Rozdział 6
Kajsa pchnęła drzwi wejściowe budynku z żółtej cegły, w którym mieściło się liceum. Erik wszedł za nią, posapując. Przedzieranie się przez śnieg kosztowało trochę wysiłku. Co prawda pokonali na piechotę tylko dwie przecznice, ale droga prowadziła lekko pod górę i na dodatek szli pod wiatr. Erik otupał buty oblepione śniegiem.
- Chyba pora zacząć ćwiczyć - wydyszał.
- Jest aż tak źle?
- Zobaczymy, co powiesz, jak ci stuknie czterdzieści pięć lat i odłoży ci się parę oponek.
Kajsa uśmiechnęła się, kręcąc głową.
- Znowu pan przesadza. Uważam, że całkiem dobrze pan wygląda.
Erik wyraźnie się rozpromienił. W atrium szkoły panował spokój. Nieliczni uczniowie, którzy siedzieli na ławkach lub grali w bilard, spojrzeli z zaciekawieniem na parę policjantów. Każdy z nich chyba od razu się domyślił, że chodzi o Josefin.
- Sprawdziłam plan lekcji. Jej klasa ma o dziesiątej historię w sali sto pięć, ale może najpierw pójdziemy do dyrekcji. Musi wyrazić zgodę na rozmowę.
Erik skinął głową z aprobatą. Przypomniał sobie koniec szkoły swojego syna Kaspara. Niejaki pan Thomas wypowiadał się wtedy z ogromnym entuzjazmem o świetlanej przyszłości absolwentów.
- Wiesz, kto jest dyrektorem? Nadal Thomas?
Kajsa pokręciła głową.
- Thomas odpowiada tylko za przedmioty przyrodnicze i sporty specjalne. Odkąd podzielono szkołę na cztery czy pięć profili, każdy z nich ma swojego kierownika, a dyrektorką całego liceum jest Ulla Sjöstrand.
- Czy to nie przerost formy nad treścią?
Kajsa spojrzała na Erika, nie mając pewności, czy sobie z niej nie żartuje. Ale jego twarz niczego nie zdradzała.
- Od tamtej pory, kiedy pan tu chodził, sporo się zmieniło.
- Gdyby za moich czasów było liceum sportowe, zamiast policjantem zostałbym zawodowym graczem NHL. Ale jest, jak jest. Mój ojciec właśnie został zwolniony z pracy i chciał, żebym zdobył jakiś konkretny zawód. - Erik prychnął.
- Nie jest pan zadowolony ze swojej pracy?
- Nie narzekam - odpowiedział. - Chociaż trudno nie zazdrościć dzisiejszym dzieciakom. Zamiast siedzieć w ławce, grają sobie w hokeja. Mają zupełnie inne możliwości niż ja kiedyś. Wtedy człowiek mógł wybierać między biurem a fabryką. Chwała Bogu, że nie wybrałem fabryki, bo siedziałbym dzisiaj i kręcił młynka.
Kajsa wskazała mu drogę. Znalazłszy się pod drzwiami gabinetu dyrektorki Ulli Sjöstrand, zapukał energicznie.
- Dzień dobry. Nazywam się Erik Karlsson, a to jest Kajsa Nordin. Jak pani widzi, jesteśmy z policji i przyszliśmy w związku z córką trenera Wallbäcka.
- Josefin? - rzuciła dyrektorka, nie kryjąc zaskoczenia. - Czy coś się stało?
- Nie wróciła do domu po wczorajszej lekcji śpiewu.
Kobieta spojrzała na nich przerażona, po czym zaprosiła ich do środka i wskazała krzesła dla gości.
- Zna pani imiona wszystkich uczniów?
- Oczywiście, że nie, ale niektórzy trochę się wyróżniają. Jak na przykład Josefin. Jest uczennicą klasy o programie artystycznym, a pana syn też chyba do nas chodził. O ile dobrze pamiętam, miał na imię Kaspar, prawda? Obiecujący hokeista. Gra nadal?
Erik był pod wrażeniem, że dyrektorka kojarzy jego syna.
- Owszem, jest w drużynie juniorów Modo. A za rok wybiera się do was moja córka Sofia.
- Ach tak - powiedziała Ulla. - A na jaki profil?
Erik lekko się roześmiał.
- Przebąkuje coś o modzie i projektowaniu. Nie jestem pewien, czy po czymś takim można znaleźć jakąkolwiek pracę.
- To dobry i ciekawy kierunek, który gorąco polecam. - Dyrektorka sięgnęła po jakąś broszurę. - Tutaj może pan dokładnie zapoznać się z programem.
Kajsa chrząknęła dyskretnie. W końcu nie przyszli tu chyba na konsultacje w sprawie szycia.
Kobieta z przepraszającą miną wzięła do ręki teczkę i ją otworzyła.
- Na ostatniej lekcji Josefin miała wczoraj matematykę. Wspomniał pan o śpiewie... - Otworzyła inną teczkę. - Rzeczywiście, zgadza się. Niektórzy uczniowie chodzą na dodatkowe zajęcia ze śpiewu do baronowej von Hofersburg. Baronowa przyjeżdża do nas dwa razy w tygodniu. W poniedziałki i środy.
Erik gwizdnął, nie kryjąc podziwu. Kajsa nie bardzo wiedziała, o kim oni mówią. Nigdy wcześniej nie słyszała o żadnej baronowej w Örnsköldsvik.
- Czyli baronowa żyje i najwyraźniej dopisuje jej zdrowie? - zauważył Erik. - Kto by pomyślał, że zechce udzielać lekcji śpiewu.
- W gruncie rzeczy zazwyczaj tego nie robi - wyjaśniła Ulla. - Tym razem jednak sama nalegała. To naprawdę niezwykłe, ale w bieżącym roku mamy grupkę wyjątkowo utalentowanych wokalnie uczniów, których chcielibyśmy dodatkowo wesprzeć. Josefin należy do nich. A czy baronowej rzeczywiście w pełni dopisuje zdrowie, tego nie wiem... w każdym razie wizyty w szkole i kontakt z młodzieżą na pewno są dla niej miłą odmianą.
- Oczywiście. W niewielkich dawkach młodzież może mieć ożywcze działanie - skomentował Erik.
Dyrektorka roześmiała się szczerze i energicznie pokiwała głową.
- Czy moglibyśmy ewentualnie dostać adres baronowej? - wtrąciła Kajsa.
- Naturalnie - odpowiedziała Ulla. - Tylko proszę do niej najpierw zadzwonić i ją uprzedzić. Baronowa jest nietuzinkowa. Ma naturę primadonny.
Zapisała więc adres i numer telefonu na kartce i podała ją aspirantce.
- Latarnia Skags? Niedaleko Skeppsmalen? - Kajsa spojrzała z konsternacją na dyrektorkę. - To tam wolno mieszkać?
- Przecież mówiłam, że baronowa jest nietuzinkowa. Nie mam pojęcia, jak to zrobiła, ale jakimś cudem udało jej się zdobyć pozwolenie na budowę tak blisko latarni, nad samym morzem. O ile pamiętam, urodziła się w Skeppsmalen.
- Tak naprawdę przyszliśmy po to, żeby spotkać się z koleżankami i kolegami z klasy Josefin - wyjaśniła Kajsa. - Oczywiście, jeśli to możliwe. Chcemy zadać im całkiem ogólne pytania. Jeżeli pani sobie życzy, może pani być obecna przy rozmowie.
- Nie mam nic przeciwko temu - odparła dyrektorka, zaglądając znowu do pierwszej teczki. - Teraz mają akurat...
- Historię w sali sto pięć - dokończyła za nią Kajsa. - Sprawdziłam ich plan w internecie.
Ulla spojrzała zaintrygowana na młodą policjantkę.
- Chodziłam do tej szkoły trzy lata temu. Od tamtej pory niewiele się zmieniło.
- Ach! - rzuciła dyrektorka, odpędzając z irytacją muchę owocówkę. Kajsa zauważyła czerwoną plamę rozlewającą się na szyi kobiety. - W naszej szkole mamy dosyć dużo uczniów, nie sposób wszystkich zapamiętać, ale twoja twarz od początku wydawała mi się znajoma. W takim razie z pewnością sami traficie do sto piątki. W klasie jest nauczyciel, wystarczy, że on będzie obecny przy waszej rozmowie. Pozdrówcie go ode mnie.
Spiralnymi schodami na końcu atrium weszli na piętro. Ledwie znaleźli się na korytarzu, oboje otworzyli usta jednocześnie. Kajsa z uśmiechem ustąpiła swojemu opiekunowi.
- Czyli dyrektorka cię nie rozpoznała? - zauważył z przekąsem.
- No cóż, widocznie się nie wyróżniałam - odparła Kajsa. - Dostawałam dobre oceny, ale ani nie grałam w hokeja, ani nie uprawiałam skoków narciarskich. Talentu wokalnego też nie miałam. Może byłam zbyt nieśmiała. I interesowałam się czym innym.
Erik nie potrafił zrozumieć, jak dyrektorka mogła nie zapamiętać stu osiemdziesięciu centymetrów Kajsy. Lecz prawdopodobnie było tak, jak ona sama zdiagnozowała: ktoś, kto w Örnsköldsvik nie pasjonuje się hokejem czy skokami narciarskimi, po prostu nie istnieje.
- Co proponujesz?
- Poprosimy Krillego o dostęp do konta komputerowego Josefin.
- Kto to taki?
- Krille odpowiada za szkolny intranet i prowadzi stronę internetową liceum. To on przydziela konta uczniom oraz nauczycielom i może mieć do nich dostęp. Być może mejle Josefin zostały zachowane.
Znalazłszy się przed salą 105, zapukali do drzwi.
- Dzień dobry - powiedział Erik po wejściu do klasy. - Przyszliśmy w związku z Josefin, która, jak wam zapewne wiadomo, nie wróciła od wczoraj do domu. Chcemy was tylko spytać, czy ktoś nie wie przypadkiem, gdzie ona jest, albo może coś widział?
Jeden z chłopców od razu podniósł rękę.
- Założyliśmy stronę na Facebooku, gdzie każdy może wrzucić informacje.
Kajsa i Erik wymienili spojrzenia, po czym ona wyjęła mały notes i zaczęła zapisywać. Chłopak mówił dalej:
- Strona nazywa się "Gdzie jest Jossan?" i w południe miała tysiąc trzysta dwadzieścia pięć odwiedzin.
- Jak masz na imię?
- Petter.
- Świetnie, Petter - podziękował mu Erik. - Co możecie nam jeszcze powiedzieć o waszej koleżance?
Uczniowie popatrzyli na siebie niepewnie. Kajsa uzupełniła:
- Czy Jossan ma chłopaka?
Wszyscy pokręcili przecząco głowami. Aspirantka zadawała kolejne pytania:
- Czy wspominała o jakimś nieporozumieniu w domu?
Ponownie zgodny ruch głowami.
- Czy Josefin pali? Imprezuje?
Tu i ówdzie rozległ się chichot.
- Co was tak bawi? - zdziwiła się Kajsa.
- Przecież jej tata to trener Modo. Podobno chciał, żeby Jossan wybrała profil pielęgniarski. Często odbiera ją po szkole. Nie chce, żeby włóczyła się po mieście.
- Rozumiem. A co zwykle Jossan robi po lekcjach, kiedy nie przyjeżdża po nią ojciec?
- Najczęściej musi wracać szybko do domu, żeby zająć się młodszym bratem. Ale zdarza jej się wpaść do Maxa.
Kajsa doskonale wiedziała, jak to jest. W mieście nie było wielu miejsc, w których można by miło spędzić czas, zwłaszcza przy złej pogodzie. Parę kafejek i parę hamburgerowni, gdzie ewentualnie dało się posiedzieć. Max znajdował się w połowie drogi między szkołą a domem Josefin na Varvsberget.
- Czy ktoś z was był wczoraj wieczorem u Maxa?
Trzech uczniów podniosło ręce.
- Mówicie, że Josefin wstępowała tam czasem po drodze do domu?
Skinęli głowami.
- Wczoraj żaden z was jej tam nie widział?
Cała trójka zgodnie zaprzeczyła.
Kajsa czuła, że wszystkie te pytania prowadzą donikąd. Ale musi przecież być coś, co zdradzi, czym ta dziewczyna się zajmowała albo co się stało.
- Czy ktoś oprócz Josefin bierze lekcje śpiewu u baronowej von...
Nie mogła przypomnieć sobie jej nazwiska, spojrzała więc pytająco na Erika. On jednak zdawał się pochłonięty całkiem innymi myślami. Na szczęście uczniowie dobrze znali baronową i szybko uzupełnili:
- Hofersburg.
- Otóż to - potaknęła Kajsa. - Von Hofersburg. Czy wielu z was ma u niej lekcje śpiewu?
Reakcja uczniów była dosyć gwałtowna. Jedni parsknęli, inni jęknęli, a część pokręciła głowami.
- Nie - odpowiedział Petter z nutą zazdrości w głosie. - Z naszej klasy tylko Jossan chodzi na te zajęcia.
- A kto jeszcze bierze dodatkowe lekcje u baronowej? Z wypowiedzi dyrektorki wynikało, że chodzi o grupkę uczniów.
Przez klasę znów przeszła fala różnych odgłosów.
- Ktoś z trzeciej klasy, kto chce się dostać do wyższej szkoły muzycznej w Sztokholmie.
- Kto to taki?
- Nie wiemy.
- A teraz zastanówcie się dobrze - zaapelowała do nich Kajsa. - Czy wczoraj wydarzyło się coś szczególnego?
Nikt nie przypominał sobie nic takiego.
- Jak się nazywacie? - zwróciła się do trzech uczniów, którzy poprzedniego dnia byli u Maxa, i zapisała w notesie ich nazwiska.
Uznawszy, że zajęli już i tak dużo czasu, Erik wyjął swoje wizytówki i rozdał je kilku osobom w klasie.
- Jeśli coś się wam przypomni, zadzwońcie. Najmniejszy drobiazg może okazać się bardzo ważny. Chyba zdajecie sobie sprawę, co przeżywają jej rodzice i jak bardzo się o nią martwią.
Gdy już oboje znaleźli się na korytarzu, Kajsa wsunęła jeszcze głowę do klasy.
- Zapomniałam spytać o jedno. Czy Josefin ma przyjaciółkę?
Wszyscy odwrócili się ku ciemnowłosej uczennicy, a chłopak siedzący najbliżej niej szturchnął ją w bok. Dziewczyna z ociąganiem podniosła rękę.
- To chyba ja.
- Aha. A jak się nazywasz? - zwróciła się do niej Kajsa.
Spytana milczała, najwyraźniej zaskoczona zainteresowaniem jej osobą.
- Ma na imię Anna - wtrącił szybko Petter.
- Anna Umeg?rd - potwierdziła już sama dziewczyna.
- Dziękuję - bąknęła Kajsa, zapisując nazwisko w notesie. - To na razie!
Zamknęła drzwi i dogoniła Erika, który dotarł już do schodów.
- Ładnie sobie poradziłaś - powiedział.
Aspirantka przyjrzała mu się uważnie, aby się upewnić, czy jej opiekun mówi serio. Wprawdzie nie słyszała sarkazmu w jego głosie, ale szczególnego entuzjazmu również nie zauważyła.
- Ciekawy pomysł z tą grupą na Facebooku - stwierdziła.
- Tak myślisz? - Erik spojrzał na nią, nie kryjąc sceptycyzmu. - Tylko sprzyja rozsiewaniu plotek. Zwłaszcza w tak niedużym mieście jak Örnsköldsvik. Masa dzieciaków będzie się teraz bawić w detektywów, rozpowszechniać bzdury i zacznie się nienawidzić wzajemnie. I innych.
- Och, bez przesady! - zareagowała Kajsa. - Może jednak wybierzemy się do tajemniczej baronowej?
- Zupełnie jakbyśmy nie mieli ważniejszych rzeczy do roboty niż szukanie zaginionej dziewczyny.
- Na przykład?
- A co z włamaniem jesienią do firmy Hägglund?
Kajsa westchnęła.
- Albo z kradzieżą dwudziestu trzech silników do łodzi ostatniego lata? Może byś pogrzebała przy tej sprawie? Według mnie to była liga bałtycka. Nawiasem mówiąc - dodał - niedługo kończy się nasza zmiana.
- Tak, wiem, ale powinniśmy chociaż wstąpić do gościa od internetu i sprawdzić, czy uda nam się uzyskać dostęp do konta Josefin.