Wstęp
Wstęp
W ostatnich latach cały świat z zapartym tchem śledził perypetie
uczuciowe dwóch synów następcy tronu Wielkiej Brytanii, którym udało się
iść za głosem serca i pojąć za żony kobiety niewywodzące się z królewskich, a nawet arystokratycznych rodów. Wielkie emocje wzbudza
zwłaszcza związek młodszego z nich, księcia Harry'ego, zajmującego
wprawdzie dopiero szóste miejsce w kolejce do tronu, ale jako wnuka
królowej podlegającego zasadom, którymi od wieków muszą się kierować
członkowie rodu panującego. A tymczasem sympatyczny książę poślubił
Amerykankę, w dodatku aktorkę i co gorsza rozwódkę, Meghan Markle. Jest
to niewątpliwie znak czasu, w przeszłości bowiem mariaże w rodach
królewskich podporządkowane były wyłącznie interesom dynastii i kraju.
Tym samym regułom podlegały małżeństwa władców Polski, choć i w naszej
historii zdarzały się związki zawierane z miłości, wbrew woli poddanych.
Na taki czyn poważył się chociażby Władysław Jagiełło, poślubiając
Elżbietę Granowską, a po latach również jego prawnuk Zygmunt August,
który pojął za żonę Barbarę Radziwiłłównę. Co ciekawe, druga z wymienionych królowych była po kądzieli potomkinią pierwszej. Takie
królewskie wybryki były jednak rzadkością, nasi władcy zwykle starali
się wybierać małżonki, kierując się dobrem dynastii, mając w perspektywie sojusze korzystne dla państwa, którym przyszło im władać.
Ustrój monarchiczny w naszym państwie trwał 773 lata, najdłużej władzę
dzierżyła dynastia piastowska (od X wieku do 1370 roku) , choć, jak
wiadomo, nie wszyscy władcy tej dynastii zwieńczyli swe skronie
królewską koroną. Na drugim miejscu pod względem długości panowania
znajdują się Jagiellonowie, panujący 185 lat, a na trzecim spokrewnieni
z nimi Wazowie, którzy władali Rzeczpospolitą przez 81 lat. Dalej
plasują się kolejno: Sasi, których panowanie trwało 66 lat (wyjąwszy
trzyletni okres królowania Stanisława Leszczyńskiego), Andegawenowie,
rządzący w Polsce około 17 lat oraz Przemyślidzi, zasiadający na tronie
jedynie 4 lata. Pozostały okres to czas monarchów obieranych na drodze
wolnej elekcji.
Piastowie, począwszy od Bolesława Chrobrego, brali sobie za żony
księżniczki i margrabianki Rzeszy, co zmieniło się za czasów Kazimierza
Odnowiciela - odtąd polscy władcy życzliwszym okiem spoglądali na
Wschód. Zgodnie z ustaleniami współczesnych historyków wśród małżonek
późniejszych władców, do czasów rozbicia dzielnicowego, większość
stanowiły właśnie mieszkanki Rusi. W późniejszych wiekach znowu
narzeczone częściej pochodziły z Zachodu. Wielkim powodzeniem cieszyły
się Habsburżanki, które w całej Europie uchodziły za idealne małżonki:
były ciche, posłuszne, pokorne i płodne. Także i nasi królowie chętnie
żenili się z członkiniami owej dynastii, choć nie zawsze spełniały
pokładane w nich nadzieje: niekoniecznie były tak pokorne i ciche, jak
oczekiwano, różnie też bywało z ich płodnością. Oprócz arcyksiężniczek
(taki tytuł przysługiwał córkom habsburskiego rodu) czy księżniczek z sąsiadującej z Polską Rusi nasi władcy poślubiali też kobiety z innych
krajów, w tym Litwinki, Francuzki czy Węgierki, w gronie polskich
królowych znalazła się także Włoszka.
Jak wiadomo, małżeństwa królewskie podlegały regułom ustalonym w kontrakcie małżeńskim, zawieranym często po długich negocjacjach.
Określał on między innymi dochody przyszłej królowej. Małżonka wnosiła
posag, który król zabezpieczał na części swojego majątku sumą stanowiącą
jego równowartość, zwaną przywiankiem, a po śmierci męża królowa
otrzymywała tak zwaną oprawę wdowią. Za czasów Piastów i Jagiellonów to
monarcha wyznaczał oprawę, ale wraz z nastaniem wolnej elekcji sprawa
się nieco skomplikowała. Zgodnie bowiem z obowiązującym prawem obierany
głosami szlachty król nie mógł mieć własnego majątku, dlatego obowiązek
zabezpieczenia posagu wnoszonego przez królową Rzeczpospolita brała na
siebie, a oprawa kolejnych królowych była zabezpieczona na majątku
państwa. Za życia monarchy jego żona była praktycznie pozbawiona
wszelkich dochodów, prawo do korzystania z dóbr oprawnych uzyskiwała
dopiero po śmierci małżonka, a ponieważ musiała utrzymać siebie oraz
swój dwór, król na sejmach podejmował starania o uzyskanie dochodów dla
małżonki z innych źródeł, zazwyczaj zakończone sukcesem. Wśród żon
naszych władców nie brakowało też bardzo przedsiębiorczych kobiet, które
po śmierci mężów same dbały o swój majątek, znacznie pomnażając nadane
im dobra.
Wszystkie cudzoziemskie księżniczki przybywające do naszego kraju były
na ziemiach swojego przyszłego męża bardzo uroczyście witane, ale po raz
pierwszy wjazd godny przyszłej królowej zgotowano Bonie Sforzy, która w 1518 roku przybyła do Krakowa, by poślubić króla Zygmunta Starego. Na
jej cześć wszystkie krakowskie kamienice, które mijała, jadąc z towarzyszącym jej monarchą na Wawel, zostały udekorowane kwiatami i drogocennymi tkaninami. W późniejszych latach to właśnie ten pełen
przepychu wjazd włoskiej księżniczki do stolicy państwa, którego królową
miała wkrótce zostać, stał się wzorem dla kolejnych ceremonii powitania
przyszłych małżonek polskich władców. Bodaj najhuczniej witano żony
królów z dynastii Wazów: Cecylię Renatę i Francuzkę Marię Ludwikę
Gonzagę. Dla tej ostatniej w Gdańsku, dokąd przybyła 11 lutego 1646
roku, zgotowano niezapomniane przyjęcie: jej wjazd uświetnił paradny
orszak strojnych chorągwi i wystrzały armatnie. Największe wrażenie
musiała jednak wywrzeć na przyszłej królowej zbudowana w połowie ulicy
Długiej brama triumfalna, w której na postumentach ustawiono figury
Atlasa, symbolizującego talent i rozum, oraz Herkulesa, mającego
uosabiać pracowitość. Oba posągi podtrzymywały panoramę Gdańska, ukazaną
pod łukiem tęczy, a także dzięki mechanizmom i ukrytym w środku ludziom
poruszały się, a nawet... mówiły. I to w dwóch językach: po francusku i po
łacinie.
