Wystarczającym zastrzeżeniem, by wykluczyć dowolnego mężczyznę ze społeczności masonów, winno być to, że nie jest bezinteresowny i wspaniałomyślny, zarówno w swoich czynach, jak i w swych opiniach o ludziach oraz w swym odbiorze ich postępowania.
Albert PikeLiturgy of the Ancient and AcceptedScottish Rite of Freemasonry
- Cześć - przywitał się Strike. - Jak gardło? Możesz rozmawiać? Jeśli nie, później prześlę ci mejla.
- Mogę - powiedziała Robin. Ponieważ w szpitalnej sali było bardzo ciepło, głos miała lekko zachrypnięty, a to pasowało do wymyślonej przez nią bajeczki. - Naprawdę mi przykro, że nie mogłam cię zawieźć. Gdzie jesteś?
- Zaparkowałem przed pubem o nazwie Fox - odpowiedział, patrząc na krople deszczu rozpryskujące się na przedniej szybie. - Właśnie wyszedłem od Decimy Mullins.
- Jaka ona jest?
- Nie sposób odpowiedzieć jednym słowem - powiedział Strike. - Chcę usłyszeć twoją opinię.
Zrelacjonował rozmowę z Decimą, przedstawiając jej teorię, zgodnie z którą w skarbcu sklepu ze srebrem na Holborn znaleziono ciało jej chłopaka.
- Boże - westchnęła Robin, gdy Strike skończył mówić. - Biedna kobieta. Więc mamy dla niej namierzyć Ruperta Fleetwooda?
- Nie - zaprzeczył Strike.
- Co?
- Wyraźnie oświadczyła, że nie chce odnaleźć go żywego. Za każdym razem, kiedy próbowałem zasugerować, że mógł po prostu się zawinąć z powodu tych wszystkich kłopotów, w które się wpakował, znów uderzała w płacz. Zdecydowanie mamy do czynienia z gatesheadem. Albo zidentyfikujemy to ciało, albo do widzenia.
- Opowiedz mi o tym zabójstwie w sklepie ze srebrem - poprosiła Robin. W czerwcu działała pod przykrywką w sekcie, bez dostępu do serwisów informacyjnych, i w ogóle nie słyszała o tej sprawie.
- W Ramsay Silver zatrudniono faceta przedstawiającego się jako William Wright. Pracował tam dwa tygodnie, po czym znaleziono go martwego w skarbcu. Teoria policji jest taka, że przyszedł do sklepu w nocy razem ze wspólnikami, żeby dokonać rabunku, ale wywiązała się między nimi bójka i został zabity. Pamiętam, jak czytając o tej sprawie, pomyślałem, że coś się w niej nie zgadza...
- Co konkretnie? - spytała Robin.
- Przecież ważnym elementem napadu jest zazwyczaj szybkość, prawda? Skoro byli wystarczająco przebiegli, żeby dostać się do skarbca, powinni też być wystarczająco bystrzy, żeby nie pobić się w czasie roboty. W noc zabójstwa zniknęło stamtąd mnóstwo cennego srebra, więc trudno stwierdzić, jaki inny scenariusz miałby do tego pasować oprócz napadu rabunkowego, który zakończył się przypadkowym zabójstwem. Przed zidentyfikowaniem zwłok sprawą bardzo interesowały się media, bo ciało było mocno okaleczone - zdaje się, że według policji chodziło o utrudnienie jego identyfikacji - a ten sklep oferuje masońskie przedmioty i mieści się tuż obok Naczelnej Loży Anglii czy czegoś w tym rodzaju...
- Teorie spiskowe?
- Cała masa, ale kiedy dziennikarze odkryli, że to nie było rytualne masońskie zabójstwo, stracili zainteresowanie.
- I ten zabity mężczyzna na pewno był złodziejem?
- No cóż - zaczął Strike z ociąganiem - Mullins twierdzi, że identyfikacja zwłok nie była definitywna. Może mieć rację, bo właśnie się temu przyjrzałem i we wszystkich doniesieniach prasowych gość kierujący dochodzeniem mówi, że jest "pewny na dziewięćdziesiąt dziewięć procent", że to Jason Knowles, a za chwilę apeluje o więcej informacji. Przeprowadziłem szybkie poszukiwania w Internecie i nie udało mi się znaleźć bardziej jednoznacznego oświadczenia w rodzaju "badania DNA potwierdziły" czy "dowiedliśmy ponad wszelką wątpliwość". Poza tym nie ujęto zabójców i nie odnaleziono srebra. Sir Daniel Gayle, emerytowany komendant policji, na którego powołała się Decima, istnieje naprawdę. Tylko że to wszystko nie oznacza, że w skarbcu był Fleetwood. Ona próbuje zbudować historię wokół tego, że gość miał do sprzedania jakieś stare srebro, ale żeby jej teoria okazała się prawdziwa, diler narkotyków, który groził Fleetwoodowi śmiercią, jeśli ten nie spłaci długu swojego współlokatora, musiałby go znaleźć w sklepie, gdzie Fleetwood podawał się za Wrighta, dostać się tam nocą z dwoma kumplami, otworzyć skarbiec, zabić Fleetwooda, który akurat przebywałby tam sam o pierwszej w nocy, pociąć zwłoki, zabrać masę srebra, ponownie włączyć alarm w skarbcu, wyjść ze sklepu i zamknąć za sobą drzwi, nie pozostawiając żadnego śladu swojej obecności, a potem dać nogę z olbrzymim workiem pełnym masońskich świeczników czy co tam stamtąd zabrano. Chyba się ze mną zgodzisz, że gdyby udało mu się zrobić coś takiego, nie potrzebowałby zwrotu długu, bo byłby pieprzonym geniuszem.
Śmiech Robin został gwałtownie przerwany cichym okrzykiem bólu, bo wywołał ostre ukłucie w podbrzuszu.
- Dobrze się czujesz? - spytał Strike.
- Tak, to tylko gardło.
- Osobiście uważam, że ciocia ze Szwajcarii pociągnęła za jakieś sznurki, żeby uwolnić chłopaka od znacznie starszej kobiety, i gość jest właśnie tam, gdzie powiedziała: w Nowym Jorku.
- Mówisz, że Decima jest od niego znacznie starsza?
- Ma trzydzieści osiem lat. Właśnie ją wygooglowałem.
- Prowadziliśmy śledztwa w sprawach wielu mężczyzn mających żony młodsze o dwadzieścia lat, prawda? - spytała Robin lekko chłodnym tonem.
Strike przypomniał sobie poniewczasie, by w rozmowach z Robin nie sugerować, że różnica wieku w związkach uczuciowych to coś złego.
- Ja tylko... Mullins nie należy do tego typu trzydziestoośmiolatek, które zainteresowałyby przeciętnego dwudziestosześciolatka.
- Jeśli naprawdę wyjechał do Nowego Jorku, udowodnienie tego nie powinno być zbyt trudne.
- Tylko że ona nie chce, żebyśmy to udowodnili. Dosłownie woli wierzyć, że facet nie żyje, niż że ją zostawił. Nazwała dziecko Lion - dodał bez związku.
- Lew? - spytała Robin z uśmiechem. Doskonale wiedziała, jak niedorzeczne wydało się Strike'owi takie imię.
- No.
- Mnóstwo ludzi z wyższych sfer nadaje dzieciom dziwne imiona - zauważyła.
- Tak samo jak mnóstwo świrów - skwitował Strike. - W każdym razie dzwonię, żeby poznać twoje zdanie, bo wydaje mi się, że branie od niej pieniędzy byłoby nieetyczne.
- Masz rację... ale prawdopodobnie spróbuje wynająć kogoś innego.
- O, na pewno - powiedział Strike. - A to jedna z tych spraw, które umożliwiają drenowanie portfelu klienta, jeśli nie masz skrupułów.
Na chwilę zapadła cisza, w której Robin wpatrywała się w sufit szpitalnej sali, a Strike patrzył, jak wydychane przez niego powietrze kłębi się na tle mokrej od deszczu szyby.
- Myślę - odezwał się w końcu - że uderzę do paru kontaktów w policji i ustalę, jak bardzo jest pewne, że zwłoki należały do Knowlesa. Jeśli od ostatnich doniesień prasowych policja zyskała stuprocentową pewność, powiem Decimie za darmo, że to nie był Fleetwood, a wtedy może spojrzy prawdzie w oczy.
- A jeśli ta pewność wciąż będzie dziewięćdziesięciodziewięcioprocentowa? - spytała Robin, zerkając na godzinę w telefonie, ponieważ pora odwiedzin zbliżała się wielkimi krokami.
- Wtedy - odparł Strike, którego poszukiwania w Internecie potwierdziły, że Decima jest osobą, za którą się podaje - chyba moglibyśmy przeprowadzić śledztwo, żeby po prostu rozwiać jej złudzenia, bo my przynajmniej nie będziemy jej zwodzić. Działając w duchu pełnej jawności powinienem jednak zaznaczyć, że obydwoje z Fleetwoodem są powiązani z osobami, z którymi miałem nadzieję już nigdy więcej nie rozmawiać.
- Z kim?
- Z Valentine'em Longcasterem i Sachą Legardem.
- Z tym aktorem? - zdziwiła się Robin. - W jaki sposób...? Aha. - Z powodu morfiny dotarło to do niej z lekkim opóźnieniem.
- No właśnie - powiedział Strike. - Sacha jest kuzynem Ruperta Fleetwooda, a Valentine, jeden z najlepszych przyjaciół Charlotte, bratem Decimy.
Obydwoje natychmiast pomyśleli o ostatnim razie, gdy padło między nimi imię już nieżyjącej byłej narzeczonej Strike'a: doszło do tego ponad miesiąc wcześniej, w dniu, w którym Strike powiedział Robin, że Charlotte była przekonana, że jest zakochany w swojej wspólniczce. Mimo morfiny Robin poczuła dziwną mieszankę wyczekiwania i panicznego strachu. Strike już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, lecz Robin go ubiegła.
- Strike, bardzo cię przepraszam, muszę już kończyć.
Rozłączyła się, nie czekając na jego reakcję.