4
- Chcesz, żeby ktoś obcy tu zamieszkał? - Spojrzała na mamę. Ta wpatrywała się w szafę mętnym wzrokiem, którego blask został zgaszony przed laty. - Chcesz zrobić hotel z tego pokoju? Z domu taty? Zwariowałaś?
Nie mogła uwierzyć własnym uszom. W przeszłości mama miewała różne genialne pomysły. Zwykle na poziomie Ferdynanda Kiepskiego, bo jak inaczej nazwać uprawę truskawek pod handel, sprzedaż własnych pomidorów do supermarketów lub otwarcie hurtowni jajek, kiedy ma się raptem dwadzieścia metrów pola i hoduje trzy kury? Ewa traktowała jej wizje z przymrużeniem oka, były niegroźne, pozwalały wypełnić pustkę, ale to, co usłyszała teraz, przechodziło ludzkie pojęcie!
- Od lat powtarzasz mi, że powinnam zająć się jakąś pracą, więc się zajmuję - odparła z dumą mama. Spojrzała z ukosa na córkę i wsadziła do ust Michałka. - Mój dom jest za drogi w utrzymaniu, żeby nic nie robić. To twoje słowa - dokończyła triumfalnie, gryząc cukierka.
W tym jednym się zgadzały. Dom był zdecydowanie za duży i za drogi na jej potrzeby oraz budżet. Dwa obszerne poziomy o powierzchni ponad siedemdziesięciu metrów. Na górze sypialnia, pokój Ewy i łazienka. Na dole salon, pralnia, mniejsza łazienka i dodatkowe pomieszczenie, które było gabinetem taty. Dochodziła jeszcze piwnica.
- Dobrze wiesz, że nie to miałam na myśli.
Wiele razy Ewa namawiała ją do sprzedaży domu i kupna kawalerki w mieście. Mama zyskałaby spory zastrzyk gotówki, wygodne lokum, oprócz tego znalazłaby się w pobliżu ludzi, z którymi mogłaby nawiązać kontakt i którzy nie patrzyliby na nią przez pryzmat wydarzeń sprzed lat. Tu, we wsi, wszyscy starzy mieszkańcy znali ich historię, a przynajmniej tę ogólnodostępną część.
- Wiem, córeczko, ale to mój dom i choćbyś nie wiem jak się upierała, ja decyduję. Może za rzadko mnie widujesz i nie wiesz, ale kupiłam komputer, nauczyłam się nim posługiwać i wystawiłam ogłoszenie, wczoraj zgłosiło się dwóch przemiłych panów.
Mama i dwóch panów?! Przez głowę Ewy przeleciało tornado negatywnych myśli.
- Postawili warunek. Mam wysprzątać pokój na błysk, dostawić drugie łóżko i pozbyć się twoich rzeczy. Łóżko już zamówiłam, przywiozą je jutro. Sprzątaniem zajmę się dzisiaj. Ci panowie są w porządku, zostali zatrudnieni w centrum logistycznym, które niedawno powstało obok nas. Mają stąd blisko do pracy, a cena też im odpowiada - tłumaczyła zalety wynajmu prawie jak zawodowy agent nieruchomości.
Ewie aż zakręciło się w głowie od nadmiaru wrażeń. Oddychała głęboko, próbując się uspokoić.
- Płacą porządne pieniądze, a mnie nie będą wadzić. Planuję wynająć jeszcze sypialnię i przenieść się do gabinetu taty.
Tego było już za wiele. Ewa nie wytrzymała nerwowo.
- Sprzedając dom, być może raz na zawsze pozbyłabyś się wspomnień i zaakceptowała własny wybór!
- Córciu, ja go dawno zaak... - zaczęła, ale nie skończyła. Pełna odpowiedź niebezpiecznie zbliżyłaby się do niewłaściwej rozmowy.
W zamian Ewa puściła mamie długą pogadankę o trudach wynajmu i niewygodzie mieszkania z obcymi mężczyznami. Mama słuchała ze znudzoną miną, jakby chciała mieć bezproduktywny wykład jak najszybciej za sobą.
- Nie sprzedam domu. Wałkowałyśmy to setki razy - zaczęła starą śpiewkę, gdy tylko Ewa przerwała, żeby wziąć głębszy oddech. - Człowiek, który przez większość życia mieszkał na wsi, nie przeprowadzi się na stare lata do miasta. Dopóki żyję, nigdy się stąd nie wyniosę. Nigdy! - krzyknęła, co rzadko jej się zdarzało. - Piętro jest dla mnie zbędne, więc jeśli skończyłaś przemawiać, spakuj, proszę, swoje rzeczy. Możesz je znieść do piwnicy, ale to... - Wskazała na szafę, znów zadrżały jej palce. - To musi zniknąć.
- Co niby mam z tym zrobić?
- Wyrzucić... - Wzruszyła ramionami. - Przecież i tak już z tego nie korzystasz. Zrób zdjęcie na pamiątkę i spal w ogródku. - Ruszyła do drzwi.
- Mamo... - Ewa już miała dać jej odejść i zostać sama w miejscu, w którym rozegrał się jej największy koszmar, ale nie mogła się powstrzymać. - Ile będą płacić?