Jednak nawet najwspanialsze ceremonie powitalne cudzoziemskich
księżniczek ani entuzjazm przyszłych poddanych nie gwarantował im
szczęśliwego pożycia. Choć wiele z nich znalazło miłość i szczęście w zaaranżowanym bez ich udziału związku, to jednak niektóre musiały
tolerować obecność kochanek u boku swego królewskiego małżonka. Bywało
też, że cudzoziemskie księżniczki już po ślubie stawały wobec niełatwego
dylematu, którą ze stron konfliktu zbrojnego wspierać, w sytuacji gdy
państwo rządzone przez męża zaangażowało się w wojnę z ich ojczystym
krajem. Musiały wówczas wybierać, czy stanąć po stronie mężczyzny,
któremu przed ołtarzem ślubowały miłość i wierność, czy opowiedzieć się
po stronie ojczyzny i rodziny. Takiego wyboru musiały dokonać dwie żony
monarchów, których losy opisane są w niniejszej publikacji: Rycheza,
żona Mieszka II, oraz Helena, małżonka Aleksandra Jagiellończyka.
Niemiłą niespodzianką dla kobiet mających poślubić władców elekcyjnych
było to, że ich przyszły mąż nie cieszył się w Rzeczpospolitej tak
wielką władzą jak inni europejscy monarchowie i jako król wybrany przez
szlachtę musiał się liczyć ze zdaniem poddanych. Co gorsza, chociaż od
żony monarchy oczekiwano wydania na świat syna, to nikt nie mógł
zagwarantować, że królewicz w przyszłości obejmie tron, miał jednak na
to spore szanse. Dlatego zagraniczni władcy nie kwapili się do wydawania
swoich córek za synów polskich monarchów, o czym przekonała się jedna z bohaterek tej książki, Maria Kazimiera Sobieska, marząca o ręce
księżniczki francuskiej dla swego najstarszego syna Jakuba.
Wśród cudzoziemskich żon władców Polski nie brakowało silnych
indywidualności i wiele z nich zasługuje na osobną publikację. Tu
przedstawiono sylwetki kobiet, które po wyjściu za mąż zostały
koronowane i przysługiwał im tytuł królowej, stąd nieobecność Dobrawy,
której nie dane było tego dostąpić, czy żon Bolesława Chrobrego.
Czytelników może dziwić brak Jadwigi Andegaweńskiej, jednak nie jest to
przeoczenie: Jadwiga nigdy nie była królową, ale królem, poza tym w jej
żyłach płynęło sporo polskiej i to piastowskiej krwi, odziedziczonej
zarówno po babce ze strony ojca, Elżbiecie Łokietkównie, jak i babce ze
strony matki - Elżbiecie, córce księcia gniewkowskiego Kazimierza.
Przedstawione w książce królowe albo odegrały ważną rolę w naszych
dziejach, albo dorobiły się czarnej legendy, jak Rycheza, Bona i Ludwika
Maria, albo pomimo swoich zasług są dzisiaj zupełnie zapomniane. Właśnie
taki los spotkał dwie królowe: Helenę Moskiewską, małżonkę Aleksandra
Jagiellończyka, i Eleonorę Habsburg, żonę Michała Korybuta
Wiśniowieckiego. Galerię cudzoziemskich królowych zamyka Maria Józefa,
poślubiona Augustowi II z dynastii Wettinów, która wprawdzie nie
odznaczyła się niczym szczególnym, była, mówiąc kolokwialnie, tylko żoną
przy mężu, ale w historii zapisała się jako ostatnia koronowana królowa
wolnej Polski. Poza tym na mocy Konstytucji 3 maja po śmierci króla
Stanisława Poniatowskiego tron Polski miał przypaść jej wnukowi,
Fryderykowi Augustowi, szlachta bowiem była do dynastii saskiej bardzo
przywiązana. Stąd też obecność Marii Józefy w niniejszej publikacji.
Poznajmy zatem losy cudzoziemskich królowych, którym dane było dzielić
życie z władcami naszego państwa i przekonajmy się, ile prawdy jest w twierdzeniu dotyczącym niektórych z nich, jakoby stały się złymi duchami
swoich mężów.
Siostrzenica cesarza
Bohaterka tego rozdziału, Rycheza Lotaryńska, jest pierwszą żoną
polskiego władcy, co do której mamy pewność, że została ukoronowana.
Wprawdzie Długosz mianem pierwszej królowej naszego państwa określa Odę
Miśnieńską, czwartą żonę Bolesława Chrobrego, która miała być
koronowana wraz z mężem w 1025 roku, ale historycy niemal zgodnie uznają
to za wymysł średniowiecznego kronikarza. Zwłaszcza że z wcześniejszych
relacji wynika, iż mówiąc oględnie, Chrobry nie darzył Ody zbyt mocnym
uczuciem. Nie dość, że ją zdradzał, to jeszcze miał niemal oficjalną
nałożnicę i to nie byle jaką, bo wywodzącą się ze znamienitego rodu
księżniczkę Przedsławę (według niektórych źródeł - Przecławę), córkę
władcy Rusi, Włodzimierza Wielkiego, i siostrę pokonanego przez
Chrobrego Jarosława Mądrego. Uczynienie z niej królewskiej kochanki było
dla polskiego władcy nie tylko aktem zemsty za wcześniejszą odmowę jej
ręki, ale przede wszystkim żywym symbolem pokonania Rusi Kijowskiej.
Chrobry wprawdzie nie trzymał nałożnicy na dworze w Poznaniu czy
Gnieźnie, ale umieścił ją w Ostrowie Lednickim, miejscu zdaniem badaczy
pełniącym wówczas funkcję rezydencji wypoczynkowej władcy, gdzie często
ją odwiedzał. Co więcej, Bolesław miał się doczekać z ruską księżniczką
syna, który zmarł w dzieciństwie. Zdaniem profesora Labudy to właśnie
jego grób odkryto w czasie badań archeologicznych na Ostrowie
przeprowadzonych przez niemieckich archeologów w 1944 roku.
