Spokojnie, bez wścibskich sąsiadów. Rano se wstajesz, pod prysznic, potem szklanka soku z pomarańczy, małe śniadanko dietetyczne - i można się opalać. Trochę popływać w basenie, poczytać czasopisma, wybrać coś z katalogów, może jaki fitness, żeby się nie spaść za szybko... O! pewnie w telewizji są lepsze niż u nas rzeczy. A wieczorem do restauracji na kolację. Do kolacji lampka czerwonego wina i dyskretne światło świec. Może też lukratywna kariera modelki lub aktorki na boku na pół etatu? Nie żeby się przemęczać, ale świata eleganckiego liznąć. I może jeszcze z dwa psy na ogrodzie, a jak już będą, to się jednego na pewno nazwie Sony, na pamiątkę tej firmy, a drugiego to jeszcze nie wiadomo jak.

No, żyć nie umierać. Z drugiej strony jednak taki Niemiec czarny. Nie taki strasznie czarny, bo z krajów przecież arabskich, a z jakich - Wanda niezbyt wiedziała. Na "S" czy na "G". Trudno powiedzieć. Nieważne. W każdym razie czarny tylko trochę, ale przecież zawsze. A w Polsce taki zabobon, że to nie wypada, czy co. Ustawiony jest i nawet chyba przystojny, to czemu nie. O uczucia się potem będziemy martwić. Zresztą co mi z tych uczuć, jakby w garnku pusto było? A garnek swój Wanda widziała ogromny.

Jak w domu oglądała z rodzicami relacje z tych krajów afrykańskich, to tak próbowała wysondować rodziców:

- A ci Murzyni to wcale tacy brzydcy nie są, i bardzo wysportowani, w USA to oni zajmują często wysokie stanowiska, tak samo jest w Niemczech, bardzo bogaci i uprzejmi, to chyba nieprawda, co się o nich mówi... A wiecie, Kaśka poznała chłopaka z Niemiec, z krajów arabskich, i wszystko tam ma u niego, mieszka w willi, mąż o nią dba, jest bardzo zadowolona...

Wanda, jak tak sobie myślała, to w tej chwili chyba też jednak Niemca by chciała.

Ale ojcu to nie było w smak.

- Coo? Ta Kaśka od Głubiszów za Araba? Jezusie Nazarejski... to się w głowach poprzewracało... to już mało na miejscu młodych, ładnych chłopców, że se musiała znaleźć takiego? Ja bym jej dał za Murzyna wyjść... pańskie jaja! To tyle lat ją chowali rodzice, a ona teraz taki im prezent na starość zgotowała? Stary jestem i ręka nie ta, ale lołbym po dupie, ino by krew sikała, ino by piszczała. Co ludzie powiedzą? Że dziwka... co innego?

Mama dodaje:

- Ani mi nawet nie mów o tym.

- A co ja w tej Polsce będę robić, w ZUS-ie pracować? - Wanda się denerwuje. - Nie będę sobie marnowała życia!

- Co, tobie też się marzy za Murzyna?

Wanda zbladła na moment, a matka w ten deseń:

- A przecież przychodził do ciebie ten Bartek...? To czemu teraz nie przychodzi? Już ci zbrzydł czy co?

- Bartek - żachnęła się Wanda. - A co on mi może zaoferować? Kawalerkę i poloneza kombi na gaz z kompletem opon zimowych, co?

I powiedziała zresztą to kiedyś Bartkowi, jak ją odprowadzał po zabawie, a że była lekko drinknięta, to łatwiej było to z siebie wyrzucić: "Dobra, Bartek, ale co ty mi możesz zaoferować? Wyjdę za ciebie i co? W kawalerce będziemy mieszkać?". A Bartek się wówczas zmieszał i coś tylko pomruczał, że kocha i że w przyszłości. A na co mi przyszłość? Ja chcę teraz! I co z tych uczuć zresztą, z tej miłości, jak nie ma co do garnka włożyć?

