Rozdział II
Być może było to głupie i nieodpowiedzialne z mojej strony, ale dopiero po tym, jak zabójca otworzył oczy, zaczęłam się interesować wydarzeniami, które miały miejsce zaraz po walce. Tak długo jak Sheut był nieprzytomny, tkwiłam w zawieszeniu i oczekiwaniu. Nie dopuszczałam do siebie rozpraszających myśli ani bodźców. Poza stanem zdrowia czarnowłosego prawie nic innego nie miało dla mnie znaczenia. W końcu jednak nadszedł moment ocknięcia. I dobrze, bo wydarzyło się niemało.
To nie było tak, że dookoła mnie płonęły chaty, świat się walił, a ja trwałam w bezczynności. Nie. Mogłam sobie pozwolić na zobojętnienie, bo wiedziałam, że "powstanie ludzi" skończyło się szybciej, niż się zaczęło. Upadło od razu. Nie było żadnego rozlewu krwi ani nawet zwyczajnej bijatyki. Nic takiego się nie wydarzyło.
Tego dnia, kiedy główna polana rozgorzała zgiełkiem i wrzawą, odniosłam wrażenie, że stoimy przed obliczem wojny i zmiany. Ludzie postanowili powstać z kolan i ruszyć w bój. Szumiało mi wtedy w uszach ze strachu i niezdrowego podniecenia, dłonie lekko się spociły, a źrenice rozszerzyły w niedowierzaniu. Oto uciśniona rasa postanowiła zawalczyć o siebie i o sprawiedliwość dla zmarłego Mamoru.
Kiedy rozjuszony tłum dotarł przed oblicze nestorki, nadstawiałam uszu. Spodziewałam się wrzasków, odgłosów walki lub choćby skandowania postulatów, ale nie... Doszło jedynie do kulturalnej wymiany zdań. Reprezentant zorganizowanego naprędce zgrupowania wystąpił przed szereg i trzęsąc się niczym osika, zażądał audiencji u przywódczyni elfów. Ta przyjęła go i - o dziwo - wysłuchała uważnie.
Tyle wiedziałam i to mi wystarczyło, bym mogła skupić się na Sheucie. Skoro nie groziła nam wojna, przynajmniej na razie, szczegóły zajścia były mi obojętne... Do czasu. Kiedy ocknęłam się z letargu, zrozumiałam, że moje zachowanie było lekkomyślne. Nie zastanowiło mnie wcześniej, jak to się stało, że rozwścieczony tłum tak szybko się rozszedł.
Gdy nacieszyłam się wybudzeniem Sheuta, zaczęłam stawiać pytania, które należało zadać już dawno temu. Na szczęście z odpowiedziami przyszedł mi Shiro, który, zdaje się, tylko czekał na to, by w odpowiednim momencie wprowadzić mnie w aktualną sytuację. Chociaż wciąż wydawał się osowiały, to jego oczy po wspólnie przespanej nocy stały się znów obecne. A to duży progres, bo wcześniej były puste i matowe.
Elf wyjaśnił mi, że podczas wymuszonej audiencji ustalono kilka spraw. Ciało Mamoru (lub raczej jego szczątki) zostanie przetransportowane do Lasu Północnego i przekazane ludziom. Jego bliscy i inni chętni otrzymają wolny wieczór, by pożegnać poległego wojownika.
Chociaż pojedynek Sheuta z Hegemonem Nivo był jednym z punktów zapalnych powstania, to temat ten pominięto. Chyba nikt nie miał ochoty wypowiadać się w tej sprawie publicznie. Służba zapewne wiedziała, że to grząski teren. Nestorka również milczała, aczkolwiek nie ingerowała w proces leczenia mojego zabójcy. Zdaniem Shiro to i tak więcej, niż mogliśmy oczekiwać. Nie zgadzałam się z tym stwierdzeniem, ale moja opinia nie miała tutaj żadnej wartości - o czym przekonałam się boleśnie, i to nie raz.
Największym jednak osiągnięciem spotkania ludzi z przywódczynią elfów była obietnica spisania Kodeksu Praw Człowieka w obecności przedstawiciela rzeczonej rasy.
- Pogrzeb Mamoru, milczenie w sprawie Sheuta i Kodeks Praw Człowieka? I to wszystko? - zapytałam z niedowierzaniem.
- To mało? - zdziwił się Shiro.
- To wystarczyło, żeby ich uspokoić? - Nie ukrywałam sceptycyzmu.
Nie mogłam uwierzyć, że cała ta sfora ludzi z bronią w dłoniach i mordem w oczach przystała na tak mizerną propozycję. Wtedy, kiedy obserwowałam ich z góry, byłam pewna, że zaatakują elfy bez zadawania pytań, bez zawahania, a oni zadowolili się obietnicą jakiegoś kodeksu. Oczywiście poczułam ulgę, gdy do żadnego mordobicia nie doszło, ale takie polubowne rozwiązanie wydało mi się aż nazbyt dziwne.
- Złotko, my tutaj rozmawiamy o ponadczasowym precedensie. Ludzie otrzymają swoje prawa. Mało tego, zostaną one spisane w obecności ich przedstawiciela. PRZED-STA-WI-CIE-LA! Oni nie mają i nie powinni mieć żadnego przedstawiciela. - Shiro machał rękami. - Musisz zrozumieć, że od czasów Ostatniej Wojny służba nie sprzeciwiła się nam ani razu. To, czego ludzie podjęli się tamtego dnia, było bardzo ryzykowne. Gdyby moja matka postanowiła się z nimi rozprawić... - zawahał się i nie dokończył. - Nawet jeśli uważasz, że to, co osiągnęli, to niewiele, wiedz, że czasem ogromne zmiany zaczynają się od małych kroczków.
Popatrzyłam na białowłosego i przytaknęłam niemrawo. Tutejszy świat nie był łaskawy dla rasy ludzkiej. Każdy człowiek był niewiele znaczącym sługą kłaniającym się w pas przed elfami. Tylko ja wydawałam się wyjątkiem, hegemonem - obrończynią Lasu Północnego. I choć przyjęto mnie do społeczności Synów i Cór Lasu, to - rzecz jasna - nie wyrosły mi z tego powodu spiczaste uszy. Byłam stuprocentowym człowiekiem, mimo że wśród ludzi nie było dla mnie miejsca. Nie przystawałam do żadnej ze stron, co nie przeszkadzało mi jednak w kibicowaniu rasie ludzkiej. Zasługiwali na wolność, a nie na byle spis przysługujących im praw.
Im więcej się nad tym zastanawiałam, tym bardziej przekonywałam się co do wysnutej przeze mnie teorii, że choć tutejsi ludzie należeli do tej samej rasy, którą znałam ze swojego świata, to byli zupełnie innym społeczeństwem. Ci, wśród których się wychowywałam, postępowali znacznie pochopniej, zwłaszcza w kolektywie. Kiedy się zbierali, by protestować, niemal pewne było to, że prędzej czy później wybuchną zamieszki. Manifestujący głośno i intensywnie krzyczeli, w mniejszym stopniu zastanawiali się nad tym, po co się awanturują. A kiedy już byli w natarciu, to nic innego niż przemoc nie było w stanie ich zatrzymać. Władze zresztą nie były lepsze - zatykały uszy i na przekór ludowi tupały nogami i kręciły głowami.
Tutaj, jak widać, odbywało się to zupełnie inaczej, a mój umysł nie potrafił pojąć, że tak można. Lata uciskania i piętnowania ludzi musiały zostawić ślad na ich naturze. Zebrali się, by zawalczyć o swoje prawa, ale zanim unieśli ostrza, przystąpili do pertraktacji. Zostali wysłuchani, więc wrócili do swoich obowiązków.
Czy nie chcieli być wolni? Czy może takie szalone marzenia nie roiły im się nawet w głowach? Albo było tak, jak powiedział Shiro - wielkie zmiany zaczynają się od małych kroków. Może to dopiero początek.
- Kiedy odbędzie się pogrzeb Mamoru? - zapytałam nieprzytomnym, zamyślonym głosem, zmieniając nieco temat.
- Już się odbył.
Usłyszawszy te słowa, natychmiast się otrząsnęłam.
- Co? I nie zabrałeś mnie ze sobą?!
Jak mogłam tak bardzo skupić się na zdrowiu Sheuta, wyłączyć myśli z obiegu, że umknęło mi tak ważne wydarzenie? Jak ciemne były klapki, które założyłam na oczy, że nie dostrzegałam tego, co działo się tuż pod moim nosem?
- Nie było mnie na nim - odparł beznamiętnie.
- Ale jak to?! - Nie udało mi się ukryć zbulwersowania.
- Nie słuchałaś, jak mówiłem o tym, że jego ciało zostało przekazane ludziom? - Shiro stracił cierpliwość. - To była ich ceremonia, ich wieczór, bez elfów.
- Ale ty... - zaczęłam i nie dokończyłam.
Co by to teraz zmieniło, gdybym jątrzyła temat i wmawiała mu, że powinien tam być? Zadałabym mu tylko więcej bólu. Z pewnością żałował, że nie pozwolono mu pożegnać się z przyjacielem. Zamiast więc uzewnętrzniać swoje myśli, powiedziałam jedynie:
- Rozumiem.
Już nawet nie dopytywałam, czemu mnie tam nie posłał. Gdy jakiś czas temu odwiedziłam wioskę ludzi, odebrałam gorzką lekcję - nie byłam jedną z nich. Byłam Córą Lasu. A to oznaczało również, że nie byłam tam mile widziana.
Pomiędzy nami zapadła cisza. Każde z nas miało sporo rzeczy do przemyślenia. A może Shiro liczył na kolejne pytania z mojej strony? Czekał, aż zacznę dociekać? Nigdy nie przepadał za moim wścibstwem, ale teraz może go oczekiwał. A ja raptem po jednym dniu pełnym wrażeń byłam pusta. Przebudzenie zabójcy i związana z nim ogromna radość, a potem rzeka trapiących informacji - to wszystko wypompowało mnie z klarownych myśli. Poczułam się zmęczona.
Białowłosy westchnął i podniósł się z krzesła.
- Idę na obrady - oznajmił.
- Obrady?
- A nie dziwi cię to, że nie ma tu jeszcze delegacji Lasu Środkowego? Że w ogóle nic nie mówi się o tym, co się wydarzyło podczas pojedynku? Jakiś czas temu wysłaliśmy paru hegemonów na ziemie środka z tymi przeklętymi glonami, po które pojechałem aż do Wodnych Rusał, i z prośbą o przystąpienie do pokojowych pertraktacji. Delegaci odbili się od ściany lasu. Nie zostali przyjęci, wyproszono ich. Otrzymali jedynie szczątki... Mamoru... bez żadnych wyjaśnień. A teraz trwa tępa cisza... Ale nie powinienem o tym mówić. I ty lepiej też udawaj, że nic nie wiesz. - Popukał nerwowo paznokciem o kant stołu. - Naprawdę powinniśmy się stąd wynosić. Ty powinnaś zniknąć. Kiedy tylko ten twój zabójca zacznie chodzić, bądź gotowa. Nie wiem, ile czasu nam zostało, ale to pewne, że komuś z Lasu Środkowego bardzo zależy na spotkaniu z tobą. - Shiro się skrzywił, a wyraz jego twarzy nie pozostawiał wątpliwości, jaki rodzaj spotkania miał na myśli.
Wyszedł, zostawiając mnie samą w pokoju przesiąkniętym złowrogim strachem. Zobaczyć Shiro tak przejętego, tak zaniepokojonego - to mi się jeszcze nie zdarzyło. Poczułam się nieswojo, bo to on zawsze trzymał wszystko w ryzach, rozjaśniał trudne chwile uśmiechem. A teraz najwidoczniej brakło mu na to cierpliwości. Ostatnie tygodnie dały mu w kość.
Zabito jego zabójcę, a on w obliczu prywatnej tragedii musiał pozostać opanowany. Był następcą nestorki - nie mógł sobie pozwolić na samolubne myśli o zemście, choć najpewniej miał ochotę udać się do Lasu Środkowego i roznieść całą osadę. Jasne było też to, że czuł się za mnie odpowiedzialny i że bardzo chciał mnie ochronić przed dybiącym na mnie niebezpieczeństwem. By tego dokonać, musiał zostać przy mym boku. Wszystkie te trudne decyzje, doświadczenia i sprzeczności sprawiły, że Shiro stał się bardzo posępny.
Ku memu zaskoczeniu zachowanie elfa sprawiało, że odkryłam w sobie nowe pokłady sił. Skoro on ich nie miał, to ja musiałam mieć.
Ktoś ze środka chce mnie zabić? Też mi nowość. Przecież dla mnie to nie pierwszyzna. Prychnęłam pod nosem, a zaraz potem pomyślałam, że chyba jestem obłąkana, skoro się z tego śmieję.
Ten świat uczynił ze mnie niezrównoważonego czubka.
Podniosłam się i ruszyłam do drzwi. Skierowałam kroki do kuchni mieszczącej się w konarze drzewa dźwigającego moją kwaterę. Na dzisiaj zostało mi jeszcze jedno zadanie. Pewna drobna, czarnowłosa dziewczyna musiała się dowiedzieć, że jej brat się obudził i że jego sytuacja w końcu nabrała żywszych barw.
Siostra Sheuta jako jedyna podczas mojej wizyty w wiosce ludzi wyciągnęła do mnie przyjazną dłoń. Czułam się w obowiązku przekazać jej dobre wieści. Pamiętałam bowiem, jak kiedyś drżała o brata, gdy został ranny podczas konnej przejażdżki - wtedy, gdy wpadliśmy na elfy Lasu Środkowego po raz pierwszy. Tym razem odniósł znacznie poważniejsze rany, a ta biedaczka pewnie odchodziła od zmysłów.
Zachodziłam tylko w głowę, jak przekazać jej dobre wieści bez pokazywania się z nią publicznie. Sheut jasno dał mi do zrozumienia, że nie życzy sobie, by moja osoba była jakkolwiek powiązana z jego siostrzyczką. Mimo to zdecydowałam się z nią skontaktować, bo nikt inny nie dostarczyłby jej informacji z pierwszej ręki. Ludzie nie mogli odwiedzać Sheuta, a więc nie wiedzieli, w jakim jest obecnie stanie.
Zeszłam z drzewa i pomimo kuszących zapachów nie weszłam do sali jadalnej. Obeszłam ją szerokim łukiem i skierowałam się do drzwi kuchennych. Sporo czasu zajęło mi wypatrzenie dziewczyny - była taka drobna, niepozorna, wyszarzona przez ciężkie życie. Ślęczała w kącie nad brudnym, cynowym garnkiem i szorowała go zawzięcie. Wokół niej kręciło się sporo ludzi, wszyscy sprzątali. Kucharzy-elfów była tylko garstka, o tak późnej porze większość z nich miała już wolne.
Nabrałam powietrza, wyprostowałam plecy i wkroczyłam do garkuchni. Dziewczyna wyczuła mnie natychmiast, jakby moje kroki były inne od pozostałych. Uniosła głowę, a jej źrenice rozszerzyły się na mój widok do rozmiaru spodków. Nie rozumiałam jej reakcji - czy się mnie bała? Czy może obawiała się najgorszych wieści?
Zmierzałam w jej kierunku, ale coś powstrzymało mnie tuż przed dotarciem do celu.
Nie. Nie wolno ci z nią rozmawiać. Sheut nie bez powodu ukrywał ją przed tobą. A teraz, kiedy dosłownie wszyscy widzą w tobie wroga... nie wiesz, kto was usłyszy. Kto skupi swój wzrok na tej wątłej dziewczynie. Przecież zabójca musiał mieć powód, by się obawiać o jej bezpieczeństwo.
- Hej, ty! - zawołałam dziwnym, przekombinowanym tonem, wskazując palcem na przypadkowego człowieka, który przechodził obok mnie.
Mężczyzna o brodzie pokrytej parodniowym zarostem zatrzymał się i aż rozejrzał w niedowierzaniu, wątpiąc, że to właśnie do niego się zwracam.
- Tak, do ciebie mówię, człowieku. - Starałam się brzmieć grubiańsko.
Stanął na wprost mnie i pokłonił się głęboko.
- MÓJ ZABÓJCA - specjalnie podkreśliłam wypowiadane słowa i podniosłam głos - SIĘ OBUDZIŁ.
Usłyszałam stłumiony jęk ulgi i kątem oka dostrzegłam, że siostra Sheuta zasłoniła dłonią usta. Tymczasem mężczyzna zbaraniał. Z pewnością zachodził w głowę: "Po cholerę mnie ona to mówi?".
- Zielarka powiedziała - kontynuowałam - że WYJDZIE Z TEGO i że to tylko KWESTIA DNI. Dlatego... - Dlatego co? Nad tym się wcześniej nie zastanowiłam. Zawahałam się, ale nie straciłam animuszu. - Dlatego przynieś mi najlepszy grzany miodnik! - zakomenderowałam. - Chcę to uczcić. - Nic lepszego w tak krótkim czasie nie przyszło mi do głowy.
Podkuchenny drgnął, jakby chciał coś odpowiedzieć, zasugerować. Ostatecznie ponownie pokłonił się głęboko i ruszył w poszukiwaniu napitku.
Kiedy zniknął, zerknęłam śmielej w kierunku czarnowłosej chudziny. Po policzkach ciekły jej łzy - łzy ulgi.
Tak dobrze cię rozumiem, dziewczyno.
Skinęła nieznacznie głową w podziękowaniu. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Oczekiwania na wieści o Sheucie musiały być dla niej męczarnią. Poczułam, że dobrze wypełniłam swoją misję, ale w odpowiedzi na gest dziewczyny zmarszczyłam nos. Skrzywiłam się z obrzydzeniem i machnęłam głową, by przestała się gapić.
Kiedy wróciłam do kwatery, odstawiłam karafkę z miodnikiem na półkę, obok fiolki z mgiełką na sen. Nie miałam dzisiaj ochoty na alkohol. Zerknęłam na mętny specyfik od zielarki. Nie ufałam jego właściwościom i dotąd nie odważyłam się po niego sięgnąć, mimo że od tygodni marnie sypiałam.
Dzisiaj jednak bury obłoczek kłębiący się za szkłem kusił. Pragnęłam odpoczynku.
Czy dzięki tej mgiełce naprawdę mogłabym spokojnie przespać noc? W tej chwili nie potrzebowałam niczego innego jak odrobiny wytchnienia. Czy specyfik od zielarki był w stanie wysłać mnie w objęcia Morfeusza, jednocześnie wyrywając z nich trawiące mnie koszmary? Tak bardzo pragnęłam odpocząć i choć raz nie śnić o Nivo.
Chwyciłam za szyjkę buteleczki i uchyliłam korek. Chciałam tylko powąchać, sprawdzić, z czym mam do czynienia, ale dym niczym wąż wyrwał się z więzienia i wkradł do moich nozdrzy. Dusząco słodki, pudrowy zapach drapał mnie w gardle. Kolorowe, błyskoczące gwiazdki - jak w kalejdoskopie - zatańczyły mi przed oczyma. Wszystko wokół pojaśniało, zdawało się miękkie jak runo baranka.
Czym prędzej zatknęłam zatyczkę, ale było już za późno. Specyfik zielarki zadziałał natychmiastowo. Ledwo zdążyłam dotrzeć do łóżka, kiedy nadeszła upragniona ciemność.