WSTĘP
Odkrycie tybetańskiej tradycji, której praktyka i doktryna nie różni się
zasadniczo od duchowych nauk czterech dobrze znanych szkół buddyzmu
tybetańskiego, a która jednak nie nazywa się "buddyjską" i nie wywodzi
się od indyjskiego księcia Śakjamuniego, może zaskoczyć zachodniego
czytelnika. Taką tradycją jest bon. Nie można określić jej mianem
"buddyjskiej", jeżeli buddyzm zdefiniujemy jako religię pochodzącą od
Oświeconego Indyjskiego Księcia. Niemniej jednak tradycja bon wywodzi
się od buddy - Szenraba Miłocze - który według nauk bon żył i nauczał w Azji Centralnej 17 000 lat temu!
Pisząc tę książkę, nie chciałem zajmować się historycznymi korzeniami
tradycji bon, jestem jednak przekonany o autentyczności jej duchowych
nauk.
W pracy tej przedstawiam zwłaszcza tradycję dzogczen, o której istnieniu
mieszkańcy Zachodu dowiedzieli się dzięki naukom szkoły ningmapa, Jego
Świątobliwości Dalajlamy i innych tybetańskich nauczycieli
przebywających na stałe i nauczających na Zachodzie. W rzeczywistości
dzogczen sam w sobie stanowi odrębny, kompletny zbiór nauk, ma własny
pogląd, medytacje i praktyki, które pozostają zasadniczo niezmienne,
niezależnie od punktu widzenia, z jakiego się je przedstawia. W tej
książce przekazuję nauki dzogczen w sposób, w jaki rozwinęły się one w tradycji bon, a adresuję ją głównie do obecnych i potencjalnych
praktykujących. Dlatego właśnie większy nacisk położyłem na bezpośrednie
przedstawienie treści nauk, a nie na rys historyczny czy kwestie
techniczne. Starałem się przedstawić główne założenia dzogczen w języku
angielskim, nie posługując się zbyt często terminologią i frazeologią
tradycyjnych tekstów tybetańskich. Oczywiście nie udało mi się ominąć
niektórych terminów, starałem się jednak wyjaśnić je zrozumiałym
językiem.
Przedstawienie nauk dzogczen w tak bezpośredni sposób powinno być
pomocne zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych praktykujących.
Od początkujących bowiem nie wymaga szczegółowej znajomości tradycji i terminologii, z kolei dla osób zaznajomionych z różnymi tekstami i systemami duchowych nauk zwięzłe podsumowanie najistotniejszych
zagadnień dzogczen również może się okazać niezwykle pomocne. Taki
prosty, bezpośredni sposób przekazywania nauk jest w istocie zgodny z duchem dzogczen. Chociaż tradycję tę można oczywiście przedstawiać na
wiele różnych sposobów, jej najistotniejsze kwestie zawsze pozostają
niezmienne.
Do napisania tej książki skłoniły mnie moje doświadczenia w nauczaniu
dzogczen na Zachodzie, zebrane w ciągu ostatnich pięciu lat. Szczególny
nacisk położyłem na te zagadnienia, które w moim przekonaniu są
niezwykle ważne dla współczesnych praktykujących, mam jednak nadzieję,
że dochowałem wierności poglądowi dzogczen. Nauki te nie stanowią bowiem
abstrakcyjnego systemu filozoficznego, który istniałby niezależnie od
praktykujących, chociaż zasady dzogczen zawsze pozostają niezmienne i czyste.
Tekst książki powstał na podstawie moich ustnych nauk, opartych na
Siang Siung Nin Dziu, nie starałem się jednak wiernie zachowywać
struktury swych wykładów.
Powtórzę raz jeszcze: książka powstała głównie z myślą o osobach
zainteresowanych zgłębianiem dzogczen jako duchowej ścieżki. Z trzech
aspektów wszystkich buddyjskich nauk - poglądu, medytacji i działania -
w dzogczen zdecydowanie najważniejszy jest pogląd. Ponieważ więc w książce przedstawiam głównie pogląd, wrażliwy czytelnik otrzyma dużą
część nauk, studiując sam tekst. Trzeba jednak pamiętać o tym, że aby
poczynić postępy na duchowej ścieżce, konieczne jest potwierdzenie i pogłębianie własnego zrozumienia przy wsparciu mistrza dzogczen.
Chciałbym podziękować moim nauczycielom wywodzącym się z tradycji bon i tradycji buddyjskiej, dzięki nim zdobyłem wiedzę, którą zawarłem w niniejszej książce. Dziękuję również mojemu wydawcy, Andrew
Lukianowiczowi, oraz Anne Klein i Charlesowi Steinowi za ich pomoc w przygotowaniu rękopisu, Harveyowi Aronsonowi za przeczytanie go,
Anthony'emu Curtisowi za przygotowanie słownika, Georgowi i Susan
Quasha, wydawcom Station Hill Press, za gościnność i współpracę podczas
przygotowywania tekstu do druku. Dziękuję również Namkhai Norbu Rinpocze
za nieocenioną pomoc, jakiej udzielił mi podczas pobytu na Zachodzie, a szczególnie we Włoszech.
MOI RODZICE I WCZESNE DZIECIŃSTWO
Kiedy w 1959 roku Chińczycy wkroczyli do Tybetu, moi rodzice, którzy
pochodzą z różnych stron tego kraju, przedostali się przez Nepal do
Indii, tam się poznali i wzięli ślub. Mój ojciec Szampa Tentar był
duchownym ningmapy, tzw. dunglu lamą (linii tradycji, która przekazywana
jest w obrębie jednej rodziny z pokolenia na pokolenie). Moja matka
Jeszie Lhamo praktykowała bon i pochodziła z szanowanej rodziny z rejonu
Hor, zamieszkiwanego głównie przez wyznawców bon. Jestem ich jedynym
synem, urodziłem się w Amritsar w północno-zachodnich Indiach. Wczesne
dzieciństwo spędziłem w tybetańskim przedszkolu Treling Kasang w Simla w północnych Indiach. Po jego zamknięciu wszystkie dzieci posłano do
różnych szkół, ja do dziesiątego roku życia uczęszczałem do szkoły
chrześcijańskiej.
Po śmierci ojca moja matka ponownie wyszła za mąż, mój ojczym był lamą
bon. Zdecydowali, że powinienem przerwać naukę w chrześcijańskiej
szkole. Najpierw kształciłem się więc u kagjupów, od których otrzymałem
imię Dzigme Dordże. Potem rodzice wysłali mnie do Dolanji w północnych
Indiach, do tybetańskiej wioski bon. Życie wśród Tybetańczyków było dla
mnie zupełnie nowym doświadczeniem i stało się znaczącym przeżyciem.
ŻYCIE W DOLANJI
Po tygodniu pobytu w Dolanji zostałem mnichem nowicjuszem. Ponieważ mój
ojczym był wpływowym lamą, mogłem pobierać nauki od dwóch osobistych
nauczycieli. Jeden z nich, Lungkhar Gelong, nauczył mnie czytać, pisać
oraz przekazał podstawy wiedzy. Drugi nauczyciel, Gen Singtruk,
przekazał mi "światową wiedzę", dbał również o moje ubranie, gotował dla
mnie itd. Był jednym z najbardziej szanowanych starszych mnichów.
Przez parę lat mieszkałem z nimi w tym samym domu, zacząłem również
studiować rytualne teksty, pisać różnymi alfabetami języka
tybetańskiego, uczyć się modlitw i inwokacji praktyk klasztornych. Mój
nauczyciel Lungkhar Gelong wraz z niewielką grupą innych osób studiował
logikę i filozofię pod kierunkiem gesze Jungdrung Langiela, który miał
tytuł gesze lharampa (najwyższego spośród gesze) zarówno w tradycji bon,
jak i gelugpa. Później, kiedy przygotowywałem się do egzaminów na
stopień gesze, Jungdrung Langiel został moim głównym nauczycielem
filozofii.
Okres spędzony z tymi dwoma mistrzami był jednym z najtrudniejszych w całej mojej edukacji, ponieważ nigdy nie miałem czasu na zabawy z rówieśnikami, cały czas musiałem poświęcić nauce. Byłem wręcz
szczęśliwy, kiedy mogłem gotować czy sprzątać, ponieważ oznaczało to
przerwę w studiowaniu. Kiedy widziałem, jak inni chłopcy uczą się w grupie, moja sytuacja wydawała mi się jeszcze gorsza.
NAUKI SIANG SIUNG NIN DZIU
Kiedyś jeden ze starszych mnichów w Dolanji poprosił mistrza Lopona
Sandzie Tenzina Rinpocze o udzielenie nauk Siang Siung Nin Dziu
wywodzących się z bon dzogczen. Kiedy mistrz się zgodził, mój ojczym
udał się do niego z pytaniem, czy ja również mogę wziąć udział w tych
naukach. Rinpocze wyraził zgodę, nakazując mi rozpoczęcie nyndro
(praktyk wstępnych), phoła i medytację szine.
Aby ostatecznie zostać dopuszczonym do udziału w naukach, każdy z nas
musiał opowiedzieć mistrzowi swój sen, który miał stanowić dobry lub zły
znak. Niektórym nic się nie śniło, co uznano za zły omen. Mistrz
poczekał, aż wszyscy będą mieli sny, a następnie na ich podstawie radził
praktykującym, aby wykonali praktyki oczyszczające, usuwające
przeszkody, jak również pozwalające nawiązać kontakt ze Strażnikami w celu otrzymania od nich pozwolenia na uzyskanie nauk. Mnie śniło się, że
jestem kontrolerem biletów w autobusie i sprawdzam bilety, które
wyglądają jak białe litery A napisane na kawałku materiału lub papieru w pięciu kolorach niczym pięciokolorowe thigle. Mistrz uznał ten sen za
pomyślny znak. Wreszcie kilkunastu z nas, w tym Lopon Tenzin Namdak
Rinpocze, zaczęło otrzymywać nauki Siang Siung Nin Dziu. Grupa
składała się z około piętnastu mnichów i jednego świeckiego
praktykującego, wszyscy oprócz mnie byli dorośli, mieli ponad
czterdzieści lat.
Po ukończeniu dziewięciu cyklów nyndro wraz z dwoma innymi osobami
zacząłem praktykę phoła. Praktykowaliśmy oddzielnie, ja medytowałem w spiżarni w domu Lopona Tenzina Namdaka. (Praktyka phoła polega na
przeniesieniu świadomości w formie thigle przez otwór na czubku
głowy.) W tym samym pomieszczeniu przeszedłem również odosobnienie w ciemności. Ponieważ nie praktykowałem zbyt intensywnie, osiągnięcie
pożądanego rezultatu zajęło mi około tygodnia, wreszcie jednak na skutek
praktyki zmiękło ciemię i rzeczywiście na czubku mojej głowy pojawił się
otwór. Zanim jednak do tego doszło, przez kilka dni rankiem, nim
przybyli inni uczniowie, chodziłem do Lopona Sandzie Tenzina, on
przyglądał się mojej głowie i stwierdzał, że ciemię jeszcze nie zmiękło.
Moi przyjaciele kpili ze mnie, mówili, że mam głowę jak kamień, a Lopon
Sandzie Tenzin poradził, abym wykonał praktykę phoła w otoczeniu
mnichów. Następnego dnia rano Lopon obejrzał czubek mojej głowy i udało
mu się włożyć do otworu źdźbło trawy kusia, które musi pozostać
wyprostowane w otworze w ciemieniu na znak powodzenia w praktyce. Źdźbło
miało prawie trzydzieści centymetrów długości i pozostało wyprostowane
przez trzy dni. Czasami zapominałem, że je mam, i czułem ból, kiedy
zdejmowałem szatę przez głowę. Również kiedy w wietrzny dzień szedłem
ulicą, czułem, jakby przez trawę przepływał prąd elektryczny wprost do
środka mego ciała.
Lopon Sandzie Tenzin Rinpocze
Po praktyce phoła przez dłuższy czas wykonywałem z Loponem Sandzie
Tenzinem medytację szine na literę A. Poprzez tę medytację otrzymałem
bezpośrednie wprowadzenie do dzogczen.
Nauki dzogczen otrzymywałem przez trzy lata, z przerwami jedynie na
ganapudże i indywidualne odosobnienia. Były to święte nauki kanje
(którymi Strażnicy opiekują się w szczególny sposób). Często nawet
pomimo tego, że mistrz ma pozwolenie Strażników na udzielenie nauk,
jeżeli ktoś złamie śluby samaja lub nie ma szacunku dla nauk, mistrz
otrzymuje w snach znaki informujące o niezadowoleniu Strażników. Kiedy
tak się działo, Lopon Sandzie Tenzin na dzień lub dwa przerywał nauki,
aby zrobić oczyszczającą ganapudżę Siang Siung Meri.
Lopon Sandzie Tenzin nauczał zazwyczaj w swoim dużym ośrodku w wiosce
Dolanji. W pobliżu grupka około pięciu mnichów studiowała logikę i prowadziła debaty podczas przerw w klasztornych rytuałach. Przyglądałem
się im bardzo podekscytowany. Ponieważ nie mogłem brać udziału w dysputach, zafascynowany obserwowałem wszystkie gesty i ruchy
dyskutujących. Kiedy powiedziałem im, czego się nauczyłem na temat
dzogczen, nie rozumieli mnie, a kiedy z kolei oni mówili mi, nad czym
debatują, ja nie wiedziałem, o czym mówią. Ci ludzie otrzymali tytuł
gesze w tym samym czasie co ja i mój nauczyciel czytania i pisania.
Lopon Sandzie Tenzin miał nie tylko ogromną wiedzę na temat dzogczen,
przez wiele lat studiował również w klasztorze Drepung zakonu gelugpa,
był też uczniem mistrzów innych szkół buddyzmu tybetańskiego. Był
surowy, nauki przekazywał w sposób niezwykle bezpośredni, jasny i zrozumiały, nie używając wielu słów. Często samo przebywanie w grupie
praktykujących bardzo ułatwiało zrozumienie nauk.
Po zakończeniu cyklu zastanawialiśmy się, co powinniśmy teraz robić. W owym czasie Lopon Sandzie Tenzin bardzo podupadł na zdrowiu,
postanowiliśmy więc poprosić go o ponowne udzielenie nauk Siang Siung
Nin Dziu. Tak jak wymaga tego tradycja, Lopon rozpoczął od biografii
mistrzów linii przekazu (wyjaśnianie znaczenia i rezultatów praktyki w życiu mistrzów). Potem, ponieważ nie był w stanie dalej udzielać nauk,
powiedział, że musimy je przerwać. Dodał, że rozpoczęcie nauk to bardzo
dobry znak oraz że dalsze nauki powinniśmy otrzymać od Lopona Tenzina
Namdaka. Przekazał więc Loponowi Tenzinowi Namdakowi to bardzo
odpowiedzialne zadanie, zaznaczając, że każdy aspekt nauk, na przykład
rysowanie mandali itp., powinien traktować z taką samą uwagą. Lopon
Sandzie Tenzin zmarł kilka miesięcy później, w 1977 roku.
