Coraz Bliżej Światła - Adrian Kuligowski

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

I

Myśli mnie wiążą, kaleczą, torturują. Przypalają rozżarzonym prętem serce i żądają bym to przyznał. Bym się poddał.

Zaraz, zaraz. Te impulsy w mózgu, które układają się w jakieś niewypowiedziane na głos słowa? To one mną rządzą? Tym właśnie jestem? Czy tym co wypowiem na głos? A może to w ogóle nie ma znaczenia, bo liczy się tylko to co robię? Ale ja nic nie robię. Nie chcę nic robić. Wszystko jest mgłą nie wartą tego by poruszyć wiatrem, który ją rozgoni. Wszystko jest nijakie, niewarte. Wszystko już gdzieś widziałem.

Powinienem wziąć tabsa przepisanego mi przez znudzonego psychiatrę. Swoją drogą na początku byłem poirytowany, że tak nudziły go moje wywody, że aż ziewał, gdy opowiadałem co siedzi mi w głowie, ale co mu się dziwić? Zawartość mojej głowy to pewnie nic w porównaniu z tym co czasem słyszy. Mój przypadek to ot kolejny 30 latek, któremu nie podoba się rzeczywistość, życie ma za szybkie tempo i go spala. Norma, takie czasy.

Zastanawiam się w sumie po co poszedłem do psychiatry. Mam wrażenie, że ten obiektywny stan normalności ludzkiego mózgu i myśli mnie nie dotyczy. Od zawsze mam w sobie to na co lekarz zapisał zbyt słabe antidotum. To nierozerwalna część mnie. A poza tym zdążyłem to polubić. Po co więc ta wizyta? To nie była decyzja prawdziwego mnie. To jeden z hologramów podjął decyzję. Mam tych hologramów całą masę. Szkoda tylko, że konto w banku jedno i za głupie pomysły reszty, zawsze płacę ja- ten prawdziwy ja w samym jądrze osobowości ukrytej za setkami/tysiącami hologramów.

No dobra czas wstać. Sprawdzam godzinę w telefonie i lekko mrużę oczy pod wpływem oślepiającego światła bijącego z wyświetlacza. 5:27, wcześnie, ale na pewno już nie zasnę. Dziś i jutro mam wolne w pracy. Nie żebym miał jakiś ważny powód by je wziąć, chyba że uznamy "przedłużenie weekendu o czwartek i piątek by nie musieć patrzeć na współpracowników oraz wykonywać pracy, której w gruncie rzeczy nie szanuję" odpowiednio poważnym powodem do wzięcia urlopu. Dla mnie powód bardzo dobry, dla mojego pracodawcy zapewne oburzający

Mógłbym wylegiwać się sunąc po orbitach myśli, ile wlezie, ale postanawiam wstać. Lubię wstać na tyle wcześnie by świat otaczał półmrok, delektować się kawą i wpatrywać w telewizor włączony na kanale informacyjnym. Szczerze mówiąc sam nie wiem czemu tak bardzo lubię oglądać z rana kanał informacyjny. Myślę, że to może być kwestia sentymentalna, gdyż wstając wcześnie rano do szkoły zawsze włączony był właśnie ten kanał, a ja wpatrywałem się w telewizor i oczekiwałem jak na wyrok, kiedy będzie prognoza pogody. Gdy na ekranie bowiem pojawiał się nienaturalnie zadowolony z życia prezenter był to dla mnie wyznacznik tego, że nadeszła pora wyjścia z domu na autobus. Do tej pory nie przepadam za prognozami pogody, chyba do mojego mózgu zostało wszczepione, że wiążę się to z nieprzyjemnym obowiązkiem.

Robię kawę i postanawiam dołączyć jej do towarzystwa tosta z serem, gdyż żołądek delikatnie zaczyna dawać znak, iż także nie śpi. Włączam telewizor, lecz to jeszcze nie pora na serwis informacyjny. W zamian za to jakaś kobieta tłumaczy, jak urządzić ogródek na balkonie by zachwycić rodzinę i znajomych. Żenada. Przełączam na kanał z muzyką rockową by w oczekiwaniu na informacje ze świata otoczyć się jakimiś miłymi dźwiękami. Zjadam tosta i postanawiam wyjść z kawą na balkon by zapalić papierosa. Widok mnie na balkonie z papierosem w ustach na pewno nie zachwyciłby ani rodziny ani znajomych-myślę. Mieszkam na 6 piętrze więc powinienem mieć ujmujący widok na wschodzące powoli słońce. I tak by było, gdyby nie seria bloków, które deweloper postawił naprzeciwko. Generalnie mi to nie przeszkadza, bo dzięki temu mieszkania nie rozświetla światło słoneczne i dłużej mogę napawać się tak lubianym przez siebie mrokiem i chłodem.

Jestem w połowie palenia mojego nikotynowego przyjaciela, gdy zauważam na dole kobietę ubraną w legginsy i biały T-shirt. Włosy ma związane w koński ogon. Ewidentnie wyszła pobiegać przed pracą. Delikatnie przebiera nogami w miejscu i jednocześnie ustawia coś w swojej opasce zdrowia. Ach te opaski zdrowia.

Kiedyś spełniały tylko podstawowe funkcje jak mierzenie pokonywanej odległości, mierzenie pulsu czy ilość spalonych kalorii. Odkąd jednak firma Perfectum Cerebrum stworzyła chipy domózgowe możliwości opasek zdrowia, które można z chipem połączyć stały się znacznie większe. W zasadzie za pomocą opaski można manipulować niektórymi obszarami mózgu które są odpowiedzialne za poziom stresu, poziom radości i kilka innych. Nie znam dokładnie wszystkich funkcjonalności, bo interesowałem się tym tylko tak jak każdy, gdy produkt wchodził na rynek i pozwolił PC osiągnąć astronomiczne wręcz zyski a wielu ludziom podobno rzeczywiście poprawił komfort życia. Chciałem przez pewien czas zakupić opaskę wraz z usługą wszczepienia chipu, gdyż cena (co zaskakujące) wcale nie była wysoka i w zasadzie każdy z klasy średniej mógł i może nadal pozwolić sobie na jej zakup, ale zniechęciło mnie kilka aspektów.

Po pierwsze ludzie, którzy używali Promózgu (jak potocznie przyjęło się nazywać opaskę z chipem) często zachowywali się nadzwyczaj nienaturalnie szczerząc się niczym polityk podczas kampanii wyborczej przez co miałem wrażenie, że rozmawiam z idiotami, a sam nie chciałem nigdy być tak postrzegany.

Druga kwestia to odkrycie pewnej gazety, która przeczytała dogłębnie regulamin aplikacji i trafiła na dobrze ukryty zapis mówiący o zgodzie użytkownika na analizę mózgu by użytkownik otrzymywał turbo spersonalizowane reklamy. Nie żeby było to kompletne novum, gdyż często nie posiadając chipa miałem wrażenie, że ledwie zdążę o czymś pomyśleć a wszędzie widzę reklamy zachęcające do zakupu tego o czym pomyślałem. Ale świadomość tego, że coś skanuje mi mózg i wie, kiedy mam ochotę na seks by wyświetlić mi reklamę niesamowitych prezerwatyw po których partnerka radośnie powie, że "STANĄŁEM na wysokości zadania mnie zniechęca.". Niektórych ekspertów telewizyjnych wręcz szokowało jak wielu ludzi uznało ten zapis za nieistotny. Mnie to w ogóle nie zdziwiło, bo już dawno sprzedaliśmy nasz czas reklamom. Reklamy, ładne obrazki na Instagramie, idole z tiktoka i youtube'a przy których neandertalczycy to wykształcona klasa średnia. To nasze wspaniałe zapełniacze wolnego czasu. W epoce nieograniczonej wolności wyboru treści wybieramy te które zamieniają nasze mózgi w kaszę manną.

