Seria Żydzi. Polska. Autobiografia
Redakcja naukowa serii: Joanna Degler (Lisek)
Redakcja wydawnicza serii: Anna Broczkowska-Nguyen, Małgorzata Grochocka
Tom 24
Codzienność i polityka. Wspomnienia poznańskich Żydów
Sprawy żydowskie z niemiecko-polskiego okresu przejściowego. Poznańskie 1918-1920 (Jüdisches aus der deutsch-polnischen Übergangszeit. Posen 1918-1920) ukazały się drukiem w 1925 roku nakładem berlińskiego wydawnictwa Ewer Buchhandlung. Pozostałe teksty tłumaczone z niepublikowanych maszynopisów.
Recenzent: Janusz Spyra
Wstęp, tłumaczenie z języka niemieckiego i opracowanie krytyczne: Maciej Moszyński
Redakcja naukowa tomu: Marcin Wodziński
Redakcja wydawnicza i korekta tomu: Anna Broczkowska-Nguyen
Projekt okładki: AnoMalia art studio
Główny realizator projektu "Kanon literatury wspomnieniowej Żydów polskich":
Katedra Judaistyki im. Tadeusza Taubego
Uniwersytet Wrocławski
50-266 Wrocław, ul. Św. Jadwigi 3/4
Kierownik projektu: Marcin Wodziński
Koordynacja ze strony Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN: Marta Markowska
Copyright ? by Wydawnictwo Naukowe PWN SA and Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
and Katedra Judaistyki im. Tadeusza Taubego, Uniwersytet Wrocławski, Warszawa 2025
eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2025 r. (Wydanie I)
Warszawa 2025
ISBN 978-83-01-24756-0
Wydawnictwo Naukowe PWN SA
02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2
Tel. 22 69 54 321, faks 22 69 54 031
Infolinia 801 33 33 88; e-mail: pwn@pwn.com.pl; www.pwn.pl
Wydawca: Katarzyna Rosińska
Produkcja: Mariola Grzywacka
Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.: Michał Latusek
http://zydzi.autobiografia.uni.wroc.pl
Publikacja jest możliwa dzięki wsparciu Taube Philantropies, William K. Bowes, Jr. Foundation oraz Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce, w ramach projektu Global Education Outreach Program prowadzonego przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
Projekt finansowany przez Ministerstwo Edukacji i Nauki w ramach Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki
Wstęp
Pokolenie poznańskich Żydów urodzonych u progu ostatniej ćwierci XIX wieku było świadkiem przeobrażeń, które nadały ich małej ojczyźnie niespotykanego wcześniej modernizacyjnego rozpędu. Doświadczali oni nie tylko zmian o podłożu demograficznym czy gospodarczym, lecz także głębokich przeobrażeń cywilizacyjnych. Proces ten najbardziej uwidaczniał się w Poznaniu, stolicy silnie zróżnicowanej pod względem narodowościowo-wyznaniowym i społeczno-kulturowym prowincji, pozostającej przez lata synonimem wschodnich rubieży Prus. Miasto to w wyraźny sposób wpłynęło na życiorysy dwóch żydowskich prawników: Maxa Kollenschera (1875-1937) i Bertholda Haasego (1874-1938). Obaj się w nim wychowali, choć tylko pierwszy z nich się w Poznaniu urodził, i spędzili cztery dekady życia. Drogi życiowe, którymi podążali, były nie tylko ściśle powiązane z losami lokalnej społeczności żydowskiej, lecz przebiegały przez sam środek kluczowych dla miasta i regionu wydarzeń społeczno-politycznych, z rewolucją niemiecką 1918 roku, powstaniem wielkopolskim i masową emigracją Żydów z Poznańskiego jako ich dramatyczną kulminacją. Ich życiorysy doskonale odzwierciedlają dylematy związane z żydowską tożsamością religijno-narodową i jej przeobrażeniami, kwestią szczególnie aktualną na przełomie XIX i XX wieku.
Żydzi w Poznańskiem
Opisywane w relacjach Maxa Kollenschera i Bertholda Haasego wydarzenia obejmują ponad sto lat. Był to niezwykle ważny okres w dziejach poznańskich Żydów. W XIX wieku podlegali oni bowiem procesom emancypacyjnym i modernizacyjnym, które stanowią integralne tło ich opowieści. W chwili utworzenia w 1815 roku Wielkiego Księstwa Poznańskiego (w połowie XIX wieku przemianowanego przez władze pruskie na Prowincję Poznańską) zamieszkująca je ludność żydowska stanowiła ponad 40% wszystkich Żydów w Prusach[1]. Kluczowe dla jej statusu prawnego było tymczasowe rozporządzenie z 1833 roku. W pierwszych dekadach panowania pruskiego poznańscy Żydzi byli całkowicie wyłączeni z udziału w życiu publicznym i mimo odebrania gminom żydowskim autonomii z okresu przedrozbiorowego nadal funkcjonowali na zasadach odrębnej społeczności[2]. Dopiero wspomniany akt prawny wprowadzał możliwość starania się o tzw. naturalizację, która pozwalała cieszyć się niektórymi prawami obywatelskimi. Warunki ubiegania się o status Żyda naturalizowanego były jednak dość surowe. Należało m.in. zadeklarować używanie w życiu publicznym języka niemieckiego, przyjąć stałe nazwisko, posyłać swoje dzieci do szkół państwowych, a także wykazać się posiadaniem nieruchomości lub znacznego kapitału[3]. W okresie poprzedzającym przyznanie pełnego równouprawnienia Żydzi naturalizowani zyskiwali swobodę udziału w życiu społecznym i gospodarczym, co miało szczególnie znaczenie w prowadzeniu interesów. Był to zarazem czas rosnącego napływu ludności żydowskiej z mniejszych ośrodków do stolicy prowincji, która naturalizowanych przybyszów dopuszczała do prawa miejskiego. Liczba mieszkających w Poznaniu Żydów wzrastała systematycznie aż do lat sześćdziesiątych XIX wieku, gdy osiągnęła około 20% ogółu mieszkańców[4]. Zapewne względnie duże miasto, jakim wówczas był Poznań, bardziej sprzyjało spełnieniu wymogów naturalizacji. Po upływie dekady od wydania rozporządzenia niemal połowa tutejszych Żydów należała już do tej kategorii[5].
Był to jednak dopiero wstęp do właściwej fazy emancypacji, ponieważ w tym czasie status ludności żydowskiej określało jeszcze ponad dwadzieścia różnych regulacji prawnych[6]. Następne lata przyniosły wiele aktów konstytucyjnych, które teoretycznie nadały Żydom pruskim, w tym i poznańskim, pełnię praw. Jednak podniesiona do rangi zasady ustrojowej w Prusach idea "państwa chrześcijańskiego" degradowała tę grupę ludności do roli obywateli drugiej kategorii. W wymiarze praktycznym oznaczało to odsunięcie Żydów od wyższych stanowisk w administracji państwowej, sądownictwie, armii i na uniwersytetach[7]. Mimo formalnego zakończenia procesu równouprawnienia w 1869 roku na mocy aktu emancypacyjnego Związku Północnoniemieckiego ludność żydowska napotykała w dalszym ciągu różne formy wykluczenia.
Wielu Żydów czyniło jednak użytek z nowych możliwości awansu społecznego, zawodowego czy aktywnego wkroczenia do miejskiej sfery publicznej. Paradoksalnie wraz z pojawieniem się czynników prowadzących do ożywienia społeczności żydowskiej w Poznańskiem jej liczebność zaczęła systematycznie się zmniejszać. Od drugiej połowy XIX wieku malała ona wskutek migracji do innych części Niemiec, głównie do Berlina i Wrocławia, oraz Ameryki, dokąd Żydzi wyjeżdżali w poszukiwaniu lepszych perspektyw zawodowych i zarobkowych[8]. Dotyczyło to przede wszystkim mieszkańców mniejszych miejscowości. Według danych z 1910 roku ludność żydowska w Poznaniu nie przekraczała 3,6% ogółu mieszkańców (niewiele ponad 5,5 tys. osób)[9]. Jednak pomimo stałego spadku liczby Żydów w Poznańskiem, nastąpił wyraźny wzrost ich potencjału, głównie ekonomicznego. W porównaniu z pierwszą połową XIX wieku znacząco podniósł się także poziom ich wykształcenia. Przedstawiciele generacji wchodzących w dorosłość pod koniec XIX wieku byli dużo lepiej wyedukowani od swoich ojców. Kończyli szkoły średnie (głównie gimnazja) i uniwersytety (najczęściej w Berlinie lub we Wrocławiu), korzystając z dostępnej w tym zakresie ścieżki awansu społecznego. W konsekwencji następował stopniowy przepływ Żydów z tradycyjnych gałęzi gospodarki, takich jak handel i rzemiosło, w kierunku przemysłu i wolnych zawodów. W ramach tej ostatniej grupy spory odsetek stanowili prawnicy i lekarze[10].
W następstwie wspomnianych przeobrażeń Żydzi stawali się coraz istotniejszą częścią poznańskiej warstwy mieszczańskiej, w tym jej najzamożniejszych sfer. Przekładało się to bezpośrednio na udział żydowskich elit gospodarczych w samorządzie miejskim stolicy prowincji. Lokalna działalność komunalna była z jednej strony elementem procesu kolektywnego przyswajania przez Żydów modelu kultury mieszczańskiej, z drugiej zaś strony formą zagospodarowania "energii obywatelskiej", dla której niewystarczającym ujściem były tradycyjne bractwa żydowskie czy organy gminne[11]. Aktywizacja polityczna żydowskich elit była możliwa dzięki wprowadzonej w 1853 roku nowej ordynacji miejskiej, która obowiązywała do końca rządów pruskich w Poznańskiem. W myśl jej postanowień podstawą wyboru do Rady Miejskiej był cenzus majątku i wykształcenia. To, w której z trzech ustanowionych wówczas klas znalazł się wyborca, zależało od wysokości płaconych przez niego podatków lub poświadczonego wykształcenia. Rozdział mandatów między przedstawicieli owych grup utrwalał przewagę warstwy najbogatszych i wyedukowanych w niemieckich uniwersytetach. Do roku 1918 w Poznaniu, w którym od lat siedemdziesiątych XIX wieku Polacy stanowili ponad połowę ludności, w tutejszej Radzie Miejskiej bezwzględną przewagę posiadali Niemcy oraz Żydzi. Ci ostatni zajmowali w niej około jednej trzeciej miejsc. Przez cały ten okres wiązali się z niemieckimi liberałami, którzy politycznie zagospodarowali miejscowe środowisko mieszczańskie[12].
Ludność żydowską zarówno Poznania, jak i całej prowincji cechowało zróżnicowanie pod względem religijnym. Od pierwszej połowy XIX wieku główna linia podziału przebiegała między przedstawicielami żydowskiej ortodoksji a zwolennikami reformowanego judaizmu. Nie prowadziło to jednak do formalnego wyodrębniania się nowych niezależnych wspólnot religijnych, co było cechą charakterystyczną dla Poznańskiego. Lojalność wobec gminy była silniejsza niż wewnętrzne konflikty, które ujawniały się m.in. podczas wyboru rabina[13]. Zdecydowana większość Żydów Poznańskiego utrzymywała swoje przywiązanie do tradycji religijnej. Świadczyły o tym m.in. istniejące przy wielu gminach bejt midrasze (domy studiów religijnych) i jesziwy (wyższe szkoły talmudyczne). Nauczanie talmudyczne było w Poznańskiem znacznie bardziej powszechnym zjawiskiem niż w innych częściach Prus[14]. Wielkim autorytetem moralnym, a zarazem surowym strażnikiem ortodoksji był słynny rabin Poznania Akiba Eger[15]. Prowadzona przez niego jesziwa należała w pierwszej połowie XIX wieku do największych i najsławniejszych w Europie. Schedę po Egerze przejęły pokolenia wykształconych przez niego uczniów, którzy później przewodzili gminom w różnych częściach kontynentu[16]. W kolejnych dekadach XIX wieku urząd rabina w Poznaniu utrzymał wysoki status społeczny. Autorytetem wśród współwyznawców, niezależnie od reprezentowanego przez nich odłamu judaizmu, cieszył się Wolf Feilchenfeld[17], który przez ponad czterdzieści lat piastował funkcję rabina poznańskiej Gminy Jedności (Einheitsgemeinde[18]). Był on świetnym organizatorem oraz fundatorem licznych instytucji gminnych. Zainicjował starania na rzecz budowy nowej synagogi, dzięki którym w latach 1905-1907 wzniesiono na obrzeżach Starego Miasta imponujących rozmiarów bóżnicę. Przejęła ona funkcję po rozebranym kompleksie starych synagog, z których najstarsza pamiętała jeszcze przełom XV i XVI wieku. Następcą Feilchenfelda, a zarazem ostatnim rabinem ortodoksyjnym okresu pruskiego, został Jacob Freimann[19], którego urzędowanie przypadło na trudne lata pierwszej wojny światowej i gwałtownego przesilenia politycznego lat 1918-1920[20].
W ideowej opozycji do środowisk konserwatywnych znalazła się grupa zwolenników reformy religijnej. Swoje przekonania wywodzili oni z osiągnięć żydowskiego oświecenia (haskali), wraz z zapoczątkowanymi przez nie procesami sekularyzacyjnymi, i postulowali dostosowanie zasad judaizmu do wymogów nowoczesności. W aspekcie zewnętrznym najbardziej uwidaczniało się to w podjęciu reform w dziedzinie liturgii i wyglądu synagog. W Poznaniu postępowcy zrzeszali się w powstałym w połowie XIX wieku stowarzyszeniu o nazwie Izraelicka Gmina Braci (Israelitische Brüdergemeinde)[21], która odwoływała się do tradycji założonego w 1815 roku bractwa Chewra Bachurim[22]. Reprezentowali oni głównie zamożniejsze warstwy społeczności żydowskiej oraz inteligencję. W 1857 roku zwolennicy reform wybudowali własną synagogę[23], do której wprowadzono organy oraz chór. Powołali także własnego rabina, którym został Joseph Perles[24]. Był to kaznodzieja, a zarazem autor rozpraw naukowych z dziedziny judaistyki, co odpowiadało oczekiwaniom postępowych wiernych. Jego następcą na urzędzie został również uczony, Philipp Bloch[25], który swoje obowiązki w Poznaniu wykonywał przez pół wieku[26]. Wykazywał on poglądy umiarkowanie liberalne, czym wpisywał się w ogólny charakter środowiska poznańskich reformatorów. Zresztą nie mogło być inaczej, skoro, jak zauważają także autorzy wspomnień, Gmina Braci przez cały okres istnienia pozostała prywatnym stowarzyszeniem, które funkcjonowało w ramach konserwatywnej Gminy Jedności i często było przez nią wspierane finansowo. Istotną cechą poznańskiej społeczności była wpływowa pozycja zwolenników liberalizmu w organach żydowskiego samorządu.
Pozostający w kręgu oddziaływania pohaskalowych idei liberalnych poznańscy zwolennicy reform w sferze żydowskiej kultury i obyczajowości usiłowali pogodzić szacunek do dziedzictwa przodków z potrzebami modernizacyjnymi. Oznaczało to również poszukiwanie dróg zbliżenia się do chrześcijańskiej części społeczeństwa. W tym samym kierunku podążała odgórnie realizowana polityka emancypacyjna państwa pruskiego. Dalekosiężne konsekwencje miało wprowadzenie w latach dwudziestych XIX wieku przymusu szkolnego, który przyczynił się do stopniowej likwidacji chederów (szkół religijnych). Odtąd niemal wszystkie dzieci żydowskie otrzymywały państwowe wykształcenie elementarne. Dzięki temu używanie języka niemieckiego stopniowo rozpowszechniło się nawet wśród ubogiej części wyznawców judaizmu. W literaturze podkreśla się, że w drugiej połowie XIX wieku większość poznańskich Żydów podlegała procesowi przyswajania kultury niemieckiej - choć wskazuje się też na przykłady ich związków z kulturą polską. Mieli oni zarazem zachować swoją specyfikę jako grupa odrębna, stając się hybrydą lub kulturowym pomostem między żydowskim wschodem i zachodem[27].
Wśród nowszych prac analizujących formy integracji czy akulturacji Żydów w społeczeństwie chrześcijańskim w Prusach panuje zgodność co do tego, że w ciągu XIX wieku to wartości mieszczańskie, takie jak wykształcenie, stały się decydującymi sposobami wyrażania żydowskiej przynależności. Żydowskość, zamiast zniknąć w epoce modernizacji, ulegała przeobrażeniom[28]. Warto pamiętać, że w okresie zaborów i państwowego niebytu Polski ukierunkowanie na Prusy-Niemcy i niemiecką kulturę było zjawiskiem nieuchronnym dla wspólnoty, która dążyła do pełnego udziału w życiu politycznym i społecznym[29]. Zresztą w pewnym stopniu proces ten dotykał również przedstawicieli ludności polskiej[30]. Część najzamożniejszych i najlepiej wykształconych Żydów poznańskich uważała się za "obywateli niemieckich wyznania mojżeszowego". Jednak również w ich przypadku kwestia przynależności cechowała się heterogenicznością. Wiadomo, że nie stali oni przed alternatywą postrzegania siebie jako elementu chrześcijańskiej wspólnoty miejskiej albo społeczności żydowskiej[31]. Przynależność do tej ostatniej nie wykluczała bowiem lojalności wobec innych środowisk społecznych, politycznych czy kulturowych. Można zatem założyć, że w Poznaniu zachodziło podobieństwo do sytuacji Żydów wrocławskich, których w stosunkach z ludnością nieżydowską cechowała, w zależności od okoliczności, wielość identyfikacyjna[32].
Przełom XIX i XX wieku przyniósł zmiany w obrazie społeczności żydowskiej Poznańskiego. W jej - z początku nielicznej, lecz stopniowo powiększającej się - części zrodziła się potrzeba poszukiwania nowych rozwiązań w obliczu narastających wyzwań o charakterze społecznym, ekonomicznym i kulturowym. W tym czasie w Europie Środkowej i Wschodniej rodził się nowoczesny żydowski ruch polityczny. Jednym z jego przejawów był nurt odrodzenia narodowego, który przyjął postać syjonizmu. W jego programie poza hasłem powrotu do Erec Israel[33] znalazł się postulat odrzucenia dotychczasowych dróg żydowskiej modernizacji i wszelkich form asymilacji. Na terenie Poznańskiego syjonizm zdobył najwięcej zwolenników w stolicy prowincji, do czego przyczyniła się działalność jednego z autorów wspomnień, Maxa Kollenschera. Choć wiele wątków związanych z rozwojem tego ruchu wymaga jeszcze zbadania, wiadomo, że miejscowa organizacja syjonistyczna należała do jednej z prężniej działających w ówczesnych Niemczech[34]. Okoliczność ta spotykała się z niechęcią liberalnego i zsekularyzowanego żydowskiego mieszczaństwa, którego głos wybrzmiewa we wspomnieniach Bertholda Haasego. Interesy tego środowiska były zbieżne z programem Centralnego Związku Niemieckich Obywateli Wyznania Mojżeszowego[35], który także miał swój oddział w Poznaniu.
Biografie równoległe - czas dzieciństwa i nauki szkolnej
Autorzy wspomnień byli niemal rówieśnikami. Starszy, Berthold Haase, urodził się 30 kwietnia 1874 roku[36] w Kórniku. Młodszy, Max Kollenscher, urodził się 27 września 1875 roku w Poznaniu. Kórnik, oddalony od stolicy prowincji około 20 kilometrów, był niewielkim dwuipółtysięcznym miasteczkiem zamieszkiwanym przez Polaków, Niemców oraz Żydów, słynącym z położonego nieopodal okazałego zamku, własności hrabiów Działyńskich[37]. Z kolei blisko sześćdziesięciotysięczny wówczas Poznań, największy ośrodek regionu, był miastem bardzo specyficznym. Od kilkudziesięciu lat życie toczyło się tutaj w cieniu twierdzy. Decyzja władz pruskich o budowie w mieście fortyfikacji wynikała zarówno z obaw przed zagrożeniem z zewnątrz (ze względu na bliskość rosyjskiej granicy), jak i przed buntem polskich mieszkańców. Od lat siedemdziesiątych XIX wieku w Prusach w coraz większym stopniu dochodziło do głosu myślenie w kategoriach niemieckiego państwa narodowego. Wśród różnych form realizacji tej idei kluczowe okazało się dążenie władz do osłabienia pozycji Kościoła katolickiego (polityka kulturkampfu), usuwanie ze szkół, sądów i administracji ostatnich przyczółków języka polskiego, a także wydalenie za wschodnią granicę tysięcy mieszkających w Prusach osób bez obywatelstwa (wśród nich część stanowili Żydzi)[38]. Na tym tle następowały przemiany świadomości w społeczności polskiej, wśród której budziło się poczucie solidarności i pogłębiała niechęć do wrogiego, obcego państwa. Tymczasem w stolicy prowincji odsetek Polaków systematycznie rósł, dochodząc pod koniec XIX wieku do poziomu 60%[39]. Inną osobliwością Poznania był przerost warstwy urzędników, w zdecydowanej większości Niemców, spośród których wielu pochodziło spoza Wielkopolski. Miasto nie było przez nich traktowane jako miejsce do zrobienia kariery i raczej odrzucało swoją prowincjonalnością. Nie pomagały nawet odgórne zachęty w postaci wypłacanych przez władze "dodatków wschodnich". Wielu urzędników po odbyciu przymusowego etapu na drodze zawodowego awansu "uciekało" ze wschodu[40]. Na klaustrofobiczną atmosferę miasta zwracał uwagę Adolf Warschauer, żydowsko-niemiecki historyk, który w 1882 roku przeniósł się do Poznania z Wrocławia. Jak przyznawał, nowe miejsce pobytu zrobiło na nim dość posępne wrażenie[41]. Prawdziwy przełom przyniósł dopiero początek XX wieku. Za sprawą przyłączenia przedmieść i zniesienia twierdzy Poznań przekroczył granicę 100 tysięcy mieszkańców. Liczne nowe inwestycje, w tym budowa reprezentacyjnej dzielnicy cesarskiej, wprowadziły miasto na tory dynamicznego rozwoju, który trwał aż do wybuchu pierwszej wojny światowej. Na tle ówczesnych przemian rozgrywała się swoista "gra" o miasto, w której państwowa polityka wspierania niemieckości "kresów wschodnich" (Hebungspolitik)[42] natrafiała na coraz silniejszą reakcję ze strony polskiego ruchu narodowego.
