O Wandzie, co Niemca nie chciała
Wanda Niemca nie chciała i rzuciła się w kurorcie nad morzem w wir nocnego życia. Prawdę mówiąc, nie tyle nie chciała, co się tylko wahała, a nawet nie to.
No bo z jednej strony taki Niemiec. Ustawiony, bogaty, rzetelny, praca pewna, wysportowany, uczciwy, słowem: wszystko. Już się tam widziała: willa z basenem na peryferiach dużego miasta. To jest dobre. Wygoda - z życia kulturalnego nie trzeba rezygnować. Blisko jest, więc zawsze można podjechać i spotkać się ze znajomymi. Pewnie, że znajomi to się sami nie zrobią, z nieba nagle nie spadną, ale w miarę upływu czasu kogoś się pozna, zresztą nigdy nie była z tych nieśmiałych, co na widok ludzi szczekają. Języka się jakoś nauczy szybko, a pewnie on też ma jakichś przyjaciół w pracy, którzy będą przychodzić na party w ogrodzie.
No i jeszcze kino, sklepy, może coś innego... fryzjer, dyskoteka? Pełna kultura. Czyli masz to pod ręką, ale mieszkasz sobie z dala od hałasu i pyłu. Spokojnie, bez wścibskich sąsiadów. Rano se wstajesz, pod prysznic, potem szklanka soku z pomarańczy, małe śniadanko dietetyczne - i można się opalać. Trochę popływać w basenie, poczytać czasopisma, wybrać coś z katalogów, może jaki fitness, żeby się nie spaść za szybko... O! pewnie w telewizji są lepsze niż u nas rzeczy. A wieczorem do restauracji na kolację. Do kolacji lampka czerwonego wina i dyskretne światło świec. Może też lukratywna kariera modelki lub aktorki na boku na pół etatu? Nie żeby się przemęczać, ale świata eleganckiego liznąć. I może jeszcze z dwa psy na ogrodzie, a jak już będą, to się jednego na pewno nazwie Sony, na pamiątkę tej firmy, a drugiego to jeszcze nie wiadomo jak.
No, żyć nie umierać. Z drugiej strony jednak taki Niemiec czarny. Nie taki strasznie czarny, bo z krajów przecież arabskich, a z jakich - Wanda niezbyt wiedziała. Na "S" czy na "G". Trudno powiedzieć. Nieważne. W każdym razie czarny tylko trochę, ale przecież zawsze. A w Polsce taki zabobon, że to nie wypada, czy co. Ustawiony jest i nawet chyba przystojny, to czemu nie. O uczucia się potem będziemy martwić. Zresztą co mi z tych uczuć, jakby w garnku pusto było? A garnek swój Wanda widziała ogromny.
Jak w domu oglądała z rodzicami relacje z tych krajów afrykańskich, to tak próbowała wysondować rodziców:
- A ci Murzyni to wcale tacy brzydcy nie są, i bardzo wysportowani, w USA to oni zajmują często wysokie stanowiska, tak samo jest w Niemczech, bardzo bogaci i uprzejmi, to chyba nieprawda, co się o nich mówi... A wiecie, Kaśka poznała chłopaka z Niemiec, z krajów arabskich, i wszystko tam ma u niego, mieszka w willi, mąż o nią dba, jest bardzo zadowolona...
Wanda, jak tak sobie myślała, to w tej chwili chyba też jednak Niemca by chciała.
Ale ojcu to nie było w smak.
- Coo? Ta Kaśka od Głubiszów za Araba? Jezusie Nazarejski... to się w głowach poprzewracało... to już mało na miejscu młodych, ładnych chłopców, że se musiała znaleźć takiego? Ja bym jej dał za Murzyna wyjść... pańskie jaja! To tyle lat ją chowali rodzice, a ona teraz taki im prezent na starość zgotowała? Stary jestem i ręka nie ta, ale lołbym po dupie, ino by krew sikała, ino by piszczała. Co ludzie powiedzą? Że dziwka... co innego?
Mama dodaje:
- Ani mi nawet nie mów o tym.
- A co ja w tej Polsce będę robić, w ZUS-ie pracować? - Wanda się denerwuje. - Nie będę sobie marnowała życia!
- Co, tobie też się marzy za Murzyna?