ŻYCIE Z LOPONEM TENZINEM NAMDAKIEM
Pamiętam, jak zobaczyłem Lopona Tenzina Namdaka, kiedy po raz pierwszy
przyjechał z Delhi. Wraz z kilkoma osobami poszedłem go przywitać i od
razu poczułem się z nim związany. Po jakimś czasie Lopon zawołał mnie i powiedział, że ponieważ jeden z bliskich mu uczniów, Szerab Tsultrim,
zachorował i wymagał opieki, powinienem zostać u niego i mu pomóc. Potem
któregoś dnia rankiem Lopon znowu wezwał mnie do siebie i powiedział, że
we śnie pojawiło mu się bóstwo Midu Giampa Trangpo pod postacią czarnego
człowieka. Weszło do pokoju, uchyliło zasłonę i wskazując na mnie,
powiedziało: "Powinieneś zadbać o tego młodego człowieka, w przyszłości
będzie z niego wielki pożytek". Lopon powiedział, że to ważny sen, i dodał, że bóstwo to związane jest z Łalse Ngampa, jednym z pięciu
głównych bóstw tantrycznych tradycji bon, a ponieważ najwyraźniej mam
związek z tymi dwoma bóstwami, powinienem wykonywać ich praktyki ze
szczególną gorliwością.
Kiedy mieszkałem u Lopona Tenzina Namdaka, dbał on o mnie jak o własnego
syna, spaliśmy w tym samym pokoju, Lopon gotował dla mnie, a nawet szył
mi szaty. Przez jakiś czas tylko ja z nim mieszkałem, potem dołączył do
nas stary mnich Abo Taszi Tsering, który zajął się gotowaniem. Z czasem
zamieszkało z nami również trzech innych chłopców i odtąd Lopon nazywał
nas żartobliwie swoimi "czterema synami bez matki". Jednym z tych
chłopców, z którym się zaprzyjaźniłem, był mój kolega ze studiów w Szkole Dialektyki. To właśnie on, gesze Nima Wangyal, w 1991 roku
towarzyszył Loponowi w podróży na Zachód.
Kiedy po raz pierwszy zamieszkałem z Tenzinem Namdakiem, miał on już
tytuł Lopona. Uczęszczał na nauki Lopona Sandzie Tenzina, ponieważ
pragnął odświeżyć i pogłębić swoje zrozumienie dzogczen. Zazwyczaj po
nauki i inicjacje chodziliśmy razem. Chociaż formalne nauki dzogczen
Siang Siung Nin Dziu otrzymałem od mojego pierwszego mistrza, Lopona
Sandzie Tenzina, najbardziej rozwinąłem się w czasie, który spędziłem z moim drugim mistrzem, Loponem Tenzinem Namdakiem.
Wczesny okres dojrzewania aż do osiągnięcia pełnej dojrzałości spędziłem
w towarzystwie Lopona. Był on dla mnie ojcem, matką, przyjacielem,
nauczycielem i opiekunem. Stworzył mi wspaniałe możliwości rozwoju
fizycznego, emocjonalnego i duchowego. Poza formalnymi zajęciami, każda
chwila spędzona w jego obecności była Nauką.
W czasie, kiedy u niego mieszkałem, poznałem Namkhaja Norbu Rinpocze,
który przyjechał, aby otrzymać od Lopona inicjacje Siang Siung Meri.
Rinpocze podróżował wówczas po Indiach wraz z grupą Włochów, którzy
kręcili film o medycynie tybetańskiej. Inicjacja Siang Siung Meri jest
niezbędna, aby rozpocząć studiowanie i praktykowanie nauk Siang Siung
Nin Dziu. Do Norbu Rinpocze przyciągnęła mnie jego niezwykła otwartość,
ogrom pracy, jaką wykonał w celu udostępnienia nauk dzogczen na
Zachodzie, a szczególnie fakt, że był zupełnie wolny od kulturowego
uprzedzenia wobec religii bon.
SZKOŁA DIALEKTYKI
Lopon Sandzie Tenzin zażyczył sobie, aby po jego śmierci pozostawione
przez niego pieniądze zostały przeznaczone na założenie Szkoły
Dialektyki, której absolwenci otrzymywaliby stopień gesze (odpowiednik
doktora filozofii i nauk metafizycznych na zachodnich uniwersytetach).
Pierwszym nauczycielem szkoły został Lopon Tenzin Namdak, filozofii i logiki zaś zaczął nauczać gesze lharampa Jungdrung Langiel. Byłem jednym
z pierwszych dwunastu studentów tej szkoły. Program studiów obejmował
naukę dialektyki, filozofii, logiki, poezji (w konkursach poetyckich
zbierałem laury), gramatyki, astrologii tybetańskiej i medycyny.
Uczęszczaliśmy również na kurs dyskutowania, sztuka ta tak bardzo mnie
fascynowała, że biegle ją opanowałem.
Po pewnym czasie wybrano mnie na przewodniczącego grupy sześciu
reprezentantów szkoły (oprócz mnie grupę tę tworzyli wiceprzewodniczący,
sekretarz, zastępca sekretarza, skarbnik i geko, który był
odpowiedzialny za dyscyplinę). Spotykaliśmy się co dziesięć dni, a z innymi studentami raz w miesiącu. Byliśmy odpowiedzialni za
administrację szkoły, planowanie kursów i rozkładów zajęć. Zarząd
klasztoru zapewniał nam dwa posiłki dziennie i herbatę, a mistrzowie nas
uczyli. Moja pozycja w szkole dała mi możliwość wprowadzenia pewnych
innowacji do programu, na przykład kursu twórczego pisania i dysput
między klasami.
Program nauczania był bardzo napięty, nigdy nie mieliśmy ustalonego dnia
wolnego, zawsze sześć dni spędzaliśmy na zajęciach i przez sześć
wieczorów debatowaliśmy. Szóstego wieczoru dysputa trwała do trzeciej
nad ranem. Potem wypadał wolny dzień, ale jeśli w ciągu sześciu dni
nauki któryś należało poświęcić na specjalną praktykę, traciliśmy wolny
czas. Codziennie na naukę poświęcaliśmy jedenaście godzin z bardzo
krótkimi przerwami. Rano od ósmej do dwunastej uczył nas Lopon Tenzin
Namdak, po drugim śniadaniu przez pół godziny wykładał Siang Siung Nin
Dziu, tak więc w ciągu dziewięciu lat udało mu się zakończyć
przekazywanie wszystkich nauk. Po południu mieliśmy zajęcia z Loponem do
godziny czwartej lub piątej. Potem Lopon wracał do swojego pokoju, aby
medytować w ciemności, a my kontynuowaliśmy wieczorną sesję dysput.
Kiedy kończyłem zajęcia, biegłem do domu i zapalałem światło w jego
pokoju, a wtedy Lopon zakrywał dłońmi oczy. Potem udzielał nauk mnie i Abo Taszi Tseringowi, po czym albo razem praktykowaliśmy, albo po prostu
siadaliśmy i rozmawialiśmy.
Lopon Tenzin Namdak Rinpocze
Czasami po zajęciach odwiedzałem moją matkę, która mieszkała niedaleko,
w Dolanji. Aby tam dotrzeć, musiałem przebyć drogę, która była ponoć
nawiedzana przez demony. Lopon Tenzin Namdak stawał wówczas przed domem
i nieustannie powtarzał, abym się nie bał. Kiedy oddaliłem się na tyle,
że nie słyszałem jego głosu, pozostały odcinek aż do domu mojej matki
biegłem. Ponieważ nie zostawałem u niej na noc, kiedy szedłem z powrotem, aby wrócić do domu Lopona, ona z kolei cały czas do mnie
mówiła, a kiedy jej głos przestawał do mnie dochodzić, zaczynałem biec i w taki sposób pokonywałem drogę powrotną.
Lopon budził mnie wcześnie rano, czasami tylko budziłem się przed nim,
aby powtórzyć teksty, których nauczyłem się na pamięć poprzedniego dnia,
lub pisać wiersze.
Po kilku latach liczba studentów wzrosła do ponad 60 osób, a ponieważ
dwóch nauczycieli nie podołałoby pracy, sam zacząłem nauczać. Jednym z moich pierwszych uczniów był obecnie nauczający w Dolanji Lopon Jangal
Tsełang, który pochodzi ze znanej rodziny dżalupów.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki