KLUCZOWE PYTANIE
"To był najgorszy rok mojego życia - mówi Cynthia Moss przy śniadaniu. - Wszystkie ponadpięćdziesięcioletnie słonie padły, poza Barbarą i Deborą. Większość ponadczterdziestoletnich umarła. Tym bardziej zdumiewające, że Alison, Agatha i Amelia przetrwały".
"Alison, która ma obecnie pięćdziesiąt jeden lat, jest dokładnie tutaj, między palmami - widzisz?" Czterdzieści lat temu Cynthia Moss przyjechała do Kenii, by poznać życie słoni. Pierwszą rodzinę, na którą trafiła, nazwała "AA", a jednej ze słonic nadała imię Alison. I ona tutaj jest. Dokładnie tutaj, wciąga palmowe owoce. Zadziwiające.
Przy odrobinie szczęścia i deszczu Alison uda się przetrwać kolejną dekadę. Jest też czterdziestoczteroletnia Agatha. A ta, która się właśnie zbliża, to Amelia, również czterdziestoczteroletnia.
Amelia podchodzi coraz bliżej, aż za blisko, nachyla się nad naszym pojazdem tak, że odruchowo się odsuwam. Cynthia wygląda i zagaduje do niej spokojnie. Amelia przeżuwa liście palmy, pochrząkuje cicho i mruga.
W żółtym świetle zmierzchu krajobraz przypomina wieczny ocean trawy ciągnący się ku podnóżu najwyższej góry Afryki, której błękitny szczyt ukoronowany jest śniegiem i powleczony chmurami. Dzięki napędzanym grawitacją źródłom Kilimandżaro zachowuje się jak wielka lodówka, tworząc dwumilowe bagna czyniące to miejsce atrakcyjnym dla dzikich zwierząt i bydła. Park Narodowy Amboseli wziął swoją nazwę od słowa z języka maa oznaczającego płytkie dno prastarego jeziora zajmującego połowę parku, które od czasu do czasu wilgotnieje. Mokradła poszerzają się i kurczą zależnie od deszczu. Ale kiedy nie pada, wodne niecki schną na pył. A wtedy nie wiadomo, co się stanie. Cztery lata temu ekstremalna susza głęboko wstrząsnęła tym miejscem.
Przez wiele dekad, w latach tłustych i chudych, Cynthia i słonice trwały, przemierzając krajobraz. Cynthia zajmowała się złożonym zadaniem obserwacji słoni podczas ich słoniowych zajęć. Przyglądała się niektórym osobnikom dłużej niż ktokolwiek inny.
Myślałem, że po czterdziestu latach słynna badaczka będzie odczuwała zmęczenie materiału. Zobaczyłem jednak w Cynthii Moss młodą kobietę po siedemdziesiątce o błyszczących niebieskich oczach i zadziwiającej lekkości. Przypominającą odrobinę skrzata. W latach 60. Cynthia pisała do magazynu "Newsweek", ale po pierwszej podróży do Afryki postanowiła odciąć się od Nowego Jorku i wszystkiego, co znane i komfortowe. Zakochała się w Amboseli. Łatwo zrozumieć dlaczego.
Może aż za łatwo. Miraże i fale ciepła sprawiają wrażenie, że Park Narodowy Amboseli jest wielki. A jest zbyt mały. Samochodem można go przemierzyć w godzinę. Spora powierzchnia, którą widać z parku, nie należy do niego. Amboseli to pocztówka, którą Afryka wysłała samej sobie i włożyła do szuflady oznaczonej hasłem "parki i rezerwaty". Kilimandżaro stoi na granicy z Tanzanią. Góra i słonie wiedzą, że tak naprawdę jest tylko jeden kraj. Park mający czterysta kilometrów kwadratowych służy za centrum nawadniające dla pobliskich siedmiu i pół tysiąca kilometrów kwadratowych. Słonie z Amboseli poruszają się po powierzchni dwudziestokrotnie większej niż powierzchnia parku[1], podobnie jak zajmujący się wypasem bydła i kóz Masajowie. Znajdują się tu całoroczne zapasy wody. Krainy poza parkiem są zbyt suche. A park jest zbyt mały, by je wykarmić.
"By przetrwać suszę - tłumaczy Cynthia - rodziny słoni stosowały różne strategie. Niektóre trzymały się blisko bagien. Niesłusznie, bo mokradła schły. Inne udawały się daleko na północ, wiele z nich po raz pierwszy w życiu. To lepszy wybór. Spośród pięćdziesięciu ośmiu rodzin tylko jedna nie straciła żadnego osobnika". W jednej zginęło siedem dorosłych słonic i trzynaścioro młodych. "Zwykle gdy umiera słoń, krewni zbierają się wokół ciała i próbują je unieść. W czasach suszy brakło im sił, nie robili nic, gdy inni upadali. Przyglądali się ich śmierci, ich agonii na ziemi".
