Ćpunka - Kamil Grzelak

Reflow text when sidebars are open.
- Stary, to coś więcej z tą Kingą? Słyszałem, że twoja przyszła teściowa się poskarżyła jakiejś koleżance, że widziała cię w aucie, jak ci Izka loda robiła.
- Skąd wiesz, że to Izka?
- Po miejscu, w którym stało auto i po opisie. Nasze miasto jest małe.
- No tak, ciągnie się to już od trzech miesięcy. Ćpamy razem, imprezujemy, ale tam ma, kurwa, założoną kłódkę. To dziewica.
- Czekasz do ślubu? Powinieneś się cieszyć z teściowej, która boi się jej powiedzieć o tym, co z ciebie za jeden.
- Pewnie nie chce, żeby jej córeczce runął świat - powiedziałem i wrzuciłem niebieskiego granta z towarzyszami broni i jakimiś przypadkowymi panami, ciesząc się chwilą i tym, że moja pani nie zawraca mi głowy. W końcu mogłem się zabawić w starym, dobrym stylu.
Miała nadmiar pracy w tym swoim banku, ostatnio dowoziłem jej tylko towar i nic więcej. Do tego byłem jej potrzebny. Gdyby nie to, że jest z wymarłego gatunku dziewic po dwudziestym roku życia, już dawno bym ją zostawił, a tak musiałem jeszcze trochę pomaglować. Nie wierzyłem w to, że się nie domyślała, co robię od trzech miesięcy. Mówiłem jej prawdę, jak się pomyliłem, i wtedy, kiedy oznajmiałem jej, że wygląda pięknie. Od Kingi wymagałem tego samego, czego od dziewczyny obok mnie - nadstawienia biustu, żebym mógł wciągnąć ścieżkę dobrego koksu i wylizać to, co na nich zostanie. Nadstawienie tyłka, żebym mógł spuścić z krzyża. A to, że ona oczekiwała czegoś więcej, stawało się problematyczne. Jeszcze ta jej ułożona rodzinka, która przyprawiała mnie o zawrót głowy.
Gdybym mógł wybrać najlepszą dla siebie opcję, nic bym nie zmienił. Podobało mi się życie, którym żyłem. Nie miałem w nim czasu na marzenia czy na życie życiem, o którym marzyłem. Czasami bywałem zagubiony i myślę, że w dużej mierze to przez dragi w organizmie.
- Te, stary, chcesz trochę? - bąknął do mnie znajomy, podając mi pompki i miecze. Nigdy nie zdecydowałbym się na walenie po kablach, jednak rozumiałem to i jak najbardziej szanowałem.
- Nie.
Weźmy na warsztat taką trawę - bongo, blant, joint, z sziszy, wiadra, żarską metodą szwarc i tak dalej. Strzykawka i igła są tylko formą przyjmowanego narkotyku, a zmienia się tylko to, że przełyk będzie cały, zatoki tym razem nie będą pokrzywdzone, a dostanie się kablom.
A to czy tam będzie heroina, czy 3-MMC, nie robiło według mnie absolutnie żadnej różnicy. Było mi obojętne czy ktoś będzie pił całą noc, czy będzie wciągał grube kreski i palił szluga za szlugiem.
Witajcie w moim świecie, gdzie różnimy się tylko substancjami, które krążą w naszym organizmie i paragrafami w naszych aktach. Kinga stanowczo nie była na to gotowa, nie dźwignęłaby takiego życia.
- Kurwa, chyba zaczynam się o nią martwić. Nie jest ze mną najlepiej. Już wiem! - mówiłem do siebie w myślach. Chwyciłem pierwszą pannę, która była pod ręką i zaciągnąłem ją do toalety. Spuszczenie z krzyża miało zniwelować trochę tego życiowego bad tripa, którego złapałem.
- Ooo, jaki duży - wypowiedziała z udawanym zachwytem.
- Jesteś dziwką, ale nie musisz mnie oszukiwać - odparłem, wpychając penisa między jej powiększane wargi i napawałem się tym, że jest wystarczający, by nic nie mówiła. A uwierzcie, była gadatliwa jak dziecko, któremu się buzia nie zamyka.
- Najpierw śmietanka, a potem będziesz się przedstawiać - pomyślałem i w pewnym momencie puściłem jej głowę. Radziła już sobie doskonale. Wiedziała, jakie tempo mi odpowiadało. Zacząłem rozmyślać nad bezsensownością życia i ryzykiem, jakie podejmowałem.
Czy to było tego warte?
NIE!
Szybkie auta, koledzy, którzy są, bo mają w tym interes, czy prostytutki, które nie powinny wcale otwierać buzi, chyba, że od razu miały coś pod nią podstawiane.
- O, to już.