Cięcie! - krzyknął rozwścieczony reżyser. - Co ty, kobieto, do cholery, odstawiasz? Ile razy mam ci powtarzać, że masz być pewną siebie prawniczką! A ty mi tu odgrywasz Dankę z "Na Wspólnej"! Trochę życia! Mamy nagrać kinowy hit, a nie film, który zdobędzie nagrodę żenady roku. Przez ciebie powtarzamy tę scenę już 35. raz! - mężczyzna złapał się za głowę i przewracając oczami, spojrzał na Jarosława.
- Może chociaż ty dasz jej do zrozumienia, że ma się wziąć do roboty... Bardzo cię proszę, przemów tej babie do rozumu, bo mi już ręce opadają. Przysięgam, że zaraz zrobię jej krzywdę, a do kryminału przez jakieś durne babsko trafić nie zamierzam!
- Spoko stary! No problem - Jarosław z kamienną twarzą zwrócił się do młodej aktorki.
- Słuchaj, laleczko... Zaraz, jak ty w ogóle masz na imię?
- Luiza.
- Dobra, Luiza, musisz coś zrozumieć, gdyż ewidentnie nie pojmujesz, co my tu robimy. To poważna produkcja, a nie plac zabaw dla dzieciaczków. Zdaje mi się, że już jesteś dorosła. Widzę, że cycuszki masz jak marzenie. Wypnij je, cholera jasna, do przodu, a tyłek do tyłu i daj coś z siebie! Kurwa, jesteś aktorką, a nie mimozą!
Dziewczyna spojrzała na niego niepewnie.
- Jarek, to nie jest takie proste. Przecież staram się, jak mogę...
- Ja tego jakoś nie widzę. Nikt tu, kurwa, tego nie widzi! Umiesz grać czy nie? - Aktor powoli zaczynał tracić panowanie nad sobą.
- Uświadamiam ci zatem, że owszem, staram się, ale nie jest mi łatwo, a już w szczególności nie jest mi miło, gdy się tak do mnie zwracasz - dziewczyna wycedziła przez zęby.
- A ktoś ci obiecywał, że będzie to łatwe, proste i przyjemne? W życiu spotyka się różnych ludzi. Powiedzmy, że ja jestem ten zły i niedobry, który ma ustawić cię do pionu.
- Daruj sobie. Rozumiem, że grasz złego policjanta, ale to mi w niczym nie pomaga.
- Może być tylko gorzej. Wkurzasz mnie. Wkurzasz nas wszystkich. Chcesz załapać się do następnego filmu, obciągając reżyserowi albo komuś z ekipy? Nie? To pokaż do cholery, że masz jakiś talent! O ile go masz. Bo już straciliśmy na to nadzieję - Jarosław wyrzucał zdania jak pociski, z każdym coraz bardziej podnosząc głos.
- Kurwa mać... Przeginasz - podbródek Luizy zaczął niebezpiecznie drżeć.
- Zasłużyłaś! - wrzasnął aktor kompletnie już wyprowadzony z równowagi.
- Coś ty powiedział? Bufon, idiota! Słyszałam... Słyszałam, ale myślałam, że to plotki. Teraz już wiem, że to najprawdziwsza prawda: jesteś najbardziej wulgarnym i debilnym facetem, jaki chodzi po tej ziemi!
- Laleczko, o czym ty do mnie rozmawiasz? Słuchasz plotek? O pani... Mamy tu czytelniczkę jednego z owych prześwietnych portali... Zdradź nam: gdzie podają najciekawsze, z dupy wyssane informacje?
- Jesteś tak beznadziejny, że dziwię się wszystkim, którzy cię zatrudniają. Dno dna! Za wszelką cenę chcesz udowodnić, że jesteś coś wart! Nie jesteś! Jesteś fiutem! - wściekła wykrzyczała, co o nim sądzi, i już podniosła dłoń, by go spoliczkować, ale w ostatniej chwili ją cofnęła.
- Niech Bóg ma cię w swojej opiece, jeśli odważysz się mnie dotknąć. Chyba zdajesz sobie sprawę, kim jestem i jak bardzo możesz sobie tym zaszkodzić. Zwłaszcza teraz, gdy patrzy na ciebie 30 osób. A może właśnie o to ci chodzi, o jakieś zabawy sado-maso? Tak możemy się pobawić, ale za godzinkę, jak nikt nie będzie patrzył. Lubię takie niegrzeczne dziewczynki - prychnął ironicznie, wykrzywiając usta.
Jarek nie miał szacunku do nikogo i, co najgorsze, doskonale wiedział, że może sobie pozwolić na takie traktowanie ludzi. Był już tak znanym i rozchwytywanym aktorem, że chyba nie było na świecie nic, co mogłoby pozbawić go pracy czy pozycji wypracowanej latami.
Ale dziewczyna, doprowadzona do skrajności, tym razem się nie powstrzymała. Po sekundzie Jarosław stał osłupiały, z purpurowym policzkiem. Teraz już bardziej zaskoczony niż wściekły. Już dawno żadna kobieta nie zadziwiła go tak jak tego dnia Luiza. Trzeba przyznać, miała ogromną odwagę i szacunek do siebie. Nareszcie ktoś dał do zrozumienia aktorowi, że nie można bezkarnie traktować innych w taki sposób. Jednak czy ta akcja faktycznie coś zmieniła? Czy tylko spowodowała, że Luizę bardzo szybko wyrzucono z planu? Prawdopodobnie odpowiedź na to pytanie nie zadowoli żadnej kobiety, więc lepiej nie odpowiadać.
- O ty zdziro! No, no, szacuneczek! Ale mam dla ciebie złą wiadomość. Odtąd będziesz miała długo szlaban na ekran, a z deskami teatru jeszcze muszę poważnie porozmawiać. Możesz już zacząć żegnać się z marzeniami. Szkoda, oj jaka szkoda. Pierwszy ustawiłbym się w kolejce do obciągania, gdybyś przyszła na casting do następnego filmu.
Dziewczyna, słysząc kolejne obelgi, znów się zamachnęła, jeszcze raz uderzyła mężczyznę, tym razem w drugi policzek. Jarek chwycił jej dłoń, zanim zdążyła ją cofnąć od jego twarzy.
- Masz tupet, moja droga. Ale tą rączką mi możesz co najwyżej fiuta poszarpać - mówiąc to, odwrócił kobietę i z całej siły popchnął w kierunku wyjścia.
- Gówno warte jest granie z takim chamem jak ty! Myślisz, że wszystko ci wolno? Nie jesteś pieprzonym królem świata! - Luiza, krzycząc, roztrzęsiona wybiegła ze studia.
Cóż, Jarek nie należał do mężczyzn obdarzonych szczególną kulturą osobistą. Był za to ponadprzeciętnie pewny siebie. Można powiedzieć, że jego życiowa droga była usłana... nie, ona była usrana różami. Zawsze wszystko uchodziło mu płazem i doskonale o tym wiedział. Świat go kochał i dawał mu jasno do zrozumienia, że pozwala mu na wiele. Choćby jazda samochodem. Prowadził po wariacku, jak mu się żywnie podobało, przepisy miał w dupie. Mandatów właściwie nie dostawał, bo gdy patrol policji go zatrzymywał, nigdy nie prosił o dokumenty, zawsze o autograf. Był bezkarny. Przyjmował wyłącznie nagrody, ludzie piszczeli na jego widok, kobiety zdejmowały staniki. Tak, był królem, i uzurpował sobie prawo do tego, żeby decydować o życiu innych ludzi.
Jednak tego dnia coś wymknęło się spod kontroli. Ktoś był nieposłuszny. Ale on okazał mu łaskę. Nie obciął głowy na gilotynie, a jedynie posłał Luizę do diabła. Poczuł się z tym zupełnie inaczej niż zwykle, niecodziennie i dość dziwacznie. Nawet nie pamiętał, kiedy, i czy w ogóle, przytrafiła mu się podobna sytuacja. Był rozkojarzony, nawet wściekły. Jakim prawem uderzyła go kobieta o trzy pokolenia młodsza?! To przecież ewidentny brak szacunku - myślał. Bo przecież to, że on sam zachował się po chamsku, w ogóle nie zaświtało mu w głowie. Stawiał siebie na bardzo wysokiej wieży, z której mógł swobodnie patrzeć na ludzi z góry. Pępek świata, świata początek, a reszta to tylko robactwo. Stary człowiek i może... A może! I może być bardziej popieprzony niż niejeden młody Alvaro, któremu się wydaje, że pozjadał wszystkie rozumy.
Zaraz po tym zdarzeniu Jarosław zatrzymał się w najbliższej kawiarni. Padło na jedną z popularnych w Warszawie sieciówek. Chciał ochłonąć, napić się przyzwoitej kawy, omówić przez telefon z przyjacielem zbliżający się wielkimi krokami zajebisty wieczór. Wtorkowy wieczór, który miał oczyścić złe emocje z całego tygodnia. Wciąż jeszcze nabuzowany, stanął w kolejce i bezwiednie zaczął się przysłuchiwać zamówieniom, które klienci składali baristom. Im bardziej się wsłuchiwał, tym bardziej odzywały się w nim skłonności mordercze, a nawet myśli samobójcze. Tak, był już na granicy wytrzymałości.
Pierwszy klient:
- Dzień dobry. Poproszę... - klient na dłuższą chwilę zawiesił głos, pilnie wpatrując się w menu zapisane kredą na czarnej tablicy za plecami sprzedawcy.
- Ma pan ochotę na mocniejszą kawę czy raczej deserową? - barista próbował pomóc w wyborze.
- Już wiem, poproszę latte na mleku sojowym.
- Czy przygotować napój z polecanej kawy arabika?
- Nie wiem...
- W takim razie zrobię ze standardowej mieszanki kaw.
- A może jednak zdecyduję się na tę arabikę.
- Dobrze.
- Albo nie, jednak poproszę zwykłą latte, ale na mleku sojowym - klient w końcu podjął ważką życiową decyzję, zastanawiając się na wyborem napoju dobre 5 minut.
Drugi klient:
- Poproszę flat white, koniecznie na mleku bez laktozy z bezcukrowym syropem karmelowym i do tego trzy torebki cukru trzcinowego.
Trzeci klient:
- Dzień dobry, dla mnie serniczek. Nie, nie ten, tamten bezglutenowy z pomarańczą.
- Czy coś jeszcze będzie?
- Czy w tamtym ciastku są orzechy?
- Są.
- O to nie. Absolutnie! A fe. W takim razie tartę i herbatkę English breakfast. I jeszcze dla żony proszę bezkofeinową ciasteczkową mochę.
Jarek nareszcie doczekał się swojej kolejki.
- Jezu... ludzie, porąbało was do reszty? Chcę kawę z kawą. Macie w ogóle coś takiego jak zwykła kawa? Może jestem jakiś niedzisiejszy?
- Proszę się nie denerwować. To tylko kawa - młody chłopak za ladą próbował tonować emocje. Oczywiście, zaparzę panu americano w wersji klasycznej.
- Dawaj!
- Espresso na bazie mieszanki mocha italia zatopione w demineralizowanej wodzie termalnej. Pasuje panu?
- Facet, ja chcę do cholery czarną kawę!
- Tak to się u nas, proszę pana, nazywa - barista był już odrobinę zniecierpliwiony.
- Nieważne, dajcie, co macie. Ile płacę?
- 15 złotych.
Jarek rozsiadł się na kanapie, trzymając kubek z kawą. O, pardon, raczej z wyjątkową kompozycją szlachetnych ziaren i wody wydobytej z głębin naturalnych źródeł termalnych. Wyciągnął telefon.
- Halo, Mariusz?
- Hej, co dobrego, Jarek?
- Dobrego? Nic! Szlag niech trafi cały dzisiejszy dzień, to jakaś porażka! Wszytko wyprowadza mnie z równowagi, wszystko!
- Spokojnie! Wieczorkiem się zrelaksujesz... - przyjaciel starał się go uspokoić, ale chyba nie był zbyt przekonujący.
- Obym tylko wytrwał... - do wieczora zostało jeszcze parę godzin, a Nowicki był tak nabuzowany, że jeszcze chwila, a gotów komuś rozwalić łeb.
Raz na tydzień Jarosław spotykał się z przyjaciółmi na męskich wtorkach. Była to ich rytualna libacja, myśleli o niej od środy do poniedziałku non stop. Nie było wśród nich faceta, który w środku tygodnia nie patrzyłby co jakiś czas na zegar i nie odliczał minut do godziny zero, kiedy nareszcie mogli się zobaczyć. W każdy wtorkowy wieczór znikali i wylogowywali się z życia rodzinnego i zawodowego. Tych parę godzin traktowali jako najlepszą nagrodę, jaką mogli sobie sami podarować. Radosną przerwę w nudnym i monotonnym życiu, zajętym przez niemiłosiernie gderające żony, nawał obowiązków, terminy zleceń czy kilometrowe scenariusze, których trzeba uczyć się na pamięć. Wchodzili do swojego świata, zatrzaskując za sobą drzwi przed obcymi, ale przede wszystkim przed najbliższymi. Za tymi drzwiami działo się wszystko, na co tylko mieli ochotę. Stworzyli tajemniczy męski krąg, do którego należało tylko dziesięciu facetów. Byli żonatymi, zmęczonymi prozą życia podstarzałymi degeneratami, którzy do tego mają totalnie nierówno pod sufitem. Nazywali siebie Dziesięcioma Dżentelmenami, wszyscy nosili koszule z monogramem DŻ na mankietach i ufali sobie bezgranicznie. Nie było opcji, żeby to, co działo się między nimi, gdziekolwiek wypłynęło, a wtorkowe wieczory były ich świętością. Znaczek na mankietach w najgorszych chwilach przypominał im o tym i dawał siłę, żeby przetrwać do wtorku. Wtedy najgorsze emocje znajdowały ujście, we własnym, męskim, wtajemniczonym gronie. Gronie mężczyzn o zgorzkniałych sercach i wyrafinowanych gustach erotycznych. Oczywiście spotkania owe nie miały na celu tylko i wyłącznie spuszczenia napięcia z ich penisów. Spędzali razem całe wieczory, rozpieszczając wszystkie swoje zmysły. I wypuszczając na powierzchnię swoje najgorsze demony, drzemiące w nich głęboko.
Wróćmy jednak do rozmowy Jarka z Mariuszem:
- Jarek, co z tą panną, która była u ciebie parę dni temu? - zagadnął przyjaciel.
- A jak myślisz?
- Nie wygłupiaj się, nie będę się bawił w zgadywanki.
- Cóż, panna łatwa i szybciej mi z nią pójdzie, niż myślałem. Obudziła się rano po bzykanku. Znalazła forsę, wyszła z pokoju zdziwiona. Po czym zapytała cieniutkim głosem "Co to ma być? Dlaczego dałeś mi tyle pieniędzy?".
- Ha, ha, ha! A co, chciała mniej?
- Możliwe!
- I co ty jej na to odpowiedziałeś?
