Córka kwiaciarza - Karolina Kowalska

Kup ebooka

14.19 zł
11.78 zł (12,06 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Był ciepły, letni wieczór. Od jakiegoś czasu, a konkretnie od dwóch dni już siedziałam przy komputerze, na portalu randkowym. Właściwie z nudów, bo pod nieobecność mojej współlokatorki, która wyjechała na weekend do swojego chłopaka, założyłam sobie tam konto, a w opisie napisałam "Samotna szuka przygody".

Niedługo po opublikowaniu swojego profilu, napisał do mnie niejaki Michał 124. Rozmawiało mi się z nim bardzo przyjemnie. Używał bardzo wyszukanych słów, przez co w moich oczach uchodził za dżentelmena.

Od dwóch dni byłam cały prawie czas przyklejona do monitora, a dłonie już powoli zaczynały mi drętwieć od ciągłego stukania w klawisze.

Na dźwięk odebranej wiadomości, momentalnie rzucałam to czym akurat byłam zajęta i biegłam do laptopa.

Rozmowa z nim bardzo mnie intrygowała i wręcz wciągała. Nie chciałam kończyć.

W końcu, kiedy słońce już chyliło się ku zachodowi, zaproponował spotkanie.

Zgodziłam się bez wahania, mimo, że w ogóle go nie znałam.

Z uśmiechem na twarzy i tworzącą się w głowie wizją jutrzejszego wieczoru, sięgnęłam po komórkę i napisałam szybkiego smsa do Kasi:

"Jutro wreszcie się z nim spotkam! Nie mogę się doczekać!"

Odpowiedź nadeszła prawie natychmiast:

"Nie gorączkuj się tak :) Co ubierasz i gdzie się spotykacie?"

Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że w mojej szafie wisi tylko kilka bluzek i podartych jeansów.

"Wyobraź sobie, że zaprosił mnie do "Edenu"! A co do ubrań... wiesz, że nigdy się nie stroję."

""Eden?!" Dziewczyno, to najdroższy klub w mieście! Ale masz farta :) Co do ubrań... zajrzyj do mojej szafy. Ta zielona jest dla ciebie ;)"

Szybkim krokiem podeszłam do szafy Kasi i otworzyłam ją. Na samym wierzchu wisiała oliwkowozielona sukienka do połowy uda i z odkrytymi plecami.

Zakryłam usta dłońmi.

- Śliczna... - szepnęłam do siebie.

Usiadłam na łóżku i zaczęłam pisać:

"Boże, jest cudowna! Dziękuję:* Skąd ją masz?"

"Nie dziękuj. Ważne, że padnie jak cię zobaczy. A skąd... to już tajemnica :)"

- Cała ona - zaśmiałam się.

Rozdział 1

Wchodząc do klubu w pierwszej chwili ogłupiły mnie kolorowe światła, głośna muzyka, ogrom ludzi i nastrój jaki tam panował.

Ten luksus, przeszło mi przez głowę.

Niepewnym krokiem, szłam w kierunku baru, bo tam właśnie miał na mnie czekać mężczyzna, z którym się umówiłam.

Z początku nie mogłam go zauważyć, aż wreszcie to on odwrócił się i pomachał a mnie ręką, dając tym samym znak, bym podeszła.

A więc to prawda. Nic mi się nie śniło. Jest tam. Przyszedł.

Tak, był tam. na pierwszy rzut oka, facet wprost idealny.

Serce zaczęło mi mocniej bić z przejęcia.

Kiedy już oswoiłam się z myślą, że to właśnie z nim miałam się spotkać, podeszłam bliżej.

Wstał i objął mnie czule, delikatnie całując w policzek na przywitanie.

- Karolina, prawda? - szepnął pytająco.

- A ty Michał? - upewniłam się.

Kiwnął głową i posadził mnie na stołku obok siebie.

Gdy zawołał na barmana, ja miałam okazję przyjrzeć mu się dokładniej.

Miał na sobie czarną koszulę wsuniętą za równie czarne spodnie i lakierowane buty. Ładnie przystrzyżone brązowe włosy ułożył na żel tak, że wyglądał wręcz olśniewająco. Dwa górne guziki koszuli zostały odpięte i zza materiału widać było kilka czarnych włosków.

Złapał mnie na tym, że się na niego gapię.

- Podobam ci się? - mruknął wyraźnie ucieszony.

Zarumieniłam się tylko i spuściłam wzrok.

Kiedy zaprosił mnie do tańca, nieco się ożywiłam.

- Niezła jesteś - usłyszałam gdy udało mu się przekrzyczeć muzykę.

Uśmiech momentalnie wypełzł na moją twarz.

Kasia, co ja bym bez ciebie zrobiła?

- Ty też.

- Chodźmy sie napić - rzekł i pociągnął mnie z powrotem do baru. - Trzymaj - podał mi kieliszek, którego zawartość od razu wypiłam.

Po powrocie na parkiet, zrobiło mi się słabo w pół obrotu.

Złapał mnie szybko i zapytał z troską:

- Coś nie tak?

- Słabo mi - odparłam zgodnie z prawdą.

Wyprowadził mnie na zewnątrz, bym zaczerpnęła świeżego powietrza.

Siedzieliśmy na dworze już dobre dwadzieścia minut, ale ja czułam się coraz gorzej. Ponadto przez cieniutki materiał sukienki w końcu zaczęłam się trząść z zimna.