Zarówno Kollenscher, jak i Haase pochodzili ze średniozamożnych rodzin ortodoksyjnych, które co najmniej od kilku generacji związane były z Wielkopolską. Ze wspomnień pierwszego z nich wiadomo, że panujący w domu religijny konserwatyzm łączył się z ukierunkowaniem na polityczny liberalizm. Ojcowie autorów trudnili się zawodami tradycyjnie kojarzonymi ze społecznością żydowską - Julius Kollenscher był drobnym kupcem prowadzącym interesy zbożowe, Izydor Haase zaś właścicielem destylarni likierów oraz gospody. Na wstępie swoich wspomnień Berthold Haase dość obszernie scharakteryzował związki rodowe przodków. Z pradziadkiem ze strony ojca, Ascherem Haasem, prowadzącym jeszcze w XVIII wieku gospodę w miasteczku Murowana Goślina, wiązały się barwne legendy rodzinne. Z jednej strony miał on wykazać się obrotnością w interesach w czasach napoleońskich, czego symbolem była rodowa "relikwia" - francuska filiżanka używana ponoć przez samego cesarza. Z drugiej strony wśród potomnych krążyły opowieści o nieustępliwej naturze pradziadka. Miała ona w pełni objawić się w historii jakby żywcem wyjętej z Szekspirowskiego dramatu. Oto bowiem w konflikt panujący między rodami Haase i Feiler wplątana została miłosna relacja między przyszłymi dziadkami autora - Robertem Haasem oraz Henriettą Feiler. Związek ten ostatecznie doszedł do skutku, jednakże pradziadek autora z tego powodu wyrzekł się własnego syna. Wspomnienie mieszczańskiego domu dziadków Haase to przede wszystkim obraz pracowitości, mądrości życiowej i rodzinnego ciepła roztaczanego przez babcię Henriettę. Z kolei najbardziej namacalną pamiątką po dziadku Robercie był jego patent naturalizacyjny, jeden z cennych artefaktów zgromadzonych w rodzinnym archiwum.
Rodzina ze strony matki Bertholda Haasego - Oelsnerowie - pochodziła ze Śląska. XVIII-wiecznym protoplastą rodu był prapradziadek autora, Mordechaj Markus Oelsner, rabin w Twardogórze. Jeden z jego synów, Jechiel, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach przeniósł się w początkach XIX wieku do podpoznańskiego Kórnika. Tam na świat przyszedł dziadek autora, Louis Liebmann Oelsner, który dzięki pomocy berlińskich krewnych zdobył kupieckie wykształcenie. Pozwoliło mu ono, po powrocie do rodzinnego Kórnika, z sukcesem prowadzić sklep z wyrobami bławatnymi i galanteryjnymi. Kupiecka specjalizacja znalazła kontynuację w następnym pokoleniu Oelsnerów. Syn Louisa i Pauliny z domu Stolzman, Michaelis, założył przy poznańskim Starym Rynku znaną manufakturę odzieżową[43]. Jednak większość z sześciorga rodzeństwa Oelsner, w tym matka autora, Rosa, pozostała w rodzinnym miasteczku. Po ślubie rodzice Bertholda Haasego zamieszkali w Kórniku. Po roku na świat przyszedł ich najstarszy syn Martin. Następny w kolejności był Berthold, po którym urodził się jeszcze o trzy lata od niego młodszy Alfred. Rodzeństwo było bardzo ze sobą zżyte. Autor mocno przeżył niespodziewaną śmierć starszego brata, który w czasie studiów medycznych we Wrocławiu nabawił się nieuleczalnego wówczas zapalenia wyrostka robaczkowego. Już w dojrzałym wieku, ale również przedwcześnie, zmarł młodszy brat Alfred. Był on ponoć niezwykle uzdolniony, jednak z powodu pogorszenia się sytuacji materialnej rodziny musiał porzucić marzenia o medycynie. Szybko jednak odnalazł się w bankowości. Haase wielokrotnie podkreślał, że brat był jego najlepszym przyjacielem. Niewątpliwym ciosem dla niego była przedwczesna śmierć matki. Po kilku latach ojciec Haasego zawarł małżeństwo z Berthą z domu Bach, z którą powrócił do Kórnika. Owocem tego związku była przyrodnia siostra autora, Ruth.
Znacznie mniej informacji na temat swojej rodziny zawarł we wspomnieniach Max Kollenscher. Także jego krewni ze strony ojca pochodzili z niewielkiego ośrodka, jakim były wówczas nieco ponad czterotysięczne Szamotuły[44]. W relacji brakuje jednak wzmianek na temat generacji dziadków. Na początku 1875 roku Julius Kollenscher przeniósł się do Poznania i zamieszkał przy ulicy Wielkie Garbary, u rodziny dopiero co poślubionej Berthy z domu Grützner[45]. Jeszcze w tym samym roku na świat przyszedł ich syn Max. Po siedmiu latach rodzina powiększyła się o Leona[46]. Jak zauważył Kollenscher, krąg jego krewnych był stosunkowo nieduży. Ojciec miał tylko jednego starszego brata, Mayera, który na dodatek zawarł małżeństwo z najstarszą siostrą matki autora, Huldą z domu Grützner. Para zamieszkała w Szamotułach, gdzie wuj Kollenschera był członkiem zarządu tamtejszej gminy żydowskiej. Z miasteczkiem tym związała się również druga siostra matki Kollenschera, Lenchen (Helene). Choć autor we wspomnieniach pomija przodków ze strony matki, wiadomo, że jego babką była urodzona w początkach XIX wieku w Poznaniu Rosa Grützner z domu Pinner[47]. Brak urzędowej wzmianki o jej mężu wskazuje, że najprawdopodobniej wcześnie owdowiała. Babka Rosa towarzyszyła rodzinie Kollenscherów w kolejnych przeprowadzkach, które ograniczały się jednakże do bliskiej okolicy. Przez ostatnie lata życia, aż do śmierci w 1896 roku, mieszkała wspólnie z rodzicami Maxa w kamienicy przy ulicy Wielkie Garbary 38 (zgodnie z ówczesną numeracją). Wśród rodzeństwa Berthy Kollenscher był jeszcze jeden brat, Dawid, z zawodu kupiec, o którym (zapewne z powodu jego przedwczesnej śmierci) także nie ma wzmianki w relacji autora[48].
Zarówno Haase, jak i Kollenscher opisywali swoje domy rodzinne jako tradycyjnie żydowskie i mieszczańskie. Ojcowie autorów aktywnie angażowali się w życie duchowe oraz organizacyjne gmin żydowskich - kórnickiej oraz poznańskiej; wykazywali zarazem duże zainteresowanie sprawami świeckimi, wykraczającymi poza świat konserwatywnej ortodoksji. Izydor Haase przez pewien czas był przewodniczącym gminy w Kórniku, a następnie członkiem zarządu Starej Synagogi w Poznaniu. W tym samym kompleksie bóżnic prowadził modlitwy Julius Kollenscher.
Z pewnością ważna dla nich była nowoczesna edukacja własnych dzieci. Autorzy wspomnień oprócz wiedzy religijnej, przekazywanej przez rodziców, a także na lekcjach w szkole elementarnej lub na prywatnych kursach, otrzymali klasyczne wykształcenie gimnazjalne. Haase wspomina, że decyzja rodziców o przenosinach do Poznania była podyktowana przede wszystkim troską o zapewnienie uzdolnionym synom edukacji na odpowiednio wysokim poziomie. Było to, jak zauważa autor, świadome poświęcenie względnie komfortowych warunków życia na rzecz niewiadomej, która, jak się z czasem okazało, doprowadziła do utraty większości rodzinnego majątku. W połowie 1883 roku rodzina Haase opuściła rodzinny Kórnik i zamieszkała przy ulicy Dominikańskiej na poznańskim Starym Mieście. W kolejnych latach dwukrotnie zmieniała adres zamieszkania, przenosząc się do kamienicy przy Wielkich Garbarach, a następnie do kamienicy przy ulicy Wielkiej[49]. Wybór szkoły padł na słynące z doskonałej kadry nauczycielskiej ewangelickie gimnazjum Fryderyka Wilhelma, które miało zarazem charakter niemiecki. Tę samą decyzję podjęli rodzice Maxa Kollenschera, jednak nie znamy przyświecających im motywacji. Placówka od lat cieszyła się dużą popularnością wśród Żydów Poznańskiego, którzy posyłali do niej swoje dzieci nawet z odległych rejonów prowincji[50]. Okoliczność ta mogła także mieć wpływ na decyzje podjęte przez rodziców autorów wspomnień odnośnie do dróg edukacyjnych ich potomstwa.
Haase i Kollenscher nie bez wysiłku pokonywali kolejne stopnie promocji do wyższych klas okupione intensywną nauką i przymusem znoszenia osławionej pruskiej dyscypliny. Przez osiem lat mieszkali przy tej samej ulicy w odległości zaledwie kilkunastu numerów. Nie wiadomo, czy poznali się już na tym etapie życia. W każdym razie ze wspomnień to nie wynika. Na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku w poznańskim gimnazjum żydowscy chłopcy stanowili prawie połowę uczniów[51], a w następnej dekadzie, co potwierdza Kollenscher, odsetek ten utrzymał się. W ramach tej stosunkowo licznej grupy chłopcy należący do różnych roczników mogli więc kojarzyć się jedynie z widzenia. Nauka w gimnazjum humanistycznym trwała dziewięć lat, zgodnie z pruską nomenklaturą: od seksty do prymy wyższej[52]. Niewykluczone, że surowe metody wychowawcze, w tym przymus pamięciowego przyswajania obszernych partii materiału, a także zwyczajna nuda wpłynęły na dość skąpe informacje z tego okresu w relacji Haasego. Znacznie dokładniej swoje lata gimnazjalne wspomina Kollenscher. W jego przypadku można mówić o swoistej ewolucji prowadzącej od aktywnego sprzeciwu, przez bierny opór, do stopniowej akceptacji i w końcu entuzjastycznej aprobaty systemu nauczania. Lata szkolne były okresem, który zaowocował pierwszymi przyjaźniami. Na ich temat również więcej do powiedzenia ma Kollenscher. W większości były to przyjaźnie na tyle mocne, że udawało im się przetrwać próbę czasu. Jak podkreśla autor, "To, że w tej grupie znaleźli się wyłącznie Żydzi, było zupełnie oczywiste" (M. Kollenscher, Wspomnienia, s. 126).
