Coming out - Barbara Mikulska

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Jadąc windą nuciła w myślach: Już zapominam cię, jak się zapomina sny, zapominam cię, zapominam cię, jak wysłany donikąd list - nie myślała o nikim konkretnym, ot czasem tak miała, że w głowie pojawiała się jej jakaś piosenka i nie dawała jej spokoju.

Rozpakowała zakupy, przebrała się z biznesowego wdzianka w wysłużone dżinsy i takąż koszulkę.

Wstawiła pranie i planowała polatać na odkurzaczu, żeby w sobotę móc z czystym sumieniem pojechać do siostry. Wpadła jednak na genialny pomysł, żeby wcześniej sprawdzić pocztę. Segregator 'oferty' wyczyściła rzucają tylko pobieżnie okiem na nadawców, spam podobnie. W przypomnieniach też nie było niczego, o czym by nie pamiętała. Jako ostatni, jak zwykle, odpaliła segregator 'Główna' i najpierw znieruchomiała, a później, tym razem na głos, zanuciła ostatni wers przeboju Jerzego Rybińskiego:

- Nagle znikąd powracasz ty.

Zero znaku życia od ponad pół roku i znienacka ten mail. Niezgrabne tłumaczenie i przeprosiny, że tak długo się nie odzywał, ale praca i inne plagi egipskie, a tak w ogóle, to zdjęcia przeglądał i przesyła dwa dla zaostrzenia apetytu, bo chciałby żeby resztę sobie wspólnie obejrzeli.

Pamiętała ich pożegnanie na lotnisku po powrocie z Madery:

- To były moje najlepsze wakacje w życiu - powiedziała całując go w policzek.

Roześmiał się i zrewanżował również niezobowiązującym pocałunkiem.

- W kontakcie!

I rozeszli się - każde w swoją stronę. On do oczekującej już na niego taksówki, ona zgłaszać, a jakże by inaczej, brak bagażu.

Owo - w kontakcie - ziściło się dopiero teraz, była połowa stycznia, a wspólne wakacje spędzili w czerwcu.

Miesiąc na Maderze miał być odskocznią. Odeszła z pracy po prawie dziesięciu latach. Czuła się wypalona i zmęczona. Była zmęczona sama sobą - w pracy spędzała po dwanaście, czternaście godzin i to także w weekendy. Urwały się jej wszystkie znajomości, otrzeźwił ją telefon koleżanki, którą znała jeszcze z liceum - zapraszała ją na wesele.

- Przyjdziesz z Piotrkiem? - zapytała Iwona.

- Nie, nie jesteśmy już z Piotrkiem od dwóch lat. - przyznała szczerze.

Uświadomiła sobie wtedy, że życie przelatuje jej między palcami. Co z tego, że pracuje i nawet nieźle zarabia, jeśli nie ma możliwości cieszyć się życiem. Mieszkanie wygląda jak obraz nędzy i rozpaczy, bo nie ma czasu go ogarnąć. Zbliżał się długi weekend majowy, nawet w pracy wszyscy coś planowali - jakiś wypad, a co najmniej grilla, a ona myślała tylko o stosie pracy, którą będzie miała do zrobienia. Dwa dni później złożyła wypowiedzenie - za porozumieniem stron. Od szefa na pożegnanie usłyszała, że bardzo dobrze zrobiła, bo i tak planowali z końcem roku zlikwidować jej stanowisko.

Pamiętała, że koleżanka z jej poprzedniej pracy była kiedyś na Maderze i była kompletnie zauroczona tym miejscem. Stwierdziła więc, że robi sobie wakacje w raju i tego samego dnia, w którym rozstała się z firmą wykupiła tam czterotygodniowy pobyt w jakimś full wypas hotelu. Stwierdziła, że musi się znów sama ze sobą zaprzyjaźnić.

Zamyślona siedziała przed komputerem patrząc na maila od człowieka, którego wtedy poznała i dzięki któremu to, co zaczęło się niezbyt fajnie, okazało się naprawdę wakacjami jej życia, dzięki któremu znów zaczęła się śmiać i cieszyć z drobiazgów.

Kliknęła w pierwszy załącznik.

- Och! - patrzyła na nią nieco zaskoczona, ale rozbawiona dziewczyna. Lekko potargana, w męskim, za dużym t-shircie zsuniętym z jednego ramienia, opierająca się o drzwi balkonowe i trzymająca w ręku filiżankę z kawą. Pamiętała, że stała tak, gdy ją zawołał, a gdy odwracała głowę usłyszała tylko trzask migawki.

Miała wtedy ochotę go zamordować, bo rozczochrana, bo prosto z łóżka - ale teraz musiała przyznać, że nigdy wcześniej na żadnym zdjęciu tak dobrze nie wyszła, pewnie dlatego, że zdjęcie nie było pozowane.

Drugie zdjęcie - oni oboje. Robione tego samego dnia, już ustawiane, z samowyzwalaczem. Oczywiście też się wygłupiali, pamiętała, że Krzysiek ustawił wtedy serię zdjęć, teraz wysyłając jej wybrał jedno, zapewne to najlepsze.

Odpisała na maila, nie była drobiazgowa, a te cztery tygodnie naprawdę fajnie im upłynęło.

Pierwsze zdjęcie ustawiła jak profilowe na facebooku. Następnego dnia zdjęcie miało sporo polubień i kilka miłych komentarzy. Kumpel z czasów podstawówki, mieszkający na stałe w Stanach - napisał:

- Osoba, która ci robiła tę fotkę musi cię bardzo kochać!

Bez zastanowienia odpisała:

- Bardzo bym chciała, ale to niestety niemożliwe - a w myślach dopowiedziała sobie - Gej najlepszym przyjacielem kobiety.

3 czerwca - lotnisko

Na stanowisku biura podróży panował lekki chaos. Zgodnie z ustaleniami ktoś z biura miał się pojawić kwadrans po piątej - dochodziła już szósta, a nikogo nadal nie było. Do odlotu było jeszcze dwie i pół godziny, ale brak informacji był odrobinę stresujący.

Jednak ostatecznie pojawiła się zdyszana dziewczyna i bardzo wszystkich czekających przepraszając, zabrała się do pracy.

Joanna stanęła w kolejce do odprawy. Przed nią stały trzy rozchichotane panie. Wszystkie dobrze po czterdziestce - prezentujące typ: z tyłu liceum z przodu muzeum. Rozjaśnione włosy, długie tipsy, całość dobrze wysmażona na solarium. Wszystkie jak jeden mąż założyły poprzecierane dżinsy i klapki na niebotycznych obcasach. Góry stroju nieco się od siebie różniły - jedna z nich miała top odsłaniający pępek ozdobiony kolczykiem. Druga była w obcisłym body, a trzecia postawiła na asymetryczną tunikę na jedno ramię. Każda z nich objuczona była kilkoma sztukami bagażu - walizki, walizeczki, kosmetyczki.... Jednym słowem chaos i pandemonium. Joanna patrzyła na nie z uśmiechem, pewnie podobnie jak i ona dawno nie były na wakacjach i w końcu się babską ekipą skrzyknęły i postanowiły zrobić sobie wakacje w raju.

- Przepraszam - wyrwał ją z zamyślenia miły męski głos - Czy będzie pani mogła przez chwilę spojrzeć na mój bagaż. Chyba zostawiłem telefon u dziewczyny z biura podróży.

- Nie ma problemu - odpowiedziała. Gdy odszedł zaczęła się zastanawiać skąd go zna. Po chwilowej galopadzie myśli zaskoczyła - aktor znany z kilku ról w serialach oraz plotek na temat orientacji seksualnej. Większość plotkarskich serwisów obstawiało, że jest gejem - no bo przystojny, bo trzydzieści kilka lat, no bo pokazujący się na ściankach solo i ubolewało, że nie zrobił do tej pory coming out'u.

Wrócił po kilku minutach trzymając triumfalnie w ręku telefon. Grzecznie jej podziękował i każde z nich zajęło się pilnowaniem swojego bagażu i kolejki.

Oczywiście nie obyło się bez problemów przy okazji odprawy poprzedzających Joannę pań - miały solidny nadbagaż i nie pomogły szlochy, że przecież na dwa tygodnie jadą i muszą się w coś ubrać, musiały sporo dopłacić. Później nie mogły się dogadać co do miejsc - każda z nich chciała siedzieć przy oknie. Zajęły obsłudze chyba z dziesięć minut.

Gdy przyszła kolejka Joanny i gdy okazało się, że ma tylko jedną walizkę i niewielki plecak jako bagaż podręczny, a na pytanie o miejsce odpowiedziała, że obojętnie, bo to przecież nie jest lot przez Atlantyk, młody człowiek z obsługi wyglądał tak jakby chciał ją wyściskać.

Nadała bagaż i przeszła do wolnocłówki. Usłyszała jeszcze, że odprawiany za nią aktor powiedział

- Ja też nie mam żadnych preferencji co do miejsca.

Gdy odnalazła swoje miejsce w samolocie roześmiała się w myślach. Miała jeden z dwóch foteli przy wyjściu awaryjnym - zawsze uważała te miejsca za najlepsze i najwygodniejsze, bo po pierwsze tylko dwa, a nie trzy w rzędzie no i więcej miejsca na nogi.

Miała tylko nadzieję, że ktoś kto będzie siedział obok będzie mało kłopotliwy.

- O spotykamy się ponownie - usłyszała znany sobie już głos, gdy ulokowała się wygodnie na swoim miejscu, jej sąsiadem okazał się 'zaprzyjaźniony' aktor.

- Krzysiek - podał jej rękę.

- Aśka - podała swoją.

Był naprawdę sympatycznym towarzyszem podróży. Trochę porozmawiali, okazało się, że oboje będą w tym samym hotelu i że on także planuje tu spędzić cztery tygodnie.

Zdziwił się uprzejmie, że ona ma ze sobą tylko jedną walizkę.

- Na żadne bale się nie planuję wybierać - wzruszyła ramionami - A jak znam swoje szczęście to i tak moja walizka poleci na Malediwy.

No i niestety miała rację. Po przylocie nie była w stanie zlokalizować bagażu. Rezydentka rwała już prawie włosy z głowy, reszta grupy była porządnie zdenerwowana. Ostatecznie głosem rozsądku okazał się głos Krzyśka, który zaproponował, żeby może grupa jednak pojechała do hotelu, a rezydentka niech jej da swój numer telefonu i jak już Joanna sprawę reklamacji załatwi, to albo rezydentka po nią przyjedzie albo kogoś przyśle. Rezydentka miała wątpliwości, ale Joanna przyznała, że to dobry pomysł, niech jadą - ona sobie poradzi.

Do hotelu dotarła dwie godziny po reszcie i tu czekała na nią kolejna nieprzyjemna niespodzianka.