Swatka
Gdy wróciła do siebie, czuła się inną osobą. Była wolna i szczęśliwa, bardzo szczęśliwa. Chłopcy przyglądali jej się z tajemniczymi uśmiechami i podpytywali jak sprawy stoją. To oni uknuli ten miłosny spisek.
Gdy ona leżała nieprzytomna w szpitalu, Steve opiekował się nimi. Dbał o nich i podtrzymywał na duchu. Zbliżyli się. Ze znajomego ich matki stał się ich przyjacielem. Wiele czasu spędzali razem i wkrótce go rozszyfrowali. Odkryli jego tajemnicę, więc gdy zdrada ojca wyszła na jaw, od razu doprowadzili do interakcji między nim a matką. Efekt spisku bardzo ich zadowalał. Wiedzieli, że to co zrobili było dobre. Ich matka nie jest sama, jest szczęśliwa i ma przy sobie kogoś, kto nie pozwoli jej skrzywdzić.
Steven wpadał do niej po dyżurze i zostawał na noc; innym razem ona wpadała i zostawała u niego, ale po jakimś czasie wpadł i został na dobre.
Tego dnia wrócił po dyżurze, była szósta rano, w domu Stana już świeciło się światło. Wszedł na górę i zobaczył Monię pakującą walizkę.
- Wyprowadzasz się? - Zapytał z drwiną w głosie.
- Heh, nie. Jadę na Węgry z misją "dyplomatyczną".
- Na jak długo?
- Wrócę za trzy dni.
- Trzy dni - powtórzył.
Odłożyła to co trzymała w rękach i podeszła do niego.
- Przepraszam, zapomniałam ci powiedzieć.
- Nic się nie stało - zapewniał mało wiarygodnie.
- Chcesz pojechać ze mną? - Zapytała.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł.
- Dlaczego?
- Zamężna hrabina pojawia się na włościach w towarzystwie kochanka - wyjaśniał.
- Nie zamężna, tylko prawie rozwiedziona i nie w towarzystwie kochanka, tylko partnera. A poza tym, guzik to kogo interesuje.
- Oj wierz mi, interesuje.
- A co nas to obchodzi? - Zapytała. - Masz coś do ukrycia? Robisz coś złego?
- Nie złego, ale niewłaściwego - tłumaczył.
- Jesteś staroświecki - stwierdziła odkrywczo.
- To nie o to chodzi. Nie chcę, żebyś miała nieprzyjemności i musiała się z czegoś tłumaczyć.
- Nieprzyjemności mam już za sobą, a tłumaczyć się nie zamierzam. Leć ze mną - prosiła, obejmując go.
Spojrzał na nią i nie mógł odmówić.