Poślubienie Ody dawało gwarancję pokoju między Chrobrym a niemieckim
cesarzem Henrykiem II. Układ pokojowy został podpisany 30 stycznia 1018
roku w Budziszynie i zakończył trwającą od 1015 roku wojnę między
państwem Bolesława a Niemcami. Niemniej Oda była "tylko" córką
margrabiego Miśni, Chrobry nie miał więc żadnego politycznego interesu,
aby doprowadzić do jej koronacji, wystarczyło, że królewska korona
zwieńczyła jego skronie. Może byłoby inaczej, gdyby władca kochał Odę,
ale wydaje się, że miłość pierwszego króla Polski zdobyła tylko jedna
kobieta - Emnilda Słowiańska, jego trzecia żona, poprzedniczka Ody. Ona
też obdarzyła Chrobrego synem i następcą - Mieszkiem Lambertem, którego
narodziny usunęły w cień pierworodnego potomka władcy, Bezpryma,
pozbawiając go praw do tronu. I faktycznie książę, owoc związku
Bolesława z Emnildą, był oczkiem w głowie ojca, który zapewnił mu
wykształcenie, jakiego nie powstydziłby się żaden inny władca ówczesnej
Europy. A ponieważ Chrobry marzył o królewskiej koronie nie tylko dla
siebie, ale także dla ukochanego syna, musiał starannie wybrać
kandydatkę na synową. Najlepiej żeby wywodziła się z jakiegoś
królewskiego, a jeszcze lepiej - cesarskiego rodu. I los mu pod tym
względem sprzyjał, jego syn poślubił bowiem siostrzenicę samego cesarza
Ottona III, na co, obok Opatrzności, wpływ miała oczywiście również
polityka.
Królewskie ambicje Bolesława jeszcze bardziej umocnił sam Otton III w 1000 roku, podczas słynnego zjazdu w Gnieźnie. Udał się wówczas do grobu
swego niegdysiejszego przyjaciela, świętego Wojciecha, który poniósł
męczeńską śmierć, krzewiąc chrześcijaństwo wśród Prusów. W czasie wizyty
w Gnieźnie, będąc pod wrażeniem przyjęcia, jakie urządził ku jego czci
polski książę, Otton III, jak pisze Gall Anonim: "Za radą swych magnatów
dodał wobec wszystkich: "Nie godzi się takiego i tak wielkiego męża,
jakby jednego spośród dostojników, księciem nazywać lub hrabią, lecz
[wypada] chlubnie wynieść go na tron królewski i uwieńczyć koroną". A zdjąwszy z głowy swej diadem cesarski, włożył go na głowę Bolesława na
[zadatek] przymierza i przyjaźni, i za chorągiew tryumfalną dał mu w darze gwóźdź z Krzyża Pańskiego wraz z włócznią świętego Maurycego, w zamian za co Bolesław ofiarował mu ramię świętego Wojciecha. I tak
wielką owego dnia złączyli się miłością, że cesarz mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem i sprzymierzeńcem
narodu rzymskiego"1. Wówczas też Otton III przyrzekł
Bolesławowi, że jego syn w przyszłości poślubi cesarską siostrzenicę, co
byłoby bardzo ważnym wydarzeniem dla całej przyszłej dynastii. Ślub z krewną samego cesarza umożliwiłby bowiem Piastom wejście do rodziny
cesarskiej, co było olbrzymim awansem i zaszczytem, zważywszy na fakt,
że ojciec polskiego księcia, Mieszko I, nawet nie śmiał siedzieć w obecności niemieckiego margrafa2.
Co prawda, Otton III, którego ambicją było zbudowanie silnego,
uniwersalistycznego chrześcijańskiego cesarstwa, zmarł w 1002 roku, a więc zaledwie dwa lata po zjeździe gnieźnieńskim, podczas którego
symbolicznie ukoronował goszczącego go Piasta, ale Chrobry bynajmniej
nie zrezygnował z ambicji, nawet kiedy wdał się w konflikt zbrojny z następcą Ottona III, Henrykiem II Świętym. Wojnę zakończyło zawarcie
wspomnianego pokoju w Budziszynie w 1018 roku. Zanim doszło do wojny, w 1013 roku zawarto porozumienie w Merseburgu, którego gwarantem był ślub
syna Chrobrego, Mieszka, z Rychezą Lotaryńską, siostrzenicą zmarłego
Ottona, a także krewną jego następcy. Spory udział w sfinalizowaniu
owych małżeńskich negocjacji miała niezastąpiona Emnilda, matka Mieszka,
która osobiście jeździła w tej sprawie do Niemiec. Następca Ottona III
na cesarskim tronie nie podzielał bowiem sympatii poprzednika do
Chrobrego...
Rycheza, zapamiętana jako pierwsza królowa Polski, była owocem
małżeństwa siostry cesarza Matyldy i palatyna3 reńskiego
Erenfrieda Ezzona. Związek tych dwojga był zupełnym ewenementem w czasach, kiedy o małżeństwie decydowała wyłącznie racja stanu, jak
również interesy rodowe, gdyż Ezzon i Matylda pobrali się z miłości. Co
więcej, cesarska siostra, kobieta o nietuzinkowej osobowości, wykazała
się niemałą odwagą, idąc za głosem serca i wbrew woli swego cesarskiego
brata poślubiając palatyna reńskiego, a więc człowieka plasującego się
znacznie niżej na szczeblach drabiny feudalnej niż ona. Najwidoczniej
Otton III darzył Matyldę braterską miłością, a może zwyczajnie nie miał
siły, by przeciwstawić się tak wielkiej indywidualności, gdyż zachował
się zupełnie nieszablonowo jak na władcę, którego krewna popełniła
mezalians. Nie tylko nie okazał siostrze niełaski, ale przełknąwszy
gorzką pigułkę, obdarzył jej męża ogromnymi włościami, przyczyniając się
tym samym do wzrostu pozycji Ezzona. Z czasem szwagier Ottona stał się
bardzo ważną postacią w cesarstwie.
Ezzon i Matylda doczekali się trzech synów i siedmiu córek, w tym
Rychezy. Aż sześć córek, z wyjątkiem naszej bohaterki, zapewne z woli
rodziców przybrało habity i wszystko wskazuje na to, że całkiem dobrze
radziły sobie za klasztorną furtą, ponieważ wszystkie piastowały funkcje
przełożonych. Trudno dzisiaj ustalić, dlaczego to właśnie Rycheza jako
jedyna z córek Ezzona i Matyldy nie została przeznaczona do zakonnego
życia. Z reguły do klasztoru trafiały najmłodsze córki, dla których nie
starczyło środków na wiano, chociaż przyszłe zakonnice także musiały być
wyposażone w sowity posag i stosowną wyprawę. Jeżeli z wyroków losu
któraś z córek była w jakimś stopniu upośledzona, co uniemożliwiało jej
zamążpójście, również trafiała za klasztorną furtę. Tymczasem mniszkami
zostały jedna starsza i pięć młodszych sióstr Rychezy, która urodziła
się jako czwarte dziecko Matyldy i Ezzona. Być może była najładniejsza
ze wszystkich dziewcząt, ale niewykluczone, że o jej losie zadecydował
wuj, cesarz Otton III, który sam wychowany przez matkę i babkę, dwie
niezależne, inteligentne i ambitne kobiety, właśnie takie cechy cenił u płci pięknej. A jego siostrzenicy inteligencji, niezależności i ambicji
odmówić nie było można. Rycheza odebrała równie staranne wykształcenie,
jak jej siostry, wiemy z pewnością, że posiadła sztukę czytania i pisania, znała też kilka języków, między innymi łacinę. Niestety, nigdy
nie nauczyła się języka polskiego, mowy swego małżonka, co nie zjednało
jej sympatii w Polsce.