Czas studiów i służby przygotowawczej
Haase i Kollenscher znaleźli się w elitarnym gronie uczniów przystępujących do egzaminu dojrzałości - pierwszy w 1891 roku, drugi zaś trzy lata później. Większość młodzieży opuszczała mury gimnazjalne wcześniej bądź zadowalała się statusem jednorocznego ochotnika[53]. Do matury, która dawała dostęp do zawodów akademickich, przystępowali natomiast najwytrwalsi i najzdolniejsi[54]. W tym przełomowym momencie wykrystalizowało się u autorów postanowienie o podjęciu studiów. W przypadku Kollenschera decyzja została podjęta pod wpływem ojca. Haase, wolą rodziców, których nie było stać na studenckie utrzymanie więcej niż jednego syna, został z początku przeznaczony do nauki praktycznego zawodu kupieckiego. Sytuacja zmieniła się po śmierci starszego brata i (chyba nie do końca udanych) pierwszych doświadczeniach z praktyką w handlu. Autor poczuł wówczas tęsknotę za studiami, którą dane mu było za zgodą rodziców zaspokoić. Zarówno Kollenscher, jak i Haase zdecydowali się na studiowanie prawa. Fakultet ten, obok medycyny, był najpopularniejszym kierunkiem wybieranym przez młodzież żydowską w Prusach. Stanowiła ona kilkunastoprocentowy odsetek wśród przyszłych prawników. Atrakcyjność studiów prawniczych wzrosła szczególnie po 1878 roku, gdy absolwentom umożliwiono prowadzenie wolnej praktyki adwokackiej[55]. W związku z brakiem w Poznaniu wyższej uczelni decyzja o podjęciu studiów była równoznaczna z wyjazdem z miasta. Wybór ośrodka uniwersyteckiego był z punktu widzenia autorów prosty - w grę wchodziły przede wszystkim Wrocław oraz Berlin, najczęstsze kierunki peregrynacji akademickich mieszkańców Prowincji Poznańskiej. W przypadku Kollenschera, ze względu na wolę rodziców i bliskość rodzinnego miasta, wygrał ten pierwszy. Haase zdecydował się na Berlin, choć nie znamy jego bezpośredniej motywacji. Możliwe, że wpływ na decyzję miała obecność w mieście chętnych do pomocy krewnych ze strony matki.
Koniec nauki w gimnazjum, z jego sztywną dyscypliną i nadzorem, a następnie wyjazd z domu rodzinnego do miasta uniwersyteckiego mogły wywoływać u świeżo upieczonego studenta potrzebę odreagowania niedawnego rygoru. Obu autorom udało się jednak dość rozsądnie zagospodarować sferę akademickiej wolności, zważywszy, że w początkowym okresie studiów słuchacze prawa na ogół nie wykazywali szczególnego zapału do nauki[56]. Z dojrzałością podeszli oni do wyboru przedmiotów wykładowych, widząc w nich źródło nie tylko obowiązkowej do opanowania wiedzy, lecz także poszerzania ogólnohumanistycznych zainteresowań. Czas pierwszych dwóch semestrów upłynął im na intensywnym studiowaniu podstaw pojęciowych z zakresu prawa i prawoznawstwa. Do tego dochodziła cała gama przedmiotów teoretycznych, wprowadzających studentów do systemu prawa niemieckiego, które z powodów historycznych należało do niezwykle skomplikowanej materii. Jedną z najważniejszych dziedzin było prawo rzymskie, które pod różnymi postaciami towarzyszyło autorom przez cały okres studiów. W tym czasie mieli oni okazję poznać przekrój nauczycieli akademickich, od wielkich uczonych po nudnych uczelnianych wyrobników. Oprócz regularnego uczestnictwa w wykładach i popołudniowej samodzielnej nauki autorzy starali się, na tyle, na ile pozwalała im studencka kieszeń, czerpać z oferty kulturalnej, jakiej dostarczały nieporównywalnie większe od Poznania ośrodki miejskie. Kollenscher wspomina regularne odwiedziny we wrocławskim Teatrze Lobego, w którym mógł m.in. podziwiać premierę Tkaczy Gerharta Hauptmanna. Haase opisuje wizyty w berlińskich muzeach, na koncertach symfonicznych i w teatrze, w którym dzięki studenckim zniżkom cieszył oczy występami pierwszorzędnych niemieckich aktorów. Czas ten był również okazją do tworzenia nowego kręgu przyjaciół. Oszczędne, zwłaszcza u Kollenschera, studenckie życie towarzyskie umilały wizyty w kawiarniach, a także wielkie zamiłowanie obu autorów do długich spacerów po pięknie urządzonych miejskich promenadach i parkach.
Ważną rolę w życiu akademickim odgrywały korporacje, które swoją publiczną aktywnością przesłaniały niekiedy inne formy działalności studenckiej. Wraz z falą antysemityzmu w Niemczech w latach osiemdziesiątych XIX wieku organizacje korporacyjne, które stały się aktywnym nośnikiem tego zjawiska, zaczęły wykluczać ze swojego grona studentów żydowskich. Wśród miast uniwersyteckich o silnych nastrojach antyżydowskich u studiującej młodzieży negatywnie wyróżniał się Wrocław[57]. W 1886 roku na miejscowym uniwersytecie powołano do życia organizację studentów żydowskich Viadrina, która stała się wzorem dla wielu podobnych inicjatyw w całych Niemczech[58]. Kollenscher wspomina, że chociaż był do tej korporacji usilnie werbowany, nie zdecydował się do niej wstąpić. Miał o tym zaważyć jego wrodzony pacyfizm, choć nie bez znaczenia był zapewne fakt, że ówczesna aktywność korporacyjna zwykle uniemożliwiała regularne uczestniczenie w wykładach[59]. Viadrina skupiała młodzież studencką o nastawieniu liberalnym, jednak wówczas nie miało to dla Kollenschera większego znaczenia. Dopiero kolejne miesiące pobytu we Wrocławiu uświadomiły mu, jak w praktyce miała wyglądać polityka. Kollenscher wspomina o wrażeniu, jakie zrobiła na nim intensywność wrocławskiego życia partyjnego. Na tym tle Poznań, w którym "[polsko-niemiecka] kwestia narodowościowa znajdowała się [...] w centrum wszystkich politycznych zainteresowań i obaw" (M. Kollenscher, Wspomnienia, s. 140) wypadać miał nader blado. Autor z zainteresowaniem uczestniczył w zebraniach i wiecach socjalistów, konserwatystów i liberałów. Jednak najbardziej "swojsko", jak zauważa, czuł się w towarzystwie tych ostatnich.
Zgodnie z przyjętym zwyczajem studenci w Niemczech swoje wykształcenie akademickie zdobywali na więcej niż jednym uniwersytecie. Dla Haasego i Kollenschera decyzja, by po upływie dwóch semestrów zmienić miejsca studiowania, była więc całkowicie naturalna. Obaj autorzy jako cel swojej uniwersyteckiej wędrówki obrali Heidelberg, w którym spędzili semestr letni - Haase w 1893 roku, a Kollenscher w 1895. Jak się później okazało, pobyt w pięknym mieście nad Neckarem uznali za najlepszy okres w swoim życiu. Dla Kollenschera była to okazja do odświeżenia relacji z grupą przyjaciół z Poznania, którzy tak jak on przybyli do Heidelbergu z innych miast uniwersyteckich. Do grona dawnych kolegów z ław gimnazjalnych dołączył wówczas student medycyny Karl Jeremias, z którym po upływie dekady autor współtworzył poznańskie struktury ruchu syjonistycznego. Jak wspomina, "Toczyliśmy wówczas wielkie debaty o Bogu i świecie, polityce i literaturze" (M. Kollenscher, Wspomnienia, s. 152). Wśród poruszanych tematów wiele miejsca zajmowała kwestia żydowska w Niemczech. O wspólnym czasie spędzanym z przyjaciółmi-studentami z Poznania wspomina również Haase. Tak jak Kollenscher, namiętnie łączył on udział w wykładach prowadzonych przez tych samych zresztą profesorów, których słuchał jego młodszy kolega, z wędrówkami w przyjacielskim gronie po urzekających zakątkach Odenwaldu. W odróżnieniu jednak od Kollenschera, którego krąg najbliższych przyjaciół stanowili wyłącznie Żydzi, Haase zawarł wówczas ważną dla siebie z perspektywy czasu przyjaźń z synem ewangelickiego pastora, Wilhelmem Dilloo. Ponurym kontrapunktem dla szczęśliwego okresu heidelberskiego okazała się dla niego śmierć matki. Prawdopodobnie z tego powodu Haase nie kontynuował już uniwersyteckich peregrynacji i powrócił do Berlina. Do stołecznego uniwersytetu na kolejne dwa semestry postanowił natomiast przenieść się Kollenscher. Oprócz znakomitej renomy, jaką cieszyła się berlińska uczelnia, o decyzji autora zaważyła obecność na miejscu wielu jego żydowskich przyjaciół z Poznania. W wyborze wykładów i innych zajęć uniwersyteckich Kollenscher podążał w znacznym stopniu szlakiem pokonanym wcześniej przez Haasego. Podobnie jak starszy kolega słuchał zarówno ciężkostrawnych wykładów słynnych "socjalistów z katedry", jak i przystępnych wystąpień "mistrza wszystkich pedagogów" Ernsta Ecka czy też błyskotliwych wywodów "polihistora" Josepha Kohlera. Czas wolny wypełniały mu spacery i cotygodniowe wizyty w doskonale znanym Haasemu Teatrze Niemieckim. Kollenscher w pamiętniku wiele miejsca poświęca częstym odwiedzinom w niemieckim Reichstagu (Haase o tym nie wspomina). Była to dla niego wspaniała szkoła polityki w praktyce. Istnienie parlamentu niemieckiego z jego demokratyczną ordynacją, głośnymi debatami i powolnym ucieraniem się idei politycznych uznawał on za wielkie osiągnięcie nowoczesnego państwa konstytucyjnego. Było to bowiem forum kształtowania się i wyrażania opinii publicznej, której rządzący nie mogli bagatelizować. Wywoływało to oczywiście zajadłe ataki ze strony wrogów parlamentaryzmu. Oceny Kollenschera nie zmieniał nawet fakt, że w ówczesnym Reichstagu zasiadało kilkunastu posłów należących do partii antysemickich.
Pod koniec XIX wieku studia prawnicze w Prusach oficjalnie trwały sześć semestrów[60]. Wieńczył je egzamin państwowy, który kandydaci składali przed komisją powołaną przed sądem nadziemskim[61] właściwym dla ich miejsca pochodzenia. Ponieważ w Poznańskiem nie było uniwersytetu, przyszłych prawników z tej prowincji kierowano na Śląsk lub Pomorze. Obaj autorzy, podobnie jak większość studentów żydowskich, zdecydowali się na Wrocław. Sam egzamin poprzedzał kilkumiesięczny okres intensywnego "zakuwania", zapamiętany przez Haasego jako nudny i nużący. Nieco jaśniejszy odcień wspomnień Kollenschera z tego okresu brał się zapewne stąd, że wespół z przyjaciółmi znalazł przyjemniejszy sposób na kolektywne przyswajanie wymaganych partii materiału. Po złożeniu pracy pisemnej i egzaminu ustnego przed komisją państwową obaj autorzy ukończyli studia z oceną dobrą - Haase w 1895, a Kollenscher w 1898 roku.
