Cristóbal Balenciaga. Mistrz nas wszystkich - Bmary Blume

-
Proszę czekać

 

Przypisy

1. Cathy Horyn, When Paris Was All That Mattered, "New York Times", 6 lipca 2006.

2. Katalog wystawy Hommage a Balenciaga, Musée Historique des Tissus, Lyon 1986, s. 38.

3. John B. Fairchild w rozmowie z autorką, Nowy Jork 2010.

4. Valerie Steele, Paris Fashion: A Cultural History, Oxford University Press, Oxford 1988, s. 23.

5. Lucien François, Comment un Nom Devient une Griffe, Gallimard, Paris 1961, s. 17.

6. Roland Barthes, The Language of Fashion, Berg, Oxford 2006, s. 107.

7. Eugen Weber, The Hollow Years: France in the 1930s, W.W. Norton, New York 1994, s. 85.

8. Hommage a Balenciaga, s. 122.

9. Diana Vreeland, D.V., Knopf, New York 1984, s. 106.

10. Hubert de Givenchy w rozmowie z autorką, maj 2006; wszystkie cytaty z Huberta de Givenchy pochodzą z tego wywiadu oraz drugiego, przeprowadzonego w październiku 2010.

11. List do Renée Tamisier, archiwum Balenciagi, Paryż 1968.

12. Katalog wystawy The World of Balenciaga w Metropolitan Museum of Art, 1973, s. 15.

13. Myra Walker, Balenciaga and His Legacy, Yale University Press, New Haven 2006, s. 53.

14. The World of Balenciaga, s. 19.

15. Hommage a Balenciaga, s. 42.

16. Lesley Ellis Miller w rozmowie z autorką, Londyn 2005.

17. Florette Chelot w rozmowie z autorką. Wszystkie cytaty z Florette Chelot pochodzą z wywiadów przeprowadzonych w latach 2004-2006.

18. Richard Sieburth w e-mailu do autorki, 2010.

19. The World of Balenciaga, s. 18.

20. Miren Arzalluz, Cristóbal Balenciaga: The Making of a Master (1895-1936), V&A Publishing, London 2011, passim.

21. Paddy Woodworth, The Basque Country: A Cultural History, Signal Books, Oksford 2007, ss. 9, 13, 14.

22. Ibidem, s. 9.

23. Danielle Slavik w rozmowie z autorką, Paryż 2008.

24. Wszystkie cytaty z Vionnet pochodzą z wywiadu z autorką z roku 1966.

25. Cecil Beaton, The Glass of Fashion, Doubleday, Garden City, N.Y. 1954, s. 295.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

Podziękowania

Najbardziej przydatną książką o hiszpańskich latach Balenciagi jest Cristóbal Balenciaga: The Making of a Master (1895-1936) Miren Arzalluz (2011); a o latach spędzonych w Paryżu - Balenciaga Paris Pameli Golbin (2006). Użyteczna jest także pierwsza duża praca na ten temat, Balenciaga Marie-Andrée Jouve i Jacqueline Demornex (1989), jak również: Balenciaga Lesley Ellis Miller (2007) oraz Balenciaga: Spanish Master Hamisha Bowlesa (2010). Świetne źródło wiedzy na temat życia w Paryżu w latach trzydziestych, czterdziestych i pięćdziesiątych stanowi In My Fashion Bettiny Ballard (1960). Część mojego tekstu ukazała się w innej postaci w "Vogue'u" z kwietnia 2007 roku.

We wprawnych i przyjaznych rękach wydawnictwa Farrar, Straus and Giroux umieścił mnie mój agent, Bill Clegg; dziękuję zatem jemu oraz Jonathanowi Galassiemu, Courtney Hodell, Markowi Krotovowi, Charlotte Strick, Jonathanowi Lippincottowi oraz Jeffowi Seroyowi.

Jestem również głęboko wdzięczna Samuelowi Abtowi, Miren Arzalluz, Rosamond Bernier, Lucowi Bouchage'owi, Peterowi Brookowi, Elizabeth Coll, Anicie Delion, Sonsoles Díez de Rivera, Johnowi B. Fairchildowi, Lucienowi Frydlenderowi, Benoît Gaubertowi, Hubertowi de Givenchy, Pameli Golbin, Robertowi Gottliebowi, Immaculadzie de Habsburgo, Ianowi Hassettowi, Jeanowi-Claude'owi Janetowi, Janet Johnson, Marie-Andrée Jouve, Brigitte Lacombe, Agustínowi Medinie Balenciadze, Polly Mellen, Suzy Menkes, Lesley Ellis Miller, Aberriemu Olaskoadze, Richardowi Overstreetowi, Nicole Parent, Natashy Parry, Irvingowi Pennowi, Caroline Pinon, Oscarowi de la Rencie, baronowej Alainowej de Rothschild, Penelope Rowlands, Richardowi Sieburthowi, Danielle Slavik, Jeanowi Steinowi, Susan Train, Florence Van der Kemp, Claudii Verbaum i Gore'owi Vidalowi.

Specjalnie podziękowania składam Gaëlowi Mamine'owi oraz pracownikom Balenciaga Archives Paris za ich cierpliwość i wielkoduszność.

Podziękowania za udostępnienie materiałów

Dziękuję za pozwolenie na przedruk następujących uprzednio opublikowanych materiałów:

Cytat z artykułu The Balenciaga Mystique [Tajemnica Balenciagi] pochodzi z "Vogue'a", wydanie z kwietnia 1962 roku. Przedruk za zezwoleniem Condé Nast. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Cytat z katalogu z wystawy The World of Balenciaga, copyright ? 1973 The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork. Przedruk za zezwoleniem The Metropolitan Museum of Art. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Cytat z książki The Fashionable Mind: Reflections on Fashion, 1970-1982 Kennedy'ego Frasera, copyright ? 1970, 1971, 1972, 1973, 1974, 1975, 1977, 1978, 1979, 1980, 1981 Kennedy Fraser. Przedruk za zezwoleniem Alfred A. Knopf, oddziału Random House, Inc. Wszystkie prawa zastrzeżone.

 

Wstęp

Cristóbal Balenciaga (1895-1972) był uważany za największego projektanta swoich czasów; Christian Dior nazwał go "mistrzem nas wszystkich"1. Tymczasem człowiek ten wciąż pozostaje tajemnicą, chociaż on sam pewnie wolałby określenie "nieszukający rozgłosu". Swemu przyjacielowi, projektantowi tkanin Gustavowi Zumstegowi, poradził: "Nie marnuj życia na bywanie w towarzystwie"2 i stosował się do tej zasady. Dwie rzeczy, które można powiedzieć o nim z całą pewnością, to: miał problemy z zatokami i uwielbiał jeździć na nartach.

Niektórzy mówią, że był wysoki, inni - że niski. Był korpulentny bądź kościsty. Uroczy albo chłodny. Unikał fotografów, a mimo to pozwolił się sportretować Cartier-Bressonowi i Manowi Rayowi. W dziennikarskim świecie krążą plotki, jakoby płacił sprzedawcy gazet stojącemu naprzeciwko swojego mieszkania, żeby dawał mu znać szczotką do kurzu, gdyby zauważył jakichś reporterów. Nigdy nie witał się z publicznością na końcu pokazów; niewiele osób go w ogóle widziało. W opinii Johna B. Fairchilda, emerytowanego wydawcy "Women's Wear Daily", był dziwolągiem3.

Sprawy zaszły tak daleko, że niektórzy dziennikarze piszący o modzie wątpili, czy Balenciaga naprawdę istnieje. Inni natomiast podejrzewali, że za tym nazwiskiem kryje się kilka osób, podobnie jak w przypadku Szekspira. Przez pięćdziesiąt lat pracy nie udzielił ani jednego wywiadu. Musiało istnieć jakieś wyjaśnienie niezmierzonego piękna jego ubrań, ale nikt nie wiedział jakie. Gdyby pozostał w rodzinnej Hiszpanii, bez wątpienia zyskałby pewną renomę, ale dziś nikt by już o nim nie pamiętał. On jednak przyjechał do Paryża, a Paryż od stu lat był światową stolicą mody.

Śmiem twierdzić, że jeżeli chodzi o pomysłowość i smak, Włochy posiadały równie wysokie kompetencje co Francja, ale brakowało im zjednoczenia pod przywództwem jednego władcy. Francja zaczęła wspinać się na szczyt już za czasów Ludwika XIV, kiedy to minister finansów Jean-Baptiste Colbert poinformował monarchę, że lyońscy tkacze jedwabiu są dla krajowej gospodarki równie ważni, co dla Hiszpanii kopalnie złota w Peru4. Król wymyślał coraz to nowe, szalenie kosztowne zasady dworskiego ubioru, sprawiając, że troska o strój stała się cechą narodową. W połowie XIX wieku Napoleon III w obliczu groźby strajku tkaczy jedwabiu namówił cesarzową Eugenię, by nosiła jedwabne suknie o wyjątkowo szerokiej spódnicy, szyte przez Charlesa Fredericka Wortha. Cesarzowa zwała je swoimi toilettes politiques5.

Moda nie tylko była pożyteczna, nabrała także znaczenia. Jej wagę dostrzegali Balzac, Baudelaire, Proust. Poeta symbolista Stéphane Mallarmé założył czasopismo o modzie, do którego pisał wyłącznie on, pod pseudonimami w rodzaju Marguerite de Ponty czy Miss Satin. Dwudziestowieczni myśliciele nie pozostawali w tyle. Artykuł Rolanda Barthesa zestawiający ze sobą Chanel i Courr?ges'a podobno przyniósł młodszemu projektantowi wzrost sprzedaży. Filozof wyjaśniał w nim: "Niezmienny "szyk" projektów Chanel sugeruje, że kobieta zdążyła już zakosztować życia (i to umiejętnie); uparta "świeżość" Courr?ges'a - że życie dopiero przed nią"6.

Zgodnie ze słowami Chanel, Paul Valéry zawyrokował, iż kobieta używająca źle dobranych perfum nie ma przyszłości. Wygląda na to, że miał trochę racji: w 1936 roku policjant nie chciał aresztować elegancko ubranej feministki, która przykuła się do barierki na wyścigach konnych Longchamp. "Nie mogłem jej aresztować - tłumaczył - miała na sobie strój od Molyneux'go"7.

1936. W tym właśnie roku Balenciaga przeprowadził się do Paryża, gdzie znalazł liczną klientelę, doświadczone krawcowe i świetnych dostawców (szacuje się, że regularnie zamawiał u pięćdziesięciu pięciu wytwórców tekstyliów, dwunastu hafciarzy i sześciu producentów wykończeń, takich jak pióra, frędzle czy koronki8). Dbałość o strój należała do francuskiego dziedzictwa kulturowego, a Paryż stanowił teatr mody, któremu przyglądał się cały świat. Balenciaga szybko znalazł się na samym środku sceny. "Jeżeli jakaś kobieta pokazała się w sukni od Balenciagi, inne kobiety nie istniały" - pisała Diana Vreeland9.

Cristóbal Balenciaga nie starał się podążać za paryską sceną mody, raczej sam ją stanowił. Zależało mu, żeby koncentrowano się na projektach, a nie na jego osobie. W efekcie wynikło wiele nieporozumień, a Balenciaga obrósł legendą, którą podtrzymywali dziennikarze i te klientki, z którymi za nic nie chciał spotykać się osobiście. Jego projekty nawet w najbardziej szalonym i ekstrawaganckim wydaniu były jak latarnia morska w rozgorączkowanym i nieustannie zmieniającym się świecie mody. W kwietniu 1962 roku amerykański "Vogue" dał sobie spokój z próbami zdefiniowania jego sztuki i po prostu zatytułował czterostronicowy materiał Tajemnica Balenciagi:

"Cokolwiek sprawia, że kobiety jedzą ci z ręki, Balenciaga z pewnością to ma - do tego stopnia, że mogą się od niego uczyć politycy i filmowi amanci. Rzecz nie w tym, że jego ubrania łatwo się nosi. Wręcz przeciwnie, są bardzo wymagające - trzeba mieć elegancję i intelekt. Nie skrzą się też nowością; projektant co sezon wprowadza zaledwie drobne zmiany, żeby było jasne, że kobieta, która ma na sobie jego tegoroczną suknię, jest na bieżąco z najdoskonalszym - i być może najbardziej proroczym - myśleniem o modzie".

Balenciaga był zacnym człowiekiem skromnego pochodzenia, o minimalnym wykształceniu, wrodzonej dumie i bardzo cienkiej skórze. Nigdy nie pojął, jak przydatne w życiu mogą być maski. Gdy jego przyjaciel Hubert de Givenchy podarował mu rysunek Picassa i zapytał, czy nie chciałby poznać artysty osobiście, Balenciaga fuknął: "On zawsze coś udaje. To klaun"10.

Głęboko wierzący katolik (wykonał nawet całun dla figury świętej Roseliny w Prowansji), miał zamiłowanie do rytuałów i rozmachu. Nienawidził zbytecznych szczegółów. Niewiele mówił. Z tego powodu był postrzegany jako wykwintny asceta, a dom mody Balenciaga przyrównywano do kościoła albo klasztoru. Jest to przesada, lecz trzeba przyznać, że jego projekty wywierały jakiś mistyczny czy wręcz moralny wpływ na kobiety ze śmietanki towarzyskiej, które je nosiły. Diana Vreeland w harmonii jego ubrań odnalazła nawiązania biblijne: "kobiety od razu czują się idealnie zespolone z dziełem stworzenia". Pani Paulowa Mellon ("Bunny") mówiła, że jego suknie dodają jej odwagi11; Gloria Guinness wątpiła, czy zasługuje, by je nosić12; a Teksanka Claudia Heard de Osborne ogłosiła, że chce być pochowana w ulubionej balenciadze, żeby być odpowiednio ubrana, kiedy spotka Cristóbala w niebie13. Pauline de Rothschild, którą Balenciaga ubierał przez dwadzieścia trzy lata, stwierdziła: "Znałam i lubiłam innych projektantów, rozumiałam ich projekty, ale tylko te od Balenciagi były naprawdę tajemnicze"14.

Znajomi i współpracownicy projektanta podkreślają jego czar. Potrafił też być bardzo trudny we współżyciu; osoba z jego kręgu wspomina, że w restauracji w Londynie trzy razy odsyłał solę do kuchni15. Jego wymagania niełatwo było spełnić, jednak - jak to zwykle z geniuszami bywa - najmniej wyrozumiałości miał dla siebie. Dążył do celu nieuchwytnego i prawdopodobnie niemożliwego do osiągnięcia. Pracownicy nierzadko ponosili konsekwencje perfekcjonizmu swojego szefa, jednak zawsze pozostawali oddani, nawet wtedy, gdy musieli na przykład godzić się na rewizje mające na celu sprawdzenie, czy nie wynoszą z warsztatu tajnych wzorów czy rysunków.

Technika Balenciagi była niedościgniona. Kilka lat temu w Londynie krawcowa przygotowująca eksponaty na wystawę poświęconą projektantowi zauważyła, że szew wąskiej sukienki, który wyglądał na zupełnie prosty, obejrzany od wewnątrz okazał się misternie zakrzywiony, żeby pasować do niezbyt szczupłego ciała klientki16.

A więc cóż można o nim powiedzieć, skoro słowa ekspertów świata mody (do których nie należę) tak często zawodziły, a o jego życiu prywatnym wiadomo tak niewiele? Owszem, istnieje dziś dom mody o nazwie Balenciaga, szyjący pr?t-a-porter i mieszczący się w jego kamienicy przy avenue George V. Projektant wiedział jednak, że świetność haute couture kończy się razem z nim, i wyraził - jak się okazało, na próżno - życzenie, by wraz z jego śmiercią umarło jego nazwisko. Pojawiają się wspomnieniowe wystawy, a w miejscu jego urodzenia urządzono nawet muzeum. Lecz gdzie jest prawdziwy Balenciaga? Czy można go w ogóle odnaleźć poza zamkniętą przed obcym wzrokiem pracownią?

Nie można. Wszelkie poszukiwania prawdziwego Balenciagi świadczą o braku szacunku. Jednak zamiast analizować jego pojawiające się dwa razy do roku kolekcje, warto spojrzeć na niego w kontekście jego czasów, otoczonego współpracownikami oraz dostawcami, "ludźmi, którzy robią guziki". Celem mojej książki nie jest wyjaśnianie tego, czego nie da się wyjaśnić, lecz po prostu oddanie czci tajemnicy. Ci, którzy podziwiają Balenciagę, chcą poznać go lepiej pomimo świadomości, że nie da się go poznać naprawdę. To paradoks i źródło frustracji, ale jednocześnie pewnego rodzaju hołd - złożony sztuce, dyskrecji, a nawet sprzecznościom rządzącym tym człowiekiem.

Pomysł, by zarysować postać Balenciagi na tle wydarzeń historycznych jego czasów (od których, co dla niego typowe, starał się odwracać wzrok) i jego domu mody, pojawił się podczas moich licznych obiadów z Florette Chelot, jego najlepszą vendeuse, czyli sprzedawczynią, i zarazem pierwszą osobą, którą zatrudnił w Paryżu17. Miała dziewięćdziesiąt lat, kiedy zaczęłyśmy nagrywać jej wspomnienia, ale pamięć o trzydziestu jeden latach pracy u Balenciagi była wciąż niezwykle żywa. Florette dzieliła się opiniami szalenie wyrazistymi, choć pełnymi wyrozumiałości. Ze wszystkimi szczegółami opowiadała mi o codziennej pracy w kamienicy przy avenue George V i współżyciu pomiędzy projektantem, klientkami i pracownikami. O dziwo, wcześniej nikt nie wpadł na pomysł, żeby ją o to zapytać. Nagle wszystko, co wcześniej czytałam o Balenciadze, nabrało innej perspektywy; jego dom mody z kościoła stał się dla mnie miejscem pełnym życia.

Tak więc jest to w pewnym sensie portret podwójny. Poszukiwania Balenciagi i historia Florette, którą poznałam, kiedy świeżo po studiach szukałam pracy. Przedstawił mi ją znajomy, młody angielski bywalec, który zabrał mnie do kamienicy przy avenue George V. Florette była niezwykle miła i tak rozbawiona moją nieśmiałością (i pewnie też okropnym strojem), że natychmiast poszła do pudła z niepotrzebnymi ubraniami i wybrała dla mnie kostium, który odstąpiła mi za symboliczną cenę.

Robiła to przez kilka kolejnych lat, aż do roku 1968, kiedy dom mody Balenciaga się zamknął. Do tego czasu przewinęło się przez moje ręce ponad dziesięć rzeczy od Balenciagi, z których większość wylądowała w sklepach z używaną odzieżą, bo muzea nie były zainteresowane jego strojami na co dzień, a ja nie miałam jak ich zatrzymać przez jedenaście przeprowadzek w Paryżu. Strojów już co prawda się pozbyłam, ale natrafiłam pewnego razu na fotografię, na której ubrana jestem w piękny płaszcz z biało-szarego tweedu. Pamiętam, że sam płaszcz prezentował się wspaniale, ale ja zupełnie zepsułam nieskazitelną linię kołnierza, ponieważ zostawiłam płaszcz rozpięty, co sprawiło, że klapy wisiały po obu stronach jak dodatkowe fałdy skóry. Spod spodu wyglądał kołnierzyk sukienki, przekrzywiony w kierunku lewego ucha.

Zdjęcie bardzo mnie rozbawiło. Przyniosłam je Florette, żeby i ona się pośmiała. Ale ona, przybrawszy swój uspokajający ton wytrawnej vendeuse, rzekła: "Mais non, co za uroczy sposób na rozwiązanie kołnierza". Później jednak nieroztropnie znowu przywołałam tamto zdjęcie. Westchnęła i już zwykłym głosem powiedziała: "Monsieur Balenciaga zerwałby z pani ten płaszcz".

 

Rozdział pierwszy

Cristóbal Balenciaga: co za piękne imię. "Elle" zachwycało się w 1950 roku, że cztery sylaby nazwiska "Balenciaga" (w rzeczywistości jest ich pięć) po prostu wyskakują z kartki. A pewien współczesny poeta dostrzega w "rozkołysanej melodii" tego nazwiska "zwiewność ubrań Balenciagi i wyjątkową justesse ich proporcji"18. Nazwisko "Balenciaga", rodem zza siódmej góry, powinno należeć - i należy - do baśni.

Baśń zaczyna się na początku ubiegłego stulecia w Getarii, niepozornej wiosce rybackiej na wybrzeżu Kraju Basków, pomiędzy San Sebastián a Bilbao. Istnieje wiele jej wersji, lecz oddajmy głos Pauline de Rothschild, dawniej Pauline Potter:

"Środkiem ulicy, ocienionej masywnymi kamiennymi domami wznoszącymi się po obu jej stronach, szła kobieta. Plecami zwrócona była do światła bijącego znad morza. Miała na sobie jasny, sięgający kostek kostium z jedwabnego szantungu. Grubo ciosane domy przytłaczały jej sylwetkę.

Przyglądał się jej mały chłopiec.

Gdy kobieta lada moment miała się z nim zrównać, on dawał nura w wąską przecznicę - wioskę wykuto w górze, przez co jej uliczki były tak samo wąskie i strome jak w Genui; niektóre składały się wyłącznie ze schodów. Chłopiec biegiem pokonywał następną przecznicę i znowu stawał przed nią.

I patrzył.

Pewnego dnia zatrzymał kobietę i zapytał, czy mógłby uszyć dla niej kostium. Miał około trzynastu lat, ciemne włosy i jeszcze ciemniejsze oczy. Uśmiechał się tak, jak będzie się uśmiechał całe życie.

- Dlaczego? - zapytała ona.

- Bo myślę, że dam radę - odparł.

Chłopcem tym był Cristóbal Balenciaga..."19.

A kobietą była markiza de Casa Torres (lub jej synowa); miała na sobie białą (albo beżową) suknię lub kostium od Wortha, Drecolla, Chéruit bądź Redferna, w zależności od tego, kto opowiada tę historię. Szła prawdopodobnie na mszę (lub z niej wracała). Chłopiec mógł mieć zaledwie sześć lat lub aż dziewiętnaście. Jego ojciec - który zmarł na serce lub utonął w morzu - był rybakiem lub kapitanem królewskiego jachtu. Legenda mówi dalej, że młody śmiały Cristóbal tak idealnie skopiował strój markizy, że została ona jego opiekunką i, gdy był jeszcze nastolatkiem, zabrała do Paryża na spotkanie ze słynnym krawcem Jacquesem Doucetem.

To wszystko po części prawda.

Ale jednak głównie nieprawda. Przyziemność faktów jak gdyby nie pasowała do kogoś tak egzotycznego jak Balenciaga (a przecież niezwykłość często wyrasta z powszedniości); tak więc zamiast dociekać prawdy, przez dziesięciolecia dodawano do legendy kolejne upiększenia. Na szczęście młoda baskijska kuratorka Miren Arzalluz podjęła wysiłek przekopania dokumentacji, po czym w roku 2010 opublikowała to, co udało jej się ustalić na temat rodziny i młodości Balenciagi20. Mity, nieznane fakty i instynktowne rozeznanie pomagają wreszcie ułożyć z chaosu całość spójną, choć pełną białych plam.

Getaria, miejsce narodzin Balenciagi, jest skromną i malowniczą wioską rybacką. W przeszłości służyła za port wielorybniczy, co wzbogaciło ją na tyle, że w samym jej centrum zbudowano wielki kościół gotycki San Salvador - ponury i nieco dziwny, ponieważ jego krzywa trapezowa podłoga unosi się w kierunku ołtarza. Koło ratusza stoi pomnik lokalnego bohatera, Sebastiána de Elcano, pierwszego żeglarza, który opłynął kulę ziemską (był drugim kapitanem na statku Magellana i przejął ster, gdy ten został zabity na Filipinach). Nowe tablice pamiątkowe wskazują dom Balenciagi - mały, schludny domek nieopodal kościoła - oraz matki Placida Dominga - zaraz nad wytwórnią konserw z anchois. Getaria szczyci się doskonałymi rybami, które kucharze smażą wprost na ulicy, a rzędy szarych budynków ascetyczną czystością formy przewyższają urocze domki w stylu baskijskim, jakie można znaleźć we Francji. Nawet dziś czuć tam pewną surowość charakterystyczną dla prowincji. Kiedy król Hiszpanii wraz z dworem udawał się na lato do oddalonego o trzydzieści kilometrów San Sebastián, mieszkańcy Getarii dostarczali ryby i różnorakie usługi.

Około roku 1853 cesarzowa francuska Eugenia, z urodzenia Hiszpanka, ustanowiła modę na wypoczynek w Biarritz. Idąc za jej przykładem, hiszpańska królowa Maria Krystyna w roku 1887 uczyniła położone po drugiej stronie granicy San Sebastián oficjalną letnią rezydencją królewską. Biarritz jest dynamiczne i miejskie, San Sebastián zaś - spokojniejsze, bardziej eleganckie. Może pochwalić się otwartą na morze promenadą i restauracjami, które przyniosły miastu sławę kulinarnej mekki. Znajomi Balenciagi z Paryża często byli zaskoczeni, że taki asceta uwielbia dobrze zjeść, ale on był przecież Baskiem, a Bask, jak powiadają, ma trzy egzystencjalne zmartwienia: Skąd pochodzimy? Kim jesteśmy? Co zjemy na obiad?21.

Plażowicze w San Sebastián około roku 1900 (? George Eastman House / Archive Photos / Getty Images)

Rezultatem ostatniego pytania jest świetne lokalne jedzenie. Dwa pozostałe są nieco bardziej skomplikowane. Nikt nie wie, skąd wzięli się Baskowie. Nawet dominująca grupa krwi jest inna niż u reszty Europejczyków. Oni sami lubią uważać się za aborygenów Europy; ich duchowym centrum ma być starożytny dąb w Guernice. Kiedyś uważano, że język baskijski - euskera - był tym, którym posługiwano się w raju; nie jest on spokrewniony z żadnym innym, a wszystkie pozostałe języki świata Baskowie określają jednym pobłażliwym słowem: erdera22. Są dumni (na mocy starego edyktu królewskiego wszyscy są arystokratami), głęboko wierzący i uparci. Nie ulega wątpliwości, że Cristóbal Balenciaga był Baskiem.

Urodził się w rodzinie ubogiej, lecz szanowanej. Ojciec, rybak, przez pewien czas był wójtem Getarii; później został kapitanem łodzi, którą w lecie pływał królewski dwór, w tym królowa. Matka miała pięcioro dzieci, z których dwoje umarło w niemowlęctwie. Urodzony w 1895 roku Cristóbal był najmłodszy. Siostra Agustina i brat Juan Martín całe życie pracowali jako jego przedstawiciele w Hiszpanii. Kiedy ojciec zmarł na zawał, starsze dzieci już pracowały. Jedenastoletni Cristóbal sam musiał pomagać matce, Martinie Eizaguirre.

Na długo przed śmiercią męża Martina uczyła miejscowe dziewczyny krawiectwa i szyła toalety dla klientek w rodzaju markizy de Casa Torres. Jej krawcową została na rok przed narodzinami Cristóbala. Według słów Huberta de Givenchy, Balenciaga opowiadał mu, że jego projektowym debiutem był naszyjnik dla kota ("ale koty nie chcą kłaść się na plecach, więc koraliki się rozsypały"); z kolei jedno z francuskich czasopism utrzymuje, że pierwsze było wdzianko (z nogawkami) dla psa. Tak czy inaczej, chłopiec siedział z mamą w domu, pomagał, bawił się skrawkami materiału i często chodził z nią na przymiarki do arystokratów na wczasach.

A więc utrwaloną legendę o spotkaniu markizy i chłopca trzeba zastąpić bardziej przekonującą wersją wydarzeń: Balenciaga od dziecka znał markizę i jej letni dom położony na wzgórzu nieopodal rynku w Getarii. Pomagając matce czy też bawiąc się z dziećmi gospodyni, opatrywał się z jej garderobą, magazynami modniarskimi oraz starannym wystrojem wnętrz (markiz posiadał obrazy Goi i Velázqueza), naturalnie wchłaniając świat, w którym przyjdzie mu spędzić całe życie. Nie tylko było mu dane przyglądać się paryskim sukniom, które jego matka kopiowała na użytek wakacyjny, ale poznał też angielskie krawiectwo i takie lubiane przez markizę nowinki, jak domy handlowe czy zakupy z katalogu.

Nigdy do końca nie oswoił się z francuską śmietanką, ale od markizy przejął swobodę w obcowaniu z hiszpańską arystokracją. Kiedy w 1960 roku prawnuczka markizy, Fabiola, brała ślub z królem Belgii, oczywiście to Balenciaga zaprojektował jej suknię. Kilka lat później jedna z jego modelek ze zdumieniem zobaczyła, że chłodny zazwyczaj Balenciaga siedzi na białej kanapie w salonie, śmieje się i żartuje ze starszą panią, która okazała się Wiktorią Eugenią, byłą królową Hiszpanii23.

Za wstawiennictwem markizy dwunastoletni Balenciaga pobierał nauki u krawca w San Sebastián, a potem przeniósł się do eleganckiego sklepu o nazwie "New England", by wreszcie wylądować w sansebastiańskiej filii domu handlowego "Grands Magasins du Louvre", pod auspicjami nie tylko markizy, ale i samej królowej wdowy Marii Krystyny. Już w 1913 regularnie jeździł do Paryża robić zakupy dla domu handlowego. Przez krótki czas mieszkał w Bordeaux, gdzie uczył się języka. W 1918 otwarł w San Sebastián swój pierwszy salon, "C. Balenciaga", po czym wszedł w trwającą sześć lat spółkę z dwiema siostrami, które zapewniały większość finansowania. Wkład Balenciagi wynosił 7362 pesety i 25 céntimos. Owe 25 centów świadczy o tym, że co prawda był coraz bardziej znany, lecz budżet wciąż miał jednak ograniczony. Sześcioletnia umowa z siostrami dobiegła końca w 1924 roku, wtedy też otworzył nowy sklep, "Cristóbal Balenciaga", stopniowo rozbudowując firmę o filie w Madrycie i Barcelonie - albo pod swoim nazwiskiem, albo pod nazwą "Eisa", utworzoną na podstawie nazwiska jego matki.

Moment nie mógł być bardziej dogodny. Europę gnębiła co prawda pierwsza wojna światowa, ale Hiszpania, która zachowała neutralność, kwitła; dobrze miało się zwłaszcza San Sebastián, korzystające na bogactwie Bilbao - portu oraz ośrodka bankowości i przemysłu. Międzynarodowa śmietanka przyjeżdżała tam korzystać z uroków spokojnego i eleganckiego życia. Po wojnie zniknęła elita starej daty w rodzaju markizy, która jeździła do Paryża zamawiać 365 kapeluszy (366 w roku przestępnym), ale nowa elita była równie atrakcyjna dla paryskich krawców. Począwszy od roku 1917 zaczęli oni przyjeżdżać z kolekcjami. Ważne domy Callot, Paquin i Worth pokazywały swoje projekty w luksusowych hotelach, na przykład "Marii Cristinie". W kasynie w San Sebastián Balenciaga zobaczył - i niewykluczone, że poznał osobiście - Chanel. A co najważniejsze, nawiązał dożywotnią przyjaźń z Madeleine Vionnet, pierwszą projektantką, która zastosowała cięcie ze skosu - odkrycie tak wiekopomne dla krawiectwa jak wynalezienie koła dla ludzkości24.

Podczas podróży służbowej do Paryża Balenciaga skopiował suknię (Courtesy of Balenciaga Archives Paris)

Balenciaga prawdopodobnie spotkał Vionnet w roku 1920, gdy pokazywała kolekcję hiszpańskiemu dworowi w San Sebastián. Już wcześniej w czasie wyjazdów do Paryża kupował do sklepu ubrania jej autorstwa (a w bibliotece Arts Décoratifs w Paryżu znajduje się pospieszny szkic jej sukni na hotelowej papeterii, sugerujący, że nie cofał się przed zapożyczaniem jej pomysłów). Kiedy się poznali, a ona zobaczyła jego projekty, zaczęła go zachęcać, żeby tworzył własne rzeczy, zamiast kopiować cudze. Oboje wyznawali nieugięty i nieco egzaltowany pogląd, że ubrania są drugą skórą, która ma rzeźbić, a nie tylko oblekać sylwetkę. Krawiec był dla nich budowniczym, nie dekoratorem. Oboje dysponowali niezwykłą techniką, przy czym Balenciaga był bardziej uniwersalny, opanował bowiem zarówno szycie płaszczy i kostiumów, jak i krawiectwo lekkie. Balenciaga i Vionnet widzieli w projektancie sprawnego rzemieślnika obcującego z klientami, a nie oderwanego od rzeczywistości artystę. "Krawiec ubiera żywych ludzi, nie marzenia" - mawiała Vionnet. Ich przyjaźń przerwała dopiero śmierć Balenciagi. Kiedy poznałam ją pod koniec lat sześćdziesiątych, akurat wróciła z dwutygodniowego pobytu w domku Balenciagi pod Orleanem, gdzie dochodziła do siebie po zapaleniu płuc. Miała na sobie uszyty dla niej przez Balenciagę komplet z wełnianej krepy w kolorze żywej czerwieni (jej własna paleta składała się głównie z odcieni beżu): kamizelkę oraz ciętą ze skosu spódnicę do ziemi.

Oboje odcisnęli wielkie piętno na historii mody. Dior nazwał później Balenciagę "mistrzem nas wszystkich", ale stwierdził też, że "nikt nie rozwinął sztuki szycia bardziej niż Vionnet"25. Ona urodziła się w roku 1876, była więc starsza o pokolenie, i kiedy się poznali, już cieszyła się sławą. Ich projekty bardzo się różniły; specjalnością Vionnet były proste, choć kunsztowne fałdy w stylu antycznej Grecji udrapowane na wspaniałych strojach a la westalka. Mieli jednak takie samo uczciwe i pełne zapału podejście do projektowania - Vionnet mawiała, że "suknia musi być szczera" - a ich głębokie zrozumienie materiału sprawiało, że nie lubili szkicować. "Nie znoszę szkicować. Projektanci, którzy szkicują, nie rozumieją tkaniny", stwierdziła Vionnet. Zamiast tego układała materiał na drewnianej lalce o wysokości 80 centymetrów. Givenchy opowiadał mi, że kiedy Vionnet była już bardzo stara i przykuta do łóżka, w czasie odwiedzin Balenciagi pokazywała mu lalkę, na której na różne sposoby drapowała tkaniny, wierząc, że jej pomysł mu się przyda. "A Cristóbal, z tym swoim wspaniałym uśmiechem, mówił: "Czy to nie cudowne, że w jej wieku wciąż pracuje i dzieli się ze mną projektami?" - wspominał Givenchy. - Do końca swojego życia miał kogoś, dla kogo był szalenie ważny - madame Vionnet".

Dla młodego Balenciagi Vionnet musiała być kimś w rodzaju ulubionego nauczyciela - stanowcza, lecz serdeczna. Istotnie chciała zostać nauczycielką, ale sąsiad zwrócił uwagę jej ojcu (matka uciekła), że dalsza nauka oznaczałaby większe rachunki za ubrania, a zatem w wieku dziesięciu lat zabrano ją ze szkoły i umieszczono na praktykach u krawca damskiego. "Gdybym została wykładowcą, miałabym tylko umysł - stwierdziła wiele lat później. - A tak odkryłam, że mam ręce, i nauczyłam się je kochać". W Anglii, gdzie pojechała, by nauczyć się języka, początkowo pracowała jako pomoc w szpitalu dla umysłowo chorych, a pięć lat później - w zakładzie krawieckim Kate Reilly na Dover Street w Londynie. Po powrocie do Paryża została zatrudniona przez prestiżowy zakład "Callot Soeurs", a potem przeszła do firmy Jacques'a Douceta, projektanta luksusowych sukien i kolekcjonera sztuki (był mecenasem projektantki mebli Eileen Gray na początku jej kariery, a także pierwszym właścicielem Panien z Awinionu). U Douceta jej zadaniem było zmodernizowanie firmy. To tam odkryła, że cięcie ze skosu, do tej pory wykorzystywane tylko na podszewkach, może nadać sukniom nowej lekkości: "Chciałam tego i znalazłam - mówiła mi. - To było naturalne". Dodała, że vendeuses uznały nowe cięcie za okropne. W 1912 otwarła własny skromny sklep przy rue de Rivoli; w 1923 uzyskała wsparcie finansowe, które pozwoliło jej stać się najważniejszym domem mody na avenue Montaigne.

Madeleine Vionnet (? Laure Albin-Guillot / Roger-Viollet / The Image Works)

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.