Daty przyjścia na świat Rychezy nie jesteśmy w stanie ustalić, ale
przyjmuje się, że urodziła się około 993 roku. Co prawda, historyk
Palatynatu Tolner twierdził, że w 1000 roku, kiedy odbywał się zjazd
gnieźnieński, Rycheza miała dwanaście lat, ale nie mamy podstaw, by w tej kwestii ufać kronikarzowi żyjącemu sześć wieków później. Córka
Matyldy młodość zapewne przeżyła w klasztorze, w którym podobnie jak
inne dobrze urodzone średniowieczne panny pobierała nauki. Ponieważ jej
ciotka Adelajda, siostra jej matki i Ottona III, była przełożoną
klasztoru w Kwedlinburgu, historycy podejrzewają, że rodzice Rychezy
umieścili ją właśnie tam, powierzając opiece troskliwej krewnej.
Wytworny syn barbarzyńskiego władcy
Nie wiadomo, jak Rycheza zapatrywała się na plany wydania jej za syna
Bolesława, możemy jednak podejrzewać, że nie była tą perspektywą
zachwycona. Przyszły teść nie cieszył się bowiem w jej kraju zbyt dobrą
opinią, a wuj Rychezy, Otton III, w zachwytach nad jego osobą był
odosobniony. Księcia władającego państwem, które niedawno dołączyło do
europejskiego grona krajów chrześcijańskich, uważano w Niemczech za
barbarzyńcę, człowieka krwiożerczego, nieustępliwego i chciwego. Żyjący
w czasach Chrobrego niemiecki kronikarz Thietmar opisywał go przecież
jako władcę, który "z lisią chytrością" połączył schedę po Mieszku,
zgodnie z wolą ojca podzieloną między synów wywodzących się z dwóch jego
małżeństw, w jeden organizm państwowy. Następnie, "wypędziwszy macochę i braci oraz oślepiwszy swoich zaufanych Odylena i Przybywoja. Onże
Bolesław, aby tylko samemu panować, podeptał wszelkie prawo i sprawiedliwość"4.
Faktem jest, że przyjmując dzisiejsze kryteria, Chrobry był władcą
okrutnym, żeby nie powiedzieć: tyranem, niestroniącym od przemocy i gwałtów, mającym na swoim koncie wiele grzechów, z gwałtem na
Przedsławie i oślepieniem krewnego, bratanka matki, Bolesława Rudego, na
czele. Także jego metody krzewienia chrześcijaństwa wśród poddanych
budzą dzisiaj prawdziwą grozę, ale teść Rychezy nie był wyjątkiem wśród
europejskich władców. Wielu z nich miało na sumieniu równie krwawe
zbrodnie, nawet jeżeli później Kościół, doceniając ich zasługi w szczytnym dziele nawracania pogan na wiarę chrześcijańską, wyniósł ich
na ołtarze. Trzeba jednak przyznać, że Chrobry, nie bez udziału Emnildy,
dołożył wszelkich starań, aby wychować swojego syna na władcę
europejskiego, co mu się zresztą udało.
Mieszko posiadł niełatwą sztukę czytania, czego nie zdołał nigdy
osiągnąć jego ojciec, nie wspominając o dziadku, po którym odziedziczył
imię. Pisać zapewne nie umiał, ale pamiętajmy, że w owych czasach na
dziesięć osób potrafiących czytać tylko jedna umiała samodzielnie
stawiać litery, a przy tym pisanie było uznawane nie tyle za umiejętność
przydatną, ile za rzemiosło. A żaden szanujący się władca średniowieczny
nie parał się przecież rzemiosłem, bo było to zajęcie niegodne. Śmiało
za to możemy uznać Mieszka za poliglotę, gdyż wiemy, że władał kilkoma
językami, oprócz polskiego i zapewne niemieckiego posługiwał się także
łaciną i greką. Wprawdzie znajomość greki nie była ówczesnym ludziom do
niczego potrzebna, ale posługiwanie się językiem Homera każdemu
przydawało prestiżu. Tak się bowiem złożyło, że za sprawą Teofano, matki
Ottona III, z pochodzenia księżniczki bizantyjskiej, która po śmierci
swojego męża, cesarza Ottona II, przez ponad dziesięć lat sprawowała
regencję w imieniu swego małoletniego syna, w całej zachodniej Europie
zapanowała moda na grekę. Umocnił ją jeszcze Otton III, biegle
posługujący się tym językiem, jak również zakładane za regencji jego
matki wpływowe klasztory promujące kulturę Bizancjum, które
funkcjonowały między innymi w Reichenau, Kolonii, Leodium, Dijon, Gone i Toul. Dla Mieszka nauka greki nie była fanaberią, ale koniecznością -
młody książę, syn władcy państwa, które dopiero niedawno przyłączyło się
do chrześcijańskiej Europy, udowadniał w ten sposób, że Piastowie nie są
barbarzyńcami, lecz pełnoprawnymi członkami europejskiej elity. Nieobce
mu były także meandry wielkiej polityki, pierwsze szlify w dyplomacji
zdobywał jako poseł wysyłany przez ojca za granicę, a Chrobry zadbał
też, aby ukochany syn zapoznał się również z rzemiosłem wojskowym i trudną sztuką dowodzenia armią.
Nie wiemy, jak wyglądał przyszły mąż Rychezy, ale można domniemywać, że
Mieszko Lambert odziedziczył po ojcu sylwetkę, był więc wysoki i barczysty, ale w przeciwieństwie do Chrobrego, który w drugiej połowie
życia miał taką nadwagę, że musiano mu pomagać przy wsiadaniu na konia,
był szczupły. Zapewne wyglądał tak, jak sportretowano go na miniaturze
zamieszczonej w Kodeksie Matyldy, przysłanym mu przez księżnę Matyldę
Szwabską, żonę Henryka II z Lotaryngii. Wspomniana miniatura jest
najstarszym wizerunkiem polskiego władcy i choć karta z portretem
Mieszka zaginęła, to zachowała się jej dokładna kopia. Piast
przedstawiony jest tu jako szczupły mężczyzna o dość przyjemnej twarzy,
uwagę zwraca starannie przystrzyżona bródka. Co ciekawe, zdaniem badaczy
to właśnie owa bródka wskazuje, że jest to rzeczywiście portret
Bolesławowica. W czasach gdy rozgrywały się opisywane tu wydarzenia,
Niemcy starannie golili twarze, natomiast brody, mniej lub bardziej
przystrzyżone, były charakterystyczną cechą ówczesnych Słowian. Na
podstawie powyższych przesłanek można sądzić, że Mieszko Lambert
prezentował się bardzo dobrze, zapewne przewyższając pod tym względem
niejednego młodzieńca na cesarskim dworze. Rycheza musiała być
zadowolona z dokonanego za nią wyboru kandydata na męża.