Jedna czwarta słoni w Amboseli - czterysta spośród liczącej tysiąc sześćset osobników populacji - zginęła. Prawie wszystkie młode padły. Około 80 procent zebr i antylop gnu wymarło, podobnie jak niemal całe masajskie bydło. Ginęli nawet ludzie.
Kiedy więc deszcz wrócił, pozbawione potomstwa słonice weszły w okres rui. Skutek? Największy baby boom podczas czterdziestoletniego pobytu Cynthii w Amboseli. W ciągu dwóch lat narodziło się około dwustu pięćdziesięciu młodych. Nowo narodzone słonie miały dobre warunki. Mnóstwo trawy i roślin oraz niewielka konkurencja. Luksus. Słonie zależą od wody. Szczęście słoni od niej zależy.
Kilka szczęśliwych słoni sunie przez szmaragd wiosny pod cieniem palm. To kawałek raju. Młode, bujając trąbami, przekraczają zewnętrzne orbity niewinności.
"Spójrz, jakie tłuste jest to dziecko" - mówię. Piętnastomiesięczny słonik wygląda jak kulka masła. Cztery słonie i troje młodych taplają się w błotnistym basenie, trąbami opryskując sobie wzajemnie plecy i chlapiąc na brzeg. Kiedy jeden z nich rozpływa się z rozkoszy, dostrzegam, jak rozluźniają mu się mięśnie wokół trąby, jak przymykają się oczy. Dorastający słoń imieniem Alfre kładzie się, żeby odpocząć. Troje młodych tłoczy się, nadeptując Alfremu na ucho. Wow. Zabawa przechodzi w drzemkę, młode kładą się, a dorosłe osobniki stoją blisko siebie, chroniąc je. Czuć, jakie są spokojne, wiedząc, że ich rodzina jest już bezpieczna. Przyjemnie popatrzeć.
Wielu ludzi fantazjuje, że gdyby wygrali na loterii, rzuciliby pracę i oddali się wypoczynkowi, rozrywkom, rodzinie, rodzicielstwu, okazjonalnemu dreszczykowi seksualnych emocji. Jedliby, kiedy byliby głodni, i spali, kiedy mieliby na to ochotę. Wielu ludzi po wyciągnięciu losu na loterii chciałoby żyć jak słonie.
Słonie wyglądają na szczęśliwe. Ale czy faktycznie są szczęśliwe, czy tylko takie się nam wydają? Mój wewnętrzny naukowiec prosi o dowody.
"Słonie doświadczają radości. Może nie takiej jak ludzie. Ale doświadczają radości" - twierdzi Cynthia[2].
Dla słoni radosne są takie same sytuacje jak dla nas: spotkania z "przyjaciółmi" i rodziną, pyszne jedzenie i picie. Zakładamy więc, że czują tak samo jak my. Ostrożnie z założeniami! Przez wieki domysły ludzi na temat innych zwierząt rozpięte były pomiędzy wiarą w to, że zwierzęta rzucają uroki, po przeświadczenie, że nie mają świadomości i nie czują bólu. Zdaniem naukowców można obserwować poczynania zwierząt, ale spekulacje na temat ich mentalności uważane są za bezsensowne, za stratę czasu.
Rozważania na temat mentalności zwierząt to główny temat tej książki. Przed nami niełatwe zadanie: dotrzeć tam, gdzie prowadzą fakty, logika i nauka. A trafić tam jest trudno.
Żyjące na wolności słonie towarzyszące Cynthii wyglądają na mądre. Wydają się pełne życia, skore do zabawy. Potężne, majestatyczne. Niewinne. Mają wszystkie te cechy. Są łagodne. Wyróżniają się spośród innych zwierząt umiejętnością odpierania prześladowań ze strony człowieka. Jak my dążą do przetrwania i zapewnienia bezpieczeństwa potomstwu. Chcę się dowiedzieć, czy są do nas podobne. Czego nas uczą o nas samych?
Być może jednak będzie trzeba zadać te pytania w zupełnie inny sposób.
