Co wiedzą sowy? - Jennifer Ackerman

Kup ebooka

69.00 zł
55.20 zł (69,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa&Kto by pomyślał?

Uszatka zwyczajna

Co sprawia, że sowy tak bardzo nas fascynują? Zwierzęta te pojawiają się na liczących ponad trzydzieści tysięcy lat malowidłach z jaskini Chauvet we Francji, wśród egipskich hieroglifów, w mitologii greckiej i wśród bóstw japońskiego ludu Ajnu; w rycinach Picassa i w opowieściach o Harrym Potterze, jako posłańcy krążący między światem magii a światem zwyczajnych mugoli. Są obecne w naszych językach i wplecione w powiedzenia. Gdy jesteśmy marudni, uparci lub niechętni do współpracy, mówimy, że jesteśmy "osowiali". Jeśli zarywamy noce, jesteśmy "nocnymi sowami", a z biegiem czasu możemy być "starymi, mądrymi sowami".

W niektórych miejscach sowy dorównują popularnością pingwinom. W innych potępia się je jako złe duchy. To tylko podkreśla dwoistą naturę sów. Są zarazem łagodne i zabójcze, urocze i brutalne, dzikie i zabawne - czasem nawet zachowują się jak figlarze, kradnąc sprzęt fotograficzny albo zrywając ludziom kapelusze. W ich okrągłych głowach i dużych oczach dostrzegamy coś bardzo znajomego, a zarazem wyczuwamy, że są to całkowicie odmienne byty, reprezentujące ciemniejszą stronę tego świata, w którym my sami żyjemy. Większość sów to stworzenia nocne, poruszające się niezauważenie, zdradzające swoją obecność jedynie dziwnymi nocnymi pohukiwaniami i okrzykami. Ich lot jest aksamitnie miękki, a umiejętność polowania, niekiedy odbywającego się w zupełnej ciemności, budzi podziw.

W wielu kulturach sowy uznaje się za istoty będące półptakami i półduchami - stanowiące pomost między światem rzeczywistym a niematerialnym. Symbolizują wiedzę i mądrość, ale też zwiastują nieszczęście, chorobę, a nawet śmierć. Uważano je za proroków i posłańców. Grecy wierzyli, że sowa przelatująca nad polem bitwy zwiastuje zwycięstwo. W folklorze dawnych Indii sowy pojawiały się jako symbole mądrości i proroctwa. Tak samo wśród Nawahów, których mit o stwórcy, zwanym Nayenezgani, przypominał ludziom, że muszą słuchać głosu proroczej sowy, aby poznać przyszłość. Aztekowie uważali sowy za symbol podziemi, a Majowie - za posłańców Xibalby, "miejsca trwogi". W szekspirowskim "Juliuszu Cezarze" Kaska jest przerażony widokiem sowy za dnia, uznając to za omen nadchodzącej śmierci: "Wczoraj ptak nocy o samym południu / Usiadł na rynku i hukał żałośnie"[1].

Sowy występują na wszystkich kontynentach (poza Antarktydą) i w niezliczonych formach w obrębie ludzkiej wyobraźni. A mimo tej wszechobecności naukowcy dopiero niedawno zaczęli je tak naprawdę zgłębiać. Sowy są znacznie trudniejszym obiektem badań niż inne ptaki. Dzięki skutecznemu kamuflażowi pozostają niewidoczne, prowadzą skryty tryb życia i są aktywne wtedy, gdy prowadzenie badań terenowych jest szczególnie utrudnione. Jednak w ostatnich latach badacze zaczęli korzystać z całego zestawu nowoczesnych metod i narzędzi, które pomagają w odkrywaniu ich tajemnic.

Niniejsza książka przedstawia to, co najnowsze odkrycia naukowe ujawniły o tych tajemniczych ptakach - o ich niezwykłej budowie, biologii i zachowaniu, o umiejętnościach łowieckich, zdolności do ukrywania się, oraz zmysłach, które wyróżniają je spośród innych ptaków. Pokazuje, jak badacze odkrywają, w jaki sposób sowy porozumiewają się, zalecają się i rozmnażają, wychowują młode; to, czy kierują się instynktem, czy raczej uczą się na podstawie doświadczenia; dlaczego jedne z nich wędrują, a inne zostają w miejscu przez wszystkie pory roku, a także czego mogą nas nauczyć - nie tylko o swojej naturze, lecz także o nas samych. Przedstawia też nowe spostrzeżenia pochodzące z badań nad sowami żyjącymi na wolności oraz tymi trzymanymi w niewoli - najczęściej rannymi i leczonymi. Specjaliści, którzy żyją i pracują z sowami na co dzień, uczą się rzeczy, których można się dowiedzieć tylko z bliska, w bezpośrednim kontakcie z ptakiem. Rozwijają oni naukę o opiece nad tymi ptakami, a wracające do zdrowia sowy w zamian pomagają edukować ludzi i przyczyniają się do odkrywania jednych z najgłębszych tajemnic dotyczących komunikacji, osobowości, emocji i inteligencji tych ptaków.

Analizując z pozoru "proste" pohukiwania i odgłosy sów, badacze odkryli, że wydawane przez nie dźwięki podlegają złożonym regułom. Dzięki nim ptaki mogą powiadamiać nie tylko o swoich potrzebach, lecz także przekazywać dokładne informacje o swojej tożsamości, płci, wielkości, wadze i stanie emocjonalnym. Niektóre śpiewają w duetach, inne toczą wokalne pojedynki. Potrafią rozpoznawać się nawzajem po głosie. Ich twarze również są pełne wyrazu. Choć wydają się zawsze spokojne i niewzruszone niczym posąg, ich wygląd zmienia się w zależności od nastroju - będąc fascynującym oknem do ich umysłu, jeśli tylko potrafi się je odczytać.

Niektóre sowy migrują, lecz nie tak jak inne ptaki i nie według przewidywalnych wzorców. Niektóre gromadzą zapasy upolowanej zdobyczy w specjalnych kryjówkach. Inne ozdabiają swoje gniazda. Pójdźki ziemne żyją w podziemnych norach, czasem obok nieświszczuków (piesków preriowych), a w obliczu zagrożenia syczą niczym rozdrażnione grzechotniki. Ozdabiają swe gniazda kolbami kukurydzy, odchodami bizonów, strzępami tkanin, a nawet kawałkami ziemniaków. Uszatki zwyczajne odpoczywają w dużych koloniach, które - podobnie jak skupiska jaskółek rdzawoszyich - mogą służyć jako centra wymiany informacji. Naukowcy badający płomykówki odkryli, że pisklęta tych ptaków śpią jak ludzkie niemowlęta - spędzając więcej czasu w fazie REM (czyli w fazie marzeń sennych) niż dorosłe osobniki. Dlaczego? Czy sowy mogą pomóc nam zrozumieć rolę fazy REM w rozwoju mózgu u ptaków i ludzi? Czy sowy mówią przez sen?

Większość sów jest społecznie monogamiczna, tworząc pary lęgowe, ale badania sugerują, że są one również genetycznie monogamiczne - nie angażują się w kopulacje poza parą lęgową - co w świecie ptaków jest rzadkością. Być może tak jest, ale czy naprawdę są tak wierne partnerom, jak to sobie wyobrażamy?

Sowy bywają nazywane "wilkami przestworzy" - i to nie bez powodu. Są bezwzględnymi myśliwymi, polują na gryzonie, ptaki, oposy, a nawet małe sarny czy inne sowy. Czasem jednak żerują na padlinie - od jeżozwierzy po krokodyle i wale grenlandzkie. Kaktusówki jedzą skorpiony, wcześniej odcinając im żądła z jadem, i - podobnie jak inne sowy - większość wody czerpią z pożywienia. Uszatki ciemne, które polują głównie na ptaki, potrafią w trakcie pojedynczego kursu zapewnić sobie obfitą ucztę. Brazylijski ornitolog José Carlos Motta-Junior zauważył, że wykorzystują one odgłosy stadnych ptaków, takich jak polniczki, by je zlokalizować i wyłapać wszystkie po kolei. - Znajdywałem wypluwki z resztkami pięciu, a rekordowo nawet jedenastu ptaków!

Najświeższe badania nad zmysłami sów odsłaniają ich prawdziwe supermoce - zdolności, które pozwalają im nocą odnajdywać ofiarę: niezwykły wzrok i słuch, doskonale precyzyjne lokalizowanie dźwięku oraz niemal zupełnie bezszelestny lot. To przystosowania, które czynią z sów nie tylko szczytowe elementy łańcucha pokarmowego, ale i samej ewolucji. W toku ewolucji częściowo utraciły zdolność rozróżniania barw, za to widzą ruch i światło z niezwykłą precyzją. Dostrzegają też promieniowanie ultrafioletowe - a ich oczy zbudowane są inaczej niż u większości ptaków. Lepsze poznanie ich uszu, określanych przez badaczy mianem "Ferrari wśród narządów słuchu", zrewolucjonizowało nasze rozumienie ptasiego słuchu - a nawet zainspirowało rozwiązania stosowane w diagnostyce słuchu dzieci. Uczeni odkryli, w jaki sposób puszczyk mszarny potrafi zimą schwytać mysz ukrytą głęboko pod śniegiem, kierując się wyłącznie dźwiękiem. Co więcej, okazało się, że część bodźców dźwiękowych sowy przetwarzają w ośrodkach wzroku w ich mózgu - co oznacza, że mogą mieć "optyczny" obraz dźwięku. Szmer poruszającej się myszy może więc jawić im się jako promień światła w ciemnym lesie. A to jeszcze nie wszystko: ich mózg używa matematyki, by wyliczyć dokładne położenie ofiary. Kto by pomyślał?

Według mnie te odkrycia wcale nie odbierają sowom tajemnicy - wręcz przeciwnie, sprawiają, że stają się jeszcze bardziej niezwykłe.

Sowa, jaka jest, każdy widzi?

Nic bardziej mylnego. Różnice między gatunkami, a nawet między pojedynczymi osobnikami w obrębie gatunku, bywają ogromne. To właśnie jedna z przyczyn, dla których chciałam napisać o tej grupie ptaków - by pokazać, jak różnorodne są sowy, jak powstały ich przystosowania i jak wiele indywidualnych cech mają te ptaki.

Większość obiegowych przekonań o sowach okazuje się błędna. Nie wszystkie prowadzą nocny tryb życia, latają bezszelestnie, mają asymetryczne uszy, łączą się w pary na całe życie i nie wszystkie śpią na drzewach w lesie. Niektóre, jak płomykówka duża z australijskiej Niziny Nullarbor, wybierają na nocleg jaskinie. Inne, jak pójdźki ziemne, kopią nory i żyją pod ziemią. Swoją pierwszą sowicę wielką - żywotnego drapieżnika, jedynego australijskiego ptaka zdolnego unieść zdobycz cięższą od siebie - zobaczyłam w samym centrum Sydney, na miejskim drzewie. Niektóre sowy, jak puchaczyk żółtobrzuchy, przywodzą na myśl gęste tropikalne lasy deszczowe, a inne, jak puchacz śnieżny i włochatka zwyczajna, kojarzą się z krajobrazami skutymi lodem. Dlaczego puchacze śnieżne są białe? Przyczyna wcale nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

Sowy są nie tylko skryte i trudne do poznania, lecz także bywają buntownicze, idące na przekór utartym schematom. Zazwyczaj uważa się je za samotnicze zwierzęta, a tymczasem niektóre gatunki tworzą duże skupiska - jak uszatki, które gromadzą się w koloniach. W tropikach w jednym miejscu może żyć nawet siedem gatunków sów tworzących stado. Puszczyk pstry z Ameryki Środkowej i Południowej spotyka się czasem z innymi przedstawicielami swojego gatunku w nocy - tworząc prawdziwy "sowi parlament", którego znaczenie pozostaje tajemnicą.

Sowy zwykle kojarzymy z nocą, ale tylko około jednej trzeciej gatunków poluje wyłącznie po zmroku. Inne są aktywne o zmierzchu. Puszczyk mszarny zazwyczaj poluje nocą, ale w okresie lęgowym zaczyna żerować również za dnia, by nadążyć z karmieniem piskląt. Są też gatunki, które całkowicie łamią ten schemat - sowy jarzębate i sóweczki dwuplamiste polują w biały dzień przez cały rok. Jeśli ktoś ma szczęście, może zobaczyć sowę jarzębatą, jak zawisa w powietrzu nad lasem borealnym niczym pustułka, wypatrując ofiary z odległości pół kilometra, po czym spada z gałęzi i chwyta mysz lub drobnego ptaka.

