Córka marnotrawna - Jeffrey Archer

Reflow text when sidebars are open.
- Prezydentem Stanów Zjednoczonych - odparła.
- Mógłbym znaleźć kilka przyjemniejszych sposobów przeputania majątku. - Jej ojciec zdjął półokrągłe szkła, które tkwiły mu na czubku nosa, i spoglądał na córkę sponad gazety.
- Nie strój sobie żartów, tatusiu. Prezydent Roosevelt dowiódł nam, że nie ma szczytniejszego powołania nad służbę publiczną.
- Roosevelt dowiódł jedynie... - zaczął ojciec, lecz urwał i na nowo zagłębił się w gazecie, uznał bowiem, że córka potraktuje tę uwagę jako niepoważną.
- Dobrze wiem, że bez twojej pomocy nie mogłabym się na coś takiego porywać - ciągnęła córka, jakby czytała w myślach ojca. - Nie dość, że nie jestem mężczyzną, to jeszcze Polką z pochodzenia.
Gazeta zasłaniająca ojca raptownie opadła.
- Nigdy nie wyrażaj się uszczypliwie o Polakach - powiedział. - Historia dowiodła, że jesteśmy ludźmi honoru i nigdy nie cofamy raz danego słowa. Mój ojciec był baronem...
- Tak, wiem, że dziadek był baronem, ale nie ma go już na tym świecie i nie może mi pomóc zostać prezydentem.
- Wielka szkoda, że nie żyje - westchnął ojciec - bo niewątpliwie byłby wspaniałym przywódcą naszego narodu.
- A jego wnuczka by nie mogła?
- Nie widzę przeszkód - powiedział, spoglądając w stalowoszare oczy jedynaczki.
- No więc, tatusiu, czy mi pomożesz? Bez twojego finansowego wsparcia nie mogę liczyć na sukces.
Ojciec zwlekał z odpowiedzią. Wpierw osadził z powrotem okulary na koniuszku nosa, potem niespiesznie złożył gazetę i dopiero wówczas się odezwał:
- Zawrzemy układ, kochanie. W końcu do tego się sprowadza polityka. Jeśli rezultaty prawyborów w New Hampshire okażą się zadowalające, w pełni cię poprę. Jeśli nie, wybijesz sobie ten pomysł z głowy.
- Co rozumiesz przez zadowalające? - padło natychmiast pytanie.
Mężczyzna znów zwlekał chwilę z odpowiedzią, ważąc słowa.
- Jeśli zwyciężysz w prawyborach albo zdobędziesz ponad trzydzieści procent głosów, będę murem stał przy tobie, choćbym nawet miał sprzedać ostatnią koszulę.
Dziewczynka nareszcie odetchnęła z ulgą.
- Dziękuję, tatusiu. O więcej nie mogłabym prosić.
- O nie, na pewno nie - rzekł. - Czy teraz mogę z powrotem zająć się zagadkową kwestią, dlaczego Niedźwiadki przegrały siódmy mecz turnieju z Tygrysami?
- Po prostu byli słabsi, o czym świadczy wynik dziewięć do trzech.
- Moja panno, może ci się zdaje, że wiesz to i owo o polityce, ale zapewniam cię, że o baseballu nie masz zielonego pojęcia - powiedział mężczyzna. W tej chwili do pokoju weszła jego żona. Obrócił ku niej swoją krępą postać. - Nasza córka chce się ubiegać o urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Co ty na to?
Dziewczynka spojrzała na nią pytająco, ciekawa jej reakcji.
- Zaraz ci powiem, co ja na to - oznajmiła matka. - Otóż myślę, że dawno już powinna leżeć w łóżku i że to z twojej winy przesiaduje tu do późna.
- Chyba masz rację - rzekł mąż. - Zmiataj do łóżka, maleńka.
Dziewczynka podeszła do ojca, pocałowała go w policzek i szepnęła:
- Dziękuję, tatusiu.
Mężczyzna patrzył za jedenastoletnią córeczką wychodzącą z pokoju i zauważył, jak mocno zaciska piąstkę. Robiła to zawsze, kiedy była zła albo przy czymś się uparła. Tym razem podejrzewał ją o jedno i drugie, ale wiedział też, że nie ma sensu tłumaczyć żonie, iż ich jedynaczka jest niezwykłym dzieckiem. Już dawno zaniechał prób angażowania żony w swoje ambicje i cieszył się przynajmniej z tego, że nie potrafiłaby zniweczyć marzeń ich dziecka.
Zagłębił się na powrót w chicagowskiej "Tribune" i jednak musiał przyznać, że córka nie myliła się co do Niedźwiadków.
Przez dwadzieścia dwa lata Florentyna Rosnovski nie wróciła do tej rozmowy, gdy zaś to uczyniła, nie wątpiła, że ojciec dotrzyma umowy. W końcu Polacy to ludzie honoru, którzy nigdy nie łamią danego słowa.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki