Cormoran Strike prowadzi śledztwo (tom 8). Naznaczony - Robert Galbraith

Kup ebooka

63.90 zł
49.84 zł (45,37 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

5

Lecz och, mój drogi, zawalił się dom,

Którego nikt odbudować nie zdoła.

A.E. HousmanXVIII, z tomu Last Poems

Robin widziała odwiedzających przez szybę w drzwiach i tak jak się spodziewała, zjawił się też jej chłopak: wysoki, przystojny, z wyrazem skrajnego zaniepokojenia na twarzy, trzymał bukiet czerwonych róż, kilka kolorowych magazynów oraz olbrzymie pudełko Maltesers.

- Jezu, Robin - mruknął Murphy, patrząc na kroplówkę i szpitalną piżamę.

- Wszystko w porządku - zapewniła go. - Nic mi nie jest.

Murphy położył prezenty i pochylił się, żeby ją bardzo delikatnie przytulić.

- Nic mi nie jest - powtórzyła, choć nawet prosta czynność podniesienia rąk, żeby odwzajemnić uścisk, sprawiła jej pewien ból.

Murphy przysunął krzesło do łóżka.

- Powiedz mi, co mówił lekarz.

Ku swojemu wielkiemu zaniepokojeniu Robin nagle poczuła, jakby w jej gardle utknęła twarda gula. Nie płakała, kiedy przyjęto ją do szpitala, i teraz też nie chciała płakać, ale konieczność powiedzenia na głos tego, co usłyszała od chirurga, urealniała niedawne wydarzenia, przez co nie mogły pozostać jedynie dziwacznym przerywnikiem, który, jak niemal zdołała sobie wmówić, był tylko sennym koszmarem.

Udało jej się przekazać Murphy'emu sedno tego, co jej powiedział lekarz, i nie uroniła przy tym żadnej łzy, z trudem znosząc poczucie brudu i wstyd towarzyszące mówieniu o infekcji, która niepostrzeżenie niszczyła jej jajowody. Gdy w końcu zamilkła, Murphy ukrył twarz w dłoniach.

- O kurwa - mruknął. - Widocznie... pękła prezerwatywa.

- Tak - przyznała Robin. - Albo się zsunęła. Albo coś.

Spojrzał na nią.

- Myślisz, że to się stało tamtego wieczoru, kiedy się pokłóciliśmy.

- To stało się tamtego wieczoru - odparła ze ściśniętym gardłem. - Z dat wynika... to jedyny raz, kiedy mogło do tego dojść.

- Wciąż uważasz, że byłem wtedy pijany? - spytał ściszonym głosem.

- Nie, oczywiście, że nie - zapewniła szybko. - Wiem, że to był wypadek.

Wspomnianego wieczoru Murphy zjawił się u Robin spóźniony, podenerwowany i opryskliwy. Prowadził okropną sprawę. Sześcioletni chłopiec został zastrzelony, a jego dziewięcioletni brat stracił wzrok podczas strzelaniny we wschodnim Londynie, która, jak sądzono, wywiązała się między członkami gangów. Stołeczna policja nie miała żadnych tropów, a prasa bardzo krytycznie podchodziła do sposobu prowadzenia śledztwa.

Gdy tamtego wieczoru poszli do łóżka, Murphy był nie tyle szorstki, ile niezdarny. Kiedy z niej wyszedł, spytała, mając złe przeczucia, czy prezerwatywa jest w jednym kawałku, a on odrzekł głosem, który z całą pewnością zabrzmiał trochę bełkotliwie: "No, jest w porządku... jeszcze sprawdzę... tak, jest w porządku". Gdy nieśmiało spytała, czy coś pił, Murphy, były alkoholik, wybuchnął tak, jak Robin jeszcze nigdy nie widziała. Wkładając ubranie, krzyczał, że jeśli jego głos nie brzmi idealnie wyraźnie, to tylko dlatego, że jest, kurwa, wyczerpany. O co jej chodzi, dlaczego go podejrzewa, że wrócił do picia? Czy człowiek nie może być zmęczony? Potem sobie poszedł.

Wrócił po czterdziestu pięciu minutach bardzo skruszony i pokornie ją przeprosił. Jej pytanie, powiedział, skojarzyło mu się z byłą żoną, która nie wierzyła, że jest zdolny do zachowania trzeźwości, nawet gdy był na odwyku. Jego wyjaśnienie było całkiem przekonujące, Robin nie wyczuła od niego alkoholu i zrobiło jej się wstyd. Kiedy ona zakończyła pracę pod przykrywką, która wypompowała ją zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie, on ją wspierał i miał dla niej wyłącznie zrozumienie, gnębiło ją więc olbrzymie poczucie winy, że nie zdołała mu okazać podobnych względów, kiedy przechodził trudny okres w pracy.

Właśnie spędziła w szpitalu dwadzieścia cztery godziny w samotności, podczas których doszła do wniosku, że po tamtym wieczorze powinna była zażyć pigułkę "po", lecz wtedy założyła, że jej obawy o prezerwatywę są równie bezpodstawne jak podejrzenie, że Murphy pił. Tak czy inaczej musiała wcześnie wstać, bo czekała ją obserwacja. Dzięki Bogu, jej matka nie miała się nigdy dowiedzieć, że przedłożyła śledztwo nad własne zdrowie... Dzięki Bogu, nikt nie miał się o tym dowiedzieć...

- Myślałem, że jest nienaruszona - mruknął Murphy. - Przysięgam.

- Wiem. - Robin sięgnęła po jego rękę. - Obydwoje się nie spisaliśmy. Powinnam była zażyć pigułkę "po", postąpiłam bardzo głupio, zaniedbując to. Ale zamierzam wrócić do brania pigułek, bo jak... bo jak wspomniałam, chirurg powiedział, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że... - Głos jej się załamał.

Murphy chciał ją jeszcze raz przytulić, ale go powstrzymała.

- Wybacz... jestem po prostu obolała...

Podał jej chusteczki i tym razem on wziął ją za rękę.

- Dziękuję za kwiaty, są śliczne - powiedziała Robin, wydmuchując nos.

- Kiedy wypuszczą cię do domu?

- Jutro - odrzekła.

- Kurde, tak szybko?

- A co, chciałeś dłużej ode mnie odpoczywać? - Robin zmusiła się do uśmiechu.

- Nie, ale muszę... Spytam w pracy, czy będę mógł wziąć wolne...

- Ryan, nie trzeba, przyjadę taksówką. Operowali mnie laparoskopowo, to nic wielkiego. Nie mam nawet torby z rzeczami, którą musiałabym nieść.

- Ale będziesz potrzebowała pomocy w domu... Może zadzwonię do twoich rodziców...

- Nie - powiedziała Robin stanowczo. - Nie zniosłabym, gdyby znowu przyjechali i się nade mną trzęśli. Nie chcę, Ryan. Obiecaj mi, że nic im nie powiesz.

- Okej - zgodził się niechętnie - ale nadal uważam...

- Będę zamawiała jedzenie z dowozem, leżała na kanapie i oglądała telewizję Nikogo nie potrzebuję... Oczywiście oprócz ciebie - dodała.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Spis treści

Karta redakcyjna Cykl z parą detektywów Robin Ellacott i Cormoranem Strikiem Dedykacja Motto Część pierwsza 1 2 3 4 5 Tylna okładka

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40

1

Och, często myłem się i ubierałem

I cóż mi przyniósł cały ten znój?

Tysiące razy tak bardzo się starałem,

Lecz miast na odpoczynku dnie spędzać całe,

Każdego ranka znów toczę ten bój.

A.E. HousmanXI, z tomu Last Poems

Odkąd bmw wjechało do hrabstwa Kent, wycieraczki na przedniej szybie pracowały pełną parą. Ich usypiające świszczenie i stukanie pogłębiało zmęczenie Cormorana Strike'a, gdy wpatrywał się w ulewny deszcz, który zmienił opustoszałą drogę w lśniący strumień.

Tuż po tym, jak poprzedniego dnia wieczorem wsiadł do pociągu z wagonami sypialnymi jadącego z Kornwalii do Londynu, chłopak jego wspólniczki, którego Strike zawsze nazywał w myślach Pieprzonym Ryanem Murphym, zadzwonił z wiadomością, że Robin dostała wysokiej gorączki połączonej z bólem gardła i nie będzie mogła towarzyszyć Strike'owi podczas dzisiejszej wizyty u ich najnowszej potencjalnej klientki.

Wszystko, co wiązało się z tą rozmową telefoniczną, zdenerwowało Strike'a, a świadomość, że jest niesprawiedliwy - był to przecież pierwszy przypadek w ciągu sześciu lat, gdy Robin wzięła wolne z powodu choroby, a skoro miała czterdzieści stopni gorączki i opuchnięte gardło, wydawało się całkiem rozsądne, że poprosiła swojego chłopaka, by zadzwonił do Strike'a w jej imieniu - raczej pogłębiała, niż łagodziła jego niezadowolenie. Liczył, że Robin zawiezie go do hrabstwa Kent swoim starym land roverem, a perspektywa spędzenia kilku godzin w jej towarzystwie była jedynym argumentem przemawiającym za stawieniem się na spotkanie z Decimą. Profesjonalizm połączony z masochizmem powstrzymał go od odwołania wizyty, więc po szybkim prysznicu i przebraniu się w kawalerce na poddaszu przy Denmark Street wyruszył do wioski Temple Ewell w hrabstwie Kent.

Konieczność prowadzenia samochodu była nie tylko przygnębiająca, lecz także bolesna. Ścięgno udowe w jego nodze, w której łydkę, kostkę i stopę zastępowała proteza, było napięte i pulsowało bólem, ponieważ jego wcześniejszy pobyt w Kornwalii wiązał się z noszeniem mnóstwa ciężarów.

Dziesięć dni wcześniej pognał do Truro, gdyż jego wiekowy wujek doznał drugiego udaru. Lucy, siostra Strike'a, właśnie pakowała Teda przed przeprowadzką do domu opieki w Londynie, gdy, jak to ujęła, "zrobił taką dziwną minę i nie był w stanie nic powiedzieć". Zmarł dwanaście godzin po przyjeździe Strike'a do szpitala, trzymany za ręce przez siostrzeńca i siostrzenicę.

Następnie Strike i Lucy pojechali do domu wujka w St Mawes, który wspólnie odziedziczyli, żeby zorganizować pogrzeb i podjąć decyzję w sprawie wyposażenia domu. Jak można się było spodziewać, Lucy przeraził pomysł brata, by po zabraniu przedmiotów o wartości sentymentalnej zatrudnić zawodowców do opróżnienia budynku. Nie mogła znieść myśli, że obcy dotykaliby czegokolwiek: starego zestawu Tupperware, używanego niegdyś podczas pikników na plaży, wytartych spodni ogrodniczych wujka, słoika z przechowywanymi skrupulatnie przez ich zmarłą ciocię guzikami, z których część pochodziła z sukienek dawno przekazanych na wyprzedaże rzeczy używanych. Mając poczucie winy, że Lucy musiała sama zmierzyć się z ostatnim zanikiem świadomości Teda, Strike uległ jej życzeniom i został w St Mawes, żeby dźwigać pudła - prawie wszystkie były opatrzone imieniem Lucy - z domu do wynajętego vana, wyrzucać śmieci do wypożyczonego kontenera oraz regularnie robić sobie przerwy, podczas których serwował herbatę i pocieszenie siostrze, ciągle chodzącej z oczami zaczerwienionymi od kurzu i łez.

Lucy była przekonana, że ten ostatni, śmiertelny udar Teda został wywołany stresem związanym z przeprowadzką do domu opieki. Strike musiał się bardzo starać, żeby nie okazywać zniecierpliwienia podczas jej powtarzających się przypływów obwiniania siebie, i robił, co mógł, żeby nie dopełniać jej marudności złym humorem, nie warczeć na nią ani nie popadać w rozdrażnienie, gdy jej tłumaczył, że jego brak chęci zabrania większej liczby przedmiotów związanych z najstabilniejszymi okresami ich dzieciństwa nie oznacza, że nie cierpi równie mocno jak ona po stracie człowieka, który był dla niego jedynym prawdziwym męskim wzorcem. Strike zabrał jedynie należący do Teda czerwony beret Żandarmerii Królewskiej, jego bardzo wiekowy kapelusz wędkarski, starego "kapłana" (drewnianą pałkę do wykańczania złowionych ryb wciąż walczących o życie) oraz garść wyblakłych zdjęć. Wszystkie te przedmioty leżały teraz w pudełku po butach, którego Strike nie zdążył jeszcze wyjąć z torby podróżnej.

Mijał kilometr za kilometrem, a on, nie mając innego towarzystwa oprócz emocjonalnego kaca po ostatnich dziesięciu dniach i bólu ścięgna udowego, czuł, jak narasta w nim niechęć, którą od początku budziła w nim dzisiejsza potencjalna klientka. Decima Mullins mówiła z akcentem, jaki kojarzył mu się z licznymi bogatymi, skrzywdzonymi żonami, które przychodziły do jego agencji detektywistycznej z nadzieją, że Strike zdoła dowieść niewierności albo przestępczości ich mężów, by one mogły sobie zapewnić lepszą ugodę podczas sprawy rozwodowej. Sądząc po ich dotychczas jedynej rozmowie przez telefon, Mullins była osobą melodramatyczną i roszczeniową. Oznajmiła, że absolutnie nie może przyjechać do biura Strike'a przy Denmark Street z powodów, które wyjawi mu osobiście, i upierała się, że jest gotowa przedstawić swój problem wyłącznie w rozmowie twarzą w twarz w swoim domu w hrabstwie Kent. Dotychczas raczyła zdradzić tylko to, że chce czegoś dowieść, a ponieważ Strike nie umiał sobie wyobrazić żadnego scenariusza śledczego, który nie obejmowałby dowiedzenia czegoś, był nieszczególnie wdzięczny za taką podpowiedź.

W tym kiepskim nastroju jechał po Canterbury Road przez krajobraz złożony z nagich drzew i nasiąkniętych deszczem pól. W końcu, wciąż przy akompaniamencie świszczenia i stukania wycieraczek, zobaczył drogowskaz z nazwą Delamore Lodge i skręcił w lewo w wąską, poznaczoną kałużami drogę.

4

Wystarczającym zastrzeżeniem, by wykluczyć dowolnego mężczyznę ze społeczności masonów, winno być to, że nie jest bezinteresowny i wspaniałomyślny, zarówno w swoich czynach, jak i w swych opiniach o ludziach oraz w swym odbiorze ich postępowania.

Albert PikeLiturgy of the Ancient and AcceptedScottish Rite of Freemasonry

- Cześć - przywitał się Strike. - Jak gardło? Możesz rozmawiać? Jeśli nie, później prześlę ci mejla.

- Mogę - powiedziała Robin. Ponieważ w szpitalnej sali było bardzo ciepło, głos miała lekko zachrypnięty, a to pasowało do wymyślonej przez nią bajeczki. - Naprawdę mi przykro, że nie mogłam cię zawieźć. Gdzie jesteś?

- Zaparkowałem przed pubem o nazwie Fox - odpowiedział, patrząc na krople deszczu rozpryskujące się na przedniej szybie. - Właśnie wyszedłem od Decimy Mullins.

- Jaka ona jest?

- Nie sposób odpowiedzieć jednym słowem - powiedział Strike. - Chcę usłyszeć twoją opinię.

Zrelacjonował rozmowę z Decimą, przedstawiając jej teorię, zgodnie z którą w skarbcu sklepu ze srebrem na Holborn znaleziono ciało jej chłopaka.

- Boże - westchnęła Robin, gdy Strike skończył mówić. - Biedna kobieta. Więc mamy dla niej namierzyć Ruperta Fleetwooda?

- Nie - zaprzeczył Strike.

- Co?

- Wyraźnie oświadczyła, że nie chce odnaleźć go żywego. Za każdym razem, kiedy próbowałem zasugerować, że mógł po prostu się zawinąć z powodu tych wszystkich kłopotów, w które się wpakował, znów uderzała w płacz. Zdecydowanie mamy do czynienia z gatesheadem. Albo zidentyfikujemy to ciało, albo do widzenia.

- Opowiedz mi o tym zabójstwie w sklepie ze srebrem - poprosiła Robin. W czerwcu działała pod przykrywką w sekcie, bez dostępu do serwisów informacyjnych, i w ogóle nie słyszała o tej sprawie.

- W Ramsay Silver zatrudniono faceta przedstawiającego się jako William Wright. Pracował tam dwa tygodnie, po czym znaleziono go martwego w skarbcu. Teoria policji jest taka, że przyszedł do sklepu w nocy razem ze wspólnikami, żeby dokonać rabunku, ale wywiązała się między nimi bójka i został zabity. Pamiętam, jak czytając o tej sprawie, pomyślałem, że coś się w niej nie zgadza...

- Co konkretnie? - spytała Robin.

- Przecież ważnym elementem napadu jest zazwyczaj szybkość, prawda? Skoro byli wystarczająco przebiegli, żeby dostać się do skarbca, powinni też być wystarczająco bystrzy, żeby nie pobić się w czasie roboty. W noc zabójstwa zniknęło stamtąd mnóstwo cennego srebra, więc trudno stwierdzić, jaki inny scenariusz miałby do tego pasować oprócz napadu rabunkowego, który zakończył się przypadkowym zabójstwem. Przed zidentyfikowaniem zwłok sprawą bardzo interesowały się media, bo ciało było mocno okaleczone - zdaje się, że według policji chodziło o utrudnienie jego identyfikacji - a ten sklep oferuje masońskie przedmioty i mieści się tuż obok Naczelnej Loży Anglii czy czegoś w tym rodzaju...

- Teorie spiskowe?

- Cała masa, ale kiedy dziennikarze odkryli, że to nie było rytualne masońskie zabójstwo, stracili zainteresowanie.

- I ten zabity mężczyzna na pewno był złodziejem?

- No cóż - zaczął Strike z ociąganiem - Mullins twierdzi, że identyfikacja zwłok nie była definitywna. Może mieć rację, bo właśnie się temu przyjrzałem i we wszystkich doniesieniach prasowych gość kierujący dochodzeniem mówi, że jest "pewny na dziewięćdziesiąt dziewięć procent", że to Jason Knowles, a za chwilę apeluje o więcej informacji. Przeprowadziłem szybkie poszukiwania w Internecie i nie udało mi się znaleźć bardziej jednoznacznego oświadczenia w rodzaju "badania DNA potwierdziły" czy "dowiedliśmy ponad wszelką wątpliwość". Poza tym nie ujęto zabójców i nie odnaleziono srebra. Sir Daniel Gayle, emerytowany komendant policji, na którego powołała się Decima, istnieje naprawdę. Tylko że to wszystko nie oznacza, że w skarbcu był Fleetwood. Ona próbuje zbudować historię wokół tego, że gość miał do sprzedania jakieś stare srebro, ale żeby jej teoria okazała się prawdziwa, diler narkotyków, który groził Fleetwoodowi śmiercią, jeśli ten nie spłaci długu swojego współlokatora, musiałby go znaleźć w sklepie, gdzie Fleetwood podawał się za Wrighta, dostać się tam nocą z dwoma kumplami, otworzyć skarbiec, zabić Fleetwooda, który akurat przebywałby tam sam o pierwszej w nocy, pociąć zwłoki, zabrać masę srebra, ponownie włączyć alarm w skarbcu, wyjść ze sklepu i zamknąć za sobą drzwi, nie pozostawiając żadnego śladu swojej obecności, a potem dać nogę z olbrzymim workiem pełnym masońskich świeczników czy co tam stamtąd zabrano. Chyba się ze mną zgodzisz, że gdyby udało mu się zrobić coś takiego, nie potrzebowałby zwrotu długu, bo byłby pieprzonym geniuszem.

Śmiech Robin został gwałtownie przerwany cichym okrzykiem bólu, bo wywołał ostre ukłucie w podbrzuszu.

- Dobrze się czujesz? - spytał Strike.

- Tak, to tylko gardło.

- Osobiście uważam, że ciocia ze Szwajcarii pociągnęła za jakieś sznurki, żeby uwolnić chłopaka od znacznie starszej kobiety, i gość jest właśnie tam, gdzie powiedziała: w Nowym Jorku.

- Mówisz, że Decima jest od niego znacznie starsza?

- Ma trzydzieści osiem lat. Właśnie ją wygooglowałem.

- Prowadziliśmy śledztwa w sprawach wielu mężczyzn mających żony młodsze o dwadzieścia lat, prawda? - spytała Robin lekko chłodnym tonem.

Strike przypomniał sobie poniewczasie, by w rozmowach z Robin nie sugerować, że różnica wieku w związkach uczuciowych to coś złego.

- Ja tylko... Mullins nie należy do tego typu trzydziestoośmiolatek, które zainteresowałyby przeciętnego dwudziestosześciolatka.

- Jeśli naprawdę wyjechał do Nowego Jorku, udowodnienie tego nie powinno być zbyt trudne.

- Tylko że ona nie chce, żebyśmy to udowodnili. Dosłownie woli wierzyć, że facet nie żyje, niż że ją zostawił. Nazwała dziecko Lion - dodał bez związku.

- Lew? - spytała Robin z uśmiechem. Doskonale wiedziała, jak niedorzeczne wydało się Strike'owi takie imię.

- No.

- Mnóstwo ludzi z wyższych sfer nadaje dzieciom dziwne imiona - zauważyła.

- Tak samo jak mnóstwo świrów - skwitował Strike. - W każdym razie dzwonię, żeby poznać twoje zdanie, bo wydaje mi się, że branie od niej pieniędzy byłoby nieetyczne.

- Masz rację... ale prawdopodobnie spróbuje wynająć kogoś innego.

- O, na pewno - powiedział Strike. - A to jedna z tych spraw, które umożliwiają drenowanie portfelu klienta, jeśli nie masz skrupułów.

Na chwilę zapadła cisza, w której Robin wpatrywała się w sufit szpitalnej sali, a Strike patrzył, jak wydychane przez niego powietrze kłębi się na tle mokrej od deszczu szyby.

- Myślę - odezwał się w końcu - że uderzę do paru kontaktów w policji i ustalę, jak bardzo jest pewne, że zwłoki należały do Knowlesa. Jeśli od ostatnich doniesień prasowych policja zyskała stuprocentową pewność, powiem Decimie za darmo, że to nie był Fleetwood, a wtedy może spojrzy prawdzie w oczy.

- A jeśli ta pewność wciąż będzie dziewięćdziesięciodziewięcioprocentowa? - spytała Robin, zerkając na godzinę w telefonie, ponieważ pora odwiedzin zbliżała się wielkimi krokami.

- Wtedy - odparł Strike, którego poszukiwania w Internecie potwierdziły, że Decima jest osobą, za którą się podaje - chyba moglibyśmy przeprowadzić śledztwo, żeby po prostu rozwiać jej złudzenia, bo my przynajmniej nie będziemy jej zwodzić. Działając w duchu pełnej jawności powinienem jednak zaznaczyć, że obydwoje z Fleetwoodem są powiązani z osobami, z którymi miałem nadzieję już nigdy więcej nie rozmawiać.

- Z kim?

- Z Valentine'em Longcasterem i Sachą Legardem.

- Z tym aktorem? - zdziwiła się Robin. - W jaki sposób...? Aha. - Z powodu morfiny dotarło to do niej z lekkim opóźnieniem.

- No właśnie - powiedział Strike. - Sacha jest kuzynem Ruperta Fleetwooda, a Valentine, jeden z najlepszych przyjaciół Charlotte, bratem Decimy.

Obydwoje natychmiast pomyśleli o ostatnim razie, gdy padło między nimi imię już nieżyjącej byłej narzeczonej Strike'a: doszło do tego ponad miesiąc wcześniej, w dniu, w którym Strike powiedział Robin, że Charlotte była przekonana, że jest zakochany w swojej wspólniczce. Mimo morfiny Robin poczuła dziwną mieszankę wyczekiwania i panicznego strachu. Strike już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, lecz Robin go ubiegła.

- Strike, bardzo cię przepraszam, muszę już kończyć.

Rozłączyła się, nie czekając na jego reakcję.

Zapraszamy na www.publicat.pl

Tytuł oryginałuThe Hallmarked Man

Projekt okładkiDuncan Spilling ? Little, Brown Book Group Ltd 2025 Fotografia sceny i kobiety: Duncan Spilling_LBBG; mężczyzny: ? iStock; tekstury: ? Shutterstock

Koordynacja projektuANNA RYCHLICKA

Opieka redakcyjnaANNA HEINE

RedakcjaMAŁGORZATA GROCHOCKA

KorektaANNA KURZYCA

Redakcja technicznaLOREM IPSUM - RADOSŁAW FIEDOSICHIN

Copyright ? J.K. Rowling 2025 Osobiste prawa autorskie zastrzeżone.

Polish edition ? Publicat S.A. MMXXV (wydanie elektroniczne) All rights reserved.

Powieść wydana po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii w 2025 roku przez Sphere

Wszelkie postaci i wydarzenia opisane w tym utworze, oprócz funkcjonujących w domenie publicznej, są fikcyjne, a jakiekolwiek podobieństwo do osób żyjących lub zmarłych jest całkowicie przypadkowe.

Żaden fragment niniejszego utworu nie może być reprodukowany, przechowywany ani przesyłany w żadnej formie ani żadnymi środkami, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy. Utwór nie może też być rozpowszechniany w oprawie lub okładce innej niż oryginalna oraz w formie innej niż ta, w której został wydany.

Cytat na s. 140 z Shout Out to My Ex ? Camille Purcell, Edvard Foerre Erfjord, Henrik B. Michelsen, Iain Farquharson, Jade Amelia Thirlwall, Jessica Louise Nelson, Leigh Anne Pinnock, Perrie Louise Edwards.

Cytaty na ss. 892 i 909 z Kid Charlemagne oraz Do It Again ? Walter Becker and Donald Fagen.

Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.

ISBN 978-83-271-6895-5

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.