Wanda zbladła na moment, a matka w ten deseń:
- A przecież przychodził do ciebie ten Bartek...? To czemu teraz nie przychodzi? Już ci zbrzydł czy co?
- Bartek - żachnęła się Wanda. - A co on mi może zaoferować? Kawalerkę i poloneza kombi na gaz z kompletem opon zimowych, co?
I powiedziała zresztą to kiedyś Bartkowi, jak ją odprowadzał po zabawie, a że była lekko drinknięta, to łatwiej było to z siebie wyrzucić: "Dobra, Bartek, ale co ty mi możesz zaoferować? Wyjdę za ciebie i co? W kawalerce będziemy mieszkać?". A Bartek się wówczas zmieszał i coś tylko pomruczał, że kocha i że w przyszłości. A na co mi przyszłość? Ja chcę teraz! I co z tych uczuć zresztą, z tej miłości, jak nie ma co do garnka włożyć?
Rzeczywiście, nie wiadomo, co ten Bartek, co z niego jest - pomyślał tata i powiedział takim lekko podenerwowanym tonem do żony:
- Jakbyś pomyślała trochę, tobyś głupio nie mówiła, a tak to gadasz, byle ino gadać.
A Wanda poczuła wiatr w żaglach i ciągnie dalej:
- Nie chcę sobie życia marnować, wyjdę za mąż, pójdę pracować i co? Po czterdziestu latach nie będzie mnie stać na nic, ani mieszkania nie będę miała, ani nic, a teraz? Nic sobie nie mogę kupić firmowego, wstyd wyjść na miasto w tych łachach... bo co wy macie z tego życia - tu zwróciła się do rodziców - cały dzień przed telewizorem i tylko kłótnie, czy starczy na opłaty, a ja chcę poznawać świat, chcę podróżować, póki jestem młoda... - łkała prawie Wanda.
- To podróżuj, kto ci broni, jedź nad morze pod namioty, a kto ci broni, śpiwór masz, koleżanki jakieś masz przecież, to jedźcie razem...
- Ja już byłam nad morzem, a w Niemczech nie byłam.
- A po co ty do tych Niemczech chcesz jechać, powiedz mi?
- Męża se znaleźć - wypaliła, nie myślała.
- To pewnie sobie Murzyna jeszcze znajdziesz, co?
- Już sobie znalazłam...
Wanda nie zdawała sobie nawet sprawy, że to powiedziała, i jak zobaczyła, że ojciec wstaje z fotela i idzie na nią, a prawą ręką odpina pasek od spodni, to od razu powiedziała, że to tylko żart, że przeprasza i że pojedzie nad morze z Dominiką.
Już tam, rodzice dopilnowali, żeby pojechała nad to morze. Jak chcą, to mają, niech zobaczą! I Wanda rzuciła się nad morzem w wir nocnego życia. I jak wróciła po półtora miesiąca, to z brzuchem. Na złość im. Teraz co zrobią? A do Niemiec puścić nie chcieli...! Sąsiadki zaraz gadały do siebie w windzie: "Z bączkiem wróciła, a taka porządna się wydawała, taka cicha niby, takie to do rany przyłóż, a to się dopiero okazało, co z niej jest - gonicha! Nie pilnujesz, to masz teraz babo placek, o boże, co się teraz na tym świecie wyrabia!".
- Wiesz, kto jest ojcem? - dopytywali się tata i mama.
- A skąd mam wiedzieć. - Wanda odwróciła się obrażona na pięcie, poszła do pokoiku i dała taneczną muzykę na maxa.
- Tak żeś córkę wychowała! - darł się tata na mamę.
- A ty żeś jak wychował?! - odkrzykiwała mama do taty.
Tymczasem Kaśka dzwoniła z Hamburga, że jest dobrze, że znalazła za granicą prawdziwe szczęście. Na początku co prawda musiała tę miłość, ten sex znaczy, z czterema naraz, ale teraz już wie dokładnie, co i jak, co ma robić, i Robin, bo tak ma imię narzeczony, jest z niej bardzo zadowolony, że nawet pozwala jej wybierać sobie klienta. Żadnego bicia - i ona też jest zadowolona. Pieniążków sobie uskładała i możliwe, że będzie grać w filmach.
Jednak zostanie gwiazdą filmową! Wanda płakała w poduszkę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki