Co kupować by jeść zdrowo. Shopping IQ - Agnieszka Pająk

Kup ebooka

39.90 zł
32.72 zł (32,22 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ŻYCIE O SMAKU AROMATU I MIĘSNA ZAGŁADA - WY­RÓB IDEN­TYCZ­NY Z NA­TU­RAL­NYM

Ogar­nia­ją mnie smu­tek i złość, kie­dy my­ślę o pro­du­cen­tach żyw­no­ści. Tym te­ma­tem zaj­mu­ję się od daw­na; od co naj­mniej 12 lat ob­ser­wu­ję ryn­ki lo­kal­ny, kra­jo­wy, eu­ro­pej­ski i świa­to­wy - jako kon­su­ment i nie tyl­ko. To, co od­kry­wam krok po kro­ku, jest co­raz bar­dziej prze­ra­ża­ją­ce. Wiem, że ta­nie je­dze­nie nie ma nic wspól­ne­go z ja­ko­ścią, przy­naj­mniej nie w kra­jach wy­so­ko roz­wi­nię­tych i roz­wi­ja­ją­cych się. Wi­dy­wa­ne cza­sem na uli­cach cuch­ną­ce wóz­ki z pa­rów­ka­mi w bia­ło­sza­rej buł­ce od­stra­sza­ją mnie już sa­mym smro­dem. Szcze­rze mó­wiąc, ni­g­dy nie wi­dzia­łam zdro­wo wy­glą­da­ją­ce­go czło­wie­ka, nie­za­leż­nie od wie­ku, któ­ry za­ta­pia zęby w glu­te­no­wym gnio­cie wy­pcha­nym prze­mie­lo­ny­mi wy­mio­na­mi i in­ny­mi zwie­rzę­cy­mi od­pa­da­mi - glo­ba­li­za­cja opa­no­wa­ła rów­nież zbio­ro­wą rzeź, i to na ca­łe­go.

Ale dla­cze­go pro­du­cen­ci wy­ro­bów (teo­re­tycz­nie) wy­so­kiej kla­sy, rów­nież sprze­da­ją świń­stwo, z tym że dro­gie?

Do nie­daw­na bo­czek ku­po­wa­ny u za­ufa­ne­go gó­ra­la po gril­lo­wej ob­rób­ce był pysz­ny i pach­ną­cy - wy­ta­piał się z nie­go tłuszcz i mo­gli­śmy wci­nać smacz­ne mię­sne chip­sy. Dziś ten sam pro­dukt po ścią­gnię­ciu z gril­la wy­glą­da jak cuch­ną­ca ska­mie­li­na pły­wa­ją­ca w po­ma­rań­czo­wej mazi, któ­ra tak na­praw­dę po­win­na mieć kon­sy­sten­cję smal­cu. Jesz­cze nie spraw­dza­łam, ale mam po­waż­ne wąt­pli­wo­ści, czy na te wąt­pli­wej ja­ko­ści ra­ry­ta­sy sku­si­ły­by się cho­ciaż zwie­rzę­ta.

Głod­na chcę prze­gryźć ka­ba­no­sa, ale po przyj­rze­niu się opa­ko­wa­niu stwier­dzam, że nie będę się szpry­co­wać tą cięż­ko­straw­ną che­mią. Ma­lo­wa­ne, aro­ma­ty­zo­wa­ne, dym wę­dzar­ni­czy pra­wie iden­tycz­ny z na­tu­ral­nym. Kosz­mar! Pani w skle­pie tłu­ma­czy, że ka­ba­no­sy ściem­nie­ją, jed­nak od­po­wia­dam, że na pew­no nie te, bo to, czym są po­kry­te, to far­ba, a ta może się je­dy­nie utle­nić, choć sama nie wiem, jak za­cho­wa się na mię­sie po dłuż­szym cza­sie.

Nie tak daw­no te­sto­wa­łam ho­te­lo­we­go ko­tle­ta - wy­trzy­mał w wor­ku sześć ty­go­dni, za­nim za­czął ple­śnieć...

Naj­strasz­niej­sze jest to, że kon­su­ment, ku­pu­jąc szyn­kę czy wę­dli­nę za 40-120 zł, my­śli, że ku­pu­je na­praw­dę zdro­we mię­so dla sie­bie i swo­ich bli­skich, a tym­cza­sem co­raz czę­ściej oka­zu­je się, że pro­dukt jest na­strzy­ki­wa­ny, pe­łen che­mii, aro­ma­tów czy glu­te­nu. Je­dy­ne, co róż­ni te pro­duk­ty od ta­nie­go syfu, to to, że oszu­stwa do­ko­nu­je się w bar­dziej ele­ganc­ki spo­sób, no i są one sprze­da­wa­ne w mi­łych, bu­dzą­cych za­ufa­nie bu­ti­kach spo­żyw­czych (ma­łych skle­pach de­ta­licz­nych spe­cja­li­zu­ją­cych się w sprze­da­wa­niu "mod­nej" żyw­no­ści).

W sa­mej Unii Eu­ro­pej­skiej do pro­duk­cji żyw­no­ści zu­ży­wa się 170 ty­się­cy ton aro­ma­tów rocz­nie! Każ­da go­spo­dy­ni do­mo­wa wie, że kie­dy do cia­sta wle­je o kro­plę aro­ma­tu za dużo, bę­dzie ono już nie­ja­dal­ne - a co do­pie­ro przy ta­kich ilo­ściach. Aro­ma­ty są wszę­dzie - od chip­sów po pro­duk­ty dla dzie­ci, któ­re czę­sto pro­du­ko­wa­ne są z kon­cen­tra­tów, a obok wa­rzyw i owo­ców sta­ły je­dy­nie w hi­per­dro­gich re­kla­mach te­le­wi­zyj­nych.

A co z lo­da­mi? Se­zon co praw­da mamy w wa­ka­cje, ale praw­dzi­wi wiel­bi­cie­le nie od­pusz­cza­ją przez cały rok. Tyl­ko że w więk­szo­ści przy­pad­ków nie jemy już śmie­ta­ny i owo­ców, a ist­ny kon­glo­me­rat che­micz­ny.

Li­sta wy­bra­nych lo­do­wych "sma­ków":

al­de­hyd C-17 - lo­dom na­da­je smak wi­śnio­wy, ale w prze­my­śle sto­so­wa­ny jest do pro­duk­cji gumy i barw­ni­ków; pi­pe­ro­nal - sto­so­wa­ny w prze­my­śle per­fu­me­ryj­nym i jako śro­dek do zwal­cza­nia wszy; lo­dom na­da­je smak wa­ni­lio­wy; octan ety­lu - w lo­dach ma imi­to­wać smak ana­na­so­wy, ale uży­wa­ny jest rów­nież do czysz­cze­nia skór; al­de­hyd ma­sło­wy - uży­wa­ny jest do pro­duk­cji kle­jów kau­czu­ko­wych, na­to­miast lo­dom na­da­je smak orze­cho­wy; octan amy­lu - lo­dom na­da­je smak ba­na­no­wy, ale uży­wa­ny jest rów­nież jako roz­pusz­czal­nik farb olej­nych; octan ben­zy­lu - uży­wa­ny jako roz­pusz­czal­nik azo­ta­nów; w lo­dach imi­tu­je smak tru­skaw­ko­wy; al­de­hyd C-18 - uży­wa­ny do pro­duk­cji de­ter­gen­tów; na­da­je lo­dom smak cze­ko­la­do­wy.

Kie­dyś mie­li­śmy wiel­kie po­lo­wa­nie i wiel­kie od­ży­wia­nie. Czło­wiek ło­wił ryby, tro­pił zwie­rzy­nę, szu­kał owo­ców i ro­ślin ja­dal­nych. Dziś mamy wiel­kie żar­cie i wiel­kie pro­ble­my. Homo sa­piens na­dal po­lu­je, z tym że na oka­zje w skle­pach otwar­tych 24 go­dzi­ny na dobę, 365 dni w roku, za­po­mi­na­jąc o tym, że na­sze ko­mór­ki na­dal tra­wią tyl­ko sub­stan­cje od­żyw­cze, a nie na­zwy pro­duk­tów czy mar­ki.

KON­SUMP­CJA ZRÓW­NO­WA­ŻO­NA A KON­SUMP­CJO­NIZM

Współ­cze­sny świat cha­rak­te­ry­zu­je się kon­cen­tra­cją sił i fak­tów spo­łecz­nych, któ­re okre­śla się za­rów­no koń­cem ery prze­my­sło­wej, jak i po­cząt­kiem no­wej ery. Po­dej­mo­wa­ne są pró­by zde­fi­nio­wa­nia ak­tu­al­nej sy­tu­acji glo­bal­nej - naj­po­pu­lar­niej­sze okre­śle­nia to "era zrów­no­wa­żo­ne­go roz­wo­ju" lub "era eko­lo­gicz­ne­go roz­wo­ju", a tak­że "re­wo­lu­cja prze­trwa­nia" (su­sta­ina­bi­li­ty re­vo­lu­tion), któ­ra po­win­na pro­wa­dzić do prze­strze­ga­nia gra­nic wzro­stu go­spo­dar­cze­go, sfor­mu­ło­wa­nych 30 lat temu w pierw­szym ra­por­cie Klu­bu Rzym­skie­go (była to pro­gno­za ostrze­gaw­cza, wska­zu­ją­ca na wy­czer­py­wa­nie się po­ten­cja­łu roz­wo­jo­we­go go­spo­dar­ki świa­to­wej). W związ­ku ze zmia­na­mi, któ­re już za­szły na świe­cie, pro­po­nu­je się po­szu­ki­wa­nie in­no­wa­cji, a przede wszyst­kim pod­ję­cie świa­do­mej ak­cji pro­mu­ją­cej po­żą­da­ne zmia­ny. Re­wo­lu­cja prze­trwa­nia po­win­na do­pro­wa­dzić do za­sad­ni­czej zmia­ny ro­dza­ju am­bi­cji i aspi­ra­cji roz­wo­jo­wych spo­łe­czeństw ludz­kich.

Re­wo­lu­cja ta nie może być ste­ro­wa­na: po­win­na po­le­gać na mo­bi­li­za­cji wiel­kie­go ru­chu oby­wa­tel­skie­go w wy­mia­rze ogól­no­świa­to­wym. Ruch ten może zmie­nić mo­del aspi­ra­cji spo­łe­czeństw. Ruch oby­wa­tel­ski, któ­ry mógł­by do­ko­nać re­wo­lu­cji prze­trwa­nia, po­wi­nien po­sia­dać pięć cech, któ­re by­ły­by wy­róż­ni­kiem no­we­go spo­łe­czeń­stwa:

wi­zjo­ner­stwo ro­zu­mia­ne jako zdol­ność do my­śle­nia dłu­go­­okre­so­wego; sie­cio­wość, ozna­cza­ją­ca dą­że­nie do roz­wi­ja­nia sto­sun­ków spo­łecz­nych na pod­sta­wie dy­na­micz­nie roz­wi­ja­ją­cej się glo­bal­nej sie­ci in­for­ma­cyj­nej; ce­cha ta uzna­wa­na jest za wa­ru­nek klu­czo­wy po­ro­zu­mie­nia i or­ga­ni­zo­wa­nia ru­chu oby­wa­tel­skie­go; ce­cha praw­dy, ro­zu­mia­na jako pod­sta­wa re­ali­zmu oce­ny fak­tów oraz ten­den­cji roz­wo­jo­wych; po­wszech­na edu­ka­cja, bez któ­rej nie by­ło­by moż­li­we wpro­wa­dze­nie po­zo­sta­łych za­sad; mi­łość ro­zu­mia­na jako nor­ma mo­ral­na zwią­za­na z przy­ja­znym na­sta­wie­niem do in­nych lu­dzi, z go­to­wo­ścią do wza­jem­ne­go zro­zu­mie­nia i współ­dzia­ła­nia.

Jak­kol­wiek uto­pij­nie brzmia­ły­by po­wyż­sze po­stu­la­ty, kon­struk­cja re­wo­lu­cji prze­trwa­nia (eko­lo­gicz­nej) wy­ma­ga już dziś dą­że­nia do na­sy­ce­nia wi­zji przy­szło­ści war­to­ścia­mi hu­ma­ni­stycz­ny­mi.

Kon­cep­cja zróż­ni­co­wa­nej kon­sump­cji jest fun­da­men­tal­nym ele­men­tem eko­ro­zwo­ju, zwa­ne­go ina­czej roz­wo­jem zrów­no­wa­żo­nym. Od­no­si się on do eko­no­mii po­li­tycz­nej za­kła­da­ją­cej ja­kość ży­cia na po­zio­mie, na jaki po­zwa­la obec­ny roz­wój cy­wi­li­za­cyj­ny. Do­ku­ment ONZ pro­po­nu­je na­stę­pu­ją­cą de­fi­ni­cję: "Zrów­no­wa­żo­ny roz­wój Zie­mi to roz­wój, któ­ry za­spo­ka­ja pod­sta­wo­we po­trze­by wszyst­kich lu­dzi oraz za­cho­wu­je, chro­ni i przy­wra­ca zdro­wie i in­te­gral­ność eko­sys­te­mu Zie­mi, bez za­gro­że­nia moż­li­wo­ści za­spo­ko­je­nia po­trzeb przy­szłych po­ko­leń i bez prze­kra­cza­nia dłu­go­ter­mi­no­wych gra­nic po­jem­no­ści eko­sys­te­mu Zie­mi".

Za­spo­ko­je­nie po­trze­by kla­sy­fi­ko­wa­ne jest jako kon­sump­cja zrów­no­wa­żo­na, lecz je­śli uzna­my, że cho­dzi o wszyst­kie pod­sta­wo­we po­trze­by, to od­po­wia­da­ją­ca im kon­sump­cja zrów­no­wa­żo­na jest rów­no­waż­na z moż­li­wą do osią­gnię­cia ja­ko­ścią ży­cia.

Ma­jąc na my­śli kon­sump­cję pro­duk­tów i usług ryn­ko­wych, w kra­jach go­spo­dar­czo roz­wi­nię­tych do­ko­na­ły się istot­ne zmia­ny w ludz­kiej psy­chi­ce, za spra­wą cze­go po­wsta­ła nowa eko­no­micz­na ewan­ge­lia kon­sump­cji, nie tyl­ko w pe­jo­ra­tyw­nym sen­sie. W ślad za roz­wo­jem go­spo­dar­czym duże gru­py spo­łecz­ne do­świad­cza­ją tam wzra­sta­ją­cej ja­ko­ści ży­cia, a więc, obok wzro­stu po­zio­mu kon­sump­cji ma­te­rial­nej, tak­że lep­szej ochro­ny ludz­kie­go zdro­wia, ła­twiej­sze­go do­stę­pu do wy­kształ­ce­nia i dóbr kul­tu­ry, bez­pie­czeń­stwa pu­blicz­ne­go, pew­niej­sze­go za­trud­nie­nia, ro­sną­cej ak­tyw­no­ści oby­wa­tel­skiej i spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej. Te skła­do­we ja­ko­ści ży­cia z jed­nej stro­ny są pro­duk­ta­mi roz­wo­ju go­spo­dar­cze­go, z dru­giej zaś jego wa­run­kiem. Bez wy­so­kiej ja­ko­ści ży­cia kon­su­men­tów wy­sił­ki pro­mo­cyj­ne firm tra­fia­ły­by w próż­nię. Każ­dy roz­wój go­spo­dar­czy, a więc i eko­ro­zwój, za­sa­dza się na po­pra­wie ja­ko­ści ży­cia, na­wet je­śli okre­śli­my jego cel jako "za­spo­ka­ja­nie po­trzeb wszyst­kich lu­dzi". Moż­na chy­ba przy­jąć, że zrów­no­wa­żo­ny po­ziom kon­sump­cji to taki, gdy kon­su­mu­je­my do­bra ma­te­rial­ne i usłu­gi w stop­niu wy­star­cza­ją­cym, by za­spo­ka­jać pod­sta­wo­we po­trze­by i osią­gać wyż­szą ja­kość ży­cia, mi­ni­ma­li­zu­jąc zu­ży­cie za­so­bów na­tu­ral­nych i ma­te­ria­łów szko­dli­wych dla śro­do­wi­ska po­wsta­ją­cych na wszyst­kich eta­pach pro­duk­cji, a jed­no­cze­śnie nie ogra­ni­cza­jąc praw na­stęp­nych po­ko­leń do ta­kiej kon­sump­cji1.

1 Kra­mer J., Kon­sump­cja - ewo­lu­cja ról i zna­czeń [w:] "Kon­sump­cja i roz­wój", nr 1, In­sty­tut Ba­dań Ryn­ku, Kon­sump­cji i Ko­niunk­tur, War­sza­wa 2011, s. 5-15.

KON­SUMP­CJO­NIZM I JEGO SKUT­KI

Czym jest kon­sump­cjo­nizm? De­fi­niu­je się go jako po­sta­wę cha­rak­te­ry­zu­ją­cą się nad­mier­nym przy­wią­za­niem do zdo­by­wa­nia dóbr ma­te­rial­nych, bez zwa­ża­nia na spo­łecz­ne, eko­lo­gicz­ne i in­dy­wi­du­al­ne kosz­ty. To po­gląd uzna­ją­cy kon­sump­cję za naj­wyż­szą war­tość, głów­ny wy­znacz­nik po­zio­mu ja­ko­ści ży­cia. Idea kon­sump­cjo­ni­zmu za­sa­dza się na he­do­ni­stycz­nej przy­jem­no­ści czer­pa­nej z na­by­wa­nia, gro­ma­dze­nia i zu­ży­wa­nia dóbr, czy­li naj­wyż­szej i je­dy­nej war­to­ści.

Czy na­sza pla­ne­ta wy­trzy­ma nad­mier­ną kon­sump­cję?

Kie­dyś je­dy­ną do­stęp­ną ener­gią była ener­gia sło­necz­na. Dziś w cią­gu roku zu­ży­wa­my rów­no­war­tość ener­gii, któ­rej Słoń­ce do­star­cza­ło­by nam przez 100 lat. Nie­od­łącz­nym ele­men­tem na­sze­go ży­cia sta­ła się ropa. Mo­że­my ją zna­leźć w pły­tach CD, pla­sti­ko­wych re­kla­mów­kach, le­kach, kom­pu­te­rach, ubra­niach, ko­sme­ty­kach, te­le­fo­nach, a po­śred­nio na­wet w je­dze­niu. Każ­da spo­ży­ta przez nas ka­lo­ria to 80 ka­lo­rii ropy prze­two­rzo­nej na na­wo­że­nie upraw, opa­ko­wa­nie pro­duk­tów, ich chło­dze­nie i trans­port. Roz­są­dek na­ka­zy­wał­by szu­kać in­nych roz­wią­zań i ko­rzy­stać z od­na­wial­nych źró­deł ener­gii. Obec­nie spa­la­my 10 mi­lio­nów ba­ry­łek ropy dzien­nie i sza­cu­je się, że za 40 lat jej za­so­by zo­sta­ną wy­czer­pa­ne.

Po­wszech­nie zna­ny kon­cern pe­tro­che­micz­ny dzien­nie wy­do­by­wa w Ni­ge­rii ropę o war­to­ści 13 mi­liar­dów fun­tów, co w prze­li­cze­niu daje 1,5 mi­liar­da fun­tów na go­dzi­nę i 400 fun­tów na se­kun­dę - w kra­ju, w któ­rym więk­szość miesz­kań­ców musi prze­trwać za 1 do­la­ra dzien­nie. W ra­mach dba­nia o lo­kal­ną spo­łecz­ność kon­cern pe­tro­che­micz­ny obie­cał miesz­kań­com ośro­dek zdro­wia, któ­re­go bu­do­wa jed­nak ni­g­dy nie zo­sta­ła ukoń­czo­na, oraz prze­ka­zy­wa­nie 13% do­cho­dów na po­trze­by miej­sco­wej lud­no­ści. W kra­ju nie ma elek­trycz­no­ści, szkół, do­stę­pu do wody. Ryby za­tru­wa ropa z ra­fi­ne­rii i plat­form wiert­ni­czych, a więc, by były one zdat­ne do spo­ży­cia, miesz­kań­cy ob­my­wa­ją je w prosz­ku do pra­nia. Po­nie­waż naj­waż­niej­szy jest zysk, a eks­port był­by zbyt dro­gi, fir­ma wy­pusz­cza gazy do at­mos­fe­ry. Rów­nież bu­do­wa in­fra­struk­tu­ry, któ­ra do­star­cza­ła­by ropę miesz­kań­com Ni­ge­rii, jest nie­opła­cal­na. W efek­cie kon­cern pe­tro­che­micz­ny emi­tu­je do at­mos­fe­ry 70 mi­lio­nów ton dwu­tlen­ku wę­gla rocz­nie, nie­ja­ko gwa­ran­tu­jąc lo­kal­nej lud­no­ści raka, ast­mę i cho­ro­by skó­ry.

Prze­mysł naf­to­wy nami rzą­dzi. Od 50 lat mo­że­my ko­rzy­stać z al­ter­na­tyw­nych źró­deł ener­gii, a jed­nak tego nie ro­bi­my. Woj­ny o za­so­by na­tu­ral­ne to­czy­ły się od za­wsze. Zie­mia peł­na jest ciał tych, któ­rzy po­sia­da­li zwie­rzę­ta, wodę, ka­mie­nie, ży­zną gle­bę, przy­pra­wy. Zwłasz­cza je­den kon­ty­nent - Afry­ka - oka­zał się peł­ny ta­kich obiek­tów po­żą­da­nia, czy­li za­so­bów na­tu­ral­nych: mie­dzi, ba­weł­ny, zło­ta, ko­ści sło­nio­wej, drew­na, dia­men­tów i lu­dzi. Nie­wol­ni­cy byli do­sko­na­łym źró­dłem ta­niej ener­gii, do­pó­ki nie od­kry­to in­ne­go, mniej kło­po­tli­we­go, czy­li wła­śnie ropy.

Licz­ba lud­no­ści Zie­mi cią­gle się zwięk­sza, a żą­dza po­sia­da­nia ro­śnie wraz z nią. Przez ty­siąc­le­cia zo­sta­wia­li­śmy świat lep­szym, niż go za­sta­li­śmy: koło, rzą­dy pra­wa, pe­ni­cy­li­na - to był po­stęp. Obec­nie nie­ogra­ni­czo­ny kon­sump­cjo­nizm wie­dzie do upad­ku cy­wi­li­za­cji. Wy­ma­ga­my od pla­ne­ty co­raz wię­cej i wię­cej. Współ­cze­śni mło­dzi lu­dzie dzię­ki te­le­wi­zji wie­dzą o świe­cie wię­cej niż ich przod­ko­wie, ko­rzy­sta­ją też z więk­szej licz­by urzą­dzeń, ale czy to spra­wia, że są szczę­śliw­si?

Nar­ciar­stwo na pu­sty­ni, oświe­tla­nie pu­stych biu­row­ców, ogrze­wa­nie po­wie­trza - ener­gia jest mar­no­tra­wio­na na każ­dym kro­ku. Chiń­czy­cy co czte­ry dni otwie­ra­ją nową elek­trow­nię. Ener­gii po­trze­bu­ją, żeby za nędz­ne gro­sze pro­du­ko­wać tan­det­ne pla­sti­ko­we za­baw­ki pa­ko­wa­ne w pla­sti­ko­we tor­by. Na­stęp­nie my, kon­su­men­ci, cuch­ną­cy­mi sa­mo­cho­da­mi je­dzie­my po nie do hi­per­mar­ke­tów, gdzie wrzu­ca­my je do pla­sti­ko­wych re­kla­mó­wek. Dwa dni póź­niej za­baw­ka się psu­je i wra­ca na chiń­skie wy­sy­pi­sko śmie­ci, gdzie bę­dzie za­le­gać przez ja­kieś 50 ty­się­cy lat. Zy­ski ze sprze­da­ży bu­tel­ko­wa­nej wody w USA to 42 mi­lio­ny do­la­rów każ­de­go dnia. Jest ona 10 ty­się­cy razy droż­sza niż woda z kra­nu. Ziem­nia­ki jadą z pół­noc­nej Fran­cji do po­łu­dnio­wych Włoch po to, żeby po prze­ro­bie­niu na pu­rée wró­cić z po­wro­tem do Fran­cji. To samo dzie­je się z mle­kiem, któ­re je­dzie z kra­ju A do kra­ju B po to, by po prze­two­rze­niu na jo­gurt wró­cić zno­wu do kra­ju A. Czy te dzia­ła­nia, poza zy­ska­mi kon­cer­nów, mają ja­ki­kol­wiek sens? Czy są ko­niecz­ne?

Wie­le idei pró­bo­wa­ło za­wład­nąć świa­tem: ko­mu­nizm, fa­szyzm, róż­ne re­li­gie, scjen­to­lo­gia, de­mo­kra­cja, ale wy­grał kon­sump­cjo­nizm. Co­dzien­nie je­ste­śmy bom­bar­do­wa­ni ok. 3 ty­sią­ca­mi re­klam. Wma­wia­ją nam, że bę­dzie­my szczę­śliw­si i pięk­niej­si, je­śli ku­pi­my dane pro­duk­ty, usi­łu­ją roz­pa­lić w nas żą­dzę ich po­sia­da­nia. Naj­wcze­śniej pod wpły­wem re­kla­my zna­leź­li się Ame­ry­ka­nie. Prze­cięt­ny Ame­ry­ka­nin zu­ży­wa dziś 2 razy wię­cej ener­gii niż Eu­ro­pej­czyk, 9 razy wię­cej niż Chiń­czyk, 15 razy wię­cej niż miesz­ka­niec In­dii i 50 razy wię­cej niż miesz­ka­niec Afry­ki.

Gdy­by wszy­scy na Zie­mi kon­su­mo­wa­li tyle co Eu­ro­pej­czy­cy i Ja­poń­czy­cy ra­zem wzię­ci, po­trze­bo­wa­li­by­śmy dwóch do­dat­ko­wych pla­net, żeby za­spo­ko­ić za­po­trze­bo­wa­nie na su­row­ce. Gdy­by do­rów­na­li Ame­ry­ka­nom, Au­stra­lij­czy­kom i Ka­na­dyj­czy­kom, po­trzeb­ne by­ły­by czte­ry do­dat­ko­we pla­ne­ty. A je­śli do 2040 roku, kie­dy bę­dzie nas już 9 mi­liar­dów, na­dal bę­dzie­my kon­su­mo­wać w tym tem­pie, po­trzeb­nych bę­dzie aż sześć do­dat­ko­wych pla­net, aby udźwi­gnąć ten cię­żar.

Ce­lem ka­pi­ta­li­zmu jest nie­ustan­ny wzrost, jed­nak nie da się go osią­gnąć na pla­ne­cie o ogra­ni­czo­nych za­so­bach. Obec­ny sys­tem go­spo­dar­czy jest za­bój­czy za­rów­no dla Zie­mi, jak i dla jej miesz­kań­ców. Po czte­rech stu­le­ciach ka­pi­ta­li­zmu 1% ludz­ko­ści za­gar­nął dla sie­bie 40% bo­gactw, naj­uboż­szej po­ło­wie lu­dzi zo­sta­wia­jąc za­le­d­wie 1%. Go­spo­dar­ka się roz­wi­ja - kie­dy biz­nes się krę­ci, lu­dzie mają wię­cej pie­nię­dzy i po­ja­wia się kon­sump­cjo­nizm. Pod osło­ną ci­che­go po­ro­zu­mie­nia igno­ru­je­my zmia­ny kli­ma­tycz­ne. Jed­nak kie­dy je­dy­ną mia­rą war­to­ści sta­je się bo­gac­two ma­te­rial­ne, lo­gicz­ną kon­se­kwen­cją jest nisz­cze­nie pla­ne­ty.

Roz­sąd­nie by­ło­by zna­leźć zło­ty śro­dek po­mię­dzy po­wro­tem do epo­ki ka­mie­nia łu­pa­ne­go a dal­szą eks­pan­sją wszech­obec­nej, nie­ogra­ni­czo­nej kon­sump­cji. Mówi się o tym, że ja­kość na­sze­go ży­cia się pod­no­si, że się ono znacz­nie wy­dłu­ży­ło. Ale czy tak jest na­praw­dę?

Za­miast spo­ży­wać nor­mal­ne po­kar­my więk­szość kon­su­men­tów, nie­świa­do­ma no­wych, wy­so­ko­wy­daj­nych me­tod pro­duk­cji żyw­no­ści, spo­ży­wa chłam na­fa­sze­ro­wa­ny sub­stan­cja­mi che­micz­ny­mi, tok­sycz­ny­mi dla czło­wie­ka i śro­do­wi­ska. Ana­li­zu­jąc in­for­ma­cje o wy­dłu­żo­nej dłu­go­ści na­sze­go ży­cia, mu­si­my wziąć pod uwa­gę epi­de­mie cho­rób cy­wi­li­za­cyj­nych i to, że przy ży­ciu je­ste­śmy pod­trzy­my­wa­ni far­ma­ko­lo­gicz­nie, a na­sze cia­ła są tak peł­ne che­mii, że po śmier­ci na­wet się już nor­mal­nie nie roz­kła­da­ją. Wąt­pli­wym jest to, aby ja­kość na­sze­go ży­cia fak­tycz­nie się po­lep­sza­ła. Roz­wój tech­no­lo­gii i pro­duk­cja ma­so­wa gna­ją na­przód, my jed­nak - w mo­jej opi­nii - jako lu­dzie co­fa­my się. Prze­sta­je­my my­śleć sa­mo­dziel­nie, czy­tać książ­ki, któ­re roz­wi­ja­ją wy­ob­raź­nię. Sta­je­my się nie­wol­ni­ka­mi wir­tu­al­ne­go świa­ta i no­wi­nek tech­no­lo­gicz­nych, bez któ­rych czę­sto nie po­tra­fi­my funk­cjo­no­wać, jak np. GPS - ile osób wciąż po­tra­fi do­trzeć do celu, wy­ko­rzy­stu­jąc je­dy­nie zmysł orien­ta­cji, in­tu­icję i mowę?

"Lu­dzie zna­ją dziś cenę wszyst­kie­go, nie zna­jąc war­to­ści ni­cze­go".

"Gdy czło­wiek jest szczę­śli­wy, żyje w har­mo­nii z sa­mym sobą i swo­im oto­cze­niem".

Oscar Wil­de

Spo­łe­czeń­stwo nie mo­gło­by oczy­wi­ście funk­cjo­no­wać bez pew­ne­go po­zio­mu kon­sump­cji. Jed­nak kon­sump­cjo­nizm umiej­sca­wia się w sa­mym cen­trum go­spo­dar­ki, a wszyst­ko przed­sta­wia­ne jest nam tak, aby prze­ko­nać nas, by­śmy kon­su­mo­wa­li jesz­cze wię­cej. Bil­bor­dy, ga­ze­ty, ma­ga­zy­ny, te­le­wi­zja dzień za dniem bom­bar­du­ją nas re­kla­ma­mi. Może nam się wy­da­wać, że każ­da fir­ma sprze­da­je inny pro­dukt, inną mar­kę, inny li­fe­sty­le, ale tak na­praw­dę wszyst­kie one sprze­da­ją nam jed­ną wspól­ną ideę, mó­wią­cą o tym, że im wię­cej kon­su­mu­je­my, tym lep­sze sta­je się na­sze ży­cie. Kon­sump­cjo­nizm nie­po­strze­że­nie stał się pod­sta­wo­wym spo­so­bem spę­dza­nia wol­ne­go cza­su, ide­olo­gią, któ­rej da­je­my się uwieść, ale też ide­olo­gią bar­dzo zwod­ni­czą, taką, przez któ­rą sta­je­my się ge­ne­ra­cją za­ku­po­ho­li­ków. Śred­ni po­ziom kon­sump­cji po­mno­żo­ny przez bli­sko sie­dem mi­liar­dów lu­dzi rów­nać się może ka­ta­stro­fie. Czę­sto nie zda­je­my so­bie spra­wy z tego, jaka jest fak­tycz­na cena pro­duk­tów, któ­re ku­pu­je­my, i choć idio­tycz­ne może się wy­da­wać łą­cze­nie im­por­tu ja­błek z No­wej Ze­lan­dii z de­struk­cją na­szej pla­ne­ty, to jed­nak każ­dy naj­drob­niej­szy akt kon­sump­cji jest bez­po­śred­nio po­wią­za­ny z po­waż­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi. Na­sza zwięk­sza­ją­ca się po­pu­la­cja, któ­ra kon­su­mu­je cią­gle wię­cej i wię­cej, jest za­leż­na od eko­sys­te­mu, ten zaś jest bli­ski upad­ku. Po­ziom ga­zów uwal­nia­nych do at­mos­fe­ry jest wyż­szy niż kie­dy­kol­wiek przez ostat­nie 650 ty­się­cy lat, lo­dow­ce top­nie­ją, po­ziom mórz się pod­no­si. I nie ma już sen­su roz­wa­żać tego, czy rze­czy­wi­ście się tak dzie­je. Na­le­ża­ło­by ra­czej za­jąć się tym, jaki wpływ zmia­ny te będą mia­ły na na­sze ży­cie - nikt bo­wiem nie jest w sta­nie unik­nąć kon­se­kwen­cji. Jak zna­leź­li­śmy się w tej pu­łap­ce?

Otóż w do­bie re­wo­lu­cji prze­my­sło­wej pro­du­ko­wa­ne do­bra sta­wa­ły się co­raz tań­sze, a przez to po­wszech­nie do­stęp­ne dla co­raz więk­szej licz­by osób. Lep­sze ży­cie cze­ka­ło tuż za ro­giem. Zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­ny zo­stał rów­nież pro­ces za­ku­pów. Na­stą­pi­ła trans­for­ma­cja, któ­ra pro­ces ku­po­wa­nia uczy­ni­ła spo­so­bem na spę­dza­nie wol­ne­go cza­su i wy­po­czy­nek. Skle­py ofe­ro­wa­ły swo­im klien­tom świat ma­rzeń pe­łen luk­su­so­wych dóbr ma­te­rial­nych, sta­ły się ko­ścio­ła­mi dla no­wych wy­znaw­ców. Kra­jem, w któ­rym kon­sump­cja sta­ła się spo­so­bem na ży­cie, były Sta­ny Zjed­no­czo­ne. Na po­cząt­ku XX wie­ku USA mia­ły naj­wyż­szy wskaź­nik bo­gac­twa na oso­bę, co otwie­ra­ło nowe ryn­ki zby­tu. Przed­się­bior­cy i biz­nes­me­ni zda­li so­bie spra­wę z tego, że mogą bu­do­wać swo­je for­tu­ny, pro­du­ku­jąc i sprze­da­jąc do­bra luk­su­so­we w ce­nach ak­cep­to­wal­nych dla ame­ry­kań­skiej kla­sy ro­bot­ni­czej. Moż­li­wość i zdol­ność kon­sump­cji sta­ły się nie­od­zow­ny­mi ele­men­ta­mi ame­ry­kań­skie­go snu. Od tej pory kon­sump­cjo­nizm ob­rał zu­peł­nie nowy kie­ru­nek roz­wo­ju. Za­czął sty­mu­lo­wać ludz­kie pra­gnie­nia i nimi ma­ni­pu­lo­wać, na­krę­ca­jąc ma­rze­nia i kreu­jąc za­zdrość. Wte­dy też tak na­praw­dę na­ro­dził się prze­mysł re­kla­mo­wy, a umie­jęt­no­ści ku­sze­nia i uwo­dze­nia sta­ły się tak waż­ne jak do­star­cza­nie in­for­ma­cji.

Wiel­ki biz­nes i agen­cje re­kla­mo­we od­wo­ły­wa­ły się do psy­cho­lo­gii. Edward Ber­nays - zna­ny jako oj­ciec pu­blic re­la­tions - był za­fa­scy­no­wa­ny od­kry­cia­mi Freu­da i in­nych psy­chia­trów. Wie­rzył, że zro­zu­miaw­szy, co mo­ty­wu­je lu­dzi, moż­na wpły­wać na ich za­cho­wa­nia bez ich wie­dzy i spra­wiać, by ku­po­wa­li jesz­cze wię­cej. Uwa­żał, iż na każ­dym eta­pie ży­cia wpły­wa na nas nie­wiel­ka gru­pa lu­dzi. Zro­zu­mie­nie men­tal­nych pro­ce­sów mas jest dro­gą do kon­tro­lo­wa­nia pu­blicz­ne­go umy­słu. Re­kla­ma za­czę­ła pra­co­wać nad tym, jak wpły­wać na na­szą pod­świa­do­mość. Nie­waż­ne sta­ło się to, co pro­dukt rze­czy­wi­ście miał ro­bić, ja­kie miał mieć dzia­ła­nie, lecz to, jaką obiet­ni­cę skła­dał swo­im od­bior­com, ja­kie sa­mo­po­czu­cie miał im za­pew­nić. Od tej pory kon­sump­cjo­nizm umiej­sco­wił się głę­bo­ko w na­szych gło­wach, wy­ko­rzy­stu­jąc na­sze naj­skryt­sze uczu­cia, emo­cje, a na­wet na­sze oso­bo­wo­ści. Zo­sta­li­śmy więc wy­tre­so­wa­ni do po­żą­da­nia.

W la­tach 60. i 70. pro­te­sto­wa­no prze­ciw­ko ka­pi­ta­li­zmo­wi i po­ja­wia­ły się pierw­sze wzmian­ki o nisz­cze­niu śro­do­wi­ska, jed­nak ostrze­że­nia te uzna­no glo­bal­nie za re­la­tyw­ną cenę, któ­rą trze­ba za­pła­cić za kon­sump­cję. W la­tach 80. hip­pi­sów za­stą­pi­li yup­pies, a po­ziom bo­gac­twa był mie­rzo­ny we­dług tego, ile za­ro­bi­li­śmy i ile ku­pi­li­śmy. We­dług dzi­siej­szej eko­no­mii za nor­mal­ne za­cho­wa­nie uwa­ża się by­cie na za­ku­pach.

Na­wet akty ter­ro­ry­zmu do­ko­ny­wa­ne w USA i na ca­łym świe­cie nie były w sta­nie sta­nąć po­mię­dzy ludź­mi a ich prze­ko­na­niem o speł­nia­niu się ame­ry­kań­skie­go snu. Iro­nią jest, że naj­więk­szym za­gro­że­niem dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych i resz­ty świa­ta nie jest wca­le ter­ro­ryzm, ale kon­sump­cjo­nizm sam w so­bie.

NOWE TECH­NO­LO­GIE I IDEA ZDRO­WE­GO ŚRO­DO­WI­SKA NA­TU­RAL­NE­GO JAKO CZYN­NI­KI OGRA­NI­CZA­JĄ­CE KON­SUMP­CJO­NIZM

Po­li­ty­cy nie wie­dzą, jak ugryźć pro­blem nad­mier­ne­go kon­sump­cjo­ni­zmu. Ist­nia­ły­by jed­nak prak­tycz­ne roz­wią­za­nia, pod wa­run­kiem że mie­li­by­śmy od­wa­gę wcie­lić je w ży­cie wła­śnie te­raz. Mi­nę­ło pra­wie 250 lat, od­kąd fi­lo­zof Adam Smith po­wie­dział, iż prze­ko­na­nie o bo­gac­twie jest nie tyl­ko do­bre dla jed­nost­ki, ale też dla ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa. Wszy­scy je­ste­śmy be­ne­fi­cjen­ta­mi tej ol­brzy­miej trans­for­ma­cji, któ­ra na­stą­pi­ła na glo­bie, i wszy­scy je­ste­śmy roz­dar­ci przez wy­bo­ry do­ty­czą­ce tego, co jeść, co ku­po­wać, jak żyć - oczy­wi­ście pod wa­run­kiem, że nas na nie stać.

Glo­ba­li­za­cja ozna­cza, że ham­bur­ger, któ­re­go ku­pu­je­my w Chi­nach, bę­dzie sma­ko­wał do­kład­nie tak samo jak ten, któ­re­go ku­pi­my w USA. Kon­sump­cjo­nizm stał się świa­to­wym ję­zy­kiem, któ­ry ro­zu­mie każ­dy. Od po­cząt­ku XXI wie­ku 2 mi­liar­dy lu­dzi mogą się cie­szyć żyw­no­ścią dla ma­so­wych kon­su­men­tów. Z któ­rej­kol­wiek stro­ny by na to spoj­rzeć, jest to nie­sa­mo­wi­te osią­gnię­cie - nie moż­na za­prze­czyć, że to ozna­ka po­stę­pu. Nie­ste­ty nie do koń­ca zda­je­my so­bie spra­wę z tego, jaką cenę za owe udo­god­nie­nia przyj­dzie nam za­pła­cić. Góry śmie­ci, któ­rych co­dzien­nie się po­zby­wa­my, nie­ustan­nie ro­sną. Sama tyl­ko Wiel­ka Bry­ta­nia pro­du­ku­je w cią­gu roku 100 mi­lio­nów ton od­pa­dów. Co roku wy­rzu­ca­my 1,5 mi­liar­da kom­pu­te­rów z cze­go 99% jest w peł­ni spraw­nych. Śred­nio co 18 mie­się­cy ku­pu­je­my nowy te­le­fon ko­mór­ko­wy, po­rzu­ca­jąc tym sa­mym 90 mi­lio­nów sta­rych, ale spraw­nych urzą­dzeń na wy­sy­pi­skach śmie­ci. A do tego do­rzu­ca­my jesz­cze 3 mi­lio­ny wy­rzu­ca­nych co roku lo­dó­wek. Z każ­dym ro­kiem ku­pu­je­my wię­cej pro­duk­tów, wię­cej rze­czy, o któ­rych po­trze­bie po­sia­da­nia je­ste­śmy prze­ko­na­ni, zu­ży­wa­jąc tym sa­mym wię­cej ener­gii i pro­du­ku­jąc wię­cej od­pa­dów.

Co­raz wię­cej kra­jów na świe­cie wpa­da w si­dła nad­mier­nej kon­sump­cji. Chiń­ska go­spo­dar­ka przez ostat­nie 15 lat wzra­sta­ła śred­nio o 10% rocz­nie. Re­zul­ta­tem była ist­na eks­plo­zja kon­sump­cji. Obec­nie 250 mi­lio­nów lu­dzi - czy­li do­kład­nie tyle, ile wy­no­si cała po­pu­la­cja USA - cie­szy się w Chi­nach no­wym, "bo­ga­tym" sty­lem ży­cia. W za­chod­nim świe­cie kon­sump­cjo­nizm roz­wi­jał się przez prze­szło dwa stu­le­cia, w Chi­nach - nie­speł­na de­ka­dę! Z jed­nej stro­ny jest to wspa­nia­ła wia­do­mość dla kra­ju, któ­ry przez wie­ki cier­piał z po­wo­du bie­dy, jed­nak od­bi­je się to na in­nych ob­sza­rach ży­cia miesz­kań­ców tego kra­ju. Chi­ny pla­nu­ją bu­do­wa­nie 10 no­wych por­tów lot­ni­czych i 35 elek­trow­ni wę­glo­wych każ­de­go roku przez naj­bliż­sze 5 lat. Co­dzien­nie na chiń­skich uli­cach po­ja­wia się ty­siąc no­wych sa­mo­cho­dów - obec­nie w Chi­nach jest wię­cej po­jaz­dów niż w ca­łych Sta­nach Zjed­no­czo­nych, co ozna­cza zu­ży­cie ropy na po­zio­mie dużo wyż­szym niż jej wy­do­by­cie przez Pań­stwo Środ­ka.