- Że chciałem podarować jej prezent, ale nie wiedziałem, co lubi, więc postanowiłem, że dam jej parę złotych, żeby sama sobie coś kupiła.
- Nie gadaj, tak szybko wzięła?
- Wzięła, wzięła! Z początku była skrępowana, ale poszło jak po maśle. Jak planowałem.
- To teraz będzie robić wszystko, co tylko jej powiesz. Widzi, że masz hajs, i łatwo nie odpuści.
- I właśnie o to mi chodziło! Nie mam teraz czasu na szukanie innej panienki, a poza tym nie ma w okolicy nikogo lepszego.
- Oj bez przesady, nie gadaj głupot! Ślepy jesteś? Tyle towaru chodzi po ulicach...
- Mariusz. Ja cię proszę. Mam milion spraw na głowie. Zwyczajnie nie chce mi się szukać innej. Ja wiem, że te lachociągi kuszą, prężą wywalone na wierzch piersi, pachną, ale wiesz dobrze, o co mi chodzi. Zresztą, kto powiedział, że będę musiał do końca życia oglądać tylko jej cycki?
- Wiem, o co chodzi. Nie może tak dłużej być. Potrzebujesz żonki, i to szybko. Ktoś musi przy tobie być. Taki facet jak ty powinien przecież mieć się czym pochwalić na ściance. No i wiesz... w końcu napiszą o tobie coś pozytywnego.
- Cieszę się, że mam w tobie takie wsparcie.
- Już widzę te tabloidy z nagłówkami "Pan Jarosław Nowicki u boku swej pięknej żony. Ustatkowany dojrzały aktor".
- Dokładnie. A zresztą, milej się wraca do domu, gdy ktoś tam czeka. Pies, dupa, jeden chuj, ale baba przynajmniej się sama obsłuży. A nawet jak masz to babsko totalnie w dupie, to chociaż do kogoś gębę otworzysz, z kimś zjesz kolację i pojedziesz do spa.
- Doskonale wiem, o czym mówisz. To co, kiedy się widzicie? Coś już zaplanowałeś?
- Aj tam... Jak mi się zachce, to do niej zadzwonię.
- Ha, ha, ha, niezły jesteś.
- Przecież obaj wiemy, że teraz, po tej akcji, jak podarowałem jej parę groszy, już będzie jeść mi z ręki. Nawet gdybym jej kazał jeść gówno, toby zjadła.
- Masz rację.
- Dobra, Mariusz, teraz mamy ciekawsze rzeczy do obgadania. Koniec smętnych historii, wybiła 17. O pracy nie gadamy, o życiu nie gadamy. Tematem przewodnim dzisiejszego wtorkowego wieczoru jest Azja.
- O, zaciekawiłeś mnie. Ty zawsze umiesz coś wymyślić. Gadaj, co zaplanowałeś?
- Mariusz, powolutku... Jak nie będzie niespodzianki, to podnieta będzie mniejsza i satysfakcja nie taka. A tu chyba o to chodzi! Dziś mają ponieść nas emocje. Będzie zajebiście. Zresztą, jak zawsze! Zadzwoń do wszystkich i umów nas za dwie godziny pod adresem, który zaraz ci podam. Pamiętaj, to nasze obowiązkowe szkolenia pracowników, które mają podnieść kwalifikacje zawodowe - Jarosław zakończył rozmowę tonem tyleż żartobliwym co nieznoszącym sprzeciwu, choć przyjaciel ani przez sekundę nie zamierzał mu się sprzeciwiać.
Dżentelmeni, zgodnie z ustaleniami, spotkali się o umówionej godzinie w wyznaczonym miejscu. Na fasadzie starej zaniedbanej kamienicy wisiała tabliczka z numerem 28, przed bramą czekała na nich drobna kobieca postać.
- Witam panów w naszej restauracji - kobieta odezwała się miłym, ciepłym głosem. Ubrana była w kimono. Jej twarz z daleka wyglądała na bardzo jasną, z bliska można było dostrzec, że to efekt białego makijażu. Także fryzurę miała niezwykłą. Choć starali się tego nie okazywać, ta niecodzienna stylizacja wzbudziła zainteresowanie mężczyzn; zastanawiali się, co tak naprawdę kryje się pod kimonem.
- W restauracji? Przecież nic tu nie ma - zdziwił się jeden z nich, spoglądając na Azjatkę pytająco.
Kobieta wskazała delikatną dłonią niepozorne, metalowe i mocno zardzewiałe drzwi obok głównej bramy.
- Proszę za mną - powiedziała.
- To chyba jakiś żart. Jarek, co to za speluna? - Mariusz odwrócił się w kierunku przyjaciela, ale ten tylko tajemniczo się uśmiechnął.
- Spokojnie, wszystko jest pod kontrolą.
