Rozdział 2
Zazdroszczę Ridenowi butów.
Przedstawiają świetną szewską robotę i są czarne jak oczy wygłodniałego rekina. Klamry wyglądają na czyste srebro. Skóra jest twarda i napięta. Idealnie obejmuje jego łydki. Oficer tupie po pokładzie. Kroki są mocne, głośne, potężne.
Tymczasem ja ciągle się potykam, gdy mnie ciągnie. Moje za duże buty wciąż się zsuwają. Ilekroć się zatrzymuję, by je poprawić, Riden mocniej szarpie mnie za rękę. Musiałam kilkakrotnie łapać równowagę, inaczej bym się wywróciła.
- Nadążaj, dziewczyno - mówi wesoło, doskonale wiedząc, że nie jestem w stanie tego zrobić.
W końcu nadeptuję mu na stopę.
Stęka, ale muszę przyznać, że mnie nie puszcza. Spodziewałam się, że uderzy mnie jak wcześniej Draxen, ale tego nie robi. Pospiesza mnie tylko. Oczywiście, gdybym chciała, z łatwością mogłabym mu się wyrwać, ale nie mogę się za bardzo stawiać, a zwłaszcza pierwszemu oficerowi. Potrzebuję, by piraci nieco się uspokoili po moim występie na drugim statku.
Na tym nie ma nikogo z wyjątkiem naszej dwójki. Cała załoga Draxena znajduje się na pokładzie mojego, grabiąc z niego wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Ojciec dał mi wystarczająco dużo monet, by piraci byli zadowoleni, ale nie wzbogacili się za bardzo. Gdybym podróżowała bez pieniędzy, Draxen zacząłby coś podejrzewać.
Riden skręca ze mną w prawo, gdzie znajdują się schody prowadzące pod pokład. Podróż w dół jest niewygodna. Dwukrotnie nie trafiam w stopień i niemal spadam. Riden mnie chwyta, ale za każdym razem zaciska palce mocniej niż to konieczne. Jutro będę miała siniaki. Złoszczę się na tę myśl.
Właśnie dlatego, kiedy od końca dzielą nas trzy stopnie, popycham go.
Najwyraźniej się tego nie spodziewał. Upada, ale nie wzięłam pod uwagę jego silnego uścisku. Oczywiście ląduję na podłodze wraz z nim.
Co jest bolesne.
Riden szybko się podnosi i podrywa mnie do góry. Popycha mnie w kąt, więc nie mam dokąd uciec. Omiata mnie zaciekawionym wzrokiem. To coś nowego. Być może jakaś fascynacja, jestem w końcu przydziałem od kapitana. Musi się nauczyć ze mną obchodzić.
Zastanawiam się, co wyczytywał z mojej postawy i twarzy, gdy mnie obserwował. Mam do odegrania rolę zdenerwowanej, smutnej więźniarki, a choć udaję, część prawdy zawsze wymknie się przez szczeliny. Sztuczka polega na tym, by kontrolować te fragmenty, które chcę mu pokazać. Jak na razie to mój upór i temperament. Tego akurat nie muszę fałszować.
Musiał dojść do jakichś wniosków, bo mówi:
- Stwierdziłaś, że pójdziesz dobrowolnie. Widzę, że twoje słowo nie znaczy za wiele.
- Mylisz się - odpowiadam. - Gdybyś pozwolił mi iść do celi samodzielnie, a nie wykręcając mi ręce, nie otarłbyś sobie przeze mnie kolan.
Milczy, choć w jego oczach połyskuje rozbawienie. W końcu wyciąga rękę w kierunku cel, jakby był potencjalnym partnerem, zapraszającym mnie do tańca i wskazującym na parkiet.
Idę bez jego pomocy, a on rzuca za moimi plecami:
- Dziewczyno, masz twarzyczkę anioła, ale język węża.
Kusi mnie, by się odwrócić i go kopnąć, ale udaje mi nad tym zapanować. Kiedy dostanę to, po co przyszłam, będzie wiele czasu, by stłuc go na kwaśne jabłko.
Prostuję plecy i przechodzę resztę drogi w milczeniu. Przyglądam się różnym celom, wybierając sobie najczystszą. Tak naprawdę wygląda jak pozostałe, choć próbuję się przekonać, że czarna substancja w kącie to ziemia.
Przynajmniej w pomieszczeniu znajduje się stół i krzesło. Będę miała miejsce, aby położyć swoje rzeczy. Ani przez chwilę nie wątpię, że Draxen dotrzyma słowa. Kapitanowie pirackich statków powinni być wobec siebie szczerzy, nawet jeśli pragną pozabijać się nawzajem podczas snu. Żadna umowa czy targ nie zostałyby dobite, gdyby rywalizujący lordowie przynajmniej z pozoru sobie nie ufali. To nowy sposób życia każdego pirata. Mój ojciec wdrożył pomysł uczciwości w to złodziejskie życie. Musieli go zaakceptować wszyscy, którzy pragnęli przetrwać pod rządami nowego reżimu. Każdy, kto okaże się nieuczciwy, szybko zostanie zneutralizowany przez króla piratów.
Sprawdzam siedzisko krzesła. Wszystko jest zbyt brudne, ale wezmę, co jest. Zdejmuję brązowy skórzany płaszcz, nakrywam nim krzesło i dopiero wtedy siadam.
Riden uśmiecha się, zapewne z powodu mojego wyraźnego niepokoju. Zamyka drzwi celi, a klucz wkłada sobie do kieszeni. Bierze drugie krzesło i ustawia je przed kratami.
- I co teraz? - pytam.
- Teraz porozmawiamy.
Udaję dramatyczne westchnienie.
- Przecież już mnie uwięziłeś. Idź, żądaj okupu, a mnie zostaw w spokoju.
- Obawiam się, że nie chcemy pieniędzy twojego tatusia.
Zaciskam palce na dekolcie bawełnianej koszuli, jakbym obawiała się, że piraci zechcą mnie rozebrać. To część gry. Potrzeba by sporej ilości mężczyzn, żeby to zrobić, nie miałabym kłopotu z poradzeniem sobie z trzema jednocześnie, a więcej nie zmieściłoby się w tej celi.
- Kiedy tu będziesz, nikt cię nie dotknie. Dopilnuję tego.
- A kto będzie pilnował, byś sam tego nie zrobił?
- Zapewniam cię, że nigdy nie napastowałbym w ten sposób kobiety. Przychodzą do mnie z własnej woli.
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć.
- Ponieważ nie pokazałem ci jeszcze swojego uroku.
Śmieję się z pogardą.
- Jako kobieta pośród piratów miałam do czynienia z najbardziej nikczemnymi i natarczywymi z mężczyzn. Ty mnie raczej nie martwisz.
- A co byś zrobiła, Aloso, gdybyś musiała bronić się przed mężczyzną, który nie jest nikczemny czy natarczywy?
- Dam ci znać, gdy takiego spotkam.
Śmieje się, dźwięk ten jest głęboki i bogaty.
- Dobrze, ale przejdźmy do interesów. Jesteś tutaj, ponieważ chcę informacji.
- Miło. A ja chcę czystej celi.
Rozsiada się wygodnie na krześle. Być może ma świadomość, że trochę to potrwa.
- Gdzie cumuje Kalligan?
Prycham.
- Jesteś w tym okropny. Wydaje ci się, że zdradzę ci lokalizację fortecy ojca? Może lepiej zacząć od czegoś mniej poważnego? A skoro tata jest twoim królem, powinieneś mówić o nim z przysługującym mu szacunkiem.
- Uwięziłem jego córkę, więc chyba mam prawo nazywać go, jak mi się podoba.
- Zabije ciebie i całą załogę tego statku. I nie zrobi tego szybko. - Czułam, że nadszedł czas na kilka gróźb. Tak zrobiłby prawdziwy więzień.
Riden nie wygląda na zmartwionego. Wcale. Jest bardzo pewny siebie.
- Będzie ciężko cię oddać, jeśli nie będziemy wiedzieć, dokąd się udać.
- Nie musicie znać miejsca pobytu ojca. Znajdzie mnie.
- Będziemy mieć kilka dni przewagi. To wystarczy, byśmy uciekli do miejsca, w którym nas nie znajdzie.
Kręcę głową.
- Jesteś prostakiem. Ojciec zatrudnia ludzi w całej Manerii. Wystarczy, że zauważy was jeden z nich.
- Wszyscy jesteśmy tego świadomi, choć nie rozumiem, dlaczego uważa, że zasługuje na tytuł króla, który to sam sobie nadał.
Tym razem moja kolej, by się rozsiąść.
- Żartujesz, prawda? Ojciec kontroluje ocean. Nie ma nikogo, kto pływałby, nie uiszczając mu opłaty. Wszyscy piraci muszą płacić procent od grabieży. Ci, którzy tego nie robią, za długo nie popływają. Powiedz mi więc, nieustraszony Ridenie, pierwszy oficerze na Nocnym Wędrowcu, jeśli ojciec zabija ludzi za brak należnej opłaty, co według ciebie zrobi z tymi, którzy pojmali jego córkę? Jesteście bandą chłystków bawiących się w niebezpieczną grę. W ciągu dwóch tygodni będzie mnie szukała każda osoba w okolicy. - Oczywiście zamierzam opuścić tę łajbę przed upływem tego czasu.
- Chłystków? - Siada prosto. - Sama musisz być młodsza od wszystkich ludzi na tym statku.
Po wszystkim, co powiedziałam, uczepił się akurat tego?
- Mylisz się. Ile ty masz lat? Piętnaście? - prowokuję go. Wiem, że jest starszy, ale jestem ciekawa, w jakim naprawdę jest wieku.
- Osiemnaście - poprawia.
- W każdym razie mój wiek nie ma znaczenia. Mam umiejętności, dzięki którym jestem lepszym piratem niż większość mężczyzn ma nadzieję kiedykolwiek się stać.
Riden przechyla głowę na bok.
- A cóż to za niezwykłe umiejętności?
- Chciałbyś wiedzieć, co?
Uśmiecha się szeroko.
- Chyba już się domyślasz, że to nie jest zwyczajna załoga. Być może jesteśmy młodsi niż większość ludzi na wodzie, ale poznaliśmy już okrucieństwo życia. Mężczyźni na tym statku są bezwzględni, każdy z nich już zabił. - Na chwilę poważnieje, widać w nim smutek. Coś sobie przypomina.
- Jeśli masz zamiar płakać, poczekaj z tym, aż wrócisz na pokład. Nie radzę sobie ze łzami.
Riden spogląda na mnie, niemal jakby potrafił przejrzeć mnie na wskroś.
- Naprawdę jesteś stworzeniem bez serca, Aloso. Zabijasz bez wahania. Możesz jednocześnie walczyć z dwoma najlepszymi. Bez mrugnięcia okiem oglądasz śmierć swoich. Mogę sobie jedynie wyobrażać, jakie musiałaś otrzymać wychowanie u boku najbardziej znanego pirata w całej Manerii.
- I nie zapominajmy, że strzelam lepiej od ciebie.
Śmieje się, pokazując całkiem ładne zęby. Imponujące jak na pirata.
- Chyba będę się cieszyć naszymi rozmowami przez dłuższą chwilę. I mam szczerą nadzieję, że zobaczę, jak strzelasz, o ile nie będę celem.
- Nie mogę ci tego obiecać.
Nad naszymi głowami rozlegają się słabe pokrzykiwania. Statek kołysze się, gdy piraci odpalają armaty. Najwyraźniej Draxen zatapia moją łajbę. Cóż, nie moją, ale tę, którą ojciec przydzielił mi na tę misję. Mój prawdziwy statek Ava-lee i większość mojej załogi pozostają bezpieczne. Choć mi ich brak, jestem też podekscytowana czekającym mnie wyzwaniem.
Stopnie zaczynają skrzypieć, gdy ktoś schodzi pod pokład. Niedługo później widzimy Draxena. Idą za nim trzej mężczyźni, niosący moje rzeczy.
- Najwyższy czas - mówię.
Twarze trzech osiłków niosących moje bagaże są czerwone, a ich oddechy przyspieszone. Uśmiecham się. Oznacza to zapewne, że zabrali wszystko. Nie pakuję mało rzeczy.
Każdy z nich sapie, gdy odkłada ciężar.
- Ostrożnie! - krzyczę.
Pierwszy pirat jest raczej wysoki. Niemal musi się schylić, przemierzając przestrzeń pod pokładem. Teraz, kiedy odstawił moje rzeczy, wkłada ręce do kieszeni i czegoś w nich szuka. Wyjmuje coś, co wygląda jak sznur koralików. Być może to jakiś amulet szczęścia?
Drugi patrzy na mnie jak na smakowity kąsek. Przyprawia mnie o gęsią skórkę. Stwierdzam, że lepiej trzymać się od niego z daleka.
Mężczyzną z tyłu grupy jest Kearan. Rety, ależ jest paskudny. Ma wielki nos, zbyt oddalone od siebie oczy, za długą i skołtunioną brodę. Dopełnieniem jego wyglądu jest zwisający brzuch.
Moja ocena nie może być chyba niższa, nawet gdy zauważam, co trzyma w ręce. Rzuca kilka moich sukienek na brudną podłogę.
Zaciskam na chwilę usta.
- Po czym je przeciągnąłeś? Po tym błocie? Wiesz w ogóle, jak trudno było znaleźć dziewczynę w moim rozmiarze, której mogłam to ukraść?
- Zamknij się, Aloso - nakazuje Draxen. - Do stu piorunów, nadal mam ochotę wyrzucić cię za burtę.
Kearan wyjmuje z płaszcza piersiówkę. Pociąga spory łyk.
- Mogłoby nas to powstrzymać przed pójściem na dno, kapitanie.
- Cicho tam - mówię. - Jeszcze nie jest za późno, bym cię zabiła.
Jest na tyle przyzwoity, by wyglądać na zmartwionego, nim upija kolejny łyk.
Draxen się odwraca.
- Panowie, idźcie na górę i przygotujcie statek. Chcę natychmiast odpłynąć. Kearan, ster jest twój. Czekaj na mój powrót.
Odchodzą, a Draxen zbliża się do Ridena i klepie go w plecy.
- Jak poszło, bracie?
Bracie?
Włosy Draxena są ciemniejsze, ale ramiona ma równie szerokie jak Riden. Mężczyźni mają takie same ciemne oczy, ale oficer jest przystojniejszy. Nie, wcale nie. Konkurencyjni piraci nie są przystojni. To szczury zęzowe.
- Wystarczająco dobrze - odpowiada Riden. - Jest bardzo lojalna ojcu. Ufa, że ją uratuje, ponieważ kontroluje cały ocean. Wypowiadała się tak, iż wierzę, że będzie nas szukał na otwartych wodach, więc rekomenduję pozostanie bliżej brzegu.
Pospiesznie wracam myślami do niedawnej rozmowy, uświadamiając sobie wszystkie błędy w podanych mu odpowiedziach.
Riden jest mądrzejszy, niż się wydaje. Uśmiecha się na widok zaskoczenia malującego się na mojej twarzy, a może śmiercionośnego spojrzenia, które mu przed chwilą posłałam. Zaraz ciągnie:
- Ma ognisty temperament, który pasuje do rudych włosów na jej głowie. Jest inteligentna. Sądzę, że miała przyzwoitą edukację. A jeśli chodzi o walkę i tego typu sprawy, wydaje mi się, że była trenowana tak, by kiedyś sama stać się przywódcą piratów, co oznacza, że ojcu naprawdę na niej zależy i zgodzi się zapłacić okup.
- Wybornie - mówi Draxen. - Tak więc król piratów o czarnym sercu naprawdę przybędzie po córkę.
- Zapewne osobiście - stwierdza Riden.
Staram się zachować neutralny wyraz twarzy. Pozwalać im myśleć, że tata będzie mnie szukał, a nie siedział bezpieczny w fortecy, czekając na raporty. Jednak zauważyłam komentarz Ridena o moich umiejętnościach w walce. Ojciec powierzyłby tę misję tylko komuś, kogo sam wytrenował. A ćwiczył jedynie jedną osobę.
- Coś jeszcze? - pyta Draxen.
- Jest niebezpieczna. Powinna cały czas być trzymana pod kluczem. Dla własnego dobra żaden mężczyzna nie powinien zostawać z nią sam na sam - mówi Riden, po części żartując, ale zaraz znów jest poważny, bierze głęboki wdech, zbierając myśli. - I coś ukrywa. Więcej niż tajemnice, o których wiemy. Jest coś, co naprawdę chciała przede mną ukryć.
Wstaję z krzesła, podchodzę do krat, a w mojej głowie wirują myśli. Nie mogą poznać mojego najmroczniejszego sekretu. Tylko ojciec i kilka starannie dobranych osób go znają.
- Skąd niby mogłeś o tym wiedzieć?
- Nie wiedziałem.
Draxen się śmieje.
Zaciskam dłonie w pięści. Niczego bardziej nie pragnę, jak wielokrotnie uderzyć Ridena w tę uśmiechniętą, zarozumiałą twarz, aż straci każdy pojedynczy ząb.
Niestety jego oblicze znajduje się za daleko. Postanawiam więc złapać za długi rękaw jego koszuli. Ponieważ wciąż siedział, leci twarzą na kraty. Wyciąga ręce, aby nie uderzyć nosem w metal. Jestem z tego zadowolona, ponieważ daje mi to czas na wykorzystanie wolnej ręki, aby wyciągnąć klucz do mojej celi z jego kieszeni. Wkładam go do własnej i wycofuję się pod ścianę.
Riden stęka, wstając.
- Być może ty również nie powinieneś zostawać z nią sam na sam - mówi Draxen.
- Poradzę sobie. Poza tym wie, że im dłużej będzie się tego trzymać, tym dłużej będzie musiała cieszyć się moim towarzystwem.
Przypominam sobie, że znajduję się na tym statku z własnego wyboru. Mogę go opuścić, kiedy tylko zechcę. Muszę tylko znaleźć mapę.
Sama otwieram drzwi celi. Mężczyźni pozwalają mi wnieść rzeczy do środka. Nie trudzą się z pomocą. Czekają, aż przejdę tam i z powrotem trzy razy. Nie żebym życzyła sobie ich pomocy. Jestem w nastroju do łamania kości. Głównie kości Ridena. Ojciec z pewnością doceniłby moją powściągliwość. Kiedy kończę, ponownie zamykam się w celi.
Riden wyciąga rękę i czeka. Waham się jedynie przez moment, nim rzucam mu klucz. Chwyta go z łatwością. Na jego twarzy gości wyraz sceptycyzmu. Obejmuje palcami kratę i ciągnie, ale drzwi są zamknięte i pozostają na miejscu.
- Ostrożności nigdy dość - mówi Riden do Draxena. - Sprawdziłeś jej rzeczy?
- Aye - potwierdza kapitan. - Nie ma tam nic prócz ubrań i książek. Nic niebezpiecznego. Chyba mamy wystarczająco dużo wrażeń jak na jeden dzień. Chodźmy na górę, by omówić najlepszą lokalizację dla statku. I lepiej nie mówić jej, gdzie to będzie. Nie chcę, by wpadła na jakiś pomysł.
Draxen idzie w kierunku schodów. Riden unosi prawy kącik ust, nim podąża za nim.
Uśmiecham się, gdy znikają z zasięgu mojego wzroku. Riden nie jest jedynym, który zebrał informacje podczas naszej krótkiej pogawędki. Dowiedziałam się, że to bracia, synowie pirackiego lorda Jeskora. Wciąż nie jestem pewna, co stało się z nim i jego załogą, że to Draxen przejął dowodzenie statkiem, ale z pewnością niedługo się tego dowiem. Riden jest dobrym strzelcem, a kapitan mu ufa. Jak inaczej udałoby mu się przekonać Draxena, aby nie zabijał więcej moich ludzi? Zastanawiam się, co szepnął mu do ucha na tamtym statku i dlaczego w ogóle się wtrącał. Riden martwi się o załogę, ale nie jest to zwykła troska pierwszego oficera o swoich ludzi. Rozważam jego słowa o tym, że każdy z nich zabił, i jego smutek, gdy to mówił. Czuje się za coś odpowiedzialny. Być może ma to związek z tym, co stało się z pierwotną załogą Nocnego Wędrowca.
Na tym pokładzie znajduje się wiele tajemnic, a ja mam mnóstwo czasu, aby je odkryć, poczynając od dziś. Potrząsam prawą ręką. Czuję, że metal zsuwa się w dół i wpada do mojej dłoni.
To klucz do mojej celi.