Nie­moż­li­wo­ścią jest prak­tycz­ne prze­nie­sie­nie ame­ry­kań­skie­go snu do każ­de­go za­kąt­ka świa­ta - jest to po pro­stu nie­wy­ko­nal­ne. Trze­ba pa­mię­tać, że przez kon­sump­cjo­nizm cier­pi nie tyl­ko pla­ne­ta, ale rów­nież czło­wiek. Ogrom­ne kon­cer­ny ro­bią wszyst­ko, by za­do­wo­lić klien­ta i co­raz bar­dziej ob­ni­ża­ją ceny. W re­zul­ta­cie cier­pią kra­je, w któ­rych zlo­ka­li­zo­wa­na jest naj­więk­sza część pro­duk­cji. Ba­da­nia wy­ka­zu­ją, że kie­dy osią­gnie­my pe­wien po­ziom do­cho­dów, nasz po­ziom szczę­ścia ma nie­wie­le wspól­ne­go z oszczęd­no­ścia­mi zgro­ma­dzo­ny­mi w ban­ku. Szczę­ście nie jest kwe­stią ab­so­lut­ne­go bo­gac­twa, ale bo­gac­twa re­la­tyw­ne­go - w sto­sun­ku do są­sia­dów, ko­le­gów z pra­cy, osób pu­blicz­nych. Nie moż­na żyć pod cią­głą pre­sją po­sia­da­nia i ku­po­wa­nia co­raz więk­szej licz­by rze­czy, bo stres, któ­ry jest wy­ni­kiem tej pre­sji, do­pro­wa­dza nas do wy­nisz­cze­nia. Więk­szość z nas chce czuć się pew­nie, bez­piecz­nie, przy­na­le­żeć do spo­łecz­no­ści, czuć się do­brze ze swo­im praw­dzi­wym "ja", a nie tyl­ko ze swo­im ze­wnętrz­nym wi­ze­run­kiem. Jed­nak po­trze­by te nie mogą być za­spo­ko­jo­ne przez kon­sump­cjo­nizm. Lu­dzie kie­ru­ją­cy się w ży­ciu je­dy­nie ta­ki­mi ce­la­mi jak bo­gac­two, pie­nią­dze czy po­sia­da­nie, od­czu­wa­ją szczę­ście w o wie­le mniej­szym stop­niu niż oso­by, któ­re dążą do do­brych re­la­cji z in­ny­mi, za­do­wo­le­nia z pra­cy i praw­dzi­wej ja­ko­ści ży­cia. Po­nie­waż nie mo­że­my zu­peł­nie odejść od obec­ne­go spo­so­bu funk­cjo­no­wa­nia, roz­wią­za­niem jest spra­wie­nie, aby kon­sump­cjo­nizm pra­co­wał dla nas, dla in­nych lu­dzi i dla pla­ne­ty w do­bry spo­sób - moż­na go ukie­run­ko­wać na nowo i wła­śnie to po­win­ni­śmy zro­bić. Mo­że­my spra­wić, aby na­sze ży­cie było bar­dziej zna­czą­ce, kon­su­mo­wać w spo­sób od­po­wie­dzial­ny. Ist­nie­ją już tech­no­lo­gie oraz wie­dza, któ­re po­zwa­la­ją na to, by na­sza kon­sump­cja sta­ła się bar­dziej przy­ja­zna dla śro­do­wi­ska, jed­nak pro­ble­mem po­zo­sta­je prze­ko­na­nie lu­dzi do ko­rzy­sta­nia nich. Po­wsta­ją pro­jek­ty, któ­re mają na celu po­ka­za­nie, że np. eko­lo­gicz­na kon­struk­cja bu­dyn­ków może nie tyl­ko re­pre­zen­to­wać do­brą ja­kość ży­cia, ale też być opła­cal­na. Mu­si­my jed­nak brać pod uwa­gę ca­ło­kształt na­sze­go spo­so­bu funk­cjo­no­wa­nia.

Po­moc przy­cho­dzi z naj­mniej spo­dzie­wa­ne­go źró­dła - mię­dzy­na­ro­do­we or­ga­ni­za­cje za­czy­na­ją in­we­sto­wać część swo­ich środ­ków w re­ani­ma­cję śro­do­wi­ska. Na­le­ży pa­mię­tać, że od­po­wie­dzial­ność po­win­na być po­dzie­lo­na - my, jako kon­su­men­ci da­ne­go pro­duk­tu, rów­nież nie je­ste­śmy bez winy. Po­ten­cjał tkwi w po­waż­nych, prze­ło­mo­wych zmia­nach tech­no­lo­gicz­nych. Dzi­siej­sza eko­no­mia jest wciąż skan­da­licz­nie nie­wy­daj­na, po­nie­waż po­chła­nia ogrom­ne ilo­ści wody, ener­gii i róż­ne­go ro­dza­ju ma­te­ria­łów. Na­to­miast tech­no­lo­gie, któ­rych po­trze­bu­je­my, już ist­nie­ją - przy du­żych na­kła­dach in­we­sty­cyj­nych mogą stać się tań­sze i po­wszech­niej­sze.

Dzi­siaj ce­lem nie­mal każ­de­go rzą­du jest zmak­sy­ma­li­zo­wa­nie wzro­stu go­spo­dar­cze­go da­ne­go kra­ju. Naj­prost­szym spo­so­bem na roz­wój eko­no­mii jest prze­ko­na­nie lu­dzi, by kon­su­mo­wa­li i wy­da­wa­li wię­cej, co z ko­lei bu­dzi w czło­wie­ku ob­se­syj­ną chęć nie­ustan­ne­go kon­su­mo­wa­nia, któ­re ma spra­wić, że na­sze ży­cie sta­nie się lep­sze - i tak pę­tla się za­my­ka. Pa­ra­dok­sal­nie na­sze ży­cie może stać się lep­sze tyl­ko wte­dy, gdy zdo­ła­my ogra­ni­czyć kon­sump­cję do roz­sąd­nych gra­nic. Po­win­ni­śmy prze­su­nąć śro­dek cięż­ko­ści z cią­głe­go wzro­stu go­spo­dar­cze­go na sa­mo­po­czu­cie, ja­kość ży­cia, spo­łecz­ną spój­ność, kon­cen­tru­jąc się na umoc­nie­niu ludz­kie­go po­czu­cia wspól­no­ty, od­po­wie­dzial­no­ści zbio­ro­wej czy na pro­mo­wa­niu zdro­we­go ba­lan­su po­mię­dzy pra­cą za­wo­do­wą a ży­ciem pry­wat­nym. Oso­bi­ste speł­nie­nie i do­bre sa­mo­po­czu­cie po­win­ny za­jąć miej­sce przed pie­niędz­mi i in­te­re­sa­mi. To wi­zja kom­plet­nie in­ne­go świa­ta stwo­rzo­ne­go przez kom­bi­na­cję in­ne­go ro­dza­ju po­li­ty­ki i in­ne­go ro­dza­ju kon­sump­cjo­ni­zmu - świa­ta opar­te­go na za­sa­dzie lep­sze­go ży­cia za spra­wą mniej­szej kon­sump­cji. Tyl­ko w ten spo­sób mo­że­my roz­wią­zać ogól­no­świa­to­wy so­cjal­ny i śro­do­wi­sko­wy kry­zys.

RE­WO­LU­CJA WEL­L­NESS

Chęć by­cia zdro­wym i spraw­nym w wie­ku doj­rza­łym i na sta­rość ma bez­po­śred­ni wpływ na po­dej­mo­wa­ne przez nas każ­de­go dnia de­cy­zje - za­czy­na­jąc od wy­bo­ru szczo­tecz­ki i pa­sty do zę­bów, po­przez wy­bo­ry ży­wie­nio­we, aż po pre­fe­ro­wa­ną ak­tyw­ność fi­zycz­ną, od­po­wied­nie ko­sme­ty­ki, strój, a na­wet łóż­ko, w któ­rym za­zwy­czaj koń­czy­my dzień. Wy­ma­ga­my co­raz wię­cej od pro­duk­tów, któ­re kon­su­mu­je­my, i choć co­raz wię­cej z nas jest świa­do­my­mi kon­su­men­ta­mi za­in­te­re­so­wa­ny­mi skła­dem, po­cho­dze­niem, dzia­ła­niem pro­duk­tów, po któ­re się­ga­my, a tak­że ich wpły­wem na ludz­ki or­ga­nizm i zdro­wie, to świa­do­mość spo­łe­czeństw w tym wzglę­dzie jest wciąż bar­dzo ni­ska - mamy do czy­nie­nie za­le­d­wie z za­ląż­kiem re­wo­lu­cji, któ­ra nad­cho­dzi.

O wie­lu usłu­gach czy pro­duk­tach, któ­re mogą po­pra­wić ja­kość na­sze­go ży­cia i stan zdro­wia, lu­dzie po pro­stu jesz­cze nie sły­sze­li, a na­wet je­śli ta­kie in­for­ma­cje do nich do­tar­ły, nie wie­dzą, jak wy­ko­rzy­stać je dla ko­rzy­ści zdro­wot­nych czy dla po­pra­wie­nia ja­ko­ści ży­cia, co moż­na by osią­gnąć dzię­ki moż­li­wo­ściom, ja­kie daje bran­ża wel­l­ness, za­rów­no w ży­ciu pry­wat­nym, jak i w aspek­cie fi­nan­so­wym (jako źró­dło za­rob­ków). Prze­mysł zdro­wot­ny jest na tyle spe­cy­ficz­ny, że daje ol­brzy­mie moż­li­wo­ści każ­de­mu, kto chce po­pra­wić swo­je ży­cie. Dzię­ki nie­mu mo­że­my nie tyl­ko po­lep­szyć swo­ją sy­tu­ację ma­te­rial­ną, ale przede wszyst­kim za­pew­nić so­bie wie­le po­zy­tyw­nych wra­żeń - w aspek­cie zdro­wia du­cho­we­go i men­tal­ne­go oraz spraw­no­ści fi­zycz­nej.

Kie­dyś zmia­ny, aby fak­tycz­nie za­ist­nieć i się utrwa­lić, po­trze­bo­wa­ły śred­nio stu lat. We współ­cze­snym świe­cie za­cho­dzą one w cią­gu de­ka­dy, cza­sem na­wet w cią­gu za­le­d­wie kil­ku lat. Paul Zane Pil­zer, świa­to­wej sła­wy eko­no­mi­sta, przed­się­bior­ca, mul­ti­mi­lio­ner, pro­fe­sor i au­tor be­st­sel­le­rów, sza­cu­je, że w naj­bliż­szej de­ka­dzie try­lion do­la­rów do­cho­du ame­ry­kań­ska go­spo­dar­ka za­wdzię­czać bę­dzie prze­my­sło­wi wel­l­ness, któ­ry za­pew­ni lu­dziom pro­duk­ty i usłu­gi spra­wia­ją­ce, że ci będą czuć się zdro­wiej i wy­glą­dać le­piej, a tak­że ta­kie, któ­re spo­wol­nią pro­ces sta­rze­nia się lub będą za­po­bie­gać cho­ro­bom. W prze­my­śle zdro­wot­nym sza­cu­je się sprze­daż na po­zio­mie 300 bi­lio­nów do­la­rów i 300% wzro­stu rocz­nie.

Gru­pa spo­łecz­na okre­ślo­na mia­nem baby bo­omers to obec­ni pięć­dzie­się­cio-, sześć­dzie­się­cio­lat­ko­wie osią­ga­ją­cy mak­si­mum swo­ich do­cho­dów, co daje im więk­szą siłę na­byw­czą. Ich prio­ry­te­ty to za­cho­wa­nie wi­tal­no­ści i zdro­wia, po­wstrzy­my­wa­nie sta­rze­nia się, ko­rzy­sta­nie z sze­ro­ko ro­zu­mia­nej bran­ży wel­l­ness. Skłon­ni są wy­dać znacz­ną część swo­ich do­cho­dów, aby po­zo­stać w jak naj­lep­szej kon­dy­cji fi­zycz­nej i psy­chicz­nej.

Klu­czem do suk­ce­su w no­wej bran­ży jest edu­ko­wa­nie kon­su­men­ta na te­mat ofe­ro­wa­nych przez nią pro­duk­tów i usług, a przede wszyst­kim na te­mat jego (no­wych) po­trzeb. Nie mó­wi­my tu­taj jed­nak o kre­owa­niu po­trzeb nie­ist­nie­ją­cych, ale o uświa­da­mia­niu mu, że we współ­cze­snym świe­cie, kie­dy eko­sys­tem jest in­ten­syw­nie nisz­czo­ny, a po­ży­wie­nie co­raz bar­dziej pla­sti­ko­we, bran­ża wel­l­ness daje mu moż­li­wość pro­wa­dze­nia szczę­śli­we­go, zdro­we­go i ak­tyw­ne­go ży­cia mimo utrud­nio­nych wa­run­ków eg­zy­sten­cji.

O tym, że nad­cho­dzi ogól­no­świa­to­wa re­wo­lu­cja wel­l­ness, mó­wią nam sta­ty­sty­ki i współ­cze­sne tren­dy. Zdro­wie i wel­l­ness uwa­ża­ne są za me­ga­tren­dy, a głów­ne ob­sza­ry ich za­in­te­re­so­wa­nia to:

od­ży­wia­nie, za­rzą­dza­nie wagą, zdro­we sta­rze­nie się.

Głów­ne przy­czy­ny wzro­stu zna­cze­nia wy­żej wy­mie­nio­nych tren­dów to m.in.:

wy­go­da w aspek­cie od­ży­wia­nia (waż­niej­sza od ja­ko­ści), chro­nicz­ny brak cza­su, wy­so­ki po­ziom stre­su, żyw­ność ubo­ga w skład­ni­ki od­żyw­cze.

Wszyst­kie te czyn­ni­ki ra­zem wzię­te two­rzą pew­ny prze­pis na ka­ta­stro­fę.

Oka­zu­je się, że głów­nym po­wo­dem epi­de­mii oty­ło­ści i cho­rób cy­wi­li­za­cyj­nych na świe­cie (głów­nie w kra­jach wy­so­ko roz­wi­nię­tych i roz­wi­ja­ją­cych się) nie jest wca­le bio­lo­gia, ale eko­no­mia. "Nie­wia­ry­god­nie po­tęż­ne siły eko­no­micz­ne unie­moż­li­wia­ją lu­dziom przej­mo­wa­nie kon­tro­li nad wła­snym zdro­wiem i wręcz za­chę­ca­ją ich do zwięk­sza­nia wagi cia­ła - są to siły tak po­tęż­ne, że nie da się ich po­wstrzy­mać ina­czej jak tyl­ko re­wo­lu­cją"2.

2 P.Z. Pil­zer, "Ne­twork ma­ga­zyn" 2006, nr 9(3), s. 31.

Klu­czem do prze­ję­cia kon­tro­li nad wła­snym zdro­wiem jest oczy­wi­ście świa­do­mość. W pierw­szej ko­lej­no­ści trze­ba zro­zu­mieć, jak funk­cjo­nu­ją w Sta­nach Zjed­no­czo­nych3 war­ta bi­lion do­la­rów bran­ża spo­żyw­cza i war­ta 1,5 bi­lio­na do­la­rów bran­ża me­dycz­na, któ­re ra­zem sta­no­wią jed­ną czwar­tą ca­łej go­spo­dar­ki tego kra­ju.

3 W USA zja­wi­ska te są naj­bar­dziej zna­czą­ce, zaś ame­ry­kań­skie tren­dy są za­zwy­czaj na­śla­do­wa­ne przez inne kra­je, stąd Sta­ny Zjed­no­czo­ne trak­to­wa­ne są tu jako pre­kur­sor roz­wo­ju bran­ży spo­żyw­czej.

We współ­cze­snym świe­cie dys­kry­mi­na­cja ra­so­wa i płcio­wa zo­sta­ły ze­pchnię­te na dru­gi plan, a ich miej­sce za­ję­ła dys­kry­mi­na­cja z po­wo­du wy­glą­du, czy­li ze wzglę­du na wagę, kon­dy­cję fi­zycz­ną i stan zdro­wia. Więk­szość osób z nad­wa­gą czy oty­ło­ścią zaj­mu­je dziś, zu­peł­nie od­wrot­nie niż by­wa­ło w prze­szło­ści, naj­niż­sze szcze­ble na dra­bi­nie eko­no­micz­nej. Szczu­płość, nie­gdyś ko­ja­rzo­na z bie­dą, dziś sta­ła się sy­no­ni­mem bo­gac­twa, suk­ce­su, wy­so­kie­go stan­dar­du ży­cia. Szo­ku­ją­ce jest to, że mimo naj­lep­szej ko­niunk­tu­ry go­spo­dar­czej w dzie­jach ludz­ko­ści oraz do­stę­pu do wie­dzy i spe­cja­li­stów wskaź­ni­ki oty­ło­ści i nad­wa­gi w USA wzro­sły aż o 10% w cią­gu za­le­d­wie pię­ciu lat, a licz­ba osób z nad­wa­gą pra­wie się po­dwo­iła od lat 70. Dwie­ście lat temu o moż­li­wo­ściach czło­wie­ka de­cy­do­wa­ły po­cho­dze­nie i na­zwi­sko, dziś o jego szan­sach sta­no­wi wy­gląd.

Oso­by oty­łe mają utrud­nio­ne re­la­cje spo­łecz­ne oraz ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści za­wo­do­we, nie tyl­ko ze wzglę­du na dys­kry­mi­na­cję, ale po pro­stu ze wzglę­du na li­mi­to­wa­ne moż­li­wo­ści fi­zycz­ne or­ga­ni­zmu. Wbrew po­zo­rom oso­by szczu­płe rów­nież bo­ry­ka­ją się z wie­lo­ma do­le­gli­wo­ścia­mi zdro­wot­ny­mi, choć nie za­wsze są tego świa­do­me. W koń­cu prze­mysł far­ma­ceu­tycz­ny nie­ustan­nie prze­ko­nu­je nas o tym, że ogól­ny ból, chro­nicz­ne zmę­cze­nie, ze­spół me­ta­bo­licz­ny i inne po­zor­nie nie­groź­ne do­le­gli­wo­ści sta­ły się już nie­od­łącz­ny­mi ele­men­ta­mi na­szej eg­zy­sten­cji, któ­rą jed­nak mogą nam uprzy­jem­nić dzie­siąt­ki ta­ble­tek do­stęp­nych bez re­cep­ty.

Praw­da nie leży jed­nak ani po stro­nie prze­my­słu far­ma­ceu­tycz­ne­go, ani za­przy­jaź­nio­ne­go z nim prze­my­słu spo­żyw­cze­go, któ­ry po­wo­li prze­kształ­ca się z pro­du­cen­ta żyw­no­ści w kon­glo­me­rat che­micz­ny. Na­le­ża­ło­by po­wie­dzieć, że za więk­szo­ścią z tych scho­rzeń i do­le­gli­wo­ści cy­wi­li­za­cyj­nych sto­ją przede wszyst­kim za­bój­cza die­ta plus oczy­wi­ście nowy, "lep­szy" tryb ży­cia. Kon­cer­ny spo­żyw­cze wa­run­ku­ją kon­su­men­tów od ich naj­młod­szych lat tak, aby w wie­ku do­ro­słym wie­dzie­li już do­kład­nie, któ­ry pro­dukt czy usłu­gę na­le­ży wy­brać.

"Ty­sią­ce firm z dwóch ol­brzy­mich branż ame­ry­kań­skiej go­spo­dar­ki - spo­żyw­czej i me­dycz­nej - rzą­dzi się uni­wer­sal­ny­mi pra­wa­mi eko­no­mii, któ­re pro­wa­dzą je do współ­dzia­ła­nia tak zgod­ne­go, jak­by uczest­ni­czy­ły w wiel­kim, nie­go­dzi­wym spi­sku"4. W la­tach 1996-2000 pro­por­cjo­nal­nie do ro­sną­cej w za­stra­sza­ją­cym tem­pie licz­by osób oty­łych i z nad­wa­gą ro­sły rów­nież kosz­ty pro­duk­tów i usług me­dycz­nych. W cza­sie, kie­dy licz­ba oty­łych Ame­ry­ka­nów się­gnę­ła 77 mi­lio­nów, a tych z nad­wa­gą 184 mi­lio­nów, kosz­ty w "prze­my­śle cho­ro­by" wzro­sły z 1 do 1,5 mi­liar­da do­la­rów. Wszyst­kie te licz­by są wy­pad­ko­wy­mi bra­ku in­for­ma­cji, za­so­bów oraz chę­ci do ochro­ny wła­sne­go zdro­wia. Jed­nak po­zo­sta­ły od­se­tek Ame­ry­ka­nów, czy­li oso­by miesz­czą­ce się w uzna­wa­nej nor­mie wa­go­wej (39% po­pu­la­cji kra­ju), sta­no­wi za­lą­żek no­wej re­wo­lu­cji w sek­to­rze zdro­wia i w sty­lu ży­cia5.

