Rozdział czwarty
Przeklęty
Wiosna 2018, biuro
Cory
Słońce grało w koronach drzew. Był jeszcze wczesny ranek. Zawsze lubiłem podziwiać poranny gwar miasta z mojego gabinetu z widokiem na Columbus Circle i Central Park. Płynąca z góry cisza wyraźnie kontrastowała z masami włączających się do ruchu ludzi, którzy z mojego punktu widokowego na szesnastym piętrze wydawali się mali jak mrówki. Napiłem się kawy i poprawiłem krawat. Wszystko - od mojego granatowego garnituru po włoskie skórzane oksfordy - było szyte na miarę, nawet koszula. Nigdy nie umiałem znaleźć garnituru na mój rozmiar w normalnym sklepie, a w moim zawodzie odpowiedni wygląd to warunek konieczny. Odstawiłem pusty kubek po kawie na biurko i wcisnąłem interkom. Dzisiejszy dzień zapowiadał się ciekawie.
- Marlo, jesteś?
- Tak, proszę pana! - odpowiedziała natychmiast.
Marla była moją nową sekretarką i uparła się, by mówić do mnie "proszę pana". Czułem się przez to jak własny ojciec, poza tym takie podkreślanie różnic w hierarchii wydawało mi się niepotrzebne - wolałem, gdy w biurze panowała swobodniejsza atmosfera. Prowadziłem naszą rodzinną kancelarię prawną, a ten oddział należał do mnie. Wykorzystałem nazwisko mojej rodziny, by stworzyć lepsze podstawy tu, w Nowym Jorku, gdzie konkurencja była nieubłagana.
- Ale wiesz, że możesz mówić mi po imieniu? - spytałem ją po raz enty.
- Przepraszam, wiem - wyjąkała. - Po prostu nie chce mi to przejść przez gardło.
Wcześniej pracowała u mojego emerytowanego już kolegi, który bez wątpienia lubił zachowywać pozory.
- Marlo, nie chcę się czuć jak własny ojciec i nie jestem jakimś starym szowinistą, który uparcie stawia siebie na piedestale. - Uśmiechnąłem się ciepło, bo wiedziałem, że jej poprzedni szef był uosobieniem typowego prawnika. - Możesz przyjść do mojego gabinetu? Chciałbym omówić terminarz. - Na ten dzień miałem zaplanowanych mnóstwo spotkań, ale przynajmniej nie było żadnych rozpraw, które zakłócały rytm dnia. A ponieważ była to środa, to po pracy miałem iść na kolację i piwo w niesamowitym niewielkim browarze z moimi najlepszymi przyjaciółmi: Cooperem, Michaelem i Jamesem. - Skoczę po kawę, chcesz też? - spytałem.
***
Natasha
Gdy wjechałam na szesnaste piętro Logan & Logan, rozległ się dzwonek windy. Poczułam, jak dreszcz przebiega mi po kręgosłupie, i wyprostowałam się, by choć spróbować pozbyć się tego uczucia. Przez wiele lat unikałam tego, jak mogłam, a tu proszę, moja praca wepchnęła mnie do jaskini lwa. Naszło mnie niepokojące uczucie, że całe moje dotychczasowe życie się rozpadnie.
- Jestem Natasha Keller, przyszłam na spotkanie z Corym Loganem. Mojej klientki jeszcze nie ma, czy mogłabym tu na nią poczekać? - Słowa te miały dziwny i zakazany smak. Poczułam, jak w kąciku oka zbiera mi się łza, która w każdej chwili może spłynąć po policzku. Wzięłam kilka głębokich oddechów; musiałam wziąć się w garść.
Ładna młoda brunetka w recepcji rzuciła mi przyjazny uśmiech.
- Proszę usiąść, pani Keller. Dam znać Cory'emu, że już pani przyszła, ale że czeka pani jeszcze na klientkę. - Znowu się uśmiechnęła.
- Dziękuję, to bardzo miło z pani strony. - Ostrożnie usiadłam w obitym koniakową skórą uszaku i omiotłam wzrokiem piękne klasyczne wnętrze. Dobrze wiedziałam, że Cory doskonale sobie radzi. Śledziłam jego karierę przez wszystkie te lata. Po narodzinach mediów społecznościowych wszystkie informacje na jego temat stały się o wiele łatwiej dostępne. W pewnym momencie mojego życia rozważałam skontaktowanie się z nim i przyznanie się do wszystkiego. Wreszcie, gdy bliźniaki skończyły sześć lat, zebrałam się na odwagę, ale wtedy właśnie dowiedziałam się, że się żeni. W ostatnim czasie nie sprawdzałam, co u niego, i byłam ciekawa, czy nadal miał żonę, czy pojawiły się dzieci.
- Panuj nad sobą - szepnęłam.
Nagle ktoś gwałtownie wyrwał mnie z rozmyślań.
- Cześć, Natasho. - Podeszła do mnie moja klientka. - Jesteśmy gotowi?
- Oczywiście. Sprawdźmy, czy uda nam się dzisiaj dojść z nimi do porozumienia. - Wstałam z wygodnego fotela i uśmiechnęłam się zachęcająco.
Odgłos otwieranych drzwi na korytarzu na lewo od recepcji oznaczał, że ktoś się zbliża. Przejechałam dłonią po ubraniu, by wygładzić niewidoczne zagniecenia. Spostrzegawcza recepcjonistka pewnie powiadomiła już Cory'ego, że jesteśmy gotowe.
Nie chodziło o to, że nie wiedziałam, jaki był wysoki, przystojny i czarujący. Lata, które nas dzieliły, nagle zniknęły, a ja wstrzymałam oddech.
- O raju. Czy to jest adwokat drugiej strony? - zapytała moja klientka.
- Tak, to Cory Logan we własnej osobie. - Ku mojemu zdumieniu udało mi się coś powiedzieć.
- W pewnym sensie rozumiem, dlaczego ma prawie stuprocentowy wskaźnik wygranych - mówiła dalej i gapiła się na niego jak zahipnotyzowana.
- Ja też mam taki wskaźnik. Nie ma powodów do zmartwień. - Ujęłam ją pewnie za łokieć i podeszłam do Cory'ego, który uśmiechał się do nas profesjonalnie. Nie wiedział, że to ja będę prowadzić sprawę, czy też po prostu przywdział maskę na pokaz?
- Witam panie, zapraszam do mojego skromnego gabinetu. - Wyciągnął rękę i przywitał się z Alyssą, moją klientką. Prawie zemdlała pod wpływem jego dotyku, a ja przewróciłam oczami, co oczywiście zauważył.
- Natasha Keller i Alyssa Jones - zapowiedziałam.
Ujął moją dłoń w swoją i utrzymał uścisk tylko przez sekundę dłużej, niż to było wskazane. Ciepło od jego dotyku rozeszło się pod moją skórą od dłoni i w górę ramienia, pozostawiając za sobą dziwne uczucie otuchy i mrowienie oczekiwania. Spojrzałam w bok, by uniknąć bezpośredniego kontaktu wzrokowego, ale ciało mnie zdradziło. Moja głowa sama się odwróciła, tak jakby miała własną wolę. Spojrzałam w oszałamiające szaroniebieskie oczy Cory'ego. Wspomnienia zalały mój umysł i stałam jak zahipnotyzowana. Nie potrafiłam odwrócić wzroku.
- Witaj, Natasho. - Jego głęboki ciepły głos otulił mnie i wyłączył wszystkie inne dźwięki w biurze.
- Witaj, Cory, kopę lat. - W powietrzu między nami kłębiło się mnóstwo niewypowiedzianych słów. Delikatnie zabrałam dłoń z jego wielkiej dłoni. Czy on był pod takim samym wrażeniem jak ja?
- Zaczynajmy. Mój klient czeka już w sali konferencyjnej na końcu korytarza... ostatnie drzwi po lewej. - Puścił nas przodem.
Nigdy nie mogłabym odpowiednio się przygotować na ponowne spotkanie z nim po tylu latach. Z atrakcyjnego nastolatka, którego kochałam, wyrósł na eleganckiego mężczyznę, ale nie ma się co dziwić, był przecież najprzystojniejszym chłopakiem w naszym liceum. Teraz jest dojrzały, ma kurze łapki w kącikach oczu i przyprószone siwizną włosy. Biją od niego pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa. Stare uczucia odżyły i mój umysł groził rozwaleniem opanowania, o które tak bardzo się starałam. Widziałam w nim starszego Jake'a; chłopięcy urok ustępujący miejsca mądrości i finezji, co było jeszcze bardziej pociągające niż w okresie, gdy mój najlepszy przyjaciel stał się moim chłopakiem.
