II: Heidi
Zamek Hadesa był okazały, jak na Króla Podziemi przystało. Mieścił się wysoko na wzgórzu, okalał go zewsząd piekielny ogień, który miał odstraszać błąkające się dusze. Zbudowany z dużych, ciężkich kamieni, które gdzieniegdzie ociekały krwią i przerażały nawet demony. Ogromne okna na wysokości pierwszego piętra zionęły pustką niczym najbardziej gnębione dusze, tylko nasze komnaty posiadały zasłony. Wokół zamku roztaczał się zapach siarki i, jeśli wierzyć Charonowi, który już nieraz odwiedzał Powierzchnię, cynamonu. Taka mieszanka dosłownie wgryzała się w nozdrza. Przy samym zamku nie słychać było nic, nawet najmniejszego szmeru. Tu, w upiornej ciszy, Pan Umarłych miał spokój. Wiecznie otwarta brama główna zdawała się zapraszać każdego, jednak u jej progu na zbłąkanych czaił się potężny, najgroźniejszy z groźnych strażnik podziemi.
- Witaj, Cerberku - przywitałam psa, gładząc każdy z jego trzech łbów. Cerber zamerdał ogonem, powalając idące obok niego demony.
- Uważajcie, jak chodzicie - rzuciłam do nich, widząc, jak podnoszą się z ziemi, gotowi zwymyślać psa. - Spróbujcie tylko coś na niego powiedzieć, Hades nie będzie zadowolony - ostrzegłam. Ojciec darzył Cerbera wielkim uczuciem. Para demonów spojrzała po sobie i odeszła bez słowa, stąpając ostrożnie, aby nie nadepnąć na ogon.
- Tata już w domu? - spytałam, na co wszystkie głowy Cerbera przytaknęły. Rozbawiona podrapałam go za uchem. - Wszystko rozumiesz, szkoda, że nie umiesz mówić - westchnęłam, odsuwając dłoń. Widziałam po jego oczach, że również był tym faktem niepocieszony. - Następnym razem - obiecałam, widząc, że pies czeka na kolejne pieszczoty, i ruszyłam w stronę kamiennych schodów prowadzących do ogromnej, tonącej w złocie i czerni komnaty jadalnej. Stół, jak zawsze, był suto zastawiony, jakbyśmy spodziewali się wielu gości. Posiłek jednak nieodmiennie spożywaliśmy we własnym, trzyosobowym towarzystwie. Mama już siedziała przy stole, ojciec kręcił się jeszcze po pomieszczeniu. Nie słyszałam jego słów, ale widziałam, że jest podenerwowany. Lekko zawiedziona zmarszczyłam brwi. Miałam nadzieję, że jego zły humor zniknie tak szybko, jak się pojawił.
- Mamo, tato - powiedziałam, podchodząc bliżej. Oboje popatrzyli na mnie.
- Heidi, kochanie. - Mama wstała i podeszła, by mnie objąć. Jej pełne ciepła oczy niemal śmiały się do mnie. Odwzajemniłam jej uścisk i spojrzałam na ojca. Ten westchnął i choć uciekł już wzrokiem, subtelny uśmiech wystarczył mi, by mieć pewność że to nie ja zrobiłam coś złego.
- Jak minął ci dzień, Heidi? - spytał, wskazując na moje krzesło. Zajęłam swoje miejsce, przyglądając się ojcu z uwagą.
- W przeważającej części tak jak zazwyczaj. Spacer po Wzgórzu Cierpienia, potem szybka rozmowa z Charonem i odstawienie duszy Simona na tortury.
- Znalazłaś dla niego wreszcie coś odpowiedniego? - Ojciec spojrzał na mnie z wyraźnym zainteresowaniem. Kiwnęłam twierdząco głową.
- Jak najbardziej. Właśnie pokutuje za swój ostatni występek przed śmiercią.
- Bardzo dobrze - pochwalił mnie ojciec. - Wiedziałem że poradzisz sobie z tą robotą - dodał. Skinęłam głową, zadowolona, że moja praca została doceniona. Nie chciałam, by Król Podziemia musiał się martwić o moją rolę, którą zamierzałam pełnić sumiennie i całkowicie samodzielnie. Persefona spojrzała na nas i uśmiechnęła się ciepło.
- Mówiłam ci, najdroższy, że Heidi sobie poradzi. Ma dobre wzorce - powiedziała, nalewając sobie i mężowi wina. Hades pokiwał głową w zamyśleniu. Sięgnął po swój puchar i upił kilka łyków. Nadal coś nie dawało mu spokoju. Widziałam to w jego postawie, w jego oczach.
