Coś wisi w powietrzu - L. Sherman

Kup ebooka

9.99 zł
7.49 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Emily

- Czy to miej­sce jest za­jęte? - Usły­sza­łam głę­boki głos.

Spoj­rza­łam na sto­lik, na któ­rym po­roz­rzu­ca­łam ko­lo­rowe wy­druki z wy­kre­sami, i od­po­wie­dzia­łam:

- Nie, za­pra­szam, ale uprze­dzam, że mogę nie być naj­lep­szą to­wa­rzyszką. - Wska­za­łam ręką ba­ła­gan, jak­bym chciała po­wie­dzieć: "Nie wi­dzisz, że tu się pra­cuje?".

Sie­dzia­łam przy ni­skim szkla­nym sto­liku ka­wo­wym w holu ho­telu na Man­hat­ta­nie. Za­ję­łam to miej­sce kilka go­dzin wcze­śniej, żeby przy­go­to­wać się na ju­trzej­sze, cho­ler­nie dla mnie ważne spo­tka­nie, na które idę tuż przed lo­tem po­wrot­nym do domu - do Da­nii. Do No­wego Jorku przy­je­cha­łam, żeby po­zy­skać jed­nego, a może dwóch no­wych klien­tów dla mo­jej agen­cji mar­ke­tin­go­wej o na­zwie SoMe&U?, w któ­rej zaj­muję się pro­mo­cją w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych. Z ta­kiego czy in­nego po­wodu nie­wielka bu­ti­kowa agen­cja z Da­nii przy­cią­gnęła uwagę ame­ry­kań­skich przed­się­bior­ców. Dziś by­łam na spo­tka­niu z firmą odzie­żową, która chce wejść na ry­nek eu­ro­pej­ski, a ju­tro wi­dzę się z przed­sta­wi­cie­lami firmy bie­liź­niar­skiej, która już od­nosi suk­cesy w Eu­ro­pie, ale wła­ści­ciele za­rzą­dzają swo­imi dzia­ła­niami z No­wego Jorku, a wo­le­liby mieć ko­goś, kto po­pro­wa­dzi ich kam­pa­nie mar­ke­tin­gowe za oce­anem, że tak po­wiem.

- Świet­nie się składa. Mu­szę gdzieś przy­siąść i się od­stre­so­wać - od­po­wie­dział mój nowy to­wa­rzysz. - Przy­nieść ci coś z baru? - za­pro­po­no­wał uprzej­mie.

Za­nim od­po­wie­dzia­łam, spoj­rza­łam na niego.

Praw­do­po­dob­nie nie po­win­nam była tego ro­bić, bo - wow - był nie­sa­mo­wi­cie przy­stojny i tak sek­sowny, że pra­wie za­po­mnia­łam, jak się na­zy­wam.

Za to moje zmy­sły od razu za­re­ago­wały. Sutki mi stward­niały pod ko­ron­ko­wym biu­sto­no­szem i je­dwabną bluzką, na­tych­miast wy­sy­ła­jąc ero­tyczny sy­gnał do mo­jego cen­trum. Do dia­bła, czemu cał­kiem prze­sta­łam my­śleć? No do­bra, znam od­po­wiedź na to py­ta­nie. Za­wsze je­stem sku­piona na pracy, a po niej też my­ślę o pracy. Na moje oko męż­czy­zna o ciem­nych wło­sach, które były nieco dłuż­sze u góry niż po bo­kach, mógł mieć po­nad metr osiem­dzie­siąt wzro­stu. Rę­kawy ja­sno­nie­bie­skiej ko­szuli miał pod­wi­nięte. Ko­szula na pewno za­kry­wała jego wy­rzeź­bione i za­dbane ciało. Jed­nak naj­bar­dziej atrak­cyj­nym ele­men­tem jego wy­glądu były oczy - sza­fi­rowe i te­raz pełne uśmie­chu, bo zo­rien­to­wał się, że go ob­cza­jam. Nie mo­głam ode­rwać od niego wzroku. Na­wet pu­ści­łam wo­dze fan­ta­zji i przez chwilę wy­obra­ża­łam so­bie, jak za­dziera mi spód­nicę, po­py­cha mnie na sto­lik i klęka na mięk­kim dy­wa­nie, a po­tem od­suwa moje majtki na bok i wcho­dzi we mnie od tyłu.

- Na co masz ochotę? - Gwał­tow­nie prze­rwał mój po­tok my­śli.

Po­trzą­snę­łam głową, żeby wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści.

- Hmm, jest po sie­dem­na­stej, może więc gin z to­ni­kiem? - Za­sko­czy­łam samą sie­bie, kiedy rzu­ci­łam nie­zna­jo­memu za­lotne spoj­rze­nie.

- Gin z to­ni­kiem, się robi. - Nie­znacz­nie się uśmiech­nął, jakby czy­tał w mo­ich wul­gar­nych my­ślach.

Prze­cze­sa­łam dło­nią swoje ciemne, opa­da­jące na ra­miona loki. Chcia­łam tro­chę przy­gła­dzić ich bu­rzę, ale bez­sku­tecz­nie, jak zwy­kle.

Po­pra­wia­jąc błysz­czyk na ustach, przy­glą­da­łam się ple­com mo­jego no­wego zna­jo­mego, a tak na­prawdę to jego tył­kowi. Do­my­śla­łam się, że pod dżin­sem pra­cują jego silne i pięk­nie umię­śnione uda. Ja pier­dolę, ale było z niego cia­cho! Zro­bi­łam so­bie wa­chlarz z kar­tek, które le­żały na stole. Pró­bo­wa­łam unor­mo­wać pracę serca. Bez względu na to, jak trudne się to okaże, zdo­będę go i spę­dzę z nim dzi­siej­szą noc. Dawno nie upra­wia­łam dzi­kiego i nie­skrę­po­wa­nego seksu, a wła­ści­wie to po pro­stu nie by­łam z ni­kim dla sa­mego seksu.

Dys­kret­nie roz­pię­łam dwa pierw­sze gu­ziki bluzki, po­ka­zu­jąc w ten spo­sób ka­wa­łek ko­ron­ko­wego sta­nika i ob­fity de­kolt. Sta­ran­nie do­bra­łam dzi­siej­szy strój. Mia­łam na so­bie przy­le­ga­jącą do ciała czarną ołów­kową spód­nicę z do­pa­so­wa­nym do mo­jej syl­wetki, uszy­tym na miarę ża­kie­tem i czer­wony je­dwabny bez­rę­kaw­nik, któ­rego gu­ziki roz­pię­łam przed chwilą z uda­wa­nym za­wsty­dze­niem. Wcze­śniej rzu­ci­łam ża­kiet na opar­cie krze­sła sto­ją­cego obok sto­lika, pod któ­rym le­żały moje czarne lo­ubo­utiny, bo dla wy­gody zdję­łam je z nóg. Po­mimo mroź­nej po­gody, która opa­no­wała ulice No­wego Jorku, w ho­telu, w któ­rym się za­trzy­ma­łam, było za­ska­ku­jąco cie­pło. A może tylko mnie było tak go­rąco?

Vau­ghn

Obej­rza­łem się za sie­bie, do­piero kiedy do­sze­dłem do baru. Co za zbieg oko­licz­no­ści! Miło, że los się do mnie uśmiech­nął. Wszyst­kie miej­sca w holu były po­zaj­mo­wane przez po­je­dyn­cze osoby, a w ba­rze przez grupy, które roz­grze­wały się po­po­łu­dnio­wymi drin­kami lub go­rą­cym ka­kao. Był dwu­dzie­sty grud­nia i wy­daje mi się, że lu­dzie będą ob­cho­dzić święta w tym ho­telu. Ja jak zwy­kle by­łem tu tylko prze­jaz­dem. Ju­tro rano wy­la­tuję z lot­ni­ska Ne­wark. Moim ko­lej­nym ce­lem jest San Fran­ci­sco. Ale mógł­bym się zna­leźć w do­słow­nie każ­dym za­kątku na­szej pla­nety. Świat to moje miej­sce pracy - je­stem pi­lo­tem w pry­wat­nej fir­mie lot­ni­czej. To, że w ho­telu peł­nym ro­dzin do­sia­dłem się do pięk­nej i sa­mot­nej ko­biety, jest jak wy­grana na lo­te­rii.

W końcu się od­prę­ży­łem, cze­ka­jąc, aż kel­ner skoń­czy przy­go­to­wy­wać na­sze drinki: gin z to­ni­kiem dla niej, whi­skey dla mnie. Tak, to je­den z tych dni. Mam świetną za­łogę, a na­szym klien­tem jest pe­wien youtu­ber i jego ekipa, z któ­rymi czę­sto la­tamy po­mię­dzy Lon­dy­nem i No­wym Jor­kiem. Grupa stała się sławna z dnia na dzień i za­ro­biła for­tunę na swo­ich fil­mi­kach, no i szam­pan im ude­rzył do głowy. W cza­sie dłu­giego lotu z He­ath­row za­łoga ka­bi­nowa dwo­iła się i tro­iła, żeby za­spo­koić ży­cze­nia klien­tów. Kiedy w końcu wy­lą­do­wa­li­śmy w Sta­nach, oka­zało się, że jedna osoba z grupy ma pro­blem z wizą elek­tro­niczną. To zna­czy po pro­stu jej nie ma. Mie­li­śmy przez to pięć go­dzin opóź­nie­nia. Mu­sia­łem się te­raz na­pić.

Po­pa­trzy­łem w kie­runku sto­lika, przy któ­rym ko­bieta po­chy­lała się nad do­ku­men­tami. Jej ciemne włosy opa­dały po bo­kach twa­rzy, tak że nie wi­dzia­łem pięk­nych zie­lo­nych oczu. Pod sto­łem bo­symi sto­pami, na któ­rych miała tylko cien­kie raj­stopy, wy­bi­jała rytm pio­senki Ma­riah Ca­rey All I Want for Chri­st­mas. Była ubrana dość kla­sycz­nie, ale z pa­zu­rem, co bar­dzo mnie pod­nie­ciło. Nie wiem, czy za­uwa­żyła. Czer­wona bluzka po­dzia­łała na mnie jak ma­gnes. Z ja­kie­goś po­wodu ra­miona ko­biety wy­dały mi się sza­le­nie ero­tyczne. Zwil­ży­łem ję­zy­kiem wargi, co na­tych­miast roz­bu­dziło mo­jego fiuta, który na­brzmiał w spodniach, go­towy do za­bawy. Ob­ró­ci­łem się w stronę baru, żeby ukryć erek­cję i uspo­koić sy­tu­ację w spodniach.

- Pro­szę, gin z to­ni­kiem dla pani. - Po­da­łem jej szklankę.

Kiedy ją ode mnie za­bie­rała, na­sze dło­nie ze­tknęły się na chwilę. De­li­kat­nie po­tar­łem kciu­kiem jej pa­lec, żeby spraw­dzić, czy ona też czuła to iskrze­nie mię­dzy nami.

Je­den drink, po­tem drugi i za­nim się obej­rze­li­śmy, sie­dzie­li­śmy w ho­te­lo­wym ba­rze i ra­zem je­dli­śmy lekką ko­la­cję, po­pi­ja­jąc do niej czer­wone wino. Roz­mowa pły­nęła zu­peł­nie nie­wy­mu­sze­nie. Do­wie­dzia­łem się, że ko­bieta po­cho­dzi z Da­nii, jest wła­ści­cielką firmy mar­ke­tin­go­wej i od dawna była bli­sko zwią­zana ze Sta­nami, bo za­nim prze­szła na swoje, pra­co­wała dla róż­nych firm ame­ry­kań­skich. Li­czyła so­bie trzy­dzie­ści osiem lat i była sin­gielką. Za nią było już kilka dłuż­szych związ­ków, nie miała dzieci. Po­dob­nie jak ja. Opo­wie­dzia­łem jej o swoim tu­ła­czym ży­ciu pi­lota VIP-ów w pry­wat­nej fir­mie lot­ni­czej, które dało mi moż­li­wość po­dró­żo­wa­nia do­okoła świata, ale też praw­do­po­dob­nie przy­czy­niło się do tego, że w wieku czter­dzie­stu dwóch lat jesz­cze się nie ustat­ko­wa­łem. Po­wie­dzia­łem jej, że moim do­mem jest świat, ale przy­zna­łem, że mam miesz­ka­nie w Lon­dy­nie, gdzie znaj­duje się sie­dziba firmy lot­ni­czej.

Od bar­dzo dawna nie czu­łem ta­kiego po­ciągu do ko­biety. Jakby mnie pio­run ra­ził. By­łem pra­wie pewny, że ona pra­gnęła ta­kiego sa­mego za­koń­cze­nia wie­czoru jak ja.

Kiedy za­pła­ci­łem ra­chu­nek, na­de­szła chwila prawdy.

Chwy­ci­łem ją za dłoń.

- Nie mogę obie­cać ni­czego poza wspólną nocą, tą jedną nocą. Bar­dzo mi się po­do­basz i chcia­łem się upew­nić, że wy­czu­wam od cie­bie po­dobny vibe.

Jej po­liczki uro­czo się za­ru­mie­niły, kiedy wy­du­kała:

- Tak. - Po chwili do­dała: - Jed­no­nocne przy­gody nie wy­cho­dzą mi naj­le­piej. Robi się nie­zręcz­nie. - Po­pa­trzyła na mnie nie­śmiało.

- W ta­kim ra­zie wspól­nie się po­sta­rajmy, żeby było to re­we­la­cyjne do­świad­cze­nie. - Trzy­ma­jąc ją za rękę, wsta­łem i po­cią­gną­łem ją za sobą.