W pewnym momencie doszło także do kryzysu finansowego wielu firm ze względu na to, że pracownicy zmniejszali na tyle poziom stresu, że notorycznie spóźniali się z pracą, nie wykonywali obowiązków a często także zwyczajnie nie przychodzili do pracy woląc błogo wylegiwać się w domu, na plaży czy gdziekolwiek indziej. PC co prawda od razu zadziałało z aktualizacją, która nie pozwala zmniejszyć poziomu stresu ponad pewien dopuszczalny poziom a także częściowo zrekompensowała firmom straty, ale pewien niesmak pozostał. Ja nie potrzebowałem wielkiej zachęty by olać pracę, a z Promózgiem myślę, że w 3 miesiące wylądowałbym pod mostem.

Postanowiłem zatem, że pozostanę w gronie sceptyków i odpuszczę wpuszczanie do mojej i tak zagmatwanej mózgownicy ciała obcego.

Obserwowałem ruszającą na poranny jogging kobietę dopalając papierosa, gdy zauważyłem dwóch dość krzepkich mężczyzn trzymających butelki. lekko zataczających się i głośno śmiejących. Możliwe, że tak jak ja przedłużyli sobie weekend albo dopiero to zrobią, gdy obudzą się za kilka godzin skacowani i powiadomią szefa, że mają jelitówkę. Obserwuję ich niebezpiecznie zbliżających się do kobiety. Wielokrotnie widziałem tego typu sytuacje i wiem, że zawsze młoda kobieta + pijani mężczyźni = kłopoty. Jak na komendę usłyszałem kilka radiowozów które rozbrzmiały charakterystycznym dźwiękiem, który zawsze skupia uwagę, mimo że słyszało się go już tysiące razy. Odetchnąłem, gdyż mężczyźni z pewnością nie odważą się zaatakować kobiety, gdy w pobliżu jest policja. Nawet jeśli są pijani w sztok.

Patrzę jak kilka ulic dalej znad bloków przebija się niebiesko czerwone światło bijące z radiowozów. Słychać, jak zamykają się drzwi samochodów. Nagle słyszę brzdęk butelki z pewnością upuszczonej przez jednego z pijanych mężczyzn. Moje serce zamiera, gdy zauważam jak 6 pięter pode mną jeden z mężczyzn leży w kałuży krwi a drugiemu z nich kobieta właśnie podrzyna gardło

II

Przez chwilę stoję nieruchomo zszokowany. Czuję jak moje nogi zaczynają zachęcać mnie bym usiadł lub po prostu upadł dla- nich obojętne, dla mnie nie. Potrząsam głową jakby chcąc wyrzucić z niej obraz, który przed chwilą zobaczyłem. Może nadal śnię, a to jeden z tych dziwnie prawdziwie wyglądających snów, w których najczęściej przeżywamy katusze i po przebudzeniu spada nam taki kamień z serca, że gdyby nie była to metafora huk słychać by było w całym bloku? Dobrze wiem jednak, że nie. Ta makabra dzieje się na prawdę.

Reaguje dość niestandardowo jak na mnie, bo zaczynam się ubierać by zejść na dół i spróbować coś zrobić z zaistniałą sytuacją. Myślę, że to wykracza poza moje standardy, gdyż najczęściej w sytuacjach zagrożenia zrzucałem odpowiedzialność reakcji na innych. Teraz chyba jednak nie ma innych świadków, może to, dlatego właśnie otwieram drzwi i biegnę schodami na dół by poddać próbie moją odwagę i odpowiedzialność. To pewnie kolejny mój hologram, który za dużo się naoglądał Batmana. Światło na schodach włącza się automatycznie na każdym piętrze, gdy wyczuwa mój ruch. Z zewnątrz można by łatwo oszacować jak szybko się poruszam, patrząc w okna na poszczególnych piętrach i włączające się po kolei światło oświetlające mi drogę. To dziwne, że o tym myślę, ale mój mózg w sytuacjach zagrożenia zawsze wyrzuca z siebie wiele różnych myśli. Często nie są one pomocne, ale co zrobić.

Biegnę 6 pięter w dół a do tego boje się tego co mnie spotka na dole co sprawia, że na parterze serce tłucze mi się w piersiach jak oszalałe. Zatrzymuje się przed wyjściem na zewnątrz przy skrzynkach na listy by uspokoić oddech i galopujące myśli. Oddech udaje się po chwili w dużym stopniu wyrównać. Z myślami jednak nie mam szans na powodzenie choćby w minimalnym stopniu i dobrze o tym wiem. Robię jeszcze jeden głęboki wydech i otwieram główne drzwi prowadzące na dwór. Dziewczyna stoi tyłem do mnie nieruchomo i najwyraźniej wpatruje się w leżące przed nią jeszcze bardziej nieruchome od niej ciała leżące w płynnym szkarłacie wypływającym nadal z ich podziurawionych gardeł, nóg i rąk. Kurwa, nie ma szans by przeżyli. Ale dlaczego? Co jej zrobili?

- Hej nic ci nie jest? - pytam starając się by mój głos brzmiał łagodnie, pełen troski. Dziewczyna natychmiast się odwraca. Jest szczupła i ładna. choć coś dziwnego stało się z jej twarzą dokładnie jeszcze nie rejestruje co, poza plamami krwi na lewym policzku i czole, które są nie do przeoczenia.

- Nic Ci nie jest? Nie bój się nic ci nie zrobię- mówię i unoszę ręce w uspokajającym geście, który ma też na celu pokazanie, że nie mam nic w rękach włącznie ze złymi zamiarami. Dziewczyna wpatruje się we mnie swoimi dużymi niebieskimi oczami i dochodzi do mnie co takiego dziwnego jest z jej twarzą. Białka jej oczu są ciemnoczerwone i pojedyncze żyłki atakują także błękitny kolor jej oczu a po obu stronach czoła pulsują jej nienaturalnie dobrze widoczne żyły. Pulsują tak jakby chciały wydostać się na zewnątrz. Robię krok do przodu nie zmieniając pozycji rąk. To był błąd. Dziewczyna robi trzy szybkie kroki w moim kierunku i zamachuje się zakrwawioną, rozbitą do połowy butelką. Cudem w ostatniej chwili się uchylam.

- Hej! Co robisz?! Nie chcę Ci nic... - nie kończę, bo dziewczyna ponawia atak próbując ciąć mnie w twarz. Blokuje jej rękę i wykręcam do tyłu by zabrać butelkę oraz obezwładnić ją do czasu, gdy się uspokoi. Dziewczyna rzuca się i warczy niczym zwierzę złapane w pułapkę. Jest niewiarygodnie silna jak na tak drobną kobietę, to pewnie adrenalina dodaje jej 100% do skilla mocy. Zauważam, że niebezpiecznie blisko jest druga butelka, więc dociskam dziewczynę do ziemi by nie mogła się ruszyć.

- Ręce do góry! - Prawie podskakuje słysząc raptem donośny, niski głos policjanta, który celuje we mnie.

- Dobrze, że jesteście ta dziewczyna... -

- Janek on ma opaskę! Wal, bo ją zabije! - nie rozumiejąc co się dzieję patrzę na mój zegarek, który dostałem na gwiazdkę od ojca. Właśnie wybija 6:00. Słyszę wystrzał i czuje, jak osuwam się z dziewczyny.

Chyba będę dziś w wiadomościach- myślę i tracę przytomność.

III

6 miesięcy później

- Tak, możemy z całą pewnością potwierdzić, że nastąpiło wyłączenie wszystkich chipów. Jednocześnie niestety co potwierdził szereg badań nie odwróciło to uszkodzeń mózgu. Co więcej nawet wyjęcie go z mózgu...

- Chwileczkę Panie Profesorze, bo chciałbym zapytać o coś nad czym zastanawia się wielu naszych widzów, jak to możliwe, że wyłączenie chipa, który był sprawcą infekcji nie pomogło?