- Tato? Wszystko w porządku? - spytałam. Ojciec rzadko skarżył się na cokolwiek, jednak jego rozdrażnienie widać było z daleka.
- Tak, tak - zapewnił, unikając spojrzenia żony.
- Hadesie...
- Nie wydaje mi się, by to był dobry pomysł, Persefono. To duża odpowiedzialność, sporo pracy i jeszcze więcej wyrzeczeń. Nie każdy sobie z tym radzi, a i ja po wielu latach chwilami jestem zmęczony - wytłumaczył Władca Podziemia, wpatrując się w żonę. Mówił zagadkami, które dla mnie były niezrozumiałe, jednak mama zdawała się dokładnie wiedzieć, o co chodzi.
- Nie dowiesz się, jak sobie poradzi, póki nie się nie przekonasz. Możesz pozwolić jej spróbować, nic na tym nie stracisz, prawda? - Persefona nie dawała za wygraną. Patrzyłam na nich zdezorientowana, nie bardzo pojmując, co się dzieje. Ojciec westchnął i popatrzył na mnie. Wyprostowałam się, wytrzymując jego świdrujące spojrzenie.
- No dobrze, spróbujemy. Racja, jest nie do końca w porządku. Mam za dużo spraw na głowie i z przyjemnością oddelegowałbym kogoś do niektórych obowiązków.
- O czym dokładnie mówimy? - spytałam zaciekawiona. Musiałam się pilnować, by z powodu buzującej we mnie ciekawości nie zapaliły się moje włosy.
- Uczyniłbym cię Boginią Śmierci. Chodziłabyś na Powierzchnię, odwiedzała odpowiednich ludzi i zabierała ich dusze. Potem przekazywałabyś je matce i wracała po kolejne. I tak każdego dnia - powiedział, starannie ważąc każde słowo. Zamrugałam zaskoczona, nie kontrolując się już w żaden sposób.
- Miałabym wychodzić na Powierzchnię? Naprawdę? - Poczułam, że końce moich włosów się rozpalają.
- Heidi... - upomniał mnie ojciec, jednak ja pokręciłam głową.
- Nie zwracaj na nie uwagi, proszę. To zbyt ważna informacja, bym mogła je teraz uspokoić.
- Będziesz musiała. Żaden człowiek nie powinien cię zobaczyć. Na ziemi będziesz pod moim płaszczem, który zapewni ci niewidzialność dla ludzkiego oka. Tylko dusze będą cię widziały - wytłumaczył. Uśmiechnęłam się, potakując na znak zgody.
- Pomogę - zapewniłam, zaraz jednak przypominając sobie o czymś ważnym. - A co z odprowadzaniem straconych dusz na tortury?
- To już ja przejmę od ciebie. Wszystkie demony są teraz zajęte, więc kilka dni będzie spokojnie. Będę mógł się zająć pozostałymi duszami i porozmawiać z innymi bogami - wyjaśnił ojciec, a widząc niezadowolenie na jego twarzy, domyśliłam się, że to ostatnie, na co miał ochotę. Kiwnęłam głową i spojrzałam na matkę, która uśmiechała się z dumą.
- Wiem, że sobie poradzisz.
- Nie zawiodę was - obiecałam. W głębi serca czułam, jak wielki obowiązek na mnie spadł, ale jednocześnie wiedziałam, że jest to dla mnie ogromna szansa. I zamierzałam ją wykorzystać najlepiej, jak potrafię.
***
- No, no, Bogini Śmierci. Brzmi nieźle - pochwalił Charon, z którym spotkałam się u zbiegu Styksu i Kokytos.
- Prawda? Nie spodziewałam się takiej szansy, a tu proszę, niespodzianka - powiedziałam, opierając się o głaz, na którym siedział Przewoźnik. Oboje obserwowaliśmy horyzont, czekając nie wiadomo na co. Nie mieliśmy przecież słońca ani księżyca, tylko niebo w różnych odcieniach czerwieni i czerni, zależnych od humoru Władcy Podziemia.
- Myślisz, że sobie poradzisz?
- Nie wiem. Ale wiem, że nie mogę zawieść. Rodzice na mnie liczą, to mama wywalczyła dla mnie tę szansę.
- Serio? - Oczy Przewoźnika wbiły się we mnie z uwagą.
- Tak. Ojciec nie bardzo chciał mi cokolwiek powiedzieć, dopóki nie został lekko przyciśnięty - oznajmiłam z rozbawieniem. - Więc nie mogę odmówić, poddać się czy coś. Wiem, że chwilami będzie trudno... Ale jeśli nie spróbuję, to się nie dowiem. Może nie będzie tak źle? - skierowałam to pytanie bardziej do siebie niż Charona.
