1
Hannie Ahlander nie udaje się ominąć brei na chodniku w drodze z przystanku metra do mieszkania w Solnie. Przeklina pod nosem, czując, że woda wdziera jej się do sneakersów i moczy skarpetki.
Pasek torby wrzyna jej się w ramię, więc przerzuca ją na drugą stronę. Próbuje nie myśleć o popołudniowej rozmowie ze swoim szefem, Manfredem Lidwallem, ale jego słowa wciąż dźwięczą jej w głowie: trudności we współpracy, niesubordynacja, brak dyscypliny.
Manfred jej nie znosi i dał to bardzo wyraźnie do zrozumienia. Jeśli sama nie znajdzie innego miejsca pracy, zrobi wszystko, by się jej pozbyć. Na razie odesłał ją do domu, żeby sobie to wszystko przemyślała, i nie chce jej widzieć przez cały okres świąteczny, aż do stycznia.
Hanna ma gulę w gardle na samą myśl o tym, że będzie musiała odejść z pracy, którą mimo wszystko kocha.
Mokry od deszczu asfalt nie odbija światła, świat wydaje się ciemniejszy, bardziej przytłaczający. Za kilkanaście dni Wigilia. Powinny być śnieg i ujemne temperatury, miękkie płatki powoli padające z nieba.
Zamiast tego niebo płacze.
Ale to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ świąteczny nastrój to ostatnia rzecz, która teraz zaprząta jej głowę. W ostatnich tygodniach nawet nie pomyślała o pierniczkach i świecznikach adwentowych.
Ciężkie, mokre krople sprawiają, że włosy przyklejają jej się do czoła. Pochyla głowę, żeby deszcz nie padał jej na twarz, ale woda i tak wdziera się pod kurtkę i powoduje dreszcze. Hanna przyspiesza kroku, by szybciej dotrzeć do domu, i na chwilę traci równowagę, krzywo stawiając stopę. Kilka godzin przesiedziała w barze, próbując uciszyć swoje myśli i emocje w alkoholu.
Dlaczego nie mogła się po prostu zamknąć? Dlaczego nie potrafiła się podporządkować jak wszyscy inni?
Powinna była odpuścić temat mało profesjonalnego śledztwa w sprawie biednej Josefin, skatowanej na śmierć przez swojego męża, który przypadkiem jest policjantem.
Gdyby tylko odwróciła wzrok i zajęła się własnymi sprawami, nie wpakowałaby się w kłopoty.
Policja zwarła szyki, a ona już nie jest częścią tej wspólnoty.
Kawałek dalej widzi drzwi prowadzące na klatkę schodową. Na czwartym piętrze znajduje się trzypokojowe mieszkanie, które dzieli z Christianem. W oknie pali się światło, co znaczy, że Christian jest w domu.
Tęskni za jego ramionami, lecz nie wie, czy zdoła mu opowiedzieć o dzisiejszej rozmowie, o tym, że Citypolisen i jej przełożony zrobią wszystko, by się jej pozbyć.
Nie wie, czy te słowa w ogóle przejdą jej przez gardło.
Strasznie jej wstyd.
Manfred powiedział, że nie może już na nią patrzeć. Jeśli sama się nie usunie, zrobi z jej życia piekło.
Przez ostatnie pół roku nie mówiła Christianowi o wielu rzeczach i teraz też nie da rady się z tym zmierzyć. Nie dziś wieczorem. Może innym razem.
Teraz chce tylko wrócić do domu, zrobić sobie drinka i zanurzyć się w ciepłej kąpieli. Odciąć się od świata i przestać myśleć o wszystkim, co poszło nie tak.
Łzy napływają jej do oczu, więc intensywnie mruga, by nad nimi zapanować.
Będzie udawać, że wszystko jest w porządku, przynajmniej przez chwilę, dopóki nie oswoi się z tą sytuacją. O przyszłości pomyśli jutro.
Wzdychając, popycha drzwi prowadzące na klatkę schodową, po czym wchodzi na swoje piętro. Zatrzymuje się przed wejściem i ociera łzę, która mimo wszystko się pojawiła.
Potem wkłada klucz do zamka i go przekręca.