Poszli za nią. Przecisnęli się przez wąskie przejście, za nim zaczynał się długi ciemny korytarz. Małe czerwone lampki tylko nieznacznie rozpraszały mrok. Korytarz wiódł do wielkiej kuchni, w której panował niesamowity rozgardiasz. Kilku kucharzy w wysokich białych czapach krzątało się przy palnikach i przekrzykiwało ponad kłębami pary unoszącymi się znad woków. Azjatka poprowadziła ich dalej. Z kuchni przeszli do pomieszczenia przypominającego duży ekskluzywny salon. Był on spowity kłębami dymu z cygar, unoszącymi się nad głowami gości.
- Miło mi powitać panów w tajnej restauracji Smak Azji. Mam nadzieję, że spędzicie z nami niezapomniane chwile i zasmakujecie odrobiny rozkoszy. I że wasze kubki smakowe będą usatysfakcjonowane, choć nie tylko one... - uśmiechnęła się do nich i zaczęła opowiadać o nowym kulinarnym miejscu na mapie stolicy.
- W naszej restauracji może przebywać jednocześnie tylko 100 osób. Jest to wyjątkowe miejsce dla szczególnej i wyselekcjonowanej klienteli. Za wszystkie atrakcje, które będą panów udziałem, naliczane są punkty na kartach - to mówiąc, kobieta wręczyła każdemu z nich kawałek eleganckiego plastiku. - Proszę nie martwić się o rachunek, kartę opłaca się przy wyjściu - dodała dyskretnie i kontynuowała prezentację restauracji. - Musicie panowie wiedzieć, że obowiązuje tu specyficzny dress code, wszystkich klientów prosimy o jednakowy strój, a raczej... o jego brak. Po przekroczeniu progu Smaku Azji klienci zostawiają swoje ubrania w indywidualnych szafkach. Kelnerki są zaś ubrane tak jak ja, w tradycyjne kimona, by podkreślić prawdziwie azjatycki klimat tego miejsca. Nie musicie się panowie nikogo ani niczego obawiać, nagość nikogo tu nie zgorszy. Nie trafia tu nikt niepowołany. Restauracja nie ma okien, tak więc nasz lokal nie stanowi problemu również dla sąsiadujących mieszkańców. Zresztą, mało kto w ogóle o nim wie. Czujcie się tu swobodnie.
Mężczyźni rozejrzeli się zdumieni po tajemniczym pomieszczeniu, po czym karnie udali się do szatni ukrytej za bambusowymi kotarami. Każdy z nich znalazł w szafce miękkie kapcie oraz szlafrok. Były one przygotowane dla tych gości, którzy nie do końca czuli się swobodnie ze swoją nagością, albo gdyby uznali, że będzie im za zimno. Niestereotypowe miejsce od samego początku przypadło im gustu. Restaurację oświetlał blask świec, dźwięki tłumiły miękkie kotary, jedwabne poduszki i puszyste dywany. Przy wejściu na wysokich barowych stolikach czekały na nich wyszukane koktajle. Ich nazwy przywodziły na myśl cztery żywioły: Ognisty Smok, Morze Rozkoszy, Władca Wiatru, Raj na Ziemi.
- To jak wam się, panowie, podoba? - zapytał dumny z siebie Jarosław.
- Jak ty znalazłeś to miejsce? Chyba tu zamieszkam!
- Nie ma sprawy, załatwione - roześmiał się Jarek.
- Opowiadaj, co tu można ciekawego robić. Wiesz dobrze, o co pytam. Będą jakieś gołe dupeczki i cipeczki?
- Ha! Pewnie, że będą.
Ich ekscytacja pasowała do specyficznej aury podniecenia, która uniosła się w powietrzu, wzmocnionej nastrojową muzyką w tle.
Po jakiś czasie z szatni wyszła grupka lekko pijanych typów. Mieli klatki piersiowe pokryte kręconymi, przyprószonymi siwizną włosami, które idealnie pasowały do ich piwnych brzuszków, opadających powiek i serdelków zwisających między nogami. Jednak w restauracji było tak ciemno, że dostrzec można było jedynie zarysy sylwetek. Trzeba przyznać, że dzięki temu Dżentelmeni nie byli aż tak skrępowani, choć i tak czuli się dość niezręcznie. Nie byli pewni, czego się spodziewać, zaskoczeni, a jednocześnie zachwyceni bądź co bądź nowym doświadczeniem. Usiedli przy stolikach, wybrali z kart dania, które kucharze przyrządzali na ich oczach. Menu składało się z pozornie prostego jedzenia - dużo warzyw, kwiatów, wędzonych mięs i ryb. Był też czerwony, czarny i złoty kawior, a także potrawy, które niemalże ruszały się na ich talerzach. Jedzenie podawane było w glinianych misach z drewnianymi pałeczkami. Alkohol był z kolei serwowany w olbrzymich kielichach, więc czuli się jak sam Dionizos. Chociaż w tym przypadku powinien być to raczej Caishen, chińskie bóstwo dobrobytu, albo inny azjatycki patron dzikiej natury i luksusu. Atmosfera panująca w restauracji nie była podobna do niczego innego. Wraz z nagością, która zaskoczyła ich już od wejścia, pojawił się również zakaz używania urządzeń elektronicznych. Mieli dzięki temu poczucie jeszcze większego zaangażowania w sytuację, w której się znaleźli. Właśnie na tym zależało im najbardziej. Na chwili relaksu, oderwania od szaleńczej gonitwy i chwili zamknięcia się w zupełnie innej, abstrakcyjnej rzeczywistości. Czary mary - szaleńcu stary.