- Hm... Żeby najlepiej zobrazować zapytam Pana w ten sposób: Czy zdarzyło się Panu włożyć do komputera zainfekowanego Pendrive 'a? - Profesor brzmi i wygląda jak... szablonowy profesor. Duże okrągłe okulary, krótkie siwe włosy, dość długa siwa broda. Mówi tonem wykładowcy, który dobrze wie, jak przekazać część skomplikowanej wiedzy prostszym umysłom.

- Osobiście nie, ale paru kolegom się zdarzyło- redaktor lekko się uśmiecha. Widać, że to uśmiech wyuczony poprzez lata doświadczenia pracy w telewizji z kamerą. Wie jak wygląda w oczach widzów i jak powinien wyglądać. Żaden ruch, mięsień twarzy nie jest użyty przypadkowo. Wszystko jest wymierzone tak, by wyglądać jak najprawdziwiej. Imitacja wyobrażenia na temat prawdy, to cała telewizja.

- A więc koledzy na pewno potwierdzą, że po wyjęciu pendrive 'a z komputera wirus nie znika. Musieli zwalczyć go antywirusem lub sformatować całkiem dysk. U człowieka jest to jeszcze bardziej skomplikowane, bo nie jest maszyną. Ale pewne zależności są bardzo podobne jak w działaniu komputera. Chciałem jeszcze dodać, bo to nasze najnowsze ustalenia, niestety również nie napawające optymizmem.

- Och, kolejne złe informacje? - Sztuczne zdziwienie połączone ze sztuczną troską. Tak jakby nie wiedział co za chwilę powie Profesor. Wiesz wszystko imbecylu, przestań udawać, myślę coraz bardziej rozdrażniony

- Niestety. Udało się nam złapać około 300 zainfekowanych. I wiemy także, że wyjęcie chipa z mózgu również nic nie daje. Próbowaliśmy także zmanipulować mózgiem zainfekowanych poprzez połączenie leków, terapii, wszczepienia chipu przeprogramowanym na zmianę zachowania z ostrej agresji do uległości i spokoju. Niestety bezskutecznie. To jeszcze niepotwierdzone w stu procentach, ale uznaliśmy, że opinia publiczna również powinna wiedzieć o tym, że- Profesor sięga po szklankę z wodą i upija duży łyk jakby to co miał za chwilę powiedzieć utknęło mu w gardle. -Powinniście Państwo wiedzieć, że odkryliśmy liczne ślady świadczące o tym, iż infekcje się... hm... mutują. Jak u naturalnych wirusów.

Dziennikarz maluje na swojej twarzy smutek, który jest tak sztuczny, że mam ochotę rzucić stojącą przede mną butelką z rumem w telewizor

- Rzeczywiście Profesorze to bardzo złe wiadomości. Co to jednak oznacza? Wiadomo jakich zachowań możemy się spodziewać po zainfekowanych? Jak możemy się przed nimi bronić?

- Cóż... Nie odkryliśmy jeszcze dokładnie jak te zmiany wpłyną na zachowanie zainfekowanych. Zauważyliśmy zdecydowane osłabienie ośrodków odpowiedzialnych za odczuwanie bólu. Widać także zmiany w samym zachowaniu zainfekowanych o których donosiły nam także Służby, w szczególności strażnicy z Ochotniczych Sił Antywirusowych, którzy jak wszyscy wiemy niestrudzenie przejęli na siebie patrolowanie osiedli i ulic a także tropienie zainfekowanych.

- Jakie to zmiany?

- Trzeba pamiętać, że wbrew wielu internetowym publikacjom zainfekowani to nie zombie. Posiadają wszystkie funkcje życiowe, potrzebują zaspokajać wszystkie ludzkie potrzeby jak jedzenie, picie, spanie, funkcje fizjologiczne itd. Zmiany polegają na tym, że w początkowej fazie gniew, a w zasadzie wściekłość przysłaniały im wszystko inne. Atakowali innych na "ślepo" i tu w sumie było jedyne podobieństwo do znanych nam z popkultury zombie. Było, bo atakowanie na ślepo dość szybko zanikło. Gdyby nie zanikło najprawdopodobniej cały kryzys byłby już zażegnany, ale pochłonąłby także o wiele więcej ofiar.

- Jeśli dobrze rozumiem Panie Profesorze, zatem Zainfekowani z osób zbliżonych zachowaniem do zombie stają się coraz bardziej... ludźmi?

- Zależy jaką przyjmiemy definicje słowa człowiek- teraz Profesor lekko się uśmiecha- Według mnie to zdecydowanie są ludzie, którzy po prostu mają zmienione niektóre funkcje mózgu co powoduje, że dużo mniej w nich hm... humanizmu. Niestety to się nie zmienia. Cel pozostaje u nich niezmienny i jest nim zabijanie, krzywdzenie innych. Oczywiście mamy nadzieję, że w najbliższych miesiącach uda nam się opracować metodę by skutecznie odwrócić działanie wirusa, ale do tego czasu wszyscy musimy być bardzo ostrożni. Pamiętajmy jednak i będę to podkreślał na każdym kroku- nie możemy upodabniać się do nich, tzn. musimy zachować naszą humanitarną naturę. Nie odpowiadajmy agresją na agresję. Oczywiście brońmy się i chrońmy swoje życie, ale nie urządzajmy nielegalnych polowań. Od łapania mamy powołaną kilka miesięcy temu OSA, która z wielkim poświęceniem wspomaga bardzo osłabione siły policji i zajęte ochroną granic wojsko. Pamiętajmy o tym.

- Bardzo dziękuje za rozmowę Panie Profesorze. A teraz zapraszamy na program Andrzeja Rymańczuka i jego gości, którymi będą poseł Frakcji prawicy Lech Marzec i Adam Staroń poseł Partii Pracy.

Wyłączam telewizor i idę pod prysznic. Jest 19:40, więc za niecałą godzinę muszę być na patrolu. Gorąca woda spływa po moim ciele usuwając bród i zmęczenie. Uważam na zabliźnioną ranę po prawej stronie klatki piersiowej. Nadal czasem odczuwam tam ból, szczególnie przy gwałtownych ruchach. W głowie piętrzą mi się myśli dotyczące słów Profesora. Mutują. Ten koń trojański którym zarazili się wszyscy używający Promózgu mutuje. Czyli będzie jeszcze gorzej. Ciągle myślimy, że gorzej nie będzie. Zarażeni. Kryzys finansowy. Powstające z grobu niczym Jezus gangi korzystające ze słabości policji i wojska. Wojsko, które w napięciu patroluje granice. Ciągła śmierć wisi w powietrzu. I ja w tym wszystkim jako strażnik w OSA. To na pewno haniebne, ale szczerze mówiąc na początku nawet mnie to trochę jarało. Ten cały kryzys. Możliwość działania w służbach. Ahoj przygodo. Mam nawet pistolet, choć do użycia w ostateczności. Wyrwało mnie to z marazmu, z monotonni życia codziennego. Z życia we wnętrzu swojej własnej głowy będącej ciemną, zimną jaskinią, w której kłócą się dwa potwory. Jeden to ciemność, drugi to szarość.

Teraz jednak jest jeszcze gorzej, bo wszystko to co się działo w moim wnętrzu wróciło niczym pijany agresywny ojciec, którego z trudem udało się położyć spać wraca po 15 minutach zadowolony i gotowy do dalszej rozróby. A do tego ten cały syf na zewnątrz. Jeśli to wymyślił Bóg to święty Piotr musiał mu podać konkretną dawkę grzybów albo ecstasy, choć tam na górze pewnie mają coś o niebo lepszego. Heh, o niebo.

Media - to największy beneficjent całej tej rozpierduchy. Żywią się tymi coraz gorszymi wiadomościami jak jakiś obleśny grubas podwójnym Big Mackiem z frytkami, colą i shakiem truskawkowym. Złe wiadomości 24h/7 dni w tygodniu. Miód na uszy serwisów informacyjnych i portali internetowych. Jakież bogactwo clickbaitowych nagłówków artykułów "Zainfekowani żywią się surowym mięsem? Naukowiec nie ma wątpliwości!", "Znana aktorka przerywa milczenie: Wszystkiemu winna jest energia Jowisza". I całe mnóstwo innych perełek.

Można by pomyśleć, że świat został pozbawiony światła, żyjemy w mroku u schyłku jakiejś epoki, może u schyłku samego świata. Wiele osób tak sądzi, żyje w strachu, bierze garściami leki by podtrzymać swoje życie, stając się z czasem kukłami pozbawionymi uczuć. Młodzież jak to młodzież chyba wszystko ma w dupie. Wczoraj Adams (Adams to pseudonim, na imię ma Adam, tak chyba długo nad tym pseudonimem nie myślał. Każdy z nas w OSA musi mieć pseudonim. Ja wybrałem Johnny, sam nie wiem czemu) kilka centymetrów wyższy i kilka lat młodszy ode mnie podszedł do mnie z telefonem widocznie rozbawiony

- Nie uwierzysz stary czym się teraz jarają dzieciaki na Tik Toku

- Zapewne nie uwierzę, ale powiedz

- Trenduje taki filtr, który pokazuje, jak sobie cykniesz fotkę co nie, jak wyglądałbyś jako Infekt. Czaisz? Kurwa zabawę se z tego zrobili!

Nie mogę uwierzyć w to co usłyszałem, ale Adams jakby od razu na dowód pokazuje mi Tiktoka na którym młoda na oko 15- letnia brunetka nagrywa filmik, gdzie po odliczaniu od trzech jej zielone oczy zachodzą krwią, na czole pojawiają się długie grube żyły, cera staje się lekko czerwona, usta wykrzywiają się w grymasie gniewu. Muruje mnie. Nie wiem, jak zareagować śmiać się czy wkurzać, w końcu mówię z uśmiechem

- Jak to dobrze wiedzieć, że jest coś stałego na tym świecie

Wychodzę spod prysznica. Czas się ogarnąć na patrol.

Ubieram się w biały T-shirt, szarą bluzę z kapturem i czarne spodnie dresowe. Jest grudzień patrol będzie trwał 4 godziny, więc zakładam ocieplane buty trekkingowe i lekką kurtkę zimową. Biorę z salonu butelkę z rumem i przelewam przez lejek do piersiówki. Niby nie można pić na patrolu, ale poza Sebkiem ps. Czoło, który jest suchym alkoholikiem chyba wszyscy piją, włącznie z dowódcą. Dowódca "Kapitan" do niego muszę się zgłosić, bo mam iść na patrol z jakimś nowym. Nie za bardzo mi to na rękę, bo lubię chodzić z Adamsem- jest zabawny jako jeden z nielicznych tutaj. Jest też gadatliwy co mi odpowiada, bo mija szybciej czas na patrolu. Traktuje go trochę jak takie przenośne ludzkie radio umilające czas w pracy. Ale co zrobić, może nowy będzie w porządku, choć do tej pory większość nowych to idioci z poczuciem humoru w stylu podłożenia Pani od Polskiego pinezki na krzesło.

Zanim wychodzę pociągam łyk rumu z butelki. Ciepło rozlewa mi się po organizmie wyobrażam sobie jak alkohol wsiada do krwioobiegu niczym pasażer na gapę w metrze. Jeden pasażer na gapę raz na jakiś czas nie zawadzi tłumaczę sobie jakbym potrzebował wytłumaczyć jakiemuś drugiemu rozsądnemu ja, czemu sięgam po alkohol. Nikomu się nie muszę tłumaczyć. Jeszcze trochę i w ogóle nie będzie komu- myślę i wychodzę z mieszkania.