- Tysiąc dwieście. Podzielimy się na pół - wyjaśniła, po czym podeszła z powrotem do córki, objęła ją czule i przycisnęła do piersi. - Jesteśmy drużyną, przecież wiesz.
Ewa przez chwilę dała jej się przytulać, po czym zwinnym ruchem wyswobodziła się z jej objęć i otworzyła szafę. Za drzwiami nie było półek, regałów ani wieszaków na ubrania. Wewnętrzną ścianę w całości wypełniała prostokątna tablica przybita gwoździami do drewna. Na niej znajdowały się amatorskie zdjęcia, wycinki prasowe, notatki, wydrukowane mapy i przemyślenia nabazgrane na karteczkach samoprzylepnych, które mimo upływu lat nie odkleiły się od paździerzowej powierzchni. Tablica skrywała jej obsesję...
Za młodu siedziała przed nią całymi dniami, analizując, główkując, szukając rozwiązań. Między innymi dzięki pracy przy tablicy odnalazła Polę. Liczyła, że robota w policji pomoże jej w rozwiązaniu zagadki, ale nigdy się nie przekona, czy miała rację. Kiedyś pamiętała każdy szczegół swojego śledztwa. Czas zamazał znaczną część wspomnień. Ewa trzymała tablicę z nadzieją, że któregoś dnia dojdzie do przełomu i wtedy znów do niej powróci.
- Naprawdę chcesz się jej pozbyć? - spytała mamy.
- Tak, zdecydowanie chcę się tego pozbyć - odparła beznamiętnie. - Podobnie jak chcę wynająć nieużywane pokoje.
- Jeśli ją zdejmę, być może nigdy nie uda nam się znaleźć...
Nie dokończyła. Zostawiła tablicę i podeszła do szafki nocnej przy łóżku. Tym razem mama nie poszła za nią. Wiedziała, co Ewa zrobi, i nie chciała patrzeć na to samo bolesne wspomnienie.
- Bądź realistką, córeczko. Nadzieja to jedno, a fakty coś zupełnie innego. Mówisz o czymś abstrakcyjnym. - Z głosu mamy zalatywało rezygnacją. - Przez tyle lat się nie udało, a wtedy pracowałaś zawzięcie jak prawdziwy detektyw. Napędzały cię wściekłość, żal i nienawiść. Teraz one zelżały, nic z tym nie robisz, więc nie możesz oczekiwać efektów. A jeśli chcesz dalej nad tym pracować, rób to gdzie indziej. Możesz ją zabrać do siebie.
- Pewnie, jest wyższa ode mnie. Już widzę, jak mieści się w aucie. - Wzięła do ręki ramkę ze zdjęciem. Rękawem przetarła kurz. Wyjęła fotografię, zgięła na pół i schowała do spodni. - Biorę je ze sobą.
- Skoro musisz... - Mama szarpnęła za dolną część tablicy, próbując oderwać paździerz od drewna. - Wolałabym, żebyś zostawiła zdjęcie w domu. Lepiej się czuję, kiedy je mam. To moje ulubione. Nie rozumiesz, ile dla mnie znaczy.
Ewa nie była pewna, co przelało czarę goryczy. Bezczelna próba przywłaszczenia sobie jej własności czy to, że mówiąc, mama oderwała dolną część tablicy. Jedno i drugie zabolało tak bardzo, jakby została zdzielona batem w gołe plecy.
- Nie rozumiem? Pewnie, że nie rozumiem! - ryknęła ile sił, podbiegając pod szafę. Mama odskoczyła od tablicy i upadła na podłogę. - Nie mogę zrozumieć, bo przecież ty cierpisz bardziej ode mnie, prawda? Tylko ty zmagasz się z prawdziwym problemem i tylko ty możesz być załamana. Wybacz, mamusiu, ale to tak nie działa! Byłam tam, przeżyłam to samo, a może nawet więcej! - Wściekła chwyciła brzeg tablicy. Pociągnęła z całej siły. Bez problemu oderwała paździerz od drewna. - Przez lata patrzyłam, jak się zadręczasz, jak się głowisz, czy postąpiłaś właściwie, i próbujesz znaleźć odpowiedź na pytanie, co naprawdę cię do tego zmotywowało! Było mi ciebie żal, byłam nawet wdzięczna, ale wiesz co...?
Mama podniosła się z podłogi i cofnęła o krok w kierunku drzwi.
- Dopiero teraz dotarło do mnie, że katowałam się zupełnie niepotrzebnie. Przecież gdybyś postąpiła inaczej, gdybyś podjęła inną decyzję, też byś się zadręczała. Dokładnie w taki sam sposób. Dlatego dałaś mi wolną rękę w życiu, prawda? Żeby każdą moją porażkę zwalić na mnie, a siebie niczym już nie obarczać! - Złośliwie zaśmiała się w głos. Nigdy nie podejrzewała, że może być dla mamy tak ostra, a rozszyfrowanie jej postępowania takie proste.
- Ewciu, to nie tak...
- Wyjdź! - Wskazała palcem drzwi. - Wyjdź i daj mi się spakować! Muszę opuścić dom, w którym od jutra nie będzie dla mnie miejsca.