***
Cynthia Moss najlepiej czuje się w swoim obozowisku w parku Amboseli. Znajduje się ono w przytulnym zagajniku, na polance otoczonej palmami. Stoi tam niewielka chatka służąca za kuchnię i pół tuzina dużych namiotów, każdy z nich wyposażony w łóżko i parę mebli. Ostatniego ranka herbatka rozpoczęła się nieco później niż zwykle. Badaczka rozpięła namiot, by wyjść i sprawdzić, czy woda się już gotuje, a po drodze napotkała lwa siedzącego na schodku przy wejściu do pomieszczenia kuchennego. Za drzwiami krzątał się wyjątkowo pobudzony kucharz.
Dziś wszystko odbyło się zgodnie z planem, a przy tostach wreszcie zadałem Cynthii Kluczowe Pytanie: "Czego dowiedziałaś się o ludziach, poświęcając życie obserwacji słoni?". Rzuciłem okiem na dyktafon, by sprawdzić, czy na pewno jest włączony, po czym wyluzowałem się trochę. Czterdzieści lat badań, to dopiero coś.
Cynthia jednak delikatnie odparła: "Myślę o nich jak o słoniach. Interesują mnie jako słonie. Porównywanie ich do ludzi nie ma większego sensu. O wiele bardziej interesuje mnie analizowanie zwierzęcia jako zwierzęcia. Jak to się dzieje, że, powiedzmy, wrona, posiadając tak mały mózg, potrafi podejmować tak inteligentne decyzje? Nie interesuje mnie porównywanie wrony do trzyletniego dziecka".
Odpowiedź Cynthii na moje pytanie, w której czuć było lekki sprzeciw, na początku zaskoczyła mnie tak, że nie do końca ją pojąłem. Potem jednak wprawiła mnie w zachwyt.
Przez wiele lat badań nad zachowaniem zwierząt zakładałem, że zwierzęta stadne - takie jak ptaki czy ssaki - są zasadniczo bardzo podobne do ludzi. Przybyłem tu, by obserwować podobieństwa pomiędzy słoniami a ludźmi. Piszę książkę o podobieństwach między zwierzętami a ludźmi. Zmieniłem jednak nieco koncepcję. Kosztowało mnie to parę chwil, a może nawet dni. Sączyło się we mnie jak kroplówka.
Krótki, ale jakże znaczący komentarz Cynthii sugerował, że człowiek nie jest miarą wszystkiego. Cynthia weszła na wyższy poziom.
Komentarz Cynthii zmodyfikował nie tylko mój sposób zadawania pytań, ale też moje myślenie. Chociaż pytanie "kim są" było głównym motorem moich rozważań, chciałem, by zwierzęta pokazały, jak podobne są do ludzi. Obecnie stawiam sobie o wiele trudniejsze i wnikliwsze zadanie: analizę tego, kim są zwierzęta jako takie - niezależnie od ich podobieństw do ludzi lub ich braku.
***
Słonie, którym się przyglądamy, zgrabnie zrywają trawę, przeczesując ją trąbami, rytmicznie wypychając policzki jej pękami i rozcierając ją w wielkich zębach trzonowych. Ciernie, które mogłyby przebić oponę, owoce palmy, pęki traw - jedzą to wszystko. Pewnego razu dotknąłem języka słonia. Był bardzo gładki. Nie rozumiem, jak języki i żołądki słoni radzą sobie z tymi cierniami.
Co widzę? Słonie, które jedzą. Te słowa, podobnie jak wszystkie inne, zarzucają luźne lasso na rzeczywistość. Patrzę na "słonie" i dociera do mnie, że nie wiem nic o ich życiach. Nie wiem nawet, co to znaczy patrzeć na słonie.
Ale Cynthia wie. "Kiedy patrzysz na grupę zwierząt: lwów, zebr czy słoni - tłumaczy - widzisz dwa płaskie wymiary. Ale kiedy poznasz każde z osobna, ich osobowości, historie ich matek, historie ich dzieci, to zarysowują się kolejne wymiary". Jeden ze słoni w rodzinie może wydawać się dostojny, wyniosły, szlachetny. Inny może sprawiać wrażenie nieśmiałego. Kolejny wyda się łobuzem nachalnie upominającym się o jedzenie w chudych czasach, jeszcze inny będzie zdystansowany albo "ekstrawagancko" skory do zabawy.
"Zrozumienie, jak bardzo są złożone, zajęło mi około dwudziestu lat - mówi Cynthia. - Odkąd śledzę losy rodziny Echo, czyli od mniej więcej czterdziestego piątego roku jej życia, zauważyłam, że Enid jest wobec niej niezwykle lojalna, Eliot ma zabawowy charakter, Eudora jest trochę szalona, Edwina wycofana i tak dalej. Z czasem uczyłam się przewidywać ich kolejne zachowania. Pomagała mi w tym Echo. Rozumiałam jej przywódczą rolę, podobnie jak rozumiała ją jej rodzina!"
Patrzę na słonie.
Cynthia dodaje: "Dzięki temu pojęłam, że są całkowicie świadome naszych poczynań".
Całkowicie świadome? Wydają się obojętne.
"Słonie nie wydają się świadome szczegółów - tłumaczy Cynthia - dopóki nie zmieni się coś dotychczas stałego". Pewnego dnia kamerzysta pracujący z Cynthią postanowił ustawić się pod wozem, by uzyskać inny kąt. Słonie, które zwykle po prostu mijały samochód, natychmiast to zauważyły, zatrzymały się i zaczęły się przyglądać. Dlaczego człowiek jest pod wozem? Samiec imieniem Mr. Nick wsunął swoją ciekawską trąbę pod auto, by zbadać sytuację. Nie był agresywny, nie próbował wyciągnąć stamtąd kamerzysty, był zwyczajnie zaciekawiony. Innego dnia, gdy przyjechał samochód wyposażony w specjalne drzwi przeznaczone do filmowania, słonie przyszły, by go obejrzeć, i dotykały nowych drzwi trąbami.
Trąby to jednocześnie dziwnie znajome i znajomo dziwne obiekty. Niezmiernie wrażliwe i niewyobrażalnie silne, z jednej strony są w stanie podnieść z ziemi jajko, nie tłukąc go[3], a z drugiej zabić człowieka jednym pacnięciem. Trąba zakończona jest dwiema wypustkami, jak dłoń w rękawiczce. Sposób, w jaki słonie jej używają, również wygląda znajomo, jakby były jednorękimi ludźmi; ich przedziwny nos się przeobraża, pozostając schowanym, a jednocześnie będąc na widoku. Czy kiedykolwiek pojmiemy to nieopisane piękno? Pomarszczona jak pnie palm, pod którymi słonie się nierzadko wylegują, trąba służy wyposażonym w nią osobnikom za scyzoryk. Zaokrąglona od zewnątrz, spłaszczona od wewnątrz gąsienica nosa wymiata jamy, rozpyla wodę, rozpryskuje błoto, rozdmuchuje kurz, sprawdza powietrze, zbiera jedzenie, wita przyjaciół, ratuje dzieci i wspiera młode. "Wyposażona jest w podwójne przewody do wciągania i rozpylania wody czy kurzu"[4] - pisała Oria Douglas-Hamilton. Dziennikarka Caitrin Nicol dodaje, że trąba wykonuje zadania, do których wykonania "człowiek potrzebowałby oczu, nosa, rąk i narzędzi"[5]. Jeszcze sugestia od Yoshihito Niimury z Uniwersytetu Tokijskiego: "Wyobraź sobie, że masz nos na dłoni. Za każdym razem, gdy czegoś dotykasz, jednocześnie możesz to powąchać"[6].
Zręcznie owijają te wspaniałe nosy wokół kępek trawy, a kiedy ziemia niechętnie odstępuje korzonki, szturchają ją delikatnie, by je zdobyć. Uwalniają pokarm i unoszą go. Czasem otrzepują korzonki z ziemi. Jedzą wolno, spokojnie. Często delikatnie bujają trąbą, zanim umieszczą porcję w trójkątnej szczęce. Czasem przerywają na chwilę, jakby wpadały w zadumę. Może po głośnym zrywaniu składników zgrzebnego bukietu żywności zatrzymują się, by posłuchać, skontrolować samopoczucie potomstwa, bezpieczeństwo rodziny, i zapobiec ewentualnym zagrożeniom.
Chciałbym wiedzieć, w jakim stopniu to, czego obecnie doświadczam, pokrywa się z tym, czego doświadcza słoń. Nasze kanały odbioru są podobne: wzrok, węch, słuch, dotyk, smak; to, co zmysły przekazują świadomości, musi być podobne. Widzimy te same hieny i słyszymy te same lwy. Doświadczamy zmysłami tego samego świata. Jednak my, jak większość naczelnych, w dużej mierze polegamy na wzroku; słonie, jak większość pozostałych ssaków, mają wyostrzony węch. Ich słuch również jest doskonały.
Jestem pewien, że tutejsze słonie mają głębsze doświadczenie od mojego - to ich dom, znają historię tego miejsca. Nie wiem też, co myśli Cynthia, kiedy prowadzi swoje ciche i dogłębne obserwacje.