Wyraźnie zniecierpliwiony mężczyzna, zadzwonił po taksówkę. Ta przyjechała pięć minut po jego telefonie.

Drzwi zatrzasnęły się za mną i coś sobie przypomniałam.

- Moja torebka - zawołałam ożywiona.

- Eee - wydawał sie zaskoczony.

To takie dziwne?

- Tak, już po nią idę - odpowiedział nieszczerze.

Po chwili straciłam przytomność.

Na to co stało się potem, nie miałam już wpływu.

Rozdział 2

Obudziłam się w miękkim łóżku - na pewno nie swoim. - Byłam w jakimś małym, schludnym i dosyć biednie urządzonym mieszkanku. Przy mnie siedział mężczyzna, z którym spędziłam poprzedni wieczór. Pomógł mi się ubrać i nakarmił mnie. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że spałam na samej bieliźnie, choć na pewno się nie rozbierałam.

Kilka godzin później stałam przy oknie i wpatrywałam się w szare domy miasteczka.

Opierałam się plecami o pierś mojego towarzysza, podczas gdy on obejmował mnie w talii i przytulał do siebie.

Właśnie wtedy zapytał:

- Karolino... Chciałabyś tu ze mną zostać?

- Tak - rzekłam po chwili namysłu. Nie mogłam odmówić. Byłam nim kompletnie oczarowana.

W tej chwili ujął moją głowę w dłonie, nachylił się i pocałował. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Pocałunek był tak miękki, tak ciepły, tak czuły.

Wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję. Po prostu to czułam.

Michał zakończył pocałunek i powiedział tym słodkim głosem, który tak bardzo mnie podniecał:

- Od tej pory twoje życie się zmieni.

Z pewnością - pomyślałam.

I tak oto zgodziłam sie z nim zamieszkać, nie mając przy sobie nic. Moja torebka z telefonem i dokumentami przepadła w dyskotece. Ubrania kupił mi Michał. Twierdził, że nic więcej nie potrzebuję.

Grafik naszego codziennego życia był prosty. Rano mój facet wychodził do pracy, nie budząc mnie, a ja zawsze znajdowałam na stole ciepłe śniadanie. Przez resztę dnia sprzątałam mieszkanie, gotowałam obiad, i pielęgnowałam kwiaty, od których aż się roiło. Mogłam robić wszystko co chciałam, lecz nie wolno mi było opuszczać domu. To był pierwszy warunek Michała. Martwił się o mnie, że nie znam miasta, a kręci się tu zbyt dużo zboczeńców. Przystałam na to. W sumie, co miałam robić w mieście, którego nawet nie znałam? W domu miałam czas dla siebie.

Mój chłopak codziennie po pracy szedł na zakupy. Przynosił jedzenie na obiad, biżuterię i ubrania dla mnie. Nie pozwalał mi chodzić w spodniach, czy szortach. Kupował mi same sukienki. Miałam wyglądać jak kobieta. To drugi warunek.

Wieczorem on robił kolację, a ja nakrywałam do stołu. Jedliśmy przy blasku świec. Często wychodziłam na balkon by nabrać świeżego powietrza, a wtedy on przychodził za mną, obejmował mnie i całował. To były te romantyczne chwile, które mogłyby trwać wiecznie. Pocałunki pełne były miłości. Pieścił moje usta.

Wtedy jego ręka zsuwała się coraz niżej. Od szyi, przez brzuch, po uda. Wkładał dłonie pod sukienkę, a ja rozkoszowałam się jego dotykiem.

Tak mijało wiele dni, a może tygodni. Nie wiem. Przy nim zupełnie straciłam poczucie czasu.

Nigdy nie dowiedziałam się, co takiego miał w sobie, co tak mnie do niego przyciągało. To coś, co sprawiało, że poszłabym za nim w ogień. Coś, co kazało mi zrobić wszystko, czego sobie życzył.

Czy to miłość?

Po mniej więcej miesiącu, gdy stałam na balkonie, opierając się o balustradę i nieobecnym wzrokiem wpatrywałam się w dal, uświadomiłam sobie jedną ważną rzecz.

To nie jest normalne...!

Ten tryb życia był jakiś... dziwny.

Wszystko dokładnie zaplanowane, co do minuty. Wszystko musiało leżeć na swoim miejscu. Jeśli najdrobniejszy szczegół nie pasował do jego idealnego planu, od razu się denerwował.

Miałam tańczyć tak, jak on zagrał.

Nie tak wyobrażałam sobie idealny związek...

Zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę jestem tylko jego zabawką.

Więźniem i marionetką, którą może bez problemu kierować.

Zadawałam sobie tylko jedno pytanie: Dlaczego tak się dzieje? Czemu mięknę w jego ramionach?

Nawet jak nie chciałam, pozwalałam mu się kochać. Byleby tylko sprawić mu przyjemność i nie widzieć jego złości.

A chyba nie tak buduje się związek.

Nie rozumiałam w tym wszystkim swojej postawy.

Dlaczego nie mogę mu się sprzeciwić?

Czy jestem aż tak słaba?

Czy już tak bardzo przejął nade mną kontrolę?

I dlaczego nie pozwala mi kontaktować się z Kasią? Na pewno się o mnie martwi. Przecież od miesiąca nie dałam ani znaku życia.

Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jakie to wszystko było głupie i chore.

O Boże...