Czułam, jak wszystkie te lata rozpadają mi się w rękach. A może szalona chemia między nami po prostu płatała mi figle?
***
- Musi pani zrozumieć, że mój klient nie może zapłacić pani klientce więcej, niż już zaoferował. - Cory zabębnił palcami w stół.
Spotkanie odbyło się w pełnym składzie. Gdybym nie znała chłopaka ukrywającego swoje prawdziwe "ja" za nieustępliwym wyrazem twarzy, czułabym się dość onieśmielona. Jestem pewna, że nieraz wykorzystał swój wzrost, świetny wygląd i inteligencję do rzucenia na kolana kogoś mniej profesjonalnego. Siedzieliśmy przy owalnym stole konferencyjnym. Alyssa i ja dostałyśmy miejsca z widokiem na Central Park. Krzesła rozstawiono nieprzypadkowo. Usiadłam naprzeciwko Cory'ego z Alyssą po mojej lewej stronie, a klient Cory'ego, nabywca, siedział naprzeciwko niej obok Cory'ego.
- Niezależnie od tego, jak dobrze prosperuje biznes pani klientki, mój klient będzie musiał zainwestować dużą sumę, aby wprowadzić sieć piekarni na wyższy poziom.
Alyssa sprzedawała swoją małą sieć piekarni na Manhattanie, aby umożliwić im szybszy rozwój w przyszłości. Miała pozostać na stanowisku kreatywnej deweloperki biznesowej i zajmować się sklepami, ale byłaby już tylko pracownicą, a nie właścicielką.
Ten zadowolony z siebie drań odważył się odchylić w fotelu i przyjąć pozycję pod tytułem "jestem górą". Po tym ruchu napięła się koszula na jego umięśnionym torsie i zdążyłam dostrzec skrawek skóry, zanim zmienił pozycję. Siłą rzeczy zauważyłam, jak poprawił spodnie pod paskiem. Czy on wiedział, jak na mnie działa? Z pewnością nie umknęło mu, jak się na niego gapię... Musiałam wrócić do trybu prawniczki, inaczej koncertowo spieprzyłabym sprawę. To była jedna z moich prostszych spraw i nie mogłam wszystkiego zepsuć tylko dlatego, że nagle spotkałam swoją nastoletnią miłość.
- Znam kwotę, którą panowie zaproponowali, jednak nie do końca jestem przekonana, czy ta sieć nie jest warta więcej. - Głos klientki przerwał moje rozmyślania.
Cory nieznacznie się uśmiechnął.
Otworzyłam czarny skórzany segregator i wyjęłam kopie analiz biznesowych, które zgromadziłam, by przeprowadzić rzetelne porównanie.
- W tym roku sprzedano lub, jeśli panowie wolą: kupiono, kilka podobnych firm, ale za kwotę większą o od piętnastu do dwudziestu pięciu procent od tej, którą panowie proponują. - Wysunęłam kontrargument i voila, wróciłam do gry. Podałam im kopie przez stół.
- Bardzo proszę. Znajdą tu panowie dane pięciu podobnych transakcji na Manhattanie. Wszystkie firmy zostały sprzedane w tym roku... po znacznie wyższej cenie i nadal dobrze prosperują.
Cory pochylił się nad papierami i przez dłuższą chwilę analizował dane, po czym podniósł głowę.
- Co chyba oczywiste, ja i mój klient musimy się temu przyjrzeć. Nie możemy i nie mamy zamiaru podejmować decyzji wyłącznie na podstawie pani danych. - Zamknął swój segregator, tak jakby chciał zakończyć spotkanie. - Może ustalimy godzinę nowego spotkania w przyszłym tygodniu? Będziemy mieli czas na omówienie i porównanie naszych analiz.
Nie mogłabym się na to nie zgodzić. Na ich miejscu również poprosiłabym o więcej czasu, aby dokładniej przyjrzeć się danym i prywatnie doradzić klientowi najlepsze rozwiązanie.
Czas prawie się skończył. Spotkałam mojego chłopaka z liceum, mojego niegdyś najlepszego przyjaciela, ojca moich pięknych dzieci, i udało mi się nie załamać. Nawet w takich okolicznościach, gdy znaleźliśmy się po obu stronach barykady, był taki, jakim go zapamiętałam i o jakim marzyłam przez tyle lat.
- Jeśli możemy się spotkać tutaj, to proponuję przyszłą środę o tej samej porze. Mam stąd blisko do swojego biura - rzekł klient Cory'ego.
***
Cory
Po zakończeniu spotkania nasi klienci rozmawiali o piekarniach, strategii na przyszłość i obiecujących perspektywach. Byłem przekonany, że znajdziemy rozwiązanie idealne dla obu stron. Wydawali się podekscytowani perspektywą współpracy; napotkaliśmy po prostu niewielką przeszkodę na drodze do sukcesu.
Natasha układała swoje rzeczy w czarnej, wyglądającej na drogą teczce. Jej strój - od nieskazitelnego czarnego spodnium po cieliste czółenka - świadczył o tym, że odnosi sukcesy i ma pieniądze. Zamyślony, uśmiechnąłem się do siebie i przejechałem kciukiem po dolnej wardze. Nie wiedziałem, jak się poczuję, gdy ponownie zobaczę ją po tylu latach. Nie chodzi o to, że nie myślałem, by ją znaleźć i do niej dotrzeć, ale przez ponad dekadę byłem żonaty, ożeniłem się z moją dziewczyną ze studiów. W zeszłym roku rozstaliśmy się na spokojnie. Po prostu się od siebie oddaliliśmy, a ponieważ nie mieliśmy dzieci, nic nas nie łączyło. Byliśmy wolni i mogliśmy zacząć życie od nowa.
Musiałem się trochę przyzwyczaić do takiej sytuacji i ponownie odnaleźć swoją tożsamość. Szczerze mówiąc, czułem się samotny, nie przepadałem za okazjonalnymi podrywami czy przygodami na jedną noc. Szukanie kobiet na chwilę, by podrapać swędzące miejsce, robiło się nudne, a od czasu mojej ostatniej randki minęło już kilka miesięcy.
Sasha wciąż miała niesamowite ciało, była wysoka, miała wąską talię i smukłe nogi aż do samej ziemi. Przewyższała większość kobiet i bez problemu mogłaby zrobić karierę w modelingu, ale miała też świetnie działający mózg i nie zwracała uwagi na swój wygląd. Ścięła włosy na krótkiego blond boba. Zniknęły jasnobrązowe kosmyki, za które tak często ciągnąłem.
Chyba za długo się na nią gapiłem.
- Coś się stało? - zapytała, a ja usłyszałem w jej głosie zdenerwowanie.
- Nie, oczywiście, że nie. Po prostu naprawdę dobrze cię widzieć - odparłem szczerze. Przez rok po jej odejściu byłem cieniem samego siebie. Wina leżała po mojej stronie, ale Sasha nie dała mi możliwości wyjaśnienia całej tej sytuacji. Poza tym z pewnością nie zasłużyłem na drugą szansę.
- Wzajemnie - odparła i się do mnie uśmiechnęła.
Cholera, przepadłem.
Nasi klienci ruszyli korytarzem w stronę recepcji. A my celowo wszystko opóźnialiśmy.
- Miałabyś może ochotę wyskoczyć kiedyś na kawę? - Musiałem ją o to spytać. Kiedyś była miłością mojego życia i nie mogłem teraz pozwolić, by ponownie wymknęła mi się z rąk.
- Nie wiem, Cory, jestem bardzo zajęta odnajdywaniem się w nowym miejscu pracy i zamieszkania. Właśnie się tu przeprowadziłam. - Westchnęła.
- Chodzi mi oczywiście o czysto platoniczne spotkanie. Po prostu cieszę się, że znów cię widzę, no i mamy wiele do nadrobienia. - Musiałem to z siebie wyrzucić.
- Masz teraz mój numer i e-mail; skontaktuj się ze mną i może jakoś się umówimy. - Uśmiechnęła się nieśmiało.
Rozległ się dzwonek windy, wiedziałem, że kończy nam się czas. Przytrzymałem drzwi Sashy i jej klientce.
- Moje panie, to były bardzo owocne rozmowy i mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu dojdziemy do porozumienia.