4 P.Z. Pil­zer, "Ne­twork ma­ga­zyn" 2006, nr 9(3), s. 44.

5 P.Z. Pil­zer, Zrób for­tu­nę na zdro­wym sty­lu ży­cia, tłum. G. Łucz­kie­wicz, Kon­stan­cin-Je­zior­na 2005, s. 380.

CO­DEX ALI­MEN­TA­RIUS JAKO ZBIÓR NORM ŻY­WIE­NIO­WYCH

Co­dex Ali­men­ta­rius, czy­li Ko­deks żyw­no­ścio­wy, to zbiór mię­dzy­na­ro­do­wych norm, prak­tyk, za­le­ceń i za­sad od­no­szą­cych się do żyw­no­ści. Ten wspól­ny pro­gram zo­stał stwo­rzo­ny w la­tach 60. XX wie­ku przez ta­kie or­ga­ni­za­cje WHO (Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia) i FAO (Or­ga­ni­za­cja Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych do spraw Wy­ży­wie­nia i Rol­nic­twa). Po­wo­ła­no na­wet spe­cjal­ną Ko­mi­sję ds. Ko­dek­su Żyw­no­ścio­we­go, któ­ra ma m.in.:

chro­nić zdro­wie i in­te­re­sy kon­su­men­tów; za­pew­niać uczci­we dzia­ła­nia w mię­dzy­na­ro­do­wym han­dlu żyw­no­ścią; pro­mo­wać współ­pra­cę po­mię­dzy wszyst­ki­mi rzą­do­wy­mi i po­za­rzą­do­wy­mi or­ga­ni­za­cja­mi zaj­mu­ją­cy­mi się two­rze­niem norm żyw­no­ścio­wych; okre­ślać prio­ry­te­ty prac ko­mi­sji, ini­cjo­wać po­wsta­wa­nie pro­jek­tów no­wych norm i kie­ro­wać ich przy­go­to­wa­niem przy po­mo­cy wła­ści­wych or­ga­ni­za­cji; za­twier­dzać nowo opra­co­wa­ne nor­my i pu­bli­ko­wać je w ko­dek­sie jako obo­wią­zu­ją­ce re­gio­nal­nie lub glo­bal­nie; zmie­niać do­tych­czas opu­bli­ko­wa­ne nor­my po ich we­ry­fi­ka­cji w świe­tle po­stę­pu­ją­ce­go roz­wo­ju na­uki i tech­ni­ki.

Obec­nie do or­ga­ni­za­cji, oprócz WHO i FAO, na­le­ży 180 państw z ca­łe­go świa­ta oraz Wspól­no­ta Eu­ro­pej­ska. W opra­co­wy­wa­niu do­ku­men­tów do ko­dek­su, oprócz państw człon­kow­skich, mogą brać udział tak­że inne kra­je za­in­te­re­so­wa­ne nor­ma­mi żyw­no­ścio­wy­mi, któ­re wys­tę­pu­ją wów­czas na za­sa­dach okre­ślo­nych dla ob­ser­wa­to­rów, po­dob­ną rolę mogą przy­jąć tak­że róż­ne mię­dzy­na­ro­do­we or­ga­ni­za­cje rzą­do­we i po­za­rzą­do­we. Wszy­scy mają pra­wo zgła­szać uwa­gi na każ­dym eta­pie two­rze­nia da­nej nor­my, z wy­jąt­kiem usta­leń koń­co­wych. Sta­tu­to­wy­mi ce­la­mi ko­dek­su są uła­twia­nie han­dlu mię­dzy­na­ro­do­we­go i ochro­na kon­su­men­tów. Jed­nak­że co do tego, czy ko­deks na­praw­dę chro­ni kon­su­men­tów, są spo­re wąt­pli­wo­ści. Po­ja­wia­ją się gło­sy okre­śla­ją­ce go mia­nem po­li­tycz­ne­go ekwi­wa­len­tu współ­cze­snych do­ku­men­ta­cji tok­sy­ko­lo­gicz­nych, jako że za­twier­dza on i pro­mu­je w han­dlu żyw­no­ścią m.in. pe­sty­cy­dy, na­świe­tla­nie, bio­tech­no­lo­gię czy syn­te­tycz­ne od­po­wied­ni­ki sub­stan­cji lecz­ni­czych i od­żyw­czych.

Więk­szość lu­dzi żyje w cał­ko­wi­tej nie­świa­do­mo­ści co do praw, ja­ki­mi rzą­dzi się ry­nek żyw­no­ścio­wy, dla­te­go też nie są oni w sta­nie kon­tro­lo­wać wła­sne­go zdro­wia na­wet w tym za­kre­sie. Naj­pierw na­le­ża­ło­by zro­zu­mieć dzia­ła­nia bran­ży spo­żyw­czej, war­tej w sa­mym tyl­ko USA 1 bi­lion do­la­rów, oraz bran­ży me­dycz­nej war­tej 1,5 bi­lio­na do­la­rów, któ­re to wspól­nie (jak już wspo­mnia­łam) sta­no­wią czwar­tą część go­spo­dar­ki Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

Współ­cze­sna me­dy­cy­na trak­tu­je bóle gło­wy, za­bu­rze­nia tra­wie­nia, bóle koń­czyn, or­ga­nów, chro­nicz­ne zmę­cze­nie czy reu­ma­tyzm jako stan nor­mal­ny bądź też ele­men­ty nie­unik­nio­ne­go pro­ce­su sta­rze­nia się, nie mó­wiąc pu­blicz­nie o tym, że wszyst­kie te tak po­wszech­ne w dzi­siej­szych cza­sach scho­rze­nia, łącz­nie z epi­de­mią cho­ro­bli­wej oty­ło­ści, są bez­po­śred­nim skut­kiem współ­cze­snej die­ty pro­mo­wa­nej prze kon­cer­ny spo­żyw­cze, któ­re czę­sto są rów­nież udzia­łow­ca­mi kon­cer­nów far­ma­ceu­tycz­nych - i tu błęd­ne koło się za­my­ka. Je­den gi­gant na­pę­dza dru­gie­go, nie my­śląc o dłu­go­fa­lo­wych kon­se­kwen­cjach swo­ich dzia­łań dla ludz­ko­ści czy dla pla­ne­ty, wy­zna­cza­jąc so­bie za głów­ny cel wzrost zy­sków i eks­pan­sję na ko­lej­ne ryn­ki. Prze­mysł spo­żyw­czy - o nie­wy­obra­żal­nych dla prze­cięt­ne­go czło­wie­ka roz­mia­rach - chce, aby­śmy je­dli co­raz wię­cej żyw­no­ści moż­li­wie naj­gor­szej ja­ko­ści. Fir­my pro­du­ku­ją­ce pół­pro­duk­ty, go­to­we po­sił­ki, sło­dy­cze, prze­ką­ski za­trud­nia­ją rze­sze spe­cja­li­stów od­po­wie­dzial­nych za stwo­rze­nie pro­duk­tu, któ­ry dzię­ki wni­kli­wym ana­li­zom psy­cho­lo­gicz­nym spo­łe­czeń­stwa oraz ba­da­niom de­mo­gra­ficz­nym bę­dzie od­po­wia­dał na naj­skryt­sze pra­gnie­nia klien­tów już (naj­czę­ściej) z mar­ką zwią­za­nych. A to dla­te­go, że ła­twiej spra­wić, aby sta­ły klient zjadł np. czte­ry pacz­ki chip­sów niż prze­ko­nać nową oso­bę do ich za­ku­pu, je­że­li ta ni­g­dy nie pró­bo­wa­ła da­ne­go pro­duk­tu. Prze­mysł spo­żyw­czy dąży do sprze­da­ży jak naj­więk­szej ilo­ści wy­so­ko­prze­two­rzo­nych pro­duk­tów, co oczy­wi­ście prze­ło­ży się wprost pro­por­cjo­nal­nie na wzrost sprze­da­ży le­ków. Zgod­nie z tzw. rów­na­niem mar­ke­tin­go­wym chip­sa ziem­nia­cza­ne­go za 90% sprze­da­ży od­po­wia­da 10% klien­tów. W przy­pad­ku pro­duk­tów wy­so­ko­prze­two­rzo­nych te 10%, czy­li naj­bar­dziej cen­ną dla fir­my gru­pę do­ce­lo­wą, z re­gu­ły sta­no­wią oso­by z nad­wa­gą o ni­skich do­cho­dach, po­nie­waż to one zja­da­ją śred­nio dwa razy wię­cej od prze­cięt­ne­go kon­su­men­ta.

CER­TY­FI­KA­TY, OZNA­CZE­NIA, PRO­DUK­TY RE­GIO­NAL­NE

Czy cer­ty­fi­ka­ty na­praw­dę są gwa­ran­cją ja­ko­ści? Uży­wa­ne na opa­ko­wa­niach okre­śle­nia typu: or­ga­nicz­ne, bio, ze wsi, pro­sto od rol­ni­ka, ściół­ko­we, zdro­we itp., czę­sto są je­dy­nie chwy­ta­mi mar­ke­tin­go­wy­mi sto­so­wa­ny­mi przez pro­du­cen­tów w celu zwięk­sze­nia sprze­da­ży i na­kło­nie­nia bar­dziej świa­do­me­go kon­su­men­ta do za­ku­pu da­ne­go pro­duk­tu po­przez prze­ko­na­nie go, że sko­ro pła­ci wię­cej, to może ocze­ki­wać wyż­szej ja­ko­ści pro­duk­tu.

We­dług praw unij­nych na­wet w eko­żyw­no­ści do­pusz­cza się 5% sub­stan­cji do­dat­ko­wych. "Zdro­wi" pro­du­cen­ci mają do wy­bo­ru 48 sztucz­nych barw­ni­ków, wzmac­nia­czy sma­ku i za­pa­chu. Dla po­rów­na­nia tzw. pro­du­cen­ci kon­wen­cjo­nal­ni mają pra­wo ko­rzy­stać aż z 316 do­dat­ków do żyw­no­ści!

Nie wszyst­ko też, co fak­tycz­nie jest eko, jest jako eko ozna­czo­ne. Ist­nie­je wie­le go­spo­darstw rol­nych, w któ­rych upra­wia się ro­śli­ny w spo­sób na­tu­ral­ny, zaś zwie­rzę­ta kar­mio­ne są pa­sza­mi na­tu­ral­ny­mi, co ozna­cza, że mle­ko, sery, jaja i mię­so są zdro­we dla kon­su­men­ta. Nie wszyst­ko zło­to, co się świe­ci, i nie wszyst­ko, co ozna­czo­ne jako zdro­we, jest zdro­we...

EUROPEJSKI SYSTEM OCHRONY PRODUKTÓW TRADYCYJNYCH I REGIONALNYCH

Na pew­no przy­naj­mniej raz pod­czas za­ku­pów wi­dzie­li­ście na pro­duk­cie okrą­gły zna­czek, naj­czę­ściej w ko­lo­rze nie­bie­skim, choć bywa też czer­wo­ny, oto­czo­ny gwiazd­ka­mi, któ­re mogą su­ge­ro­wać zwią­zek z Unią Eu­ro­pej­ską. I fak­tycz­nie tak jest. W rze­czy­wi­sto­ści mamy do czy­nie­nia z trze­ma ro­dza­ja­mi sto­so­wa­nych w UE ozna­czeń do­ty­czą­cych po­cho­dze­nia i spo­so­bu po­wsta­wa­nia pro­duk­tów, któ­re mają gwa­ran­to­wać ich ja­kość i za­cho­wa­nie tra­dy­cyj­nych me­tod ich wy­twa­rza­nia. Eu­ro­pej­ska po­li­ty­ka rol­na prze­kła­da się na po­li­ty­kę ja­ko­ści, co jest wy­ni­kiem co­raz więk­szej świa­do­mo­ści kon­su­men­tów, ich co­raz wyż­szych wy­ma­gań do­ty­czą­cych spo­ży­wa­nych pro­duk­tów oraz ro­sną­cej chę­ci po­zna­nia hi­sto­rii ku­po­wa­ne­go pro­duk­tu. Pra­wa unij­ne do­ty­czą­ce wspo­mnia­nych zna­ków mają za za­da­nie obej­mo­wać ochro­ną drob­nych pro­du­cen­tów i ich pro­duk­ty, któ­re czę­sto są ści­śle zwią­za­ne z tra­dy­cją, kli­ma­tem i miej­scem ich wy­twa­rza­nia.

Ozna­cze­nia te mają za za­da­nie wy­róż­nić dwie gru­py pro­duk­tów:

pro­duk­ty re­gio­nal­ne zna­ne­go po­cho­dze­nia - do­ty­czą ich ozna­cze­nia Chro­nio­na Na­zwa Po­cho­dze­nia oraz Chro­nio­ne Ozna­cze­nie Geo­gra­ficz­ne, pro­duk­ty tra­dy­cyj­ne - do­ty­czy ich ozna­cze­nie Gwa­ran­to­wa­na Tra­dy­cyj­na Spe­cjal­ność.

CHRO­NIO­NA NA­ZWA PO­CHO­DZE­NIA (CHNP) I CHRO­NIO­NE OZNA­CZE­NIE GEO­GRA­FICZ­NE (CHOG)

Są to eu­ro­pej­skie zna­ki przy­zna­wa­ne pro­duk­tom re­gio­nal­nym wy­jąt­ko­wej ja­ko­ści, któ­rych na­zwa na­wią­zu­je do miej­sca ich wy­twa­rza­nia i pod­kre­śla ich zwią­zek z daną lo­ka­li­za­cją.

Ozna­cze­nia ChNP i ChOG mogą zo­stać nada­ne pro­duk­tom rol­nym prze­zna­czo­nym do spo­ży­wa­nia przez lu­dzi (pło­dy zie­mi, pro­duk­ty po­cho­dzą­ce z ho­dow­li i ry­bo­łów­stwa oraz pro­duk­ty pierw­sze­go prze­two­rze­nia po­zo­sta­ją­ce w związ­ku z tymi pro­duk­ta­mi) lub środ­kom spo­żyw­czym (m.in. piwo, chleb, cia­sto, ciast­ka, wy­ro­by cu­kier­ni­cze, inne wy­ro­by pie­kar­ni­cze, ma­ka­ro­ny).

Za­cho­dzi jed­nak mię­dzy nimi jed­na za­sad­ni­cza róż­ni­ca. W przy­pad­ku ozna­cze­nia ChNP wszyst­kie su­row­ce nie­zbęd­ne do wy­two­rze­nia pro­duk­tu po­cho­dzą z da­ne­go ob­sza­ru geo­gra­ficz­ne­go, od­by­wa się na nim rów­nież cały pro­ces jego pro­duk­cji. Z ko­lei znak ChOG świad­czy o tym, że na ob­sza­rze, do któ­re­go od­no­si się na­zwa pro­duk­tu, prze­bie­ga co naj­mniej je­den z eta­pów jego po­wsta­wa­nia.

GWA­RAN­TO­WA­NA TRA­DY­CYJ­NA SPE­CJAL­NOŚĆ (GTS)

Ten eu­ro­pej­ski znak ja­ko­ści przy­zna­je się pro­duk­tom o tra­dy­cyj­nej na­zwie, któ­ra okre­śla ich spe­cy­ficz­ne ce­chy lub jest dla nich tra­dy­cyj­nie sto­so­wa­na. Pro­dukt GTS musi być wy­twa­rza­ny z tra­dy­cyj­nych su­row­ców we­dług tra­dy­cyj­nej, prze­ka­zy­wa­nej z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie re­cep­tu­ry lub tra­dy­cyj­ny­mi me­to­da­mi.

Ozna­cze­nie GTS może może zo­stać nada­ne pro­duk­tom rol­nym prze­zna­czo­nym do spo­ży­cia przez lu­dzi (pło­dy zie­mi, pro­duk­ty po­cho­dzą­ce z ho­dow­li, ry­bo­łów­stwa oraz pro­duk­ty pierw­sze­go prze­two­rze­nia bę­dą­ce w związ­ku z tymi pro­duk­ta­mi) oraz środ­kom spo­żyw­czym (ta­kim jak piwo, na­po­je z eks­trak­tów ro­ślin­nych, cze­ko­la­da, chleb, cia­sto, ciast­ka, wy­ro­by cu­kier­ni­cze, ma­ka­ro­ny), a tak­że go­to­wym da­niom.

BIO

Skrót "bio" po­cho­dzi od sło­wa "bio­lo­gicz­ne". "Bio" ozna­cza, że pro­dukt jest eko­lo­gicz­ny lub po­cho­dze­nia or­ga­nicz­ne­go - do­ty­czy to za­rów­no pro­duk­tów spo­żyw­czych, jak i skład­ni­ków, któ­re wy­ko­rzy­sty­wa­ne są np. do pro­duk­cji ko­sme­ty­ków. Co się za tym kry­je?

Pod­sta­wą pro­duk­cji i upra­wy ro­ślin eko­lo­gicz­nych jest wy­eli­mi­no­wa­nie na­wo­zów che­micz­nych i środ­ków ochro­ny ro­ślin; w za­mian sto­su­je się środ­ki or­ga­nicz­ne użyź­nia­ją­ce gle­bę. Ro­śli­ny ta­kie po­win­ny być upra­wia­ne da­le­ko od dróg, szla­ków ko­mu­ni­ka­cyj­nych oraz za­kła­dów pro­duk­cyj­nych. Po­nad­to każ­de go­spo­dar­stwo po­win­no za­cho­wać co naj­mniej dwu­let­ni okres przej­ścio­wy przed roz­po­czę­ciem eko­lo­gicz­nej upra­wy ro­ślin.

Wy­mo­gi ho­dow­li zwie­rząt są po­dob­ne. Obo­wią­zu­ją­ce za­sa­dy to m.in. ży­wie­nie pa­sza­mi po­cho­dzą­cy­mi z upraw eko­lo­gicz­nych, za­pew­nie­nie sta­łe­go do­stę­pu do na­tu­ral­nych pa­stwisk i prze­strze­ni oraz za­kaz sto­so­wa­nia wszel­kie­go ro­dza­ju sty­mu­la­to­rów i hor­mo­nów - do­ty­czy to za­rów­no su­row­ców ge­ne­tycz­nie mo­dy­fi­ko­wa­nych, jak i środ­ków kon­ser­wu­ją­cych czy syn­te­tycz­nych barw­ni­ków i po­lep­sza­czy. Wy­ma­ga­ne są rów­nież od­po­wied­nie wa­run­ki ho­dow­li i trak­to­wa­nia zwie­rząt oraz ich hu­ma­ni­tar­ny ubój.

EKO

We­dług pra­wa unij­ne­go pro­du­cent ma pra­wo na­zwać swój pro­dukt eko, je­że­li w co naj­mniej 95% zo­stał on wy­pro­du­ko­wa­ny me­to­da­mi na­tu­ral­ny­mi. Upra­wy rol­ne po­win­ny być od­da­lo­ne za­rów­no od dróg, jak i od te­re­nów ska­żo­nych, gdyż gle­ba musi być czy­sta. Obo­wią­zu­je rów­nież za­sa­da pło­do­zmia­nu, co ozna­cza, że dla za­cho­wa­nia war­to­ści gle­by na da­nym ob­sza­rze nie moż­na upra­wiać wciąż tego sa­me­go. Upra­wia­ne ro­śli­ny moż­na na­wo­zić je­dy­nie na­tu­ral­nie, czy­li uży­wa­jąc kom­po­stu lub obor­ni­ka. Nie ma mowy o opry­skach pe­sty­cy­da­mi, her­bi­cy­da­mi lub fun­gi­cy­da­mi.

Zwie­rzę­ta nie mogą być kar­mio­ne pa­szą prze­my­sło­wą. Nie wol­no po­da­wać im rów­nież an­ty­bio­ty­ków ani hor­mo­nów wzro­stu.

Pro­du­cent, któ­ry chce opa­trzyć swo­je wy­ro­by zna­ka­mi bio lub eko, musi ubie­gać się o cer­ty­fi­kat u jed­nej z dzie­się­ciu jed­no­stek cer­ty­fi­ku­ją­cych, nad któ­ry­mi kon­tro­lę spra­wu­je Głów­ny In­spek­tor Ja­ko­ści Han­dlo­wej Ar­ty­ku­łów Rol­no-Spo­żyw­czych. Za­nim cer­ty­fi­kat zo­sta­nie przy­zna­ny, re­pre­zen­tan­ci ta­kiej jed­nost­ki przy­jeż­dża­ją, aby upew­nić się, że za­cho­wa­no wy­ma­ga­ne stan­dar­dy upra­wy lub ho­dow­li. Je­śli wszyst­ko jest zgod­ne z nor­ma­mi, wy­da­ją cer­ty­fi­kat; po­tem dany obiekt kon­tro­lo­wa­ny jest raz w roku.

OR­GA­NIC

An­giel­skie sło­wo or­ga­nic ozna­cza "or­ga­nicz­ny". Uży­wa­ne jest ono głów­nie w kra­jach an­glo­ję­zycz­nych w od­nie­sie­niu do pro­duk­tów po­cho­dzą­cych z rol­nic­twa eko­lo­gicz­ne­go i dla okre­śle­nia żyw­no­ści eko­lo­gicz­nej, jed­nak za­sad­ni­czo ozna­cza to samo co bio. Pra­wo unij­ne ry­go­ry­stycz­nie sta­no­wi, iż na­zwy ta­kie jak "eko­lo­gicz­ny", "or­ga­nicz­ny", "bio" są sfor­mu­ło­wa­nia­mi za­strze­żo­ny­mi i mogą być uży­wa­ne tyl­ko w od­nie­sie­niu do pro­duk­tów speł­nia­ją­cych wy­mo­gi okre­ślo­ne w re­gu­la­cjach wspól­no­to­wych. Na­le­ży uwa­żać na okre­śle­nia ta­kie jak "na­tu­ral­ne" lub "zdro­wa żyw­ność", któ­re nie są kon­tro­lo­wa­ne przez żad­ne in­sty­tu­cje ani nie mają związ­ku z rol­nic­twem eko­lo­gicz­nym.

FA­IR­TRA­DE

Okre­śle­nie fair tra­de do­słow­nie na­le­ży ro­zu­mieć jako "spra­wie­dli­wy han­del". Jest to cer­ty­fi­kat przy­zna­wa­ny przez or­ga­ni­za­cję Fa­ir­tra­de In­ter­na­tio­nal, ozna­cza­ją­cy, że pro­dukt zo­stał wy­two­rzo­ny przez or­ga­ni­za­cje (pro­du­cen­ta - naj­czę­ściej spół­dziel­nię pro­duk­cyj­ną lub przed­się­bior­stwo, głów­nie w kra­jach roz­wi­ja­ją­cych się - oraz na­byw­cę - głów­nie przed­się­bior­stwa lub sto­wa­rzy­sze­nia, bę­dą­ce part­ne­ra­mi pro­du­cen­tów w kra­jach roz­wi­nię­tych), któ­re w pro­duk­cji i han­dlu speł­ni­ły po­niż­sze wa­run­ki:

bez­po­śred­ni han­del: pro­dukt jest ku­po­wa­ny przez dys­try­bu­to­rów na­le­żą­cych do sys­te­mu Fa­ir­tra­de (zrze­szo­nych w kra­jo­wych bądź mię­dzy­na­ro­do­wych struk­tu­rach) bez­po­śred­nio od pro­du­cen­ta; uczci­wa cena: pro­dukt jest ku­po­wa­ny za cenę mi­ni­mal­ną usta­lo­ną przez Fa­ir­tra­de lub wyż­szą, je­śli ceny ryn­ko­we są od niej wyż­sze; dłu­go­ter­mi­no­we zo­bo­wią­za­nia: na­byw­ca na­wią­zu­je dłu­go­ter­mi­no­wą re­la­cję han­dlo­wą z pro­du­cen­tem; do­stęp do kre­dy­tu: pro­du­cen­ci mogą żą­dać od na­byw­ców kre­dy­tu lub przed­pła­ty do wy­so­ko­ści 60% ceny za­ku­pu; de­mo­kra­tycz­na i trans­pa­rent­na or­ga­ni­za­cja: pro­du­cen­ci za­ło­ży­li de­mo­kra­tycz­nie i jaw­nie za­rzą­dza­ne spół­dziel­nie lub po­zwa­la­ją pra­cow­ni­kom or­ga­ni­zo­wać się i ne­go­cjo­wać z pra­co­daw­cą; ochro­na śro­do­wi­ska: upra­wy pro­wa­dzo­ne są w spo­sób zrów­no­wa­żo­ny i z po­sza­no­wa­niem śro­do­wi­ska, a je­śli pro­duk­ty mają rów­nież cer­ty­fi­kat eko­lo­gicz­ny, pła­co­ne są do­dat­ko­we bo­nu­sy; roz­wój lo­kal­nych spo­łecz­no­ści: do gwa­ran­to­wa­nej przez Fa­ir­tra­de ceny mi­ni­mal­nej pro­du­cen­tom wy­pła­ca­na jest pre­mia na cele spo­łecz­ne; uisz­cze­nie opłat udzia­łu w sys­te­mie: opła­ta musi być ure­gu­lo­wa­na przez wszyst­kich jego człon­ków, za­rów­no przez pro­du­cen­tów, jak i na­byw­ców.

KO­SZER­NE

Wie­lu z nas ku­pu­je ko­szer­ne pro­duk­ty ta­kie, jak: sło­dy­cze, soki, wy­ro­by mlecz­ne, al­ko­ho­le czy orzesz­ki ziem­ne. Naj­czę­ściej po­cho­dzą one z fa­bryk mię­dzy­na­ro­do­wych kon­cer­nów lub z nie­wiel­kich lo­kal­nych wy­twór­ni. W więk­szo­ści przy­pad­ków ku­pu­je­my je nie­świa­do­mie, gdyż ko­szer­ność pro­duk­tów naj­czę­ściej łą­czy­my z re­li­gią, a nie z ich ja­ko­ścią.

W Pol­sce moda na pro­duk­ty ko­szer­ne do­pie­ro racz­ku­je, tym­cza­sem na Za­cho­dzie - zwłasz­cza w USA - znak ko­szer­no­ści kon­su­men­ci trak­tu­ją jako wia­ry­god­ny znak ja­ko­ści, pla­su­jąc go dużo wy­żej niż eko lub pro­dukt na­tu­ral­ny. W pół­noc­no-wschod­niej czę­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych taki cer­ty­fi­kat ma niż po­ło­wa pro­duk­tów na pół­kach skle­po­wych, a cała ga­łąź prze­my­słu zwią­za­na z ko­szer­ny­mi pro­duk­ta­mi spo­żyw­czy­mi war­ta jest tam ok. 7 mi­liar­dów do­la­rów rocz­nie.

Głów­ny­mi kon­su­men­ta­mi pro­duk­tów ko­szer­nych w USA są mu­zuł­ma­nie, we­ge­ta­ria­nie, we­ga­nie, ad­wen­ty­ści dnia siód­me­go, oso­by cier­pią­ce na róż­ne aler­gie, a tak­że ci, któ­rzy uwa­ża­ją, że żyw­ność ta jest zdro­wa, spraw­dzo­na i wol­na od nie­po­trzeb­nych sub­stan­cji che­micz­nych. Ży­dzi sta­no­wią w tej gru­pie za­le­d­wie 20-30% ku­pu­ją­cych.

Skąd prze­ko­na­nie, że te pro­duk­ty są zdro­we? Otóż nor­my za­ka­zu­ją­ce uży­wa­nia w nich związ­ków che­micz­nych i wszel­kich sub­stan­cji po­lep­sza­ją­cych smak czy wy­gląd i prze­dłu­ża­ją­cych trwa­łość są tak re­stryk­cyj­ne, iż jest pra­wie pew­ne, że w kra­jach wy­so­ko roz­wi­nię­tych jest to naj­zdrow­sza żyw­ność. Przy­kła­do­wo w je­dze­niu cer­ty­fi­ko­wa­nym jako ko­szer­ne nie mogą znaj­do­wać się sub­stan­cje do­dat­ko­we ozna­czo­ne jako E. Za­ka­za­ne są m.in. czer­wo­ny barw­nik E120, czy­li ko­sze­ni­la, wy­twa­rza­na z roz­tar­tych na pro­szek mek­sy­kań­skich ro­bacz­ków czerw­ców kak­tu­so­wych, oraz E542, czy­li fos­fo­ran wap­nia uzy­ski­wa­ny z ko­ści zwie­rząt. Na czar­nej li­ście do­dat­ków znaj­du­ją się też: że­la­ty­na, emul­ga­to­ry i sta­bi­li­za­to­ry po­cho­dzą­ce z tka­nek zwie­rzę­cych. Wszyst­kie te sub­stan­cje są do­pusz­czo­ne do spo­ży­cia przez Eu­ro­pej­ski Urząd ds. Bez­pie­czeń­stwa Żyw­no­ści (EFSA), jed­nak trud­no uznać je za zdro­we i nie­zbęd­ne dla na­sze­go funk­cjo­no­wa­nia. Na­wet pod­czas zwy­kłe­go pro­ce­su ra­fi­na­cji cu­kru wy­ko­rzy­stu­je się wie­le sub­stan­cji che­micz­nych.

Na­zwa "ko­szer­ny" wy­wo­dzi się z ję­zy­ka he­braj­skie­go i w do­słow­nym tłu­ma­cze­niu ozna­cza "wła­ści­wy". Po­ję­cie to od­no­si się do re­guł obo­wią­zu­ją­cych w pra­wie ży­dow­skim i do­ty­czy le­ków, na­po­jów oraz żyw­no­ści. Okre­śla spo­sób pro­duk­cji oraz kon­su­mo­wa­nia da­ne­go pro­duk­tu.

Zgod­nie z pra­wa­mi ju­da­izmu, tzw. ha­la­chą, do­pusz­cza się do spo­ży­cia mię­so zwie­rząt ma­ją­cych roz­sz­cze­pio­ne ko­py­to i prze­żu­wa­ją­cych, stwo­rzeń wod­nych ma­ją­cych płe­twy i łu­ski, nie­któ­rych ga­tun­ków sza­rań­czy i pta­ków. Za­ka­za­ne jest spo­ży­wa­nie ner­wu kul­szo­we­go. Do­pusz­czal­ne jest spo­ży­wa­nie mle­ka i jaj po­cho­dzą­cych od zwie­rząt, któ­rych mię­so jest ko­szer­ne, po­nad­to mio­du i in­nych pro­duk­tów (na­bia­łu, wody, wa­rzyw). Owo­ce po­win­ny po­cho­dzić z drzew ma­ją­cych co naj­mniej trzy lata.

Z punk­tu wi­dze­nia kul­tu­ry eu­ro­pej­skiej cie­ka­wost­ką jest, iż pro­duk­ty mię­sne nie mogą być spo­ży­wa­ne ra­zem z pro­duk­ta­mi mlecz­ny­mi - z tego po­wo­du wy­ma­ga­ne jest sto­so­wa­nie w kuch­ni zgod­nej z za­sa­da­mi ka­szru­tu dwóch kom­ple­tów garn­ków i od­ręb­nych sprzę­tów ku­chen­nych oraz na­kryć. Po­sił­ki mlecz­ne i mię­sne po­win­no się spo­ży­wać z co naj­mniej kil­ku­go­dzin­ną prze­rwą. Nor­ma to sześć go­dzin, jed­nak czas ten róż­ni się w za­leż­no­ści od stop­nia or­to­dok­sji i miej­sca za­miesz­ka­nia. Eks­tre­mal­nie or­to­dok­syj­ni ży­dzi uwa­ża­ją, że prze­rwa ta po­win­na trwać przy­naj­mniej 24 go­dzi­ny. Jest to kwe­stia otwar­ta i nie­okre­ślo­na przez żad­ne nor­my. Po­kar­my moż­li­we do łą­cze­nia i z mię­sem, i z mle­kiem na­zy­wa­ne są par­we. Pew­ne pro­duk­ty, aby moż­na okre­ślić je mia­nem ko­szer­nych, nie mogą być wy­twa­rza­ne ani sprze­da­wa­ne przez nie­ży­dów, np. wino.

Jak wy­glą­da przy­zna­wa­nie cer­ty­fi­ka­tu? Ra­bin po­sia­da wgląd w całą do­ku­men­ta­cję pro­duk­cji żyw­no­ści - pro­du­cent udo­stęp­nia mu spis wszyst­kich sub­stan­cji, któ­re wy­ko­rzy­stał do wy­two­rze­nia da­ne­go pro­duk­tu oraz ujaw­nia cały pro­ces. Za­nim cer­ty­fi­kat zo­sta­nie nada­ny, ra­bin spraw­dza, czy w ma­ga­zy­nie są te same skład­ni­ki, któ­re w skła­dzie pro­duk­tu, de­kla­ru­je pro­du­cent. Prze­pro­wa­dza się rów­nież nie­za­po­wie­dzia­ne kon­tro­le, aby upew­nić się, że pro­du­cent rze­czy­wi­ście za­cho­wu­je wszel­kie nie­zbęd­ne nor­my i pro­ce­du­ry.

HA­LAL

W ję­zy­ku arab­skim sło­wo ha­lal ozna­cza "to, co na­ka­za­ne". Nor­my te od­no­szą się do re­li­gii i do­ty­czą pro­duk­tów spo­żyw­czych oraz na­po­jów. Pod­sta­wą jest za­kaz spo­ży­wa­nia wie­przo­wi­ny, ale rów­nież GMO, czy­li or­ga­ni­zmów ge­ne­tycz­nie mo­dy­fi­ko­wa­nych, oraz wszel­kich pro­duk­tów wzbo­ga­ca­nych che­micz­nie. Poza spo­so­bem ubo­ju zwie­rząt istot­ny jest rów­nież spo­sób ich kar­mie­nia, czy­li to, co spo­ży­wa­ją i w ja­kich wa­run­kach. To samo do­ty­czy ro­ślin, a na­wet wody. Ist­nie­je duże praw­do­po­do­bień­stwo, że pro­duk­ty ozna­czo­ne jako ha­lal - po­dob­nie jak było w przy­pad­ku pro­duk­tów ko­szer­nych - nie są peł­ne che­mii ani nie zo­sta­ły pod­da­ne po­pu­lar­nym dziś w prze­my­śle spo­żyw­czym prak­ty­kom, ta­kim jak wzbo­ga­ca­nie pro­duk­tów, kon­ser­wo­wa­nie, na­strzy­ki­wa­nie i wie­le in­nych.

O ŻYW­NO­ŚCI SŁÓW KIL­KA

WARZYWA, OWOCE

Za­le­ca się nam je­dze­nie owo­ców i wa­rzyw co naj­mniej pięć razy dzien­nie, ale nikt nie okre­śla, ja­kie owo­ce i wa­rzy­wa mia­ły­by to być, ani nie mówi o tym, ile fak­tycz­nie mają one war­to­ści od­żyw­czych. Prak­ty­ko­wa­ne od de­kad mo­no­kul­tu­ry, nad­uży­wa­nie her­bi­cy­dów, fun­gi­cy­dów i pe­sty­cy­dów, mo­dy­fi­ka­cje ge­ne­tycz­ne oraz ska­że­nie wód i po­wie­trza do­pro­wa­dzi­ły do wy­ja­ło­wie­nia gle­by, w związ­ku z czym obec­nie upra­wia­ne ro­śli­ny są dużo słab­sze i dużo uboż­sze w skład­ni­ki mi­ne­ral­ne i wi­ta­mi­ny niż daw­niej, gdyż związ­ków tych po pro­stu nie ma w gle­bie. Choć wy­glą­da­ją tak samo jak kie­dyś, są to zu­peł­nie inne ro­śli­ny.

W 2004 roku gru­pa ba­da­czy z tek­sań­skie­go uni­wer­sy­te­tu opu­bli­ko­wa­ła w ma­ga­zy­nie "The Jo­ur­nal of the Ame­ri­can Col­le­ge of Nu­tri­tion" swo­je ba­da­nia. Prze­stu­dio­wa­li oni zgro­ma­dzo­ne w de­par­ta­men­cie rol­nic­twa dane z lat 1950 i 1999 do­ty­czą­ce 43 róż­nych wa­rzyw i owo­ców. Za­uwa­ży­li zna­czą­cy spa­dek ilo­ści biał­ka, wap­nia, fos­fo­ru, że­la­za, ry­bo­fla­wi­ny (wi­ta­mi­ny B2) i wi­ta­mi­ny C, do któ­re­go do­szło w cią­gu ostat­nie­go pół­wie­cza. Do­nald Da­vis, któ­ry prze­wo­dził gru­pie ba­da­czy, oraz jego ko­le­dzy tę zmniej­sza­ją­cą się war­tość od­żyw­czą upra­wia­nych ro­ślin przy­pi­su­ją roz­wo­jo­wi prak­tyk rol­ni­czych ma­ją­cych na celu po­pra­wę cech ta­kich jak roz­miar, tem­po wzro­stu czy od­por­ność na szkod­ni­ki, nie­ma­ją­cych ni­cze­go wspól­ne­go z war­to­ścia­mi od­żyw­czy­mi.

The Or­ga­nic Con­su­mers As­so­cia­tion przy­ta­cza kil­ka ko­lej­nych ba­dań ze zbli­żo­ny­mi wy­ni­ka­mi: ana­li­za da­nych ży­wie­nio­wych z lat 1975-1997 prze­pro­wa­dzo­na przez In­sty­tut Ku­shie­go wy­ka­za­ła, że śred­ni po­ziom za­war­to­ści wap­nia w 12 świe­żych wa­rzy­wach spadł o 27%, po­ziom że­la­za o 37%, po­ziom wi­ta­mi­ny A o 21%, zaś po­ziom wi­ta­mi­ny C aż o 30%. Zbli­żo­ne ba­da­nia do­ty­czą­ce skład­ni­ków od­żyw­czych w po­ży­wie­niu w la­tach 1930-1980 opu­bli­ko­wa­no w "Bri­tish Food Jo­ur­nal". Wy­ka­za­ły one, że w 20 po­pu­lar­nych wa­rzy­wach śred­nia za­war­tość wap­nia spa­dła o 19%, że­la­za o 22%, a po­ta­su o 14%. Ko­lej­ne ba­da­nia po­ka­za­ły, że dziś trze­ba zjeść osiem po­ma­rań­czy, aby do­star­czyć or­ga­ni­zmo­wi taką samą ilość wi­ta­mi­ny A, jaką nasi dziad­ko­wie przyj­mo­wa­li w jed­nym tyl­ko owo­cu.

Zmia­ny w za­war­to­ści mi­ne­ra­łów i w ich rów­no­wa­dze w ro­śli­nach pro­wa­dzą do zmian pro­por­cji mi­ne­ra­łów w tkan­kach i ko­ściach czło­wie­ka.

Jak więc ku­po­wać wa­rzy­wa i owo­ce? Sta­raj się wy­bie­rać pro­duk­ty se­zo­no­we. Nie mu­sisz prze­cież jeść tru­ska­wek w stycz­niu. Wia­do­mo, że mu­sia­ły tu ja­koś do­je­chać, a w związ­ku z tym, że nie na­le­żą do pro­duk­tów, któ­re mogą dłu­go le­ża­ko­wać, jak np. jabł­ka czy grusz­ki, swo­ją świe­żość za­wdzię­cza­ją to­nom pe­sty­cy­dów, któ­ry­mi zo­sta­ły opry­ska­ne.

Na­wet w se­zo­nie mo­że­my na­tknąć się na tru­skaw­ki na­fa­sze­ro­wa­ne che­mią. Se­kwen­cja wy­glą­da mniej wię­cej tak: za­czy­na się se­zon. Miła pani sprze­da­je tru­skaw­ki z cer­ty­fi­ka­tem eko lub bio - wi­docz­nym na pierw­szy rzut oka - przy głów­nej uli­cy w mie­ście. Ku­pu­jesz ko­biał­kę, wra­casz do domu. Zja­dasz owo­ce - po pro­stu smak dzie­ciń­stwa! Cie­szysz się, że w koń­cu czu­jesz smak na­tu­ry sprzed lat. Ty­dzień póź­niej wra­casz na sto­isko. Cer­ty­fi­kat jest jak­by mniej wi­docz­ny. Ku­pu­jesz ko­lej­ną ko­biał­kę. Wra­casz do domu. Zja­dasz tru­skaw­ki. Palą w ję­zyk. Wciąż jed­nak my­ślisz, że może ci się wy­da­je, bo je­steś już prze­wraż­li­wio­nym kon­su­men­tem. Mija go­dzi­na, dwie i je­steś cały w pla­my, cho­ciaż nie masz aler­gii na tru­skaw­ki. My­ślisz so­bie, o co cho­dzi? Che­mia! Opry­ski! Twój or­ga­nizm daje ci znać, jak tyl­ko może, że z pro­duk­tem jest coś nie tak.

Nie­ste­ty, z roku na rok jest co­raz go­rzej. Opry­ski­wa­ne są ma­li­ny, bo­rów­ki ame­ry­kań­skie i inne owo­ce. Czy ktoś pa­mię­ta, żeby 10 lat temu ma­li­ny ple­śnia­ły w cią­gu kil­ku go­dzin od za­ku­pu? Albo żeby za­ja­dać się do­rod­ny­mi bo­rów­ka­mi ame­ry­kań­ski­mi i czuć, jak pie­ką w ję­zyk? W obec­nej sy­tu­acji na­praw­dę du­żym dy­le­ma­tem sta­je się wy­bór po­mię­dzy nie­spo­ży­wa­niem owo­ców i wa­rzyw w celu ogra­ni­cze­nia przyj­mo­wa­nej che­mii (do­da­wa­nej do nich przed upra­wą i w jej trak­cie oraz pod­czas trans­por­tu) a do­star­cza­niem or­ga­ni­zmo­wi skład­ni­ków od­żyw­czych i mi­ne­ra­łów nie­zbęd­nych do pra­wi­dło­we­go, opty­mal­ne­go funk­cjo­no­wa­nia.

Sta­raj się ku­po­wać wa­rzy­wa i owo­ce lo­kal­ne i se­zo­no­we. Co­raz wię­cej jest tar­gów, na któ­rych mo­że­my za­ku­pić świe­że pro­duk­ty. Py­taj sprze­daw­ców, spraw­dzaj na ety­kie­tach, skąd po­cho­dzi pro­dukt. Bę­dziesz wie­dział, jak da­le­ką dro­gę prze­był, za­nim tra­fił na twój stół. Czę­sto oka­zu­je się też, że mro­żo­ne owo­ce i wa­rzy­wa nie są aż tak strasz­ne, gdyż za­mra­ża­ne są śred­nio 12-15 go­dzin po ze­bra­niu, czy­li w po­rów­na­niu z pro­duk­ta­mi, któ­re prze­je­cha­ły pół świa­ta, za­nim do­tar­ły do su­per­mar­ke­tu, na pew­no pla­su­ją się wy­żej na li­ście pro­duk­tów war­to­ścio­wych.

MIĘSO, WĘDLINY, RYBY

Mię­so i jego prze­two­ry to ko­lej­ny te­mat rze­ka, któ­ry ewo­lu­uje nie­zwy­kle szyb­ko. Im bar­dziej świa­do­my sta­je się kon­su­ment, tym bar­dziej prze­bie­gły robi się pro­du­cent. Trend na po­szu­ki­wa­nie mię­sa bio wy­czu­ły su­per­mar­ke­ty i co­raz czę­ściej znaj­dzie­my w ich lo­dów­kach pro­duk­ty ozna­czo­ne jako mię­so po­cho­dzą­ce ze zwie­rząt ho­do­wa­nych w spo­sób tra­dy­cyj­ny, kar­mio­nych pa­szą nie­za­wie­ra­ją­ca GMO, bez po­da­wa­nia an­ty­bio­ty­ków czy hor­mo­nów wzro­stu. Naj­czę­ściej są to pro­duk­ty wy­so­kiej ja­ko­ści. War­to jed­nak ku­po­wać je w for­mie świe­żej, czy­li ta­kie, któ­re mają na opa­ko­wa­niu datę pro­duk­cji i kil­ku­dnio­wy ter­min przy­dat­no­ści do spo­ży­cia.

Kie­dyś w skle­pach było po pro­stu mię­so i po pro­stu jaja, dziś mamy już do czy­nie­nia z mar­ka­mi - kto by po­my­ślał kil­ka lat temu, że kur­czak czy jaj­ko mogą być mar­ko­we. Otóż co­raz czę­ściej tak wła­śnie jest. Co nie za­wsze ozna­cza jed­nak, że są to pro­duk­ty zdro­we. Zda­rza się, że mar­ko­we jaj­ka ozna­czo­ne sym­bo­lem 3 w de­si­gner­skim opa­ko­wa­niu i z pro­fi­lem w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych oraz wy­so­ką ceną są po pro­stu ja­ja­mi z cho­wu klat­ko­we­go - czy­li naj­gor­szy­mi do­stęp­ny­mi na ryn­ku, za­rów­no pod wzglę­dem ja­ko­ści ja­jek, jak i trak­to­wa­nia kury. Zda­rzy­ło mi się rów­nież ku­pić kur­cza­ka eko, któ­ry, choć w for­mie świe­żej jest cał­kiem do­brej ja­ko­ści, był za­mro­żo­ny - w ta­kim wy­pad­ku ni­g­dy nie wie­my, jak dłu­go le­żał w za­mra­żar­ce. Być może sklep za­ku­pił ich zbyt dużo i nie cie­szy­ły się po­wo­dze­niem, w związ­ku z czym zo­sta­ły za­mro­żo­ne. W każ­dym ra­zie kur­czak po wy­ję­ciu z opa­ko­wa­nia śmier­dział tak prze­raź­li­wie, że bez­piecz­niej było się go po­zbyć niż na­ra­żać sie­bie i swo­ich bli­skich na za­tru­cie lub, w naj­lep­szym wy­pad­ku, złe sa­mo­po­czu­cie. Po­dob­na sy­tu­acja mia­ła miej­sce na­wet na eko­ba­zar­ku, gdzie za­ku­pi­łam kur­cza­ka mło­de­go, świe­że­go, odło­żo­ne­go spe­cjal­nie dla mamy cho­re­go dziec­ka, któ­ra nie przy­szła po to­war. Pani eks­pe­dient­ka był nie­zwy­kle prze­ko­nu­ją­ca, dla­te­go uda­ło jej się mi tego pta­ka sprze­dać. Jed­nak nie miał on nic wspól­ne­go ani ze świe­żo­ścią, ani ze zdro­wiem, a już na pew­no nie był mło­dy... Tak więc nie­waż­ne, gdzie ro­bi­my za­ku­py, za­wsze trze­ba za­cho­wać dy­stans do słów sprze­daw­cy - jak wi­dać, hi­sto­rie ła­pią­ce za ser­ce sprze­da­dzą na­wet mię­so. Tryb de­tek­ty­wa jest w ta­kich przy­pad­kach za­wsze wska­za­ny.

Ryby. Do nie­daw­na prze­ko­ny­wa­no nas, by­śmy je­dli ich wię­cej, bo są zdro­we, do­star­cza­ją nam spo­ro biał­ka, za­wie­ra­ją nie­zbęd­ne kwa­sy tłusz­czo­we i wie­le in­nych war­to­ści od­żyw­czych. Nie­ste­ty w ma­so­wej ho­dow­li ryb nie wy­glą­da to tak pięk­nie. Ryby trzy­ma­ne są w cia­snych zbior­ni­kach, w któ­rych czy­stość wody po­zo­sta­wia wie­le do ży­cze­nia, nie mó­wiąc już o ob­sza­rach ska­żo­nych, jak np. Pa­cy­fik na sku­tek ka­ta­stro­fy w Fu­ku­shi­mie. Po­nad­to ryby w ho­dow­lach kar­mio­ne są pa­szą GMO, aby ro­sły szyb­ciej. Czę­sto też mo­dy­fi­ku­je się już samą rybę, jak np. ło­so­sia w USA. W Azji "pro­duk­cja" pang, ti­la­pii i ryb ma­śla­nych ba­zu­je na ist­nym kok­taj­lu che­micz­no-hor­mo­nal­nym. Ko­lej­nym pro­ble­mem, i to ogól­no­świa­to­wej wagi, jest wszę­do­byl­ski pla­stik. Nad­miar pla­sti­ko­wych po­li­me­rów w wo­dach, tra­fia­ją­cych do niej wraz z od­pa­da­mi, ale też po­cho­dzą­cych z na­szej odzie­ży tech­nicz­nej, któ­ra pod­czas pra­nia uwal­nia czą­stecz­ki pla­sti­ku do ka­na­li­za­cji, skąd prze­cho­dzą one do wód grun­to­wych, oce­anów i rzek, spra­wia, że już w co dru­giej ry­bie znaj­dzie­my szko­dli­we dla zdro­wia ele­men­ty pla­sti­ku!

KASZE, RYŻE, PŁATKI, MAKARONY

Do nie­daw­na spra­wa była ja­sna. Ro­dzi­me ka­sze były naj­zdrow­sze, a co­raz wię­cej kon­su­men­tów do­wia­dy­wa­ło się, że naj­le­piej omi­jać GMO i rów­no­wa­ga na ryn­ku w mia­rę moż­li­wo­ści była za­cho­wa­na. Nie­ste­ty ry­nek ewo­lu­uje, wraz z kon­su­men­tem i z no­wy­mi po­my­sła­mi pro­du­cen­tów. I tak dziś gli­fo­sat - skład­nik ak­tyw­ny wszech­obec­ne­go pe­sty­cy­du o na­zwie Ro­un­dup - lą­du­je nie tyl­ko na po­lach ku­ku­ry­dzy, soi czy psze­ni­cy, ale uży­wa­ny jest rów­nież do prze­twa­rza­nia ka­szy ja­gla­nej, gry­cza­nej, ko­mo­sy ry­żo­wej, a na­wet ryżu. Co­raz wię­cej osób de­kla­ru­je aler­gię na dane ziar­no, tym­cza­sem ist­nie­je duże praw­do­po­do­bień­stwo, iż aler­gi­zu­ją nas che­mi­ka­lia do­da­wa­ne do nie­go pod­czas upra­wy lub na­wet na eta­pie pa­ko­wa­nia.

Obec­ny w psze­ni­cy gli­fo­sat po­wo­du­je ta­kie spu­sto­sze­nia w or­ga­ni­zmie, że nic dziw­ne­go, że nie mo­że­my jej jeść. Na tym tle co­raz czę­ściej wy­stę­pu­ją też róż­ne pro­ble­my zwią­za­ne z prze­wo­dem po­kar­mo­wym, za­rów­no u dzie­ci, jak i u osób star­szych. W grun­cie rze­czy u każ­de­go. W każ­dym wie­ku mogą po­ja­wić się do­le­gli­wo­ści zdro­wot­ne i co­raz czę­ściej uwa­ża się, że to wła­śnie gli­fo­sat jest głów­nym wi­no­waj­cą. Bu­dzi on wiel­kie oba­wy w związ­ku z tym, co robi z na­szą flo­rą je­li­to­wą, bo kie­dy raz za­bu­rzy­my rów­no­wa­gę mi­kro­bio­mu, pro­ces tra­wie­nia sta­je się bar­dzo trud­ny. Aby uspo­ko­ić kon­su­men­tów, sto­so­wa­nie gli­fo­sa­tu tłu­ma­czy się tym, że wpły­wa on tyl­ko na ro­śli­ny i bak­te­rie. Jed­nak nikt nie mówi gło­śno o tym, że ludz­ki or­ga­nizm skła­da się z dzie­się­cio­krot­nie więk­szej licz­by bak­te­rii niż ko­mó­rek. Dla­te­go sto­so­wa­nie tej sub­stan­cji w ma­so­wej pro­duk­cji żyw­no­ści sta­je się dla nas bu­dzą­cą praw­dzi­wy nie­po­kój kwe­stią.

Co w ta­kim ra­zie z płat­ka­mi? W re­kla­mach czę­sto sły­szy­my "na­tu­ral­ne, bez glu­te­nu", co ma nas za­chę­cić do za­ku­pu, ale czy ozna­cza to rów­nież "na­tu­ral­ne, bez che­mii i mo­dy­fi­ka­cji"?

Prze­ana­li­zuj­my za­tem przy­kła­do­we skła­dy mu­sli i płat­ków do­stęp­nych na ryn­ku.

KU­KU­RY­DZIA­NE PŁAT­KI ŚNIA­DA­NIO­WE

Skład­ni­ki: grys ku­ku­ry­dzia­ny 99,8%, cu­kier, sól, glu­ko­za, cu­kier brą­zo­wy, sy­rop cu­kru in­wer­to­wa­ne­go, me­la­sa z cu­kru trzci­no­we­go, re­gu­la­tor kwa­so­wo­ści (fos­fo­ran sodu) sub­stan­cje wzbo­ga­ca­ją­ce (wi­ta­mi­ny: nia­cy­na, kwas pan­to­te­no­wy, ry­bo­fla­wi­na, wi­ta­mi­na B6, kwas fo­lio­wy). Może za­wie­rać orzesz­ki ziem­ne i orze­chy.

Pra­wie po­ło­wa skład­ni­ków to róż­ne­go ro­dza­ju sub­stan­cje sło­dzą­ce - aż 5 w jed­nym pro­duk­cie...

PŁAT­KI ŚNIA­DA­NIO­WE Z KAR­ME­LEM I CZE­KO­LA­DĄ

Skład­ni­ki: mąki 69,2% (pszen­na peł­no­ziar­ni­sta 41,1%, pszen­na, ry­żo­wa), cu­kier, pa­sta kar­me­lo­wa 5,7% (mle­ko za­gęsz­czo­ne sło­dzo­ne: mle­ko, cu­kier; cu­kier; sy­rop glu­ko­zo­wy; sy­rop cu­kru kar­me­li­zo­wa­ne­go; sól), sy­rop glu­ko­zo­wy, olej pal­mo­wy, cze­ko­la­da 3,1% (ka­kao, cu­kier, mia­zga ka­ka­owa), sól, aro­ma­ty (wa­ni­li­na, kar­me­lo­wy), emul­ga­tor (le­cy­ty­na sło­necz­ni­ko­wa), sy­rop cu­kru kar­me­li­zo­wa­ne­go, sub­stan­cje wzbo­ga­ca­ją­ce (wi­ta­mi­ny i skład­ni­ki mi­ne­ral­ne: nia­cy­na, kwas pan­to­te­no­wy, pi­ry­dok­sy­na, ry­bo­fla­wi­na, tia­mi­na, kwas fo­lio­wy, wi­ta­mi­na D, wapń, że­la­zo). Może za­wie­rać orzesz­ki ziem­ne i orze­chy.

ZBO­ŻO­WE PŁAT­KI CY­NA­MO­NO­WE

Skład: ziar­na zbóż (peł­no­ziar­ni­ste płat­ki owsia­ne 40,5%, mąka pszen­na peł­no­ziar­ni­sta 10,3%, mąka ry­żo­wa 8,5%, mąka owsia­na peł­no­ziar­ni­sta 1,3%), sy­rop cu­kro­wy (cu­kier, sy­rop cu­kru in­wer­to­wa­ne­go, me­la­sa z cu­kru trzci­no­we­go), chrup­ki ry­żo­we 12,2% (mąka ry­żo­wa 8,6%, mąka pszen­na 2,4%, cu­kier, słód jęcz­mien­ny, sól), ole­je ro­ślin­ne (sło­necz­ni­ko­wy, pal­mo­wy), sy­rop glu­ko­zo­wy, cu­kier, mal­to­dek­stry­na, skro­bia ku­ku­ry­dzia­na, sól, od­tłusz­czo­ne mle­ko w prosz­ku, cy­na­mon, aro­mat na­tu­ral­ny, re­gu­la­tor kwa­so­wo­ści (fos­fo­ran sodu), eks­trakt sło­do­wy jęcz­mien­ny ciem­ny, prze­ciw­u­tle­niacz (mie­sza­ni­na to­ko­fe­ro­li), barw­nik (an­na­to), sub­stan­cja wzbo­ga­ca­ją­ca (skład­nik mi­ne­ral­ny: wapń). Może za­wie­rać orze­chy i soję.

MU­SLI ORZE­CHO­WE EKO­LO­GICZ­NE

Skład­ni­ki: eko­lo­gicz­ne płat­ki owsia­ne 54,2%, eko­lo­gicz­ne ro­dzyn­ki, eko­lo­gicz­ny cu­kier trzci­no­wy, eko­lo­gicz­ne orze­chy ziem­ne 5,4%, eko­lo­gicz­ny sy­rop ku­ku­ry­dzia­ny, eko­lo­gicz­ny se­zam, eko­lo­gicz­ny olej sło­necz­ni­ko­wy, eko­lo­gicz­ne orze­chy wło­skie 3,6%, eko­lo­gicz­ne orze­chy la­sko­we 2,8%, eko­lo­gicz­ne ziar­no sło­necz­ni­ka, eko­lo­gicz­ny olej pal­mo­wy, eko­lo­gicz­ne orze­chy ner­kow­ca 1%, eko­lo­gicz­ne pest­ki dyni, emul­ga­tor (le­cy­ty­na so­jo­wa), eko­lo­gicz­ny sok z cy­tryn, sól mor­ska, na­tu­ral­ny aro­mat orze­cho­wy. Pro­dukt może za­wie­rać jaja.

NASIONA, SUPERFOODS, SUSZONE OWOCE

Na­sio­na zde­cy­do­wa­nie war­to myć przed spo­ży­ciem lub ja­ką­kol­wiek ob­rób­ką. Zdzi­wi­cie się, jak czar­na bę­dzie woda, kie­dy opłu­cze­cie w niej np. na­sio­na sło­necz­ni­ka. Je­że­li cho­dzi o wszel­kie­go ro­dza­ju orze­chy, sze­ro­kim łu­kiem omi­jać na­le­ży pro­duk­ty, któ­re w skła­dzie mają olej uni­wer­sal­ny, olej pal­mo­wy lub inny wy­so­ko­prze­two­rzo­ny tłuszcz, któ­rym są one na­są­cza­ne, przede wszyst­kim po to, żeby za­kon­ser­wo­wać je na dłu­żej, ale też po to, by je od­po­wied­nio do­cią­żyć i sprze­dać mniej orze­chów z więk­szą mar­żą.

Omi­jaj­my rów­nież or­ga­ni­zmy ge­ne­tycz­nie mo­dy­fi­ko­wa­ne - głów­nie soję, ku­ku­ry­dzę i psze­ni­cę. GMO zde­cy­do­wa­nie nie jest na­szym przy­ja­cie­lem. O zdro­wot­nych skut­kach jego spo­ży­wa­nia ra­czej się nie wspo­mi­na. Choć wie­le in­sty­tu­tów na­uko­wych prze­pro­wa­dzi­ło ba­da­nia w tym za­kre­sie, ich wy­ni­ki były szyb­ko wy­ci­sza­ne lub pod­wa­ża­ne, gdyż dla wiel­kich kor­po­ra­cji mo­gły­by ozna­czać one mi­liar­do­we stra­ty.

Su­szo­ne owo­ce, nie­ste­ty, co­raz czę­ściej na­fa­sze­ro­wa­ne są siar­ką, cu­krem, kar­me­lem, a na­wet ole­jem uni­wer­sal­nym. Chy­ba naj­go­rzej mają się żu­ra­wi­na i mo­re­le. Nie spo­tka­łam jesz­cze na ryn­ku czy­stej su­szo­nej żu­ra­wi­ny. W 90% przy­pad­ków sta­no­wi ona za­le­d­wie 40%-50% skła­du pro­duk­tu, po­zo­sta­ła część to ra­fi­no­wa­ny cu­kier i olej uni­wer­sal­ny. Mo­re­le od nie­daw­na, oprócz siar­ko­wa­nia, bar­wi się rów­nież kar­me­lem dla uzy­ska­nia ciem­niej­szej bar­wy - tak aby bez­pro­ble­mo­wo mo­gły uda­wać te su­szo­ne na słoń­cu. Róż­ni­ca jest jed­nak wy­raź­na - mo­re­le su­szo­ne i po­trak­to­wa­ne prze­my­sło­wy­mi wy­na­laz­ka­mi mają ko­lor cu­kier­ków typu krów­ka, po­nad­to są nie­na­tu­ral­nie słod­kie.

Su­per­fo­ods, jak wszyst­ko, co sta­je się mod­ne, po­pu­lar­ne i do­cho­do­we, nie­ste­ty zmie­rza­ją wprost w szpo­ny pro­du­cen­tów ma­so­wej żyw­no­ści. Spo­tka­ło to np. ste­wię, któ­rą upra­wia się, a ra­czej ho­du­je, na ma­so­wą ska­lę w Chi­nach, trak­tu­jąc ją przy tym pe­sty­cy­da­mi i roż­ne­go ro­dza­ju tech­ni­ka­mi przy­spie­sza­ją­cy­mi wzrost. Wia­do­mo - im szyb­ciej zo­sta­nie sprze­da­na, tym szyb­ciej przy­nie­sie pro­du­cen­to­wi zy­ski.

Pa­mię­taj­my, że nie da się ku­po­wać wszyst­kie­go i spo­ży­wać wszyst­kie­go na­raz. Chia, maca, tra­wy jęcz­mien­ne i psze­nicz­ne, ko­rze­nie, kul­ki mocy - na­wet naj­lep­sze pro­duk­ty mogą nam za­szko­dzić w trzech przy­pad­kach. Po pierw­sze, je­śli za­cznie­my spo­ży­wać je w nad­mier­nych ilo­ściach. W wa­run­kach na­tu­ral­nych nie by­li­by­śmy w sta­nie zjeść np. 500 g sprosz­ko­wa­ne­go ko­rze­nia maca, jako że naj­pierw mu­sie­li­by­śmy wy­ko­pać bul­wy, na­stęp­nie je prze­two­rzyć i do­pie­ro wte­dy przy­go­to­wać pro­dukt, po któ­ry dziś wy­star­czy się­gnąć. Czas po­trzeb­ny do prze­pro­wa­dze­nia tego pro­ce­su spra­wił­by, że trud­no by­ło­by nam spo­ży­wać dany pro­dukt w nad­mia­rze. Po dru­gie, kie­dy su­per­fo­ods za­cznie­my łą­czyć ze sobą bez opa­mię­ta­nia i sto­so­wać wszyst­kie jed­no­cze­śnie. Mo­że­my tym do­pro­wa­dzić do nie­pla­no­wa­nych re­ak­cji che­micz­nych, któ­re zaj­dą w na­szym cie­le. Po trze­cie, kie­dy tra­fi­my na pro­duk­ty pseu­do­su­per­fo­ods wy­two­rzo­ne na ska­lę prze­my­sło­wą, czę­sto z uży­ciem me­tod po­zba­wia­ją­cych je war­to­ści od­żyw­czych na­tu­ral­nie po­sia­da­nych przez ro­śli­nę, a wszyst­ko to w celu np. prze­dłu­że­nia trwa­ło­ści pro­duk­tu. Do tego w pro­duk­cji ma­so­wej uży­wa się środ­ków che­micz­nych przy­spie­sza­ją­cych wzrost, fun­gi­cy­dów, her­bi­cy­dów i pe­sty­cy­dów, któ­re ra­zem two­rzą ra­ko­twór­czą mie­szan­kę. W efek­cie ku­pu­je­my pro­dukt o na­le­żą­cy do tzw. su­per­fo­ods, np. sprosz­ko­wa­ne ja­go­dy acai, któ­re w rze­czy­wi­sto­ści mają nie­wie­le wspól­ne­go z desz­czo­wy­mi la­sa­mi Ama­zo­nii.

PIECZYWO, CIASTA

Te­mat pie­czy­wa nie­ustan­nie ewo­lu­uje - za­rów­no ze wzglę­du na za­cho­wa­nia pie­ka­rzy, jak i na to, co wy­pra­wia się w mły­nach, a o czym uczci­wy pie­karz może na­wet nie wie­dzieć. Przy­kła­do­wo: pie­kar­nia, wi­dząc po­pyt na chleb żyt­ni 100%, za­czy­na wy­pie­kać taki pro­dukt. Mija kil­ka ty­go­dni. Chleb niby ten sam, jed­nak lek­ko się sy­pie, a co wraż­liw­sze oso­by za­czy­na­ją mieć pro­ble­my je­li­to­we. Co się oka­zu­je? Młyn do za­ma­wia­nej mąki za­czął do­sy­py­wać 20% mąki pszen­nej, o czym pie­karz nie wie­dział. Ko­lej­na sy­tu­acja: na ry­nek wcho­dzą buł­ki 100% żyt­nie. Zno­wu mija mie­siąc - buł­ki wy­da­ją się już ja­kieś inne. Niby ciem­ne, ale jak­by za bar­dzo - czy­sta mąka żyt­nia nie ma ko­lo­ru kar­me­lu! War­to wie­dzieć, że po­nie­waż kar­mel, jako sub­stan­cja ra­ko­twór­cza zo­stał za­ka­za­ny w UE, pie­czy­wo bar­wi się sło­dem jęcz­mien­nym. Jak to roz­po­znać? Oprócz ko­lo­ru, któ­ry moc­no przy­po­mi­na kar­mel, klu­czo­wy jest smak - je­że­li pie­czy­wo ma słod­ka­wy po­smak, na pew­no zo­sta­ło ochrzczo­ne barw­ni­kiem.

Nie ma też co li­czyć na to, że ma­so­wo wy­pie­ka­ne pie­czy­wo, np. w su­per­mar­ke­tach, robi się na ma­śle. Naj­czę­ściej uży­wa się tłusz­czu pie­kar­ni­cze­go, a na­stęp­nie wzbo­ga­ca pro­duk­ty aro­ma­tem ma­sła, sma­kiem ma­śla­nym lub czymś po­dob­nym - czy­li za­ja­dasz fran­cu­ską bu­łecz­kę, my­śląc, że jest w niej ma­sło, a tym­cza­sem cia­sto ja­koś klei ci się do pod­nie­bie­nia. Spo­ro moż­na wy­czy­tać już z pa­pie­ro­wej tor­by, w któ­rej trzy­masz wy­piek. Je­śli ku­pu­jesz chleb na za­kwa­sie, to to­reb­ka, w któ­rej go prze­cho­wu­jesz, nie po­win­na być mo­kra od tłusz­czu. Fakt, może zda­rzyć się, że pa­pier bę­dzie wil­got­ny ze wzglę­du na obec­ność za­kwa­su, jed­nak nie spra­wia on, że chleb jest tłu­sty lub ma za­pach sta­re­go ole­ju.

Uwa­ga na wszel­kie chle­by pro­te­ino­we, od­chu­dza­ją­ce itp. W więk­szo­ści przy­pad­ków ich skład po pro­stu po­wa­la i chy­ba już le­piej zjeść pszen­ny bo­chen GMO... Je­że­li chleb pro­te­ino­wy, to naj­czę­ściej so­jo­wy, a je­śli so­jo­wy, to mo­dy­fi­ko­wa­ny ge­ne­tycz­nie. Po­nad­to dla wzbo­ga­ce­nia sma­ku znaj­dą się w nim eks­trak­ty z wszel­kie­go ro­dza­ju ro­ślin, sub­stan­cje spulch­nia­ją­ce, kon­ser­wu­ją­ce i wie­le in­nych. Po­zor­nie wy­glą­da zdro­wo - jest ciem­ny i ma zia­ren­ka - jed­nak nic bar­dziej myl­ne­go.

Po­wiedz­my, że na sta­cji ben­zy­no­wej wi­dzi­my "zdro­wą" ka­nap­kę z kur­cza­kiem. Na pierw­szy rzut oka wy­glą­da na­praw­dę do­brze. Za­czy­na­my czy­tać ety­kie­tę i pro­szę bar­dzo... Pszen­na buł­ka wie­lo­ziar­ni­sta. Skład­ni­ki: mąka (sło­do­wa pszen­na, żyt­nia, pra­żo­na sło­do­wa jęcz­mien­na, pra­żo­na sło­do­wa pszen­na, pre­że­lo­wa­na żyt­nia, pre­że­lo­wa­na pszen­na), woda, glu­ten pszen­ny, ka­sza owsia­na, otrę­by so­jo­we, sie­mię lnia­ne, sól jo­do­wa­na, droż­dże, na­sio­na sło­necz­ni­ka, płat­ki pszen­ne, mie­lo­ne żyto, dek­stro­za, sub­stan­cja za­gęsz­cza­ją­ca E412, otrę­by pszen­ne, emul­ga­to­ry E471 i E472e, re­gu­la­tor kwa­so­wo­ści E170, sta­bi­li­za­tor E412. A to je­dy­nie skład buł­ki. Nie przy­to­czę już skła­du resz­ty pro­duk­tu. Naj­wy­raź­niej we­dług norm prze­my­słu pie­kar­ni­cze­go do wy­pie­cze­nia zwy­kłej buł­ki nie­zbęd­nych jest po­nad 20 skład­ni­ków...

Sta­li­śmy się cy­wi­li­za­cją m.in. ze wzglę­du na psze­ni­cę, któ­ra po­zwo­li­ła nam się osie­dlić i za­nie­chać ko­czow­ni­cze­go try­bu ży­cia. Nie ozna­cza to jed­nak, że nie za­pła­ci­li­śmy za to wy­so­kiej ceny. Przy­go­to­wy­wa­nie pie­czy­wa tra­dy­cyj­ny­mi me­to­da­mi trwa­ło do­syć dłu­go. Nie było droż­dży, ist­niał za to za­kwas, i tak zro­bie­nie bo­chen­ka chle­ba zaj­mo­wa­ło kil­ka dni - był to w za­sa­dzie pro­ces fer­men­ta­cji, któ­rej tak na­praw­dę po­trze­bu­ją wszyst­kie ziar­na, aby mo­gły być dla nas zdro­we i po­żyw­ne. Dziś za­czy­na się od psze­ni­cy i w cią­gu dwóch go­dzin w pla­sti­ko­wej to­reb­ce lą­du­je chleb. W ten spo­sób wszyst­kie aler­ge­ny i sub­stan­cje draż­nią­ce, któ­re na­tu­ral­nie wy­stę­pu­ją w psze­ni­cy, po­zo­sta­ją w chle­bie, po­nie­waż prze­two­rzo­no ją zbyt szyb­ko. Tra­dy­cyj­ne me­to­dy wy­pie­ku były czymś, co po­zwo­li­ło nam prze­trwać, po­nie­waż za­kwas za­wie­ra pew­ne ro­dza­je droż­dży i bak­te­rii za­an­ga­żo­wa­nych w roz­kład i tra­wie­nie wie­lu bia­łek, któ­rym przy­pi­su­je­my po­wo­do­wa­nie du­żych, de­struk­cyj­nych zmian w or­ga­ni­zmie. Tak więc na­sze kul­tu­ra i tra­dy­cja na­uczy­ły nas, jak jeść po­kar­my, któ­re, gdy­by nie po­sia­da­na wie­dza o ich ob­rób­ce, by­ły­by dla nas szko­dli­we. Szko­da tyl­ko, że kul­tu­rę i tra­dy­cję wy­rzu­ci­li­śmy na śmiet­nik.

Spójrz­my na przy­kła­do­wy skład bu­łek opa­trzo­nych okre­śle­nia­mi "bio", "slow", "z cia­sta doj­rze­wa­ją­ce­go 24 go­dzi­ny", "100% na­tu­ral­ne", "pod­pie­czo­ne w pie­cu ka­mien­nym" itd. zna­le­zio­ny w sie­ci po­pu­lar­nych su­per­mar­ke­tów. Pro­du­cent de­kla­ru­je: "Do pro­duk­cji na­szych eko­lo­gicz­nych bu­łe­czek wy­ko­rzy­stu­je­my tyl­ko naj­lep­sze skład­ni­ki. Mąka po­cho­dzi z wła­sne­go prze­mia­łu, a cia­sto doj­rze­wa przez mi­ni­mum 24 go­dzi­ny, aby bu­łecz­ki były jak naj­smacz­niej­sze. Wy­jąt­ko­wą struk­tu­rę ze wspa­nia­łą chru­pią­cą skór­ką za­wdzię­cza­ją one pie­cze­niu w pie­cu ka­mien­nym".

EKO­LO­GICZ­NE BUŁ­KI PSZEN­NE POD­PIE­CZO­NE

Skład­ni­ki: mąka pszen­na z rol­nic­twa eko­lo­gicz­ne­go, woda, mie­szan­ka pie­kar­ni­cza (mąka żyt­nia, cu­kier, psze­ni­ca, słód pszen­ny, słód jęcz­mien­ny, skro­bia pszen­na, ace­ro­la w prosz­ku, mal­to­dek­stry­na), sól, oli­wa, miód, droż­dże (za­wie­ra­ją psze­ni­cę), kasz­ka ry­żo­wa. Może za­wie­rać mle­ko, soję, łu­bin, na­sio­na se­za­mu i orze­chy.

PIE­CZY­WO DO HOT DO­GÓW PSZEN­NO-ŻYT­NIE TYPU FRAN­CU­SKIE­GO

Skład­ni­ki: mąka pszen­na 69%, woda, mąka żyt­nia 3,4%, droż­dże, cu­kier, olej rze­pa­ko­wy, sól, mie­szan­ka wy­pie­ko­wa (mąka pszen­na, mąka so­jo­wa, glu­ten pszen­ny, emul­ga­tor mono- i di­gli­ce­ry­dów kwa­sów tłusz­czo­wych es­try­fi­ko­wa­nych kwa­sem mono- i dia­ce­ty­lo­wi­no­wym, śro­dek do prze­twa­rza­nia mąki: kwas askor­bi­no­wy), re­gu­la­tor kwa­so­wo­ści (octan sodu). Pro­dukt może za­wie­rać mle­ko łącz­nie z lak­to­zą, jaja, na­sio­na se­za­mu i orze­chy wło­skie.

WODA, NAPOJE

W Pol­sce pi­cie wody pro­mo­wa­ne jest za­le­d­wie od kil­ku lat lat. Aby za­chę­cić do jej spo­ży­wa­nia, kon­cer­ny prze­ści­ga­ją się w wy­my­śla­niu no­wych, rze­ko­mo owo­co­wych sma­ków - jed­nak nie ma nic gor­sze­go niż prze­ko­na­nie o tym, że pro­du­ko­wa­na ma­so­wo woda sma­ko­wa jest zdro­wa.

Na nic przy­cią­ga­ją­ce wzrok i klien­ta ha­sła "bez kon­ser­wan­tów", "bez cu­kru", "na­tu­ral­ne soki" - nie spo­tka­łam jesz­cze ani jed­ne­go pro­duk­tu z ka­te­go­rii wód sma­ko­wych, któ­ry fak­tycz­nie za­wie­rał­by to, co ma na­pi­sa­ne na bu­tel­ce. Po spraw­dze­niu skła­du pro­duk­tu czę­sto oka­zu­je się, że praw­dzi­wy sok owo­co­wy to 0,001%, w do­dat­ku z kon­cen­tra­tu. Bez kon­ser­wan­tów - za­po­mnie­li jed­nak do­dać, że kwas cy­try­no­wy jest ra­ko­twór­czy, bez cu­kru - ale za to z aspar­ta­mem albo przy­naj­mniej z sy­ro­pem glu­ko­zo­wo-fruk­to­zo­wym, w więk­szo­ści przy­pad­ków wy­two­rzo­nym z ku­ku­ry­dzy GMO, któ­ra nie­wie­le wspól­ne­go ma w ogó­le z ro­śli­ną, a co do­pie­ro ze zdro­wiem. Wy­da­je nam się, że to niby nic ta­kie­go, ale ilość mi­kro­skład­ni­ków do­da­nych do roż­ne­go ro­dza­ju spo­żyw­czych pro­duk­tów prze­my­sło­wych, któ­re zja­da­my co­dzien­nie, my­śląc, że mają zni­ko­my wpływ na na­sze zdro­wie, po pod­su­mo­wa­niu oka­zu­je się ilo­ścią ma­kro i skut­ki ubocz­ne rów­nież po­ja­wia­ją się za­zwy­czaj na­gle i w ska­li ma­kro.

Mu­si­my zdać so­bie spra­wę z tego, że po­wie­rza­nie swo­je­go zdro­wia prze­my­słom far­ma­ceu­tycz­ne­mu i spo­żyw­cze­mu nie jest naj­lep­szym po­my­słem. Pa­mię­taj­my, że głów­nym ce­lem ma­so­wej pro­duk­cji żyw­no­ści jest mak­sy­mal­ny zysk przy mi­ni­mal­nych kosz­tach, a ja­kie­kol­wiek skut­ki ubocz­ne ta­kie­go dzia­ła­nia są już poza ob­sza­rem za­in­te­re­so­wa­nia kor­po­ra­cji.

Je­śli więc wi­dzisz na­pis "na­pój owo­co­wy", od razu mo­żesz przy­jąć, że nie jest to sok. Pro­dukt o na­zwie "na­pój owo­co­wy" może za­wie­rać śla­do­we ilo­ści owo­ców lub (uwa­ga!) nie za­wie­rać ich wca­le! Stan­dar­do­wo na li­ście skład­ni­ków znaj­dziesz: wodę, cu­kier lub sy­rop i syn­te­tycz­ną wi­ta­mi­nę C, osta­tecz­nie tak­że kon­cen­trat owo­co­wy (w pro­mi­lach) lub aro­mat o sma­ku da­ne­go owo­cu. Czę­sto te same aro­ma­ty, któ­rych uży­wa się w prze­my­śle spo­żyw­czym, do­da­wa­ne są do de­ter­gen­tów i my­de­łek to­a­le­to­wych - ana­lo­gia po­mię­dzy pi­ciem na­po­ju owo­co­we­go a zja­da­niem ta­kie­go my­deł­ka na­su­wa się sama.

Wie­le z tych do­dat­ków to neu­ro­tok­sy­ny, któ­re ne­ga­tyw­nie wpły­wa­ją na funk­cjo­no­wa­nie na­sze­go mó­zgu - naj­bar­dziej ak­tyw­ne­go me­ta­bo­licz­nie na­rzą­du w na­szym or­ga­ni­zmie, któ­ry wy­ko­rzy­stu­je pra­wie 20% jego za­so­bów ener­ge­tycz­nych. W związ­ku z tym jest to or­gan nie­zwy­kle wy­czu­lo­ny na wszel­kie zmia­ny spo­ży­wa­nych sub­stan­cji, a pierw­sze skut­ki przyj­mo­wa­nia tok­syn lub nie­ko­rzyst­nych dla or­ga­ni­zmu środ­ków do­strzec moż­na w za­cho­wa­niu i psy­chi­ce, po­nie­waż układ ner­wo­wy jest nie­zwy­kle wraż­li­wy za­rów­no na nie­zna­ne, jak i na nie­ko­rzyst­ne dla sie­bie bodź­ce. W ostat­nich 100 la­tach zmo­dy­fi­ko­wa­li­śmy ilość i ro­dzaj sub­stan­cji che­micz­nych do­star­cza­nych do or­ga­ni­zmu tak bar­dzo, że ża­den żywy or­ga­nizm nie jest w sta­nie się do nich za­adap­to­wać bez ne­ga­tyw­nych kon­se­kwen­cji. Tak więc la­wi­na agre­syw­nych za­cho­wań, prze­mo­cy, nie­ko­rzyst­nych zmian spo­łecz­nych, po­wszech­ne­go otę­pie­nia swo­je źró­dło może mieć rów­nież w nie­do­ży­wie­niu mó­zgu. Ba­da­nia prze­pro­wa­dzo­ne wśród więź­niów po­ka­za­ły, że za­pew­nie­nie im su­ple­men­tów i po­ży­wie­nia, któ­re za­spo­ko­ją po­trze­by or­ga­ni­zmu do­pro­wa­dzi­ło do spad­ku za­cho­wań na tle agre­syw­nym o 40%. Na­le­ży pod­kre­ślić, iż więź­nio­we przyj­mo­wa­li ogól­nie za­le­ca­ne daw­ki dzien­ne. Ist­nie­je już po­nad 500 ba­dań, któ­re po­twier­dza­ją bez­po­śred­ni wpływ die­ty i spo­ży­wa­nych po­kar­mów oraz na­po­jów na re­ak­cje psy­chicz­ne, za­rów­no u do­ro­słych, jak i u dzie­ci. A za­tem, w myśl po­pu­lar­nej ostat­nio mak­sy­my: "Je­steś nie tyl­ko tym, co jesz, ale też tym, co pi­jesz".

KAWY, HERBATY

Czy wiesz, że kawa roz­pusz­czal­na, zgod­nie z chro­ma­to­gra­fią jo­no­wą, za­wie­ra po­nad 1200 związ­ków che­micz­nych? Jest to pro­dukt wy­twa­rza­ny po­przez za­pa­rza­nie pra­żo­nych i mie­lo­nych zia­ren kawy, po czym uzy­ska­ny płyn su­szy się roz­py­ło­wo lub lio­fi­li­zu­je. Pro­ces ten ma na celu usu­nię­cie wil­go­ci i uzy­ska­nie gra­nu­lek kawy, któ­re ła­two roz­pusz­cza­ją się w go­rą­cej wo­dzie. Kawa roz­pusz­czal­na jest nie­wąt­pli­wie tań­sza od praw­dzi­wej, świe­żo mie­lo­nej, ta­kiej jak np. ara­bi­ca, jed­nak ze wzglę­du na zdro­wie naj­le­piej jest jej uni­kać.

Kawa roz­pusz­czal­na, po­dob­nie jak ziar­na kawy, za­wie­ra ko­fe­inę - obec­nie naj­czę­ściej spo­ży­wa­ny le­gal­ny śro­dek po­bu­dza­ją­cy. Ko­fe­ina przyj­mo­wa­na z umia­rem rze­czy­wi­ście daje kil­ka ko­rzy­ści zdro­wot­nych. Po­nie­waż jed­nak kawa roz­pusz­czal­na na sku­tek ma­so­wej ob­rób­ki i prze­twa­rza­nia, ma jej znacz­nie mniej niż świe­żo za­pa­rzo­ne ziar­na, aby po­czuć po­żą­da­ny efekt, pi­je­my jej wię­cej - ła­two wte­dy prze­kro­czyć za­le­ca­ną daw­kę ko­fe­iny, co może pro­wa­dzić do draż­li­wo­ści, ko­ła­ta­nia ser­ca i bez­sen­no­ści. Stwier­dzo­no, że nad­mier­ne spo­ży­wa­nie ko­fe­iny - czy­li pi­cie sied­miu lub wię­cej fi­li­ża­nek kawy dzien­nie - może po­wo­do­wać na­wet ha­lu­cy­na­cje. Co wię­cej, oso­by z ze­spo­łem za­bu­rzeń lę­ko­wych, pa­ra­no­ją czy cier­pią­ce na fo­bie wy­da­ją się szcze­gól­nie po­dat­ne na sta­ny lę­ko­we wy­wo­ła­ne jej nad­mia­rem.

Spo­ży­wa­nie kawy roz­pusz­czal­nej wraz z po­sił­kiem bez­po­śred­nio wpły­wa rów­nież na wchła­nia­nie że­la­za. Jak się oka­zu­je, kawa roz­pusz­czal­na pita w trak­cie po­sił­ku lub go­dzi­nę po jego spo­ży­ciu po­wo­du­je znacz­ne ob­ni­że­nie ilo­ści że­la­za wchła­nia­ne­go przez je­li­ta. Me­cha­nizm ha­mu­ją­cy ab­sorp­cję że­la­za przez prze­wód po­kar­mo­wy jest jesz­cze bar­dziej wi­docz­ny, gdy wy­pi­ja­my moc­ną kawę in­stant. Je­śli jed­nak na­pój spo­ży­wa­ny jest na go­dzi­nę przed po­sił­kiem, taka re­ak­cja nie za­cho­dzi.

Spo­sób, w jaki pro­du­ko­wa­na jest kawa roz­pusz­czal­na, po­wo­du­je, że koń­co­wy pro­dukt za­wie­ra akry­la­mid. Jest to zwią­zek che­micz­ny sto­so­wa­ny w oczysz­czal­niach ście­ków, a tak­że w prze­my­śle pa­pier­ni­czym i w prze­twór­stwie rud jako roz­pusz­czal­ny w wo­dzie śro­dek za­gęsz­cza­ją­cy. Akry­la­mid two­rzy się w żyw­no­ści, gdy pod­czas prze­twa­rza­nia jest ona pod­da­wa­na dzia­ła­niu tem­pe­ra­tu­ry wyż­szej niż 120°C. Sub­stan­cję tę uwa­ża się za neu­ro­tok­sy­nę, a tak­że za zwią­zek ra­ko­twór­czy.

Je­że­li cho­dzi o her­ba­ty, sy­tu­acja jest po­dob­na. Naj­lep­szym roz­wią­za­niem jest uni­ka­nie tych naj­bar­dziej prze­two­rzo­nych. Her­ba­ty roz­pusz­czal­ne do dziś ko­ja­rzą mi się z kroch­ma­lem. O pro­ce­de­rze okle­ja­nia kroch­ma­lem her­ba­ty w la­tach 70. opo­wie­dzia­ła mi pew­na oso­ba, któ­ra w tam­tym cza­sie mia­ła oka­zję od­wie­dzać za­kła­dy pro­duk­cyj­ne.

Co do wła­ści­wo­ści her­ba­ty zda­nia są oczy­wi­ście po­dzie­lo­ne. Jed­nak to, co jest pew­ne, to fakt, iż de­cy­du­ją o nich po­cho­dze­nie, spo­sób prze­twa­rza­nia oraz opa­ko­wa­nia, w ja­kich się ją prze­cho­wu­je czy trans­por­tu­je. Tak­że to, z cze­go zro­bio­ne są to­reb­ki, je­że­li jest to pro­dukt go­to­wy do za­pa­rza­nia. Jak rów­nież to, czy była ona nie tyl­ko su­szo­na na słoń­cu, ale też np. pod­su­sza­na i kon­ser­wo­wa­na w trak­cie trans­por­tu oraz czy pod­czas upra­wy uży­wa­no tok­sycz­nych środ­ków ochro­ny ro­ślin, pe­sty­cy­dów, fun­gi­cy­dów itp. Je­śli więc ku­pu­je­cie her­ba­tę owo­co­wą, wy­bie­raj­cie mie­szan­kę, któ­ra rze­czy­wi­ście za­wie­ra owo­ce - być może jest ona mniej wy­god­na w pa­rze­niu niż ta w to­reb­kach, ale przy­naj­mniej mamy pew­ność, że fak­tycz­nie są w niej owo­ce, a nie je­dy­nie same aro­ma­ty owo­co­we, i to w śla­do­wych ilo­ściach, wy­mie­sza­ne z barw­ni­ka­mi.

Już sama her­ba­ta pa­ko­wa­na do to­re­bek po­zo­sta­wia wie­le do ży­cze­nia. Przede wszyst­kim czę­sto pa­ku­je się do nich od­pa­dy - w koń­cu ka­wał­ki w ta­kiej to­reb­ce czę­sto przy­po­mi­na­ją pył her­ba­cia­ny. Ca­na­dian Food In­spec­tion Agen­cy (CFIA) wy­ka­za­ła, że 1 na 4 her­ba­ty za­wie­ra po­zo­sta­ło­ści pe­sty­cy­dów w ilo­ści prze­kra­cza­ją­cej li­mit bez­pie­czeń­stwa przy­ję­ty przez He­alth Ca­na­da, a nie­któ­re z nich za­wie­ra­ją na­wet groź­ne pe­sty­cy­dy za­ka­za­ne na ca­łym świe­cie.

Za­gro­że­niem dla zdro­wia są nie tyl­ko her­ba­ty kiep­skiej ja­ko­ści, peł­ne szko­dli­wych związ­ków, ale same to­reb­ki do za­pa­rza­nia, po­cząw­szy od naj­po­pu­lar­niej­szych bia­łych sa­sze­tek wy­ko­na­nych z pa­pie­ru aż po naj­now­szy wy­na­la­zek, czy­li zna­ne nam z re­klam pi­ra­mid­ki. Te pierw­sze za­wie­ra­ją w so­bie chlor uży­wa­ny do ich wy­bie­la­nia oraz epi­chlo­ro­hy­dry­nę - bar­dzo nie­bez­piecz­ny zwią­zek che­micz­ny, któ­ry w kon­tak­cie z wodą ule­ga hy­dro­li­zie do 3-MCPD. Oby­dwa związ­ki za­bu­rza­ją pra­cę ukła­du od­por­no­ścio­we­go, mogą pro­wa­dzić do bez­płod­no­ści, a na­wet wy­wo­ły­wać raka. Pi­ra­mid­ki na­to­miast wy­ko­na­ne są z róż­nych pla­sti­ko­wych two­rzyw sztucz­nych, któ­re za­wie­ra­ją tok­sycz­ne: bis­fe­nol A (BPA), bis­fe­nol S (BPS) i fta­la­ny, czy­li sub­stan­cje imi­tu­ją­ce ludz­kie hor­mo­ny, któ­re pro­wa­dzą do za­bu­rzeń i de­sta­bi­li­za­cji ludz­kie­go or­ga­ni­zmu. Tok­sycz­ne sub­stan­cje ak­ty­wu­ją się w ze­tknię­ciu z go­rą­cą wodą, bez któ­rej za­pa­rze­nie her­ba­ty by­ło­by prze­cież nie­moż­li­we. Poza efek­tem zdro­wot­nym jest też aspekt eko­lo­gicz­ny. To­reb­ki z her­ba­tą za­śmie­ca­ją śro­do­wi­sko, dłu­go się roz­kła­da­ją i po­wo­du­ją za­nie­czysz­cze­nie gle­by szko­dli­wy­mi sub­stan­cja­mi.

Tak więc je­śli her­ba­ta, to naj­le­piej li­ścia­sta, taka, któ­rej po­cho­dze­nie mo­że­my spraw­dzić. Spró­buj­my się do­wie­dzieć, gdzie, na ja­kiej plan­ta­cji zo­sta­ła ona ze­bra­na i czy uży­wa się tam tru­ją­cych środ­ków che­micz­nych, któ­re wpły­wa­ją za­rów­no na lu­dzi, któ­rzy zbie­ra­ją li­ście her­ba­ty, jak i na śro­do­wi­sko na­tu­ral­ne, w któ­rym ro­śli­na jest upra­wia­na, a na­wet na ku­bek, któ­ry trzy­ma­my w dło­niach.

TŁUSZCZE

Tłuszcz, przez de­ka­dy oczer­nia­ny i przed­sta­wia­ny jako naj­więk­szy wróg zdro­wej die­ty, co­raz czę­ściej uzna­wa­ny jest za nie­zbęd­ny skład­nik na­sze­go co­dzien­ne­go menu, i to nie tyl­ko przez die­te­ty­ków czy tre­ne­rów, ale na­wet przez psy­chia­trów. Rola zdro­wych tłusz­czów w zrów­no­wa­żo­nym try­bie ży­cia jest de­cy­du­ją­ca dla sku­tecz­ne­go funk­cjo­no­wa­nia mó­zgu i - wbrew temu, co pod­po­wia­dać może nam in­tu­icja - praw­dzi­wie zdro­wy tłuszcz po­ma­ga spa­lać w cie­le tłuszcz nie­zdro­wy, któ­ry wpły­wa na przy­rost wagi i za­bu­rze­nia me­ta­bo­licz­ne.

Jed­nak nie wszyst­kie tłusz­cze są so­bie rów­ne: na­wet naj­bar­dziej war­to­ścio­we ole­je mogą stać się dla nas tru­ci­zną, je­śli pod­czas go­to­wa­nia prze­kro­czą swój punkt dy­mie­nia, czy­li gra­ni­cę tem­pe­ra­tu­ry, do któ­rej mogą być prze­twa­rza­ne. Po­nad­to nad­mier­nie prze­two­rzo­ne ole­je - ta­kie jak olej rze­pa­ko­wy, któ­ry musi być wy­bie­la­ny i po­zba­wia­ny cha­rak­te­ry­stycz­ne­go za­pa­chu, za­nim zo­sta­nie wy­pusz­czo­ny na ry­nek - mogą po­zba­wić nas istot­nych prze­ciw­u­tle­nia­czy.

W isto­cie tłuszcz od­gry­wa klu­czo­wą rolę dla utrzy­ma­nia rów­no­wa­gi za­rów­no fi­zycz­nej, jak i umy­sło­wej. Na sku­tek an­ty­tłusz­czo­wej pro­pa­gan­dy nie do­ce­nia­my jego wagi w na­szym co­dzien­nym mo­de­lu ży­wie­nia, wciąż pa­nicz­nie bo­jąc się, że uty­je­my, pod­czas gdy nasz praw­dzi­wy wróg - cu­kier - czai się za każ­dym ro­giem. Wagę cał­ko­wi­tą na­sze­go mó­zgu w 60% sta­no­wi tłuszcz. Po­trze­bu­je­my wła­ści­we­go tłusz­czu, aby na­sze mózg i cia­ło były zdro­we. Ludz­ki or­ga­nizm wy­ko­rzy­stu­je tłusz­cze do ma­ga­zy­no­wa­nia ener­gii, bu­do­wa­nia i re­ge­ne­ra­cji ko­mó­rek i mię­śni, pro­duk­cji hor­mo­nów oraz wchła­nia­nia skład­ni­ków od­żyw­czych. Ole­je, któ­re za­sad­ni­czo są tłusz­czem, od­gry­wa­ją w na­szym ży­ciu klu­czo­wą rolę.

Na prze­ło­mie lat sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych Ame­ry­kań­skie To­wa­rzy­stwo Kar­dio­lo­gicz­ne ogło­si­ło, że tłusz­cze są dla nas złe i że mu­si­my ogra­ni­czyć ich spo­ży­cie. Od cza­su tam­tej ka­ta­stro­fal­nej w skut­kach de­kla­ra­cji lu­dzie za­czę­li sta­wać się co­raz bar­dziej cho­rzy i co­raz grub­si. Jed­nak oka­zu­je się, że jesz­cze w la­tach 60. prze­mysł cu­krow­ni­czy opła­cił na­ukow­ców, któ­rzy oznaj­mi­li, że to wła­śnie tłuszcz, a nie cu­kier, jest przy­czy­ną pro­ble­mów zdro­wot­nych. Mit ten pod­trzy­my­wa­ny był przez ostat­nie 40 lat. Wy­star­cza­ją­co dłu­go, by za­szcze­pić w lu­dziach pa­ra­no­icz­ny strach przed tłusz­czem. Bran­ża pro­mo­cyj­na do­strze­gła szan­sę w pro­mo­wa­niu pro­duk­tów bez­tłusz­czo­wych i prze­kształ­ci­ła ją w zysk: wte­dy na­ro­dzi­ły się bez­tłusz­czo­we, wy­so­ko­prze­two­rzo­ne pro­duk­ty spo­żyw­cze i były one obec­ne nie­mal wszę­dzie. Nie­ste­ty, po­nie­waż tłuszcz jest ka­ta­li­za­to­rem sma­ku, kie­dy po­zbę­dzie­my się go z je­dze­nia, pro­duk­ty sma­ku­ją jak tek­tu­ra, więc aby nad­ro­bić ów brak, żyw­ność trze­ba wy­peł­nić cu­krem lub in­ny­mi sub­stan­cja­mi sło­dzą­cy­mi i róż­ne­go ro­dza­ju che­mi­ka­lia­mi. Pod­czas gdy USA, a póź­niej inne kra­je wy­so­ko roz­wi­nię­te po­pa­dły w bez­tłusz­czo­we sza­leń­stwo, za­czę­li­śmy nie­świa­do­mie gło­dzić swój or­ga­nizm i po­zba­wiać go nie­zbęd­nych kwa­sów tłusz­czo­wych, któ­rych po­trze­bu­je­my, aby móc się re­ge­ne­ro­wać i aby pro­ce­sy me­ta­bo­licz­ne mo­gły za­cho­dzić pra­wi­dło­wo. Kie­dy lu­dzie ogra­ni­czy­li tłuszcz, mu­sie­li szu­kać ener­gii gdzie in­dziej. Dla­te­go za­czę­li spo­ży­wać nad­mier­ne ilo­ści cu­kru, co za­po­cząt­ko­wa­ło epi­de­mię oty­ło­ści: w cią­gu ostat­nich kil­ku de­kad wskaź­nik oty­ło­ści wzrósł z 12% do 36% (w 2015 roku). Po­nad­to na­der czę­sto spo­ty­ka­ny­mi scho­rze­nia­mi sta­ły się cu­krzy­ca, na­głe za­trzy­ma­nie krą­że­nia, nad­ci­śnie­nie i rak.

Na ryn­ku znaj­dzie­my dziś wszyst­ko, na­wet olej z esen­cją ma­sła - w roz­sze­rzo­nym opi­sie pro­duk­tu prze­czy­ta­my, iż jest to po­łą­cze­nie naj­lep­szej ja­ko­ści ole­ju rze­pa­ko­we­go z ole­jem ma­śla­nym. Na ety­kie­cie znaj­dzie­my też inne in­for­ma­cje, ta­kie jak praw­dzi­wy ma­śla­ny smak, za­cho­wa­nie wła­ści­wo­ści do 220°C oraz re­ko­men­da­cja sze­fów kuch­ni. Ale cóż to jest olej ma­śla­ny? I któ­ry olej rze­pa­ko­wy jest naj­lep­szy, sko­ro sam rze­pak to ro­śli­na pa­stew­na na­da­ją­ca się do kar­mie­nia zwie­rząt - a w osta­tecz­no­ści do pro­duk­cji bio­pa­li­wa?

Rze­pak pod­le­ga licz­nym mo­dy­fi­ka­cjom, dzię­ki któ­rym po­wsta­je ro­śli­na do pro­duk­cji ole­ju. Olej rze­pa­ko­wy jest po­wszech­nie sto­so­wa­ny do ce­lów prze­my­sło­wych i jest tok­sycz­ny dla lu­dzi. Wy­ka­za­no, że po­wo­du­je on zmia­ny w płu­cach i ich ro­ze­dmę, a tak­że inne pro­ble­my zdro­wot­ne. Obec­nie po­nad 90% rze­pa­ku upra­wia­ne­go w USA to ro­śli­ny ge­ne­tycz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ne, a na­wet moż­na po­wie­dzieć, że cał­ko­wi­cie za­pro­jek­to­wa­ne w la­bo­ra­to­rium. Co ozna­cza, że pod­czas upra­wy opry­ski­wa­ne są one pe­sty­cy­da­mi. Jak­by tego było mało, aby z ro­śli­ny wy­eks­tra­ho­wać olej, po­trzeb­ny jest roz­pusz­czal­nik che­micz­ny, na­stęp­nie jest ona myta i dez­odo­ry­zo­wa­na za po­mo­cą ko­lej­nych che­mi­ka­liów, by po­zbyć się jej okrop­ne­go za­pa­chu. Cały ten pro­ces spra­wia, że kwa­sy ome­ga-3 za­war­te w rze­pa­ku prze­kształ­ca­ne są w tłusz­cze trans, któ­re w na­szym or­ga­ni­zmie pod­no­szą po­ziom trój­gli­ce­ry­dów i zwięk­sza­ją ry­zy­ko wy­stą­pie­nia cho­rób ser­ca, cu­krzy­cy oraz na­si­la­ją sta­ny za­pal­ne. Po­dob­nie jak inne wie­lo­nie­na­sy­co­ne kwa­sy tłusz­czo­we, rze­pak nie po­sia­da wie­lu ato­mów wo­do­ru, dla­te­go sta­je się nie­sta­bil­ny, a pod­czas jego ob­rób­ki ter­micz­nej w wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach po­wsta­ją wol­ne rod­ni­ki. Po­pu­lar­ne ole­je ro­ślin­ne ge­ne­ral­nie nie są naj­lep­szym wy­bo­rem dla zdro­wia - z wy­jąt­kiem oli­wy. Więk­szość ole­jów ro­ślin­nych pro­du­ko­wa­nych ma­so­wo jest wy­bie­la­na i prze­twa­rza­na przy uży­ciu związ­ków che­micz­nych, któ­re po­wo­du­ją na­gmin­ne sta­ny za­pal­ne w ca­łym or­ga­ni­zmie i la­wi­nę pro­ble­mów zdro­wot­nych. Wy­so­ko­prze­two­rzo­ne ole­je szyb­ko się utle­nia­ją, w efek­cie po­zba­wia­jąc or­ga­nizm prze­ciw­u­tle­nia­czy, któ­re po­ma­ga­ją utrzy­mać spraw­ność mó­zgu i za­cho­wać mło­dość. Po­nad­to ole­je z sza­fra­nu, sło­necz­ni­ka, soi, ku­ku­ry­dzy i ba­weł­ny cha­rak­te­ry­zu­ją się wy­so­kim po­zio­mem kwa­sów tłusz­czo­wych ome­ga-6, któ­rych nad­mier­ne spo­ży­cie rów­nież pro­wa­dzi do sta­nów za­pal­nych.

Na ryn­ku mamy wie­le zdro­wych tłusz­czów. Wszel­kie pro­duk­ty wy­so­ko­prze­twa­rza­ne, wy­bie­la­ne oraz per­fu­mo­wa­ne nie po­win­ny się znaj­do­wać w na­szej kuch­ni. Im mniej prze­twa­rza­nia, tym le­piej.

Co dzie­je się, gdy tłuszcz się utle­ni? Kie­dy olej osią­gnie punkt dy­mie­nia i prze­kro­czy mak­sy­mal­ną tem­pe­ra­tu­rę ob­rób­ki, utle­nia się. Wy­ob­raź­my so­bie rdzę na sta­rym przed­mio­cie - to też pro­ces utle­nia­nia i to samo dzie­je się z na­szym or­ga­ni­zmem, je­śli kar­mi­my go tłusz­czem lub też in­ny­mi pro­duk­ta­mi, któ­re ule­gły utle­nie­niu. Wy­twa­rza­ją się wów­czas wol­ne rod­ni­ki, któ­re nisz­czą na­sze ko­mór­ki. I zno­wu wra­ca­my do ba­dań - ja­sno wy­ka­za­ły one, że spo­ży­wa­nie utle­nio­nych ole­jów zwięk­sza sta­ny za­pal­ne, któ­re pro­wa­dzą do de­ge­ne­ra­cji DNA, co w efek­cie spra­wia, że sta­je­my się bar­dziej po­dat­ni na cho­ro­by ta­kie jak al­zhe­imer, de­men­cja, cu­krzy­ca, cho­ro­by ser­ca i rak.

Tłusz­cze, któ­re naj­bar­dziej na­da­ją się do ob­rób­ki ter­micz­nej w śred­nich i wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach:

Ro­dzaj tłusz­czu

Tem­pe­ra­tu­ra dy­mie­nia

Jak uży­wać

Ma­sło ghee

232°C

Do­sko­na­ły tłuszcz po­zba­wio­ny lak­to­zy. Ide­al­ny do ob­rób­ki ter­micz­nej. Nie­zbęd­ny do re­ge­ne­ra­cji błon ko­mór­ko­wych w ca­łym or­ga­ni­zmie.

Olej z awo­ka­do

260°C

Neu­tral­ny olej sta­no­wią­cy do­sko­na­łą al­ter­na­ty­wę dla ole­ju rze­pa­ko­we­go. Na­da­je się za­rów­no do pie­cze­nia, jak i do sma­że­nia w wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach.

Olej ma­ka­da­mia

215°C

Ma lek­ko orze­cho­wy smak, któ­ry nie jest jed­nak zbyt przy­tła­cza­ją­cy. Za­wie­ra kwa­sy ome­ga-7. Za­sad­ni­czo do wy­ko­rzy­sta­nia we wszel­kich prze­pi­sach, na­wet na ma­ry­na­ty; rów­nież tam, gdzie naj­czę­ściej uży­wa­my oli­wy, mo­że­my użyć ole­ju z orze­chów ma­ka­da­mia.

Olej ry­żo­wy

213°C

Ide­al­ny do sma­że­nia i pie­cze­nia w wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach. Ra­czej nie ma sma­ku, jed­nak mimo tego, że po­zo­sta­je neu­tral­ny, nie sma­ku­je naj­le­piej w sa­łat­kach na zim­no, jest za to do­sko­na­łym skład­ni­kiem do­mo­wych so­sów, di­pów czy ma­jo­ne­zu.

Nie­ra­fi­no­wa­ny olej ko­ko­so­wy

232°C

Na­da­je się za­rów­no do smo­othie, jak i do wy­pie­ków czy sma­że­nia, np. na­le­śni­ków lub ba­na­nów, a tak­że do pro­duk­cji do­mo­wych ba­to­nów i sło­dy­czy. Ma cha­rak­te­ry­stycz­ny słod­ka­wy po­smak ko­ko­sa.

Ma­sło

177°C

Ma­sło przez dłu­gi czas mia­ło złą re­pu­ta­cję i cho­ciaż wciąż nie na­da­je się do sma­że­nia w wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach, świet­nie spraw­dzi się np. pod­czas przy­go­to­wa­nia ja­jecz­ni­cy. Jest to je­dy­ny z pro­duk­tów mlecz­nych, któ­ry - o ile jest praw­dzi­wym ma­słem, czy­li czy­stym tłusz­czem mlecz­nym - jest od­po­wied­ni na­wet dla osób z aler­gią. Spraw­dza się też jako skład­nik ku­lo­od­por­nej kawy. Ma­sło jest nie­zbęd­ne dla roz­wo­ju mó­zgu u ma­łych dzie­ci i dla re­ge­ne­ra­cji ca­łe­go or­ga­ni­zmu.

Ma­sło ka­ka­owe

188°C

Smak ma­sła ka­ka­owe­go może zo­stać zruj­no­wa­ny, je­śli zbyt szyb­ko zo­sta­nie ono pod­grza­ne. Sto­so­wa­ne jest głów­nie do de­se­rów oraz wa­rzyw lub owo­ców. W tem­pe­ra­tu­rze po­ko­jo­wej za­cho­wu­je sta­łą kon­sy­sten­cję, dla­te­go ide­al­nie na­da­je się do ro­bie­nia ba­to­nów z gra­no­li, cze­ko­la­do­we­go ła­mań­ca lub in­nych wie­lo­skład­ni­ko­wych sło­dy­czy.

Oli­wa

188°C

Naj­wyż­szej ja­ko­ści oli­wa ma­męt­ny i ciem­no­zie­lo­ny ko­lor. Po­win­na być prze­cho­wy­wa­na w ciem­nej bu­tel­ce. Jest ide­al­na do wy­kań­cza­nia po­traw, dres­sin­gów i nie­za­wod­na w da­niach śród­ziem­no­mor­skich, np. do zro­bie­nia pe­sto czy po­la­nia piz­zy. Wszel­kie żół­te oli­wy są wie­lo­krot­nie fil­tro­wa­ne. Jest to je­den z tłusz­czów naj­bar­dziej na­ra­żo­ny na ryn­ko­we oszu­stwa i naj­czę­ściej pod­ra­bia­ny pro­dukt na świe­cie.

Olej z pe­stek wi­no­gron

215°C

Po­sia­da wyż­szą tem­pe­ra­tu­rę dy­mie­nia niż inne ole­je, ale ma wy­so­ką za­war­tość kwa­sów ome­ga-6, któ­re w nad­mia­rze, je­śli nie są zrów­no­wa­żo­ne przez inne ome­gi, po­wo­du­ją sta­ny za­pal­ne, więc nie opie­raj­my na nim zbyt moc­no na­szej kuch­ni. Dzię­ki swo­je­mu neu­tral­ne­mu sma­ko­wi jest do­sko­na­łym sub­sty­tu­tem ole­ju rze­pa­ko­we­go w re­cep­tu­rach do pie­cze­nia. Jest rów­nież dużo tań­szy niż inne ole­je wy­so­kiej ja­ko­ści.

Olej z na­sion se­za­mu

232°C

Ma wy­so­ką za­war­tość kwa­sów ome­ga-6 i bar­dzo in­ten­syw­ny smak, dla­te­go le­piej uży­wać go w umiar­ko­wa­nych ilo­ściach, np. łyż­ka sto­ło­wa lub dwie jako do­da­tek do so­sów i zup. Duże ilo­ści ole­ju se­za­mo­we­go mogą zdo­mi­no­wać smak po­tra­wy.