A jak wyglądała narzeczona Piasta? Nie zachował się żaden portret
pierwszej królowej Polski poza schematycznym wizerunkiem na jej
pieczęci. Jednak na podstawie oględzin jej szkieletu dokonanych przez
niemieckich uczonych w 1959 roku można stwierdzić, że była niewysoka i drobnej budowy. W trakcie tych oględzin stwierdzono, że musiała być
zapaloną amazonką, gdyż odkryto ślad po złamaniu obojczyka, co było
bardzo częstą kontuzją podczas jazdy konnej. A w owych czasach jazda
konna nie była popularna wśród kobiet, które wolały podróżować w wygodnych karocach, w pozycji półleżącej wsparte na miękkich jedwabnych
poduszkach. Jednak pełna energii Rycheza najwidoczniej lubiła galopować
na koniu.
Jak już wspomniano, Mieszko Lambert nie był pierworodnym synem
Bolesława. Najstarszym męskim potomkiem był Bezprym, owoc drugiego
małżeństwa Bolesława z nieznaną z imienia węgierską księżniczką. Być
może była nią Karolda, córka księcia Siedmiogrodu Gyuli, lub, co jest
znacznie mniej prawdopodobne, Judyta Gejzówna, córka władcy węgierskiego
z dynastii Arpadów. Księżniczka owa nie zaznała szczęścia u boku
polskiego księcia, skoro ten z nieznanych przyczyn odprawił ją zaledwie
po roku wspólnego pożycia i to mimo że obdarzyła go synem, który
oczywiście wychowywał się na dworze ojca. Zdaniem współczesnych badaczy
przyczyną odprawienia księżniczki był właśnie Bezprym, który... nie był
synem Bolesława! Istnieje hipoteza, wprawdzie dość karkołomna, ale
zarazem intrygująca, jakoby Bezprym był owocem przedmałżeńskiego romansu
przyszłej żony Chrobrego, a ona, wychodząc za mąż za polskiego władcę,
była już w ciąży. Nawet jeżeli tak było i w żyłach urodzonego pomiędzy
986 a 987 rokiem chłopca nie płynęła piastowska krew, a on był
pasierbem, a nie synem Bolesława, to nie przekreślało to jego praw do
schedy po Bolesławie. Bezprym uchodził za biologicznego syna władcy i nikt nie był w stanie udowodnić, że nim nie jest. Nawiasem mówiąc,
odesłanie jego matki niemalże w połogu, na krótko po urodzeniu przez nią
następcy tronu, było bezprecedensowym zdarzeniem na europejskich
dworach, więc może rzeczywiście Bezprym nie był synem Chrobrego, ale
jedynie osobliwym "posagiem" wniesionym przez drugą żonę władcy.
Wszystko wskazuje jednak, że Bolesław liczył się z tym, iż jego
pierworodny przejmie po nim władzę. Nie dość, że nie odesłał go razem z matką na Węgry, to jeszcze trzymał przy sobie aż do dnia, gdy na świecie
pojawił się jego następny syn, Mieszko. Dopiero wówczas, uznawszy, że
jego sukcesja jest zabezpieczona, Chrobry odesłał Bezpryma do odległego
klasztoru Świętego Romualda w pobliżu Rawenny. Pamiętając o wojnie, jaką
stoczył ze swymi przyrodnimi braćmi, wolał zawczasu zapobiec
bratobójczej walce swoich dwóch synów.
A może było jeszcze inaczej? Ostatnio pojawiła się hipoteza, zgodnie z którą Bezprym niejako na własne życzenie stracił prawo do tronu, bo
pierwotnie to właśnie on, a nie Mieszko, miał przejąć schedę po
Bolesławie, on też miał poślubić cesarską siostrzenicę. Tymczasem
młodzieniec, mający w dniu zjazdu gnieźnieńskiego zaledwie trzynaście
lub czternaście lat, uległ fascynacji dwudziestoletnim cesarzem, który
zaraził go swoją skłonnością do mistycyzmu. Jest bardzo prawdopodobne,
że i Otton obdarzył Bezpryma sympatią i poprosił Chrobrego, aby jego
najstarszy syn towarzyszył mu w drodze do Rzymu, na co polski książę
niechętnie udzielił zgody. W Italii Bezprym zetknął się z cieszącym się
wówczas wielkim poważaniem Romualdem z Camaldoli, krzewiącym ideały
pustelniczego życia, którego w 1481 roku Kościół wyniósł na ołtarze. I to właśnie on namówił księcia do rezygnacji z dóbr doczesnych i obrania
życia zakonnego. Z perspektywy współczesnego człowieka takie
postępowanie wydaje się niedorzeczne. Bezprym miał bowiem dobrowolnie
dać się zamknąć w klasztorze, którego klauzura nakazywała bezwzględne
milczenie i ustawiczne posty, a tymczasem w domu czekało na niego
dostatnie życie, władza i bogactwo. W dodatku, postępując w ten sposób,
naraził się na gniew ojca, który nie słynął z łagodności. Pamiętajmy
jednak, że Bezprym był wówczas nastolatkiem, był więc w wieku, w którym
człowiek jest wyjątkowo podatny na manipulacje, zwłaszcza ze strony osób
w jego oczach cieszących się autorytetem. A Romuald był autorytetem
nawet dla samego Ottona III. Poza tym był właśnie rok 1000, w którym
zdaniem wielu miał nastąpić koniec świata i w każdym nieszczęściu, które
dotykało ówczesnych ludzi, dopatrywano się znaków rychłego przyjścia
Chrystusa i sądu nad ludzkością. Po co zatem martwić się o władzę i dobra doczesne, skoro świat właśnie się kończy? I co znaczy gniew ojca,
nawet najpotężniejszego ziemskiego księcia, wobec gniewu samego Boga?