Rzeczywiście, nie wiadomo, co ten Bartek, co z niego jest - pomyślał tata i powiedział takim lekko podenerwowanym tonem do żony:

- Jakbyś pomyślała trochę, tobyś głupio nie mówiła, a tak to gadasz, byle ino gadać.

A Wanda poczuła wiatr w żaglach i ciągnie dalej:

- Nie chcę sobie życia marnować, wyjdę za mąż, pójdę pracować i co? Po czterdziestu latach nie będzie mnie stać na nic, ani mieszkania nie będę miała, ani nic, a teraz? Nic sobie nie mogę kupić firmowego, wstyd wyjść na miasto w tych łachach... bo co wy macie z tego życia - tu zwróciła się do rodziców - cały dzień przed telewizorem i tylko kłótnie, czy starczy na opłaty, a ja chcę poznawać świat, chcę podróżować, póki jestem młoda... - łkała prawie Wanda.

- To podróżuj, kto ci broni, jedź nad morze pod namioty, a kto ci broni, śpiwór masz, koleżanki jakieś masz przecież, to jedźcie razem...

- Ja już byłam nad morzem, a w Niemczech nie byłam.

- A po co ty do tych Niemczech chcesz jechać, powiedz mi?

- Męża se znaleźć - wypaliła, nie myślała.

- To pewnie sobie Murzyna jeszcze znajdziesz, co?

- Już sobie znalazłam...

Wanda nie zdawała sobie nawet sprawy, że to powiedziała, i jak zobaczyła, że ojciec wstaje z fotela i idzie na nią, a prawą ręką odpina pasek od spodni, to od razu powiedziała, że to tylko żart, że przeprasza i że pojedzie nad morze z Dominiką.

Już tam, rodzice dopilnowali, żeby pojechała nad to morze. Jak chcą, to mają, niech zobaczą! I Wanda rzuciła się nad morzem w wir nocnego życia. I jak wróciła po półtora miesiąca, to z brzuchem. Na złość im. Teraz co zrobią? A do Niemiec puścić nie chcieli...! Sąsiadki zaraz gadały do siebie w windzie: "Z bączkiem wróciła, a taka porządna się wydawała, taka cicha niby, takie to do rany przyłóż, a to się dopiero okazało, co z niej jest - gonicha! Nie pilnujesz, to masz teraz babo placek, o boże, co się teraz na tym świecie wyrabia!".

- Wiesz, kto jest ojcem? - dopytywali się tata i mama.

- A skąd mam wiedzieć. - Wanda odwróciła się obrażona na pięcie, poszła do pokoiku i dała taneczną muzykę na maxa.

- Tak żeś córkę wychowała! - darł się tata na mamę.

- A ty żeś jak wychował?! - odkrzykiwała mama do taty.

Tymczasem Kaśka dzwoniła z Hamburga, że jest dobrze, że znalazła za granicą prawdziwe szczęście. Na początku co prawda musiała tę miłość, ten sex znaczy, z czterema naraz, ale teraz już wie dokładnie, co i jak, co ma robić, i Robin, bo tak ma imię narzeczony, jest z niej bardzo zadowolony, że nawet pozwala jej wybierać sobie klienta. Żadnego bicia - i ona też jest zadowolona. Pieniążków sobie uskładała i możliwe, że będzie grać w filmach.

Jednak zostanie gwiazdą filmową! Wanda płakała w poduszkę.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
?

Seria prozatorska pod redakcją Piotra Mareckiego

- Jerzy Franczak, Trzy historye

- Sławomir Shuty, Bełkot

- Łukasz Orbitowski, Szeroki, głęboki, wymalować wszystko

- Piotr Cegiełka, Sandacz w bursztynie

- Sławomir Shuty, Cukier w normie

- Michał Palmowski, Przygody Hiszpana Dete

- Michał Witkowski, Lubiewo

- Marta Dzido, Małż

- Marian Pankowski, Rudolf

- Maciek Miller, Pozytywni

- Ewa Schilling, Głupiec

- Adam Wiedemann, Sceny łóżkowe

- Jan Dzban, Dentro

- Piotr Szulkin, Socjopatia

- Marian Pankowski, Bal wdów i wdowców

- Jerzy Nasierowski, Zbrodnia i...

- Piotr Czerski, Ojciec odchodzi

- Maciek Miller, Zakręt hipokampa

- Łukasz Orbitowski, Horror Show

- Joanna Pawluśkiewicz, Pani na domkach

- Joanna Wilengowska, Zęby

- Marta Dzido, Ślad po mamie

- Jan Krasnowolski, Klatka

- Marian Pankowski, Pątnicy z Macierzyzny

- Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Raz. Dwa. Trzy

- Michał Zygmunt, New Romantic

- Joanna Pawluśkiewicz, Telenowela

- Jerzy Franczak, Przymierzalnia

- Wojciech Bruszewski, Fotograf

- Krzysztof Niemczyk, Kurtyzana i pisklęta

- Sylwia Chutnik, Kieszonkowy atlas kobiet

- Juliusz Strachota, Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego

- Natalia Rolleczek, Drewniany różaniec

- Marian Pankowski, Niewola i dola Adama Poremby

- Maciek Miller, Cockring

- Dominika Ożarowska, Nie uderzy żaden piorun

- Ewa Schilling, Codzienność

- Marian Pankowski, Tratwa nas czeka

- Piotr Szulkin, Epikryza

- Jerzy Franczak, NN

- Sławomir Shuty, Jaszczur

- Darek Foks, Kebab Meister

- Tomasz Pułka, Vida Local

- Ziemowit Szczerek, Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian

- Wojciech Bruszewski, Big Dick. Fikcja dokumentalna

- Jan Krasnowolski, Afrykańska elektronika

- Daniel Kot, Kierunkowy 22

- Marian Pankowski, Nastka, śmiej się! Opowiadania

- Sławomir Shuty, Dziewięćdziesiąte

- Łukasz Orbitowski, Horror Show [wyd. II popr.]

- Joanna Dziwak, Gry losowe

- S?ren Gauger, Nie to / nie tamto

- Maciej Bobula, Katarzyna Gondek, Adam Miklasz, Aleksander Przybylski, Michał Zantman, Bękarty Wołgi. Klechdy miejskie

- Ziemowit Szczerek, Siódemka

- Juliusz Strachota, Relaks amerykański

- Flash fiction. Antologia

- Dariusz Orszulewski, Zjednoczone Siły Królestwa Utopii

- Stanisław Czycz, Nie wierz nikomu. Baza

- Konrad Janczura, Przemytnicy

- Maciej Piotr Prus, Przyducha

- Marta Dzido, Frajda

- Olga Hund, Psy ras drobnych

- Juliusz Strachota, Turysta polski w ZSRR

- Jakub Michalczenia, Gigusie

- Anna Mazurek, Dziwka

- Natalka Suszczyńska, Dropie

- Antonina Kardaś, Czernucha

- Aleksandra Wstecz, Kwiaty rozłączki

- Jarek Skurzyński, Zrolowany wrześniowy Vogue

- Zenon Sakson, Zaczarowany uber

- Sławomir Shuty, Historie o ludziach z wolnego wybiegu. Pasty i skity

- Maciej Topolski, Niż

- Jakub Michalczenia, Korszakowo [wyd. II popr. i uzupeł.]

- Maciej Piotr Prus, Wyspa i inni ludzie

- Jan Dzban, Dentro De Luxe

- Anna Sudoł, Projekt

- Sławomir Shuty, Bełkot [wyd. II popr.]

- Jaga Słowińska, Czarnolas

- Sławomir Shuty, Cukier w normie [wyd. III popr.]