Sóweczki dwuplamiste są buntowniczkami również pod innym względem. Większość sów składa jaja w kilkudniowych odstępach, przez co pisklęta wykluwają się w różnym czasie. Natomiast u sóweczek dwuplamistych wszystkie młode wykluwają się niemal jednocześnie.

Mnogość zagadek związanych z sowami przyprawia mnie o zawrót głowy. Skąd bierze się ich niezwykła moc oddziaływania na ludzką wyobraźnię? W popularnej opinii uchodzą za mądre, ale czy naprawdę są inteligentne? Czy kierują się tylko instynktem, czy potrafią być ciekawe i pomysłowe? Czy mają emocje? Dlaczego ich oczy - jako jedyne wśród wszystkich ptaków - są skierowane do przodu, podobnie jak nasze? Co sprawiło, że dawni przodkowie sów porzucili dzień na rzecz nocy, i dlaczego niektóre gatunki wciąż polują za dnia? Choć sowy żyją na całym świecie, szczególnie wiele gatunków występuje w południowo-wschodniej Arizonie, zachodnim Meksyku, południowej Azji i południowo-wschodniej Brazylii. Co przyciąga je właśnie tam? I jak radzą sobie z gwałtownymi zmianami klimatu oraz niszczeniem siedlisk?

Na kolejnych stronach tej książki znajdziesz odpowiedzi na te pytania - a także pojawią się nowe. To opowieść oparta na obserwacjach weterynarzy i edukatorów, którzy poznali sowy z bliska, etnoekologów badających to, jak głęboko te ptaki zakorzeniły się w ludzkiej kulturze, biologów i ekologów eksplorujących rolę, jaką odgrywają w przyrodzie i to, jak możemy je chronić. Spotkasz tu ludzi zafascynowanych sowami - niektórych znanych, jak Florence Nightingale, Theodore Roosevelt czy Pablo Picasso, i zupełnie zwyczajnych, jak bibliotekarka z nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, która zbiera wizerunki sów z różnych epok i sama ma jedną z nich wytatuowaną na ciele. Poznasz też armię badaczy amatorów, którzy zrewolucjonizowali naukę o sowach: muzyczkę z Holandii, która wykorzystuje swój słuch absolutny, aby wsłuchiwać się w odgłosy tożsamości, zdrad i rozwodów u puchaczy zwyczajnych, kardiochirurga skupiającego swoją uwagę na subtelnych "czułych rozmowach" pomiędzy parami sóweczek dwuplamistych, aby poznać ich zwyczaje godowe, czy pielęgniarkę z izby przyjęć, która nocami obrączkuje włochatki małe, odnajdując w tym ukojenie po trudach pracy i dostarczając cennych danych o migracjach tych ptaków - niegdyś uznawanych za rzadkie, a dziś (również dzięki pracy takich wolontariuszy) wiadomo, że są zaskakująco pospolite.

I, oczywiście, poznasz naukowców, którzy poświęcili całe swoje życie, by poznać te ptaki. Gdy zapytałam Davida Johnsona, dyrektor Global Owl Project, który przez czterdzieści lat badał sowy, o to, dlaczego je kocha, odpowiedział: "To nie ja wybrałem sowy - to one wybrały mnie". Dobrze, że tak się stało. Od dwóch dekad, wraz z ponad czterystuosobowym zespołem badaczy z całego świata, Johnson pracuje nad ochroną wszystkich gatunków sów na Ziemi.

Ale prawdziwymi bohaterkami tej książki są same sowy. Od tysięcy lat ludzie postrzegali je jako symbole i posłańców. Co mają nam dziś do powiedzenia?

"Jeśli ktoś w ogóle coś wie o czymkolwiek" - mawiał Kubuś Puchatek - "to Sowa na pewno coś o czymś wie". Sowy naprawdę mają nam wiele do opowiedzenia - z oddali, ze swoich gniazd i czatowni w starych lasach, pustyniach i na arktycznych równinach, ale również z bliska, z rąk weterynarzy, rehabilitantów, badaczy i popularyzatorów. Warto ich słuchać.

1&Zrozumieć sowyOdsłaniając tajemnice

Sowy są prawdopodobnie najbardziej charakterystycznym rzędem ptaków na świecie - ich wyprostowana sylwetka, duże okrągłe głowy i ogromne, skierowane do przodu oczy sprawiają, że trudno je pomylić z jakimkolwiek innym stworzeniem. Nawet małe dzieci rozpoznają je bez trudu. Podobnie jest w przypadku wielu innych gatunków - także ptaków, takich jak sikory, modraszki, kruki i wrony - które natychmiast rozpoznają sylwetkę sowy i traktują ją jak wroga. Ale co tak naprawdę - poza tą charakterystyczną formą - sprawia, że sowa jest sową? I jak doszło do tego, że te niezwykłe ptaki stały się właśnie takie?

Dzięki badaniom nad sowami - zarówno gatunkami współczesnymi, jak i wymarłymi - naukowcy próbują prześledzić ich ewolucję i drzewo rodowe aż do samych początków. Sowy pojawiły się na Ziemi w paleocenie, około 55-65 milionów lat temu. Dziesiątki milionów lat później linia ta podzieliła się na dwie rodziny: Tytonidae (płomykówkowate) i Strigidae (puszczykowate). Podobnie jak wszystkie ptaki, wywodzą się z grupy małych, szybko biegających, głównie drapieżnych dinozaurów, które 66 milionów lat temu współistniały ze swoimi większymi krewniakami. Wszystko zmieniło się, gdy w Ziemię uderzyła ogromna asteroida, powodując masowe wymieranie, które doprowadziło do zagłady wszystkich dinozaurów niebędących ptakami. Przetrwały natomiast niektóre linie dinozaurów ptasich, czyli przodków współczesnych gatunków ptaków, w tym także linia prowadząca do naszych bohaterów - sów.

Początkowo sądzono, że sowy są spokrewnione z sokołami i jastrzębiami, ponieważ polują w podobny sposób. Później łączono je z nocnymi ptakami, takimi jak lelki, ze względu na duże oczy i maskujące ubarwienie. Jednak najnowsze badania wskazują, że najbliższymi krewniakami sów nie są ani sokoły, ani lelki, lecz grupa dziennych ptaków, do której należą tukany, trogony, dudki, dzioborożce, dzięcioły, zimorodki i żołny[2]. Sowy najprawdopodobniej oddzieliły się od tej grupy siostrzanej w paleocenie, po zagładzie nieptasich dinozaurów, gdy rozpoczęło się intensywne różnicowanie małych ssaków. Część tych ssaków zaczęła wykorzystywać nocne nisze ekologiczne - a sowy poszły w ich ślady, wykształcając w toku ewolucji zestaw cech pozwalających korzystać z tej nocnej obfitości. Obecnie większość sów ma wiele niezwykłych przystosowań, które odróżniają je od innych ptaków i pozwalają im skutecznie polować po zmroku: liczne komórki w siatkówce oka, umożliwiające widzenie przy słabym świetle, znakomity słuch i miękkie, maskujące pióra, które zapewniają bezszelestny lot. Spośród około jedenastu tysięcy żyjących obecnie gatunków ptaków jedynie 3 procent ma tego typu przystosowania pozwalające polować w ciemności.

W zapisie kopalnym znamy szczątki około setki wymarłych gatunków sów. Należą do nich m.in. Primoptynx - osobliwa sowa, która 55 milionów lat temu szybowała nad dzisiejszym Wyoming i polowała raczej jak jastrząb niż jak sowa, oraz osiągająca niemal metr wysokości płomykówka bahamska, która siała postrach wśród plejstoceńskich ssaków. Jedna ze stosunkowo niedawno wymarłych sów[3], która występowała na wyspie Rodrigues na Oceanie Indyjskim, miała mniejszy mózg niż dzisiejsze sowy, ale za to silnie rozwinięty zmysł węchu, co sugeruje, że mogła polować, kierując się zapachem - a być może nawet żywiła się padliną.

Obecnie znamy około 260 gatunków sów, a liczba ta wciąż rośnie. Sowy żyją w każdym środowisku i na niemal wszystkich kontynentach - od pustyń i stepów, przez tropikalne lasy i górskie zbocza, po ośnieżone tundry Arktyki - i bardzo różnią się między sobą pod względem wielkości, wyglądu i zachowania. Są wśród nich maleńka kaktusówka - drobna sowa przypominająca chochlika, wielkości małej szyszki i ważąca tyle co kilka monet jednozłotowych - oraz masywny puchacz zwyczajny, potrafiący upolować młodego jelenia. Mamy delikatną włochatkę małą, która "fruwa niczym delikatna, wielka ćma", jak pisała Mary Oliver, oraz komiczną, długonogą pójdźkę ziemną (Athene cunicularia), która wykonuje charakterystyczne skłony. Są sowice czekoladowe (Ninox randi) i gołonogi (Margarobyas lawrencii), uszatki kreskowane (Asio solomonensis), które co dziesięć sekund wydają przeraźliwe krzyki, przypominające ludzkie. Mamy pójdźki białobrewe (Athene superciliaris), puchaczyki obrożne (Pulsatrix koeniswaldiana), syczonie ziemne (Megascops guatemalae) i puchacze mleczne (Ketupa lactea) - największe sowy Afryki, wyróżniające się zaskakująco różowymi powiekami. Niektóre sowy, jak wszechobecne płomykówki występujące w wielu formach na całym świecie, noszą zwyczajowe nazwy odzwierciedlające ich mityczną aurę: sowa demon, sowa duch, sowa śmierć, sowa nocna, sowa kościelna, sowa jaskiniowa, sowa kamienna, sowa straszydło, sowa domowa, sowa o małpiej twarzy, sowa srebrna czy sowa złota.

Ku zdumieniu badaczy wciąż opisywane są nowe gatunki sów. Jedna z nich, odkryta wysoko w Andach w północnej części Peru, wprawiła naukowców w osłupienie. To jedna z najrzadszych na świecie sów, zwana wąsówką (Xenoglaux loweryi) - miniaturowa, o długich, delikatnych "wąsach" na głowie i krępych skrzydłach. Jest tak odmienna od innych sów, że umieszczono ją w osobnym rodzaju Xenoglaux (z greckiego "dziwna sowa"). Śpiewa w szybkim tempie, a jej głos opisywano jako "niskie, chrapliwe, przytłumione nuty łUUu lub herr" i występuje wyłącznie w lasach w wysokich Andach między dwiema rzekami. W 2022 roku na Wyspie Książęcej u zachodnich wybrzeży Afryki opisano nowy gatunek, syczka krzykliwego (Otus bikegila), którego łacińska nazwa upamiętnia strażnika parku, który miał kluczowy udział w jego odkryciu. Ponieważ część sów żyje w odizolowanych rejonach - w tropikalnych lasach deszczowych, w górach i na wyspach - gdzie populacje rozdzielone geograficznie różnicują się genetycznie, liczba znanych gatunków może nadal rosnąć.

Wąsówka (Xenoglaux loweryi)

Lepsze poznanie już znanych gatunków również przyczynia się do zwiększenia liczby rozpoznanych taksonów sów i zmienia nasze rozumienie ich drzewa rodowego. Dokładne badania morfologii, wokalizacji i genomu pozwalają naukowcom dostrzec różnice na tyle istotne, by uznać niektóre populacje za odrębne gatunki.

Weźmy na przykład płomykówki. Ta najstarsza linia ewolucyjna wśród sów, prawdopodobnie pojawiła się najpierw w Australii lub Afryce, następnie rozprzestrzeniła się po Starym Świecie, a dziś zamieszkuje niemal wszystkie kontynenty. Ponieważ wyglądają podobnie w całym swoim zasięgu geograficznym, przez długi czas uznawano je za jeden gatunek. Tymczasem badania nad sowami pokazują, że pozory mogą mylić. Badania DNA ujawniły, że Tytonidae - naukowa nazwa płomykówek - to w rzeczywistości złożony zespół co najmniej trzech gatunków, obejmujących łącznie około dwudziestu dziewięciu podgatunków. Niewykluczone, że istnieją także kolejne, żyjące w odległych regionach, które jeszcze nie zostały opisane naukowo. Podobnie, dzięki analizie genetycznej, badacze niedawno wyodrębnili dwa nowe gatunki puszczyków z Brazylii, które wcześniej były zaliczane do innych południowoamerykańskich gatunków: Megascops alagoensis, zamieszkujący lasy deszczowe Atlantyku, oraz Megascops stangiae z Amazonii. Oba gatunki są zagrożone przez wylesianie i grozi im wyginięcie.

Wraz z odkryciami nowych gatunków w ostatniej dekadzie z laboratoriów i terenowych stacji badawczych napłynęła fala nowych informacji o naturze sów, rzucających światło na wiele tajemnic tych ptaków. Dlaczego te odkrycia pojawiają się właśnie teraz? Jak naukowcy próbują zgłębić skryte życie i zwyczaje tych wymykających się obserwacji ptaków?

Z jednej strony pojawiły się innowacyjne narzędzia do badania ewolucji, anatomii i biologii sów, a także do wykrywania ich w środowisku naturalnym, śledzenia ich ruchów i monitorowania zachowań. Nowoczesne techniki obrazowania, takie jak tomografia komputerowa, pozwalają naukowcom zaglądać do wnętrza ciał żywych sów, by zobaczyć struktury anatomiczne związane z ich zachowaniem, a także prześwietlać skały, odsłaniając kryjące się w nich skamieniałości. Analizy DNA ujawniają pokrewieństwa w obrębie drzewa rodowego sów, podważając dawne wyobrażenia o ich relacjach. Nowe "oczy" w terenie - kamery na podczerwień, urządzenia noktowizyjne, nadajniki radiowe oraz drony latające nad tak odległymi obszarami jak zaśnieżone pustkowia Syberii - umożliwiają dokonywanie nowych obserwacji zachowania sów lub potwierdzają te, które przez dziesięciolecia zbierali obrączkarze i biolodzy terenowi. Telemetria satelitarna ujawnia ruchy sów na krótkich i długich dystansach. Przykładowo, maleńkie nadajniki satelitarne, mocowane na grzbietach puchaczy śnieżnych, przynoszą nowe, fascynujące dane o ich tajemniczych wędrówkach - m.in. o zagadkowych podróżach na północ, które część z tych wyjątkowych ptaków podejmuje w samym środku zimy.

Kamery umieszczane w gniazdach pozwalają podglądać intymne interakcje sów, których nie dałoby się zaobserwować w inny sposób: karmienie partnera i piskląt czy kłótnie między rodzeństwem. "Kamery gniazdowe pokazują nam wszystko" - twierdzi ornitolog Rob Bierregaard, badający puszczyki kreskowane. "Dają najlepszy obraz tego, co znajduje się w menu - polatuchy, kardynały, salamandry, ryby, raki, duże owady - i jak wygląda karmienie. Można zobaczyć, jak samiec przekazuje pokarm samicy, by ta nakarmiła młode. Widziałem, jak samce chowają na gałęziach myszy, a nawet oposy, dostarczając je kawałek po kawałku". Kamery ukazują też złożone relacje między rodzeństwem - czasem brutalne, czasem zaskakująco opiekuńcze. Pisklęta sów potrafią być egoistyczne i rywalizujące do tego stopnia, że dochodzi między nimi do bratobójstwa. Jednak niektóre z sowiąt przejawiają rzadki w świecie zwierząt altruizm. Przykładowo, pisklęta płomykówek znane są z tego, że przekazują pokarm młodszemu rodzeństwu - średnio dwa razy w ciągu każdej nocy.

Biolog Dave Oleyar prowadził swoje badania magisterskie pod koniec lat dziewięćdziesiątych i przyznaje, że żałuje, iż nie miał wtedy dostępu do dzisiejszych technologii. "To niesamowite, co możemy zrobić obecnie" - mówi. "Całodobowa obserwacja gniazd przy pomocy kamer i dokumentowanie, jak często oraz co dokładnie rodzice przynoszą pisklętom, pozwala zebrać ogromną ilość danych o ich sposobach żerowania. Zanim mieliśmy te "oczy" w terenie, logistyczne trudności związane z badaniem wzrostu, rozwoju i interakcji piskląt były ogromne i poważnie ograniczały prowadzenie badań".

Zdalny nasłuch przy użyciu zaawansowanych rejestratorów dźwięku stał się prawdziwą skarbnicą wiedzy o sowach, pomagając naukowcom poznawać zależności między różnymi gatunkami bez ich płoszenia. Dzięki monitoringowi akustycznemu badacze mogą analizować relacje między puszczykami kreskowanymi a zagrożonym kalifornijskim podgatunkiem puszczyka plamistego, żyjącymi w amerykańskich górach Sierra Nevada. Umieszczając rejestratory dźwięku w niemal tysiącu lokalizacji na górskim obszarze o powierzchni około sześciu tysięcy kilometrów kwadratowych, odkryli zupełnie nieoczekiwane interakcje między agresywnymi puszczykami kreskowanymi a mniejszymi, lecz zaskakująco walecznymi puszczykami plamistymi - obserwacja, która ma duże znaczenie dla działań mających na celu ochronę tych zwierząt.

Inna, dość nietypowa metoda monitorowania sów ma znacznie mniej wspólnego z technologią, a dużo więcej z nosem. Naukowcy wykorzystują niezwykle czuły węch psów do odnajdywania rzadkich gatunków sów w tak odległych miejscach jak Tasmania czy północno-zachodnie Stany Zjednoczone. Specjalnie wyszkolone psy tropiące potrafią wyśledzić wypluwki - nieregularne, podłużne grudki, będące pozostałościami posiłków, zawierające niestrawione resztki futra i kości, które sowy wypluwają pod swoimi gniazdami i miejscami odpoczynku. Wypluwki są trudne do wypatrzenia, ale wydzielają charakterystyczny zapach, który psy łatwo wyczuwają, prowadząc badaczy prosto do miejsc, gdzie przebywają sowy.

Wiele odkryć pochodzi również z bardziej tradycyjnych metod badawczych - chwytania sów, mierzenia ich, obrączkowania i długoterminowego monitorowania. Regularne, wieloletnie badania dzikich sów to powolna, żmudna praca w każdych warunkach, o każdej porze roku, ale dostarczają one bezcennych danych o zachowaniach lęgowych i zmianach liczebności populacji. Prowadzone od dziesięcioleci obserwacje uszatek, pójdziek ziemnych, puchaczy śnieżnych oraz puszczyków pokazują, jak te ptaki reagują na utratę siedlisk i zmiany klimatyczne, wskazując kierunki ochrony - nie tylko dla samych sów, lecz także dla całych ekosystemów.

Zrozumienie sów wymaga ich obserwacji w naturalnym środowisku. Choć łatwo je rozpoznać, trudno je dostrzec - nawet doświadczonym badaczom. W ciągu dnia często ukrywają się tuż przed naszymi oczami, wtapiając się w korę drzew lub siedząc w dziuplach, a nocą niezauważone odlatują w ciemność. "Znalezienie sowy to trudna sprawa" - mówi David Lindo, przyrodnik, fotograf i doświadczony przewodnik ornitologiczny, znany jako Miejski Ptasiarz, który nieustannie wypatruje ptaków. "To kwestia wytrwałości. Trzeba się temu poświęcić, próbować ustalić, gdzie mogą być, i z niemal religijnym uporem przeszukiwać drzewa, wypatrywać wypluwek oraz śladów kału w postaci białych plam".

Zakamuflowany syczoń krzykliwy (Megascops asio)

Z tego powodu nowoczesne narzędzia do wykrywania i monitorowania sów są tak nieocenione. Nawet z ich pomocą odnalezienie sowy w naturalnym środowisku bywa jednak zadaniem frustrującym - niczym poszukiwanie skarbu. Jak mówi Sergio Córdoba-Córdoba, ornitolog badający sowy neotropikalne: "Poszukiwania potrafią być naprawdę frustrujące. Technologia jest wspaniałym sprzymierzeńcem - zarówno kamery na podczerwień, jak i telemetria - ale często i tak musimy polegać na dźwiękach. Próba zlokalizowania sowy, którą słyszysz, przypomina wyprawę dawnych odkrywców. Starasz się podążać za dźwiękiem, iść albo czołgać się, by zbliżyć się do niej bez hałasu (co jest niemal niemożliwe przy obecności suchych liści na ziemi), a gdy wydaje ci się, że jesteś wystarczająco blisko, zapalasz latarkę, by zobaczyć, co za ptak wydaje dźwięk. W większości przypadków sowa odlatuje i nigdy nie dowiadujesz się, co to był za gatunek!"

Badacze i obserwatorzy ptaków często przyciągają sowy za pomocą tak zwanego playbacku - odtwarzają nagrania głosów terytorialnych lub godowych, by zwabić je w pobliże. "Przewodnik puszcza nagranie głosu konkretnego gatunku, na przykład syczonia" - tłumaczy Lindo - "i po pięciu minutach jeden osobnik pojawia się na drzewie. Błysk latarki, zdjęcie - i już go nie ma". W ten sposób udało mi się zobaczyć rodzinę uszatek krzykliwych oraz dwa gatunki neotropikalnych syczoni w południowo-wschodniej Brazylii. To ważne narzędzie dla naukowców. Ale jak zauważa Lindo, dla zwykłych obserwatorów ptaków "to trochę oszustwo", które w dodatku może zakłócać naturalne zachowania zwierząt.

Nic nie dorównuje przypadkowemu spotkaniu - natknięciu się na sowę w dziczy. Ci, którzy potrafią docenić wartość ciszy i bezruchu, po prostu siedzą, patrzą i słuchają - tak jak same sowy - czasem mają szczęście. Jedno z najbardziej pamiętnych spotkań Lindo z sową wydarzyło się właśnie w taki sposób. Kilka lat temu prowadził on wycieczkę ornitologiczną w Helsinkach, w Finlandii. Miał jeden dzień wolny, więc wypożyczył rower z hotelu. "Zauważyłem, że w pobliżu na wyspie znajduje się teren leśny" - opowiadał. "Przejechałem więc mostem na wyspę. Pamiętam, że odłożyłem rower i po prostu usiadłem w lesie. Gdy tak siedziałem, sikorka bogatka podleciała bardzo blisko mnie. Usiadła na mojej czapce, po czym znowu odfrunęła na drzewo. Zrobiła tak kilka razy, co mnie zdziwiło. Potem zobaczyłem, jak coś przemknęło przede mną przez polanę. To była młoda uszatka zwyczajna, która polowała, zupełnie nieświadoma mojej obecności. Siedziałem i patrzyłem, może przez czterdzieści minut, jak krąży, czasem zatrzymując się bardzo blisko mnie. Pozostałem nieruchomy niczym głaz. Kamuflaż drzew sprawił, że mnie nie zauważyła. To było niesamowite przeżycie".

Jennifer Hartman, która przez lata badała puszczyki stokowe, opowiadała, jak potrafiła w ciszy spędzać nawet po kilkanaście godzin, obserwując te zagrożone ptaki sam na sam. "Nie sądziłam, że będzie możliwe, by człowiek przebywał z dziką sową tak długo, a ona nie będzie zestresowana ani nie odleci" - mówiła. "Czasem sowy zasypiały w mojej obecności. Widziałam, jak schodzą na dno lasu i piją wodę z kałuży. Widziałam, jak budzą się z drzemki, zlatują na ściółkę i rozpościerają skrzydła w promieniach słońca - może po to, by pozbyć się pasożytów z piór albo pozwolić mrówkom wspiąć się na nie i zjeść roztocza. Raz widziałam kolibra, który pikował w stronę śpiącej samicy sowy. Obudziła się i wyglądała, jakby myślała: Co u licha? Przecież nic nie robię!"

"A wydawane przez nie dźwięki również okazały się niezwykłe" - wspominała. "Kiedy przelatywał jastrząb, samiec sowy wydawał niski dźwięk, którego nigdy wcześniej nie słyszałam - było to ostrzeżenie dla samicy: Pozostań nisko, przycupnij, nie ruszaj się. Dowiedziałam się o nich rzeczy, których nie da się znaleźć w książkach. To było doświadczenie niezwykle intymne, bardzo ciche, niemal nie z tego świata - i zmieniło moje życie".

Sowy potrafią odmienić ludzkie życie, a próba ich zrozumienia kształtuje nasze postrzeganie świata, pogłębiając zachwyt nad nim.

Przekonałam się o tym sama pewnego wiosennego dnia w jarze porośniętym głogami i czeremchą w zachodniej Montanie. Trzymałam w dłoniach samicę uszatki, złapaną w dziczy, z moją dłonią ściśniętą wokół jej stóp, z jej szponami wsuniętymi między moje palce. Obok mnie stał sowi ekspert, Denver Holt, pomagając mi przygotować samicę do wypuszczenia. "Uważnie patrz, kiedy odleci" - szepnął. Cały poranek i sporą część popołudnia zajęło nam złapanie jej w sieci ornitologiczne. Była dużym, dojrzałym i ostrożnym ptakiem, niełatwym do pochwycenia. Jej nogi były silne, a pióra miękkie jak królicze futro.

Wcześniej wypatrzyłam ją przez lornetkę, gdy odpoczywała w dziennym ukryciu, jak to często sowy robią. Na początku nie wiedziałam, na co patrzę - cienka, ciemna sylwetka wśród splątanych gałęzi głogu znikała, ilekroć odwracałam wzrok, a potem patrzyłam znowu. Raz była, raz znikała. Myślałam, że wzrok mnie myli. Przypominała raczej złamany konar niż ptaka - nieruchoma, wyprostowana, o ciele tak ściągniętym, że wydawała się niemal cylindryczna, bardzo cienka i wysoka. Jej długie pióra na głowie, którym gatunek zawdzięcza swą zwyczajową nazwę, były w pełni wyprostowane i równoległe do siebie - co zaburzało charakterystyczną sowią sylwetkę i pomagało wtopić się w otoczenie. Miała ciepły, szarobrązowy kolor z mieszaniną poziomych i pionowych smug przypominających korę drzewa. Gdyby nie jej płonące żółtym blaskiem oczy, nie uwierzyłabym, że to sowa.

Musieliśmy się bardzo natrudzić, by ją schwytać - podchodziliśmy z różnych stron, kilkakrotnie próbując spłoszyć ją w kierunku sieci. Gdy wreszcie się to udało i trzymałam ją w dłoniach, utkwiła we mnie swój koci wzrok. Została zmierzona, zważona, zaobrączkowana i była gotowa do wypuszczenia. Kucnęłam w tunelu z olsz, skierowałam ją ku wąskiemu prześwitowi między gałęziami, lekko obróciłam nadgarstek i rozchyliłam palce. Wzbiła się bezszelestnie, rozpostarła skrzydła i ich równymi, spokojnymi uderzeniami przeleciała przez wąski otwór, nie wydając najmniejszego szmeru, po czym zniknęła w ciemnym gąszczu.

Holt przeżył tysiące takich chwil z sowami. Dla mnie było to przeżycie wyjątkowe - intensywne i głęboko poruszające. Ta sowa wydawała się posłanką z innego miejsca i czasu, niczym światło gwiazd. Bliskość z nią sprawiła, że poczułam się mniejsza ciałem, a większa duchem.

Zapytałam Holta, dlaczego poświęcił większą część swojego życia badaniu tych nieuchwytnych stworzeń. Wskazał na pustą przestrzeń, w którą odleciała uszatka, i odpowiedział: "Właśnie dlatego - bo są tak doskonale przystosowane do swojego świata: ciche i niewidoczne, trudne do dostrzeżenia nie tylko dzięki ubarwieniu, lecz także dzięki bezgłośnemu poruszaniu się, doskonale radzą sobie w ciemnościach, znakomite łowczynie - a wszystko to są cechy, które kształtowały się przez miliony lat". "I dlatego" - dodał - "że wciąż potrafią zaskakiwać".

2&Jak to jest być sową?Pomysłowe przystosowania

POWIETRZNE WILKI

Miękki półmrok przechodzi w ciemność nad australijskim buszem znajdującym się na południe od Sydney. Wiosenna noc zapada w cichą, gęstą ciszę. Na konarach drzewa figowego powoli przemyka kędzierzawa kitanka lisia[4]. Zatrzymuje się, chwyta w swe, przypominające ludzkie dłonie, przednie łapy dojrzałą figę i zaczyna ją jeść. To spory torbacz, wielkości kota, z wydłużonym pyskiem, wilgotnym nosem, dużymi uszami i puszystym, czarnym ogonem. Owoc jest soczysty, słodki i wart zatrzymania się w ciemności. Nagle - jakby znikąd - furkot skrzydeł, błysk szponów, stalowy uchwyt. Przeraźliwy pisk, szamotanina, śmiertelne ugryzienie w kark. Z perspektywy ssaka to koniec. Zostaje pożarty na miejscu, zaczynając od głowy.

To dzieło sowicy wielkiej (Ninox strenua) - największej sowy Australii i mistrzowskiego drapieżnika. Słowo "drapieżnik", jak pisał J.A. Baker - "jest nadużywane. Wszystkie ptaki jedzą żywe mięso w którymś momencie swojego życia. Rozważmy kosa o zimnym spojrzeniu, sprężystego łowcę grasującego wśród trawników, który przebija dżdżownice i rozbija ślimaki na śmierć". Baker miał rację. Sowy są jednak czymś więcej - to prawdziwi drapieżcy, bezwzględni, często brutalni w swoich strategiach żerowania. Sowica wielka, którą obserwowałam, siedziała na szczycie eukaliptusa w ogrodzie botanicznym w samym sercu Sydney. U podnóża drzewa rozlewała się biała kałuża odchodów, a obok leżała szara wypluwka, długa jak palec, pełna sierści i kości - zapewne resztki kitanki lub owocożernego nietoperza. Taka sowa potrafi zjeść od 250 do 350 ssaków rocznie - niemal jednego dziennie.

To, jak radzi sobie z jedzeniem, samo w sobie jest niezwykłe. Kitankę potrafi wypatroszyć w mniej niż dwadzieścia sekund, po czym połyka resztę w dużych kawałkach. Ponieważ ssaki te są roślinożerne, sowa nie ma pożytku z zawartości ich żołądków, której prawdopodobnie nie potrafi strawić. Mniejsze ofiary połyka w całości. Jak u wszystkich sów, niestrawne części - sierść, kości, pióra, pazury - zatrzymywane są w żołądku i formują wypluwkę. Ta pozostaje tam przez kilka godzin, po czym sowa cofa ją przez przełyk do jamy ustnej i wydala na zewnątrz.

Sowica wielka z oposem

Ta niezwykła zdolność do przesuwania niestrawionego pokarmu w górę, w kierunku przeciwnym do normalnego trawienia, nazywa się antyperystaltyką. Miały ją również pterozaury, latające drapieżniki z czasów dinozaurów. To duży wysiłek, dlatego sowy często wyglądają, jakby wykrzywiały się w grymasie, gdy wykrztuszają wypluwkę. Jest to jednak niezbędny etap trawienia - dopóki wypluwka nie zostanie usunięta, sowa zwykle nie może zjeść niczego więcej, ponieważ blokuje ona część przewodu pokarmowego.

Sowy polują i jedzą rozmaite zwierzęta. Niektóre gatunki są wyspecjalizowane - jak ketupy, żywiące się niemal wyłącznie rybami, czy sosnoluby, które polują głównie na owady. Inne, takie jak uszatki błotne czy płomykówki, preferują norniki i inne drobne gryzonie. Wiele jednak to oportuniści - zjadają wszystko, od pająków, żab i salamander po myszy, ptaki, a nawet nietoperze. Niektóre, jak sóweczka kreskowana, to błyskawiczne drapieżniki - tak szybkie i zwinne, że potrafią pochwycić kolibra w locie, gdy ten zagląda do kwiatu. Sowa jarzębata (Surnia ulula) wypatruje ofiar z gałęzi i rzuca się na nie z góry. Nisko latające uszatki błotne przeczesują pola i łąki, metodycznie dzieląc teren, by wyłapać norniki, myszy i inne małe ssaki. Nieustraszony wobec dużej zdobyczy puchacz wirginijski (Bubo virginianus) słynie z tego, że chwyta świstaki, króliki, a nawet koty domowe - nie stroni także od skunksów. Jeśli chodzi o ptaki, potrafi nocą porwać kaczkę z wody, nawet gęś nie jest dla niego zbyt duża. Ofiarami padają także inne sowy, m.in. uszatka zwyczajna, puszczyk kreskowany czy drobne sowy leśne. Czyni to puchacza wirginijskiego superdrapieżnikiem, czyli gatunkiem, który zjada również innych drapieżców.

Pójdźka ziemna zwracająca wypluwkę

Nawet puchacze śnieżne (Bubo scandiacus), znane z upodobania do arktycznych gryzoni zwanych lemingami, okazują się mieć bardzo urozmaiconą dietę. O tym, co je dany ptak drapieżny, wiele mówią jego stopy. "Spójrz na nogi drapieżnika prawdziwie wyspecjalizowanego w łowieniu małych ssaków, jak myszołów włochaty - są one drobne i delikatne" - mówi ornitolog Scott Weidensaul. "A potem zobacz puchacza śnieżnego i jego potężne stopy. To nie jest specjalista od lemingów. To specjalista od wszystkiego, co da się zmieścić w gardle" - włącznie z pokaźnych rozmiarów kaczką, taką jak edredon, a nawet rozkładającym się delfinem butlonosym.

Przez długi czas naukowcy sądzili, że sowy nie żywią się padliną - a jeśli już się to zdarza, to w wyjątkowych okolicznościach. Jednak w ostatnich latach fotopułapki uchwyciły sceny, w których sowy zachowują się niemal jak sępy, korzystając z padliny najróżniejszego rodzaju: puchacze zwyczajne jedzące zwłoki jeleni i owiec, puszczyk mszarny ucztujący na ciele kopytnego zabitego przez wilki, uszatka we Włoszech objadająca się czterema martwymi jeżozwierzami, puchacz śnieżny pożywiający się szczątkami wala grenlandzkiego w Arktyce czy ketupa bosonoga (Ketupa zeylonensis) jedząca zwłoki krokodyla.

Jednak sowy zdecydowanie częściej zdobywają pokarm samodzielnie - a nie jest to proste. Większość ataków drapieżników kończy się niepowodzeniem. Kitanki, lemingi czy norniki nie stoją przecież bez ruchu, czekając na śmierć. Chowają się, uciekają, a czasem nawet stawiają opór. Kitanka lisia potrafi stanąć na tylnych łapach, przyciągnąć przednie do piersi, warknąć i ruszyć do ataku. Zdarza się też, że ptaki bronią się wspólnie - otaczają sowę i nieustannie ją nękają, aż w końcu zmuszają ją do odlotu.

Jednym z dowodów na łowiecką sprawność sów jest ich zwyczaj gromadzenia zapasów. Regularnie ukrywają nadmiar pokarmu w gniazdach, dziuplach lub rozwidleniach gałęzi, by zjeść go później. Często dzieje się to wtedy, gdy samica lub pisklęta są już najedzone, a samiec odkłada resztki. Czasem sowy zabijają więcej, niż mogą zjeść od razu, jeśli tylko zdobycz jest łatwo dostępna - na przykład, gdy natrafią na śpiące stado małych polniczek. Pójdźki zwyczajne wracają do gniazda tych ptaków raz po raz, aż porwą wszystkie pisklęta. Włochatki małe niekiedy odgryzają ofiarom (myszom lub małym ptakom) głowy i chowają korpus na później. Norweskie sóweczki znane są z tego, że potrafią zgromadzić w jednym "magazynie" nawet kilkaset sztuk pożywienia, głównie drobnych ssaków, na czas surowej zimy.

Pod wieloma względami sowy polują podobnie jak inne ptaki drapieżne - chwytając zdobycz silnymi szponami. Mają potężne mięśnie nóg i stóp oraz duże pazury, które ułatwiają im chwytanie i zabijanie ofiary. Uważamy je za ptaki o krótkich nogach, ponieważ podczas odpoczynku i lotu chowają nogi pod piórami. W rzeczywistości większość z nich ma długie, mocno umięśnione kończyny - czasem sięgające połowy długości ciała - i niezwykle wytrzymałe kości, zwłaszcza w stopach. Tuż przed atakiem sowy wysuwają nogi do przodu i uderzają nimi, zabijając ofiarę siłą impetu oraz miażdżącym uściskiem szponów. Według jednego z niedawnych badań sowa ważąca niecałe pół kilograma, rzucając się na mysz, wytwarza nacisk równy 150-krotności masy ofiary. W przypadku większej zdobyczy sowa zabija czasem ugryzieniem w kark lub długim, duszącym uściskiem szponów. Sowy potrafią zaciskać palce z ogromną siłą dzięki dwóm wyjątkowym przystosowaniom w budowie stóp. Mają cztery palce - trzy zwykle skierowane do przodu zarówno podczas lotu, jak i w czasie odpoczynku. Jednak w chwili ataku elastyczny staw pozwala im obrócić jeden z tylnych palców do przodu, tworząc potężny chwyt w kształcie litery X. Co więcej, potrafią utrzymać ten chwyt bez wysiłku dzięki systemowi ścięgien, które blokują palce wokół ofiary bez potrzeby napinania mięśni - dzięki czemu nie zużywają energii na przytrzymywanie zdobyczy. To szczególnie przydatne, gdy polują "na ślepo" - pod śniegiem, liśćmi lub w całkowitej ciemności - i muszą zacisnąć szpony na ofierze, nie widząc jej dokładnie i nie znając jej rozmiaru czy kształtu.

Polowanie to wyzwanie dla każdego drapieżnika. Ale polowanie w nocy? To właśnie umiejętność odnajdywania i chwytania zdobyczy w ciemności sprawia, że sowy są tak niezwykłe.