- Mam 60 lat, a takiego miejsca na oczy nie widziałem. Podaj mi, proszę, alkohol - zwrócił się Mariusz do Jarka.
- Chyba oszalałeś, uważasz, że będę ci teraz polewał? Od czego mamy służące! Oj przepraszam, nasze kelnereczki - Jarek się roześmiał, podniósł rękę i szybkim gestem poprosił jedną z kobiet do stolika.
- Czy mogłabyś nam jeszcze nalać tego wina, sake czy czegokolwiek, co jest w tym dzbanku?
- Oczywiście, proszę pana.
- A powiedz mi, moja droga... Chodź, chodź, nachyl się tu, proszę, nade mną.
Kobieta przysunęła się, nadstawiając ucho.
- Kiedy będziemy mogli liczyć na masaże? - wyszeptał Jarosław, puszczając oko w stronę kolegów.
- Jeśli panowie chcą, to sale z dziewczętami są już gotowe - odrzekła kelnerka.
- Tak? Panowie, idziemy! - Jarek podniósł się od stolika, pozostali poszli w jego ślady.
Mężczyzna stanął w kolejce jako trzeci. Zerknął przez ramiona kolegów. Zobaczył prawie pustą salę wysłaną czerwonym dywanem, na którym klęczała dziewczyna. Zapalała świecę i rozgrzewała nad nią olejek. Wciąż był zdezorientowany. Miał nadzieję, że będą tam łóżka - liczył przecież na seks. Obiecał to każdemu. I to miał załatwić!
Zza drzwi jednego z pokoi wyszła filigranowa Tajka. Jej ciało zostało ledwo co obdarzone krągłościami przez matkę naturę. Zdezorientowany, przyjrzał się jej drobnym dłoniom, wyjątkowo szczupłym nogom i czarnym jak smoła włosom. Dziewczyna pociągnęła go za rękę do pustego pokoju i zamknęła drzwi. Wskazała prysznic i zaproponowała, by po obmyciu ciała pozostał jeszcze przez chwilę zamknięty w kabinie. Jarek posłusznie udał się pod natrysk. Nagle z dołu, spod jego stóp zaczęła wydobywać się para wodna. Woda skraplała się na ciele. Ta prywatna miniłaźnia parowa bardzo mu się spodobała. Gdy tylko wyszedł, dziewczyna wskazała krzesło, na którym się rozsiadł. Nachyliła się nad nim i podniosła jego stopy, oblewając je ciepłą wodą. Podała mu trzy buteleczki zawierające trzy różne żele do mycia, poprosiła, by wybrał ten, którego zapach najbardziej mu się podoba. Następnie nałożyła na jego stopy kilka aromatycznych kropel, delikatnie masując. Po chwili przenieśli się na podłogę. Jarek ułożył się na plecach, a kobieta zaczęła masować jego szyję.
- Czy czuje pan zdenerwowanie? - zapytała.
- To znaczy?
- Pytam, bo wyczuwam w panu olbrzymie napięcie. Masaż w Tajlandii to część naszego życia. Jest dla nas bardzo ważny. Uważam, że masaż relaksacyjny nie jest nic wart, gdy klient jest naładowany napięciem seksualnym. U mężczyzn takich jak pan to zupełnie normalne zjawisko. Proszę się nie obawiać, jeśli ma pan żonę... W Azji masaż nie jest uznawany za zdradę. To tylko elementy higieny fizycznej i mentalnej. Taoistyczna teoria głosi, że na penisie znajdują się punkty odpowiadające całemu ciału. Masując penisa, daję odprężenie całemu ciału.
- Proszę robić to, co uważa pani za stosowne - spojrzał na nią zaskoczony.
Azjatycki raj, o jakim marzył tego dnia, otwierał się przed nim w całej okazałości. Nawet nie spodziewał się, że będzie czekać go takie doznanie. Był go niesamowicie ciekaw. Raz jeszcze objął wzrokiem całe ciało kobiety i po chwili podekscytowany oddał się w jej ręce.
Tajka zaczęła oddychać powoli i głęboko, w taki sposób, że Jarek mógł słyszeć rytm jej oddechu. Wprowadziło go to w stan błogiego relaksu. Jej ruchy były powolne i wyjątkowo dokładne. W początkowej fazie zabiegu mężczyzna ułożył się na plecach, a masażystka wmasowywała w jego ciało rozgrzany i pachnący jaśminem olejek. Zaczęła od nóg, po czym dokładnie owinęła je ciepłym ręcznikiem, by olejek jeszcze głębiej wniknął w skórę. Następnie zajęła się masażem rąk, ramion i klatki piersiowej. Kiedy poczuła, że mięśnie są odpowiednio rozluźnione, lekko rozsunęła jego nogi i usiadła między nimi. Zyskała w ten sposób swobodny dostęp do genitaliów i brzucha mężczyzny.
Na początku położyła obie dłonie na jego kości łonowej i przez minutę została w bezruchu, tworząc lekkie napięcie. Potem okrężnymi ruchami zaczęła masować cały obszar pomiędzy jądrami, pośladkami i pachwinami i ugniatając, rozmasowywała te miejsca dobrych kilka minut. Następnie bardzo delikatnie objęła całymi dłońmi jądra, kołysząc nimi na boki. W końcu chwyciła penisa i rytmicznie ściskając, raz jedną, raz drugą dłonią, przesuwała go w górę i w dół. Wreszcie objęła główkę od dołu i masowała w tym miejscu jednym tylko palcem. Gdy poczuła, że podniecony do granic możliwości jest już na skraju, mocno ścisnęła penisa i znieruchomiała. Zdezorientowany otworzył oczy i spytał:
- Co robisz?
- Proszę nic nie mówić.
Minęło kilka sekund i w całym ciele Jarosława ponownie rozlało się błogie ciepło. I gdy do wytrysku brakowało dosłownie jednego ruchu jej dłoni, kobieta znowu przerwała i ścisnęła go jeszcze mocniej. Po chwili ponownie zaczęła poruszać ręką, aż z penisa wypłynęła gorąca sperma, która ochlapała kusy fartuszek masażystki. Wytarła go wilgotnym ręcznikiem, podziękowała i wyszła.
Jarek ostrożnie podniósł się i usiadł. Jego ciało było lśniące i sprężyste, a zmysły rozbudzone do granic. Gęsty zapach podniecenia unosił się w powietrzu. Był zachwycony. Dawno nie przeżył tak głębokiego i intensywnego orgazmu. Po chwili wyszedł z pokoju. Przed drzwiami czekała na niego inna kobieta, która wskazała mu pokój z leżakami i zaproponowała relaks przy zielonej herbacie. Skorzystał. Gdy tylko minął próg pomieszczenia, zauważył siedzących tam czterech kolegów.
- Jak wam się podobało?
- Dawno nie było mi tak cudownie. Wspaniałe doznanie, moje ciało jest całkowicie zrelaksowane.
- To prawda. Widać, że laski robią to z pasją - rozmarzył się jeden z nich.
- Masaż jak masaż... - wymamrotał w odpowiedzi Mariusz, wzruszając ramionami.
- Skoro ty masz zawsze takie masaże, poleć mi to miejsce! Zapisuję się od razu! - Jarosław aż uniósł głowę z leżaka.
- Zwykły, klasyczny masaż, spoko, jak najbardziej polecam. Ale nie rozumiem, co wy tak przeżywacie... - Mariusz pozostawał niewzruszony.
- Nie żartuj, ta młoda dupcia nie zwaliła...? - wykrzyknęli niemal chórem.
- Że co?
Mężczyźni spojrzeli z niedowierzaniem w stronę kolegi.
- Zaraz mnie szlag trafi. Wy wszyscy? - dopiero teraz Mariusz zorientował się, o czym mówią i co go ominęło.
- No raczej!
- Ale mnie ta lala urządziła. Jarek, chcę natychmiast rozmawiać z kimś odpowiedzialnym za ten burdel - Mariusz zaczął się bulwersować nie na żarty.
- Ha, ha, spokojnie! Bez spiny, zaraz ci załatwię rekompensatę - roześmiał się Jarosław. Wyszedł z pokoju i zaczepił pierwszą Tajkę, którą spotkał na korytarzu.
- Mój kolega coś nie jest happy po waszym masażu.
- Zapewniam pana, że nasza masażystka wykonała należycie swoją pracę i starała się ze wszystkich sił, aby jej klient wyszedł odpowiednio zrelaksowany.
- Dobra zrelaksowany jest, ale... no wie pani...
- Nie rozumiem - kobieta udawała albo rzeczywiście nie wiedziała, o co chodzi.
- Zapytam wprost: czy macie tu jakieś kobiety, z którymi można uprawiać seks?
- Owszem - odparła. - Za tą kotarą jest pokój, w którym pana kolega może spędzić czas z jedną z dziewcząt - wskazała dłonią w głąb korytarza.
- Niech pani załatwi najlepszą, bo on mnie przez was zamorduje!
- Oczywiście, proszę go już zawołać.
Jarosław wrócił po herbatę, upił łyk i popatrzył w stronę Mariusza.
- Co się na mnie gapisz? Lepiej gadaj szybko, co załatwiłeś.
- He, he, idź już, bo ci zaraz fujarka eksploduje. Po prawej stronie za czerwoną kotarą będzie na ciebie czekała...
Mariusz nie czekając, aż przyjaciel dokończy zdanie, podniósł ciężki, gruby welurowy materiał. Wszedł do pomieszczenia, w którym na środku stało olbrzymie antyczne łoże z baldachimem. Opierało się na drewnianych kolumnach ozdobionych gigantycznymi białymi piórami. Za szklaną ścianą dzieląca pomieszczenie na dwie części stała bardzo duża wanna. Był to typowy japoński pokój z eleganckim, czerwonym i czarnym designem.
Po chwili weszła rudowłosa dziewczyna. W tym samym momencie ucichła muzyka i wszelkie szmery dochodzące z zewnątrz, jakby ktoś wyłączył je potencjometrem. Mariusza zamurowało na jej widok. Była bardzo młoda, piękna i delikatna. Początkowo czuł się niezręcznie w tej ciszy, która zapanowała wokół i zapadła między nimi. Nie wiadomo dlaczego, dziewczyna wydała mu się bardzo samotna i zagubiona. Podeszła dwa kroki i przywitała się nieoczekiwanie niskim, dorosłym głosem, jednocześnie podając mu swoją bardzo drobną dłoń. Ta zaskakująca, poważna dorosłość w połączeniu z dziewczęcą urodą sprawiła, że Mariusz poczuł, że budzi się w nim coś na kształt zauroczenia. W całym swoim życiu nie spotkał tak pięknej kobiety, jak ta tajska prostytutka. W odpowiedzi ucałował jej rękę, przedstawił się.
- Witaj, nazywam się Mariusz.
- Miło mi, jestem Marta.
- Rozumiem, że nie będziemy działać dziś według żadnych ścisłe określonych schematów i wprowadzimy element zaskoczenia?
- To znaczy?
- Nie to, żebym ci nie wierzył, ale Azjatka o takim imieniu?
- Wybacz, ale moje prawdziwe imię jest moją tajemnicą - odrzekła półgłosem.
- Rozumiem. Mam też nadzieję, że dysponujesz listą różnorodnych technik seksualnych - uśmiechnął się prowokacyjnie.
- Niestety, nie rozumiem dobrze po polsku - odparła zasmucona.
- Może to i dobrze... Za dużo powiedziałem na głos - mówiąc to Mariusz, odwrócił się do niej plecami i poprosił o delikatny masaż karku.
- Przed chwilą jedna z twoich koleżanek zrobiła mi masaż, a właściwie antymasaż tak, że teraz wszystko mnie boli.
- Zaraz coś na to zaradzę.
Masaż trwał dosłownie chwilę. Następnie dziewczyna usiadła naprzeciwko niego tak, by mężczyzna mógł ją obserwować. I obserwował. Patrzył, jak zdejmuje buty, oblizuje błyszczące rajstopy. Kiedy je zsunęła, pochyliła się, wypinając pośladki. Miała śliczny, kształtny tyłek. Wstała, spojrzała na niego i rozśmiana rzekła:
- Niegrzeczne spojrzenie...
Mężczyzna zamiast odpowiedzieć, usiadł na łóżku obok niej. Jego usta robiły się coraz bardziej wilgotne, gdy Tajka wzięła w dłonie jego penisa i powoli zaczęła przesuwać czubki palców wzdłuż trzonu. To, co poczuł, nie było czystą erotyką - połączenie podniecenia, emocji, alkoholu i czegoś jeszcze, nieokreślonego. Mariusz nie miał jednak czasu analizować swoich doznań, bo dziewczyna złapała jego penisa i wsunęła go sobie całego do ust. Gdy poczuła, że on jest już blisko, zaczęła się poruszać coraz mocniej z każdym przybliżeniem. Nagle podniosła się i uklęknęła przed nim, nadstawiając piersi. Na finał nie trzeba było długo czekać. Po chwili złapał ją za krocze. Dotykał ją palcami natarczywie, coraz mocniej i głębiej, aż nagle poczuł wybrzuszenie. Przesunął zdziwiony rękę w stronę jej pośladków i... opadł na łóżko.
- Och, chyba już jestem tak pijany, że zaczynam mieć omamy. Dajmy już spokój. I tak nie dojdę drugi raz. To dla mnie za szybko.
- Dobrze, skoro pan sobie tak życzy.
Tajka założyła szlafrok i szybko opuściła pokój. Mariusz usiadł na łóżku, złapał się za głowę. Rozmyślał, siedząc na mokrym prześcieradle, dobry kwadrans.
- Halo jesteś tam? - zawołał zza kotary zmartwiony Jarek.
- Tak, jestem. Wejdź tu - zachęcił go przyjaciel.
- Coś nie tak? Mam nadzieję, że masażystka tym razem sprostała twoim wymaganiom - Jarosław udał zatroskanie.
- Powiem ci coś w tajemnicy - Mariusz chyba nawet nie zauważył ironii kolegi.
- W tajemnicy? Tajemnica to taka rzecz, o której mówisz jednocześnie tylko jednej osobie - roześmiał się pijany Jarosław.
- Przymknij się! To naprawdę jest tajemnica. Masz o niej nikomu nie mówić. Ufam tylko tobie.
- Dobrze, dobrze, żartowałem. Oczywiście, możesz mi zaufać.
- Ciężko mi to przechodzi przez nawet moje własne myśli. Nie wiem, jak się mam z tym czuć. W ogóle jak mam ci to powiedzieć.
- Normalnie. Masz mi to powiedzieć normalnie. Otworzyć gębę i wydobyć z siebie głos.
- Dobra, kurwa, raz się żyje. Ta panna, co mi przed chwilą robiła loda, miała między nogami wacka... I najlepsze, że chyba mi się to spodobało.