LATA 20.
Szansa na złoto
Najlepiej zacząć tę opowieść od początku, który... prawdopodobnie nastąpił
wcześniej, niż wszystkim się wydaje. Oficjalnie Polski Związek Hokeja na
Lodzie został założony 22 lutego 1925 roku z inicjatywy czterech
warszawskich klubów (AZS, Polonii, Warszawianki i Warszawskiego
Towarzystwa Łyżwiarskiego), a jego pierwszym prezesem był Wacław
Znajdowski. Tymczasem na łamach "Przeglądu Sportowego" można trafić na
informację, która sugeruje, że PZHL powstał na początku 1924 roku. Co
prawda w tym czasie funkcjonowała już Komisja Organizacyjna Polskiego
Związku Hockeyowego (stworzona przez Polski Związek Łyżwiarski, jej
przewodniczącym był Znajdowski), ale długo wydawało się, że sam związek,
jako oddzielny byt, narodził się trochę później. Jednak w wydaniu
"Przeglądu Sportowego" z 13 marca 1924 roku znalazło się ogłoszenie o następującej treści: "Komisja Organizacyjna Polsk. Związku Hockey'owego
na lodzie wzywa powtórnie wszystkie kluby sportowe w Polsce, uprawiające
hockey na lodzie lub mające zamiar uprawiać ten sport w przyszłym
sezonie, o zgłoszenie swego akcesu do Pol. Związku Hockeyowego". W tym
samym numerze w tekście Eugeniusza Baszkoffa Krajewskiego można też
przeczytać zdanie: "W ubiegłym miesiącu zawiązał się w Warszawie Polski
Związek dla Hockey'u na lodzie".
Czy to oznacza, że w wielu kronikach jest błąd? Dziś trudno to
jednoznacznie rozstrzygnąć, ale z całą pewnością możemy stwierdzić, że w 1924 roku hokej nie był już w Polsce dyscypliną nieznaną.
A co działo się, zanim odzyskaliśmy niepodległość i powstał PZHL? Przed
I wojną światową o hokeju praktycznie się u nas nie mówiło. Nie był on
czymś rozpowszechnionym, choć Władysław Zieleśkiewicz w "Historii
polskiego hokeja" przypomina, że już w 1905 roku doszło do pokazowych
spotkań we Lwowie z udziałem uczniów szkół średnich, w tym członków
sekcji piłkarskiej Czarnych Lwów. Różne mecze odbywały się też m.in. w Łodzi czy Warszawie, gdzie 11 lutego 1917 roku miało miejsce starcie
reprezentacji akademików z Polonią (5:1). Potyczka na Dynasach bywa
uznawana za pierwszy mecz w historii naszego kraju, ale większość
spotkań w tamtym okresie nie miała wiele wspólnego ze współczesnym
hokejem. W trakcie rywalizacji pod gołym niebem wykorzystywano bowiem
kije do hokeja na trawie, zamiast krążka używano piłeczek, a solidne
bandy zastępował położony na tafli sznur. Chwilami taka gra przypominała
piłkę nożną lub bandy, czyli dyscyplinę będącą połączeniem futbolu i hokeja na lodzie. Ci, którzy mieli styczność z hokejem w innych krajach,
dzielili się wiedzą na temat przepisów czy sprzętu, ale do pewnego
momentu brakowało w tym wszystkim spójności. Sytuacja uległa zmianie po
zakończeniu I wojny światowej. W 1922 roku w Warszawie powstały pierwsze
klubowe sekcje hokeja na lodzie, a prekursorami byli w tym przypadku
przedstawiciele Polonii i AZS. Niedługo później hokejowe zespoły zaczęły
się pojawiać w kolejnych miastach, na przykład w Krakowie czy Toruniu.
Przybysze zza oceanu
Jedną z kluczowych ról w procesie rozwoju tej dyscypliny odegrał Wilhelm
Rybak. Emigrant z Kanady, uznawanej za kolebkę hokeja, przyjechał do
naszego kraju w 1924 roku. To dzięki niemu Polacy poznali kanadyjski
styl gry, prawdziwe kije i kauczukowe krążki. W tym samym roku Rybak
udał się z drużyną stołecznego AZS na turniej towarzyski do Szwajcarii,
a dwa lata później został pierwszym kapitanem związkowym reprezentacji
Polski, czyli de facto jej trenerem.
Jeszcze większy wpływ na losy polskiego hokeja miał Tadeusz "Ralf"
Adamowski - syn polskich emigrantów z USA, absolwent Uniwersytetu
Harvarda oraz kuzyn wspaniałego pianisty i polityka Ignacego
Paderewskiego. Nic dziwnego, że historyk sportu Robert Gawkowski pokusił
się o ciekawe nawiązanie i w książce "Sport w II Rzeczpospolitej"
napisał, iż "Adamowski zrobił tyle dla polskiego hokeja, ile jego wujek
dla polskiej polityki". Gdy przyjrzymy się bliżej osiągnięciom "Ralfa",
szybko zrozumiemy, że takie porównanie jest jak najbardziej uzasadnione.
To właśnie Adamowski wprowadził w Polsce zupełnie nowy system gry, w którym skrzydłowi po stracie krążka wracają do obrony i wspierają
kolegów w działaniach defensywnych. W dzisiejszych czasach to
oczywistość, ale wtedy można było mówić o prawdziwej rewolucji.
Niewiele jednak brakowało, by Adamowski swój pobyt w Polsce wspominał po
latach jako zwykły epizod. Dlaczego? O szczegółach sam zainteresowany
opowiedział w książce Witolda Domańskiego "Śladem hokejowego krążka".
"Wszystko zaczęło się pewnego zimowego poranka w 1925 roku. Byłem na
wczasach w Polsce i właściwie już zbierałem się do powrotu do Ameryki.
Ba, miałem w kieszeni bilet okrętowy i spakowane walizki. Tego poranka
przechodziłem koło Doliny Szwajcarskiej i spojrzałem na grupę facetów,
która tam na dole bawiła się kijami i krążkiem. Zszedłem do nich. Była
to drużyna Warszawskiego Towarzystwa Łyżwiarskiego. Powiedziałem im, że
jestem z Ameryki, że grałem trochę w hokeja. Przyjęli to do wiadomości,
ale bez specjalnego zainteresowania. Poszedłem więc do hotelu. Na drugi
dzień zadzwonił do mnie pan Grusz, który przypadkiem w rozmowie z hokeistą z WTŁ dowiedział się, że w Dolinie był jakiś Amerykanin i chciał trochę pograć. Otóż pan Grusz nie tracąc czasu powiedział mi
przez telefon: - Jestem z AZS. Czy pojedzie pan z nami na mistrzostwa
Europy do Szwajcarii? I tak zamiast do Ameryki pojechałem do Szwajcarii"
- tłumaczył Adamowski, który szybko zacieśnił relacje z Akademickim
Związkiem Sportowym i osiadł w Polsce na wiele lat. Nie tylko grał w naszej reprezentacji jako napastnik, lecz także był jej trenerem w latach 1927-30. Dwa razy znalazł się też w czołowej dziesiątce w Plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na Najlepszego Sportowca Polski (w 1927 roku zajął 4. miejsce, a w 1929 był na 7. pozycji).
Jednym z turniejów z udziałem Adamowskiego były mistrzostwa Europy w 1926 roku w Davos. Kadra na zawody w Szwajcarii składała się niemal
wyłącznie z graczy AZS Warszawa. Oprócz Adamowskiego w zespole byli
bramkarze Edmund Czaplicki i Henryk Niezabitowski, obrońcy Kazimierz
Żebrowski, Aleksander Kowalski i Lucjan Kulej oraz napastnicy Andrzej
Osiecimski-Czapski, Aleksander Tupalski i Wilhelm Rybak. Gromadę
azetesiaków wspierał jeden hokeista Warszawskiego Towarzystwa
Łyżwiarskiego o nazwisku Mamrot.
Tuż przed startem mistrzostw PZHL został przyjęty do Ligue
Internationale de Hockey sur Glace, dzięki czemu Polska stała się nowym
członkiem międzynarodowej federacji hokejowej (LIHG obecnie znana jest
jako IIHF, czyli International Ice Hockey Federation). Tuż przed
turniejem nasza reprezentacja w Davos rozegrała też pierwszy mecz w swojej historii. Sparing z Austrią zakończył się wyraźną porażką 1:13.
Honorowego gola dla polskiej drużyny strzelił wówczas Aleksander
Tupalski. W zależności od źródła można przeczytać, że to spotkanie
odbyło się 10, 11 lub 12 stycznia.
Kilka dni później w starciu z tym samym rywalem, już w ramach ME1,
Polacy przegrali tylko 1:2. Niestety w tym samym stosunku ulegli również
Francuzom i w grupie składającej się z trzech zespołów zajęli ostatnią
pozycję. Później mogli jeszcze uczestniczyć w walce o miejsca 6-9. i w niej odnieśli aż trzy zwycięstwa. Nasi hokeiści ograli kolejno Włochów
(3:1), Hiszpanów (4:1) oraz Belgów (3:1) i w końcowej klasyfikacji
zajęli 6. pozycję. Aż sześć goli w tym turnieju strzelił Aleksander
Tupalski, a pięć Tadeusz Adamowski.
Ci sami zawodnicy byli również liderami kadry podczas ME w 1927 roku w Austrii, gdzie polska drużyna uplasowała się tuż za podium. Choć na
wiedeńskim lodowisku nie pojawili się broniący tytułu Szwajcarzy, a także silni Szwedzi i Brytyjczycy, to jednak nie wolno nie docenić
wyników osiąganych przez Biało-Czerwonych. Co prawda zmagania zaczęli od
minimalnych porażek z Niemcami (1:2) i Austrią (1:3), ale potem
remisowali z Czechosłowacją (1:1) i Belgią (2:2), a na zakończenie nie
dali szans Węgrom i wygrali 6:1. Po trzy bramki zdobyli w tym spotkaniu
Adamowski i Tupalski.
Nie zapominajmy, że 1927 to również rok, w którym poznaliśmy pierwszego
klubowego mistrza Polski. W trakcie turnieju w Zakopanem po złoto
sięgnęła ekipa AZS Warszawa, na którą nikt nie mógł znaleźć sposobu
także w latach 1928-31. Takie rezultaty nie były zaskoczeniem, skoro
azetesiacy ze stolicy stanowili trzon drużyny narodowej. Nie inaczej
było w trakcie olimpijskiego debiutu naszych hokeistów podczas igrzysk w Sankt Moritz. W lutym 1928 roku do Szwajcarii pojechało ośmiu
reprezentantów AZS Warszawa (bramkarz Edmund Czaplicki, obrońcy
Aleksander Kowalski, Lucjan Kulej i Kazimierz Żebrowski oraz napastnicy
Tadeusz Adamowski, Włodzimierz Krygier, Aleksander Słuczanowski i Aleksander Tupalski), a także dwóch zawodników stołecznej Legii
(napastnicy Karol Szenajch i Stanisław Pastecki) i bramkarz TKS Toruń
Józef Stogowski. Zawody, które traktowano jednocześnie jak turniej o mistrzostwo świata, nie potoczyły się po myśli Polaków, choć pokazali
się w nich z dobrej strony. Ze Szwecją zremisowali 2:2, a z Czechosłowacją przegrali zaledwie 2:3. Mimo to odpadli z rywalizacji już
po wstępnej rundzie grupowej. Pewnym pocieszeniem był złoty medal, który
tuż przed igrzyskami w Akademickich Mistrzostwach Świata w Cortinie
d'Ampezzo zdobyła dla Polski drużyna złożona z graczy stołecznego AZS.
W ostatniej chwili
Kilka miesięcy po igrzyskach w Sankt Moritz nowym prezesem PZHL został
Stanisław Polakiewicz, który był związany również z futbolem i lekkoatletyką. Wspaniały działacz miał głowę pełną pomysłów, więc to
także dzięki niemu Polska postanowiła zgłosić swą gotowość do
organizacji hokejowych mistrzostw świata w 1931 roku.
Polakiewiczowi zależało też na dobrej grze reprezentacji, która na
przełomie stycznia i lutego 1929 roku fenomenalnie wypadła podczas ME w Budapeszcie. Ponieważ w ostatniej chwili z udziału w zawodach
zrezygnowała Finlandia, to w fazie grupowej Polacy musieli rozegrać
tylko jedno spotkanie ze Szwajcarią. Już przed rozpoczęciem gry było
wiadomo, że triumfatorzy awansują bezpośrednio do półfinału. Nasza
drużyna wygrała 2:0 po dwóch trafieniach Aleksandra Tupalskiego, który
był wiodącą postacią kadry w początkach jej istnienia. Co ciekawe, w latach 20. zdarzało mu się występować również w reprezentacji
piłkarskiej, a po karierze, jako utalentowany inżynier, zajął się pracą
w przemyśle lotniczym.
W półfinale mistrzostw w stolicy Węgier polska ekipa pokonała Austrię
3:1 po golach Lucjana Kuleja, Tadeusza Adamowskiego i Włodzimierza
Krygiera. Po tym zwycięstwie nasi hokeiści stanęli przed szansą na
zdobycie złotego medalu. W wielkim finale zmierzyli się z reprezentacją
Czechosłowacji. Długo utrzymywał się bezbramkowy remis, ale to polscy
gracze jako pierwsi ulokowali krążek w bramce. Prowadzenie
Biało-Czerwonym zapewnił Adamowski, lecz rywale zdołali wyrównać.
Dokładnie 100 sekund przed końcem Bohumil Steigenhöfer zdecydował się na
uderzenie z około dziesięciu metrów i zaskoczył świetnie broniącego, ale
w tej akcji zasłoniętego przez obrońcę Józefa Stogowskiego. Doszło zatem
do dogrywki, w której szalę zwycięstwa na stronę przeciwników przechylił
Wolfgang Dorasil. Choć złoto wyślizgnęło się Polakom z rąk w ostatniej
chwili, to jednak srebro też było powodem do ogromnej radości. Kapitalny
zespół, który zapracował na miano wicemistrzów Europy, stworzyli wówczas
bramkarze Stogowski (TKS Toruń) i Władysław Wiro-Kiro (AZS Wilno),
obrońcy Kulej, Aleksander Kowalski (obaj z AZS Warszawa) i Czesław
Godlewski (AZS Wilno) oraz napastnicy Krygier, Tupalski, Adamowski i Słuczanowski (wszyscy z AZS Warszawa), a także Roman Sabiński, Jan
Hemmerling, Albert Mauer i Wacław Kuchar (wszyscy z Pogoni Lwów).
Intrygującą jednostką był zwłaszcza wymieniony na końcu Kuchar, czyli
najbardziej wszechstronny sportowiec w dziejach naszego kraju.
Triumfator pierwszej edycji Plebiscytu "Przeglądu Sportowego" (1926)
jako piłkarz uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 1924
roku, a w trakcie kariery reprezentował Polskę także w hokeju na lodzie,
lekkoatletyce i łyżwiarstwie szybkim. Poza tym był mistrzem kraju w łyżwiarstwie figurowym i z powodzeniem startował w zawodach
gimnastycznych, narciarskich, tenisowych oraz łuczniczych. Jego historia
jest najlepszym potwierdzeniem, że w dawnych czasach sportowcy zimą i latem uprawiali przeróżne dyscypliny, aby utrzymać dobrą formę przez
cały rok. Mało kto był jednak w stanie wznieść się na taki poziom jak
Kuchar, który błyskawicznie czynił postępy w każdej dziedzinie. Nie
inaczej było w hokeju, który pod koniec lat 20. zaczął odgrywać ważną
rolę w polskim sporcie. W kolejnej dekadzie jego pozycja jeszcze
wzrosła!