1
Róża dostrzegła syna, gdy ten - obładowany zakupami - wchodził do klatki swojej kamienicy, w samym sercu krakowskiego rynku.
- Janek! - zawołała. Jak na osiemdziesięciolatkę miała wciąż mocny i donośny głos. Pewnie byłaby w stanie nawet do niego podbiec, wolała jednak nie ściągać na siebie wzroku krążących po sercu Krakowa turystów. Janek na szczęście się odwrócił w reakcji na swoje imię, po czym rozejrzał za źródłem dźwięku.
- Mama? A co ty tutaj?
- No, mama, mama - odpowiedziała, gdy podeszła bliżej. - A to co? Nie mogę cię odwiedzić?
Wzruszył ramionami.
- Mogłaś zadzwonić, no ale dobrze. Chodźmy na górę.
Mieszkanie jej prawie sześćdziesięcioletniego syna nie grzeszyło czystością. Róża mogłaby się założyć, że dłuższy już czas nie widziało ono odkurzacza, a ścierki lub mopa najprawdopodobniej jeszcze od poprzednich świąt. A może i dłużej. Janek położył na podłodze dwie reklamówki, z których wystawały błyskawiczne chińskie zupki, mrożonki i promocyjne puszki piw - dwanaście sztuk w cenie sześciu. Róża wzniosła oczy ku górze i pokręciła prawie niewidocznie głową. Z dużego pokoju zamigało do niej światło komputerowego wygaszacza ekranu, na którym odbijały się od siebie latające bąbelki.
- Siedzisz nad tymi twoimi bazgrołami? - zapytała.
- Yhm. Pracuję. Miło, że doceniasz. Do sklepu tylko skoczyłem.
Janek od lat tworzył rysunki do komiksów. Niektóre odręcznie, inne - wymagające bardziej skomplikowanej grafiki - komputerowo. Praca przynosiła mu sporą satysfakcję, koiła jego niezaspokojoną duszę artysty i była chyba jedyną rzeczą, którą kochał. W dodatku wykonując ją, nie musiał wychodzić z domu, a to zamkniętemu w sobie od lat Jankowi, pasowało w tym wszystkim najbardziej.
- Czemu zawdzięczam twoją wizytę? - zapytał, gdy Róża usiadła na średnio wygodnym kuchennym krześle, po czym zaczęła krytycznie lustrować otoczenie.
- Świętom, mój drogi. Nie wiem, jak często przekładasz kartki kalendarza w tej swojej dziurze, ale pragnę ci przypomnieć, że zbliża się Boże Narodzenie.
- Świętom? A co one mają do tego? - Janek wyczuł, że coś widocznie jednak mają. Czyżby zechciały zakłócić jego spokój? Nie znosił świąt i tego całego gwaru z nimi związanego. Jak co roku cieszył się jednak, że oprócz krótkiej, spędzonej z przyzwoitości wigilii z matką, będzie mógł w pozostałe dni zaszyć się w domu z dobrym alkoholem i głupawymi programami telewizyjnymi. Nic więcej nie było mu potrzebne do szczęścia.
- A no to, że w tym roku spędzamy je wszyscy razem, u mnie w domu. Ty, Jolka, jej dzieci i wnuki. Nie tylko święta zresztą. Cały świąteczny czas, aż do Nowego Roku.
Janek o mało nie zakrztusił się łykiem wody, po którą akurat sięgnął. Chciał zapytać matkę, skąd u niej takie szalone pomysły, ale chwilowo nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa.
- Możesz mi wierzyć albo nie, ale myślałam o tym już od września - mówiła dalej Róża, zupełnie nie zwracając uwagi na osłupienie na twarzy syna. - To nie może tak wyglądać, że w ogóle się nie widzimy i nawet nie wiemy, co się u każdego z nas dzieje. Musimy scalać naszą rodzinę, Janek, a święta to bardzo dobra ku temu okazja.
- Ale do tej pory tak nie było i czy komukolwiek to przeszkadzało? - zapytał. - Widzieliśmy się przelotnie w wigilię, a Jolka przyjeżdżała do ciebie jakoś później. Ty spędzałaś resztę dni ze swoimi włoskimi znajomymi, a ja tutaj, delektując się świętym spokojem. Skoro o świętach właśnie mowa, nie doszły do mnie słuchy, żeby ktoś z nas na takie celebrowanie Bożego Narodzenia narzekał.
- A kiedy ostatni raz widziałeś swoją siostrę?
Janek zastanowił się przez moment. - A bo ja wiem...
- Ano widzisz. A jej dzieci?
- U lala. Pewnie jak w kołyskach leżały - odpowiedział przesadnie, gdyż mimo wszystko nie było to aż tak dawno. - Jedno to nawet do chrztu trzymałem, ale zabij mnie, nie pamiętam które.
- To nie jest śmieszne, synu - powiedziała Róża. - Wiem, że wiele jest mojej winy w tym, że wasze relacje nie są dobre. Mogłam za młodu poświęcić tobie i Joli więcej czasu. Tego ostatniego jednak nie cofnę, a młodsza nie będę. Ostatni dzwonek, abyśmy na nowo wszyscy stali się rodziną. Nie tylko na papierze. Nie chcę, żebyście się kiedyś spotkali nad moim grobem jak zupełnie obcy sobie ludzie.
- Spokojna głowa, przeżyjesz nas wszystkich - odpowiedział Janek. - Poza tym coś mi mówi, że Jolka i jej dorosłe dzieci znajdą sto argumentów do tego, że jednak nie mogą przyjechać na tak długo.
Róża uśmiechnęła się zadziornie, a w jej oczach rozbłysły chochliki.
- Przewidziałam to. Słuchaj no, co mam ci do powiedzenia.
DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