Kolejnym etapem na prawniczej drodze, czekającym po opuszczeniu uniwersytetu, był czteroletni okres aplikantury - bezpłatnej praktyki w różnych instancjach pruskiego wymiaru sprawiedliwości. Pierwszą z nich był sąd rejonowy. Oznaczało to dla autorów dziewięciomiesięczny pobyt w jednym z miast powiatowych Poznańskiego. Haase otrzymał skierowanie do odległego Wyrzyska. Kollenscher zaś trafił do Wronek, co z jego perspektywy wydawało się dość korzystnym rozwiązaniem. Przeprowadzka do prowincjonalnego ośrodka była dla autorów nowym doświadczeniem. Mieli oni już wprawdzie okazję do poczynienia pewnych obserwacji na temat małomiasteczkowych społeczności Kórnika i Szamotuł. Status aplikanta stwarzał im jednak nowe warunki działania. Umożliwiał z jednej strony konfrontację z całym przekrojem spraw sądowych, a także ich specyfiką w odniesieniu do ludności polskiej, niemieckiej i żydowskiej. Z drugiej strony był furtką prowadzącą do środowiska miejscowych elit. Autorzy poznawali więc rytuały rządzące życiem tego mikroświata, ze ściśle ustalonym rozkładem dnia, pełnym osobliwych społecznych konwenansów. Uczestniczyli w mniej lub bardziej sformalizowanych, choć zwykle "obowiązkowych", spotkaniach towarzyskich. Kontakty te dawały pole do przeróżnych obserwacji, których wiele znajduje się w tekście Kollenschera. W obu miasteczkach funkcjonowały dość liczne społeczności miejscowych Żydów. W Wyrzysku ich liczba dochodziła nawet do 25% ogółu mieszkańców[62]. W relacji Haasego nie ma jednak informacji na ten temat, poza opisem życzliwej gościny, jaką otrzymał od żydowskiej rodziny Pelzów, u której zdecydował się zamieszkać. Nieco więcej uwagi wronieckim Żydom poświęca Kollenscher. Choć pozostawał w dobrych stosunkach z wieloma przedstawicielami lokalnej społeczności, to jako całość postrzegał ją niezbyt korzystnie. Raził go brak aktywnego życia żydowskiego w mieście, zwłaszcza gdy porównywał je z pobliskimi Szamotułami.
Jeszcze przed powrotem z prowincjonalnego "zesłania" w życiu Haasego zaszły ważne wydarzenia natury osobistej - poznał swoją przyszłą żonę. Jego wybranką była o trzy lata młodsza[63], pochodząca z rodziny kupieckiej, Paula Schefftel, której dziadek, znakomity hebraista, Simon Baruch Schefftel, przybył do Poznania z Wrocławia. Z opisu autora wynika, że ich związek opierał się na szczerym uczuciu i pełnym zaufaniu. Para pobrała się w 1902 roku, po sześciu latach znajomości. Kollenscher zaś podczas jednej z wizyt u krewnych w Szamotułach około 1900 roku poznał pochodzącą z tego miasta Betty Kaliski. Ze wspomnień autora wyłania się obraz łączącego ich uczucia, które wzbogacał element intelektualnej fascynacji. Kollenscher poślubił o sześć lat od siebie młodszą wybrankę[64] w 1910 roku. Oba małżeństwa doczekały się potomstwa. Rodzina Haase powiększyła się o dwie córki: Margarete i Marianne, które przyszły na świat odpowiednio w 1905 i 1910 roku[65]. Kollenscherom w Poznaniu urodziło się troje dzieci: Ruth (1911), Julius Jehuda (1912) oraz Rubin Heinrich (1916)[66].
Innym wydarzeniem łączącym życiorysy obu autorów było uzyskanie przez nich stopnia doktora. Zasadniczo w środowisku mieszczańskiej inteligencji promocja doktorska była traktowana jako swoiste "pasowanie rycerskie". Stanowiła symbol statusu i przyczyniała się do wzrostu prestiżu jednostki, ułatwiając jej poruszanie się na płaszczyźnie społeczno-towarzyskiej[67]. U obu pamiętnikarzy znaczenie miał też wyniesiony z domu szacunek do nauki, a wraz z nim potrzeba ciągłego poszerzania wiedzy. Poza tym obaj mieli już wówczas na koncie pierwsze publikacje fachowe w czasopismach prawniczych. Różniła ich jednak osobista motywacja. Dla Kollenschera stopień doktorski uzyskany na uniwersytecie w Würzburgu miał być formą legitymacji dla dalszych działań naukowych związanych z prawem i kwestiami żydowskimi. Natomiast Haase miał do doktoratu stosunek ambiwalentny. Jak opisuje,
Odpychał mnie wygodny i lekki sposób, w jaki ta godność akademicka była powszechnie zdobywana. Odczuwałem pewną dumę z tego, że mogłem opublikować uznaną pracę naukową, nie zostając w tani sposób doktorem prawa. Kiedy przygotowywałem się do rozpoczęcia działalności adwokackiej, krewni i znajomi radzili mi, abym mimo wszystko "zrobił doktorat", ponieważ w oczach opinii publicznej będzie to postrzegane jako zaleta, a brak tytułu jako deficyt. Braki te nadrobiłem, doktoryzując się na pięknym, południowoniemieckim uniwersytecie w Tybindze (B. Haase, Moje życie. Co w nim się wydarzyło i jak je przeżyłem, s. 36).
Autor przyznaje w dalszej części wspomnień, że później, w szczególności po przeprowadzce do Berlina, doktorat bardzo mu się przydał.
W kolejnych latach służby przygotowawczej autorzy przebywali w Poznaniu. W tym czasie zdarzały im się jedynie krótkie epizody wyjazdowe do mniejszych ośrodków prowincji w celach zastępstw procesowych, o czym wspomina Kollenscher. Wizyty te dały mu możliwość zapoznania się z lokalnymi środowiskami żydowskimi, ich przeszłością i współczesnością. Dla autora powrót do rodzinnego miasta oznaczał powrót do mieszkania rodziców, którzy potraktowali go honorowo. Udostępnili mu do pracy salon, służący wcześniej wyłącznie do przyjmowania gości. Haase zaś po powrocie z Wyrzyska zdany był tylko na siebie, ponieważ jego ojciec już wcześniej wrócił do Kórnika. W następnych latach autor dość często zmieniał miejsce zamieszkania, pozostając przeważnie w obrębie tzw. Górnego Miasta[68] z krótką przerwą na lokum przy staromiejskiej ulicy Masztalarskiej i samego Starego Rynku[69]. Pod względem zawodowym Haase ocenił okres aplikantury negatywnie. Szczególnie rozczarował go brak merytorycznego wsparcia, jakiego się spodziewał od przełożonych. Wiele energii kosztowało go m.in. oswojenie się z zasadami nowego kodeksu cywilnego[70], w czym wspomagać go mieli przyjaciele-aplikanci. Obszernie o zwyczajach panujących w przyjacielskim gronie młodych żydowskich prawników pisze Kollenscher. Tworzyli oni dość hermetyczną grupę, która spędzała czas na dyskusjach toczonych podczas wspólnych spacerów oraz wizyt w słynnej kawiarni Beely'ego, łącząc w ten sposób potrzeby towarzyskie z naukowo-zawodowymi. Praktyka odbywana w kolejnych poznańskich sądach dała autorowi okazję do poczynienia szczegółowych obserwacji na temat licznych osobliwości panujących w lokalnym środowisku prawniczym. Choć nie ma o tym mowy we wspomnieniach, Kollenscher i Haase mieli wówczas wiele okazji, by na siebie trafić. Grupa żydowskich aplikantów nie była zbyt liczna i nawet przedstawiciele różnych roczników stykali się ze sobą zarówno na sali sądowej, jak i podczas popularnych spotkań hawdalowych (organizowanych na zakończenie szabatu).
Etapem wieńczącym służbę przygotowawczą był dwuczęściowy egzamin asesorski. Wymagał on od autorów stawienia się w Berlinie. Zgodnie z przyjętą praktyką przenieśli się oni na kilka miesięcy do stolicy, by tam intensywnie się przygotowywać, czekając na egzamin. W obu przypadkach wysiłek zakończył się sukcesem. Ze względu na wysoką ocenę Kollenscher został zaproszony na uroczystość organizowaną w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jak wspomina, "W przypadku Niemców-chrześcijan rezultatem takiego spotkania była prośba o pozostanie w służbie prawniczej z propozycją płatnej posady[...]" (M. Kollenscher, Wspomnienia, s. 191-192). Jednak podczas składania gratulacji urzędnik zadał Kollenscherowi jedynie kurtuazyjne pytanie o dalsze plany. Gdy dowiedział się, że ten zamierza praktykować jako adwokat w rodzinnym mieście, odparł, że z uwagi na wyznanie było to dla autora "najlepsze rozwiązanie". W reakcji na to Kollenscher postanowił natychmiast powrócić do Poznania. Ten bolesny dla niego epizod był jednym z przejawów praktyki dyskryminacyjnej, która mimo formalnego równouprawnienia Żydów była powszechnym zjawiskiem w pruskiej administracji państwowej.
W Poznaniu
Obaj autorzy po przyjęciu w poczet poznańskich adwokatów rozpoczęli prywatne praktyki. Dla Kollenschera był to asumpt do opuszczenia mieszkania rodziców i przeprowadzki do jednego z domów przy Starym Rynku, w którym urządził sobie biuro i skromne mieszkanie. Co ciekawe, była to ta sama kamienica, mieszcząca historyczną "Czerwoną Aptekę", w której przez pierwsze dwa lata praktyki adwokackiej mieszkał i pracował Haase[71]. Obaj wspominają początki pracy zawodowej jako bardzo intensywne. Działo się tak z powodu szybko rosnącej liczby spraw, które dane im było prowadzić. Kolejne zlecenia dawały wprawdzie stabilny dochód, ale skutkowały przeciążeniem. Problem ten szczególnie doskwierał Haasemu, który w 1909 roku postanowił zrezygnować z prowadzenia samodzielnej praktyki na rzecz posady obrońcy przy sądzie nadziemskim. Natomiast Kollenscher szybko odnalazł się w nowej roli, która dawała mu wyraźną satysfakcję. Przez jego biuro przewinęli się przedstawiciele wszystkich miejscowych nacji. Autor liczył w szczególności na polską klientelę, w czym miał mu dopomóc specjalnie zatrudniony tłumacz - Polak. Częste wizyty w sądowym pokoju adwokackim dawały mu sposobność obserwowania specyfiki poznańskiego środowiska, w którym nieliczni niemieccy prawnicy robili błyskawiczne kariery, a polska i żydowska większość musiała mierzyć się z przejawami oficjalnego wykluczenia bądź nieformalnej dyskryminacji[72]. Z wieloma poznanymi wówczas polskimi adwokatami los zetknął go ponownie w odmiennych okolicznościach przełomowego roku 1918. Autor świetnie odnalazł się też w roli opiekuna prawniczych stażystów, z których częścią pozostał później w wieloletniej przyjaźni.
Na przełomie stuleci Kollenscher rozpoczął regularną współpracę z liberalną "Posener Zeitung". Gazetę tę znał bardzo dobrze, ponieważ była prenumerowana przez jego rodziców, dla niego zaś stanowiła najwcześniejsze źródło informacji na tematy polityczne. Zapoczątkowane jeszcze w gimnazjum i kontynuowane w czasie studiów zainteresowanie programem niemieckich liberałów zaowocowały poparciem wyrażanym dla Wolnomyślnej Partii Ludowej (Freisinnige Volkspartei)[73], na czele z podziwianym Eugenem Richterem. Artykuły pisane dla poznańskiej gazety, początkowo typowo prawnicze, z czasem zaczęły przyjmować formę "panoram społeczno-politycznych". W tym okresie bez wątpienia liberałem czuł się też Haase, który jednak dość oszczędnie pisze o tym we wspomnieniach. Wiadomo, że bliskie mu były poglądy prezentowane przez jednego z patronów niemieckiego liberalizmu, Friedricha Naumanna. Na początku XX wieku aktywne próby organizacji życia żydowskiego w Poznaniu zaczął podejmować powstały kilka lat wcześniej Centralverein. W 1902 roku zainteresowany kwestią rzeczywistego równouprawnienia Żydów w Niemczech Kollenscher wstąpił do nowo założonej filii tej organizacji. Tak samo uczynili jego przyjaciele. Za sprawą zaangażowania się autora w działalność Loży Amicitia Stowarzyszenia B'nai B'rith[74] - skupiającej przedstawicieli miejscowej żydowskiej elity - posypały się dla niego propozycje wejścia w sferę polityki miejskiej i samorządu gminnego. Aktywność Kollenschera w środowisku liberalnym nie trwała jednak długo. Kością niezgody okazał się stosunek do Polaków. Jednak fundamentalna przyczyna sporu leżała w odmiennym postrzeganiu spraw żydowskich.
Powstałą wówczas ideową próżnię skutecznie zaczął wypełniać syjonizm. Spiritus movens tego ruchu w Poznaniu był poznany przez Kollenschera w Heidelbergu Karl Jeremias. Skupił on wokół siebie krąg młodych żydowskich prawników i kupców, wśród których znalazł się zarówno autor, jak i jego brat Leo. Kierując się sugestią Jeremiasa, aby pozyskiwać zwolenników syjonizmu poprzez organizacje sportowe, Kollenscher zaangażował się w działalność żydowskiego towarzystwa gimnastycznego, którego został z czasem przewodniczącym[75]. W 1903 roku powstała w Poznaniu syjonistyczna grupa terenowa, filia Związku Syjonistycznego w Niemczech. Swoje posiedzenia chętnie odbywała w kawiarni Beely'ego[76]. Jednym z celów, który przed sobą postawiła, było uzyskanie wpływu na prace samorządu żydowskiego w Poznaniu i jego demokratyzację. Oznaczało to podjęcie walki z liberalnym establishmentem w ramach kampanii wyborczej do organów i instytucji gminnych. Wprawdzie przed wybuchem pierwszej wojny światowej syjoniści nie osiągnęli zakładanego celu, udało im się jednak w stosunkowo krótkim czasie zdobyć poparcie co czwartego żydowskiego wyborcy[77]. W tym okresie liczebność struktur syjonistycznych w Poznańskiem również osiągnęła wyraźny wzrost[78]. O prężności lokalnej grupy świadczyło zwołanie do stolicy prowincji XIII ogólnoniemieckiego zjazdu syjonistów w maju 1912 roku. Wiele było w tym zasługi samego Kollenschera, który sprawnie łączył aktywność publicystyczną z działalnością organizacyjną w Poznańskiem i na poziomie syjonistycznej centrali. Jeśli chodzi o Haasego, to swoją ówczesną postawę charakteryzuje on następująco: "W okresie do wybuchu wojny światowej nie byłem aktywny politycznie, choć zawsze żywo interesowałem się polityką. Do 1909 roku nie miałem na to czasu, później zaś nie szukałem specjalnie okazji, gdyż sprawy polityczne, które miałem sposobność śledzić, nie bardzo mi odpowiadały" (B. Haase, Moje życie. Co w nim się wydarzyło i jak je przeżyłem, s. 44). W innym miejscu przyznaje jednak, że zdarzyło mu się wystąpić na łamach "Posener Zeitung" z publiczną krytyką syjonizmu. Zapewne był już wtedy członkiem miejscowej filii Centralverein, choć jego aktywność miała ograniczać się głównie do opłacania składek.
Pierwsza wojna światowa przyniosła gruntowną zmianę sytuacji w Poznańskiem. Ominął je wprawdzie dramat walk frontowych, jednak konflikt zauważalnie wdarł się w codzienność prowincji i jej stolicy. Zarówno Haase, jak i Kollenscher uniknęli powołania do armii. Pierwszy zawdzięczał to funkcji obrońcy przy sądzie wojennym, którą pełnił przez cały okres wojny. Drugiemu prawdopodobnie nie pozwolił na to stan zdrowia. Wojna, jak obaj przyznają, wywróciła ich życie prywatne i zawodowe do góry nogami. Z powodu mobilizacji zarówno prawników, jak i stron procesowych wiele spraw odroczono, by nigdy już do nich nie wrócić. Reżim gospodarki wojennej, zaostrzone przepisy i zła organizacja rodziły dla każdego ryzyko uwikłania się w proces karny. Jak wspomina Kollenscher, " [...] nikt nie miał pewności, co było dozwolone, a co zabronione. Sędzia musiał więc karać za czyny, które sam popełniał lub czyniła to dla niego jego żona" (M. Kollenscher, Wspomnienia, s. 203). Dla Haasego wojna miała oblicze przebywających w Poznaniu francuskich i rosyjskich jeńców wojennych, których zgodnie z konwencją haską bronił przed sądem wojennym. Poza tym, jako przykładny obywatel uczestniczył w inicjatywach i uroczystościach patriotycznych. Z czasem jednak jego zapał uległ osłabieniu, m.in. za sprawą wstrząsu wywołanego motywowanym antysemicko urzędowym spisem Żydów służących w niemieckiej armii. Był to zresztą szok dla całego żydowskiego pokolenia powołanych na front, wśród których wielu było przekonanych o konieczności procesu integracji w sytuacji ich absolutnej lojalności wobec Niemiec[79].
Nowa wojenna rzeczywistość zmilitaryzowała wiele aspektów codziennego życia, ograniczyła także dotychczasową działalność polityczną. Młodzi działacze zostali zmobilizowani lub sami zgłosili się na ochotnika do wojska. W wojennych latach zarówno liberałowie, jak i syjoniści organizowali spotkania ze stacjonującymi w Poznaniu żydowskimi żołnierzami[80]. Dla Kollenschera poważnym ciosem była śmierć w pierwszych miesiącach wojny bliskiego przyjaciela i politycznego mentora, Karla Jeremiasa. Autor wysunął się wówczas w naturalny sposób na pozycję lidera syjonistów w Poznańskiem. Zmiana sytuacji na froncie, w następstwie której wojska niemieckie zajęły ziemie polskie znajdujące się dotąd pod władzą rosyjską, zwróciły uwagę środowisk żydowskich w Niemczech na sytuację tamtejszych współwyznawców. W 1915 roku Kollenscher znalazł się w gronie polityków syjonistycznych zaangażowanych w poprawę warunków reorganizowanego przez władze okupacyjne żydowskiego szkolnictwa[81]. Była to dla niego również okazja do nawiązania cennych relacji z warszawskimi syjonistami. W życiu Haasego doszło w tym czasie do prawdziwego politycznego przełomu. Za namową berlińskich działaczy Centralverein zdecydował się na objęcie kierownictwa poznańskich struktur filii związku. Z dużym animuszem zabrał się do wprowadzania zmian, którym przyświecał cel zwiększenia zainteresowania organizacją wśród miejscowej ludności żydowskiej.
Czas przełomu i emigracji
Z chwilą zakończenia działań wojennych i wybuchu rewolucji w Niemczech Haase i Kollenscher, kierujący konkurencyjnymi wobec siebie organizacjami żydowskimi, znaleźli się w samym środku polsko-niemieckiej walki o miasto. W gorących politycznie dniach listopada 1918 roku poznańscy syjoniści wyszli z inicjatywą, której zadaniem było reprezentowanie interesów i obrona praw narodowych poznańskich Żydów. W kolejnych miesiącach Żydowska Rada Ludowa (ŻRL), stała się ważnym czynnikiem organizacyjnym lokalnej społeczności, dystansując, kontrolowane przez liberałów, oficjalne organy gminy. Dzięki realizacji części postulatów udało się jej krótkotrwale zbudować podstawy pod "jedyny eksperyment żydowskiej autonomii na niemieckiej ziemi"[82]. Postulowany przez nią program zagwarantowania poznańskim Żydom praw mniejszości wyrażał się w szczególności w dążeniu do przeobrażenia żydowskiego samorządu. W centrum zainteresowania, jako jedna z najbardziej pilnych, znalazła się kwestia organizacji niezależnego szkolnictwa. Kollenscher widział w tym szansę na budzenie żydowskiej świadomości przez edukację, a także receptę na zahamowanie emigracji[83]. Procentowały tutaj jego wcześniejsze doświadczenia organizacyjne, zainteresowanie sprawami reformy gminy, a także obserwacje wyniesione z kontaktów ze wschodnioeuropejskimi syjonistami. W tym czasie ukonstytuowała się też Niemiecka Rada Ludowa, która znalazła się na przeciwnym biegunie wobec organizowanej przez Polaków Naczelnej Rady Ludowej. Dla Haasego i żydowskich liberałów skupionych wokół lokalnej filii Centralverein decyzja o odrzuceniu inicjatywy syjonistów i zaangażowaniu się po stronie niemieckiej była oczywista, a wyrazem tego był aktywny udział w pracach niemieckiej organizacji. Ten punkt widzenia był zbieżny z interesami części poznańskich polityków niemieckich, którzy o zakulturowanych "żydowskich współobywatelach" wypowiadali się jako o "rdzennym żywiole" wzmacniającym narodową jedność wśród Niemców w Poznańskiem[84].
Jak wspomina Kollenscher, relacje między ŻRL a reprezentacją poznańskich Niemców z początku układały się zgodnie. Zmiana miała nastąpić dopiero z chwilą, gdy większy wpływ na działania tej ostatniej uzyskali "Niemcy wyznania mojżeszowego". Wówczas relacje te miały ulec pogorszeniu. Kollenscher upatruje w tym jednej z przyczyn, dla których środowiska poznańskich Niemców z rezerwą odnosiły się do aktywności syjonistów z ŻRL. Naturalnie Haase opisuje tę relację z odmiennej perspektywy. Przekonuje, że działacze syjonistyczni nie zdawali sobie sprawy z popadnięcia w zależność od pragmatycznie postępujących polityków polskich, którzy mieli skutecznie konfliktować ich z Niemcami. Rzeczywiście, gdy wskutek wybuchu powstania wielkopolskiego poznańscy Żydzi znaleźli się w centrum polsko-niemieckiego konfliktu, Kollenscher i środowisko skupione wokół ŻRL wyraźnie zadeklarowali neutralność. Chcieli w ten sposób zapobiec nadaniu ludności żydowskiej etykiety stronników jednej z dwóch nacji walczących o prymat. Jeszcze przed eskalacją walk, a także już po wybuchu powstania w grudniu 1918 roku Kollenscher podejmował interwencje zarówno u urzędników niemieckich, jak i polityków polskich na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa w mieście. W Poznaniu rosły obawy przed wybuchem pogromu, które nasilały przypadki antyżydowskiej przemocy obserwowane w różnych częściach prowincji[85]. Także wówczas i z tymi samymi rozmówcami po stronie polskiej spotykał się, działający w imieniu Centralverein, Haase. Również on podkreśla we wspomnieniach swoją polityczną skuteczność i przyczynienie się do spadku panującego w mieście napięcia.
Obaj autorzy, choć powodowani odmienną motywacją, z równym zaangażowaniem prowadzili wielokierunkową działalność w ramach swoich organizacji. Z jednej strony włączali się do działań na rzecz poprawy warunków codziennego życia mieszkańców prowincji. Z drugiej strony prowadzili intensywne działania na polu polityczno-ideowym. Gdy w marcu 1919 roku do Poznania przybyła Komisja Międzysojusznicza, Haase i Kollenscher dostrzegli w tym szansę na prezentację postulatów dotyczących sytuacji niepolskiej ludności Poznańskiego. Ten drugi wręczył przedstawicielom państw alianckich obszerne memorandum, zawierające zestaw zasad nadających kształt prawny żydowskiej autonomii[86]. Z kolei Haase, który spotkał się z członkami komisji niedługo po swym młodszym koledze, w przekazanym dokumencie apelował o wypracowanie w przyszłym traktacie pokojowym międzynarodowych gwarancji, które chroniłyby poznańskich Niemców oraz Żydów przed nierównym traktowaniem ze strony polskich władz. Odrzucał przy tym projekt żydowskiej autonomii narodowej, któremu przeciwstawiał postulat ogólnej niemieckiej autonomii kulturowej. Wspomniana ideowa konkurencja autorów uwidoczniła się jeszcze bardziej przy okazji rozpisanych przez polskie władze wyborów do Rady Miejskiej Poznania. Zdecydowanymi zwycięzcami okazali się Polacy, zdobywając ponad dwie trzecie mandatów. Część Żydów oddała swe głosy na wspieraną przez Haasego listę niemiecką, na której znaleźli się też żydowscy liberałowie (w tym teść autora, Saly Oelsner). Ku ich zaskoczeniu, kandydujący z ramienia ŻRL Kollenscher skutecznie zawalczył o poparcie niezbędne do zdobycia mandatu[87]. Wspominając owe wydarzenia, autorzy, choć nie ma w ich relacjach krytyki z imienia i nazwiska, w najbardziej chyba bezpośredni sposób kierują przeciw sobie ostrze polemiki. Kollenscher wytyka Haasemu, że ten tolerował obecność na niemieckiej liście kandydatów antysemickich. Sam natomiast zostaje oskarżony przez Haasego o brak pomysłu na sensowne wykorzystanie zdobytego przez siebie mandatu. Zaostrzenie stosunków między politykami mogło być w jakimś stopniu echem zerwania w 1919 roku przez kierownictwo Centralverein, prowadzonej przez okres wojny, instytucjonalnej współpracy ze Związkiem Syjonistycznym w Niemczech. Odtąd zwalczanie syjonizmu stało się dla wielu liberałów celem na równi z walką z antysemityzmem[88]. Haase jednak wciąż liczył na wypracowanie jakiejś formy ogólnożydowskiego porozumienia między zwaśnionymi obozami[89].
W kolejnych miesiącach 1919 roku systematycznie rosła liczba Żydów decydujących się na emigrację z Poznańskiego. Przyczyną zjawiska były pogłębiające się trudności ekonomiczne, odcięcie od dotychczasowego społeczno-kulturowego centrum oraz obawy przed antysemickimi represjami. Obaj autorzy dostrzegali wiele obszarów społeczno-gospodarczej i kulturowej dyskryminacji ludności żydowskiej. Mimo apeli kierowanych do polskich władz nie ustawały przeszukania i internowania, które w pierwszej kolejności dotykały przedstawicieli dotychczasowych elit społeczno-politycznych Poznańskiego. Wspomniane represje, choć w różnym stopniu, dotknęły też samych autorów. W lutym 1919 roku na kilka godzin internowany został Kollenscher. Po doprowadzeniu go do gmachu poznańskiego prezydium policji okazało się, że decyzję o aresztowaniu podjęto na niższym szczeblu urzędniczym. Do uwolnienia autora doprowadziła interwencja u czołowych przedstawicieli polskich władz. Z kolei Haase podzielił los kilku tysięcy Niemców i Żydów aresztowanych w czerwcu 1919 roku, spędzając parę tygodni w obozie w Szczypiornie. W jego przypadku próby uwolnienia powiodły się dopiero po podpisaniu przez Niemcy traktatu pokojowego. Autor we wspomnieniach nazywa wprawdzie ten okres ironicznie "pogodnym doświadczeniem", jednak dla innych osadzonych internowanie wiązało się z trudnymi przeżyciami i utratą zdrowia[90].
Wspomniane doświadczenia, zwłaszcza ich traumatyczny wpływ na życie rodzinne, stały się bezpośrednią przyczyną podjęcia przez Haasego decyzji o emigracji z Poznania. Przygotowania do przeprowadzki zajęły mu kilka miesięcy. Stopniowo wygaszał swój udział w pracach Niemieckiej Rady Ludowej, która koncentrowała się w tym czasie na koordynacji masowego ruchu wyjazdowego do Niemiec. Przede wszystkim jednak organizował warunki zamieszkania w Berlinie, do którego przeniósł się wraz z rodziną w styczniu 1920 roku. Kollenscher starał się kontynuować dotychczasową aktywność. Z czasem jednak i w nim zaczęła narastać rezygnacja. Postępująca dezintegracja żydowskiego życia społecznego w Poznaniu ostatecznie przekonała go o nastaniu kresu jego osobistych, zawodowych i politycznych perspektyw w tym mieście. Celem wyjazdu stał się, podobnie jak w przypadku Haasego, Berlin. Autor opuścił rodzinne miasto wraz z żoną i dziećmi na początku sierpnia 1920 roku. W tym czasie na emigrację z samego tylko Poznania zdecydowało się blisko dwie trzecie ludności żydowskiej[91].
Przypisy
[1] L. Trzeciakowski, Polityka władz pruskich wobec Żydów w Wielkim Księstwie Poznańskim, [w:] Żydzi w Wielkopolsce na przestrzeni dziejów, red. J. Topolski, K. Modelski, Poznań 1995, s. 123.
[2] S. Kemlein, Żydzi w Wielkim Księstwie Poznańskim, 1815-1848. Przeobrażenia w łonie żydostwa polskiego pod panowaniem pruskim, tłum. Z. Choderny-Loew, Poznań 2001, s. 40-43.
[3] Tamże, s. 166.
[4] M. Kędelski, Stosunki ludnościowe w latach 1815-1918, [w:] Dzieje Poznania, t. 2, cz. 1: 1793-1918, red. J. Topolski, L. Trzeciakowski, Warszawa-Poznań 1994, s. 229.
[5] S. Kemlein, Żydzi w Wielkim Księstwie Poznańskim..., s. 195.
[6] M.K. Schulz, The Prussian Partition, 1815-1914, [w:] Sources on Jewish Self-Government in the Polish Lands from Its Inception to the Present, red. F. Guesnet, J. Tomaszewski, Leiden-Boston 2022, s. 217.
[7] E. Hamburger, Juden im öffentlichen Leben Deutschlands. Regierungsmitglieder, Beamte und Parlamentarier in der monarchischen Zeit 1848-1918, Tübingen 1968, s. 38.
[8] C. Łuczak, Dzieje gospodarcze Wielkopolski w okresie zaborów, Poznań 2001, s. 37.
[9] M. Kędelski, Stosunki ludnościowe..., s. 229.
[10] K.A. Makowski, Siła mitu. Żydzi w Poznańskiem w dobie zaborów w piśmiennictwie historycznym, Poznań 2004, s. 33.
[11] H. Kozińska-Witt, Żydzi w poznańskiej radzie miejskiej. Uwagi wstępne, "Studia Historica Slavo-Germanica" 28 (2008-2009), s. 228-230.
[12] P. Matusik, Historia Poznania, t. 2, Poznań 2021, s. 140-141.
[13] M.K. Schulz, The Prussian Partition..., s. 216.
[14] E. Sariel, "In the East Lie My Roots. My Branches in the West". The Distinctiveness of the Jews of Posen in the First Half of the Nineteenth Century, "Leo Baeck Institute Year Book" [dalej: LBIYB] 58 (2013), s. 185.
[15] Akiba Eger (1761-1837) - poznański rabin ortodoksyjny (od 1815 r.), którego sława i autorytet wykraczały daleko poza Poznańskie; wybitny uczony i talmudysta, znawca halachy (całokształtu prawa religijnego judaizmu).
[16] R. Witkowski, Rabin Akiva Eger, "Kronika Miasta Poznania" [dalej: KMP] 3 (2006), s. 48.
[17] Wolf Feilchenfeld (1827-1913) - od 1872 r. nadrabin Poznania i Wielkopolski; był świetnym organizatorem oraz fundatorem licznych instytucji gminnych; zainicjował starania na rzecz budowy nowej synagogi, w których wyniku w latach 1905-1907 wzniesiono imponujących rozmiarów bóżnicę na rogu ulic Wronieckiej i Stawnej.
[18] Termin używany przez zwolenników konserwatywnego judaizmu dla określenia poznańskiej gminy.
[19] Jacob Freimann (1866-1937) - nadrabin w Poznaniu (w latach 1914-1928) i w Berlinie (w latach 1929-1937). Z jego inicjatywy Muzeum Judaistyczne w Berlinie zorganizowało wielką wystawę upamiętniającą stuletnią rocznicę śmierci Akiby Egera.
[20] Podstawowe informacje na temat poznańskich rabinów zob. L. Muszyński, B. Bergman, Sylwetki poznańskich rabinów, KMP 3 (2006), s. 14-37.
[21] Wbrew nazwie nie była to osobna gmina, lecz stowarzyszenie skupiające poznańskich wyznawców reformowanego judaizmu.
[22] P. Bloch, Aus der Geschichte der israelitischen Brüdergemeinde zu Posen. Der Kampf des religiösen Liberalismus um Gleichberechtigung im Gemeindeleben zu Posen, "Posener Jüdische Zeitung" 3 (1920), s. 18.
[23] Synagogę reformowaną nazywano niekiedy templem (od niem. Tempel 'świątynia').
[24] Joseph Perles (1835-1894) - jeden z pierwszych absolwentów Żydowskiego Seminarium Teologicznego we Wrocławiu; w latach 1862-1871 kaznodzieja poznańskiej reformowanej Izraelickiej Gminy Braci; w latach 1871-1894 rabin gminy żydowskiej w Monachium; autor rozpraw naukowych z zakresu judaistyki.
[25] Philipp Bloch (1841-1923) - rabin i pisarz historyczny; w latach 1871-1920 stał na czele reformowanej Izraelickiej Gminy Braci w Poznaniu; jeden z czołowych działaczy Związku Liberalnych Rabinów w Niemczech.
[26] L. Muszyński, B. Bergman, Sylwetki poznańskich rabinów..., s. 31.
[27] K.A. Makowski, Siła mitu..., s. 383, 414.
[28] S.E. Wobick-Segev, German-Jewish Spatial Cultures. Consuming and Refashioning Jewish Belonging in Berlin, 1890-1910, [w:] Longing, Belonging, and the Making of Jewish Consumer Culture, red. G. Reuveni, N. Roemer, Leiden-Boston 2010, s. 45.
[29] T. Serrier, Provinz Posen, Ostmark, Wielkopolska. Eine Grenzregion zwiscen Deutschen und Polen 1848-1914, Marburg 2005, s. 75.
[30] W. Molik, Problem akulturacji na pograniczu polsko-niemieckim na przykładzie społeczeństwa polskiego w Poznańskiem w XIX i na początku XX wieku, [w:] tenże, Teksty wybrane. Księga pamiątkowa ofiarowana Profesorowi Witoldowi Molikowi z okazji 70. rocznicy urodzin, red. A. Hinc, J. Kołacki, K.A. Makowski, P. Matusik, Poznań 2019, s. 296-300.
[31] T. Serrier, Provinz Posen..., s. 181.
[32] Koncepcję "sytuacyjnej (sytuatywnej) etniczności" (Situative Ethnizität) tej grupy rozwija w swych badaniach T. van Rahden (Juden und andere Breslauer. Die Beziehungen zwischen Juden, Protestanten und Katholiken in einer deutschen Großstadt von 1860 bis 1925, Göttingen 2000, s. 19-30).
[33] Erec Israel (hebr. 'Ziemia Izraela') - biblijny termin określający Palestynę, obszar, z którym Żydzi łączyli swoją historię i korzenie kulturowe (Ziemia Obiecana); działacze ruchu syjonistycznego nazwą tą określali terytorium objęte mandatem brytyjskim w Palestynie.
[34] Poznańska grupa terenowa była oddziałem Związku Syjonistycznego w Niemczech (Zionistische Vereinigung für Deutschland) - organizacji założonej w 1894 r. w Kolonii (pod tą nazwą od 1897 r.), która była największą organizacją syjonistyczną w Niemczech.
[35] Centralny Związek Niemieckich Obywateli Wyznania Mojżeszowego (Centralverein deutscher Staatsbürger jüdischen Glaubens) - organizacja powstała w 1893 r. z inicjatywy liberalnych i zakulturowanych środowisk żydowskich w Niemczech, której celem było wspieranie równouprawnienia Żydów i przeciwdziałanie antysemityzmowi.
[36] Zob. Archiwum Państwowe w Poznaniu, Akta Miasta Poznania, Kartoteka Ewidencji Ludności [dalej: APP, AMP, KEL], sygn. 14489, k. [karta] 218. Co zaskakujące, autor we wspomnieniach pominął informację o dacie swoich narodzin.
[37] Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 4, Warszawa 1883, s. 922.
[38] C. Łuczak, Dzieje gospodarcze Wielkopolski..., s. 32.
[39] M. Kędelski, Stosunki ludnościowe..., s. 229.
[40] P. Matusik, Historia Poznania, s. 232.
[41] A. Warschauer, Deutsche Kulturarbeit in der Ostmark. Erinnerungen aus vier Jahrzehnten, Berlin 1926, s. 15.
[42] Realizowana przez władze niemieckie polityka podniesienia cywilizacyjnego wschodnich prowincji Cesarstwa.
[43] M. Warkoczewska, Właściciele i mieszkańcy kamienic rynkowych w czasie wielkich przemian na przełomie XIX i XX wieku, KMP 2 (2003), s. 366.
[44] Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 11, Warszawa 1890, s. 777.
[45] APP, AMP, KEL, sygn. 14456, k. 565.
[46] Tamże, sygn. 14630, k. 565.
[47] Tamże, sygn. 14456, k. 565.
[48] Wszystkie informacje o rodzinie Grütznerów za: APP, AMP, KEL, sygn. 14456, k. 565.
[49] APP, AMP, KEL, sygn. 14489, k. 218.
[50] S. Kemlein, Między tradycją a nowoczesnością. Intelektualiści żydowscy w Poznaniu w pierwszej połowie XIX wieku, KMP 2 (1998), s. 78.
[51] W. Molik, Szkolnictwo, [w:] Dzieje Poznania..., s. 439.
[52] W pruskim systemie szkolnym cykl kształcenia w gimnazjach obejmował zazwyczaj sześć klas, w których nauka trwała dziewięć lat. Ich nazwy wywodziły się z języka łacińskiego. Były to (od najniższej do najwyższej): seksta, kwinta, kwarta, tercja niższa, tercja wyższa, sekunda niższa, sekunda wyższa, pryma niższa, pryma wyższa.
[53] Instytucja jednorocznej służby wojskowej dotyczyła absolwentów wyższych klas gimnazjów. Umożliwiała uzyskanie stopnia oficera rezerwy.
[54] W. Molik, Szkolnictwo..., [w:] Dzieje Poznania..., s. 441.
[55] K. Popiński, Studia młodzieży żydowskiej w Uniwersytecie Wrocławskim w latach 1811-1938, [w:] Rola Żydów w rozwoju gospodarczym ziem polskich, red. J. Skodlarski, A. Pieczewski, Łódź 2014, s. 236.
[56] W. Molik, Polscy studenci na uniwersytetach niemieckich od końca XVIII do początku XX wieku, t. 1, Poznań 2016, s. 70.
[57] K. Popiński, Studia młodzieży żydowskiej..., s. 241.
[58] M. Rürup, Ehrensache. Jüdische Studentenverbindungen an deutschen Universitäten 1886-1937, Göttingen 2008, s. 89.
[59] W. Molik, Polscy studenci..., s. 73-74.
[60] Tamże, s. 76.
[61] Sąd nadziemski (zwany też sądem nadziemiańskim lub wyższym sądem krajowym, niem. Oberlandesgericht) był sądem drugiej instancji (odwoławczym) w danej prowincji pruskiej.
[62] M. Drozdowski, Pod pruskim panowaniem (1772-1920), [w:] Dzieje Wyrzyska, red. S. Sierpowski, Poznań 1999, s. 80.
[63] APP, AMP, KEL, sygn. 14489, k. 160.
[64] Tamże, sygn. 14630, k. 571.
[65] Tamże, sygn. 14489, k. 160.
[66] Tamże, sygn. 14630, k. 571-572.
[67] C. Myschor, Wyżsi urzędnicy pruskiej administracji prowincjonalnej w Poznańskiem (1871-1918), Poznań 2014, s. 145.
[68] Górne Miasto (zwane też Nowym Miastem) - obszar reprezentacyjnego śródmieścia Poznania wytyczony na początku XIX w. na zachód od dzisiejszego Starego Miasta.
[69] APP, AMP, KEL, sygn. 14489, k. 160-161.
[70] Kodeks cywilny (niem. Bürgerliches Gesetzbuch, skrót: BGB) - ogólnoniemiecki zbiór przepisów z zakresu prawa cywilnego, uchwalony w 1896 r. i obowiązujący od 1 stycznia 1900 r.; jego wejście w życie doprowadziło do unifikacji niemieckiego prawa cywilnego.
[71] Daty wyprowadzki Haasego i wprowadzenia się pod ten sam adres Kollenschera dzielą od siebie trzy dni, odpowiednio 15.09.1902 r. i 18.09.1902 r.; zob. APP, AMP, KEL, sygn. 14630, k. 572 i APP, AMP, KEL, sygn. 14489, k. 161.
[72] Przed wybuchem pierwszej wojny światowej Żydzi stanowili połowę adwokatów w Poznaniu. W "Kurierze Poznańskim" publikowano wezwania Polaków do zaprzestania korzystania z usług żydowskich prawników, którzy "nienormalnie namnożyli się" w mieście; zob. W. Molik, Polscy prawnicy w dziewiętnastowiecznym Poznaniu. Liczebność - pochodzenie społeczne - wykształcenie, KMP 3 (2008), s. 93-94.
[73] Niemieckie ugrupowanie liberalne działające w latach 1893-1910.
[74] Stowarzyszenie B'nai B'rith (hebr. 'Synowie Przymierza') było międzynarodową żydowską organizacją społeczno-charytatywną założoną w 1843 r. w Nowym Jorku. Działało na podstawie struktury lóż. W Poznaniu aktywne od 1885 r. (pod nazwą Loża Amicitia), organizowało m.in. wakacje dla dzieci z niezamożnych rodzin żydowskich; zob. W. Karolczak, Żydzi stowarzyszeni. Życie organizacyjne gminy żydowskiej w Poznaniu na przełomie XIX i XX wieku, KMP 3 (2006), s. 230.
[75] Kwestia poprawy sprawności fizycznej Żydów jako jednej z dróg do odrodzenia narodowego stała się przedmiotem zainteresowania syjonistów od czasów drugiego kongresu w Bazylei w 1898 r.; zob. G. Eisen, Zionism, Nationalism and the Emergence of the Jüdische Turnerschaft, LBIYB 28 (1983), s. 248-253.
[76] Zebranie żydów syonistów, "Dziennik Poznański" 200 (1908), s. 3.
[77] W.W. Hagen, Germans, Poles and Jews. The Nationality Conflict in the Prussian East. 1772-1914, Chicago-London 1980, s. 317.
[78] W 1909 r. miała osiągnąć poziom 500 członków; zob. Dr. Jeremias, Bericht über den Distrikt Posen für das Jahr 1909, "Jüdische Rundschau" 46 (1910), s. 517.
[79] A. Barkai, "Wehr dich!". Der Centralverein deutscher Staatsbürger jüdischen Glaubens (C.V.) 1893-1938, München 2002, s. 60.
[80] K. Filipowska, Społeczność żydowska Poznania w latach 1914-1918 na łamach berlińskiej "Allgemeine Zeitung des Judentums", KMP 3 (2014), s. 263.
[81] Central Zionist Archives, Cilume ha-tachtewot ben Maks Kollenszer le-wen Dawid Wolfson weha-misradim ha-cijonijim be-Keln uwe-Berlin, List M. Kollenschera z 8.09.1915 r., sygn. AK619\2, [b.p.].
[82] M. Brenner, Religion, Nation oder Stamm: Zum Wandel der Selbstdefinition unter deutschen Juden, [w:] Nation und Religion in der deutschen Geschichte, red. H.-G. Haupt, D. Langwiesche, Frankfurt am Main 2001, s. 598.
[83] M. Moszyński, Początki szkoły żydowskiej w Poznaniu, "Miasteczko Poznań" 2 (2021), s. 33-43. O działalności ŻRL na rzecz przełamania "narodowej obojętności" Żydów Poznańskiego zob. J. Rybak, Jewish Nationalism and Indifference between Posen and Poznań. The Jewish People's Council 1918-1920, LBIYB 65 (2019), s. 107-126.
[84] M. Schmeitzner, Deutsche Polenpolitik am Ende? Alfred Herrmann, der Deutsche Volksrat und die Nationalitätenkämpfe in Posen 1918/19, [w:] Nationalistische Politik und Ressentiments. Deutsche und Polen von 1871 bis zur Gegenwart, red. J. Frackowiak, Göttingen 2013, s. 79.
[85] O przemocy antyżydowskiej i krążących w Poznaniu pogłoskach pogromowych zob. M. Moszyński, Poznański syjonizm i rewolucje. Działalność Żydowskiej Rady Ludowej w relacji Maxa Kollenschera, "Kwartalnik Historii Żydów" 1 (2022), s. 176-178.
[86] M. Kollenscher, Denkschrift des Jüdischen Volksrats Posen betreffs Forderung der Juden in Posen an die zukünftige Staatsverfassung, "Mitteilungs-Blatt des jüdischen Volksrats Posen" [dalej: MBJVP], [wydanie specjalne z 1919 r.], s. 2-3.
[87] Na Kollenschera głosowały 1692 osoby, co stanowiło ponad połowę głosów wyborców żydowskich; zob. K., Frühlingserwachen, MBJVP 3 (1919), s. 32.
[88] S.R. Johnson, From Repudiation to Rapprochement. The "Centralverein deutscher Staatsbürger jüdischen Glaubens" and its relationship with Zionism in the Weimar Republic, "Medaon" 13 (2019), s. 3.
[89] B. Haase, Ausgleich. Ein Wort der Verständigung, "Neue Jüdische Monatshefte" 7/8 (1919), s. 145-149.
[90] O dotkliwych skutkach internowania zarówno dla aresztowanych, jak i ich rodzin wspomina m.in. córka jednego z osadzonych; zob. Leo Baeck Institute Archives [dalej: LBIA], E. Strauss, Ein Leben in vier Welten, sygn. ME 1062, s. 37.
[91] P.J. Wróbel, "Auswanderung". The Exodus of Jews from Greater Poland (Wielkopolska), 1918-1921, "Studia Judaica" 2 (2014), s. 80.