Zdaniem profesora Błażeja Śliwińskiego to jednak nie decyzja Bezpryma o pozostaniu w klasztorze przekreśliła jego szansę na przejęcie tronu, ale
późniejsze, znacznie dramatyczniejsze wypadki. Młody książę z czasem
zmienił zdanie i uległ wreszcie woli ojca, a ponieważ nie zdążył jeszcze
złożyć ślubów, mógł wrócić do kraju. Wprawdzie namyślał się dość długo,
bo w drogę powrotną wyruszył dopiero w 1004 roku, ale ostatecznie
postąpił po myśli Chrobrego. Wracając, przejeżdżał przez Czechy, gdzie
jak twierdzi profesor Śliwiński, spotkała go tragiczna w skutkach
przygoda, która ostatecznie wykluczyła Bezpryma z walki o tron. W owym
czasie Czechami władał Przemyślida, książę Jaromir, mający na pieńku z Chrobrym. W nieznanych okolicznościach czeski władca pojmał Bezpryma i kazał go wykastrować. W ten sposób Jaromir miał się odpłacić Chrobremu
za to, że niegdyś tak samo postąpił wobec niego jego własny starszy syn,
Bolesław Rudy, będący wiernym sojusznikiem Chrobrego. Tylko że w tym
wypadku zemsta nie miała sensu, niegdysiejszy prześladowca Jaromira
został bowiem przez polskiego władcę, swego niegdysiejszego
sprzymierzeńca, w 1003 roku oślepiony i pozbawiony tronu, by resztę
swojego marnego żywota spędzić w Krakowie. Można więc uznać, że
sprawiedliwość dokonała się sama i szukanie zemsty na niewinnym
Bezprymie było bezsensowne. Jeżeli jednak Jaromir rzeczywiście kazał
wykastrować polskiego następcę tronu, to nieszczęsny Bolesławowic jako
trzebieniec nie miał szans na schedę po ojcu i prawo dziedziczenia
automatycznie przeszło na drugiego pod względem starszeństwa Mieszka.
W tym miejscu należy dodać, iż kastracja była dość skutecznym sposobem
na usunięcie politycznych konkurentów. W średniowieczu pozbawienie
władcy męskości było równoznaczne z jego śmiercią cywilną. Monarcha
oślepiony, pozbawiony języka lub innych członków pozostawał w oczach
poddanych nadal osobą godną szacunku, ale władca wykastrowany tracił
wszelką szansę na władanie. Nie możemy wykluczyć, że sprawy nie
przybrały aż tak dramatycznego biegu i za pozbawieniem Bezpryma praw do
tronu stała Emnilda, ukochana żona Chrobrego, która swoimi intrygami
sprawiła, że najstarszy syn jej męża został przeznaczony do stanu
duchownego.
Tak czy inaczej, kiedy Rycheza została żoną Mieszka Lamberta, jej mąż
był następcą tronu i dumna cesarska krewna mogła z optymizmem patrzeć w przyszłość. Małżonek, a w perspektywie czasu także jej syn, którego
spodziewała się doczekać z Mieszkiem, miał być władcą potężnego państwa.
Wszystko wskazywało też, że ich małżeństwo będzie udanym związkiem,
skoro pasowali do siebie niczym dłoń do rękawiczki. Oboje byli bowiem
młodzi, zapewne urodziwi, inteligentni, wykształceni, jak również
lubowali się w księgach i uczonych dysputach. Niestety, los szykował
Rychezie bardzo niemiłą niespodziankę.
Rycheza, Mieszko i "ta trzecia"
Ze względu na to, że niemieckie źródła nie wspominają o ceremonii
zaślubin Rychezy z polskim księciem, historycy przypuszczają, iż ślub
pary odbył się w Polsce. Niewątpliwie Chrobrego rozpierała duma i miał
ku temu uzasadnione powody: dzięki małżeństwu jego syna i siostrzenicy
Ottona III Piastowie wchodzili do kręgu najważniejszych dynastii
ówczesnej Europy. W żyłach Rychezy płynęła bowiem nie tylko krew
panujących wówczas Ludolfingów, ale i samego Karola Wielkiego, o cesarzach bizantyjskich nie wspominając. Za jej sprawą wnuki Chrobrego
dziedziczyłyby zatem tradycję Cesarstwa Rzymskiego, zarówno zachodniego,
jak i wschodniego.
Rycheza do kraju swojego małżonka przywiozła nie tylko cenne przedmioty
codziennego użytku, ale także spisany na tablicy paschalnej5
tak zwany Rocznik Rychezy, stanowiący kontynuację Rocznika
kolońskiego. Po jej przyjeździe prowadzono go nadal, najpierw w Gnieźnie, a potem w Krakowie, dokumentując dzieje rodu Piastów. Zdaniem
wielu współczesnych historyków to właśnie z tego dokumentu, oprócz
legend i opowieści zachowanych w formie ustnej, korzystał Gall Anonim,
jak również autorzy Rocznika świętokrzyskiego dawnego oraz Rocznika
kapituły krakowskiej. Niestety, przywieziony przez Rychezę oryginał nie
zachował się do naszych czasów. Co ciekawe, to właśnie żonie Mieszka II
zawdzięczamy również znaną wszystkim polskim dzieciom legendę o Popielu
zjedzonym przez myszy. Ta sama legenda od dawna była znana w ojczyźnie
Rychezy, aczkolwiek jej bohaterem nie był Popiel, ale zupełnie ktoś
inny. Jak to zwykle bywa z tego typu historiami, z czasem w nieco
zmodyfikowanej wersji przyjęła się w naszej rodzimej tradycji jako
przypowieść o karze, jaka słusznie spotkała niegodziwego władcę.
Niemiecka księżniczka zapoczątkowała w naszym kraju także kult Świętego
Mikołaja.
Po przyjeździe do Polski cesarska krewna, przyzwyczajona do standardów
obowiązujących na zachodnich dworach, musiała przeżyć rozczarowanie.
Wprawdzie jej mąż wykształceniem i manierami nie odbiegał od
zachodnioeuropejskich książąt, ale dwór, na którym przyszło jej żyć, nie
przypominał tego, do czego była przyzwyczajona. Dla pobożnej, wychowanej
w klasztorze Rychezy szokiem musiała być też świadomość, że w kraju jej
męża wciąż dominuje pogaństwo i większość poddanych Chrobrego wrogo
odnosi się do kościołów budowanych w miejscach kultu dawnych bóstw.
Zapewne na niechęć do chrześcijaństwa miał wpływ sposób, w jaki Bolesław
starał się utrwalić tę wiarę u swoich poddanych. Efekty jego okrutnych
poczynań były chyba dość mizerne, skoro Rycheza szybko zorientowała się,
że nową wiarę wyznawał tylko dwór i stosunkowo niewielka grupa możnych.
Przynajmniej oficjalnie ją wyznawali, nie można bowiem wykluczyć, że
wielu z nich potajemnie wciąż oddawało cześć pogańskim bóstwom. Z całą
pewnością natomiast niższe warstwy społeczeństwa były wierne wierzeniom
przodków, czego dowodem były pogańskie rewolty, raz po raz wybuchające w różnych częściach rozległego państwa Chrobrego, a najpoważniejszy bunt
zwolenników przywrócenia kultu bogów przodków wybuchł pod koniec
panowania władcy, kiedy ten planował swoją koronację. Bez wątpienia taki
stan rzeczy bolał Rychezę, która postanowiła wzbogacić swoją nową
ojczyznę o kilka kościołów i klasztorów.
Chyba największego rozczarowania przysporzyło młodej władczyni odkrycie,
że jej poślubiony przed Bogiem i ludźmi mąż kocha inną kobietę. Co
gorsza, owa kobieta była... jego żoną, tak przynajmniej uważa część
historyków. Wbrew pozorom, Mieszko nie był bigamistą, a przynajmniej nie
w rozumieniu prawa obowiązującego wówczas w państwie Chrobrego. Jego
pierwszy związek nie był bowiem sakramentalnym małżeństwem
pobłogosławionym przez kapłana, ale małżeństwem zawartym według obyczaju
słowiańskiego. Książę nie był w tej kwestii wyjątkiem: słowiańskie śluby
były powszechnie praktykowane w ówczesnej Polsce, zwłaszcza że polski
Kościół nie dysponował ani odpowiednią liczbą świątyń, ani duchownych
mogących udzielać wszystkim chętnym ślubów. Z tego względu istniało
przyzwolenie na takie de facto pogańskie śluby. Wyjątkiem byli władcy,
którzy jako pomazańcy Boży musieli zawierać małżeństwa przed ołtarzem.
Jeżeli Mieszko Lambert rzeczywiście wziął ślub w obrządku słowiańskim,
potwierdzałoby to teorię, że to nie on, ale Bezprym pierwotnie miał być
następcą Chrobrego. Kiedy jednak utracił to prawo, z przyczyn opisanych
wcześniej, Chrobry stanowczo zażądał od Mieszka, by ten odprawił
ukochaną i pojął za żonę krewną cesarza. Młody książę, który zapewne
szczerze kochał słowiańską małżonkę, postąpił zgodnie z wolą ojca, ale
ku zdziwieniu Bolesława, choć zgodził się pojąć za żonę Rychezę, to
jednak stanowczo odmówił odprawienia słowiańskiej żony. Był to pierwszy
przypadek w jego życiu, kiedy poważył się przeciwstawić woli potężnego
ojca. A Bolesław ostatecznie ustąpił, najwyraźniej uznając, że syn
będzie dzielił łoże zarówno z poślubioną przed Bogiem małżonką, jak i kochaną "słowiańską żoną". Zdanie synowej w tej kwestii zupełnie go nie
obchodziło, zresztą on sam, dopóki w jego życiu nie pojawiła się
Emnilda, traktował kobiety dość instrumentalnie. Rycheza jednak była
dumną cesarską krewną, nieodrodną wnuczką Teofano, i nie mogła ścierpieć
innej kobiety u boku małżonka, zwłaszcza że Mieszko doczekał się z tą
kobietą syna, któremu nawet miał czelność dać imię Bolesław, po swoim
ojcu. A przecież zgodnie z tradycją powinien je nosić syn Rychezy jako
prawowity następca tronu.
Nie wiemy, jak nazywała się ukochana Bolesławowica, być może miała na
imię Dobrawa lub Dąbrówka. Co więcej, nie mamy pewności, czy...
rzeczywiście istniała, gdyż historia o pierwszej słowiańskiej małżonce
Mieszka Lamberta jest wyłącznie hipotezą. I wbrew utyskiwaniom
przeciwników tezy o jej istnieniu jest to hipoteza dość prawdopodobna.
Jak wspomniano, po ślubie książęca konkubina nadal mieszkała na dworze,
ale Mieszko, zapewne nie chcąc drażnić żony, dokonał zmyślnego manewru,
wydając swoją ukochaną za mąż za pewnego dworzanina imieniem Embrich,
który do Polski przybył razem z Rychezą. Oczywiście wcześniej zjednał
dworzanina bogatymi darami.
Rycheza po ślubie z Mieszkiem zamieszkała z nim na Wawelu, Chrobry
bowiem wydzielił swojemu synowi osobną dzielnicę i wszystko wskazuje na
to, że była to właśnie ziemia krakowska. Wraz z małżonkami na Wawel
udała się także Dobrawa z mężem. Nie wiemy, czy ta mistyfikacja z przemyceniem kochanki do Krakowa udała się Mieszkowi, choć możliwe, że
Rycheza początkowo żyła w nieświadomości, zwłaszcza że małżonek,
posłuszny woli srogiego ojca, wiele czasu spędzał z nią w łożnicy,
starając się o męskiego potomka, choć początkowo bez rezultatu, co
zapewne martwiło księżną. W owych czasach winą za brak potomstwa
obarczano bowiem wyłącznie kobiety. W 1014 roku Rychezie przybył kolejny
powód do zmartwień: z woli Chrobrego Mieszko wyjechał do sąsiednich
Czech, by pozyskać przychylność władcy tego państwa, księcia Udalryka,
dla sojuszu przeciwko cesarstwu. Niespodziewanie Mieszko został
podstępnie pojmany i uwięziony. Na czekającą na niego w wawelskim zamku
Rychezę padł strach, mąż mógł bowiem zginąć, być oślepiony albo, co
jeszcze gorsze, wykastrowany. Perspektywa życia z kastratem, bez nadziei
na potomstwo, z pewnością martwiła Rychezę. Jej przeczucia na szczęście
się nie sprawdziły - książę wrócił zdrów i cały, zachowując wzrok oraz
męskość, w czym niemałą rolę odegrał Henryk II, spokrewniony z Rychezą.
W lipcu 1016 roku Rycheza i Mieszko doczekali się pierwszego dziecka,
syna, któremu nadano niespotykane wcześniej w piastowskiej dynastii
typowo słowiańskie imię Kazimierz. Trudno wyobrazić sobie, by właśnie
takie imię wybrała dla pierworodnego potomkini cesarzy, zwłaszcza że
chłopiec otrzymał na drugie znacznie godniejsze imię - Karol. Zapewne
była to decyzja męża, który być może nie ucieszył się z przyjścia na
świat męskiego potomka, miał już bowiem syna Bolesława, który był
znacznie bliższy jego sercu. To jego w przyszłości chciał uczynić swoim
następcą. Póki żył ojciec, miał związane ręce, ale postanowił powziąć
konkretne kroki, kiedy tylko Chrobry umrze. Zdaniem wielu badaczy
dowodem dynastycznych planów Mieszka miało być właśnie imię nadane
synowi Rychezy - Kazimierz, oznacza bowiem człowieka szanującego
rozkazy. Książę wyraźnie dawał do zrozumienia, że syn jego i Rychezy
miałby być powolny rozkazom ojca. Historycy, odrzucający hipotezę o istnieniu Dobrawy, a tym bardziej syna będącego owocem jej związku z piastowskim księciem, podają inne znaczenie imienia nadanego na chrzcie
pierworodnemu Rychezy. Ich zdaniem Kazimierz oznacza człowieka, który
"kazi mir", a więc mąci pokój, a nadano je chłopcu na cześć wielkiego
dziada po mieczu. Właśnie w ten sposób zaklinano rzeczywistość, mając
nadzieję, że malec, kiedy osiągnie wiek męski, pójdzie w ślady
Chrobrego, prowadząc zwycięskie boje i przysparzając Polsce nowych ziem
i chwały. Tylko dlaczego, chcąc uhonorować dziada, nie dano wnukowi na
imię Bolesław? A może na dworze rósł już inny chłopiec o tym imieniu,
będący owocem związku Mieszka z jego kochanką, a raczej słowiańską żoną?