- Hades wytłumaczył ci, jak to wszystko wygląda? - spytał, a ja od razu odpowiedziałam kręceniem głowy.
- Jeszcze nie znam szczegółów. Na razie wiem, że już jutro wychodzę pierwszy raz na Powierzchnię. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jak wygląda świat ludzi.
- Nie rozumiem twojego podekscytowania tą perspektywą. Świat jak świat. - Charon wzruszył ramionami.
- Mówisz tak, bo już kilka razy odwiedziłeś go z moim ojcem. Ja jeszcze tam nie byłam, wszystkiego jestem ciekawa. Ludzkich rzeczy, domów, tych wszystkich wynalazków, o których wspominają dusze.
- Dobra, dobra, nie będę ci psuł tego słodkiego czasu oczekiwania - powiedział Charon, uśmiechając się lekko. - Sama się przekonasz, co i jak. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz - dodał, po czym puścił mi oczko. Po chwili przeciągnął się i zeskoczył z głazu. Wzrok wbił w rzekę. - Dobra, zbieram się do pracy. A ty idź i się zabaw ostatni raz z duszami i psami. Zabierasz któregoś ze sobą na górę?
- Jeszcze nie wiem, nie rozmawiałam z ojcem o konkretach. Jak będę wiedziała coś więcej, dam ci znać - odpowiedziałam z uśmiechem. Przewoźnik kiwnął głową, odwzajemniając uśmiech. Byliśmy przyjaciółmi, chyba nawet kimś na kształt rodzeństwa. Zawsze się dogadywaliśmy i trzymaliśmy się razem.
- Będę w takim razie czekał na informacje. Trzymaj się, mała - powiedział, wskakując na swoją łódź, którą przewoził dusze.
- Ty też! - zawołałam na odchodne, jednak nie ruszyłam się z miejsca, póki czarna łódź ozdobiona czaszkami nie zniknęła z pola widzenia. Odepchnęłam się od kamienia i ruszyłam spokojnie w stronę jaskini. W planie ponownie miałam transport dusz z cel na tortury i z tortur do cel. Nim jednak zdążyłam wdrożyć swój plan w życie, moim oczom ukazał się ojciec, stojący przy wejściu do jaskini. Uniosłam brwi, zachodząc w głowę, czy zapomniałam o czymś ważnym, czy aby jego wizyta nie zwiastowała niczego złego.
- Czekałem na ciebie.
- Spotkałam się z Charonem, opowiadałam mu o swojej nowej roli - wyjaśniłam, na co Hades potaknął. Gdy zrównałam się z nim, ruszyliśmy przed siebie.
- Rozumiem, że jesteś podekscytowana szansą, jaką dostałaś, i nie zamierzasz z niej zrezygnować?
- A powinnam? Wybacz, ojcze, ale nie widzę takiej potrzeby. Zawsze chciałam wyjść na Powierzchnię i zobaczyć, jak żyją ludzie. Teraz mam ku temu okazję, w dodatku będę ci pomagać. Wiem, że się martwisz, czy sobie poradzę. Sama nie jestem o tym przekonana, ale wiem też, że dam z siebie wszystko - powiedziałam, mając nadzieję że mój upór i zapewnienia przekonają ojca, aby nie zmieniał decyzji. Ojciec kiwnął głową, spoglądając na mnie kątem oka.
- Nie zamierzam teraz odbierać ci tej szansy, spokojnie. Pozwolę ci się wykazać. Jednak jest kilka zasad, których będziesz musiała przestrzegać, gdy tylko przekroczysz granice naszego świata.
- W porządku - powiedziałam ostrożnie. Przystanęliśmy. Byliśmy zaledwie kawałek od cel, już słychać było żałosne zawodzenie dusz.
- Po pierwsze, każdego dnia będziesz dostawała listę nazwisk, wraz z miejscem ich pobytu w chwili śmierci oraz ostateczną godziną, o której każda dusza musi znaleźć się poza ciałem.
- Czyli mogę kogoś zabierać przed czasem? - spytałam zaskoczona.
- Owszem. - Ojciec pokiwał głową.
- Moc Boga Śmierci działa tak, że jeśli będziesz chciała kogoś zabrać przed czasem, bo akurat będziesz w pobliżu tej osoby, stanie się coś, co bardziej lub mniej racjonalnie wytłumaczy śmierć. Zawał, udar, inne choroby, jakiś wypadek, napad. Możliwych scenariuszy jest mnóstwo - wyjaśnił ojciec. Potaknęłam na znak, że rozumiem jego słowa.
- Po drugie... - zaczął powoli. - Jeśli na liście kogoś masz, to musisz go zabrać. Nie możesz pozostawić go na świecie, skutki takich działań są nieprzewidywalne i trudne do odwrócenia, czasami niemożliwe. A niosą za sobą bardzo duże konsekwencje. Musisz o tym pamiętać - oznajmił twardo. - Nieważne, kim będzie ta osoba, jak bardzo będzie chciała żyć, jak cudowną osobą była za życia. Jej czas po prostu dobiegł końca.
- Jasne, rozumiem - powiedziałam, patrząc uważnie na ojca.
- Jeśli będziesz miała jakikolwiek problem z czymkolwiek, daj mi znać. Pomogę ci. Lepiej, jeśli zapytasz o coś przed faktem niż po.
- W porządku. Obiecuję zapamiętać to wszystko. - Nie spuszczałam z niego wzroku.
- Wierzę w ciebie, moje dziecko. Nikomu innemu nie powierzyłbym tego zadania. Nie ufam demonom na tyle, by zlecić im coś tak odpowiedzialnego - zdradził. Po twarzy ojca błąkał się uśmiech, a przynajmniej tak mi się wydawało. Ruszyliśmy w stronę cel.
- Wiele to dla mnie znaczy - przyznałam cicho, nie będąc pewna, czy ojciec usłyszał. Jako potwierdzenie musiał mi wystarczyć uśmiech, który nie schodził ojcu z twarzy, gdy otwierał cele. Wszelkie wątpliwości odpłynęły.
- Zapraszam, duszyczko. Czas odpokutować za swoje przewinienia- powiedział, wpatrując się w duszę kobiety, która zamordowała własne dzieci. Patrzyłam na nią spokojnie, w milczeniu. Głównie z opowieści Charona wiedziałam, że tacy ludzie już za życia nie mieli łatwo przez to, co zrobili. Dawni przyjaciele, rodzina i sąsiedzi bywali bardziej okrutni niż my. Nie wybaczali takich zbrodni. Mogłam się założyć, że modlili się, by kobieta z celi po swojej śmierci trafiła właśnie do nas.
Dusza na widok Hadesa załkała żałośnie, cofając się pod samą ścianę.
- Nie zmuszaj mnie, bym wchodził do tej śmierdzącej celi, bo źle się to dla ciebie skończy. Korzystaj, póki mam dobry humor. - Ojciec wzniósł oczy. Kobieta drżała ze strachu i już myślałam, że się nie ruszy, kiedy nagle podniosła się z ziemi. Byłam szczerze zaskoczona, jednak odpuściłam komentarz. Hades kiwnął głową i ruszyliśmy we troje w stronę sali tortur. Kobieta nie błagała o litość, nie skomlała niczym pobity szczeniak, nawet nie próbowała uciekać. Popatrzyłam zdezorientowana na ojca.
Gdy dotarliśmy do sali, Hades spojrzał na jednego z wolnych demonów. Kiwnął na niego, wskazując stojącą przy nim duszę. Ten od razu zrozumiał, o co chodzi, i pojawił się przy nas, skłaniając lekko głowę w naszym kierunku.
- Wasza Wysokość... - powiedział, zabierając kobietę w stronę swojego stanowiska.
- Byłaś zdziwiona, gdy ją zabieraliśmy - odezwał się ojciec, na co przytaknęłam. Wpatrywałam się w demony zabawiające się w sali, słuchałam wrzasków potępionych dusz, ale wciąż docierały do mnie słowa ojca.
- Po prostu... poszła. Nie lamentowała za bardzo, nie błagała o litość. Zwykle jest odwrotnie.
- Co innego, kiedy ty ich prowadzisz, co innego, kiedy ja. O tobie wiedzą tyle, że jesteś moją córką. We mnie widzą pana Krainy Umarłych - powiedział ojciec, przenosząc wzrok na pracujące demony. Chwilę później położył dłoń na moich łopatkach i lekko obrócił w stronę wyjścia
- Znaczy, że to kwestia szacunku? - spytałam, na co ojciec wzruszył ramionami.
- Czy sądzisz, że te istoty wobec kogokolwiek czują po śmierci szacunek? Za życia rzadko tak jest, a co dopiero, gdy ich ludzkie oczy się zamkną. - Jego słowa zawisły między nami. Cóż mogłam więcej dodać?