Justyna Sprutta SkrzatŻeglarz
Prolog
Mam na imię Piccolo. Mieszkam niedaleko Lublina, nieopodal lasu, w domu wśród wzgórz. Uwielbiam przyglądać się książkom i je czytać. Zresztą jestem skrzatem namalowanym na zakładce do książek. Czasem wraz z moją właścicielką Tosią wędruję latem do ogrodu, w którym czyta ona książki, leżąc w swoim hamaku, a zimą odpoczywam na jednej z jej półek z książkami, w cieple ognia buchającego z kominka. Znam prawie wszystkie książki Tosi.
Pewnego razu Tosia włożyła zakładkę ze mną do książki o podróżach po dalekich morzach i oceanach, o wielkich, dostojnych żaglowcach i brodatym żeglarzu, który samotnie przemierzał niebezpieczne wody...
- Ależ to musi być bardzo ciekawe! - krzyknąłem. Chciałem przeczytać tę książkę, a musicie wiedzieć, że skrzaty już od maleńkości potrafią czytać. Musiałem jednak poczekać, aż Tosia położy się spać i zaśnie.
- Tosiu, umyłaś ząbki i uszy? - rozległ się w pokoju Tosi głos jej mamy.
Dziewczynka uniosła się na swoim łóżku:
- Tak, mamo - odpowiedziała.
- Więc możesz troszkę poczytać, ale niezbyt długo, ponieważ jutro rano jedziemy na zakupy do Lublina - powiedziała mama Tosi i cichutko zamknęła za sobą drzwi.
Tosia czytała inną książkę. Książka o podróżach leżała na stoliku, a zakładka ze mną w jej pobliżu. Kiedy Tosia zgasiła światło, postanowiłem poczytać książkę. Bardzo, bardzo fascynowały mnie podróże. Nie wiedziałem jeszcze, że zaczyna się moja wielka, życiowa przygoda...
Rozdział 1
Skrzat zsunął się szybko z zakładki. Zrzucił książkę ze stolika na ziemię i już miał pociągnąć ją ku drzwiom, gdy nagle usłyszał w ciemnościach piskliwy głos:
- Nieładnie, proszę pana. Nie zrzuca się książki na podłogę.
Wystraszony, rozejrzał się wokół.
- Kto tutaj jest? - zapytał szeptem.
Wtedy zobaczył przy drzwiach kocura. To był Mruczek, kot Tosi. Ale co on robi w pokoju? - zapytał siebie Piccolo.
Poruszając się łagodnie, kot podszedł do Piccola, a następnie przeciągnąwszy się, ziewnął, potrząsnął głową i usiadł tuż przed stojącym skrzatem.
- Chciałem tylko poczytać tę książkę... nie miałem sił, by zabrać ją ze stolika - tłumaczył się Piccolo.
Kot z niezadowoleniem pokręcił głową:
- Gdybyś mnie poprosił, chętnie pomógłbym tobie... - powiedział.
Piccolo westchnął ciężko:
- Wiem - odrzekł ze smutkiem - ale nie wiedziałem, że tutaj jesteś.
Mruczek, zrezygnowany, machnął łapą.
- Jak mam wyjść z pokoju? - zapytał kota skrzat, widząc zamknięte drzwi.
- Okno jest otwarte - zauważył kot - Ja często przechodzę przez okno.
- A czy możesz mi pomóc dostać się na parapet? - spytał skrzat.
Kot popatrzył na niego, wpierw z politowaniem, a potem ze zrozumieniem:
- Wsiądziesz na mój grzbiet, chociaż bardzo tego nie lubię, a książkę wezmę w zęby - zaproponował.
Piccolo skinął głową na znak, że się zgadza. Kiedy kot przypadł do ziemi, skrzat wspiął się na jego grzbiet.
- Ojej, jak wysoko! - krzyknął.
- Cicho, sza! - miauknął kot - bo obudzisz Tosię.
Potem wziął książkę w zęby i jednym susem znalazł się na parapecie, ze skrzatem na grzbiecie. Okno było uchylone, a z zewnątrz przedostawał się do domu zapach letnich kwiatów.
- Pomagam ci - rzekł kot - lecz książkę pozostawisz na progu domu Tosi. Nie powinieneś jej brać bez pozwolenia...
- Wiem i za to bardzo przepraszam - powiedział skrzat - ale muszę koniecznie ją przeczytać...
Milcząc, kot przecisnął się przez szparę w uchylonym oknie.
- A teraz trzymaj się, bo skaczę w trawę! - zawołał do skrzata. Piccolo złapał się sierści kota i przytulił do jego grzbietu. Po chwili obaj znaleźli się na ziemi.
- Co to za porządki! Proszę uważać! - nagle w trawie rozległ się krzyk.
Mruczek zamarł.
W tym momencie skrzat zeskoczył z kociego grzbietu.
- Weź ode mnie książkę, bo... - zaczął kot. Skrzat usunął mu z pyszczka książkę i spojrzał niepewnie na swojego towarzysza.
- Brak dobrego wychowania! - ponownie rozległ się ten sam głos.
Piccolo rozglądał się, ale nikogo nie dostrzegł. (...)