Oprócz Kazimierza Rycheza i Mieszko doczekali się jeszcze dwóch córek,
ale znamy tylko imię młodszej z nich, późniejszej żony księcia
kijowskiego Izjasława I - Gertrudy. Trzeba przyznać, że w kwestii
potomstwa Mieszko i jego małżonka mieli dość skromny dorobek,
przynajmniej w porównaniu z rodzicami Rychezy, którzy doczekali się co
najmniej dziesięciorga dzieci. Zdaniem wielu historyków świadczy to o dość chłodnych relacjach łączących tę parę, bo przecież dbałość o ciągłość dynastii była nadrzędnym obowiązkiem każdego władcy, zwłaszcza
jeśli weźmie się pod uwagę wysoką śmiertelność wśród dzieci w owych
czasach. Najwidoczniej Mieszko odwiedzał łoże żony tylko z obowiązku,
starając się obcować z nią jak najrzadziej.
Rycheza miała ambicje polityczne i nie była tylko małżonką następcy
tronu. Istnieją dowody, że realizowała się jako władczyni w dzielnicy
podarowanej mężowi przez Chrobrego, doprowadzając Kraków do rozkwitu.
Zdaniem Romana Michałowskiego księżnej marzyło się przeistoczenie grodu
w ośrodek dorównujący Akwizgranowi, który był jednym z najważniejszych
miast wczesnośredniowiecznego Zachodu. Wskazuje na to wręcz uderzające
podobieństwo między Krakowem z czasów Mieszka II i Rychezy a ówczesnym
Akwizgranem. Za sprawą księżnej na Wawelu powstały kościoły pod
wezwaniem świętego Gereona oraz świętych Feliksa i Adaukta, których kult
wcześniej na ziemiach polskich był praktycznie nieznany. Jak na wnuczkę
Teofano przystało, Rycheza zaangażowała się w politykę, wspomagając
swego teścia w jego staraniach o koronę. Nie ma wprawdzie na to dowodów,
ale można przypuszczać, że to właśnie synowa Chrobrego prowadziła
niełatwe rokowania w tej kwestii, przy czym negocjowała zapewne nie tyle
z samym Konradem II Salickim, który zastąpił niechętnego Chrobremu
Henryka II, ile z jego żoną Gizelą. Tak się bowiem złożyło, że małżonka
Konrada II znacznie przewyższała męża pod względem intelektualnym i Rycheza mogła łatwiej znaleźć wspólny język z nią niż z Konradem. W efekcie starań Rychezy niemiecki władca wprawdzie nie dał oficjalnej
zgody na koronację Piasta, ale się jej głośno nie sprzeciwił, a to już
bardzo ułatwiało podjęcie dalszych kroków. Należało się spieszyć, bo
wprawdzie Chrobry nie był sędziwym starcem, miał niespełna sześćdziesiąt
lat, ale bardzo niedomagał. Na szczęście wszystko udało się załatwić na
czas i najprawdopodobniej w Wielkanoc 1025 roku polski władca spełnił
marzenie swojego życia, nakładając na swe skronie królewską koronę. Nie
cieszył się długo królewskim tytułem, gdyż 17 czerwca tego samego roku
zmarł.
Nie mamy pewności, kiedy jego następca został królem: według niektórych
Mieszko i Rycheza zostali koronowani tego samego dnia co Bolesław,
zdaniem innych doszło do tego już po zgonie Chrobrego. W każdym razie
wkrótce po śmierci ojca Mieszko wraz żoną przenieśli się do Gniezna.
Rycheza została królową i nie zamierzała być tylko bierną żoną, ale
zabrała się do polityki, co nie znalazło uznania w oczach małżonka. A przecież Mieszko dorastał w domu, w którym pierwsze skrzypce grała jego
matka. Nie stroniła wprawdzie od polityki, ale w przeciwieństwie do
wielu aktywnych kobiet swoich czasów Emnilda nigdy otwarcie nie wtrącała
się w sprawy państwa, będąc raczej przysłowiową szyją kręcącą głową,
czyli mężem. Poza tym Mieszko wystarczająco długo był powolny rozkazom
ojca, by teraz słuchać kogokolwiek, a zwłaszcza własnej żony. Uwolniony
od obecności Chrobrego mógł wreszcie być samodzielnym władcą, jednak w dążeniach do niezależności nie dostrzegał, że Rycheza mogłaby mu
skutecznie pomóc. A przecież już na początku swego panowania musiał
borykać się z braćmi, mającymi spory apetyt na schedę po ojcu. Jego żona
mogła też dostrzegać rysy na tej potężnej budowli o niestabilnych
fundamentach, jaką niewątpliwie była Polska pozostawiona Mieszkowi w spadku przez Chrobrego. Ale i ona nie umiała postępować z mężem ani
schować dumy i ambicji do kieszeni. Wypada zgodzić się z Kamilem
Janickim piszącym, że małżeństwo Mieszka i Rychezy "było jak wielki
kocioł. Pływały w nim urażona duma, chorobliwa nieufność i zraniona
ambicja. Wśród gęstego, ohydnego płynu wirowały wzajemne pretensje i niespełnione oczekiwania"6. W tym stadle zabrakło też
spoiwa, jakim jest miłość. Rycheza była w stanie wiele przełknąć, ale
kiedy mąż zaczął afiszować się z kochanką, urażona duma księżnej kazała
jej spakować manatki i wynieść się do Krakowa, w którym zresztą czuła
się znacznie lepiej niż w Gnieźnie.
Gall Anonim, Kronika polska, http://www.sp86krakow.pl/dokumenty/gall.pdf [wróć]
Margraf (inaczej: margrabia) - zwierzchnik marchii w średniowieczu. [wróć]
Palatyn, inaczej komes pałacowy (łac. comes palatinus) - zarządca dworu królewskiego, zastępujący władcę przy wydawaniu sądów. Tytuł ten nosili początkowo najwyżsi sądowi przedstawiciele niemieckich królów, później stał się tytułem niemieckich książąt feudalnych. [wróć]
Kronika Thietmara, przekł. M.Z. Jedlicki, Kraków 2012, s. 84. [wróć]
Tablica paschalna - zestawienie świąt wielkanocnych, będące podstawą do obliczania terminów kościelnych świąt ruchomych w kolejnych latach. [wróć]
K. Janicki, Damy ze skazą. Kobiety, które dały Polsce koronę, Kraków 2016, s. 237. [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki